Wstęp
WSTĘP
W drugiej połowie listopada 1396 roku wielka wenecka galera, stanowiąca
część flotylli Republiki Świętego Marka, z królem Zygmuntem
Luksemburskim, władcą Węgier, Chorwacji, zwierzchnikiem Bośni, Mołdawii
i Wołoszczyzny na pokładzie właśnie miała przepłynąć przez Hellespont,
czyli Dardanele, cieśninę oddzielającą europejską część posiadłości
Turków osmańskich od ich azjatyckich ziem w Anatolii. Wtem na plaży koło
Gallipoli oczom załogi okrętu ukazał się tłum wydających rozpaczliwe
okrzyki wymizerowanych jeńców chrześcijańskich zagarniętych w niewolę
przez tureckiego sułtana Bajezyda I. Były to resztki wspaniałej armii
krzyżowej złożonej z Węgrów i przedstawicieli wielu innych narodów
zachodniej i środkowej Europy, z którą Zygmunt Luksemburski wkroczył
latem 1396 roku na ziemie bułgarskie, podbite lub zhołdowane niedawno
przez "niewiernych" Turków osmańskich. Z rozkazu sułtana, który 25
września 1396 roku zadał władcy Węgier miażdżącą klęskę w bitwie
stoczonej pod bułgarskim Nikopolem, jeńców wyprowadzono na brzeg, w chwili gdy okręty weneckie właśnie przepływały koło półwyspu. Jak opisał
to naoczny świadek, jeden z nieszczęsnych jeńców, pilnujący ich Turcy
szydzili z bezsilnego, pokonanego króla, wołając, aby zszedł z okrętu i zabrał swych ludzi. Jeńców następnie przewieziono przez Hellespont do
Azji Mniejszej, gdzie miano ich przetrzymywać - w przypadku
najznaczniejszych tylko do czasu uiszczenia sowitego okupu.
Jednak nawet tych chrześcijan, którym udało się ujść cało z bitwy i przeprawić przez zbawczy Dunaj do sąsiedniej Wołoszczyzny, nie zawsze
można uznawać za szczęśliwców. Pozbawieni środków do życia, zdani na
litość nie zawsze okazywaną, pośród obcego otoczenia, wystawieni na
kaprysy pogody, napaści dzikich zwierząt i gorszych nawet od zwierząt
band zbójeckich, dręczeni głodem, zimnem i chorobami, z trudem docierali
do progów ojczystych domostw. Często tylko po to, by wkrótce umrzeć.
Taki los spotkał nawet jednego z wysoko urodzonych krzyżowców. Był nim
młody Ruprecht, hrabia Palatynatu z potężnego rodu Wittelsbachów
władających w Bawarii, który do-wlókł się w łachmanach, skrajnie
wyczerpany i chory, do zamku swego ojca w bawarskim Ambergu, gdzie po
kilku dniach zmarł1. Taki był czysto ludzki, jakże gorzki, a zarazem symboliczny koniec wielkiej, zakończonej klęską krucjaty
nikopolskiej.
***
Bitwa stoczona pod Nikopolem, znanym powszechnie jako Nicopolis Maior,
na południowym, bułgarskim brzegu Dunaju, to niefortunny wynik krucjaty
nikopolskiej, zaliczanej do tak zwanych późnych wypraw krzyżowych.
Wielka krucjata, podjęta wśród powszechnego entuzjazmu i wyrosła z żywych nadziei politycznych i religijnych, została zorganizowana z inicjatywy Zygmunta Luksemburskiego, jednej z najbarwniejszych
osobowości, jakim dane było zasiadać na tronach Węgier i Chorwacji,
Świętego Cesarstwa Rzymskiego (Narodu Niemieckiego) i Królestwa Czech.
Bitwa pod Nikopolis, a tą właśnie formą nazwy miejscowości będziemy się
posługiwać, należy do największych i najbardziej krwawych spośród bitew,
w jakich rycerstwo europejskie zmagało się z Osmanami. Należy
niewątpliwie do najważniejszych bitew historycznych, oczywiście z zakresu historii powszechnej. Już sam skład narodowościowy przeciwnych
armii dowodzi, jak wielki zasięg musiały mieć jej skutki! U boku
Zygmunta Luksemburskiego poza Niemcami i Węgrami walczyli także: rycerze
z innych krajów węgierskiej Korony Świętego Stefana oraz Czesi, oddziały
z Burgundii i Francji, Rumuni z węgierskiego Siedmiogrodu i Wołoszczyzny, Anglicy, Szkoci, Włosi i rycerze z Aragonii na Półwyspie
Pirenejskim, a także Polacy, niektórzy znani nam nawet z imion i herbów!
Na polu bitwy bili się i ginęli także rycerze mnisi z najważniejszych
zakonów rycerskich Europy: joannici z Rodos i dobrze znani z historii
Polski Krzyżacy z Prus.
Krucjata nie była przejawem prymitywnego fanatyzmu, lecz próbą
powstrzymania brutalnej ekspansji osmańskiej prowadzonej w imię lub może
pod pretekstem zwalczania odmiennej wiary, którą muzułmańscy Turcy, jak
wszyscy muzułmanie, uważali za fałszywą - chrześcijaństwa. Zwycięski
przeciwnik Zygmunta Luksemburskiego, wielki sułtan Bajezyd I (1389-1402)
przeciwstawił mu nie tylko siły z europejskiej części swego państwa
zwanej Rumelią, lecz także z azjatyckiej Anatolii, zarówno z ziem od
dawna należących do Osmanów, jak i kontyngenty zbrojne z nowo
przyłączonych bejlików2 Tatarów. Dodać jeszcze należy oddziały
z licznych sąsiadujących z Turcją państw muzułmańskich.
Kampania, której tak tragicznym epilogiem dla strony chrześcijańskiej
była katastrofa pod Nikopolis, miała wszelkie cechy konfliktu o charakterze powszechnym, dotyczącego wielu państw, i wręcz starcia dwóch
cywilizacji - chrześcijańskiej i muzułmańskiej. Istoty tego konfliktu
nie da się zatrzeć obecnością oddziałów chrześcijańskich w armii
sułtańskiej, gdyż nie walczyły one z przekonania, lecz niezbyt chętnie,
jeśli nie wręcz pod przymusem. Wbrew złudzeniom niektórych historyków
pomiędzy oficjalnym islamem a chrześcijaństwem nie było nigdy możliwości
współistnienia. Na obszarach zdominowanych przez "tolerancyjny" islam
liczebność chrześcijan spadała aż do poziomu niewielkiej mniejszości,
łaskawie tolerowanej przez władców absolutnych zwycięskiego islamu.
Późnymi krucjatami w szerszym kontekście zajmowało się wielu znakomitych
historyków. Nadal z pożytkiem warto czytać klasyczne dzieło Josepha
Delaville'a le Roulx, napisane wprawdzie w 1886 roku, lecz z uwagi na
wybitne zalety poznawcze niedawno wznowione. Niezwykle rozległa, głęboka
i szczegółowa znajomość źródeł u Delaville'a le Roulx może wprawić w kompleksy wielu współczesnych autorów. To samo dotyczy dzieł
syntetycznych Kennetha Meyera Settona oraz Normana Housleya napisanych u schyłku ubiegłego stulecia.
Istnieje wiele ważnych opracowań poświęconych bitwie. Wykorzystałem z pożytkiem wszystkie z XX i XXI wieku. Wymieńmy stare, bo powstałe w 1934
roku opracowanie koptyjskiego Egipcjanina Aziza Suryala Atiyi. Mimo jego
mankamentów faktograficznych i kiepskiej orientacji w sytuacji
politycznej Bałkanów zostało ono przedrukowane w 1978 roku. Dodajmy
monografię bitwy wydaną w znanej serii wydawnictwa Osprey, którą napisał
w 1996 roku wybitny ekspert wojskowości David Nicolle, autor wielu
książek o bitwach i armiach średniowiecza. O bitwie pisali też w krótkich artykułach Radu Rosetti i Józef Skrzypek. Praca polskiego
historyka ma jednak charakter popularny i opiera się siłą rzeczy na
niepełnej bazie źródłowej, stąd liczne błędy. Jej główna zaleta to
spojrzenie na przebieg bitwy okiem zawodowego wojskowego i zdolność do
odtworzenia koncepcji taktycznych obu stron. Cenne uwagi o bitwie
zawiera praca na temat bułgarskiej sztuki wojennej w późnym
średniowieczu autorstwa Dimitara Angełowa i Borisa Czołpanowa. Istnieje
również ważny artykuł z 2013 roku badaczy z Belgii - Hilmiego Kaçara i Jana Dumolyna - poruszający wiele związanych z bitwą kwestii, w tym
obraz wyłaniający się ze źródeł zarówno europejskich, jak i osmańskich.
Artykuł usiłuje wyjaśnić zmarginalizowanie bitwy w osmańskiej tradycji.
Kilka odkrywczych artykułów zawierają materiały sympozjum
zorganizowanego we Francji, w burgundzkim Dijon w 1996 roku, w sześćsetną rocznicę krucjaty. Trzy lata później ważny zbiór studiów wraz
z nowym źródłem - relacją austriackiego żołnierza, uczestnika bitwy
nikopolskiej, wydano w Bułgarii. Najbardziej szczegółową współczesną
pracą o bitwie jest obszerny artykuł historyka chorwackiego Dražena
Nemeta z roku 2009, pod wieloma względami górujący erudycją nad
wcześniejszymi pracami. Ostatnio, w 2017 roku, niewielką, lecz cenną,
bogatą faktograficznie, odwołującą się do licznych źródeł - choć
pozbawioną przypisów - pracę popularnonaukową wydał Bułgar Antoan
Dospejski, wykorzystując między innymi prace o północnej Bułgarii w dobie wyprawy nikopolskiej oraz pośrednio dotyczące bitwy źródła
osmańskie, zwłaszcza tureckie spisy podatkowe, których nie znali
poprzedni autorzy. Dla Czytelnika polskiego przydatna jest również
popularna praca Barbary Tuchman o czternastowiecznej Europie Zachodniej,
w której sporo miejsca poświęcono krucjacie nikopolskiej i jej
bohaterom.
Krucjata, uważana niekiedy za ostatnią prawdziwą europejską wyprawę
krzyżową w średniowieczu - choć naprawdę była nią wyprawa warneńska pod
wodzą króla Polski i Węgier Władysława III (1441-1444) z 1444 roku -
przyciągała uwagę wielu wcześniejszych badaczy, którzy poczynili nie
tylko wiele cennych obserwacji ważnych do dziś, lecz również sporo
chybionych, co można stwierdzić dzięki rozszerzeniu zasobu znanych
źródeł oraz rozwojowi badań nad osmańską sztuką wojenną i organizacją
armii tureckiej za pierwszych wielkich sułtanów. Ważny, acz niewiążący
się wprost z tematyką wielkiej bitwy, jest zbiór studiów polskiej
bizantynistki Małgorzaty Dąbrowskiej o Bizancjum w średniowieczu, w którym Czytelnik znajdzie nie tylko dwa studia o współczesnym bitwie
Manuelu II (1391-1425), cesarzu Bizancjum, ale również wiele faktów o nastawieniu do problemu krucjaty we Francji. Wiele cennych danych, które
wzbogacą przedstawiony w niniejszej książce ogólny obraz, znajdzie
Czytelnik w bardzo ważnej pracy tejże Małgorzaty Dąbrowskiej o małżeństwach między Paleologami a wyznawczyniami katolicyzmu.
Położenie polityczne Bułgarii w dobie podboju tureckiego w XIV wieku
oraz udział ostatnich władców Bułgarii w przygotowaniu krucjaty omawiają
między innymi wielki czeski historyk Konstantyn Ireček, który jest
również autorem klasycznej historii średniowiecznej Serbii, i znakomici
badacze bułgarscy: Petyr Nikow, Iwan Bożiłow, Wasił Gjuzelew i Kirił
Marinow, oraz polski bizantynista i bułgarysta Mirosław J. Leszka.
Momentem ostatecznego podboju Bułgarii przez Osmanów i oczywiście losem
Widynia zajmowali się współcześni badacze bułgarscy Iwan Tjutjundżiew i Płamen Pawłow. O sytuacji wewnątrzpolitycznej i międzynarodowej
Hospodarstwa Wołoszczyzny na terenie dzisiejszej Rumunii, państwa,
którego losy ściśle wiążą się z bitwą, pisała w ważnej monografii Ilona
Czamańska. Obok Jana Leśnego jest ona współautorką monografii bitwy na
Kosowym Polu. Do bitwy pod Warną, która kończy "międzynarodowe" krucjaty
na Bałkanach, wykorzystałem jedynie prace nowsze: Bistry Cwetkovej,
Josepha Helda, Wincentego Swobody, Edwarda Potkowskiego oraz Krystyny
Łukasiewicz, Karola Olejnika i Johna Jeffersona.
Wiele istotnych szczegółów do kwestii osmańskich zaczerpnąłem z ważnej
monografii Dimitrisa J. Kastritsisa, poświęconej okresowi późniejszemu,
czyli wojnie o tron pomiędzy synami Bajezyda I. Cenna praca o hospodarze
Władzie Palowniku (pierwowzorze osławionego wampira Drakuli), autorstwa
wybitnego znawcy tej postaci Rumuna Mateia Cazacu, dotyczy wprawdzie
epoki późniejszej, ale zawiera kilka ważnych dla Czytelnika polskiego
cytatów źródłowych do bitwy pod Nikopolis. O wpływie egzekucji jeńców na
polu nikopolskim z rozkazu sułtana na opinię europejską o Turkach pisała
Kelly DeVries. O udziale Serbów w wielkiej bitwie mamy sporo informacji
w klasycznych podręcznikach dziejów Serbii, a ostatnio także w artykule
Marka Šuicy. Na temat rządów Zygmunta Luksemburskiego ważna pozostaje
monografia Eleméra Mályusza, a mnóstwo cennych spostrzeżeń i faktów
zapożyczyłem także z angielskiego przekładu historii średniowiecznych
Węgier, którą napisał Pál Engel. Temu również autorowi zawdzięczamy
kapitalne dzieło, ukończone po jego śmierci przez Norberta C. Tótha, a mianowicie Itineraria, czyli trasy podróży królów i królowych Węgier.
Jest to mimo pobieżnego potraktowania działań naddunajskich Zygmunta
dzieło ważne dla ustalenia chronologii pierwszej części nikopolskiej
wyprawy tego władcy.
Przydatna mimo upływu lat jest również synteza dziejów Węgier autorstwa
Wacława Felczaka, choć ustępuje aktualnością tłumaczonej z języka
węgierskiego monografii dziejów tego kraju napisanej przez Ignáca
Romisicsa. Udało mi się niestety dotrzeć jedynie do podstawowych pozycji
o francuskich uczestnikach bitwy. Do najlepszych należy artykuł
Philippe'a Gardette o Janie de Hellym. Nieocenioną wartość ma artykuł
badacza węgierskiego Károlyego Kranzieritza, który zestawił listę 89
uczestników bitwy, w tym nieznanych wcześniej Polaków! Ważne artykuły,
jeden o zabiegach dyplomatycznych Zygmunta Luksemburskiego w sprawie
uzyskania zachodniej pomocy przeciw Turkom, i drugi o przygotowaniu
przez niego wyprawy nikopolskiej, napisał badacz węgierski Attila
Bárány. O problemie węgierskich jeńców w osmańskiej niewoli, ich
ucieczkach i płaceniu okupu pisała Enikö Csukovics. O angielskich
uczestnikach krucjaty sporo informacji przekazali Charles L. Tipton i niedawno, w 2013 roku, Timothy Guard. O angielskich członkach Zakonu
Męki Pańskiej Filipa de Mézi?resa pisał Adrian Bell. Z obszernej i nadal
rosnącej literatury o propagatorze krucjaty, wspomnianym Filipie de
Mézi?resie, wykorzystałem prace wielkiego historyka rumuńskiego Nicolae
Iorgi, a także Michała Głodka oraz zbiór artykułów pod redakcją Renate
Blumenfeld-Kosinski i Kiriłła Petkowa. Czterem propagatorom krucjaty,
zwanym "ewangelistami", poświęcono aneks w nowym wydaniu Epistre
lamentable autorstwa Philippe'a Contamine'a, Jeana Paviota oraz Celine
van Hoorebeeck. W zakresie uzbrojenia bardzo pomocna była mi napisana
przez Włodzimierza Kwaśniewicza Encyklopedia dawnej broni i uzbrojenia
ochronnego. O reformach wojskowych Zygmunta Luksemburczyka pisali:
János M. Bák, Elemér Mályusz, Pál Engel, László Veszprémy i ostatnio
Brytyjczyk Mark Whelan.
Przedstawienie przebiegu bitwy w popularnej monografii, gdy niedawno
wybitny badacz krucjat Norman Housley zakwestionował nawet samą
możliwość odtworzenia jej prawdopodobnego przebiegu, rzekomo ze względu
na zbyt wielkie rozbieżności faktograficzne w źródłach, wydaje się
zbytnią śmiałością. Pisanie po raz kolejny na ten temat, by nie tylko
uprzystępnić bitwę Czytelnikowi polskiemu, lecz także zmienić i dopełnić
niektóre wcześniejsze ustalenia, umożliwia jednak dokonany już postęp
badań, który czyni sytuację współczesnego historyka nieco łatwiejszą od
jego wybitnych poprzedników. I jeszcze jedna uwaga: istnieje polski
przekład cennego źródła do bitwy, myślę o relacji uczestnika walk
Bawarczyka Johanna Schiltbergera. Niestety, sens niektórych fragmentów
przekładu różni się od brzmienia oryginału. W tych wypadkach nie
posługuję się przekładem polskim lub koryguję go, opierając się na
wydaniu oryginalnego tekstu staroniemieckiego.
Ze względu na ograniczone rozmiary monografii cytując w przypisach
artykuły o rozbudowanych tytułach, podaję tytuł skrócony, a pełny
jedynie w bibliografii. Natomiast w przypisach dotyczących ważnych dla
specjalisty, lecz dla Czytelnika mniej istotnych kwestii, podaję jedynie
najbardziej podstawowe dane bibliograficzne.
Rozdział I Krucjaty w XIV wieku - wydarzenia, plany i nadzieje
ROZDZIAŁ I KRUCJATY W XIV WIEKU - WYDARZENIA, PLANY I NADZIEJE
Upadek Akkonu, ostatniej wielkiej twierdzy frankijskiej na Bliskim
Wschodzie, zdobytej w 1291 roku przez muzułmańską armię z mameluckiego
Egiptu, nie położył kresu obecności państw chrześcijańskich w tym
rejonie świata. Oprócz mniejszych twierdz syryjskich, aż do roku 1375
bohaterski, lecz daremny opór muzułmanom stawiało cylicyjskie królestwo
Małej Armenii. Trwało również, a nawet sporadycznie zadawało muzułmanom
bolesne ciosy frankijskie królestwo Cypru pod rządami Luzynianów.
Znacznie silniejszy, niezłomny opór jeszcze przez wieki całe stawiała
najazdom islamu chrześcijańska Gruzja. Jednak w wieku XIV dominowały w Europie Zachodniej, gdzie zrodził się ruch krucjatowy, inne wydarzenia,
znacznie ważniejsze dla jej władców i rządzonych przez nich ludów.
Najpierw, w latach trzydziestych, na tle sporu dynastycznego o koronę
francuską między monarchami Anglii i Francji rozpoczął się wielki
konflikt zbrojny zwany wojną stuletnią, a jednocześnie siły żywotne
tamtejszych społeczeństw wyczerpała straszna epidemia dżumy (1348) zwana
Czarną Śmiercią. Oba te cykle wydarzeń głęboko wstrząsnęły Europą
Zachodnią: ogromnie zmniejszyła się liczba mieszkańców, doszło do
wstrząsów politycznych i społecznych, pojawiły się nowe, nieznane
dawniej formy pobożności, a nawet w obliczu niewyobrażalnych nieszczęść,
jakich doświadczyło wielu ludzi, zaczęto wątpić w dotychczasowy porządek
świata - zarówno ludzki, jak i boski.
A mimo to koncepcja krucjaty - rozumiana zarówno jako zbrojna
pielgrzymka dla uwolnienia miejsc świętych chrześcijaństwa na Bliskim
Wschodzie, jak i obrona, rekonkwista lub podbój wymierzone w muzułmanów
Półwyspu Iberyjskiego i Afryki Północnej lub w ludy pogańskie Europy -
przetrwała na przekór wszystkiemu najrozmaitsze wstrząsy dziejowe.
Koncepcja ta, zrodzona w świecie kultury łacińskiej już przed połową XI
wieku, wykazywała zarówno dla zachodniego stanu rycerskiego, jak i dla
ważnych instytucji świata łacińskiego - papiestwa i Cesarstwa
Zachodniego - oraz zakonów rycerskich ogromną siłę przyciągania. Nic
lepiej nie ilustruje wagi motywowanej względami religijnymi koncepcji
zbrojnej wyprawy przeciw "niewiernym" niż postawa cara Stefana Duszana
(1331-1355), najwybitniejszego władcy prawosławnej Serbii w średniowieczu. Władca ten, dążący do opanowania resztek Cesarstwa
Bizantyńskiego z Konstantynopolem i obwołania siebie faktycznym cesarzem
Bizancjum, aby uzyskać poparcie papiestwa, zabiegał w Awinionie, nowej
rezydencji biskupów Rzymu, o powierzenie mu dowództwa krucjaty
antytureckiej.
Dzieje walk przeciw niewiernym w XIV wieku dowodzą, że mimo czci, jaką
chrześcijanie świata łacińskiego żywili wobec Ziemi Świętej jako miejsca
życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, tak naprawdę energia
rycerstwa europejskiego znajdowała ujście w wyprawach na znacznie
bliższe obszary. Chodzi tu o rekonkwistę Półwyspu Iberyjskiego z rąk
muzułmańskich Maurów, o ekspedycje do Prus i na Litwę, zwłaszcza na
Żmudź, przeciw pogańskim Litwinom, o wyprawy do Azji Mniejszej i na
Bałkany, aby powstrzymać ekspansję Turków i zapobiec opanowaniu przez
nich resztek potężnego niegdyś Cesarstwa Bizantyńskiego, a zwłaszcza
jego nadal wspaniałej mimo zubożenia i wyludnienia stolicy, otoczonego
potężnymi murami Konstantynopola.
Przesunięcie militarnego zaangażowania państw chrześcijańskich w rejon
Morza Egejskiego i na Bałkany spowodowała ekspansja muzułmańskich
tureckich bejlików Azji Mniejszej kosztem chrześcijańskich sąsiadów,
prowadzona pod hasłem dżihadu, czyli świętej wojny. Wśród przyczyn
ożywienia tureckiego ducha podboju w końcu XIII wieku wymienia się poza
ideologią dżihadu - o dziwo! - bagatelizowaną lub wręcz negowaną przez
niektórych badaczy (!) - osłabienie obrony wschodniej granicy Cesarstwa
Bizantyńskiego w Anatolii, boom demograficzny ludności tureckiej, wojnę
domową w Bizancjum oraz gospodarcze korzyści z łatwego, jak się okazało,
podboju ziem chrześcijańskich przez muzułmanów. Co gorsza, Bizantyńczycy
- a później także Bułgarzy - wciągali do swych walk w Europie
sprzymierzonych emirów tureckich, w tej liczbie władców małoazjatyckiego
Ajdynu, i co miało najbardziej doniosłe i destrukcyjne skutki,
używających coraz częściej tytułu sułtana emirów tureckich z rodu
Osmana.
Osmanowie, którzy w 1326 roku zdobyli na Cesarstwie Bizantyńskim swą
nową stolicę Brusę, nazwaną przez nich Bursą, po podboju niemal całości
władztwa Bizancjum w Anatolii w drugiej połowie XIV wieku stanęli mocną
nogą w europejskiej części byłego imperium. Z zajęciem przez nich
bizantyńskich twierdz Tzympe (1352 - dziś Cinbi) i Kalliupolis
(Gallipoli, Gelibolu) rozpoczęła się szybka ekspansja Turków osmańskich
w Europie kosztem Bułgarii, łacińskich państewek powstałych w Grecji w wyniku IV krucjaty, oraz Serbii. W latach sześćdziesiątych XIV wieku
Osmanowie odebrali coraz bardziej słabnącemu Bizancjum wiele ważnych
twierdz. Do najważniejszych, które przeszły w ręce wojowników islamu,
należały Didymotyka i Adrianopol (Edirne), nowa stolica osmańska i od
chwili usadowienia się tu Turków ważna baza wyjściowa ich dalszej
ekspansji na Bałkanach. Bułgaria utraciła Filipopol (1370), Boruj (Stara
Zagora - 1371), a w 1382 roku Sofię. Tylko na krótko stronie
chrześcijańskiej udawało się hamować ekspansję agresywnego, rodzącego
się imperium tureckiego, i to z reguły dzięki militarnemu wsparciu z Zachodu.
Na Bliskim Wschodzie w XIV wieku zbrojne wyprawy antymuzułmańskie
kilkakrotnie przyniosły sukcesy stronie chrześcijańskiej. Po raz
pierwszy, gdy w latach 1346-1348 liga państw chrześcijańskich zdołała
wyrwać Smyrnę (Izmir), ważny port Morza Egejskiego, spod władzy Umura,
tureckiego emira małoazjatyckiego Ajdynu. Dla czytelnika polskiego może
być interesujący fakt, że w 1346 roku w wyprawie na miasto brał udział
Albert Pachost (Pakosław lub z Pakości), polski krzyżowiec z możnego
rodu. Znacznie większe wrażenie niż zdobycie Smyrny przez chrześcijan
wywarło w całym świecie śródziemnomorskim podbicie, złupienie i zniszczenie w 1365 roku przebogatej egipskiej Aleksandrii przez wyprawę
wielkiej armady chrześcijańskiej pod wodzą Piotra de Lusignana, króla
Cypru i tytularnego władcy Królestwa Jerozolimskiego (1359-1369).
Bizancjum, niemal całkowicie bezsilne w obliczu ekspansji Turków
osmańskich, zyskało natomiast dzięki zwycięskiej wyprawie hrabiego
Amadeusza VI Sabaudzkiego z 1366 roku, który w sile piętnastu okrętów i zaledwie 1800 żołnierzy nie tylko wydarł Turkom Gallipoli, lecz
przekazał je z powrotem jego prawowitemu właścicielowi, cesarzowi
bizantyńskiemu.
Tradycja wyprawy rycerskiej na Wschód głęboko przeniknęła dusze elit
zachodnioeuropejskich - przede wszystkim francuskich. Nawet po 1396
roku, już po upokarzającej klęsce nikopolskiej, na dworze francuskim i w otoczeniu kolejnych książąt burgundzkich żywa była myśl o zorganizowaniu
kolejnej krucjaty. Jej namiastką było wysłanie w 1399 roku zbrojnych
posiłków do oblężonego przez Osmanów Konstantynopola3.
Każdy, nawet jedynie pobieżnie zaznajomiony z problematyką wypraw
krzyżowych, dobrze wie, że istnieje tzw. czarna legenda ruchu
krucjatowego. Jej wyznawcami są zarówno znakomici badacze wysuwający
przeciwko wyprawom krzyżowym argumenty natury historycznej, politycznej
i moralnej (najbardziej znanym spośród nich jest wybitny historyk sir
Steven Runciman), jak i zwykli laicy oraz wyznawcy różnorakich prądów
ideologicznych. Z grubsza biorąc, ich zastrzeżenia dałoby się sprowadzić
do kilku punktów:
- istnienie zasadniczej sprzeczności pomiędzy zasadami wiary
chrześcijańskiej a stosowaniem siły przeciw innowiercom;
- nikłe efekty lub wręcz daremność wielowiekowych wysiłków krzyżowców;
- zaszkodzenie - oczywiście wbrew pierwotnym zamierzeniom - nie
islamowi, lecz chrześcijanom Wschodu, których położenie w wyniku
rozbudzenia fanatyzmu muzułmańskiego znacznie się pogorszyło.
Zapomina się jednak, że pomysł zbrojnej wyprawy rycerstwa łacińskiego na
Wschód był od samego początku całkowicie uzasadnioną reakcją obronną na
ekspansję islamu - w Europie Zachodniej datującą się od VII wieku, a w przypadku Cesarstwa Bizantyńskiego zwłaszcza od najazdów muzułmańskich
Seldżuków z połowy XI stulecia. Koncepcja zbrojnej walki z islamem -
czytaj: zazwyczaj obrony przed tymże islamem - miała od drugiej połowy
XI wieku niezmienne błogosławieństwo papiestwa rosnącego w siłę i znaczenie. Już wielki papież Grzegorz VII w 1075 roku obiecywał
cesarzowi bizantyńskiemu Michałowi VII Dukasowi osobiste przybycie na
Wschód z wielką armią i odepchnięcie najeżdżających ziemie bizantyńskie
muzułmańskich Seldżuków. Trudności, jakie Seldżucy czynili pielgrzymom
chrześcijańskim udającym się do miejsc świętych w Palestynie, dały
papiestwu okazję do ogłoszenia w 1095 roku pierwszej wielkiej
antymuzułmańskiej krucjaty pod hasłem odzyskania miejsc upamiętnionych
życiem, męką i zmartwychwstaniem Chrystusa. Krucjata, która musiała
przechodzić przez okupowane przez Seldżuków ziemie Bizantyńczyków, w sposób oczywisty pozwalała przywrócić na nich władzę chrześcijańskiego
cesarza4.
W świecie zachodnim sięgano również do bardziej pokojowych sposobów
skłonienia muzułmańskich sąsiadów do wyrzeczenia się wrogich względem
chrześcijan zamiarów. Próbowano mianowicie nawrócić muzułmanów na
chrześcijaństwo metodami całkowicie pokojowymi, bez zastosowania
jakiegokolwiek przymusu. Zabiegi te, z uwagi na ścisły związek islamu z państwem na kontrolowanych przez tę religię obszarach, były jednak z reguły skazane na niepowodzenie. Dowodzi tego najlepiej nieudana próba
głoszenia chrześcijaństwa w Palestynie przez czterech braci
franciszkanów. W 1391 roku, tuż przed krucjatą nikopolską, gdy
misjonarze usiłowali przekonać kadiego (sędziego koranicznego) do
przyjęcia swej wiary, nie spotkali się z najmniejszą oznaką zrozumienia
czy tolerancji. Wychłostano ich i po trzech dniach ścięto. Stali się
jednymi z wielu męczenników za wiarę.
Czynnikiem o znaczeniu zasadniczym, który doprowadził do ożywienia u schyłku XIV wieku zarówno ideologii krucjatowej, jak i powstania
konkretnego projektu nowej wyprawy rycerskiej, była zarówno świadomość
niezmiennego zagrożenia ze strony świata islamu dla sąsiadujących z nim
krajów chrześcijańskich, jak i szybka ekspansja państwa Turków
osmańskich, które w drugiej połowie XIV wieku zastąpiło na Bałkanach
chrześcijańskie cesarstwa - bizantyńskie, bułgarskie i serbskie.
Osmanowie pozbawili olbrzymiej większości ziem Cesarstwo Bizantyńskie,
zagarnęli niemal całe terytorium Bułgarii i południowe rejony państwa
serbskiego, a resztę Serbii zhołdowali, podporządkowując sobie ponadto
znaczną część Albanii i Epiru. Zaczęli zagrażać ponadto nie tylko
Wołoszczyźnie, lecz również najpotężniejszemu państwu rejonu
naddunajskiego - Węgrom5. Rzadko pamięta się, wobec zawrotnych
sukcesów Osmanów w XV-XVI wieku, że władcy osmańscy, używający tytułu
emira - księcia, a od lat osiemdziesiątych XIV wieku również tytułu
wielkiego emira, sporadycznie także tytułu sułtana, byli długo
traktowani przez innych potentatów muzułmańskich jako ustępujący im
znaczeniem parweniusze. Nawet sam wielki sułtan Bajezyd I, któremu
bardzo zależało na dobrych relacjach i sojuszu z egipskimi mamelukami,
nie wstydził się oficjalnie nazwać się mamelukiem, czyli niewolnikiem
władcy Egiptu!
Ducha krucjaty ożywiały w XIV wieku chrześcijańskie zakony rycerskie,
zarówno te najstarsze, wywodzące się jeszcze z frankijskiego Królestwa
Jerozolimskiego, powstałe w Palestynie (jak zakon szpitalników, zwany
także joannitami, a od miejsca, gdzie po upadku państw krzyżowców
znalazła się jego siedziba, czyli wyspy Rodos - Zakonem Kawalerów
Rodyjskich, oraz Zakon Teutoński Szpitala Najświętszej Marii Panny,
znany u nas jako krzyżacki), jak i nowe, czysto świeckie (na przykład
Zakon Męki Pańskiej, którego twórcą był uczestnik i wielki propagator
ruchu krucjatowego Filip de Mézi?res, oraz Zakon Miecza, założony przed
1359 rokiem przez jego zwierzchnika i przyjaciela, późniejszego króla
Cypru Piotra de Lusignana). Obie wymienione na końcu poprzedniego zdania
postacie są ważne dla Czytelnika polskiego nie tylko jako jedni z największych propagatorów obrony przeciw naporowi islamu na państwa i ziemie chrześcijańskie, ale również jako osoby, które nawiązały w tym
celu bliskie kontakty z Polską i Polakami.
Projekty zbrojnej rozprawy z islamem
Idea krucjaty nikopolskiej powstała i została zrealizowana w społeczeństwie, dla którego elit walka zbrojna w imię Krzyża, w obronie
jego wyznawców - podbitych lub zagrożonych przez muzułmanów - i oczywiście o odzyskanie miejsc świętych chrześcijaństwa uznawana była za
sprawę zasadniczą. Wynikało to nie tylko z kwestii czysto materialnych
czy gospodarczych. Na pewno nie chodziło tylko, a nawet głównie, o zabezpieczenie sobie dostępu do rynków bliskowschodnich przez włoskie
republiki handlowe czy o spodziewane bogate łupy, ani nawet o wymierne
korzyści polityczne, propagandowe lub terytorialne, chociaż należy
przyznać, że odgrywały one zawsze w dziejach wypraw krzyżowych ważną
rolę. Znacznie ważniejszy dla zrozumienia samego fenomenu krucjat jest
zupełnie oczywisty ich wymiar religijny. Walkę za wiarę zakończoną
zwycięstwem, ale też trudy, cierpienia, a także śmierć i męczeństwo
poniesione na drodze zbrojnych pielgrzymek - jak powszechnie definiowano
krucjaty - rycerstwo zachodnioeuropejskie traktowało jako powód do
chwały, a zarazem uzasadnienie swego uprzywilejowanego miejsca w hierarchii społeczeństwa średniowiecznego. Jednak i pozostałe stany
ulegały urokowi czynu zbrojnego i walki za wiarę. Udział w krucjacie był
uważany za równie ważny dla zbawienia duszy największych spośród królów,
jak i ostatnich spośród nędzarzy. Nie brakuje wymownych dowodów
głębokiego zakorzenienia idei walki za wiarę w mentalności władców
średniowiecznych. Jeden z najwybitniejszych królów na tronie angielskim,
Henryk V (1413-1422), bohater tragedii Szekspira, aby odkupić swoje
grzechy i spodziewając się w zamian cudownego uzdrowienia, ślubował na
łożu śmierci osobiste udanie się na krucjatę.
Katastrofa państw założonych przez krzyżowców na Bliskim Wschodzie,
których istnieniu położył ostateczny kres upadek twierdzy Akkon, a nade
wszystko niepowodzenie kolejnej siódmej krucjaty poprowadzonej pod mury
Tunisu w 1270 roku przez niezmordowanego krzyżowca, króla Francji
Ludwika IX Świętego, były głębokim wstrząsem dla elit
zachodnioeuropejskich, nie tylko rycerskich, lecz także kościelnych i związanych z handlem śródziemnomorskim. W noc przed śmiercią Ludwik IX
miał wypowiedzieć pamiętne słowa: "Pójdziemy do Jeruzalem"6.
Mógł być to jego, krzyżowca, testament, a jednocześnie moralne
zobowiązanie dla potomnych.
Aby jednak poprowadzić na Wschód kolejną wielką wyprawę krzyżową,
należało nie tylko lepiej poznać silne i słabe strony przeciwników,
czyli państw muzułmańskich i rządzących nimi władców, lecz również po
wyciągnięciu wniosków stworzyć konkretny plan ekspedycji dający szansę
na ostateczne zwycięstwo. Pomysłów na krucjatę, zawierających uwagi o różnym stopniu szczegółowości i nie zawsze wystarczająco praktycznych,
powstało w XIV wieku znacznie więcej, niż może pomieścić niniejszy
szkic. Dlatego wspomniawszy o pierwszych takich pomysłach, ograniczę się
do szczegółowego omówienia zaledwie dwóch - moim zdaniem,
najważniejszych.
Wyprawą pod znakiem Krzyża szczególnie zainteresowane było papiestwo, i to z jego inspiracji plany wyprawy krzyżowej przedstawili mistrzowie obu
najznakomitszych zakonów rycerskich, najpierw w roku 1307 wielki mistrz
Jakub de Molay w imieniu templariuszy, a już cztery lata później Fulko
de Navarret jako zwierzchnik zakonu joan-nitów. Jednak najbardziej
poważny i szczegółowy plan powstał niemal jednocześnie, bo już około
1307 roku, we Francji, ojczyźnie niezliczonych krzyżowców, gdzie myśl o krucjacie nadal była niezmiennie żywa. Ale jego autorem nie był Francuz,
lecz Armeńczyk.
Przemyślany i bardzo szczegółowy pomysł krucjaty umieścił oto w swym
dziele Hayton (Hetum) z Korykos (około 1240 - około 1308), który
wywodził się z panującego w Małej Armenii rodu królewskiego Hetumidów
mającego ogromne zasługi dla państw krzyżowców. Hetum nie tylko walczył
na ziemiach Syrii, nie tylko znakomicie znał obszary sąsiadujące z jego
ojczyzną, a także często osobiście ich władców, ale był głęboko uwikłany
w spiski i konflikty dynastyczne wstrząsające zarówno królestwem Małej
Armenii, jak i Cyprem. To właśnie wielki przodek Hetuma, król Hetum I (1219-1270), był autorem zuchwałego pomysłu zawarcia antymuzułmańskiego
sojuszu pomiędzy Małą Armenią, państwami krzyżowców a Mongołami, którzy
w latach czterdziestych-pięćdziesiątych XIII wieku podbili rozległe
obszary muzułmańskie z Azją Środkową i Persją (Iranem). W sojuszu z Mongołami król armeński spodziewał się odzyskać zbrojnie z rąk
muzułmanów zarówno Jerozolimę, jak i zadać śmiertelny cios dominacji
islamu na całym Bliskim Wschodzie. Hayton nie tylko wywodził się z kraju, który zawdzięczał swe niepewne istnienie słabnącej właśnie
rywalizacji o Syrię pomiędzy rządzącą Persją mongolską dynastią zwaną
Ilchanami (dosłownie zastępcami chana) a władającymi w Syrii i Egipcie
mamelukami, lecz również z racji położenia swej ojczyzny dysponował
rozległą, konkretną wiedzą o sąsiednich potentatach muzułmańskich.
Dla księcia armeńskiego wyprawa na kraj muzułmański nie była, jak często
w przypadku rycerstwa z bezpiecznych, bo odległych w większości od "Domu
Islamu" krajów Europy Zachodniej, kwestią zasług religijnych lub
fascynującej przygody rycerskiej, lecz sprawą samego przetrwania jego
kraju i narodu. Dodajmy, że w przeciwieństwie do prawosławnych
Bizantyńczyków, równie zagrożonych najazdami agresywnego islamu i nie
mniej uzależnionych od militarnej pomocy Zachodu, Armeńczycy nie tylko
nie odczuwali głębokiej niechęci do katolików różniących się od nich
wiarą i obrządkiem kościelnym, lecz przeciwnie, czuli się silnie
związani ze światem łacińskim już od samego początku ruchu krucjatowego.
W chwili sporządzenia swego projektu - co uczynił na polecenie papieża
Klemensa V (1305-1314) we francuskim Poitiers - Hayton był... mnichem w zakonie premonstratensów w Bellepais na Cyprze. Należy jednocześnie
pamiętać, że niebawem zrzucił suknię zakonną i powrócił do służby na
samym szczycie hierarchii dowódczej we własnej ojczyźnie.
Punktem wyjścia "planu" Haytona jest wyjaśnienie przyczyn ostatecznej
katastrofy Królestwa Jerozolimy, czyli upadku Akkonu, po to, aby
zarysować warunki niezbędne dla powodzenia przyszłej krucjaty. W tym
celu przedstawia sytuację mameluckiego sułtana Egiptu i Syrii, którego
poprzednik Kalawun był zdobywcą Akkonu i grabarzem chrześcijańskiego
królestwa. Do powodów pomyślności państwa mameluków autor zalicza siłę
osobowości aktualnie panującego sułtana, która pozwala mu rozprawić się
z buntami i zapewnić ład oraz harmonię w sułtanacie. Drugim warunkiem
potęgi mameluków jest trwały pokój z ich najgroźniejszym wrogiem -
mongolskim państwem Ilchanów w Persji, a trzecim dobre zbiory zbóż w Egipcie i Syrii. Za kolejne źródła dobrobytu sułtanatu Hayton uznaje
utrzymanie bezpieczeństwa na ważnych dla skarbca sułtana szlakach
handlowych oraz brak konfliktów zbrojnych zarówno z Nubijczykami na
granicy południowej, jak i spokój ze strony koczowniczych rabusiów
pustynnych - Beduinów. Książę armeński wylicza następnie, kiedy, a są to
momenty kryzysów mocarstwa mameluckiego, można zaatakować
niebezpiecznego przeciwnika władającego upragnionymi przez chrześcijan
miejscami świętymi. Należy to uczynić, gdy słabość aktualnie panującego
sułtana ośmiela rywalizujących z nim emirów mameluckich do sięgnięcia po
tron, co w rezultacie wywołuje krwawą wojnę domową. Krzyżowcom sprzyjać
mogą również walki sułtanatu z Nubijczykami i Beduinami oraz nieurodzaj
wywołany słabym wylewem Nilu w Egipcie lub suszą albo najazdem
mongolskim w Syrii.
Wyprawę na Saracenów książę armeński radzi przeprowadzić w dwóch fazach.
Najpierw należy wysłać mniejszą wyprawę z armią liczącą tysiąc rycerzy i 3 tysiące piechoty na 10 okrętach szlakiem morskim na Cypr, a stąd do
królestwa Małej Armenii. Dopiero w drugiej fazie po wynegocjowaniu
warunków zbrojnej pomocy Mongołów miała ruszyć druga, wielka wyprawa
nazwana passagium generale. Hayton wskazał dla niej aż trzy możliwe
trasy: pierwszą, najbardziej ryzykowną przez Afrykę Północną, drugą
szlakiem pierwszej wyprawy krzyżowej drogą lądową przez Bałkany do
Hellespontu i dalej przez Azję Mniejszą; wreszcie trzecią, którą zaleca,
drogą morską via Cypr do Królestwa Armeńskiego, skąd należy uderzyć na
Antiochię (Antakya) i wybrzeże syryjskie. Wyprawę na Syrię winna
posiłkować licząca 10 tysięcy wojowników armia mongolska7.
Podczas gdy książę armeński pisał w czasach, gdy Turcy osmańscy ledwie
rozpoczynali swą ekspansję kosztem Cesarstwa Bizantyńskiego i dopiero
zaczęli zbliżać się do Hellespontu, to działalność i plany krucjaty
autorstwa Filipa de Mézi?res (1327-1405) przypadają na okres od ich
pojawienia się w Europie aż po umocnienie się nad Dunajem. De Mézi?res,
wywodzący się, podobnie jak wielu znanych krzyżowców, z rycerstwa
francuskiej Pikardii, znał praktyczną stronę walk krucjatowych jako
uczestnik zdobycia Smyrny w 1348 roku i wyprawy cypryjskiej na
Aleksandrię (1365). Był też wytrawnym dyplomatą, który objechał Europę
jako kanclerz innego wybitnego propagatora krucjaty, króla Cypru Piotra
I de Lusignana. W poszukiwaniu poparcia Piotr odwiedził również Kraków w 1364 roku. W stolicy Polski był goszczony przez króla Kazimierza
Wielkiego na uczcie u Wierzynka.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki