Nieostry
Chociaż reprodukcja jest niewyraźna, mogę się założyć, że w środku kadru stoi Pniewski. Widziałem przecież dziesiątki jego zdjęć: z profilu i en face, dorosłego i bardzo dorosłego, upozowanego i (rzadko) przyłapanego. Znam dobrze te grube rysy, wydatne wargi i lekko odstające uszy, które przestaną być tak widoczne z wiekiem, kiedy zmężnieje i nabierze ciała. Ale jeszcze nie teraz. Teraz nieznacznie się uśmiecha i dziarsko, może nawet wyzywająco, spogląda w obiektyw spod lśniącego daszka czapki. Otacza go gromadka trzydziestu chłopców w różnych stadiach nastoletniości. Bohdan wygląda jak nauczyciel na klasowej wycieczce, ale choć ewidentnie starszy od pozostałych, sam ma dopiero dziewiętnaście lat. Jest rok 1916, a on urodził się w 1897.
Pniewski, zwany przez kolegów Boćkiem, występuje tu już w roli, którą będzie odgrywał przez resztę życia - przewodnika stada. Zawsze potrafił tworzyć wokół siebie dwór, drużynę, środowisko. Na tym zdjęciu jest drużynowym Drużyny Skautów Zawiszy Czarnego, późniejszej słynnej "szesnastki".
Skautowskie przyjaźnie zostaną na całe życie. Harcerstwo to przecież szkoła koleżeństwa, lojalności, hierarchii. Nie było wtedy jeszcze ruchem masowym, raczej zabawą dla wielkomiejskich chłopców z dobrych domów. W Warszawie pierwsze drużyny powstały w konspiracji, przy elitarnych szkołach męskich, takich jak szkoła realna imienia Stanisława Staszica, do której rodzice posłali Boćka w 1906 roku. Tym cenniejsze później okażą się zawiązane wtedy znajomości. Stworzą ledwie dziś dostrzegalną konstrukcję towarzyską.
Bohdan Pniewski z harcerzami z drużyny im. Zawiszy Czarnego przy ruinie niedoszłego kościoła Opatrzności w Ogrodzie Botanicznym w Warszawie, 1916
Teraz skupmy się jednak na konstrukcji, na której tle pozują harcerze. Mur jak mur. Może kawałek zrujnowanego zamczyska? Nie, to nie pierwsza lepsza ściana, lecz obiekt patriotycznego kultu: fragment fundamentów kościoła Najwyższej Opatrzności1, ukryty w głębi Ogrodu Botanicznego w Warszawie.
1 Pierwotna nazwa ustalona przez Katarzynę Karaskiewicz, Świątynia Opatrzności Bożej. Dzieje idei i budowy, Kraków 2011.
Świątynię planował wznieść ostatni król Rzeczypospolitej, Stanisław August. Przez kilkanaście lat nie sprzyjała mu jednak ani finansowa, ani polityczna koniunktura. Ostatecznie, w 1791 roku, wykorzystał patriotyczne wzmożenie towarzyszące nowo uchwalonej konstytucji i zasugerował, by wznieść kościół jako wotum narodu z tej okazji2. Dzięki temu zmyślnemu zabiegowi wcześniej zaprojektowana forma zyskała nowy symboliczny sens i szansę na realizację. Już 5 maja sejm przyjął uchwałę o budowie kościoła w podzięce za "wydobycie Polski spod przemocy obcej, przywrócenie Rządu", a obchody pierwszej rocznicy przyjęcia konstytucji uświetniła uroczystość położenia kamienia węgielnego.
Na nic jednak królewskie kalkulacje. Opatrzność najwidoczniej miała wobec Rzeczypospolitej inne plany. Jeszcze w maju 1792 roku wybuchła wojna z Rosją, potem nastąpił drugi rozbiór Polski, powstanie kościuszkowskie, a w 1795 roku rozbiór trzeci. Za co tu dziękować? Budowa świątyni stanęła po wymurowaniu kawałka fundamentów. To na tle tego fragmentu sfotografował się później Bohdan Pniewski ze swoją drużyną. W międzyczasie, pod zaborami, ruina (jeśli ruiną można nazwać coś, co właściwie nie powstało) obrosła patriotycznym kultem. Niedokończona budowla symbolizowała utraconą ciągłość, przerwane dzieło, porzucony zrąb gmachu państwa - fundament, na którym kiedyś przyjdzie budować dalej.
Władze rosyjskie zabraniały oddawać cześć reliktom świątyni, ale im bardziej zabraniały, tym bardziej ruina działała na wyobraźnię. Tak samo było ze skautingiem. Pewnie dzięki temu, że z początku był nielegalny, ten import z Anglii szybko nabrał patriotycznego zabarwienia, stał się czymś więcej niż chłopięcą rozrywką. Rozmiłowanie w przyrodzie zamieniło się w kult ojczystej ziemi, a paramilitarny trening w próbę przed spodziewaną walką.
W roku 1916, dzięki rozluźnieniu polityki przez okupacyjne władze niemieckie, Warszawa po raz pierwszy od pokoleń mogła jawnie świętować rocznicę uchwalenia konstytucji. Jawnie - to mało powiedziane, wręcz ostentacyjnie. Mury kamienic, okna i witryny zabiałoczerwieniły się od flag i dekoracji. W środku tygodnia przez Trakt Królewski od placu Zamkowego do Belwederu przetoczył się wielotysięczny pochód. Warszawę zamieszkiwało wtedy 700 tysięcy osób, a liczbę uczestników łącznie z publicznością ocenia się na 250-300 tysięcy. W marszu wzięły udział delegacje wszystkich średnich i wyższych sfer społeczeństwa - od władz miasta, przez reprezentantów duchowieństwa katolickiego i ewangelickiego oraz gminy żydowskiej, po dziennikarzy i cyklistów. I oczywiście skautów, którzy odegrali ogromną rolę w organizacji marszu. "Lepszą przyszłość, milsze jutro, zapowiadali swym pochodem dzielni Skauci"3 - zachwycał się reporter "Kurjera Warszawskiego".
3 Pochód, "Kurjer Warszawski" 1916, nr 123, wyd. poranne, s. 3.
Rankiem, zanim ruszył pochód, przedstawiciele Kościoła, uniwersytetu i młodzieży akademickiej zebrali się przy fundamentach świątyni Opatrzności. Prawdopodobnie właśnie przy tej okazji drużyna Pniewskiego ustawiła się do zdjęcia na tle murów. Ksiądz kanonik Antoni Szlagowski odprawił mszę i wygłosił kazanie, w którym przypomniał biblijną historię Łazarza.
Jeśli ktoś wierzy w znaki, to proszę bardzo - oto znak. Polska wkrótce odzyska niepodległość, zamysł budowy wotum ożyje, a drużynowy Bociek zostanie architektem i zaprojektuje tę świątynię.
Ale to za jakiś czas. W 1914 roku, jeszcze pod rosyjskim rządami, skaut Bociek ukończył z wyróżnieniem Staszica i zdał maturę. Nie mógł iść na studia architektoniczne, bo w Warszawie nie działała odpowiednia uczelnia, kontynuował więc naukę w szkole mechaniczno-technicznej Wawelberga i Rotwanda przy Mokotowskiej. Ta okrężna ścieżka do zawodu miała jednak sens. Ci, którzy idą na architekturę od razu po szkole średniej, poznają ją w bardziej teoretyczny, papierowy sposób. Pniewski praktykował w warsztatach kowalskich i stolarskich4, uczył się własnymi dłońmi panować nad tworzywem. Może to tłumaczy jego późniejszy kunszt w stosowaniu rzemieślniczego detalu i graniczące z fetyszyzmem umiłowanie materiału?
4 Ankieta personalna Bohdana Pniewskiego z 1 maja 1950 r. Archiwum pw, akta osobowe, teczka 2034, k. 2.
W 1915 roku przy politechnice otwarto Wydział Architektury. Tak jak później możliwość obchodzenia święta konstytucji, Warszawa zawdzięczała to liberalnej polityce okupacyjnych władz niemieckich, które przyznały polskiej społeczności znacznie więcej swobód niż przedtem Rosjanie. Malarz Zygmunt Kamiński, który poprowadził na wydziale zajęcia z rysunku, wspominał: "Czyżby snute w czasie ciemnych nocy niewoli marzenia o polskich szkołach, o polskich z ducha i języka uniwersytetach, miały się realizować, a diabeł niemiecki, zwalczywszy szatana carskiego, został powołany do naprawienia naszych krzywd dziejowych?"5.
5 Zygmunt Kamiński, Wspomnienia o Wydziale Architektury, [w:] Warszawska Szkoła Architektury 1915-1965, Warszawa 1967, s. 10.
Profesorowie warszawskiej politechniki zdobyli dyplomy architektów w Petersburgu, Moskwie, Rydze, Karlsruhe, Wiedniu, Dreźnie czy Darmstadcie. Pokolenie Pniewskiego miało być pierwszym wykształconym nad Wisłą. Nadzieja na odrodzenie polskiego państwa, choćby w kadłubowej formie czy w federacji z jednym z mocarstw, wydawała się całkiem realna. To młodzi mieli mu nadać architektoniczną formę i czuli się do tego szczególnie powołani. Jeszcze w 1916 roku Bohdan włączył się w organizację pierwszego polskiego Związku Słuchaczów Architektury. Kazimierz Biernacki, jeden ze studentów, pisał:
Dzisiejsi architekci kształcą się - po raz pierwszy - na wzorach budownictwa narodowego w atmosferze polskiej i zapuszczają korzenie głęboko w tę ziemię, na której długo po ich śmierci zostaną budowle wznoszone ich rękoma i ich umysłem. Niechże z pomocą owego Związku starają się dosłyszeć, gdzie bije polskie serce w starych drewnianych omszałych kościółkach, szlacheckich dworkach [...], klasztorach romańskich, pałacach renesansu polskiego, barokowych świątyniach i smętnych uliczkach Starego Miasta! Niech dźwigną polskie budowle od Warty po Niemen, odbiją z tynku obcych naleciałości, jakimi okryła się zewnętrzna postać Warszawy w ostatnim trzydziestoleciu. Niech spełnią godnie to zadanie, jakie kładą na ich barki wypadki ostatnie. Tę atmosferę polskości i szczerej twórczości niech im da polska uczelnia, polscy profesorowie i własny Związek6.
6 K. [Kazimierz] Biernacki, Kronika. Związek Słuchaczów Architektury, "Pro Arte et Studio" 1916, nr 3-4 (maj-czerwiec), s. 130.
Warszawska szkoła architektury zaczęła przyjmować kandydatów w 1915 roku, ale Bociek został jej słuchaczem dopiero w roku 1916/1917. Lecz kiedy już wstąpił na studia, naukę wciąż zakłócał mu dźwięk złotego rogu. W lutym 1917 roku wraz z sześcioma kolegami z drużyny skautowej wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej. Otwarcie roku akademickiego 1917/1918 opóźniły wojenne trudności organizacyjne. Następny zaczął się już planowo, ale zaraz zajęcia zawieszono, a gmach wydziału zajęło na swoje potrzeby wojsko. 11 listopada Pniewski, jako peowiak, uczestniczył w rozbrajaniu Niemców na ulicach Warszawy. Rok 1919/1920 przebiegał bez większych zakłóceń do połowy czerwca, kiedy do stolicy niebezpiecznie zbliżyły się wojska bolszewickie. Skauci zgłosili się do wojska na ochotnika w połowie kwietnia 1920 roku, potem do armii i tak wcielono większość studentów. Bohdan wrócił z frontu ranny w nogę. Do nauki przystąpił w kolejnym roku akademickim, który znów zaczął się z opóźnieniem, dopiero w połowie listopada, dla garstki studentów i bardzo nielicznych jeszcze studentek.
Tak jak odrodzone państwo mozolnie sklejało w całość system prawny, ordynację podatkową czy infrastrukturę kolejową trzech zaborów, tak oni i one mieli stworzyć w swoich umysłach syntezę lokalnych tradycji i stylów różnych epok - styl "rodzimy", który wyróżni Polskę pośród innych narodów.
Kierunek wskazywali starsi architekci, którzy już przed wojną szukali narodowej formy. Pierwszy dziekan Wydziału Architektury, Józef Pius Dziekoński, zbudował dziesiątki kościołów, w tym warszawski kościół Najświętszego Zbawiciela, w którym połączył inspiracje barokiem, renesansem i gotykiem. Obok niego na architektonicznej scenie błyszczał Stefan Szyller, projektant gmachów Politechniki i Zachęty, a przy tym wytrwały badacz architektury rodzimej, autor głośnej rozprawy z 1915 roku pod wymownym tytułem Czy mamy polską architekturę? Z kolei Kazimierz Skórewicz, u którego Bohdan odbędzie praktyki, a który dużo później pomoże mu ugruntować pozycję architekta władzy, wydał w Petersburgu inną istotną książkę: Zodczestwo zapadnich Sławian ("Budownictwo Słowian zachodnich"). Na wyobraźnię studentów, architektów, artystów oraz szerokich rzesz inteligencji działał jednak przede wszystkim Stanisław Noakowski. Nic nie zbudował, za to stworzył setki sugestywnych rysunków fantastycznej architektury polskiej - posępnych zamczysk, przysadzistych wiejskich chat i austerii, barokowych kościółków i renesansowych kamieniczek.
Kiedy chłopcy z architektury nie wojowali, a dziewczęta nie opatrywały ich ran, kiedy nie siedzieli w szkolnej ławie, ruszali na plenery i objazdy, by chłonąć piękno krajobrazu i odkrywać zabytki kolejnych miast i regionów. Dowodzeni najczęściej przez nauczyciela rysunku, Zygmunta Kamińskiego zwanego Zimkiem, wybrali się do zaanektowanego Wilna, a tuż po symbolicznych zaślubinach Polski z Bałtykiem odbyli wycieczkę w dół Wisły, od Torunia przez Świecie i Grudziądz do Gdańska7.
7 Wycieczka architektów polskich na Pomorze i do Gdańska, "Tygodnik Illustrowany" 1920, nr 14 (3 kwietnia), s. 2.
Szkic kościoła Świętego Jana w Gdańsku wykonany przez Bohdana podczas studenckiego objazdu po Pomorzu, 1920
W tych okolicach, w których gorzały jeszcze spory o granice, pojawiali się niczym artystyczne komando - uzbrojone tylko w pędzle i ołówki, ale za to umundurowane8. Ilu studentów niewinnie donaszało wojskowy demobil jako darmowy, praktyczny i wygodny ubiór podróżny, a ilu wykorzystywało go do zademonstrowania dumy i wyższości? Kiedy dotarli do Gdańska, Wolne Miasto jeszcze formalnie nie istniało, ale jego teren był już zdemilitaryzowany. Ledwie gdańszczanie (przeważnie Niemcy) ze łzami w oczach pożegnali na Długim Targu niemieckie oddziały, a już zjawili się tam chłopcy w polskich mundurach. Przysiadywali ze szkicownikami na przedprożach kamienic, chodzili z zadartymi głowami i wypatrywali wśród zabytków kosmopolitycznej kiedyś metropolii śladów świetności dawnej Rzeczypospolitej. Wzruszali się na widok biało-czerwonej bandery w porcie i dalekiego światełka latarni morskiej na przejętym już przez polską administrację Helu9. Kiedy wrócą do Warszawy, poczytny "Tygodnik Illustrowany" poświęci ich wyprawie cały wielkanocny numer:
8 Zarys historii wydziału, [w:] Warszawska szkoła architektury 1915-1965. 50-lecie Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, Warszawa 1967, s. 31.
9 Jerzy Sosnkowski, Gedanum. Perła Pomorza. Wrażenia z ekspedycji, "Tygodnik Illustrowany" 1920, nr 14 (3 kwietnia), s. 8; Zygmunt Kamiński, Dzieje życia w pogoni za sztuką, Warszawa 1975, s. 659.
W te dni Zmartwychwstania czar piękna, trwającego od wieków na ziemi pomorskiej, niechże złoci naszą polską myśl, zwróconą w stronę Bałtyku, niech tę myśl najbardziej ojczystą rozdzwoni radosnem uczuciem: Alleluja! [...]
Według redaktorów rysunki studentów dowodziły niezbicie, że w architekturze Pomorza
tkwi najczystsze poczucie polskiego stylu, które stać się może źródłem, punktem wyjścia dla rodzimych poczynań, tak bezcennych przy stojącem obecnie otworem zagadnieniu odbudowy kraju. Przybyła skarbnica nowych motywów, przybyła nowa jakby struna entuzyazmu10.
10 Wycieczka architektów polskich, dz. cyt. Wystawę otwarto 17 kwietnia 1920 roku w Zachęcie - zob. Sprawozdanie Komitetu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych za rok 1920, Warszawa 1921, s. 4.
W sejmie zmartwychwstała tymczasem przedrozbiorowa idea wzniesienia kościoła Opatrzności11. Pierwszy wniosek o głosowanie w tej sprawie wpłynął, pewnie nie przypadkiem, 10 lutego 1920 roku, a więc w dniu zaślubin Polski z morzem. Podpisała go grupa trzydziestu sześciu posłów prawicy, wśród nich dziesięciu księży. Wtedy marszałek odesłał projekt do Komisji Skarbowo-Budżetowej12, lecz kilkanaście burzliwych miesięcy później, po odparciu zagrożenia ze wschodu, powtórzyła się historia sprzed rozbiorów. 17 marca 1921 roku sejm przyjął konstytucję, a kiedy tylko parlamentarzyści wrócili z dziękczynnej mszy w katedrze, o głos poprosił ksiądz Wacław Bliziński - poseł i rzutki budowniczy. Sławę przyniosło mu jeszcze na przełomie wieków stworzenie w Liskowie pod Kaliszem wzorcowej wsi dysponującej własną szkołą, spółdzielniami rolniczymi i innymi nowoczesnymi instytucjami. W Sejmie Ustawodawczym reprezentował Narodowe Zjednoczenie Ludowe. Teraz, poza porządkiem obrad, przedstawił projekt specustawy zobowiązującej państwo do wybudowania w Warszawie kościoła Opatrzności. Pretekst ten sam co przed rozbiorami: kościół miał być wotum "za łaskę Bożą i za cuda, jakich doznał nasz naród", a więc za: "zmartwychwstanie Polski", "uratowanie jej przed nawałą bolszewicką i dziś przez zgodne niemal uchwalenie Konstytucji". Sejm Ustawodawczy to przecież "spadkobierca wielkich demokratycznych tradycji Sejmu Czteroletniego", a realizacja kościoła to postępowanie "zgodnie z tradycją narodu i ze ślubowaniem Sejmu Czteroletniego"13.
11 Dzieje starań o budowę kościoła w okresie międzywojennym mają bogatą literaturę. Z tego powodu nie referuję w książce szczegółowo wszystkich koncepcji i perypetii, lecz rzucam światło na zaniedbane dotąd wątki oraz, naturalnie, na dzieło Pniewskiego. Zainteresowani innymi wątkami mogą sięgnąć do opracowań takich jak: Irena Grzesiuk-Olszewska, Świątynia Opatrzności i dzielnica Piłsudskiego: konkursy w latach 1929-1939, Warszawa 1993; Jarosław Trybuś, Warszawa niezaistniała. Niezrealizowane projekty urbanistyczne i architektoniczne Warszawy w dwudziestoleciu międzywojennym, wyd. 2, Warszawa 2019, s. 238-254, 293-304; Piotr Kibort, Fabrica ecclesiae - historia prac nad Świątynią Opatrzności Bożej, [w:] Sztuka wszędzie. Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie 1904-1944, red. Jola Gola, Maryla Sitkowska, Agnieszka Szewczyk, Warszawa 2012, s. 374-377.
12 Sprawozdanie stenograficzne ze 118 posiedzenia Sejmu Ustawodawczego z dnia 10 lutego 1920 r., s. cxviii/38.
13 Sprawozdanie stenograficzne z 221 posiedzenia Sejmu Ustawodawczego z dnia 17 marca 1921 r., s. 8-9.
Cała w tym zasługa retorycznego kunsztu księdza Blizińskiego i gorącej politycznej atmosfery, że finansowanie budowy kościoła przez ledwie wiążący koniec z końcem rząd, a następnie przekazanie budynku na hipoteczną własność archidiecezji udało się przedstawić jako coś naturalnego. Sejm uchwalił ustawę przez aklamację.
Co ciekawe, chwilę później przyjęto analogiczną inicjatywę lewicy. Odrodzenie państwa i uchwalenie konstytucji miałaby upamiętnić w stolicy także budowla świecka - Dom Ludowy Rzeczypospolitej. Gmach ten mieściłby "bibliotekę publiczną, czytelnię publiczną, pracownię naukową, sale na zebrania i odczyty i muzeum kultury i sztuki" - "dostępne bezpłatnie wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej"14.
Sejm przeznaczył na przygotowania do obu inwestycji po 10 milionów marek polskich. Dla każdej powołano też specjalne komisje złożone z przedstawicieli władz oraz - w przypadku świątyni - delegatów Kościoła, a w przypadku Domu Ludowego - przedstawicieli kultury i oświaty. Gremia te miały wyznaczyć lokalizacje oraz rozpisać konkursy architektoniczne. Zainteresowanie obydwoma projektami opadło jednak szybko po uchwaleniu konstytucji, jak euforia po sylwestrze. Wizjoner polskiej architektury rodzimej Stanisław Noakowski wykonał nawet jakieś szkice świątyni, ale już kilkanaście lat później uchodziły za zaginione15. Czyżby oba gmachy miały podzielić los świątyni w Ogrodzie Botanicznym?
15 Lech Niemojewski, Kościół pod wezwaniem Opatrzności Bożej w Warszawie, "Kurjer Warszawski" 1 marca 1933, nr 60, wyd. wieczorne, s. 6.