Prolog
Vaiola
- Bardzo nas zawiodłaś, Vaiolu.
Westchnęłam, nie mogąc zliczyć, który to już raz w życiu usłyszałam to zdanie padające z ust moich rodziców. Choć podanie konkretnej liczby tylko z tego miesiąca mogłoby być trudne, a z całego życia? Gdy coś zdarza się tak często, przestaje się liczyć, a zaczyna przyzwyczajać.
Dostałam piątkę zamiast szóstki? Byli rozczarowani. Wróciłam za późno do domu? Byli zawiedzeni. Włożyłam nie tę sukienkę, którą wybrała mi matka? Byłam utrapieniem. Od lat ta sama śpiewka i im starsza się stawałam, tym bardziej zaczynało mi to ciążyć, jak stare buty, które od dawna są za małe, a jednak człowiek wciąż uparcie próbuje je nosić.
Jak widać, nie byłam Kopciuszkiem, bo pantofelek idealnych oczekiwań rodziców na mnie nie pasował.
Nieraz próbowałam zmienić swoją relację z rodzicami, dla nich jednak sprawa była prosta, gram według ich zasad albo od razu przegrywam. Zgadzanie się z nimi było łatwiejsze niż ciągłe kłótnie, które za bardzo wyniszczały mnie psychicznie, abym mogła je kontynuować. Chciałam po prostu spokoju.
Co prawda, to oni mnie wychowali, tworząc ze mnie idealną, sztuczną lalkę, więc czy to nie do siebie powinni mieć pretensje, gdy nie byli zadowoleni z rezultatów? Ich zdaniem zdecydowanie nie, to ja byłam tutaj wina.
Miałam już dwadzieścia dwa lata, a jednak wciąż tkwiłam w tym samym świecie co rok temu i dwa lata temu, starając się sprostać oczekiwaniom, które zdawały się nigdy nie kończyć. I choćbym rwała sobie włosy z głowy, nadal nie byłam dla nich idealna, co idealnie prezentował ten moment.
- Wyszłam tylko na kilka godzin z Amayą, to nie...
- Nie udawaj głupszej, niż jesteś - przerwała mi matka, a ja zacisnęłam wargi, nie mogąc dać po sobie poznać, jak bardzo zabolały mnie te słowa.
Byłam przecież już dorosła, nie powinnam była aż tak bardzo przejmować się tym, co mówili mamusia i tatuś, a jednak... gdy najbliższe osoby, rodzice, nie okazują ani cienia miłości to boli, nieważne, ile ma się lat.
- Nie udaję, po prostu nie wiem...
- Chodzi o Darringa.
- Och.
A więc wcale nie chodziło o mój wypad do klubu z przyjaciółką, tylko o mojego eks. Rodzice nie powinni byli wtrącać się w żadną z tych kwestii, niewtrącanie się jednak zupełnie nie leżało w ich naturze.
Darring Jennings był przystojniakiem, dziedzicem wielkiej fortuny i rok starszym amantem, z którym rodzice chcieli mnie wyswatać, odkąd tylko pojawiłam się na świecie. A może jeszcze wcześniej? Moja rodzina zbudowała swoją renomę na paliwie, podczas gdy rodzina Jenningsa zajmowała się transportem i samochodami. Idealne połączenie, prawda? Tak samo myśleli moi rodzice, chcąc połączyć dwie działalności, ale nie jakaś błahą umową, o nie, oni pragnęli wydać mnie za Darringa i ślubem przypieczętować fuzję. Nie byliśmy ani rodzina mafijną, ani królewską, aby bawić się w aranżowane małżeństwa. Ilekroć jednak im o tym wspominałam, zbywali mnie błahym gadaniem, miało być tak, jak oni sobie postanowili. Jakbym była tylko narzędziem do osiągnięcia celu i niczym więcej. A jeśli tak właśnie było? Jeśli tylko taka była moja rola w tej rodzinie i na tym świecie? Przerażała mnie taka myśl, więc zawsze szybko ją od siebie odsuwałam, nie będąc gotowa zmierzyć się z tą brutalną prawdą.
- Och, właśnie - odezwał się mój ojciec, a ton jego głosu był bardzo odległy od zadowolenia. - Miałaś zostać jego żoną, do cholery. A teraz co widzę?! - Z hukiem rzucił gazetę na stół, aż się wzdrygnęłam.
Nie musiałam nawet na nią zerkać, aby wiedzieć, co takiego wyprowadziło ojca z równowagi. Zdążyłam się o tym przekonać już rano. Na pierwszej stronie było zdjęcie Darringa z Serafiną, jego nową narzeczoną i powodem wściekłości moich rodziców.
- Jak mogłaś do tego dopuścić?
- Ja?
Poczułam się atakowana, i to skutecznie, zupełnie jakby ich słowa były zatrutymi pociskami, które przedzierały się przez skórę i siały spustoszenie w moim wnętrzu.
Od kiedy decyzje innych stanowiły moją winę czy odpowiedzialność? Każdy odpowiada sam za siebie, po coś przecież jest ta wolna wola. W przeciwieństwie do mnie Darring raczej nie musiał spełniać woli rodziców i, jak było widać na załączonym obrazku, mógł robić, co tylko chciał.
Czy to moja wina, że mnie zdradził, upokorzył i wybrał inną? Nie wydaje mi się. Nie zamierzałam zastanawiać się, co mogłam zrobić lepiej, żeby go zatrzymać, bo to nie ja tutaj zawiniłam. Nie chodziło chyba o to, by trzymać kogoś na jak najkrótszej smyczy, tylko dać mu wolność i wiedzieć, że zostanie.
Darring nie został i, jak widać, moi rodzice przejęli się tym o wiele bardziej niż ja. Wszystko, co było między nami, umarło już dawno temu. W zasadzie umierało kawałek po kawałku, kiedy rezygnowałam z siebie dla niego i przełykałam łzy, aby tylko on się cieszył. Kiedy milczałam, gdy coś mi nie pasowało, i czułam się pomijana, gdy tylko ja się starałam, a niczego nie otrzymywałam w zamian. Nasz związek od dawna był pusty i szary, choć na zewnątrz wyglądał idealnie. Nie czułam do Darringa kompletnie niczego, nawet złości czy żalu, bo i to dawno minęło.
Było mi obojętne, co zrobi, ponieważ do tej pory wiedziałam, że cokolwiek się stanie, będziemy razem, jakby połączeni więziennymi łańcuchami narzuconymi przez rodziców. On, odchodząc, zerwał je, a ja odczułam coś na kształt ulgi. A więc nie, nie było mi przykro, że wybrał inną. Było mi tylko szkoda kolejnej dziewczyny, którą zniszczy, bo chłopcy jak on wyłącznie w ten sposób umieli traktować kobiety.
- To nie moja wina, że zakochał się w innej - dodałam.
Rodzice z seriali telewizyjnych nie urządzaliby awantury o coś takiego, tylko pocieszyli.
Gdyby moja mama była taka jak Georgia z Giny&Gerogoa, zrobiłaby mi ciepłą czekoladę i poszła skopać tyłek facetowi, który mnie zranił.
Gdyby mój tata był taki jak Blake Carrington takie przesłuchanie urządziłby właśnie jemu, a nie swojej córce. Ale moi rodzice? O nie. Nie byli serialowymi rodzicami, o nich można by nakręcić program i, mówiąc bez złośliwości, nie byliby raczej ulubionymi postaciami.
- W tym rzecz, że twoja.
- Pewnie myślicie, że możecie wszystko kontrolować, ale to wcale tak nie działa - oznajmiłam, próbując jakoś do nich dotrzeć. - Nie można nikogo zmusić do uczuć czy na siłę zatrzymać przy sobie.
- Oczywiście, że można, jeśli tylko właściwie to rozegrasz. Niczego się ode mnie nie nauczyłaś przez te wszystkie lata? - wtrąciła matka.
Theresa Losie była specyficzną kobietą. Elegancka, pewna siebie i wyjątkowo wymagająca szczególnie wobec mnie. Czasem miałam wrażenie, że jeśli nie jestem idealna, w ich oczach jestem tylko problemem, błędem młodości.
- Nie będę go błagać, nie zniżę się do tego poziomu.
- Zostawił cię dla innej, niżej już nie upadniesz - stwierdził sucho ojciec. - Pomyślałaś w ogóle, co ludzie powiedzą? Jaki to będzie wstyd dla nas? Od lat planujemy ten biznes, a teraz co, wszystko, na co ciężko pracowaliśmy, ma się rozpaść, bo nie umiesz zatrzymać przy sobie mężczyzny?
- Miałaś tylko jedno zdanie, zdobyć Darringa i zostać jego żoną. Tylko po to chodziłaś do tego samego liceum co on, a potem na tę samą uczelnię, tylko po to, do cholery, cię urodziłam.
Zamarłam.
Świat zwolnił, a ja poczułam, jakby moje serce przestało bić. Niestety nadal biło, choć w tej chwili marzyłam, aby przestało, abym zniknęła i aby skończyło się to cierpienie.
Nigdy nie byłam ulubienicą rodziców. Nigdy nie byłam dla nikogo na pierwszym miejscu, choć wkładałam ogromny wysiłek, aby sprostać wymaganiom perfekcji, którą na mnie narzucono. Łudziłam się jednak, że na swój sposób mnie kochają. Wymagali dużo i zmuszali do różnych rzeczy, ale tacy już byli, skupieni na pracy i sukcesie. Wmawiałam sobie, że ich presja to forma troski, aby było mi lepiej. Ale nie... Byłam narzędziem łatwym do zastąpienia.
- Wiedziałem, że to Jessie powinna się tym zająć - powiedział ojciec do matki, jakby wcale nie było mnie obok nich.
- Ona ma tylko siedemnaście lat - wtrąciłam. - Ja dwadzieścia dwa, a Darring dwadzieścia trzy.
- To bez znaczenia. Poradziłaby sobie lepiej niż ty.
Auć. I jak miała wytworzyć się między nami siostrzana więź, skoro ona była zastępstwem za mnie, stworzona, aby naprawić błędy, które popełniałam.
Czy jednak niezdobycie faceta naprawdę było błędem, wystarczającym powodem, aby mnie zastąpić? Im dłużej żyłam w tym toksycznym świecie dynastii, tym bardziej zagubiona się czułam...
- Jest za młoda. Nie możecie jej kazać uwodzić faceta i się zaręczać.
Może nie miałyśmy z siostrą najlepszych relacji, ale nie życzyłabym jej tego, co sama przechodziłam. Konieczność bycia idealną i spełnianie cudzych oczekiwań mogły okraść życie z całej magii.
- Ty nie dałaś rady, więc...
- A jeśli to naprawię?
W zasadzie nie było czego naprawić.
Relacja moja i Darringa nie była zepsuta, ona po prostu nie istniała. I zdecydowanie nie chciałam do niego wracać, moment, w którym wyszedł z mojego życia, był tym, w którym wreszcie odetchnęłam pełną piersią. Coś jednak nie pozwalało mi skazać siostry na ten sam los. Może to resztki uczuć, które się we mnie zachowały po tym, jak przez lata musiałam udawać, że nic mnie nie rusza.
- Jeśli tego nie naprawisz, nie masz po co wracać do domu - oznajmił nagle ojciec, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Słucham? - Zamrugałam gwałtownie. Musiałam się przesłyszeć. Musiałam... - Wy chyba nie...
- Tak, wydziedziczymy cię, jeśli nie zostaniesz żoną Darringa.
- To jakiś obłęd, nie możecie...
- Radzę ci wziąć się do pracy, zamiast marnować swój i nasz czas.
Zacisnęłam wargi, Timothy Losie, mój ojciec był upartym i stanowczym człowiekiem. Jeśli coś sobie postanowił, nic nie mogło zmienić jego zdania. A to oznaczało tylko jedno...
Miałam kłopoty.
Mogłam wypełnić wolę rodziców albo zniknąć z ich życia. Dosadnie dali mi do zrozumienia, że jestem jedynie łatwym do zastąpienia elementem ich gry.
A skoro tak, czy był w ogóle sens grać w tę grę, skoro nie mogłam jej wygrać?