Potrzebowałam chwili, aby dotarły do mnie jej słowa. Świat zawirował mi przed oczami, krew zawrzała. Ciśnienie wybiło poza skalę, grożąc zawałem. Nie byłam zdolna wykrztusić z siebie ani słowa. Siedziałam na krześle jak sparaliżowana i wpatrywałam się w kobietę szeroko otwartymi oczami.
Nie przyjdzie.
Zamrugałam. Elegancka kobieta przyjrzała mi się uważniej. Jej pomalowane paznokcie zawisły nad klawiaturą.
- Pani Hall?
Wstałam. Zacisnęłam palce na torebce z taką siłą, aż zbielały mi knykcie. Podeszłam do biurka i spojrzałam w błękitne tęczówki brunetki.
- Czy zechciałaby pani ustalić nową datę spotkania? - zapytała i zajrzała do kalendarza leżącego przed nią.
Czarne włosy do ramion były proste jak drut, kobieta miała lekko podmalowane oczy i czerwone usta. Biała koszula opinała jej ciało, czym podkreślała spory biust. Przeszło mi przez myśl, że cały ten White lubi otaczać się pięknymi kobietami.
- Nie - powiedziałam sucho. Asystentka podniosła wzrok i wbiła go we mnie. Jej twarz przypominała maskę, nie zdołałam odczytać z niej żadnej emocji. - Proszę przekazać panu White'owi, żeby wsadził sobie swój kalendarz w dupę.
Kobieta wysoko uniosła brwi, pozwalając sobie okazać zdumienie.
- Rozumiem - mruknęła, a jej wargi rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu.
Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie poniżył. Czekałam na niego pół godziny! Pierdolone trzydzieści minut, a ten dupek nawet się nie pojawił!
- Życzę mu, aby wylał na siebie świeżo zaparzoną kawę - syknęłam przez zaciśnięte zęby. Kobieta ściągnęła usta, próbując zapanować nad śmiechem. - Żeby go szlag jasny trafił. Niech go diabli biorą! Do widzenia.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam, głośno tupiąc obcasami. Kiedy drzwi windy się zamykały, usłyszałam jeszcze, jak asystentka wybucha głośnym śmiechem. Świetnie.
Kiedy przechodziłam przez hol, kierując się do wyjścia, zadzwonił mój telefon. To Alison, dzwoniła już trzeci raz. Nie potrafiłam odebrać, prawda nie przeszłaby mi przez gardło. Opowiem jej wszystko w domu.
Gdy mijałam grupkę młodych kobiet, usłyszałam strzępek ich rozmowy.
- Będziesz wieczorem na gali?
- Ojciec załatwił mi wejściówki. Nie przegapię okazji, żeby zobaczyć White'a w smokingu. Będzie odbierał nagrodę.
- Ten facet to chodzące seksualne marzenie większości kobiet na świecie.
Prychnęłam pod nosem, rozbawiona komentarzem jednej z nich.
- Znasz adres? Może pokręcę się na zewnątrz...
- Cipriani 25 Broadway.
Oddaliłam się od nich, ale zapamiętałam adres, a w mojej głowie zaczął kiełkować iście szatański plan zemsty. Życzyłam panu White'owi, żeby go diabli wzięli, więc dziś wieczorem diabeł sam do niego przyjdzie...
Ściągnęłam szpilki na klatce schodowej, zanim jeszcze dotarłam do mieszkania. Ledwo zamknęłam za sobą drzwi, gdy w korytarzu pojawiła się Alison. Jej widok lekko mnie zaskoczył, spodziewałam się, że będzie w cukierni.
- Ty nie w pracy? - spytałam.
Alison skrzyżowała ramiona na piersi. Spojrzała na mnie i sceptycznie uniosła brwi.
- Nie zadzwoniłaś, nie odebrałaś - zaczęła z wyrzutem. - Martwiłam się.
- Nie było o czym gadać - mruknęłam, po czym wyminęłam przyjaciółkę i skierowałam się do kuchni. Słyszałam, jak dziewczyna drepcze za mną.
- Pam! Nic nie rozumiem! Co się stało?
Westchnęłam ciężko. Wiedziałam, że będę musiała jej powiedzieć. Z trudem udało mi się przełknąć gorycz porażki.
- Nie pojawił się. Szanowny Carter White wystawił mnie do wiatru.
Słyszałam, jak zasysa głośno powietrze. Stanęłam z nią twarzą w twarz. Alison wykrzywiła usta ze złości.
- Jak to "wystawił"?! - zawołała, a dłonie zacisnęła w pięści.
- Nie przyszedł. Jest na tyle nadętym i aroganckim dupkiem, że po pół godziny mojego czekania poinformował asystentkę o swojej nieobecności.
- Co za fiut - wypluła z siebie Alison.
W myślach przybiłam jej piątkę.
Opadłam na krzesło i poczułam, że moja złość przeradza się powoli w rozpacz.
Ukryłam twarz w dłoniach.
- Kochana - powiedziała cicho przyjaciółka, gdy położyła mi dłoń na ramieniu.
- Co ja teraz zrobię? - spytałam łamiącym się głosem. - To jedyny inwestor, który był zainteresowany projektem.
- Facet zasłużył na najgorsze.
- I to dostanie. - Uniosłam głowę.
Alison spoglądała na mnie z góry skonsternowana.
- Nie rozumiem - przyznała w końcu.
Wygięłam usta w szatańskim uśmiechu.
- Znam to spojrzenie - powiedziała. - Co wymyśliłaś? Nawet nie próbuj realizować czegokolwiek beze mnie!
- To nie jest ambitny plan, Alison. Usłyszałam, jak napalone laski mówią, że dziś odbędzie się gala, na której pojawi się szanowny pan White. Pójdę tam i powiem mu prosto w twarz, co o nim myślę.
Blondynka postukała paznokciem w usta, w zamyśleniu spoglądając przez okno.
- Będziesz go prosić o pieniądze?
Prychnęłam oburzona.
- Oszalałaś? Niech je sobie w dupę wsadzi. Pokazał, jakiej klasy człowiekiem jest. Za żadne skarby nie zamierzam z nim współpracować!
- Bardzo dobrze. - Pokiwała głową. - Idź na to przyjęcie, wyszykuj się tak, by wyglądać jak milion dolarów, i pokaż mu, kto tu rządzi!
- Pomożesz mi się przygotować? - Spojrzałam na nią błagalnie.
Alison wyszczerzyła zęby w złowieszczym uśmiechu, którego nie powstydziłby się nawet najgorszy czarny charakter.
- Tak cię przygotuję, że ten cały White padnie ci do stóp.
- Dziękuję. - Objęłam ją w pasie i przytuliłam głowę do jej brzucha.
Alison pogładziła mnie po włosach.
- Dosyć tego mazania się. Podnoś dupę, czeka nas dużo pracy.
- Ten cały Carter zapamięta ten wieczór do końca życia.
Alison przybiła mi piątkę.
Spędziłam przed lustrem dwie godziny. Przyjaciółka znęcała się nade mną, ale musiałam przyznać, że efekt końcowy był tego warty. Moje długie ciemne włosy opadały delikatnymi falami do połowy pleców, kreska podkreślała oko, ale to kreacja robiła największe wrażenie.
Czerwona sukienka sięgała do połowy uda i idealnie opinała moją figurę, podkreślając niewielki biust i wcięcie w talii. Czułam się w niej nieprzyzwoicie, chociaż nie odsłaniała zbyt wiele. Satynowy materiał sprawiał, że wyglądała elegancko i szykownie. Alison miała rację, że to idealna kreacja na ten wieczór.
Czarne szpilki wygrzebane z wnętrza szafy mojej przyjaciółki miały wysoki i cienki obcas, który straszył już z daleka, a liczba paseczków lekko mnie przerażała. Co, jeśli nie dam rady w nich chodzić i ośmieszę się przed wszystkimi?
- Zawiozę cię - powiedziała blondynka, kiedy stałam przy drzwiach.
Zerknęłam na nią spod uniesionych brwi.
- Chcesz tam pojechać swoim Chevroletem? - spytałam, nie kryjąc przerażenia.
Przecież ten samochód ledwo jeździł!
- Wolisz w tym stroju jechać metrem? Życie ci niemiłe? - Otworzyłam usta, aby odpowiedzieć, że właśnie w obawie o własne życie nie podobał mi się ten pomysł, ale przerwała mi, zanim zaczęłam: - Za taksówkę zapłacisz majątek.
- Masz rację.
- Daj mi minutę. - Zniknęła w swoim pokoju.
Stukałam butem, czekając, aż zjawi się z powrotem. Na jej widok poczułam, jak zaczyna zjadać mnie stres. Alison w mig odgadła, że coś mnie trapi.
- Możemy zostać w domu.
- Nie, zasłużył sobie. Jak wejdziemy do środka?
- Coś wymyślimy.
Samochodem pokonałyśmy drogę w piętnaście minut, czemu winne były korki. Przemierzając nocą ulice Nowego Jorku, czułam, jak po raz kolejny to miasto wywiera na mnie ogromne wrażenie. Moi rodzice wiecznie żyli na uboczu, ale mnie od zawsze ciągnęło do wielkiego miasta. Przyjechałam tu na studia, a potem już nie wyobrażałam sobie życia gdzie indziej. Kochałam Nowy Jork.
Z daleka widziałam ogromną rzeźbę rozjuszonego byka i wiedziałam, że prawie byłyśmy na miejscu. Alison zaparkowała ulicę dalej, zgasiła silnik i spojrzała na mnie.
- Chodź, spróbujemy cię tam jakoś wcisnąć.
Wysiadłyśmy i zaczęłyśmy iść w kierunku wejścia. Z oddali zauważyłam, że drzwi strzegło dwóch facetów w garniturach. Każdy z nich trzymał w ręku listę gości.
Spanikowana chwyciłam Alison za rękę.
- Nie wpuszczą mnie! - szepnęłam przerażona.
- Wpuszczą. - Ciemne oczy blondynki rozbłysły.
- Boję się - przyznałam zgodnie z prawdą.
- Przestań, głupia. Znam jednego z ochroniarzy, chodziłam z nim w szkole.
Posłałam jej pełne zdumienia spojrzenia.
- W szkole czy do szkoły? - Zamiast odpowiedzieć, Alison wbiła mi łokieć w żebra. - Auć!
Zbliżyłyśmy się do drzwi. Jeden z mężczyzn stojących w wejściu nas zauważył. Jego spojrzenie przemknęło po mnie i zatrzymało się na przyjaciółce stojącej u mojego boku. Udało mi się dostrzec, jak wyraz jego twarzy ulega zmianie, a w oczach pojawia się błysk.
To bardzo przystojny mężczyzna. Wysoki, barczysty, z ciemnym zarostem i krótkimi włosami. Przemknęło mi przez myśl, że byłby idealnym kandydatem dla Alison.
- Alison? - spytał wyraźnie zaskoczony.
- Conrad? Świetnie wyglądasz!
Z boku obserwowałam, jak blondynka przechodzi przemianę w zupełnie inną osobę. Wypięła pierś do przodu, wciągnęła brzuch i zatrzepotała rzęsami. Jej głos stał się niski i uwodzicielski.
- Przepięknie się prezentujesz - powiedział owy Conrad. Stojąc z boku, przyglądałam się tej scenie z rozbawieniem. - Jesteście na liście?
Wymieniłyśmy z Alison spojrzenia.
- Moja przyjaciółka musi tam wejść... To sprawa życia i śmierci. - Blondynka wpatrywała się w ochroniarza błagalnym spojrzeniem, aż ten w końcu zmiękł.
- Zgoda, tylko szybko. - Odsunął barierkę, a ja wślizgnęłam się za nią bez wahania.
- Czekam na ciebie w samochodzie! - zawołała za mną.
Pomachałam jej ręką i weszłam do środka. Spodziewałam się raczej, że będzie flirtować z kolegą sprzed lat.
Weszłam na salę i zaniemówiłam. Moje stopy zamarły w progu, kiedy oczom ukazały się cudowne wnętrza. Dzięki grze świateł panował prawie półmrok, ale dalsza część sali, gdzie znajdowała się scena, była skąpana w fioletowo-biało-różowych kolorach. Okrągłe stoliki ustawiono w równych odstępach. Ale to kopuła i jej zdobienia skupiały na sobie uwagę. Wspaniałe rysunki... Całość wyglądała jak z bajki.
W środku panował niebywały ruch. Mignęło mi kilka osób z pierwszych stron gazet, a moje serce zabiło mocniej. Co ja tu robię? Zaraz na pewno się zbłaźnię. Muszę znaleźć White'a.
Zaraz, stop. Przecież ja nawet nie wiem, jak on wygląda. Miałam ochotę palnąć się ręką w czoło, jednak świadomość otaczających mnie osób wystarczająco zahamowała tę chęć.
Zaczepiłam przechodzącego obok kelnera z tacą. Wzięłam kieliszek szampana i uśmiechnęłam się słodko. Mężczyzna wypiął dumnie pierś, pewnie myśląc, że jestem kimś ważnym.
- Przepraszam, czy widzi pan może Cartera White'a? Nie mogę go znaleźć, a mamy ważną sprawę do omówienia.
Kelner omiótł salę spojrzeniem.
- Tak, stoi przy oknie. - Dyskretnie wskazał wysokiego mężczyznę w czarnym smokingu.
Wytrzeszczyłam na niego oczy. Ten przystojniak to Carter White?
- Ten z ciemnym zarostem rozmawiający z tym siwym?
- Tak, to ten - potwierdził, po czym odszedł, zostawiając mnie osłupiałą na środku sali.
Cholera jasna! Zamknęłam usta, bo właśnie zdałam sobie sprawę, że wpatrywałam się w White'a z otwartą buzią. Wysoki, miał szerokie ramiona i ciemny kilkudniowy zarost. Poważny wyraz twarzy świadczył o powadze rozmowy, jaką właśnie odbywał. Trzymał lampkę szampana w jednej dłoni, a drugą wsadził swobodnie do kieszeni spodni. Ciemne włosy były krótsze po bokach i dłuższe u góry, zaczesane na jeden bok. Skóra muśnięta słońcem...
Wyglądał, jakby właśnie zszedł z okładki magazynu.
Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam w jego stronę. Był zbyt zajęty rozmową, żeby mnie zauważyć. Czułam, jak drżą mi nogi z każdym kolejnym krokiem. Wtedy mnie olśniło. W ostatniej chwili zmieniłam kierunek trasy i obeszłam jeden ze stolików. Teraz znajdowałam się za plecami White'a. Podeszłam jeszcze trochę i...
- Ups! Tak bardzo przepraszam! - zawołałam, gdy zderzyłam się delikatnie z jego szerokimi plecami.
Poczułam, jak mężczyzna tężeje. Przechyliłam kieliszek, aby niezbyt znacząco zamoczyć jego marynarkę.
- Przepraszam pana - powiedział niskim głosem, od którego przeszły mnie ciarki.
Odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie z góry. Poczułam, jak oddech ugrzązł mi w gardle. Zatkałam dłonią usta, aby nie dać tego po sobie poznać.
- Co pani robi?
Przesunął ciemnym spojrzeniem po mojej sylwetce, zaciskając zęby.
- Najmocniej przepraszam, to przez te cholerne buty. Straciłam równowagę. - Posłałam przepraszający uśmiech w kierunku jego rozmówcy. - Delikatnie pana zalałam. To trzeba jak najszybciej usunąć, inaczej plamy nie będzie dało się wywabić. Proszę pozwolić mi to zrobić. Jest mi strasznie głupio.
Położyłam dłoń na jego przedramieniu i zaczęłam ciągnąć w kierunku łazienek, które widziałam przy wejściu. White spiął się pod wpływem dotyku. Jego ciemne oczy ciskały błyskawice, ale grzecznie ruszył ze mną, by uniknąć scen.
O matko, jak ten mężczyzna pachnie...
Serce waliło mi jak młotem, kiedy ramię w ramię przemierzaliśmy salę. Kilka kobiet odprowadziło nas wzrokiem, ale ja patrzyłam twardo przed siebie. Nie podniosłam też głowy, chociaż czułam na sobie wściekłe spojrzenie mężczyzny.
- Co pani wyprawia? - syknął mi wprost do ucha.
- Musimy jak najszybciej zająć się tą plamą - blefowałam.
Dotarliśmy do łazienek, a ja otworzyłam drzwi od damskiej i zajrzałam do środka. Wszystkie kabiny były puste, więc bezceremonialnie wepchnęłam White'a do pomieszczenia i zamknęłam za nami drzwi, po czym przekręciłam zamek, by zablokować wejście.
Mężczyzna poderwał głowę, spojrzał w kierunku drzwi, potem na mnie i uniósł pytająco brwi.
- Pani nas tu zamknęła? - spytał. Kącik jego ust drgnął lekko, demonstrując rozbawienie.
- Musimy porozmawiać. - Wyciągnęłam przed siebie palec i pogroziłam mu nim.
Zerknął przelotnie na moją rękę.
- Proszę pani, mogliśmy załatwić to inaczej. Wystarczyło umówić się po gali, odwiózłbym panią do hotelu... - urwał i zaczął wymownie się we mnie wpatrywać.
Wsunął dłonie do kieszeni, przyjmując nonszalancką pozę.
Gorąco rozlało się falą po całym moim ciele. Poczułam, jak policzki pokrywają mi się rumieńcami, a w brzuchu pojawia się dziwny skurcz.
Czy on właśnie zaproponował mi... seks?
Otworzyłam usta zszokowana, chociaż nie byłam w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. On po prostu stał przede mną i z zadowoleniem przyglądał się temu, jak próbuję odzyskać fason.
- Nie - warknęłam, po czym opuściłam rękę i zacisnęłam dłonie w pięści.
Cień uśmiechu zniknął z przystojnej twarzy mężczyzny.
- Nie? - powtórzył cicho.
Mój zdradziecki wzrok zsunął się na jego wargi.
Pam, weź się w garść! Ciężko mi było skupić myśli. Facet był tak diabelnie przystojny, że nie potrafiłam się pozbierać. A ten jego zapach...
- Nie. Przyszłam tu, żeby ci wygarnąć - zaczęłam, robiąc krok w jego stronę. Facet zacisnął zęby, gdy wyczuł zmianę mojego nastroju. Już nie kryłam wściekłości. - Jesteś nadętym i zapatrzonym w siebie snobem. Brak ci empatii i szacunku do drugiego człowieka.
Mój palec zetknął się z jego torsem. Wzięłam wdech i moje nozdrza wypełniły się jego perfumami. Z bliska spojrzałam mu prosto w oczy. W brązowych tęczówkach widziałam złote przebłyski.
- Nie rozumiem. - Delikatnie, aczkolwiek stanowczo odtrącił moją rękę. - Nie znam pani. I jakim prawem zaciąga mnie tu pani siłą i zamyka w damskiej toalecie? Proszę się odsunąć.
- Nie ma takiej opcji - zaprotestowałam, po czym zacisnęłam zęby.
Prychnął. Przysunął do mnie swoją twarz. Wstrzymałam oddech.
- Pani... - urwał i milczał kilka sekund, czekając, aż się przedstawię. Ja jednak nie miałam takiego zamiaru. - Bardzo urocza kobieto, zaraz naprawdę się zdenerwuję. Odsuń się od drzwi.
- Nie.
White prychnął pod nosem.
- Kobieto - wycedził przez zaciśnięte zęby. - O co ci chodzi?
Zmrużyłam oczy w wąskie szparki. Pozwoliłam, aby wściekłość przejęła kontrolę nad moim ciałem. Cała się gotowałam ze złości, krew we mnie wrzała.
- Mieliśmy spotkanie, a ty nie przyszedłeś! Wystawiłeś mnie do wiatru po tym, jak czekałam na ciebie pół godziny w twoim zasranym biurze! Gdzie ja teraz znajdę drugiego inwestora?!
White zamarł, niemal widziałam, jak pracują trybiki w jego głowie. Próbował sobie przypomnieć.
- Chodzi o pracę? - spytał zdumiony.
- A ty myślałeś, że o co?! - wrzasnęłam.
Przesunął dłonią po ułożonych włosach, mierzwiąc je lekko. Byłam wściekła, ale i tak błądziłam wzrokiem po jego twarzy. To najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego kiedykolwiek widziałam.
- Pani Hall? To pani była umówiona w sprawie otwarcia wydawnictwa? - upewnił się.
Jego postawa uległa zmianie, w oczach pojawił się inteligentny błysk. Przeszedł na tryb formalny.
- Tak! - Z ulgą wyrzuciłam ręce do góry.
Przynajmniej nasza rozmowa wreszcie zacznie dotyczyć spraw biznesowych.
- Nie mogłem dotrzeć tego dnia na spotkanie, przepraszam. Sprawy osobiste - powiedział.
- Słucham?
Ja straciłam szansę na spełnienie swojego marzenia przez jego sprawy osobiste?!
Nie wytrzymałam.
- Ty pieprzony egoisto! - Chciałam po raz kolejny dźgnąć go palcem, ale chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Nasze ciała zetknęły się ze sobą, serce waliło mi w piersi. Przez materiał czułam jego twarde mięśnie.
Oddychałam ciężko, oddech White również był przyspieszony...
Spojrzałam mu w oczy. Moje zielone spojrzenie wypełnione wściekłością skonfrontowało się z jego złotawym brązem. Lód kontra ogień.
Wtem jego wzrok zsunął się na moje usta. Mimowolnie rozchyliłam wargi. Ciemne oczy mężczyzny zmieniły wyraz, pociemniały. Całe moje ciało zaczęło płonąć i tym razem powodem nie była wściekłość, lecz zupełnie coś innego.
Pożądanie.
White pochylił głowę, nie odsunęłam się. Nawet nie drgnęłam. Czułam, jak delikatnie gładzi moją dłoń. Każdy jego ruch wywoływał dreszcze wzdłuż kręgosłupa.
Pocałował mnie. Musnął wargami, a kiedy nie dostał w twarz, wpił się w moje usta. Oddałam pocałunek, po raz pierwszy w życiu czując taki żar. Doskonale całował. Chwycił zębami moją dolną wargę i zassał na kilka sekund, a ja od razu zrobiłam się mokra. Nasze języki się spotkały.
Ktoś zapukał do drzwi. Odskoczyliśmy od siebie natychmiast. Dyszałam ciężko, położyłam dłoń na piersiach, aby uspokoić oddech. White wpatrywał się we mnie, jego oczy wypełniał ogień. Usta miał delikatnie spuchnięte. Przesunął dłonią po włosach, po czym wsadził ręce do kieszeni.
- Przepraszam - powiedział zachrypniętym głosem.
Z trudem powstrzymałam jęk. Niech on już nic nie mówi!
- To ja przepraszam.
- Zaplanujmy spotkanie na inny dzień. Chętnie wysłucham pani biznesplanu.
Ściągnęłam łopatki i uniosłam podbródek. Nie po to tu przyszłam.
- Nie, nie chcę pana pieniędzy. Chciałam tylko wygarnąć, że tak nie traktuje się ludzi.
White szybko ukrył zaskoczenie, które odmalowało się na jego twarzy.
- Rozumiem. W takim razie proszę otworzyć drzwi, ktoś czeka na zewnątrz.
Skinęłam głową i odwróciłam się do niego tyłem. Przekręciłam zamek i pociągnęłam za klamkę, ale drzwi nawet nie drgnęły. Spróbowałam jeszcze raz, tym razem szarpiąc mocniej.
- Co się dzieje? - spytał zza moich pleców.
- Zacięło się - mruknęłam, szarpiąc nerwowo.
- Co? Pokaż to.
Nie zdążyłam się odsunąć, kiedy poczułam jego obecność tuż za sobą. Zobaczyłam, jak ręką sięga w kierunku klamki. Jego klatka piersiowa zetknęła się z moimi plecami. Czułam, jak napinają się mięśnie mężczyzny, kiedy szarpnął mocniej.
- Kurwa mać - zaklął.
- Ja... - zaczęłam i urwałam.
Po raz kolejny znalazłam się zbyt blisko niego. Nogi jeszcze mi się trzęsły, a na ustach ciągle czułam jego smak. To był najbardziej zmysłowy pocałunek w moim życiu. Zapach White'a burzył moją samokontrolę, atakował wszystkie zmysły. Ten facet był niebezpieczny.
- Utknęliśmy tutaj?
Wymknęłam się pod jego ramieniem, potrzebowałam przestrzeni.
- Coś się zacięło...
Mężczyzna zacisnął zęby, poruszając szczęką. Wściekłość wprost emanowała z jego ciała, tak samo jak potęga i pewność siebie. Paradoksalnie w jego towarzystwie czułam się bezpiecznie.
White walnął pięścią w drzwi, aż podskoczyłam przestraszona. Nie spodziewałam się tego.
- Nie wierzę - mruknął sam do siebie.
Podniósł głowę i przeszył mnie lodowatym spojrzeniem. Wyprostowałam się i z dumą uniosłam podbródek.
- Co? - warknęłam. - Przecież nie zrobiłam tego specjalnie.
- Jesteś wariatką.