Niezwykłe przypadki leśnej gromadki - Małgorzata Stanuch

-
Proszę czekać

Kret

Pani Myszka bardzo rada

Wbiegła rankiem do sąsiada.

– Krecie, Krecie, mój kochany!

Są u państwa jakieś zmiany?

Plotka w polu się rozniosła,

Chyba z winy pana Osła,

Że powiększy się rodzina,

Że spodziewa się pan syna

Lub córeczki, któż to wie?

Panie Krecie, tak czy nie?

 

– Prawda to, sąsiadko miła,

Żona troszkę już przytyła.

Radość wielka w naszym domu,

Choć żyjemy po kryjomu.

Czy dziewczynka, czy też chłopczyk,

Czas wykopać nowy kopczyk.

 

Ciężka rzecz to – przeprowadzka,

Zwłaszcza jeśli jest znienacka.

Przez podziemne korytarze

Z trudem ciągnie się bagaże.

Kret pracuje w pocie czoła,

Sypie ziemią dookoła.

Jeszcze dzisiaj przed śniadaniem

Pod jałowcem kopczyk stanie.

– Jak wytwornie! – mówi żona.

– Czas pomyśleć o zasłonach.

Pani Myszka też przybiegła.

– Ale ładnie! – grzecznie rzekła.

– Lecz pomyślcie o kolorze.

Syn czy córka... O mój Boże!

Ściany w niebieskawym tonie?

Czy w różowym jak piwonie?

Ze spokojem Kret tłumaczy:

– Pani Myszko, cóż to znaczy?

Wszystkie krety do tej pory

Znały tylko dwa kolory.

Kolor nocy, kolor dnia!

Dla nas są kolory dwa!

Róż z niebieskim? To żart marny,

Kret ma nawet humor czarny!

 

Czerń i szarość, jej odcienie,

Są dla kretów jak marzenie...

Czy pieluszki, czy zasłonki,

Czy z bawełny, czy z koronki,

Śpioszki, czapki, kaftaniki,

Na zatrzaski, na guziki,

Poduszeczka, kołdra, koc

Czarne muszą być jak noc!

 

Nadchodziło wolno lato,

Gdy Kret został dumnym tatą.

Wdrapał się na górę kopca,

Krzyknął głośno: – Mamy chłopca!

A dziewczynki mamy trzy!

I wzruszony otarł łzy...

Szop pracz

Po pniu dębowym do dziupli – hop!

Wdrapał się rankiem puszysty Szop.

I czyta napis: "Do wynajęcia".

(Szop bardzo lubi takie zajęcia,

Bo choć jest szopem – nie mieszka w szopie.

Nie kopie kopców – niech kret je kopie!)

Woli wynająć dom bez gadania,

Byleby było miejsce do... prania.

Pralki ma cztery, misek... czterdzieści!

Chciałby mieć więcej, ale nie zmieści.

Pierze i płucze coś nieustannie.

I bezustannie marzy o wannie.

Wciąż dokupuje wiadra, miseczki,

Kadzie na wodę i różne beczki,

Dzbany, dzbanuszki, garnki, cebrzyki.

Niezłe w "szopingu" szop ma wyniki!

 

Dzień rozpoczyna zazwyczaj praniem,

Żeby świeżutkie było śniadanie.

Kiedy wypierze cztery żołędzie,

Pyszna sałatka z żołędzi będzie.

Tuż po śniadaniu drobna przepierka

Kilku ślimaków w srebrnych muszelkach.

Potem garść liści uprana w beczkach

Suszyć się będzie na gałązeczkach.

 

Szop się na praniu zna wyśmienicie.

Pranie to Szopa pracza jest życie!

 

Raz błąd popełnił w pracy nawale,

Piorąc niezwykle brudne robale.

Już był zmęczony, przysnął nad nimi...

Dlatego czarne wyprał z białymi!!!

Nietrudno zgadnąć, jaką miał karę:

Wszystkie robale stały się szare!

Do domu poszły, krzycząc: – Niezdaro!

Ale zrobiłeś nas dziś na szaro!

 

O tej nauczce pamięta Szop,

Bo przyzwoity z Szopa jest chłop.

Teraz przed praniem czyta wskazówki,

Jak prać futerka Kuny, Ryjówki,

Wiewiórki, Myszki i Nietoperza.

I najtrudniejsze – jak wyprać Jeża???

 

Wiedzy pralniczej posiadł tajniki,

Osiąga coraz lepsze wyniki.

Pierze i płucze coś nieustannie.

I bezustannie marzy o wannie...