Rozdział 10
"Na tę chwilę nikt się nie przyznał do przeprowadzenia ataku na metro z 9 lipca, władze ciągle proszą mieszkańców o pomoc. Jeśli ktoś z państwa widział cokolwiek, co może być przydatne w śledztwie, proszę zadzwonić pod numer widoczny na ekranie".
Wpatrywałam się w ekran telewizora w naszym pokoju. Sydney wynajęła nam pokój w Ritz Carlton w Coconut Grove w Miami. Moim zdaniem głupotą było mieszkać w takim drogim przybytku, ale ona się upierała, że za wszystko zapłaci.
- Przynajmniej tyle mogę zrobić - powiedziała.
Teraz brała prysznic, a ja oglądałam telewizję, słuchając jednym uchem. Mówili o ataku gazowym w pociągu metra w Miami, 9 lipca, bo minął właśnie miesiąc od jego przeprowadzenia. Wiadomo było, że w godzinach porannych w wagonie pociągu Linii Pomarańczowej, jadącego w kierunku południowym, znalazły się trzy torby z płynnym gazem, który zabił siedem osób. Około pięćdziesięciu osób ciągle przebywało w szpitalach. Był to atak terrorystyczny, powiedziano, ale nikt nie wiedział, kto za nim stoi i dlaczego go przeprowadzono. Większość ludzi zakładała, że ISIS, ale powinni to potwierdzić, zawsze tak robili. Specjaliści nie mieli wątpliwości, uznawali winę ISIS za oczywistą, ale ja nie byłam pewna. ISIS jeszcze nigdy nie używało sarinu.
"Sarin to silnie trująca, bezbarwna i bezwonna ciecz uzyskana przez nazistowskich naukowców w latach trzydziestych - wyjaśnił prowadzący wiadomości. - Jest pięćset razy bardziej toksyczny niż cyjanowodór, którego używano do mordowania ludzi w komorach gazowych. Może być wytwarzany z dostępnych powszechnie chemikaliów. Z toreb na podłogę pociągu wyciekł gęsty płyn, pasażerowie zaczęli odczuwać zawroty głowy i zaburzenia widzenia. W ciągu kilku sekund ludzie tracili przytomność. Dławili się, wymiotowali, niektórzy zostali oślepieni czy wręcz sparaliżowani".
- Może byś chciała pooglądać coś bardziej pokrzepiającego? - Sydney właśnie wyszła z łazienki.
- Lubię być na bieżąco - odparłam.
Wzruszyła ramionami, wycierając włosy ręcznikiem. Była taka piękna, że wydawało mi się to wręcz niesprawiedliwe. W życiu bym nie pomyślała, że jakaś aktorka może być w realu ładniejsza niż na ekranie, a tu proszę.
- Dokładając sobie te wszystkie okropności, które się dzieją na świecie? - spytała.
- Dzięki temu zapominam. Moje problemy wydają mi się mniejsze. Patrzę na to i myślę, że przynajmniej moja córka nie zginęła w tym pociągu. W każdym razie... o ile wiem.
Sydney usiadła na łóżku i zaczęła smarować nogi kremem, dość drogim, sądząc po opakowaniu.
- Jesteś pewna, że nie powinnaś zadzwonić do domu? - spytała. - Dowiedzieć się, co u dzieci?
Westchnęłam i zagryzłam policzek od środka. Sydney ciągle mnie o to pytała i za każdym razem czułam taki sam ból.
- Wiem, że nic im nie jest.
- Wiem, że wiesz. Mama się nimi zajmuje.
- I jest z nimi tata. Przeprowadził się do Cocoa Beach, pamiętasz? Wie, jak się nimi zająć. Kupił sobie mieszkanie i obiecał, że będzie się nimi zajmował pod moją nieobecność, choćby nie wiadomo ile mi to zajęło.
"Tylko znajdź naszą córkę" - tak powiedział. Jeszcze dziś to słyszałam. Zadzwoniłam do niego tego dnia, gdy postanowiłam wyjechać, a on powiedział, że znalazł mieszkanie i że przyjedzie następnego dnia. Nie spotkałam się z nim twarzą w twarz, ale wszystko uzgodniliśmy przez telefon. Zajmie się dziećmi, dopilnuje, by miały wszystko, czego potrzebują, a ja mam znaleźć naszą starszą córkę. Chad tak samo jak ja wątpił, że policja zdoła to zrobić. Wiedziałam, że zrobię to lepiej, choćbym miała to przypłacić swoją karierą i choćbym nawet miała trafić do więzienia. Przed wyjściem usiadłam z matką i wyjaśniłam jej wszystko, po czym spytałam, czy pomoże przy dzieciach pod moją nieobecność. Zawsze uwielbiała Chada, nawet gdy już mnie zdradził, więc dla niej to nie powinien być żaden problem. Razem wszystkiego dopilnują. Tak uzgodniliśmy.
- Nie będę w stanie się z tobą skontaktować. Nie będę w stanie się z tobą spotkać ani pomóc ci w niczym przez bardzo długi czas - wyjaśniłam mamie. - Nie powiem ci, dokąd jadę, co robię ani kiedy wrócę. Rozumiesz? Im mniej wiesz, tym lepiej. Nie wyciągną z ciebie tego, czego ci nie powiem. Jeśli cię przesłuchają, nie będziesz mogła podać im miejsca mojego pobytu.
Zgodziła się na wszystko, choć była przestraszona.
- Dzieci mogą za tobą tęsknić - przypomniała mi teraz Sydney, wklepując krem w swoje kształtne nogi. - I ty pewnie tęsknisz. To tylko jeden krótki telefon.
Przełknęłam ślinę i wbiłam wzrok w telewizor. Już nieraz to wałkowałyśmy.
- Wiedzą, że nic mi nie jest. Uprzedziłam je, że tak będzie. Przed wyjazdem usiadłam z nimi i powiedziałam, że jadę szukać ich siostry, ale chodziło o to, że przez jakiś czas mnie nie będzie.
Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie, jak Alex i Christine się we mnie wpatrywali. Moja córeczka płakała, ale bardzo starała się to ukryć. Synek położył mi małą dłoń na ramieniu i zajrzał mi w oczy z powagą.
- Jedź, mamo. Jedź znaleźć Olivię. Nic nam nie będzie. Tylko znajdź naszą siostrę.
Christine siąknęła i kiwnęła głową.
- Alex ma rację, mamo. Najważniejsze, żeby Olivia wróciła.
- Możesz do nich zadzwonić z jednego z telefonów na kartę - ciągnęła Sydney. - Wiem, że bardzo chcesz usłyszeć ich głosy.
To prawda. W tej części miała rację. Każdą komórką ciała pragnęłam zobaczyć dzieci albo chociaż je usłyszeć. Chciałam je przytulić i ucałować, ale równie mocno chciałam wziąć w ramiona ich siostrę, a teraz to ona potrzebowała mnie najbardziej.
- Za duże ryzyko - odparłam. - W tej chwili policja pewnie wszystkie ich telefony ma na podsłuchu. Nie mogę ryzykować, że nas znajdą i wszystko to pójdzie na marne. Prawie zabiłam człowieka, Sydney. To nie w kij dmuchał.
- No dobrze, dobrze. Słyszę, co mówisz. Byłam przy tym, pamiętasz?
- Pamiętam - odparłam i wyłączyłam telewizor w trakcie materiału o ataku gazowym. W chwili gdy się wyłączał, wydawało mi się, że coś dostrzegłam. Coś, od czego serce mi stanęło.
Co, na miłość...?
Z sercem łomoczącym w klatce piersiowej z powrotem włączyłam telewizor, ale pokazywano już inny materiał, wywiad z pewnym politykiem.
- Nie, nie, nie - powiedziałam i przełączyłam na inny kanał, i na następny, i dalej skakałam jak szalona po wszystkich kanałach.
- NIE! - krzyknęłam i cisnęłam pilotem o ścianę. Odbił się od niej, spadł na podłogę, aż wypadły z niego baterie.
- Co się dzieje? - spytała Sydney, podnosząc pilot. - Dlaczego tak świrujesz?
- Tam, w telewizji... Ona tam była.
- Kto? Co ty gadasz, Evo Rae?
- OLIVIA! - wrzasnęłam, chwytając się za twarz. - Była tam. W materiale z ataku, w tym, co właśnie leciał. Była na peronie.