Nigdy nie odpuszczę Adam Bodnar w rozmowie z Bartoszem Bartosikiem - Adam Bodnar, Bartosz Bartosik

Kup ebooka

39.99 zł
35.99 zł (23,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
WSTĘP

"Konstytucja to dla mnie wersy modlitwy, nie oddam jej na pastwę dissującej sitwy" - rapowałem w ramach akcji #hot16challenge2. Te słowa oddają sens sześciu lat mojej pracy na stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich. Najważniejsza lekcja, którą odebrałem: nie można się poddać, nie można stracić wiary w demokrację, nie można uznać, że cokolwiek jest stracone, nie można ulec presji zastraszenia, nie można stać się obywatelem biernym i bezwładnym. Każdy z nas może być kamieniem, na który natknie się lawina. Mamy wpływ na to, czy będziemy kamieniami obłymi, czy też kanciastymi, o ostrych krawędziach, które mogą wyhamować bieg żywiołu.

Służba rzecznikowska to suma podejmowanych codziennie interwencji: spraw sądowych, monitorowania komisariatów, aresztów i więzień, a także analiza projektów ustaw i spotkania z obywatelami. To również ciągłe odnajdywanie się w skomplikowanej rzeczywistości prawno-politycznej, w której podważane są wartości konstytucyjne, zmieniane prawdziwe znaczenia pojęć, niszczone są instytucje państwa prawa, a w społeczeństwie narastają podziały.

W latach 2015-2021, gdy mogłem służyć obywatelom na stanowisku RPO, starałem się odczytywać historyczne znaczenie bieżących wydarzeń i wskazywać na przełomowy charakter czasów, w jakich żyjemy. Uświadomiłem sobie, że swoją postawą powinienem dawać obywatelom otuchę, wlewać nadzieję w ich serca, pobudzać aktywność oraz pokazywać drogę skutecznej walki o prawa i wolności obywatelskie. Bo przecież wolność jest w nas. To my, obywatele, wyznaczamy władzy granicę. Nawet jeśli w jakimś momencie doświadczamy rezygnacji lub mamy wrażenie, że nasz sprzeciw jest niewystarczająco słyszalny, to z czasem historia przyzna nam rację. Prawda świata demokracji liberalnej jest niezmienna - musi on opierać się na rządach prawa, solidarności społecznej oraz prawach człowieka. Przypomniał nam o tym prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, gdy 26 marca 2022 roku przemawiał na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie, potępiając agresję Rosji na Ukrainę i solidaryzując się z cierpiącym narodem ukraińskim.

Przez ostatnie lata starałem się zrozumieć, skąd się bierze tak szerokie poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości - formacji, która nie szanuje konstytucji, a sąsiadów i Unię Europejską potrafi traktować obcesowo, jeśli tylko widzi w tym swój doraźny interes. Dzięki kilku latom spędzonym na wyjazdach w każdy zakątek Polski zacząłem dostrzegać, z jak wielu codziennych problemów składa się życie przeciętnego obywatela, jak bardzo potrzebuje on być dostrzeżony, zauważony i potraktowany przez państwo podmiotowo. Widziałem tęsknotę za sprawiedliwością i równością, wysoką jakością edukacji i ochrony zdrowia, ale także za sprawnym, solidnym, przewidywalnym i godnym zaufania państwem. To wielka nauka, z której cały czas wyciągam wnioski. Chciałbym, by wyciągnęli je także politycy opozycji.

W lipcu 2021 roku zakończyłem moją pracę jako rzecznik praw obywatelskich. Na szczęście, dzięki wyborowi profesora Marcina Wiącka na kolejnego rzecznika, udało się ocalić ostatni konstytucyjny organ przed partyjnym zawłaszczeniem. Zakończenie mojej misji rzecznikowskiej to koniec pewnego etapu, ale nie koniec drogi. Okazaliście mi - jako obywatele - ogromne zaufanie. Podziękowania wyrażaliście w najróżniejszych formach: od wiadomości w mediach społecznościowych, przez maile, po kartki pocztowe. Byłem świadkiem wielu manifestacji solidarności i wsparcia przed Biurem RPO. Odebrałem wiele zaszczytnych nagród i wyróżnień, a także zwyczajnych, ale niezwykle ważnych dla mnie ludzkich uśmiechów.

Czuję się nieco onieśmielony tymi wszystkimi wyrazami wsparcia - traktuję je jako przypomnienie o mojej odpowiedzialności wobec obywateli RP. Będę kontynuował obronę praw obywatelskich, bo praca nie jest skończona. Tak długo, jak Polska nie wróci na ścieżkę demokratyzacji oraz aktywnego, podmiotowego i lojalnego członkostwa w Unii Europejskiej - musimy być jako społeczeństwo obywatelskie konsekwentnie aktywni. Zwłaszcza że od lutego 2022 roku wzrosło nasze moralne zobowiązanie w stosunku do narodu ukraińskiego - powinniśmy stanowić dla niego przykład i służyć mu pomocą w integracji ze światem zachodnim. Naszym zadaniem jest pomóc siostrzanemu narodowi, by jak najszybciej za-kotwiczył się w strukturach europejskich.

To wymaga ciężkiej pracy. Każdego dnia musimy udowadniać sobie, władzy i światu, jak fundamentalną wartością jest dla nas wolność; że chcemy żyć w świecie pluralizmu, różnorodności i wzajemnego szacunku; że mamy pomysł na to, jak przeciwdziałać globalnym zagrożeniom, a jednocześnie zmniejszać dystans między władzą a obywatelem.

Wyrazem wiary w to wszystko jest książka, którą trzymacie w rękach. Nie chciałem pisać po prostu pamiętnika z ostatnich lat ani zatrzymywać się na diagnozie aktualnej sytuacji. Zależało mi przede wszystkim na wytyczeniu kierunków myślenia - drogowskazów na mapie wyzwań, jakie na nas czekają. Jednocześnie niniejszą książką podejmuję zobowiązanie: w realizacji tej wymagającej misji będę towarzyszył obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej - obywatelom Unii Europejskiej.

 

Adam Bodnar

NOTATKI RZECZNIKA
9 września 2015

Pierwszy dzień w roli RPO. Najpierw zaprzysiężenie w Sejmie, z rodziną na galerii sejmowej. Potem przejazd do Biura RPO i przekazanie sterów przez profesor Irenę Lipowicz oraz duże spotkanie z wszystkimi dyrektorami. A po południu - pierwsze decyzje i długa rozmowa na temat Macieja Dobrowolskiego, kibica Legii Warszawa przebywającego od ponad trzech lat w areszcie tymczasowym. Wkrótce uda się doprowadzić do jego uwolnienia.

2 października 2015

Ostatni dzień sesji rady dyrektorów Funduszu ONZ na rzecz Ofiar Tortur. Ze względu na objęcie funkcji RPO musiałem zrezygnować. To było wspaniałe doświadczenie, zwłaszcza w kontekście rzeczywistej pomocy ofiarom tortur. Żegnam się z Laurą Dolci-Kanaan, która z ramienia ONZ obsługuje pracę Funduszu. Laura każdą minutą swojego życia przypomina, na czym polega misja Narodów Zjednoczonych. Jej mąż - także pracownik ONZ - zginął w zamachu bombowym w Bagdadzie wraz z Sérgiem Vieirą de Mello, Wysokim Komisarzem ONZ do spraw Praw Człowieka, oraz pozostałymi dziewiętnastoma członkami delegacji.

25 października 2015

Wybory parlamentarne w Polsce. Do Sejmu nie dostaje się lewica. Prawo i Sprawiedliwość ma pełnię władzy i lojalnego prezydenta. Kilka dni później dzwoni do mnie Marcin Warchoł i informuje, że rezygnuje z pracy w Biurze RPO, bo ma zostać wiceministrem sprawiedliwości.

16 listopada 2015

Ceremonia wręczenia pierwszej Nagrody RPO imienia doktora Macieja Lisa we Wrocławiu. Doktor Lis to legenda tego miasta - szef lokalnego Biura RPO, do tego nauczyciel akademicki, ewangelik i chórzysta. Nagrodę przyznaje się za szczególne zasługi w pomocy osobom z niepełnosprawnościami. Laureatem został parlamentarzysta Sławomir Piechota. Kolejny akt przekazywania urzędu - w uroczystości uczestniczy także pomysłodawczyni nagrody, profesor Irena Lipowicz. Realizuję jej pomysł, podobnie zresztą jak sześć lat później profesor Marcin Wiącek. Nagroda ma się dobrze.

26 listopada 2015

Przejechaliśmy busem RPO całą Polskę, aby uczestniczyć w pierwszym wyjeździe regionalnym. Szczecin wybrałem trochę na zasadzie powrotu do korzeni. Dobre spotkania, ale po dwóch dniach mam wrażenie, że popełniliśmy błąd. Działacze organizacji społecznych nie meldują się w Szczecinie jakoś gremialnie. Dlatego następnym razem - już na Podlasiu - to my do nich jeździmy, odwiedzając mniejsze miejscowości, a nie oni do nas.

3 grudnia 2015

Pierwsza rozprawa przed Trybunałem Konstytucyjnym, w której uczestniczę osobiście. Dzień wcześniej Sejm podjął uchwałę o anulowaniu powołań sędziowskich dokonanych przez Sejm poprzedniej kadencji. Nad ranem prezydent dokonał zaprzysiężenia trzech sędziów dublerów. Ten dzień to początek końca niezależnego TK. Cały kolejny rok organizm walczy o przetrwanie. Sześć lat później już nawet nowy RPO nie chce uczestniczyć w rozprawach, bo zdaje sobie sprawę z groteskowości sytuacji.

7 grudnia 2015

Otwarcie pokoju dla dzieci w Biurze RPO. Od tego czasu pracownicy mogą przyprowadzać tu pociechy, opiekować się nimi, a przy okazji podłączyć komputer. Mało kto jeszcze myśli o pracy zdalnej. Naszą specjalną gościnią jest pisarka Sylwia Chutnik, od lat zaangażowana w walkę o prawa kobiet.

21 grudnia 2015

Jak co roku Biuro RPO organizuje kolację wigilijną dla więźniów obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen oraz dla ich rodzin. Tak wzruszające chwile przypominają, po co w ogóle istnieje koncepcja ochrony praw człowieka.

30 stycznia 2016

Koniec intensywnej, wręcz formacyjnej wizyty regionalnej w województwie podlaskim. Siemiatycze - góra Grabarka - Białystok - Sejny - Krasnogruda. Wszędzie pogłębione dyskusje o prawach człowieka, religii, nacjonalizmie i historii. Na koniec chwila zadumy przy pomniku ofiar mordu w Jedwabnem.

7 lutego 2016

Jestem akurat w Budapeszcie, kiedy przez internet przetacza się brutalny hejt wobec Joanny Grabarczyk, liderki organizacji HejtStop. Powód? Złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku ze skandalicznymi wypowiedziami Mariusza Pudzianowskiego na temat migrantów. W Europie wciąż trwa kryzys migracyjny, a może raczej kryzys moralny? Prawica nakręca nienawiść w stosunku do uchodźców i organizacji im pomagających. Joanna Grabarczyk stała się jedną z pierwszych ofiar zmasowanego hejtu i trollingu. Mnie również się dostaje. Jeden z komentatorów pisze na przykład: "Bodnar, kiedy dymisja? I może dla rozweselenia obywateli polskich jakieś małe harakiri?".

29 lutego 2016

W Warszawie piękny, niecodzienny koncert. Odbył się z inicjatywy dyrektora Andrzeja Stefańskiego z Biura RPO, który w ten sposób zareagował na pobicie pianisty Christiana Ramosa, Chilijczyka mieszkającego w Polsce. Został on zaatakowany w pociągu z Sochaczewa do Warszawy, "bo wyglądał jak Arab". Oczywiście Ramos był gwiazdą wieczoru, a w koncercie solidarnościowym uczestniczyły setki osób, w tym prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

1 marca 2016

W Poznaniu spotykam się z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem. Później odwiedzam koczowisko romskie przy ulicy Lechickiej. Rozmawiam z mieszkańcami i zastanawiamy się, jak moglibyśmy im pomóc w normalnym, codziennym życiu.

18 marca 2016

Wizyta w Szczecinie na konferencji zorganizowanej przez środowisko prawnicze wydające miesięcznik "In Gremio". Dostaję piękny rysunek od Arkadiusza Krupy, sędziego, który jest także satyrykiem i prowadzi blog "Ślepym Okiem Temidy". Na rysunku pacjent na kozetce, a nad nim lekarz, który mówi: "Naiwna wiara w prawa obywatelskie... to może być nowa jednostka chorobowa".

Na spotkaniu "In Gremio" występuje także mecenas Bartłomiej Sochański, były prezydent Szczecina. Zajmuje w dyskusji stanowisko... symetrystyczne. W stosunku do zmian w TK nie jest aż tak krytyczny jak pozostali uczestnicy. Kto by pomyślał, że pięć lat później ten sam człowiek będzie wyprowadzał Polskę z Unii Europejskiej - jako sędzia sprawozdawca w ważnych sprawach rozstrzyganych przez TK.

8 kwietnia 2016

Jedna z ostatnich wizyt w niezależnym Polskim Radiu, na zaproszenie Tomasza Zimocha. Rozmawiamy o istocie zawodu sędziego. Wkrótce Polskie Radio pożegna się z panem redaktorem, podobnie jak z wieloma niezależnymi dziennikarzami. Wizyty w mediach publicznych staną się coraz rzadsze, wreszcie zupełnie zanikną. Czy trafiłem na czarną listę?

19 kwietnia 2016

Po raz pierwszy w życiu odwiedzam Radom. Po mieście oprowadza mnie młodzież zaangażowana w jeden z projektów Forum Dialogu. Szczerze, otwarcie, bez żadnej wewnętrznej cenzury młodzi opowiadają o żydowskiej historii miasta i jego mieszkańcach. Od tego czasu wspieram Forum Dialogu, gdzie tylko mogę. W czasach, gdy debata na tematy polsko-żydowskie staje się coraz trudniejsza, Forum Dialogu przywraca nadzieję, że ludzi dobrej woli jest więcej. To niesłychanie ważne, że są wśród nich także młodzi.

26 kwietnia 2016

Na zaproszenie Rafaela Ribo, ombudsmana Katalonii, melduję się na zjeździe wszystkich europejskich ombudsmanów. Na koniec uroczystości Rafael Ribo z pamięci recytuje wiersz Adama Zagajewskiego "Spróbuj opiewać okaleczony świat". Kilka miesięcy później mu się rewanżuję. W gmachu parlamentu Katalonii odbywa się inna uroczystość. Jako prezent przywożę płytę Zespołu Reprezentacyjnego z piosenkami Lluisa Llacha (autor utworu, który w wersji Jacka Kaczmarskiego stał się "Murami"), z autografami Jarosława Gugały i Filipa Łobodzińskiego. Wręczam płytę, a Rafael Ribo mówi: "Może spotkamy się z Lluisem Llachem, bo on jest tu posłem?". Dwie godziny później poznaję artystę.

23 maja 2016

Pierwsza edycja Nagrody imienia Pawła Włodkowica. Laureatem zostaje Thomas Buergenthal, wybitny prawnik, więzień Auschwitz, jeden z ocalałych. Swoje doświadczenia opisał w książce "Dziecko szczęścia". Całe życie poświęcił tworzeniu międzynarodowych mechanizmów ochrony praw człowieka, aby słowa "nigdy więcej" stały się rzeczywistością. Po Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, gdzie odbywa się uroczystość wręczenia nagrody, oprowadza nas dyrektor, profesor Dariusz Stola.

4 czerwca 2016

Ślub z moją ukochaną Magdaleną. Każdego dnia jestem szczęśliwy, że zgodziła się zostać moją żoną. Ten dzień to prawdziwy początek wspólnego życia. Sceneria ślubu jest malownicza, bo urząd stanu cywilnego w Inowłodzu mieści się w ruinach zamku z czasów Kazimierza Wielkiego.

Uroczystość jest świecka, a oprócz rodzin towarzyszą nam przyjaciele i współpracownicy. Na weselu w Spale gościmy w sumie sześćdziesiąt osób. Naszymi świadkami są Mikołaj Pietrzak (dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie) oraz Maria Ejchart-Dubois (liderka Wolnych Sądów). Wciąż pamiętam wspaniałe wykonanie hitu Whitney Houston "I Will Always Love You" przez przyjaciela naszej rodziny Michała Kaczmarka. Podoba mi się też zbieżność dat: świętujemy wszyscy w rocznicę dnia ważnego i radosnego dla polskiej demokracji.

25 czerwca 2016

Przed Świątynią Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie odbywa się Święto Ubogich. To spotkanie zorganizowała Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, wytrwale walcząca o prawa osób wykluczonych. Występuje między innymi Muniek Staszczyk. Pamiętam straszny żar z nieba i ten kontrast - osiedla bogatej Warszawy i najbiedniejsi, pokrzywdzeni, wykluczeni mieszkańcy tego samego miasta.

27 lipca 2016

Światowe Dni Młodzieży. Zostałem zaproszony do Krakowa na spotkanie z papieżem Franciszkiem. To tam powstało słynne zdjęcie Agaty Dudy. Gdyby tego dnia nasz Kościół i rządzący lepiej się wsłuchali w słowa Franciszka dotyczące uchodźców, ochrony środowiska czy bezdomnych... Po uroczystości chłonę wspaniałą atmosferę, która zapanowała na ulicach Krakowa.

13-16 września 2016

Wyjazd regionalny na Lubelszczyznę. Szczególny, bo towarzyszy mi Henryk Wujec. Postać absolutnie wyjątkowa. Wzór służby publicznej, a jednocześnie czułości i troski wobec rodziny i najbliższych. Jednym z największych szczęść mojej kadencji było to, że mogłem takich ludzi poznać i czerpać garściami z ich mądrości oraz doświadczeń.

30 września 2016

Jestem w Londynie, gdzie upominam się o prawa Polaków, którzy po kampanii w sprawie brexitu są narażeni na przemoc i inne przestępstwa z nienawiści. Spotykam się między innymi z przedstawicielami brytyjskich władz i organizacji pozarządowych. Szukamy sposobów ograniczenia kampanii nienawiści wobec polskich migrantów. Na tę samą troskę zasługują obecni w Polsce migranci z Europy Wschodniej, Azji i Afryki.

12 listopada 2016

Jesteśmy z Magdą na wyjątkowej kolacji. Zorganizował ją Petr Janyška, były dysydent z Czechosłowacji, w 2016 roku szef Czeskiego Centrum w Warszawie, a obecnie dziennikarz. Siedzimy przy jednym stole z Karolem Modzelewskim, Małgorzatą Goetz, Adamem Michnikiem oraz Janem Lityńskim. Petr Janyška cały czas troszczy się o Polskę i często o nas pisze.

3 grudnia 2016

Finał Konstytucyjnego Turnieju Sądowego imienia profesora Zbigniewa Hołdy. Co ciekawe, odbywa się on w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego. Mam w telefonie komórkowym zdjęcie, na którym przy stole jurorów, w pokoju narad, siedzi profesor Marcin Matczak. Za nim portrety wszystkich sędziów TK. Może kiedyś profesor Matczak tam wróci, aby odbudowywać niezależny TK.

13 grudnia 2016

Ostatnia rozprawa przed niezależnym TK, w której uczestniczę. Towarzyszą mi Mirosław Wróblewski oraz Agnieszka Grzelak z Biura RPO. Trybunał Konstytucyjny stwierdza, że przyznanie Radzie Mediów Narodowych kompetencji do powoływania członków zarządu i rad nadzorczych mediów publicznych narusza uprawnienia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Wyrok zostanie koncertowo zignorowany przez władze. Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi...

26 grudnia 2016

Rodzi się mój trzeci syn. Biorę dwutygodniowy urlop ojcowski, żeby spędzić ten czas z nim i z Magdą. Pamiętam, że później pochwaliłem się tym urlopem mojemu odpowiednikowi w Norwegii Aage Thorowi Falkangerowi. Spojrzał na mnie i powiedział: "Dziesięć lat temu też wziąłem po pół roku urlopu, gdy rodzili się moi synowie". Uśmiechnąłem się ze świadomością, że do standardów skandynawskich jeszcze trochę nam brakuje.

30 stycznia 2017

Uroczystość z okazji czterdziestolecia austriackiego urzędu Rady Ombudsmańskiej (Volksanwaltschaft). Poznaję na niej nowego prezydenta Austrii Alexandra van der Bellena, mam także zaszczyt wygłosić w sali austriackiego Bundesratu przemówienie o znaczeniu niezależności urzędu ombudsmana oraz o wyzwaniach związanych z kryzysem migracyjnym.

3 lutego 2017

Wyjazd do Paryża. Wraz z Andrzejem Stefańskim z Biura RPO postanowiliśmy się przyjrzeć sytuacji osób dotkniętych kryzysem bezdomności, żyjących na ulicach innych krajów. Wizyta stanowi materiał do wielu przemyśleń. Gdy zacząłem pracę na Uniwersytecie SWPS w 2021 roku, przekonałem mojego doktoranta, aby napisał rozprawę na temat konstytucyjnego obowiązku realizacji mostu pomocowego dla osób, które chciałyby wrócić do Polski, ale ich na to nie stać. Myślę, że kiedyś stworzymy takie rozwiązanie prawne, kierując się właśnie wartościami konstytucyjnymi i potrzebą ochrony obywateli RP.

23 lutego 2017

W Kamieniu Śląskim odwiedzam arcybiskupa Alfonsa Nossola. To jedna z najbardziej zasłużonych postaci dla budowania polsko-niemieckiego pojednania. Pół roku później wygłoszę laudację na cześć arcybiskupa Nossola w związku z przyznaniem mu Nagrody imienia Sérgio Vieiry de Mello przez stowarzyszenie Willa Decjusza.

2 kwietnia 2017

Święto Dwudziestolecia Konstytucji w Biurze RPO. Quizy, debaty, spotkania, konkurs "Milionerzy" na temat konstytucji brawurowo poprowadzony przez Mirosława Wróblewskiego. Mimo wszystko mam niepokojące poczucie, że konstytucja mało kogo obchodzi. Trzy miesiące później - w czasie lipcowych protestów - będzie na ustach wszystkich.

5 kwietnia 2017

Kolejny akt "dobrej zmiany" - przejęcie kontroli nad Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Akurat kiedy minister Piotr Gliński realizuje swój plan, odwiedzam muzeum i zwiedzam wystawę wraz z profesorem Pawłem Machcewiczem. Cieszę się, że zdążył otworzyć muzeum i jako pierwszy dyrektor oprowadzić kombatantów. Mam żal, że sądy administracyjne nie powstrzymały tego bezprawnego aktu przejęcia władzy. NSA nawet nie przeprowadził rozprawy, a skargi oddalił na posiedzeniu niejawnym.

28 kwietnia 2017

Siedemdziesiąta rocznica akcji "Wisła". Uczestniczę we wzruszającej uroczystości w Domu Ukraińskim w Przemyślu. Wspominam rodzinę mojego ojca, wysiedloną w ramach tamtej akcji. Zastanawiam się, co wtedy czuli, jakie to miało znaczenie dla ich życia, czy bardzo cierpieli, gdy prawie z dnia na dzień musieli budować swoje życie od zera na drugim krańcu Polski.

12 maja 2017

Pogrzeb mojego mistrza profesora Wiktora Osiatyńskiego. Bez jego zaangażowania i wsparcia nie byłbym RPO. Na pogrzebie żegnam go cytatem z Walta Whitmana, tak dobrze znanym dzięki filmowi "Stowarzyszenie Umarłych Poetów": "Kapitanie, mój kapitanie...".

20 maja 2017

Pierwszy Kongres Prawników Polskich w Katowicach. Już znane są projekty ustaw reformujących sądownictwo. Czuć energię protestu i sprzeciwu. Po słowach ministra Marcina Warchoła o potrzebie rozliczeń z komunistycznymi sędziami połowa sali wychodzi. No bo jak można się utożsamiać z komunizmem, kiedy ma się czterdzieści czy czterdzieści pięć lat? Na kongresie towarzyszy mi profesor Martin Krygier, uznany na świecie socjolog prawa. Twierdzi, że tego typu sprzeciw nie byłby możliwy w jego Australii. W Polsce dostał okazję do swoistej obserwacji uczestniczącej.

20 maja 2017

Wojciech Bojanowski w "Superwizjerze" ujawnia okoliczności zamordowania Igora Stachowiaka na posterunku policji we Wrocławiu. Używanie paralizatora, bezkarność policji, krycie sprawców, szykanowanie świadków. Na temat tej sprawy powstanie kiedyś książka podobna do "Żeby nie było śladów". Cezary Łazarewicz, pisząc reportaż o przeszłości, opisał teraźniejszość.

6 lipca 2017

W Warszawie gości prezydent Stanów Zjednoczonych. Uczestniczę w uroczystościach przy pomniku Powstania Warszawskiego przed Sądem Najwyższym. Partia władzy chce pokazać swoją siłę, na przywitanie Donalda Trumpa zwozi ludzi z całego kraju. Zielone światło dla dalszych "reform" ustroju?

18 lipca 2017

Z wakacji wracam przedwcześnie. W Warszawie jest gorąco ze względu na projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Zakłada on, że wszyscy sędziowie SN odejdą w stan spoczynku, a minister sprawiedliwości ręcznie wskaże, którzy zostaną. Zaczynają się masowe demonstracje.

21 lipca 2017

Cały dzień i pół nocy spędzam w Senacie. Demonstrujący zgromadzeni wokół budynku krzyczą: "Senatorze, jeszcze możesz". Jestem w sali Senatu razem z prezesem Izby Karnej Sądu Najwyższego Stanisławem Zabłockim, który wygłasza historyczne przemówienie w obronie praworządności. Kilka dni później prezydent Andrzej Duda zawetuje dwie z trzech ustaw przygotowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Pokaże w ten sposób, że wcale nie musi być potulnym "Adrianem" z komediowego serialu "Ucho prezesa". Jesienią proces niszczenia niezależnego sądownictwa będzie jednak kontynuowany, choć tym razem raczej skalpelem niż toporem.

4 sierpnia 2017

Jedna z najważniejszych debat w czasie mojej kadencji. Przystanek Pol'And'Rock. Redaktor Piotr Kraśko odpytuje mnie i sędziego Jarosława Gwizdaka (jeszcze sędziego), dlaczego należy walczyć o niezależne sądy. Przysłuchują się tysiące młodych ludzi, którzy nadal żyją atmosferą niedawnych protestów w obronie sądownictwa.

28 września 2017

Obchody stulecia Sądu Najwyższego w Polsce przebiegają w niespokojnej atmosferze, mimo że pierwszy atak na Sąd Najwyższy został odparty, ludzie przed kilkoma miesiącami obronili sądy. Wszyscy czują jednak, że na tym się nie skończy.

29 września 2017

Jadę na otwarcie pięknej sali gimnastycznej w Wejherowie, przy szkole dla dzieci z niepełnosprawnością słuchu. Po drodze przypadkowo spotykam na przystanku słynnego polskiego kajakarza, zdobywcę oceanów Aleksandra Dobę. Piękny, uśmiechnięty, spełniony człowiek.

27 października 2017

Wizyta specjalnego sprawozdawcy ONZ do spraw Niezależnego Sądownictwa Diega Garcíi-Sayána. To były minister sprawiedliwości Peru, który naprawiał sądy po autokratycznych rządach prezydenta Alberta Fujimoriego. Dziś mówi: "U nas sądownictwo było tak samo niszczone". Zwraca szczególną uwagę na kampanię nienawiści pod adresem sędziów.

13 grudnia 2017

Grudniowa noc w Senacie. Brzmi jak tytuł dobrego filmu? Chciałbym, by to był tylko film, ale niestety właśnie tego dnia na długim posiedzeniu Zjednoczona Prawica przepycha swoje reformy sądowe, które doprowadzą do zaburzenia porządku prawnego Rzeczypospolitej na wiele lat. Spędzam w Senacie długie godziny i ramię w ramię ze wspaniałym sędzią, prezesem Izby Karnej Sądu Najwyższego Stanisławem Zabłockim, walczę o ochronę niezależności sądownictwa. Naszym dziedzictwem z lat oporu przeciw Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej była niezależna Krajowa Rada Sądownictwa, powoływana przez sędziów z dodatkiem reprezentacji innych władz. Mało kto wie, że współtwórcą tego systemu był w 1989 roku Jarosław Kaczyński. Teraz go demontuje.

2 marca 2018

Następny wyjazd regionalny na Podlasie. Gęsta atmosfera po kolejnym marszu nacjonalistów w Hajnówce. Składam kwiaty w Zaleszanach, gdzie pochowano cywilne ofiary Romualda Rajsa "Burego", czczonego przez skrajną prawicę. Nie obchodzi mnie, co powie prawica, czy znowu będzie hejt. Tak po prostu trzeba zrobić. Jednak kult żołnierzy wyklętych w tym czasie już powoli gaśnie. Ukazuje się ważna książka Piotra Zychowicza "Skazy na pancerzach".

15 marca 2018

Znakomita nauczycielka Marzanna Gądek-Radwanowska organizuje w Kędzierzynie-Koźlu festiwal praw człowieka. Piękna wystawa, debata z udziałem Draginji Nadaždin z Amnesty International i mecenasa Jacka Różyckiego, znanego opolskiego obrońcy praw człowieka, wystąpienia i wreszcie koncert młodzieży z zespołu Red Voices. Podczas wykonania coveru Black Eyed Peas "Where Is the Love" wszystkim lecą łzy. Czy w czasach ministra Czarnka taki festiwal byłby możliwy? Nie sądzę.

12 kwietnia 2018

Marsz Żywych w Oświęcimiu. Mam zaszczyt towarzyszyć Marianowi Turskiemu. Po drodze opowiada o tym, jak wyglądał obóz, gdzie była rampa, jak wszystko funkcjonowało. Świadek historii, a ja czuję się, jakbym był statystą w jakimś filmie fabularnym.

18 kwietnia 2018

Początek strajku w Sejmie osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów. Wstrząsający obraz władzy, która dla celów wizerunkowych nie ugnie się przed niczym i pokaże swoje najgorsze oblicze. Jednocześnie strajk przypomina całej Polsce, na czym polegają codzienne problemy osób z niepełnosprawnościami. Odwiedzam strajkujących. Aranżuję także wizytę Henryka Wujca, rozmawiam z opozycją na temat postulatów, piszę oświadczenia i stanowiska. Zarazem z bliska obserwuję, jak dobrze władza opanowała metodę "dziel i rządź", jak niebezpieczne może być uzależnienie organizacji społecznych od stałego dopływu środków publicznych. To tępi ostrze krytyki.

14 maja 2018

W Genewie spotykam się z wysokim komisarzem ONZ do spraw Praw Człowieka Zeidem Ra'adem al-Husseinem. Wywodzi się on z jordańskiej rodziny królewskiej, a jego kadencja w ONZ upłynęła pod znakiem bezkompromisowej walki o prawa człowieka, a zwłaszcza krytyki Stanów Zjednoczonych. Rozmawiamy o sytuacji w Polsce, o kolejnych zagrożeniach dla praworządności i dla Sądu Najwyższego. Najlepiej z wizyty pamiętam, że towarzyszył mi profesor Zdzisław Kędzia, który zjadł zęby na dyplomacji w ONZ. Zrobiło na mnie wrażenie to, że wszyscy na korytarzach genewskich go rozpoznają i witają z uśmiechem: "Hello, Dzidek". Znany tam, a w Polsce niewystarczająco doceniany za działania na rzecz praw człowieka na świecie.

26 czerwca 2018

W Nowym Teatrze w Warszawie odbywa się pokaz mody przygotowany przez dzieci z dworca Brześć, połączony z akcją charytatywną. To grupa dzieci uchodźców i migrantów z Czeczenii, którzy nie mogli się dostać do Polski i musieli koczować na dworcu w Brześciu, po białoruskiej stronie granicy. Zajmuje się nimi Marina Hulia, która organizuje na dworcu zajęcia szkolne i różne zabawy. W końcu duża część tych dzieci dostała się do Polski, a wokół nich utworzyła się grupa wsparcia społecznego. W czasie pandemii jedną z rodzin do swojego domu przyjmują Maciej Stuhr i Katarzyna Błażejewska-Stuhr. W 2021 roku wszystkie te społeczne inicjatywy spaja kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Działacze społeczni z Grupy Granica i Fundacji Ocalenie, niektórzy działacze samorządowi, politycy, aktorzy oraz lekarze - ratowali nie tylko życie uchodźców, ale i naszą godność jako wspólnoty.

3 lipca 2018

Uczestniczę w obchodach zakończenia roku akademickiego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W pięknym gmachu Biblioteki UW uroczysty wykład daje profesor Małgorzata Gersdorf, pierwsza prezes Sądu Najwyższego. Dostaje owacje na stojąco. Trwa właśnie polityczna próba skrócenia jej kadencji. Gdy dzień później profesor Gersdorf wchodzi do gmachu Sądu Najwyższego, witają ją tysiące obywateli. Nie poddaje się presji przepisów ustawowych wysyłających ją na emeryturę, bo jej kadencja jako pierwszej prezes jest określona w konstytucji, a nie w ustawach. Wytrwałość profesor Gersdorf daje Sądowi Najwyższemu i polskiej demokracji jeszcze kilka lat oddechu.

6 lipca 2018

Jestem pierwszy raz na festiwalu Open'er w Gdyni. Mikołaj Ziółkowski, szef Alter Artu i pomysłodawca festiwalu, coraz mocniej otwiera się na organizacje społeczne oraz wartości związane z praworządnością i Unią Europejską. Uczestniczę w debatach, które cieszą się dużym zainteresowaniem. Przygotowuję grunt pod kolejny rok - wystawimy wtedy namiot Biura RPO. Poznaję też Taco Hemingwaya, który akurat święci triumfy w duecie z Quebonafide. Wers "Tylko pić, jeść, spać, jak tamagotchi" niesie się przez całą Polskę. To samo pokolenie zorganizuje wkrótce gigantyczne protesty w obronie praw kobiet oraz osób LGBT+.

20 lipca 2018

Przedstawiam sprawozdanie roczne w Sejmie. Po prawej stronie sala prawie pusta. Po lewej stronie jest lepiej, ale szału nie ma. Tłumaczę mediom, że mam żal do posłów opozycji demokratycznej, ale nie z powodu jakiejś urazy osobistej. Po prostu dziwi mnie to, że nie chcą skorzystać z okazji do poważnej rozmowy na temat ochrony praw i wolności człowieka i obywatela w Polsce. W kolejnych latach będzie już lepiej (z obecnością, bo raczej nie z ochroną praw).

5 sierpnia 2018

Jesteśmy z Magdą na koncercie Rogera Watersa w Sopocie. Magda jest wielką fanką Pink Floyd. Pod koniec koncertu Waters wyświetla tablicę przedstawiającą postulaty odnoszące się do wolności słowa i niezależności sądów w Polsce. Mocne wsparcie. Wiem, że ta część oprawy koncertu w dużej mierze jest zasługą Komitetu Obrony Demokracji w Gdańsku.

17 września 2018

W Gdańsku organizujemy jako Biuro RPO zjazd ombudsmanów Grupy Wyszehradzkiej. Przyjeżdżają koledzy i koleżanki z Węgier, Czech i Słowacji. Dyskutujemy o bieżących sprawach, o ochronie środowiska, kryzysie migracyjnym, rządach prawa. Przyjmuje nas Lech Wałęsa, a Bogdan Borusewicz oprowadza gości po wystawie w Europejskim Centrum Solidarności na terenie Stoczni Gdańskiej. Anna Šabatová, ombudsman Republiki Czeskiej oraz była dysydentka, życzy sobie, aby drugiego dnia zjazdu z samego rana poje-chać nad morze. Koniecznie chce się wykąpać. Nie bardzo rozumiem dlaczego. Na to Anna opowiada, że między 1968 a 1989 rokiem nie mogła wyjeżdżać z Czechosłowacji. Pierwszy raz pojechała za granicę odwiedzić Bogdana Borusewicza i Alinę Pieńkowską. Wtedy właśnie, po tylu latach, mogła wykąpać się w Bałtyku.

19 września 2018

W Biurze RPO gości Marek Michalak, były już rzecznik praw dziecka. Wręczam mu odznakę honorową RPO. Niestety, w Polsce rządzonej na nowy sposób nikt nie docenia zasług takich osób jak Marek, który przez całe dziesięć lat walczył o prawa dzieci. Cieszę się, że mogliśmy dobrze i lojalnie ze sobą współpracować, choć nie we wszystkim się zgadzaliśmy. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będziemy mieli tak wrażliwego i oddanego dzieciom rzecznika praw dziecka, jakim był Marek.

29 września 2018

Chłodny jesienny poranek. Luksusowy hotel w Amsterdamie. Na spotkanie zaprosił mnie sam Barack Obama. Jego fundacja zorganizowała spotkanie dla piętnastu "emerging leaders" (to taki neologizm dla określenia liderów, którzy nie są już zbyt młodzi) z całej Europy. Dobra rozmowa o przyszłości Europy i zaangażowaniu społecznym. W swojej wypowiedzi podkreślam, że nie można zapominać o osobach żyjących w oddali od dużych miast, że przekaz nasycony wartościami liberalnymi i demokratycznymi musi trafiać także do nich. Obama pamięta dokładnie każde słowo, które padło w czasie półtoragodzinnego spotkania! Gdy robi podsumowanie, widzę jak na dłoni jego głębokie zdolności analityczne. Na koniec przekazuję współpracownikom byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych prezent - tomik wierszy Adama Zagajewskiego "Lotnisko w Amsterdamie". Robimy wspólne zdjęcie. Wyglądam na nim jak doklejony Forrest Gump.

8 października 2018

Z okazji siedemdziesięciolecia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka jestem na konferencji w Bonavero Institute of Human Rights w Oksfordzie. Gościem specjalnym jest Hillary Clinton, ale największe wrażenie robi na mnie kto inny. Szefowa Instytutu profesor Kate O'Regan to była sędzia Sądu Konstytucyjnego RPA. Podobno dwa razy zmieniano konstytucję, aby mogła dłużej służyć jako sędzia, taką popularnością się cieszyła. Druga godna najwyższego podziwu osoba to Ece Temelkuran, dziennikarka z Turcji, teraz mieszkająca w Oksfordzie. W szalenie ważnej książce "How to lose a country. The 7 steps from democracy to dictatorship" (Jak stracić kraj. 7 kroków od demokracji do dyktatury) opisała anatomię upadku demokracji w Turcji.

18 października 2018

Żegnamy w Warszawie Piotra Pawłowskiego. Przekraczał fizyczne i medialne bariery piętrzące się przed osobami z niepełnosprawnościami i stworzył prawdziwe imperium działające na rzecz takich osób, czyli organizację Integracja. Gdy zaczynałem misję rzecznikowską, Piotr Pawłowski miał program w TVP Info. Zaprosił mnie i zadał trudne pytanie: czy będzie mógł przyjechać na wózku i wjechać do mojego gabinetu? Zamurowało mnie. Okazało się, że Biuro RPO przy ulicy Długiej 23/25 w Warszawie nie jest dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Obiecałem, że oczywiście to zmienię. Budowa windy stała się nawet przedmiotem sprzeczek z posłanką Krystyną Pawłowicz na forum komisji sejmowej. Ostatecznie się udało, a oficjalne otwarcie przeprowadził właśnie Piotr Pawłowski. Był to także jeden z wielu sukcesów Katarzyny Jakimowicz, dyrektorki generalnej Biura RPO.

4 listopada 2018

W Bergen odbieram Nagrodę Rafto - jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień z obszaru praw człowieka. Biuro RPO reprezentuje Kamilla Dołowska, świetna dyrektorka zespołu prawa cywilnego, wychowanka Stanisława Trociuka, zastępcy RPO już od kilku kadencji. W swoim przemówieniu Kamilla opowiada o codziennych problemach, z którymi się zmagamy w Biurze. Mówi o pomaganiu ludziom i przywracaniu nadziei na sprawiedliwość.

Norweska nagroda ma wymiar finansowy, którego nie mogłem przyjąć, bo zabrania tego ustawa o RPO. Uzgodniliśmy, że pieniądze zostaną przekazane Funduszowi Obywatelskiemu imienia Henryka Wujca, który zrobi następnie minikonkurs grantowy. Ze wsparcia skorzystało ostatecznie kilkanaście organizacji.

9 listopada 2018

Tyle razy słyszałem o Uniwersytecie Harvarda. Znam na pamięć film "Legalna blondynka". No i mi się poszczęściło. Na zaproszenie profesora Grzegorza Ekierta odwiedzam mekkę światowej nauki i wygłaszam wykład o niedemokratycznych zmianach w Polsce.

7 grudnia 2018

Na zaproszenie Greenpeace Polska jestem na COP24 w Katowicach - to gigantyczny międzynarodowy kongres poświęcony walce z katastrofalnymi dla przyrody zmianami klimatu. Najpierw jako Biuro RPO organizujemy małe konsultacje z lokalnymi organizacjami zajmującymi się walką o czyste środowisko. Liderką naszego zespołu jest mecenas Zuzanna Rudzińska-Bluszcz. Okazuje się, że to dla niej jeden z pierwszych kroków do prawniczej pracy na rzecz klimatu, czym zajmuje się od 2021 roku jako szefowa Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

Na kongresie COP24 pojawia się nieznana jeszcze szerzej w Polsce Greta Thunberg. Nastolatka ze Szwecji o przenikliwym spojrzeniu przeszywającym sumienia liderów tego świata.

14 stycznia 2019

Śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza dzień wcześniej ugodzonego nożem przez mordercę na scenie, podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ten dzień, wyraz wielkoduszności Polaków i społecznej mobilizacji dla dobra wspólnego, zostawia nas we łzach na myśl o tragedii rodziny Adamowiczów.

8 maja 2019

Pogrzeb profesora Karola Modzelewskiego na warszawskich Powązkach. Poznałem go kilka lat wcześniej, gdy opublikował autobiografię "Zajeździmy kobyłę historii". W 2014 roku jechaliśmy razem na galę profesora Hołdy w Lublinie. Nad jego grobem powiedziałem: "Drogi Panie Profesorze, Karolu, któregoś dnia - jak generał wielkiej duchowej armii - namaściłeś mnie i z uśmiechem nazwałeś "żołnierzem frontowym". Chciałbym Ci dzisiaj powiedzieć, wraz z wieloma pokoleniowymi druhami tej podróży, że nie ustaniemy w wysiłkach. Mamy plecaki wypełnione Twoimi wartościami, mamy dobre buty okute w wiedzę i kompetencje i mamy przede wszystkim Twoje dzieło życia, Twój przykład, który daje nam siłę do bycia odważnym i wiernym zasadom".

3 listopada 2019

W Biurze RPO podjęliśmy inicjatywę walki o (nie)zapomniane cmentarze. Poprosiłem współpracowników o wskazanie takiego cmentarza w województwie łódzkim. Jedziemy do Brzezin. Po uratowanym cmentarzu ewangelickim oprowadzają mnie lokalny historyk Kacper Buldecki oraz grupa wolontariuszy. Na niektórych grobach palą się świeczki. Ktoś, jak widać, odnalazł tu swoich krewnych i przyjechał na Wszystkich Świętych.

18 listopada 2019

Dzięki Adamowi Koziełowi, nieformalnemu ambasadorowi Tybetu w Polsce, mam zaszczyt gościć w Biurze RPO Richarda Gere'a. Aktor przyjechał do Polski z okazji festiwalu CamerImage. Organizujemy minidebatę z udziałem przedstawicieli i przedstawicielek NGO-sów, ale pojawiają się głównie przedstawicielki. Richard Gere okazuje się uroczym facetem, pełnym wrażliwości na krzywdę uchodźców, osób dotkniętych kryzysem bezdomności oraz Tybetańczyków i Ujgurów. Dowiaduję się, że płaci za to wysoką cenę: producenci odcinają go od wielkich produkcji hollywoodzkich, bo te są coraz częściej sponsorowane przez Chińczyków lub dystrybuowane w Chinach. A dla nich Tybet nie może być wolny.

12 stycznia 2020

Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy miał dla mnie w 2020 roku wymiar szczególny, bo postanowiłem pojechać do rodzinnych Gryfic. W pewnym sensie wracam do korzeni, bo na początku lat dziewięćdziesiątych pomagałem w organizacji drugiego i trzeciego finału. Wtedy Jerzy Owsiak dopiero zaczynał, ale już było czuć w Orkiestrze wielką moc. Po ponad dwudziestu pięciu latach znowu widzę moc, kiedy krążę po ulicach Gryfic i Rewala, zbierając pieniądze do puszki. Towarzyszy mi kumpel z czasów licealnych - Jacek Wójcikiewicz, dzisiaj znany na Pomorzu Zachodnim szantymen. Wraz z córką tworzy grupę IGA'cki Band.

31 stycznia 2020

Ostatni dzień przed brexitem. Lecę do Londynu na debatę o rządach prawa w Bingham Centre for the Rule of Law. W ostatniej chwili okazuje się, że możliwe jest krótkie spotkanie z cenionym na świecie burmistrzem Londynu Sadikiem Khanem. Rozmawiamy o losie polskich bezdomnych. A później, zupełnie przypadkiem, obserwuję w londyńskim ratuszu imprezę pożegnalną z Unią Europejską. Niby wszyscy uśmiechnięci i optymistyczni, bo tak wypada, ale w istocie to stypa.

11 lutego 2020

Zostałem zaproszony do wygłoszenia wykładu na Indiana University School of Law w Bloomington w Stanach Zjednoczonych. Miejsce pełne zaskoczeń. Po pierwsze, na tym uniwersytecie funkcjonuje Szkoła Studiów Polskich, gdzie akurat na stypendium przebywają świetni naukowcy z polskich uczelni Ruta Śpiewak i Mikołaj Herbst. Po drugie, jednym z dziekanów jest były ambasador Stanów Zjednoczonych w naszym kraju Lee Feinstein. Po trzecie, akurat ze swoimi studentami przyjechał z Polski profesor Włodzimierz Wróbel. Wspólnie z profesorem Josephem Hoffmannem, wielkim przyjacielem Polski, poprowadzi on seminarium karnistyczne. Wtedy jeszcze nie wiemy, że profesor Wróbel za chwilę stanie do walki o fotel pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Polskie sądownictwo wyglądałoby dużo lepiej, gdyby mu się wtedy udało.

23 lutego 2020

W czasie rzecznikowania brakowało mi czasu na wiele aktywności, ale chciałbym odnotować jedno wydarzenie. Mariusz Wilczyński zaprosił mnie i Magdę na premierę swojego animowanego filmu "Zabij to i wyjedź z tego miasta" na Berlinale. Jedziemy naszym dziesięcioletnim volkswagenem passatem do Berlina i wkraczamy w świat magii. Piękny wieczór z wyjątkowym filmem, efektem ponaddziesięcioletniej pracy. Cieszę się, że został doceniony w kraju i na świecie. I nawet passat dał radę!

11-12 marca 2020

Ostatni wyjazd zagraniczny przed pandemią. Już lecąc do kanadyjskiego Edmonton, gdzie mam wygłosić wykład na Uniwersytecie Alberty, wahamy się, czy to dobry pomysł i co się może wydarzyć. Wykład się odbywa, ale już na przykład mecze najlepszej hokejowej ligi świata NHL zostają odwołane. Szkoda, bo Magda jest fanką Edmonton Oilers, zna na pamięć połowę składu. Mariusz Czerkawski jest w jej czułej nastoletniej pamięci, więc jeszcze w Polsce kupiliśmy bilety na mecz "nafciarzy" z New York Islanders. Wracamy przedostatnim zwyczajnym samolotem do Polski, ciesząc się, że takie loty są jeszcze obsługiwane. Na lotnisku w Kanadzie telefonem uraczył mnie dodatkowo wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

Po powrocie, choć nie mamy takiego obowiązku prawnego, nakładamy na siebie kwarantannę. Po wprowadzeniu lockdownu życie gruntownie się zmienia. W zasadzie do stanu sprzed marca 2020 roku nie wróciło do dzisiaj.

9 maja 2020

Połowa maja to z jednej strony epidemia koronawirusa, ale z drugiej okazywanie solidarności personelowi medycznemu. Polskę opanowuje mania #hot16challenge2. Zostaję nominowany przez Tatę Maty. Dzięki pomysłowi na tekst, wsparciu realizatora Patryka Tylzy i doradztwu mecenasa Adama Zielińskiego, czyli słynnego Łony, chyba daję radę. A pomyśleć, że pierwotnie chciałem stworzyć tekst pod melodię szanty "Press Gang" i to wyśpiewać lub zadeklamować. "Ostry cień mgły" miałby mocną konkurencję.

28 sierpnia 2020

Premiera "Jarmarku" oraz "Europy" Taco Hemingwaya. To jedne z moich ulubionych płyt ostatnich lat. Świetne muzycznie i świadome politycznie są odważnym głosem pokolenia, które wychowało się w niestabilnych czasach Polski lat dziewięćdziesiątych. Niedawno na antenie newonce.radio, gdzie prowadzę pod-cast "Prawy Adam", puszczałem Kasi Błażejewskiej-Stuhr (i słuchaczom) utwór "Łańcuch II: Korek" o przygodach Dimitra, kierowcy Ubera, który zderza się z polską ksenofobią. A moim ulubionym utworem z obu tych płyt jest krytyka kultury celebrytów w piosence "Influenza" i fragment o samospaleniu Ryszarda Siwca: "w '68 na stadionie płonął Siwiec / ironicznie pokazało mi, dokąd to idzie / gdy dziewczyna z tym nazwiskiem gwiazdą Euro".

30 sierpnia 2020

Przepiękne i wzruszające obchody czterdziestej rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych. Zaprosiłem do Gdańska Annę Šabatovą, rzeczniczkę praw obywatelskich z Republiki Czeskiej i dysydentkę z ekipy Václava Havla. Wręczam jej odznakę honorową RPO za zasługi dla praw człowieka. Przy obiedzie Anna Šabatová opowiada, jak wraz z mężem Petrem Uhlem (zmarł w 2021 roku) w latach siedemdziesiątych wpadli na pomysł organizowania opozycyjnych spotkań polsko-czechosłowackich w Karkonoszach. Wszystko wzięło się z przeglądania przewodnika górskiego i refleksji, że przecież do Śnieżki można dotrzeć z jednej i z drugiej strony. Ten moment, kiedy dotykasz historii, jest bezcenny.

7-8 września 2020

Ostatnia wizyta służbowa w czasie konstytucyjnej kadencji RPO. Wraz z doktor Hanną Machińską poleciałem odwiedzić ombudsmana Szwecji i zobaczyć, od czego to wszystko się zaczęło. Okazało się, że istnieje księga wizyt, a w niej wpis z 18 kwietnia 1988 roku o następującej treści: "Szczerze wdzięczni za wizytę u Ombudsmana o najstarszych tradycjach - przedstawiciele pierwszego urzędu ombudsmańskiego w krajach socjalistycznych. Ewa Łętowska, Mirosław Wyrzykowski". Kto by pomyślał, że profesor Wyrzykowski - mój mistrz - będzie tak ważnym dla mnie doradcą.

29 września 2020

Koronawirus dopada także mnie. Złapałem na wyjeździe zagranicznym do Hamburga. Niestety, w międzyczasie byłem także na ceremonii Korony Równości i zjeździe Komitetu Obrony Demokracji. Wiem, że organizatorów i niektórych uczestników dotknęły w konsekwencji różne obostrzenia. To początek drugiej fali pandemii. Przypadki choroby u osób publicznych są jeszcze odnotowywane przez media. Szczęśliwie dzięki wsparciu przyjaciół mogę spędzić okres kwarantanny w dobrych warunkach, a przebieg choroby jest łagodny. W sumie spędzam te dni pracowicie: zajmuję się prawdziwą nauką. Zarazem to dopiero druga fala pokazuje nam śmiercionośne żniwo pandemii.

14 stycznia 2021

Laureatem Nagrody RPO imienia Pawła Włodkowica zostaje Michał Rogalski, dziewiętnastolatek, który stworzył najlepsze statystyki covidowe w Polsce. Zmusił w ten sposób Ministerstwo Zdrowia do przyznania się do porażki, wykazał fałszerstwa i manipulacje. Jeden z cichych bohaterów pandemii - wzór społecznego zaangażowania.

15 kwietnia 2021

Zapada wyrok TK w sprawie możliwości wykonywania przeze mnie uprawnień RPO po zakończeniu kadencji. Trudno się spodziewać innego rozwiązania niż wyrzucenie mnie z urzędu bez czekania na następcę. Sędziowie Stanisław Piotrowicz i Julia Przyłębska wykonali powierzone im zadanie. Mam trzy miesiące na dokończenie spraw i pożegnanie się z biurem. Jestem ogromnie wdzięczny obywatelom za wyrazy wsparcia. Myślę, że gdyby nie to, opozycja nie poczułaby na sobie presji, że nowy RPO musi być niezależny od władzy.

22 kwietnia 2021

Wstrząsająca chwila w historii polskiego państwa. Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym przez dwa dni obraduje nad tym, czy zakuć sędziego Igora Tuleyę w kajdanki. Igor stoi przed sądem - jak wielki wyrzut sumienia - nie tylko dla tych, którzy orzekali w gmachu, ale także dla wszystkich coraz bardziej obojętnych wobec zmian w polskim sądownictwie. Zazwyczaj nie uczestniczę w takich wydarzeniach, ale po wyroku TK w "mojej" sprawie uznałem, że już mogę sobie pozwolić na pokazanie zwyczajnego gestu solidarności. Odwiedzam przed Sądem Najwyższym Igora Tuleyę i staram się okazać mu wsparcie. Jednocześnie mówię kilka gorzkich słów pod adresem Komisji Europejskiej, a zwłaszcza jej szefowej Ursuli von der Leyen, która nawet w takim momencie nie chce zająć jednoznacznego stanowiska w sprawie rządów prawa w kraju członkowskim.

4 czerwca 2021

Początek Tour de Konstytucja. Startujemy spod Biura RPO i jedziemy do Radomia. Po drodze krótkie przystanki w Raszynie i w Kozienicach. Na stacji paliw w Kozienicach daję sprzedawcy pierwszy egzemplarz konstytucji w obywatelskim podziękowaniu za miłe obsłużenie naszej gromady. Radom wita nas wielkim pokazem orkiestry, prawie jak z parady Pułaskiego w Chicago. Atmosfera jest dobra, ale towarzyszy nam obawa, jak będzie dalej. Tylko niewielu, jak choćby słynny aktor Andrzej Chyra, okazało nam bezgraniczne zaufanie. Po pierwszych przystankach, nie zawsze w pełni udanych, Tour de Konstytucja nabiera rozpędu. Od Śląska już wiemy, że to będzie gigantyczny sukces. Robert Hojda doprowadził do stworzenia nowego formatu obywatelskiego zaangażowania. Trzydziestego sierpnia 2021 roku koszulkę Tour de Konstytucja wkłada europejska komisarz Věra Jourová.

11 czerwca 2021

W kinie Muranów premiera filmu "Wszyscy wszystko zjedli" o historii Madiny, czeczeńskiej uchodźczyni. Madina i jej najbliżsi znaleźli schronienie u Maćka i Katarzyny Stuhrów. Film opowiada też o dzieciach z dworca Brześć, o Marinie Hulii i jej niezmordowanej determinacji we wspieraniu migrantów i uchodźców. Nikt się nie spodziewa, że dwa miesiące po premierze filmu Kamila Witkowskiego będziemy się mierzyli z jednym z największych kryzysów humanitarnych w historii współczesnej Polski.

11 lipca 2021

Osiemdziesiąta rocznica mordu na Żydach w Jedwabnem. Byłem tam już wcześniej, przy okazji wizyty w województwie podlaskim. Bardzo smutne obchody. Przedstawicieli rządu prawie nie ma, przybyli za to ludzie, którym cały czas zależy na pamięci. Później smutna pielgrzymka do kolejnych miejsc pamięci: Radziłowa, Wąsosza, Szczuczyna oraz Bzurów. Cztery miesiące później, po premierze filmu "Wese?e" w reżyserii Wojtka Smarzowskiego, debata na temat pamięci o Jedwabnem zacznie się na nowo. Mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie się pojawiało na kolejnych rocznicach, a kiedyś zaczną je należycie wspierać i celebrować najwyżsi przedstawiciele władzy.

15 lipca 2021

Koniec misji. Jak mówi profesor Łętowska podczas uroczystego pożegnania, na semaforze zapaliło się czerwone światło i muszę wysiadać. Nie mogę jednak przekazać następcy kluczy do urzędu. Jeszcze nie został wybrany przez parlament, ale na szczęście groźby upolitycznienia instytucji zostały odsunięte. Dlatego urzędowanie przejmuje Stanisław Trociuk.

19 lipca 2021

Obejmuję funkcję dziekana Wydziału Prawa w Warszawie Uniwersytetu SWPS. Nowe obowiązki, nowe biurko i nowe zadania, choć poprzednia misja bardzo mi ciąży i zobowiązuje. Dobrze, że w wielu publicznych sprawach pomaga mi Dominika Ziętara, moja była asystentka. Inaczej pogubiłbym się w koordynacji różnych zadań.

8 sierpnia 2021

Finał Tour de Konstytucja w Warszawie. Ostatni przystanek. Robert Hojda i Tour de Bus dojechali do końca po odwiedzeniu ponad osiemdziesięciu miejscowości. Z warszawskiego finału niewiele pamiętam, bo więk-szość czasu spędziłem u boku profesora Marka Safjana (sędziego TSUE), podpisując kolejne egzemplarze Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Media prorządowe mocno sponiewierały profesora Safjana. Po wyroku TSUE w sprawie nielegalności Izby Dyscyplinarnej zaczęło się szczucie na niego. Dobrze, że dzięki Tour de Konstytucja czuje silne wsparcie ludzi.

Na finałowym koncercie występuje niezwykły artysta Krzysztof Zalewski. Pół roku później jest moim gościem w newonce.radio. Imponuje mi postawą obywatelską i zaangażowaniem.

30 października 2021

Jeden z większych hejtów w moim życiu. Odbieram nagrodę Dialogpreis przyznawaną przez Federalny Związek Towarzystw Polsko-Niemieckich. Telewizja Polska, a zaraz po niej prawicowi dziennikarze i publicyści wmawiają ludziom, że obraziłem Polaków... cytatem z "Małego Księcia". ;) Tymczasem mówiłem o odpowiedzialności, współpracy i potrzebie nazywania rzeczy po imieniu. Po tym wszystkim otrzymuję sporą liczbę gróźb. Niestety później dostanie się także mojemu przyjacielowi Basilowi Kerskiemu. Jest w tym wszystkim jedna pocieszająca rzecz. Wielu moich znajomych w ogóle nie wie o "aferze". Okazuje się, że propaganda TVP nie zawsze przebija się poza prawicową bańkę.

5 lutego 2022

Goszczę na zjeździe polskich organizacji studenckich w Oksfordzie. Znakomita inicjatywa odbywająca się już po raz piętnasty. Setki studentów z całej Wielkiej Brytanii. Po intensywnych debatach w pięknej sali oksfordzkiego ratusza odbywa się bal. O dwudziestej trzeciej didżej puszcza "Poloneza" Wojciecha Kilara z filmu "Pan Tadeusz". Cała sala bez wyjątku rusza do poloneza. Tańczę go chyba pierwszy raz od studniówki. I myślę sobie, że jednak jest coś, co wciąż nas łączy, a także daje nadzieję na lepszą przyszłość.

Zresztą społeczeństwo polskie to udowadnia, począwszy od 24 lutego, kiedy to okazało - i nadal okazuje - wsparcie uchodźcom z Ukrainy. Wojna zmienia wszystko, ale jednocześnie przypomina, że cały czas trzeba walczyć o najważniejsze wartości demokratyczne.

ROZDZIAŁ 1
GRAMY NA NIERÓWNYM BOISKU Z PRZEKUPIONYM SĘDZIĄ.Prawo w Polsce
Bartosz Bartosik: Czy rządy Zjednoczonej Prawicy to katastrofa?

Adam Bodnar: To zależy z jakiej perspektywy.

Twoja jest wyjątkowa, bo przez lata jako rzecznik praw obywatelskich reprezentowałeś jeden z nielicznych organów konstytucyjnych, które nie zostały podporządkowane tej koalicji.

Z perspektywy praw obywatelskich jest różnie - w wielu obszarach jest dziś znacznie gorzej niż w 2015 roku, ale w kilku kluczowych wprost przeciwnie. Jeśli w dowolnym momencie wyjdę na ulicę i przyjrzę się ludziom spacerującym w Warszawie, Wieruszowie, Krośnie czy Gryficach, to zobaczę więcej radości i uśmiechu niż wyrazów smutku czy bólu. A przynajmniej tak było do feralnego 24 lutego, gdy Rosjanie napadli na Ukrainę i nasze bieżące spory polityczne ustąpiły miejsca szokowi, współczuciu i gotowości pomocy bratniemu narodowi ukraińskiemu.

Do momentu rosyjskiej agresji powiedziałbym, że coraz więcej obywateli stać na godne życie, na wyjazdy wakacyjne z rodzinami czy przyjaciółmi. Liczba Polek i Polaków, którzy czerpią zwyczajną przyjemność z normalnego, codziennego życia w naszym kraju, raczej z roku na rok rośnie, niż spada, tak jak poprawia się ich status materialny. Gdybym więc od razu perorował o katastrofie, wyszedłbym w najlepszym wypadku na ignoranta, a może i głupka. Zwłaszcza w kontekście ukraińskim.

Zaznaczmy, że Ukraińcy od 2014 roku doświadczają katastrofy, jaką jest wojna, z jej nieprawdopodobną eskalacją w 2022 roku. Z kolei w Polsce od lat niemal codziennie czytam i słyszę o katastrofie, która już trwa lub zaraz nadejdzie. Profesor Leszek Balcerowicz od lat wieszczy upadek finansów publicznych, Tomasz Lis głosi, że "rząd jest nagi", a Jaś Kapela pomstuje na głupotę współobywateli, którzy nie widzą, że rządy Prawa i Sprawiedliwości przybliżają nas do śmierci. Potem ktoś ich cytuje, publicyści komentują, emocje obywateli rosną - i tak się to kręci od oświadczenia do oświadczenia.

A pamiętasz wiersz "Campo di Fiori" Czesława Miłosza?

O karuzeli, która w czasie wojny zabawiała polskie dzieci tuż przy murze warszawskiego getta, gdy po drugiej stronie ginęli ludzie?

Właśnie tak. Przypominam ten utwór nie po to, by sugerować analogię historyczną - nikt dziś nikogo w Polsce nie morduje za pochodzenie czy poglądy - ale ze względu na symbolikę tej karuzeli. Gdy dziś cieszymy się z ładnej pogody i niezłych warunków życia, może nam łatwo umknąć, że tuż obok rozgrywają się czyjeś dramaty. Najwyraźniej widać to, jeśli spojrzymy na sytuację ukraińskich uchodźców. W Polsce spotkało ich wspaniałe przyjęcie, ale oni przecież zostawili w swoim kraju cały dobytek życia, a często także rodzinę i przyjaciół, i muszą teraz zaczynać od zera. Nie zapominajmy też o stanie parawyjątkowym na granicy polsko-białoruskiej. Wielu ludzi próbuje się tamtędy przedostać do Unii Europejskiej i jest przy tym bezwzględnie wykorzystywanych przez Aleksandra Łukaszenkę, a my ze względu na odcięcie obywateli i mediów od strefy stanu nadzwyczajnego o wielu rzeczach dowiadujemy się po fakcie. Ile osób naprawdę umarło na granicy i jak wiele wycierpieli ci, którym w końcu udało się skutecznie wnioskować o ochronę międzynarodową?

Albo inny przykład. Jak to jest być nastolatkiem o nieheteronormatywnej tożsamości seksualnej, wycho-wanym w tradycyjnej, konserwatywnej społeczności, gdy z mediów ciągle słyszysz o "strefach wolnych od LGBT", a od prezydenta Rzeczypospolitej - że "LGBT to nie ludzie"? Czy to wszystko nie tworzy podglebia do rozwoju zaburzeń psychicznych i wzrostu liczby prób samobójczych wśród nastolatków? Przecież z tym mamy do czynienia w Polsce.

Powinniśmy zamknąć karuzelę?

Niekoniecznie, ale nie dajmy się zmylić jej czarowi. To, co jest dostrzegalne na pierwszy rzut oka - wieżowce, dobre samochody, wyremontowane rynki miast, autostrady - nie wyczerpuje opisu polskiej rzeczywistości. Uważam za swój obowiązek uchwycenie dalszych planów, pejzażu, jaki kryje się za karuzelą. A on nie jest piękny. Dlatego trudno mi się cieszyć i uśmiechać, gdy z wielu kierunków grozi nam prawdziwa katastrofa. Wielu z tych zagrożeń obywatele jeszcze nie odczuwają na własnej skórze, ale wystarczy jeden - mniej lub bardziej losowy - czynnik, żeby zaczęli. Niektórych katastrof być może wielu z nas w ogóle nie odczuje albo stanie się to, gdy będzie już za późno.

Miłosz pisał i o tym. W "Piosence o końcu świata" ostrzegał, że apokalipsy bywają bardzo niespektakularne.

Zauważ, że niektóre z tych powszednich katastrof już się dzieją. Myślę przede wszystkim o pandemii i dziesiątkach tysięcy śmierci, milionach powikłań chorobowych, które nam jako społeczeństwu się wydarzyły. One zostawiły głęboką ranę w duszach wielu ludzi - tej rany chyba nie opatrzyliśmy wystarczająco starannie. Wciąż czeka nas żałoba i opłakanie naszych ofiar.

Albo spójrz na wartość fundamentalną dla większości naszego społeczeństwa, którą z biegiem lat obecna władza coraz mocniej podkopuje, czyli integrację europejską. W ostatnich miesiącach narasta gigantyczny konflikt z Unią Europejską i szeroko pojętymi instytucjami europejskimi, który zagraża naszej przyszłości w zjednoczonej Europie. Mamy coraz gorsze relacje z naszymi sojusznikami i sąsiadami. Raz po raz kłócimy się to z Czechami, to z Izraelczykami czy Niemcami lub Amerykanami. Marine Le Pen jest celebrowana prawie jak prezydent Francji, a przecież ona nawet nie ukrywała związków z naszym największym zagrożeniem geo-politycznym, czyli Rosją Putina. Nawet jeśli czasem w sporach z krajami Unii czy z samą wspólnotą mamy mocne racje, to zamiast cierpliwie je tłumaczyć, strzelamy focha za niezrozumienie naszej perspektywy i tylko pogłębiamy tym istniejące spory.

Rząd Zjednoczonej Prawicy przez lata sprawnie politycznie, ale destrukcyjnie dla społeczeństwa zarządzał kryzysami metodą "dziel i rządź". Jednak liczba kryzysów, które jako wspólnota możemy znieść, powoli się wyczerpuje. Kryzys służby zdrowia, kryzys relacji międzynarodowych, kryzys gospodarczy, niebezpieczny wzrost inflacji, kryzys humanitarny na granicy i paraliż sądownictwa zbierają coraz straszniejsze żniwo.

Ciekawe, że mówisz o tym w pierwszej osobie liczby mnogiej. My, a nie oni.

Bo choć mówię z perspektywy krytyka działań rządu Zjednoczonej Prawicy, to jednocześnie uważam, że państwo jest najwyższą formą dobra wspólnego, własnością obywateli, o którą powinniśmy dbać wszyscy. W tym sensie Polska nigdy nie jest czymś zewnętrznym wobec mnie jako obywatela, nawet jeśli nie zgadzam się z dużą częścią działań rządzących. To szczególnie istotne w kontekście międzynarodowym. W pierwszej kolejności trzeba myśleć o kategoriach wspólnych, państwowych, a rząd krytykować dopiero wtedy, gdy im szkodzi.

Donald Tusk przedstawia rywalizację swojej partii z PiS-em jako walkę dobra ze złem. Ty jednak niuansujesz.

Oj, powodów do krytyki znajdę wiele. Z kolei sam Donald Tusk czasem postępuje wbrew tej wojowniczej retoryce. Tak było w przypadku pieniędzy dla Polski z wielkiego europejskiego Funduszu Odbudowy: Tusk starał się przekonywać w Europie, że te pieniądze są nam potrzebne, nawet gdy rząd sabotował działania zmierzające do ich uzyskania.

Paradoks polega na tym, że instytucjonalny, wielowymiarowy kryzys polskiego państwa współistnieje z niebagatelną, istotną poprawą jakości życia wielu obywateli. Spadek ubóstwa, nawet jeśli pandemia go zahamowała, wzrost płac i programy socjalne to niezwykle ważne osiągnięcia rządów Zjednoczonej Prawicy. Sukcesy odnosi też kino, wspierane ze środków Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Przypomnę o nagrodach i nominacjach dla "Idy" i "Zimnej wojny" Pawła Pawlikowskiego czy owacjach na stojąco w Wenecji dla filmu Jana P. Matuszyńskiego "Żeby nie było śladów" na podstawie reportażu Cezarego Łazarewicza o śmierci Grzegorza Przemyka na komisariacie milicji.

Ale to wszystko nie powinno nas zmylić przy całościowej ocenie sytuacji w Polsce. Bo nawet w kulturze widzimy coraz częstsze akty cenzury, z symbolicznymi "Dziadami" w Teatrze imienia Słowackiego w Kra-kowie - małopolska kurator oświaty "odradziła" szkołom organizowanie wyjść na ten spektakl.

Porozmawiajmy o tej całościowej ocenie sytuacji. Gdy przed Senatem podsumowywałeś swoją kadencję rzecznika praw obywatelskich, powiedziałeś: "Polska jest innym krajem niż w 2015 roku. Ostatnie pięć lat było dramatyczne z punktu widzenia wartości i zasad konstytucyjnych Polski. Wprawdzie poprawił się materialny poziom życia mieszkańców, ale nierozwiązane problemy systemowe oraz zmiany w kierunku autorytarnym kładą się cieniem na dalszym rozwoju Polski jako demokracji konstytucyjnej". Na czym polega dramat, o którym mówisz?

Jego sednem jest atak rządu na niezależność wymiaru sprawiedliwości, a zwłaszcza sądownictwa. To ma wymiar fundamentalny zarówno dla ustroju, jak i obywateli państwa, bo chodzi o atak na sądy jako na jeden z trzech filarów władzy. Zadaniem sądów jest kontrola rządzących i ochrona obywateli przed nadużyciami, korupcją czy decyzjami władzy, które sprzeciwiają się prawu i poczuciu sprawiedliwości. Sądy są fundamentem systemu, w którym - gdy obywatelowi dzieje się coś złego - zawsze może się odwołać do mechanizmu ochronnego przed szeroko rozumianą przemocą ze strony państwa.

Państwo chce nam zrobić krzywdę?

Tylko niektórym z nas i nie tyle państwo jako całość - bo ono należy do nas jako obywateli - ile konkretne instytucje podległe rządowi.

To dlaczego się nie buntujemy? Przecież nikt nie chce, by zagrażał mu ktoś potężny.

Część z nas się buntuje. Organizacje prawnicze, takie jak Iustitia, Lex Super Omnia czy Wolne Sądy, ale też wiele nieformalnych inicjatyw, zrzeszają prawników przeciwnych upolitycznieniu wymiaru sprawiedliwości, a także wspierają swoje koleżanki i swoich kolegów represjonowanych przez władzę. Z kolei protesty przeciw reformom sądowniczym zmobilizowały setki tysięcy protestujących.

To dużo, ale w skali trzydziestoośmiomilionowego kraju ta liczba nie jest oszałamiająca.

Bo większość z nas nie ma na co dzień do czynienia z sądami. Niektórzy obywatele mogą przez całe życie nie mieć żadnej sprawy przed sądem albo załatwiać przed nim kwestie stresujące, ale w gruncie rzeczy błahe - jak grzywny, alimenty czy nieopłacony czynsz za mieszkanie.

A zatem wisi nad nami topór i liczymy, że nigdy nie spadnie akurat na naszą głowę?

Po części tak, ale nawet jeśli uda się nam uniknąć topora, to i tak prędzej czy później dosięgną nas konsekwencje obstrukcji sądów. Bo chaos w sądownictwie, nawet jeśli nie przekłada się na nasze osobiste doświadczenie, wpływa na sposób sprawowania władzy, wydawania publicznych pieniędzy i poczucie odpowiedzialności rządzących za własne działania. Bezkarność i bezprawie służą politykom i urzędnikom do unikania odpowiedzialności za własne marnotrawstwo i złe gospodarzenie, a dla większości obywateli oznaczają frustrację, poczucie krzywdy i bezradność.

Jak to wygląda w praktyce?

Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę, który zawiera umowę na wykonanie pewnych usług z człowiekiem związanym z obozem władzy. Ten człowiek lub prowadzona przez niego firma nie wywiązują się ze swoich zobowiązań, w związku z czym zwykły przedsiębiorca ponosi straty. Co się stanie, gdy sprawa trafi do sądu? Jeśli władza ma wpływ na los sędziów i jest w stanie karać niepokornych, to prawdopodobnie zacznie się przeciąganie rozpatrzenia pozwu. A gdy już dojdzie do rozprawy, to sędzia będzie poddany presji, żeby nie karać osoby związanej z obozem władzy i nie nakazywać wypłaty odszkodowania.

Nie udawajmy, że podobne sytuacje nie zdarzały się przed dojściem PiS-u do władzy. Gdyby sędziowie zawsze bezstronnie bronili obywateli przed przemocą kapitału czy państwa, to obywatele nie pozwoliliby na ograniczenie niezależności sędziowskiej.

Myślę, że to jednak jest nieporównywalne. Nawet jeśli przed 2015 rokiem zdarzały się nadużycia, to były one raczej w sferze domysłów i mitów, a nie grania w tak otwarte karty nacisku politycznego. A przecież to może pójść jeszcze dalej. Wyobraź sobie, co się stanie, gdy politycy zyskają bezpośredni wpływ na nominacje sędziowskie, zaczną manipulować składami sędziowskimi i harmonogramem pracy sądów. Czy to ukróci patologie, czy raczej je rozszerzy? Poza tym, gdy istnieją niezależne instytucje od-woławcze i kontrolne, jak Sąd Najwyższy, Najwyższa Izba Kontroli czy Rzecznik Praw Obywatelskich, to w przypadku niesłusznego wyroku istnieje możliwość dochodzenia sprawiedliwości. Bez tych instytucji przedsiębiorcy czy pracownikowi zostaje tylko bezradność.

Jak niesłuszny wyrok w jednej sprawie może odbić się na życiu całego społeczeństwa?

Dziewięćdziesiąt dziewięć procent obywateli może wzruszyć ramionami i pomyśleć: "To nie ma dla mnie żadnego znaczenia, co mnie obchodzi jakiś tam przedsiębiorca. Trzeba się było zająć inną działalnością albo uważać, z kim się podpisuje kontrakt".

Jeśli jednak nie można skutecznie ubiegać się o sprawiedliwość, to znaczy, że cały system jest popsuty. Czyli że istnieje pewna grupa ludzi, nomenklatura, która wykorzystuje system prawny do tego, aby zawłaszczać sobie państwo. I nic z tym nie można zrobić.

Co się wtedy dzieje?

Na przykład w Republice Południowej Afryki dzieje się tak, że duża część produktu krajowego brutto jest zawłaszczana przez elitę rządzącą. Czyli lwia część przychodu z pewnej części usług i produkcji przemysłowej w kraju nie trafia do społeczeństwa, nie redukuje nierówności społecznych, nie zwalcza biedy czy głodu, ale jest zatrzymywana przez elitę władzy. To jest możliwe, bo nikt nie odpowiada za nadużycia, korupcję i wszyscy się wzajemnie ubezpieczają.

Tyle że w Polsce to właśnie za rządów PiS-u wprowadzono potężne programy socjalne, minimalną stawkę godzinową, zwiększono dynamikę wzrostu pensji minimalnej, a do pandemii zmniejszała się też skala ubóstwa.

To prawda, dlatego właśnie ocena ostatnich lat nie jest jednoznaczna. Problem w tym, że materialne wsparcie zwłaszcza uboższych obywateli roztoczyło nad władzą parasol ochronny, pod którym dochodziło do zawłaszczania państwa. Wolałbym, żeby nie potwierdziło się powiedzenie "mądry Polak po szkodzie". Zareagujmy, zanim skala zawłaszczenia dojdzie do takiego poziomu, że będziemy rzeczywiście odczuwali rozkradanie Polski i ubytek pieniędzy, które mogłyby zostać przeznaczone na realizację celów publicznych.

Ale czy mamy podstawy, by sądzić, że to realny scenariusz dla Polski?

To jest pytanie o skalę nieprawości. Ale właśnie z powodu zawłaszczenia sądownictwa nie jesteśmy w stanie jej dokładnie określić. W każdym razie to nie są bezpodstawne ostrzeżenia. Zobacz, jak różne afery wypływają na chwilę, a zaraz potem rozchodzą się po kościach. Jako społeczeństwo często nawet nie znamy ich finału.

Według doniesień "Gazety Wyborczej" szef Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski oferował właścicielowi Getin Banku Leszkowi Czarneckiemu parasol ochronny w zamian za procent wartości banku, który zapisał na karteczce. Oczekiwał wpłaty czterdziestu milionów złotych! Minęły cztery lata od tamtego wydarzenia i ponad dwa lata od skierowania oskarżenia do sądu. Na dzień naszej rozmowy nawet nie wiemy, czy Chrzanowski za to odpowiedział. A tym bardziej nie wiemy, czy miał potężniejszych, politycznych mocodawców.

Podobnych spraw jest więcej, dotyczą na przykład afer związanych z pupilkiem władzy, prezesem PKN Orlen Danielem Obajtkiem, budową wież dla Jarosława Kaczyńskiego przy ulicy Srebrnej w Warszawie czy zmarnowaniem ponad stu milionów złotych na organizację w 2020 roku kopertowych wyborów prezydenckich, które się nie odbyły.

Problem w tym, że w odczuciu społecznym bezkarność pupilków władzy nie jest problemem ostatnich kilku, ale kilkudziesięciu lat. Dwóch mężczyzn, z którymi rozmawiałem kiedyś na sopockim Monciaku, ujęło to w ten sposób: "Wiesz co, przez lata kradliśmy, ale wpakowali nas za to do więzienia. A w biznesie i polityce kradną wszyscy. Czy ktoś poszedł za to siedzieć?".

Na karę pozbawienia wolności skazani zostali choćby Lew Rywin, w chyba najgłośniejszej aferze korupcyjnej III RP, czy były wiceminister Zbigniew Sobotka w aferze starachowickiej, za ujawnienie planów policji politykom samorządowym zamieszanym w działania zorganizowanej grupy przestępczej. Niestety tego ostatniego ułaskawił prezydent Aleksander Kwaśniewski, który doprowadził do tego, że karę więzienia zmniejszono do roku z zawieszeniem.

Tyle że to się działo jakieś dwadzieścia lat temu. A pojedyncze wyroki nie sprawiły, że społecznemu poczuciu sprawiedliwości stało się zadość.

Zgodzę się, że niechęć do wymiaru sprawiedliwości nie wzięła się znikąd. Przewlekłość postępowań, niedomknięcie części spraw z komunistycznej przeszłości, jak choćby okoliczności zabójstwa Grzegorza Przemyka przez milicjantów, czy szybkie bogacenie się nielicznych przy powszechnej biedzie ogółu stworzyły podatny grunt pod myślenie, że prawo chroni tylko wybranych.

Tyle że byliśmy na dobrej drodze, by to naprawić. Sądy i ogólnie system prawny zmieniały się - rosła świadomość społecznych konsekwencji podejmowanych decyzji, a młodsze pokolenie wnosiło do zawodu większą wrażliwość społeczną. Poza tym trzecia władza wcale nie była przez obywateli oceniania gorzej niż ustawodawcza i wykonawcza. Ale to właśnie klasa polityczna uczyniła z wymiaru sprawiedliwości kozła ofiarnego sytuacji w Polsce. Reformy Zjednoczonej Prawicy tylko pogłębiły problemy wymiaru sprawiedliwości, a dodatkowo przyczyniły się do upolitycznienia go.

To wrócę do pytania wyjściowego: co takiego się stało, że w twojej ocenie lata rządów Zjednoczonej Prawicy zepchnęły Polskę w kierunku niebezpiecznego autorytaryzmu?

Po 2015 roku obóz władzy pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego, nadużywając silnego poparcia społecznego i korzystając z licznych zbiegów okoliczności - takich jak znalezienie się minimalnie pod progiem wyborczym lewicowej koalicji w wyborach parlamentarnych w 2015 roku - doprowadził do zmian prawnych o charakterze ustrojowym mimo braku większości konstytucyjnej. Zniszczył Trybunał Konstytucyjny jako niezależny organ kontroli władzy, podporządkował swojemu wyłącznemu interesowi partyjnemu media publiczne, uzależnił od siebie organy ścigania i służby mundurowe, a także wprowadził częściowy dualizm prawny, w wyniku czego część pracy sądów odbywa się z pogwałceniem porządku prawnego Rzeczypospolitej.

Kontrolowanie systemu prawnego państwa przez Zjednoczoną Prawicę sprawiło, że organy ścigania przymykają oko na działania obozu władzy przy jednoczesnym nadużywaniu środków prawnych wobec przeciwników władzy. Dlatego możemy mówić o rosnących tendencjach autorytarnych, bo boisko, na którym powinien toczyć się w równych warunkach mecz o władzę, jest pochyłe w jedną stronę, a dodatkowo sędzia sprzyja tym, którzy i tak mają łatwiej. W teorii prawa nazywamy to konkurencyjnym autorytaryzmem.

Sędzia jednym przerywa akcje w dowolnym momencie, a drugim pozwala na faule bez konsekwencji?

Tak by to wyglądało w piłkarskiej analogii.

Ale jeśli o obsadzie meczu decydują w polskich warunkach wyborcy-kibice, to może twój opis sytuacji to odmowa uznania demokratycznego werdyktu?

Tak byłoby, gdyby po wyborze składów drużyn jedna z nich nie przekupiła sędziego i obsługi technicznej odpowiedzialnej za przygotowanie murawy. Na to wyborcy się nie pisali. Jasne, w programie PiS-u była mowa o Trybunale Konstytucyjnym i o sądownictwie, tylko żeby te sprawy załatwić według własnego uznania, należałoby mieć większość konstytucyjną. A tej rządzący nie mieli. Poza tym nie przekonuje mnie argument, że ci obywatele, którzy wybrali PiS, dali zielone światło do niszczenia mediów publicznych czy sądownictwa. Ludzie chcieli poprawy swojej sytuacji materialnej, większego egalitaryzmu, programów społecznych, obniżenia wieku emerytalnego, docenienia Polski lokalnej i budowy narodowej dumy. A nie ministra szeryfa. Wiem, że niektóre sprawy dotyczące sądów znalazły się w oficjalnym programie Prawa i Sprawiedliwości, ale raczej nie one były głównym kryterium wyboru tej partii.

Wracamy do afery Rywina, czyli sztandarowego przykładu patologicznych układów między polityką i biznesem w III RP. To podczas prac komisji sejmowej badającej tę aferę Zbigniew Ziobro zbudował swoją pozycję po-lityczną.

Tamta afera otworzyła nowy rozdział naszej historii politycznej. W marzeniach Jarosława Kaczyńskiego i jego otoczenia miała się wtedy zacząć IV RP i choć do żadnego radykalnego odcięcia od przeszłości nie doszło, to podstawowy spór polityczny między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską trwa do dzisiaj.

Jeśli chodzi o Zbigniewa Ziobrę, to już w trakcie prac komisji używał nieczystych metod, silnie naciskał na świadków, gdy nie potrafił wykazać ich ewidentnej winy. Nieprzypadkowo właśnie między nim a premierem Leszkiem Millerem doszło do słynnej wymiany zdań, w której dzisiejszy minister sprawiedliwości usłyszał: "Jest pan zerem".

Uważasz zatem, że chaos prawny i wywołany nim konflikt z Unią Europejską wydarzyły się niejako "przy okazji" rządów PiS-u, ale wbrew woli społeczeństwa, a doprowadził do tego efektowny, ale nieskuteczny prawnik?

Tak. Oczywiście reformy miały pewne poparcie społeczne, podobnie jak sam Zbigniew Ziobro, ale nie były to czynniki decydujące.

A co zdecydowało?

Poparcie Jarosława Kaczyńskiego, który uznał, że gdy odda Ministerstwo Sprawiedliwości i przeprowadzenie reform sądownictwa kierownictwu Solidarnej Polski, na pewien czas zyska spokój od tarć wewnętrznych na prawicy.

Tyle że wszystkie te reformy nie mogłyby się udać bez poparcia części środowiska prawniczego, z którego przecież się wywodzisz. Jak to jest, że sędziowie dołączyli do nowo powołanej Krajowej Rady Sądownictwa czy Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, a prokuratorzy zaczęli współpracować z nowym politycznym przełożonym?

Trafiłeś w środek tarczy tym pytaniem. U prawników istnieje opór przed mówieniem o tym. Tymczasem motywacji mogło być wiele.

Najbardziej oczywistą jest polityczne umocowanie w strukturach PiS-u i koalicjantów. Od lat tematem sędziów i prokuratury zajmowali się na prawicy Zbigniew Ziobro, Arkadiusz Mularczyk, Małgorzata Wassermann czy Wojciech Szarama, czyli prawnicy. Później do tego grona dołączyli ludzie tacy jak Stanisław Piotrowicz. Czyli prokurator jeszcze z czasów stanu wojennego w PRL-u, który najpierw dzięki poparciu Prawa i Sprawiedliwości został senatorem, w 2015 roku - posłem, następnie szefował sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka, aż w końcu, kiedy przegrał w swoim okręgu wybory w 2019 roku - dostał awans do Trybunału Konstytucyjnego.

Sugerujesz, że aspirującym do tej grupy chodzi tylko o stołki?

Niekoniecznie. Wielu z tych ludzi to już doświadczeni politycy, którzy uważają, że program Zjednoczonej Prawicy jest najlepszą odpowiedzią na wyzwania, przed którymi stoi Polska. Natomiast przykład posła Piotrowicza pokazuje, że nawet jeśli w oczach wyborców ktoś jest skreślony - i to na Podkarpaciu, gdzie PiS jest szczególnie mocny - to partia nie zapomina jego zasług i nagradza go stanowiskami.

A są wśród tych ludzi tacy, których cenisz?

Najbardziej ciekawi mnie postać Patryka Jakiego. Mimo wszelkich różnic między nami widzę u niego szczerą chęć działania na rzecz interesu publicznego. Współpracowaliśmy, gdy jako wiceminister sprawiedliwości nadzorował więziennictwo i uporządkował chaotyczny, nadużywany nadzór elektroniczny nad osobami skazanymi. Doceniłbym też jego zasługi w wyjaśnianiu kwestii reprywatyzacyjnych, nawet jeśli czasem dążenie do sprawiedliwości przegrywało u niego z politycznym ferworem. Jednocześnie myślę, że niedawny festiwal jego wystąpień przeciwko Unii Europejskiej - włącznie z kuriozalnym wyliczeniem rzekomych strat, które ponosimy z tytułu członkostwa - to gruby polityczny błąd w karierze Jakiego. Stać go na grę w wyższej lidze. Nie musi się radykalizować, bo zwyczajną, ciężką pracą i tak wypracuje szacunek.

Ciekawią mnie ci prawnicy, którzy z przekonaniem poparli reformy sądownictwa, a nie byli umocowani partyjnie. Co ich motywowało?

Jest taka grupa do niedawna niezaangażowanych politycznie prawników, którzy w pewnym momencie oparli swoje kariery na Zbigniewie Ziobrze i uznali, że będą z nim reformowali wymiar sprawiedliwości. Mam na myśli takie osoby, jak ministrowie Marcin Warchoł czy Łukasz Piebiak. Z oboma zresztą dość dobrze się znam.

To chyba główni autorzy reform sądownictwa z 2017 roku, które do dziś paraliżują wymiar sprawiedliwo-ści.

Zgadza się.

Skąd się znacie i dlaczego jesteście dziś po przeciwnych stronach barykady?

Z Marcinem Warchołem znam się z Uniwersytetu Warszawskiego, na którym obaj pracowaliśmy. Uchodził za wrażliwego społecznie, bezstronnego prawnika, który unika zaangażowania politycznego. Pracował równolegle w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich za kadencji doktora Janusza Kochanowskiego i profesor Ireny Lipowicz, a później doradzał Ruchowi Palikota w sprawach związanych z reformą kodeksu karnego.

Doradzał Ruchowi Palikota?! Przecież to był chyba największy wróg Jarosława Kaczyńskiego przed 2015 rokiem.

Myślę, że do współpracy z partią Janusza Palikota motywowała Marcina Warchoła przede wszystkim chęć reformy kodeksu karnego. Z kolei już w 2005 roku był asystentem Zbigniewa Ziobry. To wszystko pokazuje, że nigdy nie był jednoznacznie określony politycznie - aż do 2015 roku i zmiany władzy. Mimo to współpracowaliśmy.

Co razem robiliście?

Jak mówiłem, Marcin Warchoł pracował w Biurze RPO. Już pierwszego dnia mojej pracy, 9 września 2015 roku, spotkałem się z nim i Markiem Łukaszukiem (dyrektorem Zespołu Prawa Karnego w Biurze RPO), by ustalić szczegóły działania w stosunku do kibica Legii Warszawa Maćka Dobrowolskiego. To była głośna sprawa, bo Dobrowolski był aresztowany bez wyroku przez czterdzieści miesięcy. Marcin Warchoł zaangażował się w jego obronę zawodowo, ale też osobiście, jako kibic Legii. Ja ich wspierałem jeszcze jako wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, a po wyborze na RPO pomogłem wyciągnąć Dobrowolskiego z aresztu. Sąd w końcu oczyścił go z zarzutów o udział w handlu narkotykami, a także przyznał odszkodowanie za niesłuszne pozbawienie wolności.

Marcin Warchoł pomógł mi też przygotować pierwszy w trakcie mojej kadencji wniosek do Trybunału Konstytucyjnego - o zbadanie konstytucyjności przepisów o odbieraniu prawa jazdy za przekraczanie dozwo-lonej prędkości w terenie zabudowanym powyżej pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Chodziło o to, że początkowo przepis był bezwzględny i nie przewidywał żadnej furtki, którą można by wykorzystać w przypadku tak nadzwyczajnych sytuacji, jak odwiezienie ciężko chorej osoby nocą do szpitala. Sprawę częściowo wygraliśmy.

Jak to się stało, że niedługo później Marcin Warchoł dołączył do władzy, która sparaliżowała Trybunał?

Zadzwonił do mnie 26 października i powiedział, że dostał propozycję od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, aby zostać jego zastępcą, i chciałby z niej skorzystać. Powiedziałem mu: "Słuchaj, nie będę cię zatrzymywał, ale mam w takim razie nadzieję, że jako ekspert będziesz równoważył pewne niebezpieczne pomysły ministra sprawiedliwości".

Co było potem?

Potem były różne komentarze, których nie byłem w stanie zrozumieć. Bezpartyjny ekspert nagle poszedł w absurdalną publicystykę. Tylko tak mogę określić jego komentarz do nowelizacji kodeksu postępowania karnego z 2015 roku, która zmieniła rolę sędziego w procesie karnym - sędzia miał teraz mniej angażować się w wyjaśnie-nie sprawy, najważniejszym jego zadaniem stało się bezstronne orzekanie w sporze między oskarżycielem i obrońcą. Warchoł stwierdził, że tamta reforma miała "służyć realizacji neomarksistowskich koncepcji".

Może miała?

Nie żartuj sobie. Jej głównym autorem był wybitny i niewątpliwie konserwatywny prawnik - profesor Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości u Jarosława Gowina. Eksperckim zapleczem nowelizacji byli między innymi profesor Piotr Hofmański, czyli pierwszy polski prezes Międzynarodowego Trybunału Karnego, i Stanisław Zabłocki - były prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego. Ich rys demokratyczny i antytotalitarny może być co najwyżej przedmiotem zazdrości ministra Warchoła.

Myślisz, że chodzi po prostu o zazdrość i małostkowość?

Nie lubię oceniać intencji ludzi, ale gdy apolityczny, ambitny i umiarkowany ekspert po ministerialnej nominacji nagle sięga po język niszczący jego wybitnych kolegów, to chyba problem tkwi w tym awansie. Tym bardziej że sytuacja powtórzyła się w 2017 roku podczas Kongresu Prawników Polskich, gdy minister Warchoł zapowiadał reformy sądownictwa. Ich konieczność uzasadniał opowieścią o tym, że sędziowie nie rozliczyli się z komunistyczną przeszłością. Tyle że na sali siedzieli w większości sędziowie nominowani długo po 1989 roku! Niemal wszyscy po prostu wyszli, bo ile można słuchać krytyki pod adresem swojego środowiska w temacie, na który osobiście nigdy nie miało się wpływu? Zwłaszcza że czołowym reformatorem systemu prawnego był wtedy prokurator z czasów PRL-u Stanisław Piotrowicz.

Mówiłeś też o Łukaszu Piebiaku. Dlaczego to ważna postać i co cię z nim łączyło?

Wielokrotnie współpracowaliśmy, gdy byłem w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Zapraszaliśmy go do rozmów na temat reformy sądownictwa. Dyskutowaliśmy o tym, jak rozgraniczyć kompetencje prezesów sądów i dyrektorów sądów, jak powinna wyglądać instytucja delegowania sędziów, o sposobach informatyzacji pracy sądów i tak dalej. Łukasz Piebiak był wtedy członkiem zarządu Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Pamiętam, że gratulował mi nominacji na rzecznika praw obywatelskich i zaprosił na zjazd Iustitii do Suwałk, abym opowiedział o tym, jak istotna jest niezależność sądownictwa w systemie demokratycznym. To był piękny, uroczysty zjazd z udziałem sędzi Teresy Romer, pierwszej prezes Iustitii po jej założeniu w 1990 roku, jako honorowego gościa. Miesiąc później okazało się, że Piebiak zostanie wiceministrem sprawiedliwości. Początkowo trzymał się trochę z boku, ale z biegiem czasu wyszło na jaw, że pracuje nad reformą sądownictwa. Dokładnie tą, która doprowadziła do przyjęcia w lipcu 2017 roku trzech ustaw: o Sądzie Najwyższym, o Krajowej Radzie Sądownictwa i o sądach powszechnych.

Jako minister uznał, że niezależne sądy są passé?

Trudno mi to zrozumieć. Próbuję sobie to tłumaczyć dużą ambicją, chęcią zapisania się w historii i resen-tymentem. Łukasz Piebiak kilkukrotnie w swojej karierze próbował wywalczyć awans sędziowski, ale za każdym razem czegoś brakowało. Nie wątpię też, że początkowo miał prawdziwą ambicję i wiarę w to, że może przeprowadzić potrzebną i wyczekiwaną reformę sądownictwa. Bo nikt nie miał wątpliwości, że ona jest potrzebna. Tyle że gdy już weszła w życie, przyniosła chaos, dalsze wydłużenie procesów sądowych, sparaliżowała Sąd Najwyższy i zniszczyła Krajową Radę Sądownictwa, której nowy skład powołano niezgodnie z konstytucją i w związku z tym nikt poza rządem Zjednoczonej Prawicy jej nie uznaje.

A Łukasz Piebiak przeszedł do historii... jako osoba kojarzona z aferą hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz postać z satyrycznego programu HBO "Last Week Tonight" Johna Olivera. Komentarze wiceministra uzasadniające reformę wymiaru sprawiedliwości Oliver wykorzystał w odcinku poświęconym współczesnym autorytaryzmom. Pasowały jak ulał.

A jednak za tą reformą stał postulat demokratyzacji. W systemie politycznym III RP sędziowie nie byli poddani w zasadzie żadnej kontroli społecznej, a jak już ustaliliśmy, ich praca nie zawsze uwzględniała interes społeczny.

Wspaniale, to jest doskonały postulat. Tyle że reforma żadnej kontroli społecznej nie wprowadziła. A argument, że przynajmniej teraz kontrolę sprawują wybieralni politycy, uważam za skrajnie demagogiczny. Nie tego chcieli też obywatele.

Co więcej, reforma sądownictwa stworzyła system prawny dwóch prędkości. Jeden uznawany przez dużą część środowisk prawniczych w Polsce i Europie, a drugi - wyłącznie przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Niektóre wyroki Trybunału Konstytucyjnego czy Sądu Najwyższego nie są wykonywane przez polityków, ale sędziowie kierują się nimi w codziennej pracy. Z jednej strony bardzo wzmocniły się organizacje sędziowskie, adwokackie czy radcowskie - nawet wśród prokuratorów bezpośrednio podległych ministrowi sprawiedliwości znaleźli się dzielni buntownicy przeciw politycznemu wykorzystywaniu. Z drugiej - wielu weszło w jakąś formę układu z władzą. To niekoniecznie znaczy, że ją popierają, ale w tych niestabilnych warunkach korzystają z możliwości szybkiego awansu zawodowego. Postanowili skorzystać z wolnego miejsca w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, które normalnie zwolniłoby się za wiele lat, albo przyjęli funkcję prezesa sądu okręgowego, bo uznali, że będą umieli manewrować między naciskami politycznymi a godnym sprawowaniem urzędu.

Myślę, że z tymi wszystkimi postawami trzeba się będzie kiedyś porządnie środowiskowo rozliczyć. Nie nawołuję do karania od linijki wszystkich, ale dla dobra całego środowiska trzeba się różnym postawom i wyborom sędziów przyjrzeć, żeby wskazać i napiętnować te wyjątkowo szkodliwe dla systemu prawnego i gwarancji niezależności sądownictwa. Myślę, że szczególnie dociekliwie trzeba się przyjrzeć sędziom funkcyjnym, z których część stała się przedłużeniem ramienia Zbigniewa Ziobry.

W tych warunkach nie można na poważnie rozważać demokratyzacji wymiaru sprawiedliwości, której oso-biście jestem zwolennikiem. Myślę, że dziś zdecydowana większość sędziów także by ją poparła. Widzę, jak przez ostatnich kilka lat otworzyli się na dialog ze społeczeństwem obywatelskim. Jeszcze w 2013 czy 2014 roku, gdy jeździłem zwrócić sędziom uwagę na problemy w ich pracy - opisaliśmy je w monitoringu sądów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka - to byłem zbywany. Patrzono na mnie jak na jakiegoś mądralę z organizacji pozarządowej, co to chciałby się powymądrzać przed sędziami, a przecież nie wie, na czym to polega. Tych kilka lat, które upłynęły od 2015 roku, wiele zmieniło. Sędziowie przekonali się, że bez dobrej relacji ze społeczeństwem są zdani na łaskę i niełaskę polityków. Chyba zrozumieli, że lepiej, aby ich los zależał od społeczeństwa.

To właśnie społeczeństwo ze świecami w dłoniach zaprotestowało w obronie sądów w lipcu 2017 roku i na kilka miesięcy wstrzymało polityczną machinę. Jak to wpłynęło na sędziów?

Od wielu słyszałem, że poczuli potężne i nawet trochę nieoczekiwane wsparcie. Nikt się wtedy nie spodziewał, że setki tysięcy Polek i Polaków wyjdą solidarnie na ulice w obronie praworządności i niezależności sądów. To świadczyło o dojrzałości obywatelskiej i zrozumieniu także tych bardziej abstrakcyjnych zasad funkcjonowania demokratycznego państwa prawa. Takie wsparcie dodało sędziom odwagi, umocniło ich w wierności przysiędze sędziowskiej: "stać na straży prawa, (...) w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości".

Myślę, że bez wsparcia społecznego nie znalazłoby się tak wielu, którzy zaryzykowali własne kariery w obronie sędziowskiej godności i uczciwości. Chciałbym, żeby takie postaci, jak Igor Tuleya i Paweł Juszczyszyn, zostały przez nas zapamiętane - ci sędziowie nie mogą wykonywać swojej pracy tylko dlatego, że kierują się troską o praworządność Rzeczypospolitej. Sędzie Beata Morawiec i Oliwia Barańska-Małuszek są represjonowane za to, że działają w niezależnych stowarzyszeniach sędziowskich i kierują się wyrokami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Waldemar Żurek ponosi gigantyczny osobisty i rodzinny koszt, podobnie było z sędzią Adamem Synakiewiczem z Częstochowy. Wszystkich ich dotykają postępowania dyscyplinarne, odebranie immunitetu i obniżenie pensji. A tych nazwisk jest więcej i ciągle ich przybywa.

"Z polexitem jest trochę tak jak z mową Mariana Turskiego, gdy mówił, że Auschwitz nie spadło nam z nieba, tylko powolutku tuptało. Jeśli wciąż będziemy powolutku tuptać, to się nam w końcu wydarzy" - ostrzegałeś w październiku 2021, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej na temat niezgodności niektórych przepisów unijnych z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Myślisz, że spór o sądownictwo naprawdę może doprowadzić do tego, że opuścimy Unię Europejską?

Cytat, który wyciągnąłeś, to z mojej perspektywy sedno sprawy. My formalnie nie wyjdziemy z Unii Europejskiej w najbliższej przyszłości. Wojna w Ukrainie tym bardziej odsuwa taką perspektywę. Ale jeśli damy uśpić naszą czujność i będziemy milcząco pozwalali na ciągłe przesuwanie granicy w kierunku izola-cjonizmu, ignorowania standardów europejskich, ochrony praw człowieka, przejrzystości wydatkowania pieniędzy publicznych i tak dalej, to integracja europejska będzie tylko teorią. A dla mnie i mojego pokolenia członkostwo w Unii to sprawa naszego rozumienia polskości i patriotyzmu. Jak pięknie powiedziała aktorka Maja Ostaszewska 7 października 2021 roku podczas demonstracji na placu Zamkowym w Warszawie: "Nie umiem rozdzielić bycia Polką i Europejką".

Ile miałeś lat, gdy wchodziliśmy do UE?

Piętnaście.

A ja dwadzieścia siedem. Jakoś przeżywałeś ze znajomymi to nasze wejście do Unii?

Niespecjalnie. Rozmawiało się o tym w domu, było referendum, wiedzieliśmy, że generalnie "tak trzeba". I to chyba tyle.

A mieliście jakieś ważniejsze przeżycie pokoleniowe?

Bardzo przeżyliśmy rok później śmierć Jana Pawła II, swoją drogą wielkiego zwolennika integracji europejskiej. Pamiętam, że organizowaliśmy z tej okazji apele w szkole, jakieś wydarzenia, marsze, warty honorowe. Z perspektywy całej edukacji szkolnej to był jeden z nielicznych momentów, gdy ze znajomymi naprawdę poczuliśmy swoją sprawczość i podmiotowość.

Widzisz, to też był ważny moment dla mnie i mojego pokolenia, ale wejście do Unii było jednak czymś innym, zmianą cywilizacyjną, która niesamowicie działała na wyobraźnię. My się tym naprawdę, cholera, cieszyliśmy. "Oda do radości", otwarcie granic, zniesienie paszportów - to wszystko było jak realizacja najlepszego filmowego scenariusza. Nagle wyjeżdżałeś za granicę i traktowali cię poważnie: "jestem z Polski" brzmiało dumnie, jak okrzyk radości z demokracji. W taksówkach za granicą chwaliłeś się Lechem Wałęsą. Może nawet chodziło bardziej o własną samoświadomość i zmianę nastawienia, wyzbycie się kompleksów wobec Zachodu. W każdym razie dla mojego pokolenia to była wielka sprawa.

Dlatego podczas wspomnianej demonstracji na placu Zamkowym w 2021 roku, gdy widmo polexitu coraz realniej zaglądało nam w oczy, zwróciłem się przede wszystkim do jeszcze młodszych od ciebie, którzy nie pamiętają 1 maja 2004 roku. Do Antoniego z Wejherowa, Michała z Sanoka, Janka ze Zgorzelca, Julii z Warszawy i całego pokolenia młodych, żeby wzięli sobie sprawę członkostwa w UE do serca, bo od niej zależy ich przyszłość.

Mówisz o doświadczeniu pokoleniowym, ale doświadczeniem łączącym moje i twoje pokolenie w kontekście europejskim jest bycie zderzakiem podczas zbliżania się Polski i Europy Zachodniej. Ludzie z naszych pokoleń najbardziej odczuli niemal dwudziestoprocentowe bezrobocie w momencie akcesji, nasi przyjaciele i znajomi znaleźli się wśród milionów emigrantów, którym otwarcie granic co prawda pomogło znaleźć pracę, ale często za potężną cenę separacji od własnych korzeni. Ty i ja mieliśmy ten przywilej, że nie mu-sieliśmy emigrować za chlebem.

To prawda, że miałem dobrą pracę i nie musiałem wyjeżdżać. W kluczowym w życiu momencie stawania na nogi mogłem pracować w dobrej kancelarii. Tymczasem wielu moich kolegów i koleżanek wyjechało, także do pracy w instytucjach europejskich. Inni szukali dla siebie miejsca i prostych prac w Wielkiej Brytanii, Norwegii czy Islandii, bo Polska nie miała dla nich oferty.

Jako kraj straciliśmy mnóstwo młodych ludzi, nastąpił drenaż mózgów, a klasa średnia nie miała jak się rozwijać. To wszystko temat na inną rozmowę, ale gdy dzisiaj o tym myślę, to wydaje mi się, że strata tak wielu ludzi w sile wieku odcisnęła olbrzymie piętno na naszym kraju i społeczeństwie. Z perspektywy praworządności i demokracji - kto wie, czy gdyby udało się tych ludzi zatrzymać w kraju, nacisk na systemowe reformy państwa i kontrolę rządzących nie byłby większy.

Wspominałeś, że wątek pokoleniowy był istotny w reformie sądownictwa. Co masz na myśli?

Że moje pokolenie też chciało się jakoś zapisać na kartach historii. Myśmy się wychowali politycznie na obozie solidarnościowym w całym jego zróżnicowaniu politycznym - od Modzelewskiego przez Kuronia, Michnika, Frasyniuka, Mazowieckiego, Wałęsę, małżeństwo Gwiazdów po Olszewskiego. Jeśli chodzi o prawników, architektami ładu sądowego i naszymi autorytetami byli: Strzembosz, Rzepliński, Safjan, Zabłocki, Gersdorf, Wyrzykowski.

Tak jak oni mieli swoje spory, tak my je mamy. Wspominani Piebiak i Warchoł są właściwie moimi rówieśnikami. Po drugiej stronie sporu stoją liderzy stowarzyszeń prawniczych, takich jak Wolne Sądy. Marcin Matczak czy represjonowani sędziowie Tuleya, Żurek, Morawiec, Juszczyszyn - to wszystko ludzie w podobnym wieku. To pokolenie, o którego tożsamości tak pięknie pisała Paulina Wilk w książce "Znaki szczególne". Wychowaliśmy się w PRL-u, ale gdy wkraczaliśmy w świadome życie, nastąpiła radykalna zmiana systemowa i to my przecieraliśmy szlaki w kapitalizmie.

To dlatego tak często odwołujecie się do ojców założycieli III Rzeczypospolitej i do okresu PRL-u?

Pewnie coś w tym jest. Chcemy wyjść z cienia starszych, a jednocześnie mamy do nich wielki szacunek. Gdy w 2018 roku powstawał Komitet Obrony Sprawiedliwości, czyli porozumienie organizacji działających na rzecz obrony praworządności, myślałem, że nazwa jest przesadzona. Wydawało mi się, że nawiązywanie do Komitetu Obrony Robotników jest trochę na wyrost. Zwłaszcza po całej historii z Komitetem Obrony Demokracji, który skupiał osoby na pewno zaangażowane, ale okazał się tworem bardzo hermetycznym i nie był w stanie udźwignąć początkowej wielkiej popularności i siły. Jednak po ponad trzech latach od powołania KOS, gdy kolejni prokuratorzy i sędziowie są pozbawiani możliwości pracy, oskarżani o upolitycznienie zawodu, ten głos wzajemnego wsparcia naprawdę wiele znaczy. Już nie podchodzę do tej nazwy tak krytycznie.

Nie zgodzę się. KOR dlatego był przełomowy i tak niebezpieczny dla władzy, że był organizacją wsparcia i solidarności międzyklasowej. Inteligencja dzięki KOR spotkała się z robotnikami i poznała ich warunki pracy. W KOS pomagają sobie ludzie podobni do siebie pod względem pozycji społecznej.

Rozumiem, co masz na myśli. Ja postrzegam to bardziej w kategoriach działania na rzecz innej pokrzywdzonej grupy, z narażeniem własnego dobrostanu i wpisanym ryzykiem sankcji politycznych. Przecież na historie zawieszonych sędziów można by wzruszyć ramionami i powiedzieć: tym sędziom nic dramatycznego się nie dzieje, mają wypłacaną dużą część wynagrodzenia, nawet gdy nie pracują, mogą występować publicznie, jeździć na wydarzenia obywatelskie, takie jak Tour de Konstytucja, więc o co ten hałas? Otóż o to, że gdy z dnia na dzień odbiera się komuś całe jego życie zawodowe z powodów czysto politycznych, grozi się mu zakuciem w kajdanki jak Igorowi Tulei czy aresztowaniem jak Romanowi Giertychowi, to jednak rozgrywa się dramat niewinnych ludzi. Poza tym wcześniej środowiska sędziowskie czy prokuratorskie były dość hermetyczne i zamknięte na świat zewnętrzny. Dlatego pomoc ze strony adwokatów z ich perspektywy jest dość przełomowa, nawet jeżeli wszyscy mają podobne wykształcenie.

Represje mają to do siebie, że wzmacniają jedność represjonowanych.

Dlatego mimo tych wszystkich zagrożeń patrzę w przyszłość z ostrożną nadzieją. Gdy jestem zapraszany na wywiad do zagranicznej prasy albo jadę z wykładem do Niemiec, Kanady czy Norwegii, to moi rozmówcy kojarzą Polskę nie tylko z kryzysem sądownictwa, ale też z aktywnym społeczeństwem obywatelskim. Nasze społeczeństwo obywatelskie jest wielkim powodem do dumy, a także barierą dla całkowitego zawłaszczenia kraju przez rządzących.

Gdy na Litwie w trakcie kryzysu migracyjnego społeczeństwo po prostu przyjmowało do wiadomości wszystkie działania władzy, także te kontrowersyjne, jak wypchnięcia migrantów za granicę białoruską czy uniemożliwianie złożenia wniosków azylowych, to w Polsce organizacje humanitarne pomagały przeżyć zmarzniętym i głodnym osobom w strefie przygranicznej. Ocaliły wiele żyć. Po przyjęciu uchodźców z Ukrainy ten obraz zostanie jeszcze lepiej zapamiętany za granicą.

Spójrzmy na kolejny kraj. Dwóch znakomitych prawników opowiadało mi, jak spotykali się z sędziami węgierskimi. Z polskiej perspektywy wyczyny Węgrów wyglądały jak komedia absurdu, podróż w czasie do przeszłości. Najpierw ukrywali miejsce spotkania, potem podmieniali samochody, którymi dojeżdżali na miejsce, a uczestnicy musieli wiedzieć, jak w ogóle znaleźć informację o lokalizacji. Podczas samej rozmowy Węgrzy zadziwieni pytali, jak my możemy w Polsce wieszać w sądach plakaty przeciwko ministrowi Ziobrze albo chodzić na demonstracje. Nie byli w stanie tego zrozumieć. Gigantycznym sukcesem polskich prawników jest też edukacja obywatelska. Gdy wyjdziemy z kryzysu praworządności, to jeszcze będziemy się tym chwalili na całym świecie!

Co masz na myśli?

Akcje edukacyjne dotyczące praworządności organizowane podczas spotkań w całej Polsce i w sieci, udział w festiwalach muzycznych i publiczne symulacje procesów sądowych czy Tour de Konstytucja.

Jest taki piękny fragment reportażu Radomira Czarneckiego w TVN24 z Touru w Piotrkowie Trybunalskim. Pani sędzia stoi na scenie trochę przerażona tłumem ludzi przed nią i przyznaje, że pierwszy raz jest w sytuacji takiego przemówienia, i to w formie dialogu z publicznością. To dla mnie symboliczny przykład budowania nowego kontraktu społecznego między sędziami a obywatelami. Wszyscy jeszcze na tym skorzystamy, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Pokażemy innym, jak - zgodnie z lekcjami historii naszego regionu Europy, jakie wyciąga Timothy Snyder w książce "O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku" - bronić instytucji. Ale najpierw musimy odzyskać demokrację.

 

[...]