Prolog
Powstanie Istot
Wszystko we wszechświecie wymaga równowagi. Właśnie dlatego w momencie pojawienia się Pustki, od razu powstały w niej pęknięcia, a z nich wypłynęło siedem Istot. To one stały się bogami. Każda z tych Istot, choć niebywale silna, nie była sobie równa. Podzieliły się na dwie grupy.
Do pierwszej grupy należały Istoty Elementalne. Tak, nieprzewidywalna Mila - Istota wody - nie odstępowała swego pełnego ognia męża, Hirsha, którego jestestwo ocieplało przestrzeń wokół całej siódemki. Tym samym Elia - Istota Ziemi - cierpliwie znosiła humory swego męża, Swosha, który, gdyby chciał, mógłby zmieść wszystko, co stanęło na jego drodze.
Drugą grupę tworzyły Istoty Esencjonalne. Istota Światła tak piękna, że gdyby nie boskość pozostałych, padliby martwi od samego jej blasku. Yeela - bo tak zwano tę istotę - była gotowa oświetlać każdy zakamarek powstałego wszechświata przez całą wieczność, gdyby nie Leir - jej przeciwieństwo - Istota Ciemności. Unikał jej światła, nie wiedział, dlaczego, ale czuł, że przebywanie w pobliżu Yeeli zraniłoby jego wnętrze. Ilekroć Yeela próbowała dosięgnąć go swym światłem, Leir jeszcze bardziej otulał się swoją ciemnością.
Temu wszystkiemu przyglądało się Innae. Spośród całej siódemki wyglądało najbardziej ludzko. To w nim kiełkowała mądrość większa niż w pozostałych. Miało cechy dziecka, a jego wzrok świdrował wszystkich niczym ostrze. Nie mając ani płci ani żadnych wyróżniających cech, ta Istota jako jedyna była zdolna do odczuwania o wiele większej gamy uczuć niż te pierwotne u swych pobratymców. Innae całymi wiekami rozmyślało o tym, co robili pozostali. Jego fascynacja Mili, Elii, Hirshu i Swoshu szybko zgasła, zawiesiło więc swoje spojrzenie na Yeeli. Byłoby głupcem, gdyby nie doceniło tego, co ujrzały jego wszechwidzące oczy.
Przy egzystencji i przywiązaniu między Elementalnymi, to, co tkwiło w Yeeli, było niepodważalnie olbrzymie. Dwa potężne uczucia nasilały się w niej z każdym coraz mocniejszym pulsowaniem jej mocy i kotłując się, przenikały przez siebie i odpychały na przemian.
Innae nazwało je miłością i smutkiem. Dostrzegło również kiełkowanie czegoś wewnątrz niej za każdym razem, kiedy wysyłała światło do Leira tylko po to, by przysychać po zderzeniu ze ścianą jego ciemności. Innae nazwało to nadzieją, jednocześnie doświadczając w środku jakiegoś nowego uczucia. Myślało na początku, że jest to ból, lecz to nie było to. Była to mieszanka bólu, złości i nadziei, gdy światło odbijało się od ciemności. Odkryło też, że wewnątrz ma podobne uczucie co Yeela - skierowane właśnie ku niej. Postanowiło nazwać je zazdrością.
Powstanie Świata
Pewnego razu Elia poczuła chęć posiadania czegoś więcej. Czegoś, co połączyłoby ją jeszcze bardziej z innymi. Wyciągnęła ze swojego wnętrza maleńką grudkę o nieregularnym kształcie, chcąc pokazać ją Swoshowi. On zaś, gdy zobaczył tę nieidealną drobinkę, wysłał w jej kierunku wichry, które stępiły ostre krawędzie i otuliły kulkę w dłoni jego żony.
Zainteresowani tym małym stworzeniem Mila i Hirsh, nie pozostali obojętni. Hirsh ogrzał kulkę pod powierzchnią powietrza, a Mila dodała od siebie nieregularne zdobienia wyglądające jak pojedyncze włosy na powierzchni grudki. W niektórych miejscach zbierały się już znane im dzięki Yeeli łzy. Swosh jednak nie pozwolił im wydostać się poza swą barierę.
Elia sprawiła, że kulka zawisła na wysokości jej oczu. Zadowolona z efektu osiągniętego wspólnymi siłami, zapragnęła, by inni też podziwiali to cudo, które nazwała Ziemią. Yeela, dostrzegając piękno owego tworu, postanowiła dodać coś od siebie. Nie chciała jednak psuć pracy pobratymców, więc wyciągnęła ze swego wnętrza jedną iskierkę, większą od kulki, ale świecącą tak mocno, by można było jeszcze wyraźniej widzieć dzieło pozostałych. Następnie dorzuciła kilka innych iskier i rozsiała je wokół nich, tworząc Słońce i Gwiazdy.
Leir, przyglądając się z daleka temu, co się dzieje, spojrzał wewnątrz siebie. Poszukiwał czegoś, co mógłby dodać, ale jedyne, co znalazł, poza ciemnością, było zniekształconym odbiciem jego uczuć. Wyciągnął zatem kawałek i ujrzał srebrzystą kulkę, mniejszą od Ziemi. Może to coś, co wykiełkowało, kiedy rozmyślał o Yeeli? W takim razie to najcenniejsze, co miał. Posłał to na drugą stronę Ziemi, wypuszczając przy okazji odrobinę ciemności, by twory Yeeli były jeszcze bardziej widoczne. To coś niewielkiego z jego wnętrza nazwał Księżycem.
Zobaczył, że mimo iż zasłania on nieco jedną stronę Ziemi, Słońce rzuca tak dużo światła, że odbija je od Księżyca, tworząc srebrzystą tarczę. Nie widział nic piękniejszego od Yeeli, a jednocześnie tak samotnego jak on sam.
Powstanie Ludzi
Innae znowu poczuło zazdrość. Jego pobratymcy stworzyli coś tak pięknego z pomocą swoich mocy... A co takiego mogło dać ono? Spojrzawszy na Yeelę, pomyślało, że może udekorować Ziemię czymś, co przypominałoby jego samego, by widziała, że to również prezent dla niej.
Podeszło więc do Ziemi i ukształtowało z jej serca ludzi, a następnie wydobyło z jego wnętrza cząstkę, którą tchnęło w swoje stworzenia. Były żywe i ruchliwe, pełne emocji, które odczuwało Innae. Pozostali bogowie nie potrafili tego powtórzyć, lecz postanowili po raz kolejny dać coś od siebie.
Zaczęło się od Elii, której spodobały się dzieci Innae. Pozostawiła im swoje błogosławieństwo i nauczyła, jak uprawiać ziemię, zbierać plony i dbać o wszystko, co rodzi się i co umiera. Tym sposobem powstali Eliowie. Pozostałe pół Istoty jednak znacznie przewyższały Eliów.
Powstanie Milanów
Mila skinieniem palca połączyła wodne pasma z błotnym człowiekiem. W efekcie powstał pierwszy Milan. Jego skóra przypominała szafiry, a włosy wyglądały niczym wodospad - były lśniące i miękkie, w kolorze rzecznego piasku. Tylko oczy były nieludzko czarujące i okrutne jednocześnie, czarne - jak najmroczniejsze głębiny. Stworzyli osadę z dala od innych, uważając siebie za najlepszych i najdoskonalszych.
Powstanie Hirshów
Pół istoty zwane Hirshami były dokładnie tym, co reprezentował sobą ukochany Elii. Mieli ciemną skórę i bursztynowe oczy. Powstał z nich spokojny, rodzinny naród, wspierający się, wielbiący całym sercem swego ojca. Cierpliwość, którą w sobie mieli, pomogła im w hodowaniu zwierząt, oswajaniu i trenowaniu ich. To jednak nie wszystko, co potrafili. Ich ciała, całkowicie odporne na żar, mogły zapłonąć niczym pochodnie.
Powstanie Swoshów
Dzieci Swosha zaraz po Eliach - czy po prostu ludziach - nie wyróżniały się tak, jak Hirshe czy Milanowie. Wyglądały wręcz tak zwyczajnie, że gdyby jeden z nich przeszedł obok, nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Z pozoru byli przeciętni, lecz ich skóra zdawała się nigdy nie zaznać słońca ani ciepła. Oczy miały barwę rozwodnionej zieleni, bystre i przenikliwe, niemal przecinające przestrzeń tam, gdzie padł ich wzrok.
Swosh dał im włosy swej ukochanej. Ziemisty odcień nie był aż tak żywy, przez co wyglądały jak wypłowiałe. Nie można było też odmówić Swoshom szybkości. Nadludzka prędkość na lądzie potrafiła prześcigać nawet Milów, którzy w swym wodnym środowisku byli niepokonani. Swoshe zmieszali się z ludźmi Elii, żyjąc wszędzie tam, gdzie oni.
Miłość Bogów
Wszystko musi się równoważyć. Miłość i nienawiść, odwaga i strach, światło oraz ciemność. Tak samo starania Yeeli o Leira były niestrudzone i nieprzerwane. Nie mogła przebić się przez fasadę ciemności swego wybranka. Nie wiedziała jednak, że to, co się za nią kryło, było miłością do niej równie silną, co jej własne uczucia. Yeela nie widziała w swojej naiwności tego, co dostrzegał Leir. Mianowicie światło i ciemność pożerają się nawzajem. Leir miał świadomość, że ta miłość unicestwiłaby ich oboje, dlatego nie odważył się opuścić swoich czarnych jak noc skrzydeł dla jednej egoistycznej chwili.
Nie mógłby istnieć bez niej, tak jak ona bez niego. Yeela była świadoma konsekwencji, ale różnica polegała na tym, że ona pragnęła tej jednej chwili bez względu na cenę.
Innae przyglądało się tej tragicznej sytuacji, rozmyślając, a zazdrość zaczęła wypełniać całe jego wnętrze. Wpadło na pomysł, by określić samego siebie nieco klarowniej, tak, by spodobać się Yeeli. Przybrał męską postać, doroślejszą, tworząc przy okazji skrzydła na podobieństwo Leira, które zostały utkane z szeptów. Otulił nimi piękną Yeelę, kompletnie ignorując rozwój Ziemi, po czym zaczął szeptać:
- Piękna Yeelo, Istoto światła, ideale, ból sprawia mi patrzenie jak cierpisz. Czy ktoś, kto wciąż ci się opiera, może cię kochać? Ja będę przy tobie na zawsze. Leir nie ma odwagi albo nie odwzajemnia twych uczuć. Ja jestem tu dla ciebie, odmieniony dla ciebie, pozostając twym wiernym sługą, gdy tylko zajdzie taka potrzeba.
Innae wiedziało, że to nie wystarczy. Yeela wciąż miała w sobie ziarenko nadziei, które uporczywie nie gasło.
- Mądry Innae, ojcze nowego stworzenia, nie mogłabym się okłamywać. Brzydzę się kłamstwem, więc szczerze powiem, że w momencie naszego zaistnienia poczułam nierozerwalną więź z Leirem. Nie jestem w stanie go zostawić. Wiem, że on czuje to samo, choć nie chce do siebie dopuścić tego uczucia.
- Ktoś, kto czułby tę więź, nie byłby w stanie się jej oprzeć, nie sądzisz, dobra Yeelo? Myślę jednak, że można to sprawdzić. Zrobię dla ciebie wszystko.
- Porozmawiaj z nim, proszę, Innae. Spytaj go, czy darzy mnie tym samym uczuciem, albowiem nie zniosę dłużej stanu, w którym trwam. A jeśli powie, że tak, dam mu czas, by mógł przygotować się na nasze pierwsze i ostatnie spotkanie. Siedem ziemskich dni, tak jak nas jest siedmioro.
Innae skinęło głową i ruszyło do Leira. Przebiwszy się szeptami przez jego masywne skrzydła ciemności, dostrzegł go pierwszy raz w pełnej krasie. Innae nie spodziewał się tego, co ujrzał. Zaśmiał się w zażenowaniu widząc, jak marnie wyszło mu upodobnienie się do Leira. Był piękny jak Yeela, ale ostrzejszy, był jej lustrzanym odbiciem, a jednocześnie przeciwieństwem. Od razu dotarło do niego, że tych dwoje było dla siebie stworzonych. Uzupełniali się tak jak nikt inny.
Granatowe oczy, w których odbijały się gwiazdy stworzone przez Yeelę, przypominały nocne niebo na świeżo stworzonej Ziemi. Spojrzał na niego chłodno, pytająco, jakby zirytowany tym, że ktoś zakłóca jego spokój.
- Przybyłem jako posłaniec Yeeli.
Potężna sylwetka Leira jakby drgnęła, gdy gość wymówił jej imię, ale twarz nadal nie uległa zmianie. A zatem trzeba mu pokazać, że na nią nie zasługuje.
- Yeela nie jest w stanie dłużej bez ciebie istnieć. Jeśli ją kochasz prawdziwie, za siedem ziemskich dni spotkacie się sam na sam. Zastanów się przez ten czas, czy tego właśnie chcesz.
Ta informacja wstrząsnęła Leirem. Przerażały go konsekwencje takiego spotkania. Yeela, istota najpiękniejsza ze wszystkich, najczystsza, najwspanialsza, równoważąca wszystko w nim samym, miałaby przestać istnieć. Przez niego. Przez to, kim byli. W dodatku nie dała mu wyboru.
Oczywiście, że ją kochał. Przez niego i przez to, czym był, wszystkie nowe stworzenia jego pobratymców żyłyby w ciemności. Bez jej światła, jej dobra i czystości. To jednak niosło ze sobą naiwność, na którą Leir nie mógł jej pozwolić.
- Jednakże jest jeden sposób.
Te słowa przyciągnęły uwagę Leira. Od dawna widział starania Innae. Szepty, którymi otaczał i koił Yeelę, ignorując wszystko wokół. Stał się jej powiernikiem w sprawie tak dla niej ważnej. Ufała mu. Innae kontynuował:
- Jeśli zależy ci na niej, odejdź na Ziemię. Kiedy cię nie będzie, ona nie będzie w stanie przestać istnieć.
"To ja będę przy niej" - pomyślał, ale słowa jakby same wymalowały się na jego twarzy.
- Jeśli naprawdę ją kochasz, zrezygnujesz ze swej boskości dla dobra jej i nowych stworzeń. Zabierz tę miłość tam, gdzie nie będzie mogła jej odszukać ani wyczuć. Zrób to za siedem dni, bym i ja był gotowy do działań o jej przeżycie.
- Cóż takiego zrobisz? - spytał zrezygnowany Leir, wiedząc, że niebawem już na zawsze straci to, co było dla niego najcenniejsze. Czuł jednocześnie, że coś mu umyka, ale istnienie Yeeli było dla niego cenniejsze niż domysły.
- Zostaw to mnie. Mam zaledwie kilka dni na uratowanie jej i otoczenie opieką tak, by nic złego się nie wydarzyło.
Leir skinął głową, a po odejściu Innae zatopił się w swoim cierpieniu, czasem tylko spoglądając w stronę Yeeli, by zapamiętać każdy skrawek jej idealnego jestestwa, tak długo aż jej obraz wypalił się w nim samym. Przez kolejne dni, kiedy Yeela niestrudzenie wysyłała czyste iskierki swojego blasku w kierunku ciemności, Innae szeptał do niej różne słowa, które miały zasiać w niej ziarno zwątpienia. Bez narzucania się, powoli, ale sukcesywnie szepty doprowadziły do tego, że ziarno wykiełkowało.
Siódmego dnia Yeela po raz ostatni wysłała swoją iskrę, pełną tęsknoty za tym, czego nigdy nie miała. Trzymała wspierającą dłoń mądrego Innae, czując przy tym stabilność, której było jej brak. Tak długo czekała na Leira, że zbliżyła się do Innae. Nie czuła jego intrygi. Od początku chciało ją mieć tylko dla siebie, w swej zazdrości niezdolne do prawdziwej oceny uczucia dwóch istot połączonych tragiczną, nierozerwalną więzią.
Leir odsłonił się spod swych czarnych skrzydeł, przyjmując iskierkę wysłaną prosto w jego wnętrze. W momencie, w którym go przeszyła, zrozumiał, że to sztylet. Innae, tak jak ukształtował ludzi, tak przekształcił pełną nadziei iskrę w broń, która pozbawiła Leira znacznej części jego boskości.
Sztylet ze światła był zimny i ciepły jednocześnie. Wypełniony nie tylko nadzieją, ale też zazdrością Innae. Leir spojrzał ostatni raz w kierunku Yeeli. Nie wierzył w to, że chciała go unicestwić, jednocześnie dostrzegając ich splecione dłonie. "To mogła być moja dłoń" - pomyślał w rozpaczy. "Chociaż przez moment to mogłem być ja."
Istota Ciemności, wielki bóg Leir, zapadł się w sobie, a jego cząstki upadły na najzimniejszą część Ziemi, za północnymi górami, gdzie światło Słońca sięgało najrzadziej. Tak powstali Leirowie, nieliczny lud, który nigdzie indziej nie mógł dla siebie znaleźć miejsca. Wypędzeni, a później przeklęci przez resztę istot.
Yeela, widząc to, nie rozumiejąc w pełni, co się wydarzyło, pierwszy raz w swym istnieniu odkryła, czym jest cierpienie. Innae przytulił ją, szepcząc o zdradzie Leira. W trakcie, kiedy piękna Istota Światła próbowała zrozumieć decyzję ukochanego, jej powiernik wciąż sączył jej w uszy jad. Tuląc ją, mówił o strachu, który wypełniał Leira.
- Wiesz sama, moja piękna, że gdyby czuł to samo, zaryzykowałby. Miałaś dla niego tak wiele, a on postanowił od tego uciec.
Widziało jednak, że te słowa nie pomagają, przyciągają uwagę, ale niewystarczająco. Yeela rozpaczliwie zaczęła szukać po wszechświecie choć śladu Leira, niestety bezskutecznie. Pozostała jedynie przenikliwa cząstka ciemności, którą wysłał, by wzmocnić blask jej gwiazd, ale ani odrobiny jego samego.
W końcu pomyślała, że skoro ona istnieje, on też gdzieś nadal jest. Wszystko we wszechświecie musi mieć równowagę. Zrozumiała również swój błąd, nie dając mu wyboru poza wspólnym unicestwieniem, a jednocześnie dając mu tak niewiele czasu. Nie wiedziała, co zrobił Innae i nie dopuszczała do siebie myśli, że mógłby mieć nieczyste intencje, poprosiła go więc o ostatnią rzecz.
- Przyjacielu mój, mądra Istoto Duszy, widzę i wierzę, że mnie nie opuścisz, dlatego mam ostatnią prośbę. Proszę, strzeż mnie, dopóki mój ukochany Leir nie odnajdzie do mnie drogi, tak jak moje iskry zawsze odnajdywały drogę do niego.
Po tych słowach bez dalszej zwłoki skumulowała w sobie światło najmocniej, jak potrafiła. Niewielkie jego drobiny spadły we wszystkie strony ziemi, a ona sama zmieniła się w przepiękny, smukły, mleczno-bezbarwny kryształ, który mienił się tysiącami odcieni, kiedy padało na niego Słońce. Upadł w samym centrum lądu, nie wiedząc, jak blisko swego ukochanego jest. Zakochanych dzieliły - tylko i aż - potężne góry nazwane później Górami Dairosh.
Innae, sfrustrowane tym, co się wydarzyło wpadło w szał. Nasłało tych, których stworzył, ludzi wpieranych przez Elię na poszukiwanie każdego z cząstką Leira, by nigdy nie mogli się połączyć. W końcu, gdy żadne z ludzi nie mogło przekroczyć gór, w złości nakazał także innym stworzeniom odszukać i zabić swój cel. I mimo próśb i błagań swych pobratymców o pozostawienie ich ludów w spokoju, Innae nie spoczęło. Właśnie ono natchnęło życiem ich wszystkich, bez względu na dalsze modyfikacje.
Góry Dairosh były jednak nadal zbyt dużym wyzwaniem dla wszystkich. Uznało więc, że skoro nie można ich przebyć, Kryształ Yeeli będzie bezpieczny. Dla pewności zmniejszył się jednak na tyle, by móc przy nim stanąć. Kilkoro stworzeń było przy tym i padło na kolana przed swym bogiem. Wśród nich znajdowali się głównie Eliowie, najbliżsi jemu samemu. Brzydzili go poniekąd. Widziało, jak niedoskonali byli w porównaniu do nich, Istot, ale mieli w sobie jego cząstkę. Rozum i mądrość, ale także całą gamę innych uczuć, które w nim egzystowały.
Postanowiło więc zrobić z tych ludzi strażników. Nakazało im spisać historię jego i Yeeli, pięknej bogini światła, którą chciał ukraść Leir. Jako że byli przez ono stworzeni, ludzie uwierzyli w każde słowo boga mądrości.
- Swym życiem musicie strzec tego Kryształu. Daję wam moje błogosławieństwo i dar używania żywiołów. Od dzisiaj jesteście moimi Kapłanami, Strażnikami Najczystszego Kryształu.
Natchnęło ich drobinami uchowanych odpadków mocy, które wyzbierał po stworzeniu Ziemi. Nie mając litości po wszystkich tych wydarzeniach, egoistycznie dodało:
- Każdego roku, w najdłuższą noc, składajcie ofiary miłości i życia dla mej ukochanej, by jej blask lśnił w ciemności jeszcze mocniej.
To powiedziawszy, opuściło Ziemię. Czuło, będąc na niej, że wysysa zeń istnienie i wiedziało, że to zasługa Mili, Elii, Hirsha i Swosha. Rozpoznawało ich gniew domyślając się, że to z powodu rozdania mocy swym tworom, Kierowane było własnymi pobudkami, których nikt nie rozumiał. Gdy wróciło do Elementalnych, oni byli już gotowi. Karali Innae swymi mocami, by już nigdy nie mogło zejść na Ziemię, a jednocześnie płakali nad losem Yeeli i Leira.