- STOP! - ZATRZYMALIŚMY SIĘ na dany przez Joannę znak. - Na drugiej możliwy patrol cywilny. Starajcie się wyglądać jak najbardziej niepozornie.
Udawaliśmy, że na fasadzie jednego z domów oglądamy graffiti "Równe prawa dla wszystkich". Ale raczej nie wtapialiśmy się w tłum, ponieważ Faris wszedł do Kręgu jak zwykle z gołym torsem, żeby cały świat mógł podziwiać jego posągowe mięśnie brzucha i klatki piersiowej.
- Umiesz zamienić się w pumę, a nie jesteś w stanie wyobrazić sobie T-shirtu? - spytałem z irytacją.
- Jaki kolor najbardziej by ci odpowiadał? - odparował szybko i w ułamkach sekund wielokrotnie zmienił koszulkę jedynie po to, żeby się popisać. Od czasu, gdy otrząsnął się po tamtej historii z Chimarą, znów był sobą, czyli nadętym dupkiem.
Przewróciłem oczami. Jeśli zaraz się nie ogarnie, znowu ucieknę się do sztuki imaginacji i przyprawię mu puszyste królicze uszy, bo akurat w tym jestem dobry. Niedawno chodził z nimi z pół godziny, zanim je zauważył. Szkoda tylko, że to nie działa w prawdziwym świecie.
- Fałszywy alarm - oznajmiła Joanna, która jak zawsze nie pytając nikogo, mianowała się przywódczynią. - Ruszamy dalej. A ty, smutny duchu studencika, przestań wlec się za nami. Z tobą w ogonie tylko niepotrzebnie zwracamy na siebie uwagę.
Czarno-biały duch w operacyjnym kitlu towarzyszący nam od samego portalu zwiesił ramiona.
- Myślałem, że mógłbym się do czegoś przydać.
- Wiesz co, Danielu, możesz stanąć na straży przy portalu - zasugerowałem, ponieważ zawód w jego głosie był trudny do zniesienia. Daniel nie żył już od tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego czwartego roku, ale jakimś cudem wciąż nie przyjmował tego do wiadomości.
- Tak, kolego, w ten sposób rzeczywiście bardzo byś nam pomógł - przytaknął Faris. - Gdyby nie ty, wcześniej wpadlibyśmy z kretesem w tę nową kałużę mgły chaosu. - Odwróciwszy się do Joanny, dodał po cichu: - No widzisz, i już nie jest taki smutny. On chce po prostu poczuć, że jest użytecznym członkiem Pandinusa Imperatora. Musisz być dla niego milsza.
- To słodkie, jak bardzo troszczycie się o doznania duchów - powiedziała Joanna. - Ale uwaga, spoiler: one i tak będą smutne. Bo nie żyją. A to jest całkowite przeciwieństwo bycia przydatnym.
Na szczęście Daniel Duch nie mógł już tego usłyszeć, bo zmierzał z powrotem do portalu.
Na ulicy działo się mniej niż jeszcze kilka tygodni wcześniej. Od rewolty czarnych elfów większość mieszkańców Miasta Cieni nie opuszczała domów. A ci, którzy musieli załatwiać poza nimi swoje codzienne sprawy, wydawali się bardziej ostrożni i częściej rozglądali się dookoła. Szczególnie gdy się zatrzymywali, żeby porozmawiać z innymi. Grupy składające się z więcej niż dwóch osób uznawano obecnie za zgromadzenie, a zgromadzenia były zakazane.
Spojrzałem na niebieskie niebo nad nami. Podobno Nexowie wysłali nad Miasto Cieni siriny, aby krążyły nad nim i je monitorowały, Joanna jednak uważała, że to tylko plotka służąca zastraszeniu. Miałem nadzieję, że się nie myli, siriny bowiem to przerażające monstra, żądne krwi gigantyczne sowy o ludzkich twarzach, których zdecydowanie nie chciałem ponownie spotkać.
- Naprzód - zakomenderowała Joanna. Z trudem się powstrzymałem, żeby nie szturchnąć jej w bok.
- Możesz się wiele nauczyć od Joanny d'Arc, to najlepsza wojowniczka, jaką znam - usłyszałem w swoim wnętrzu uspokajający głos Hiacynta. Wróże i Wróżki, którzy już wiedzieli o istnieniu stowarzyszenia Pandinus Imperator, o naszym portalu do Miasta Cieni i o przemytniczych biznesach Joanny, z niekłamaną radością przyjęli moje kontakty z byłą członkinią Nexów o kryminalnej przeszłości.
- Tylko od niej możesz z pierwszej ręki dowiedzieć się co nieco o próbach czekających cię w czasie rytuału Gwiezdnych Wrót. - Przyjaciel Hiacynta, Emilian, dopiero niedawno zwrócił mi uwagę na to, że Joanna d'Arc też była kiedyś jedną z wybranych i jako jedyna jeszcze żyje. - Przy odrobinie szczęścia zdradzi ci więcej niż tych kilka zdań spisanych w tysiąc czterysta trzydziestym roku. Już choćby dlatego przyjaźń z nią może ci się naprawdę opłacić.
Przyjaźń - zdecydowanie za dużo powiedziane. To, że ona i ja nie skakaliśmy już sobie do gardeł i zawarliśmy coś w rodzaju niepisanego rozejmu, nie oznacza bynajmniej, że zacząłem jej bezgranicznie ufać. Była i pozostała niewyobrażalnie podstępną starą miotaczką ognia, taką ją poznałem. I nienawidziłem, nienawidziłem, nienawidziłem, kiedy mi rozkazywała. Nie mam pojęcia, dlaczego ciągle dawałem się namówić na wyświadczanie jej "małej przysługi".
- Tylko nigdy, przenigdy nie pozwól, żeby Joanna wciągnęła cię w swoje machinacje - zupełnie niepotrzebnie upominał mnie Hiacynt. - Bez względu na to, w co chciałaby cię wplątać i jak sprytnie by ci to sprzedawała, na koniec zawsze chodzi wyłącznie o jej własną korzyść, a w razie czego ty masz przesrane.
Cieszyłem się, że nie mógł nas widzieć w tej chwili.
- Ulica z obiektem docelowym na jedenastej. Za dwadzieścia metrów ostro w lewo. - Joanna brzmiała jak cudaczne połączenie GPS-a i sierżanta.
- Wiesz, że nie jesteśmy twoimi żołnierzami, prawda? - zapytałem. - Możesz z nami normalnie rozmawiać.
- Poza tym przecież my znamy drogę do Madame Mirabelle, babe - dodał Faris.
Joanna westchnęła. Gdyby sprawa nie była tak paląca, na pewno zorganizowałaby sobie lepiej wytresowanych pomocników, paru najemników z Kręgu winnych jej jeszcze jakąś przysługę, na szybko jednak nie mogła znaleźć nic lepszego od nas. Od jednego ze swoich licznych podejrzanych kontaktów usłyszała, że rektorka Themis i Frey polecili staremu poczciwemu Hectorowi sprowadzić do obserwatorium Madame Mirabelle. Wyglądało na to, że jej imię padło podczas przesłuchań zatrzymanych czarnych elfów uczestniczących w buncie - ale w jakim kontekście, tego kontakt Joanny nie wiedział. Mimo to jej instynkt łowiecki natychmiast się obudził.
- Skoro Themis i Frey nagle tak się nią zainteresowali, to znaczy, że ona ma coś ciekawego do powiedzenia. Tak czy inaczej wartość rynkowa małej wieszczki właśnie wzrosła stukrotnie - oznajmiła nam. - I właśnie dlatego musimy koniecznie uratować tę biedaczkę, zanim Hector zdąży zawlec ją do celi przesłuchań.
Skrzywiłem się na wspomnienie imienia Hectora. On i ja nie przepadaliśmy za sobą. Ostatecznie typ zabił mojego rodzonego ojca, Yuriego Watanabe, a mnie wpędził pod koła samochodu, używając swoich piekielnych bestii. Nienawidził potomków. I ludzi. I czarnych elfów. I prawdopodobnie wszystkiego, co oddycha.
Było zatem jasne, że Joanna chce wesprzeć Madame Mirabelle bynajmniej nie z czystej miłości bliźniego, lecz jeśli mogliśmy uchronić kolejnego czarnego elfa przed celą przesłuchań Hectora, nie wahałem się ani chwili. Podobnie Faris. Nawet gdy oznaczało to coś więcej niż "drobną przysługę". Bo gdyby nas złapano... No cóż, po prostu nie możemy dać się złapać.
Na pierwszy rzut oka wąska boczna uliczka, w którą chcieliśmy skręcić, wydawała się spokojna i bezpieczna. Łuszczące się fasady lśniły różnymi kolorami w świetle słońca, odbijającego się także w buteleczkach i słoiczkach stojących w witrynie Lombardu Emocji na rogu, jakaś kobieta wyprowadziła na spacer coś, co wyglądało jak leopard z rogami, a obok szyldu "Madame Mirabelle, Wyrocznia. Sprawdzalność: 95,5-procent" ścianę podpierał ten sam mężczyzna co zawsze. Mrużąc oczy pod słońce, przeżuwał w zębach wykałaczkę.
Nagle zaniepokoił mnie widok ptaka o białych oczach. Przycupnął na markizie nad witryną Lombardu Emocji i z przekrzywioną głową patrzył na ulicę. Natychmiast zjeżyły mi się włoski na karku.
- Kawka krwawa! - szepnąłem, wciągając Joannę i Farisa w cień najbliższej bramy.
- Widzę ją. - Joanna wyjrzała zza węgła. - To nie musi nic znaczyć, tutaj kręci się masa bezpańskich stworzeń. Ale lepiej się pospieszmy, zanim wyrocznia wywęszy, że wybierają się do niej Nexowie. Quinn, ty staniesz przed domem, a ty, Faris, ponieważ wiesz, jak ona wygląda, pójdziesz do tylnego wejścia. Jeśli zwieje, zanim zdążę ją przekonać, że jej najlepszą opcją jest pójście z nami, złapiesz ją i przejdziemy do planu B.
- Jasne - powiedział Faris. - Ale wciąż nie mogę sobie wyobrazić, by Madame Mirabelle mogła mieć coś wspólnego z buntem, jest na to zdecydowanie za seksowna. A jako wyrocznia jest całkiem kiepska. Ani jedna z liczb w lotka, które podała, się nie sprawdziła, poza tym powiedziała, że w miłości niedługo przeży...
- Dosyć gadania - wpadła mu w słowo Joanna. - Do roboty, ziomki. To prosta operacja typu wejść i wyjść.
Nikt inny w takiej sytuacji nie byłby w stanie powstrzymać Farisa od złośliwego komentarza, tymczasem on od razu zamknął buzię i posłusznie ruszył z miejsca. Joanna była jedyną osobą, która mogła mu coś powiedzieć.
Czekaliśmy, aż Faris zniknie między domami na tylnym podwórzu, po czym poszliśmy za nim przez ulicę, ja natomiast nie spuszczałem wzroku z ptaka na markizie. Kawki krwawe służyły jako zwiadowcy zarówno Nexom, jak i Synom Północy, czyli ludziom Freya, zaś ani jednym, ani drugim lepiej było nie wchodzić w drogę. Zwłaszcza jeśli planowało się coś zakazanego.
Ale może Joanna miała rację i ten ptak był niczyj. W każdym razie nie wydawał się ani trochę nami interesować, po prostu rozglądał się po okolicy, a potem odleciał z cichym krakaniem.
Gość obok szyldu reklamowego wyroczni ledwo podniósł wzrok, kiedy się przed nim zatrzymaliśmy.
- No co, ciekawi przyszłości? - wymamrotał mało entuzjastycznie, nie przestając przygryzać wykałaczki. Najwyraźniej nie wyglądaliśmy na wypłacalnych klientów. - Niepowtarzalna Madame Mirabelle zdradzi wam już dzisiaj, co się wydarzy jutro.
- Czyli ona tam jest? Bardzo dobrze. - Gdy Joanna zamierzała otworzyć drzwi, gość z wykałaczką raptem się ożywił i zagrodził jej drogę.
- Nie tak szybko, młoda damo! Najpierw musimy porozmawiać o honorarium. - Uśmiech odsłonił jego ostre kły, podczas gdy ametystowe oczy taksowały Joannę, mierząc ją bacznie od góry do dołu, od grzecznie splecionych warkoczy przez zapięty pod szyję sweterek z krótkimi rękawami i minispódniczkę w kratkę po sneakersy. - Niech zgadnę - kłopoty miłosne, co nie? Chcesz się dowiedzieć, kiedy ten twój obiekt westchnień zakocha się w tobie? Tak się składa, że to specjalność Madame Mirabelle, ale nie jest tania.
- Trochę się nam spieszy - powiedziała Joanna. Jej głos brzmiał równie młodo i niewinnie, jak sugerował jej wygląd, ale wibrująca w nim lekka irytacja sprawiła, że od razu zrobiło mi się żal tego biednego człowieka.
- No tak, wam, arkadyjskim dzieciakom, zawsze się spieszy. - Pełne pogardy spojrzenie ametystowych oczu przeniosło się teraz na mnie. - Raz-dwa zaszaleć w Mieście Cieni, zabawić się, skombinować trochę zabronionego staffu, a potem, siup, z powrotem do zdrowego świata. Czy wasi rodzice w ogóle mają pojęcie, gdzie podziewają się ich bezcenne skarby? Pewnie nie byliby zachwyceni, gdyby wiedzieli. Od czasu powstania zachowują się tak, jakby myśleli, że sensem życia każdego czarnego elfa jest połykanie na śniadanie arkadyjskiego potomka. A robią to tylko po to, żeby mogli nas dalej szykanować.
Ten gość z całą pewnością nie był świadomy prawdziwej tożsamości Joanny, z każdym kolejnym słowem wplątywał się w coraz poważniejsze kłopoty.
- A co byście powiedzieli na zapłatę garścią emocji zamiast gotówki? Moglibyście naładować się nimi praktycznie tuż obok, w lombardzie na rogu. - Wskazał kciukiem kierunek. - Preferujemy poczucie szczęścia, nadzieję i radość twórczą; rezygnacji, frustracji i apatii mamy w tej okolicy po kokardę. Ceny za furię, zazdrość i depresję też szorują po dnie, jak pewnie możecie sobie wyobrazić, każdy z nas ma tu ich pod dostatkiem. Natomiast beztroska i umiłowanie życia są wysoko cenione, ale nie wzgardzę też porcją miłości własnej i pychy, bo wy, bubki, wyglądacie mi na takich, którzy mają tego na zbyciu od groma.
- A ty wyglądasz mi na kogoś, kto ma na sprzedaż brak szacunku. - Joanna błyskawicznie wyciągnęła jeden ze swoich sztyletów i przyłożyła mu go do gardła.
Fiołkowe oczy rozszerzyły się ze zdumienia.
- Coś ty za jedna? Nex przebrany za uczennicę?
- Jestem tą, która chce uratować tyłek twojej Madame Mirabelle - odwarknęła Joanna. - Z czystej życzliwości. Ale przedtem z przyjemnością ci zapłacę, stary kutwo. Bólem.
- To miała być szybka akcja, wejść i wyjść, zero gadania - przypomniałem, ponieważ nie podobał mi się wyraz jej twarzy.
W tym momencie z przerwy między domami wyłonił się Faris i spytał:
- Czyżbyśmy mieli też jakiś plan C? I dlaczego grozisz nożem poczciwemu staremu Karlowi, babe? Przecież on nie skrzywdziłby nawet muchy.
- Witaj, chłopcze - wychrypiał Karl, zmuszając się do uśmiechu. - Czy to twoi przyjaciele?
- Tak - odpowiedział Faris, rzucając Joannie pełne wyrzutu spojrzenie.
- Miałeś czekać przy tylnym wejściu - prychnęła w jego stronę, opuszczając jednak sztylet.
- I czekałem. Ale pojawiły się dwa niesamowite typki w maskach z dziobami, a ponieważ wcześniej nic się o tym nie mówiło, pomyślałem sobie, że chyba lepiej zapytać ponownie, czy...
Natychmiast znów zjeżyły mi się włoski na karku. Faris miał rację: niesamowite typki w maskach z dziobami to coś nowego. Przynajmniej dla mnie. Tymczasem Karl zrobił się trupioblady.
- Maski z dziobami? - wymamrotał, pocierając szyję. - Takie, jakie noszą kruki Czarnej Wdowy? Co siepacze Moreny robią na naszym podwórzu?
Moreny? Czy ona nie należy do Wysokiej Rady? Po co miałaby przysyłać tu swoich ludzi, skoro rektorka i tak poleciła już Nexom sprowadzić wyrocznię na przesłuchanie?
W tym momencie ze środka dobiegł krzyk kobiety wzywającej pomocy.
- Wygląda na to, że oni chcą wykraść naszą wyrocznię - stwierdziła ponuro Joanna. - Ale my na to nie pozwolimy. - Pchnęła drzwi. - Naprzód! Plan C!
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki