Niewolnik. Jak przebudziłem się do życia - Anand Dilvar

Reflow text when sidebars are open.
GDY TYLKO OPRZYTOMNIAŁEM, zorientowałem się, że coś jest bardzo nie w porządku.
Oślepiające światło raziło mnie w oczy, ale nie mogłem mrugnąć. Próbowałem odwrócić wzrok, poruszyć rękoma i zakryć twarz dłońmi, lecz nie potrafiłem tego zrobić.
Moje sparaliżowane ciało przeszywał potworny ból. W dodatku nigdy nie było mi tak zimno.
Próbowałem kogoś zawołać, wezwać pomoc - na próżno. Miałem w ustach coś, co paliło mnie w gardło, a w uszach dudnił mi straszliwy hałas.
Po kilku godzinach mój umysł ogarnęła rozpacz, która zaczęła się przekształcać w przerażenie, gdy poprzez ból w głowie zdołały się przedrzeć myśli:
Gdzie jestem?
Co się ze mną dzieje?
Muszę być martwy...
Mieszanina bólu i przerażenia, w połączeniu z tymi złowrogimi myślami, doprowadziła mnie, dzięki Bogu, do utraty przytomności. Zaznałem odrobiny wytchnienia. Nie wiem, ile godzin lub dni minęło, zanim znów się obudziłem.
Wciąż leżałem w bezruchu z szeroko otwartymi oczami. Ból złagodniał nieco, a światło było już znośniejsze, ale nadal mnie raziło. To właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że ten okropny hałas przypomina odgłos ciężkiego, głębokiego oddechu... Byłem pewien, że nie jest to mój oddech.
Fizycznej udręce towarzyszył jeszcze inny rodzaj cierpienia: zamęt umysłowy i paląca potrzeba uzyskania odpowiedzi.
Czyżbym naprawdę był martwy?
Czyj oddech słyszę?
Co znajduje się w mojej jamie ustnej i piecze mnie w gardło?
Stopniowo zaczęły się pojawiać ostatnie wspomnienia - impreza, drinki, kłótnia z Laurą i naleganie Edwarda, bym spróbował tego głupiego narkotyku, którym był zafascynowany.
- Proszę, przestań pić! - krzyczała na mnie Laura. - Nie widzisz, że się zabijasz? Czy tego właśnie chcesz?
- Nie chcę umrzeć. Chcę tylko uciec.
- Uciec? Od czego? Jesteś szalony.
- Tak, jestem szalony, a ty mnie nie rozumiesz! Nikt mnie nie rozumie...
Wziąłem do ust dwie niebieskie tabletki, które dostałem od Edwarda. To ostatnia rzecz, jaką pamiętam.
O mój Boże! - pomyślałem. - W końcu mi się udało! Zabiłem się.
To nie może być prawda!
Co się ze mną dzieje?
Dlaczego nie mogę się ruszyć?
Dlaczego nie mogę zamknąć oczu?
Ten idiota mnie otruł. A teraz jestem w piekle i płacę za swoje czyny...
Jest gorzej, niż mógłbym to sobie wyobrazić.
Nie wierzyłem w życie po śmierci, ale w tamtej chwili wydawało mi się to jedynym możliwym wyjaśnieniem.
Boże, proszę! Proszę, wybacz mi! Daj mi jeszcze jedną szansę...
Myśli przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi. Usłyszałem głos kobiety:
- Ależ ten złom hałasuje! - wykrzyknęła.
- Innego nie mamy. Wiesz, jak tu jest - odpowiedział mężczyzna.
- Jak to możliwe, że dysponujemy tylko jednym respiratorem?
- No cóż, nic nie poradzimy. Musimy robić wszystko, co w naszej mocy.
- Co się z nim właściwie stało?
- Ma naprawdę przerąbane. Odkryj go i zobacz.
Poczułem, jak ktoś zdejmuje prześcieradło z mojej twarzy, i zobaczyłem kobietę w białym fartuchu, wpatrującą się we mnie z przerażeniem.
- On się obudził!
Stojący obok niej mężczyzna pochylił się, żeby mi się przyjrzeć.
- Nie. Wygląda tak samo jak wcześniej. Ludzie, którzy przywieźli go na oddział ratunkowy, powiedzieli, że miał wypadek. Był naćpany jak cholera, ale wciąż przytomny i w kółko powtarzał: "Przepraszam, Lauro". Potem zapadł w śpiączkę i wydaje się, że ma coś w rodzaju stężenia pośmiertnego, bo nie możemy zamknąć mu oczu.
- Biedaczysko. Byłoby lepiej dla niego, gdyby umarł.
- Chcesz chyba powiedzieć, że dla nas byłoby lepiej! Teraz musimy utrzymywać tu przy życiu warzywo, w łóżku, które mogłoby się przydać komuś innemu. Co za strata elektryczności!
- Myślisz, że on coś widzi, słyszy... albo czuje?
- Oczywiście, że nie. Patrz...
Zobaczyłem zbliżającą się w moją stronę rurkę i poczułem nagłe ukłucie bólu w ramieniu.
- To boli, ty idioto! Ja żyję... Jestem przytomny! Pomóż mi!!!
Bezskutecznie próbowałem krzyczeć.
- Możesz mu zmienić kroplówkę, skoro już tu jesteśmy - powiedział mężczyzna. - Ktoś musi podlewać warzywa!
Zachichotali, a mnie zalała fala wściekłości i rozpaczy.
Mężczyzna wyszedł z pokoju. Kobieta zmieniła butelkę, która wisiała przy łóżku, i szybko poszła za nim.
W końcu uzyskałem jakieś odpowiedzi. Odtworzyłem w myślach ich rozmowę:
- Wypadek...
- Zapadł w śpiączkę...
- Przepraszam, Lauro...
- Ktoś musi podlewać warzywa...
- ...podlewać warzywa...
- ...warzywa...