Rozdział pierwszy
Ukrzyżowany, ale nie Jezus
5 czerwca 2024 roku, środa, Głogów
Lewandowska wcale nie musiała udawać, że jest w szoku. Po prostu w nim była. W czasie lat służby policyjnej uczestniczyła w kilku mniej lub bardziej niebezpiecznych zajściach, ale nigdy do nikogo nie strzelała. I nikt nie strzelał do niej. Może zwyczajnie miała farta, który właśnie się skończył.
Na dodatek miotający się po jej kuchni nadkomisarz Joachim Smolorz kolejny raz zadał to samo pytanie:
- Do chuja jasnego, pani aspirant, i naprawdę nie ma pani pojęcia, co tu się odpierdoliło?
- Nie - ledwo wydukała.
Oczywiście domyślała się, że ma to związek z jej wczorajszą wycieczką do Rawicza. Albo z pokrętną grą, do której zaprosił ją Boruta. A ona z tego zaproszenia skorzystała pewnie nazbyt lekkomyślnie. Tyle tylko że nie zamierzała sprzedawać komendantowi ani prawdy, ani kłamstw, w ogóle mówić niczego konkretnego, dopóki nie porozmawia z Parzyszkiem. Jej partnerowi zwyczajnie się to należało. Poza tym nie chciała, szyjąc własne kłamstwa, go narażać. Chociaż na razie nie miała pojęcia, ile swoich tajemnic chce i może mu teraz zdradzić, tak aby nie zaszkodziło to jej prywatnemu śledztwu w sprawie Roksany Zawiały. A tu jak na złość Lewy się gdzieś zawieruszył. Nie przyszedł rano do fabryki, co komendant oznajmił jej z wyrzutem, jakby ona była temu winna. Nie odbierał telefonu. Ricie nawet przeszło przez myśl, że Lewy swoimi kanałami dowiedział się o strzelaninie pod jej domem i z niejasnych dla niej powodów postanowił zniknąć wszystkim z radarów.
Smolorz ciągle krążył nerwowo po kuchni i znowu wrócił do pytania, które zadał zaraz po tym, jak wszedł do jej domu przy ulicy Księżnej Mechtyldy:
- I nie widziała pani aspirant, kto do pani strzelał?
- Nie.
Akurat w tej kwestii nawet nie musiała kłamać, bo faktycznie nie widziała, kto ostrzelał okna kuchni oraz drzwi wejściowe. Dopijała kawę, kiedy pękła szyba za jej plecami, a w ścianę wbiły się kule. Padła na podłogę i czołgała się do przedpokoju, gdzie zostawiła broń. Wtedy strzały trafiły w drzwi wejściowe. Ktoś, kto do niej strzelał, nie chciał, żeby wyszła przed dom, więc prawdopodobnie nie zamierzał jej zabić. Tę wiedzę, chociaż właściwie jedynie przypuszczenia, zachowała dla siebie. Potem usłyszała jeszcze ryk szybko odjeżdżającego samochodu. I było po wszystkim.
Smolorz wreszcie zatrzymał się w miejscu, ale nie skończył z pytaniami:
- Żadnych, choćby z dupy wziętych, pomysłów, kto i dlaczego do pani aspirant strzelał?
Musiała dać komendantowi coś. Cokolwiek. Zastanawiała się, co powiedzieć, kiedy nagle ją olśniło.
- W sumie - zaczęła ostrożnie - to nie jest mój dom, tylko mojej kuzynki. Wynajmuję go na pół roku.
- I dobrze, że nie pani, bo bym musiał się zastanowić, skąd pani wzięła na niego kasę. Z policyjnej pensji raczej by pani aspirant na niego nie uciułała. A czym kuzynka się zajmuje?
- Consulting, pracuje w międzynarodowej korporacji, a teraz jest w Anglii.
- I co, ktoś niby wkurwił się, bo zrobiła audyt nie po jego myśli - rzucił Smolorz z krzywym półuśmiechem.
Sama wiedziała, że to bardzo naciągany trop, więc nie skomentowała.
- W sumie niczego takiego nie znalazłem w teczce personalnej pani aspirant, ale dla jasności spytam: czy nie ciągną się za panią stare, wrocławskie problemy?
Czasami Smolorzowi udawało się wpaść na ciekawe pomysły.
- Kilku zbójów mi groziło. Jak pewnie każdemu z nas. Żaden z nich nie wyglądał jednak na tak zawziętego, żeby dopiero po latach zasadzać się na mnie tutaj, w Głogowie.
Komendant tylko kiwnął głową.
- Dobra, robimy tak, że dzisiaj ma pani wolne, żeby trochę odreagować. I pewnie będzie musiała pani porozmawiać z naszym psychologiem.
Nie zamierzała. Nie chciała okłamywać kolejnej osoby, ale odpowiedziała tak, jak komendant lubił:
- Tak jest!
- Aha, i może niech pani aspirant, z łaski swojej, ustali w wolnej chwili, gdzie jest podkomisarz Parzyszek.
- A co ja, jego żona? - odpyskowała.
- Nawet jego żona już dawno nie jest jego żoną - odparł nie wiedzieć czemu nad wyraz enigmatycznie.
Bez słowa pożegnania wypadł z kuchni. A Rita przynajmniej dowiedziała się, że Lewy miał kiedyś żonę.
DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ