Niezwykły przyjaciel. Magiczny kotek - Sue Bentley

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Do zobaczenia! Bawcie się dobrze i koniecznie odezwijcie się po powrocie! - zawołała Madzia i pomachała do przyjaciółek, które oddalały się w głąb parku. Potem poczuła smutek. Zdała sobie sprawę, jak bardzo będzie teraz samotna. - Trzymajcie się i dzięki... za nic - powiedziała do siebie.

Siedziała na ławce tuż obok olbrzymiego kasztanowca. Niedaleko na specjalnych rampach dzieciaki jeździły na rolkach i deskorolkach. Madzia miała wielką ochotę do nich dołączyć, ale wiedziała, że jeszcze przez wiele tygodni będzie utykać.

- Nie miałam kiedy złamać tej nogi, tylko na samym początku wakacji - westchnęła.

- Dostałam wyjątkowo duże porcje - zawołała jej mama, idąc przez trawnik. Niosła dwa wafelki z kolorowymi lodami. Kiedy zobaczyła minę córki, zmarszczyła czoło. - Co się stało? - zapytała.

- Basia wyjeżdża z rodzicami na wakacje. Zabiera Elizę, a mnie nie zaprosiła. A przecież zawsze byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami! - wyjaśniła z goryczą w głosie dziewczynka.

- Jestem pewna, że wciąż nimi jesteście - odpowiedziała mama. - Podejrzewam, że jej rodzice uznali, że skoro masz złamaną nogę, musisz zostać w domu.

- Mogli przynajmniej zapytać mnie o zdanie. Z przyjemnością pojechałabym na wieś, nawet jeśli musiałabym chodzić o kulach i nosić to dziwne coś! - upierała się Madzia, spoglądając na gips, który zdążyła już ozdobić wielokolorowymi rysuneczkami oraz szlaczkami.

- To nie koniec świata, kochanie. Będziesz miała jeszcze niejedną okazję, żeby spędzić wakacje z przyjaciółmi. Przesuń się, chciałabym usiąść obok ciebie - stwierdziła mama i wręczyła jej lody. - Uważaj, bo zaczynają się rozpuszczać.

- Dzięki, mamo - odpowiedziała dziewczynka i zrobiła jej miejsce. - Siedzenie jest koszmarnie nudne - dodała między kolejnymi liźnięciami.

- Spróbujemy z tatą wymyślić dla ciebie jakieś wycieczki - zaproponowała mama. - Ciesz się, że jest gorąco i możesz nosić szorty. W przeciwnym wypadku musielibyśmy pociąć twoje ulubione dżinsy. Inaczej byś ich wcale nie założyła!

- I to ma mi poprawić humor? - mruknęła ponuro Madzia.

Dzień był naprawdę piękny. Słoneczny. W parku pachniało świeżo ściętą trawą oraz kwiatami.

- Dokąd właściwie pojechał tata?

- Odwozi babcię na dworzec autobusowy - wyjaśniła mama. - Postanowiła spędzić kilka tygodni u swoich znajomych. Nie usiedzi w miejscu, prawda?

Dziewczynka kiwnęła głową. Jej babcia zachorowała na coś o bardzo długiej nazwie. Czasami kiepsko się czuła i była bardzo słaba, ale to jej nie przeszkadzało cieszyć się życiem.

Prolog

Młody, biały lew wspinał się na wzgórze. Jego serce biło coraz szybciej. Mimo że w pobliskiej dolinie powietrze drgało od upału, tu panowała cisza. Miał nadzieję, że wreszcie w jego krainie zrobiło się bezpiecznie.

Nagle rozległ się głośny ryk i potężny, czarny lew wskoczył na skałę znajdującą się wyżej.

- Heban! - jęknął przerażony Płomyk.

Błysnęło jasne światło i posypały się iskry. Na miejscu młodego, białego lwa kulił się teraz puchaty, czarno-biały kociak o nastroszonym ogonku. Jego malutkie serduszko łomotało, ale ostrożnie się cofnął i schował w pobliskiej jamie. Miał nadzieję, że pod tą postacią łatwiej mu będzie się ukryć przed groźnym wujem.

Po chwili usłyszał ciężki oddech dużego zwierzęcia oraz dźwięk skrobiących o skałę pazurów. Potem pochwyciła go czyjaś olbrzymia łapa, niemal tak duża jak on sam.

Zapiszczał. Próbował się wyrwać. A więc stało się! Nadszedł jego koniec! Ku swojemu zaskoczeniu nie został jednak wypchnięty na zewnątrz, na zbocze wzgórza, lecz pociągnięty w głąb jaskini.

- Witaj, książę Płomyku - usłyszał głęboki, łagodny głos. - Cieszę się, że cię widzę w dobrym zdrowiu, całego i bezpiecznego. Mamy jednak burzliwe czasy.

Kotek spojrzał z ulgą na starszego, szarego lwa.

- Chmurek! Rozumiem, że mój wuj wciąż rządzi naszą krainą!

Jego towarzysz ponuro kiwnął łbem.

- Owszem. I ma wielu szpiegów, którzy nie przestają cię szukać.

Kiedy Heban trafi na twój trop, nikt nie zdoła go powstrzymać.

- Pewnego dnia rzucę mu wyzwanie i odzyskam Lwi Tron - stwierdził odważnie Płomyczek, a jego szmaragdowe ślepia zabłysły.

Chmurek kiwnął łbem, odsłaniając w pełnym dumy uśmiechu swoje potężne, lecz starte już przez czas zęby.

- Teraz musisz tę krainę opuścić. Ukryj się pod postacią kota w innym świecie. Wróć, kiedy nabierzesz sił i rozwagi.

Kolejny ryk rozległ się gdzieś w pobliżu. Płomyczek zauważył też mroczny kształt prężący się u wejścia do jaskini.

- Wyjdź, Płomyku! Zakończmy to jeszcze dzisiaj! - zabrzmiał lodowaty głos Hebana.

- Uciekaj! Ratuj się! - ponaglił przyjaciela Chmurek.

Kotek zamiauczał. Zaczęła rosnąć w nim olbrzymia moc. Srebrne iskierki rozbłysły na jego puchatym, czarno-białym futerku. Po chwili poczuł, że szybko gdzieś spada...