ROZDZIAŁ 1
Jadąc na salę treningową, Ignacy Sznyder przez cały czas odczuwał przyjemne mrowienie w brzuchu. Od tygodni nawet nie zrobił pompki, co jeszcze do niedawna było niemożliwością. Jako były zawodnik MMA i uczestnik Mistrzostw Europy w submission fightingu latami dbał o formę, nie tolerując lenistwa. Nie odpuszczał nawet w chwilach największego kryzysu, wyładowując złość na ringu. Często zastanawiał się, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby niesłuszne oskarżenie o doping i zaginięcie brata nie pchnęły go w stronę uzależnienia od alkoholu i leków uspokajających. Czy byłby dziś mistrzem świata? A może tak naprawdę nigdy nie był na to wystarczająco silny psychicznie? Igi często słyszał od jednego ze swoich trenerów, że "sport to przede wszystkim głowa". Czyżby los postanowił go przetestować, zsyłając na niego te wszystkie tragedie? Jeśli tak, to Igi nie zdał egzaminu.
Już z oddali dostrzegł stojącego przed budynkiem Michała Bołżynowa. Zaparkował na ostatnim wolnym miejscu czarnego jeepa, którego dostał w prezencie od swojej wspólniczki Sandry Milton, po czym wyciągnął kluczyk ze stacyjki, opuścił pojazd i ruszył w stronę wieloletniego przyjaciela.
- A co to za uśmieszek? - spytał Michał, a następnie uścisnął Igiego.
- A co, mam płakać? Już dość się w życiu napłakałem...
- Nie wiem, stary... Jeszcze miesiąc temu twierdziłeś, że ten świat jest do dupy.
- A jak ty byś się czuł, gdyby lekarz kazał ci leżeć całymi dniami nieruchomo w łóżku? - spytał Igi w odpowiedzi. - Poza tym bałem się, że już nigdy nie będę mógł trenować.
- Moim zdaniem powinieneś dać sobie na wstrzymanie przynajmniej do końca roku, ale nie zamierzam cię przekonywać. Najwyżej wykitujesz mi na macie. - Michał doskonale wiedział, że gdy przyjaciel się na coś uprze, to nie ma z nim dyskusji.
- Zróbmy zatem lżejszy trening, okej? - zaproponował Igi, po czym przystanął i dodał nieco poważniejszym tonem: - Słuchaj, Miki, mam świadomość, że równie dobrze mogłem już leżeć pod ziemią jak mój ojciec, ale najwyższy czas, bym zaczął cokolwiek robić. Nienawidzę bezczynności. Poza tym wydaje mi się, że ostatnio przytyłem...
- To chyba dobrze? Wracasz do zdrowia. - Michał poklepał go po ramieniu. - Przecież i tak ważysz jakieś dziesięć kilo mniej niż przed wypadkiem.
- To nie był wypadek, a próba zabójstwa - sprecyzował Igi.
- Tak, wiem, ale uznałem, że lepiej użyć łagodniejszego określenia, by nie nakręcać cię przed treningiem.
Nie było dnia, by Sznyder nie wracał myślami do starcia ze Skorpionem i jego bandziorami. Dwa strzały w brzuch teoretycznie powinny załatwić sprawę, a jednak jemu udało się oszukać przeznaczenie. Nie miał pojęcia, jak to się stało, że ocalał. Podobno lekarze nie dawali mu większych szans. Po wszystkim mówili, że słabszy i mniej wysportowany organizm nie zniósłby tak poważnych obrażeń. Igi wiedział jednak, że to dzięki pomocy Sandry, Tamary i Leny, które zawiozły go w porę do szpitala, nie umarł w domu Aleksandra Łyski. Brakowało mu słów, by wyrazić, jak bardzo był im wdzięczny.
Podczas treningu z trudem powstrzymywał się przed wykonaniem ruchów, które mogłyby niebezpiecznie naciągnąć mu brzuch.
- Kurwa - syknął w pewnym momencie i pokręcił z niezadowoleniem głową. - Nawet emeryci nie ćwiczą tak powoli i zachowawczo. Właściwie to tylko macham jak głupi rękami. Jaki to ma sens?
- Spokojnie, stary. Wszystko w swoim czasie. Jako sportowiec wiesz najlepiej, że niekiedy potrzeba lat, by zbudować formę, a wystarczy chwila, by ją stracić. Wrócisz do siebie, ale tylko pod warunkiem, że nie będziesz się szarpał. Cierpliwości.
- Zawsze byłeś mądralą, Miki - odparł z przekąsem Igi. - Ale i tak cię lubię.
Bołżynow uniósł brwi i obrzucił przyjaciela zdziwionym spojrzeniem.
- Już dawno nie słyszałem od ciebie komplementu. Zdecydowanie wracasz do zdrowia.
Kwadrans później zeszli z ringu i udali się do szatni. Po opuszczeniu kabiny prysznicowej Igi stanął przed lustrem i zatopił wzrok w bliznach na swoim brzuchu. Chirurg powiedział mu, że za jakiś czas będzie mógł się ich pozbyć, ale on nie był przekonany, czy na pewno tego chce. W pewnym sensie pragnął, by już zawsze przypominały mu o potworach, które omal nie odebrały mu życia. Skorpion w swoim bestialstwie tylko utwierdził go w przekonaniu, że obrał w życiu właściwą drogę. Chciał dalej pomagać bliskim zaginionych osób i ścigać przestępców, którzy stawiają się ponad wszystkimi.
- Dobra robota, Igi - skomplementował go przebierający się Michał.
- Czy ja wiem... Nawet się nie spociłem.
- Myślałem, że będzie gorzej i po paru minutach opadniesz z sił. Nieźle sobie poradziłeś.
- Sugerujesz, że nim się obejrzysz, znów będę cię napieprzał?
Pytanie sprawiło, że przyjaciel musiał zdusić chichot.
- Gdybyś tylko wiedział, ile razy w życiu dawałem ci fory...
- Jasne, jasne.
Po wyjściu na zewnątrz Igi uścisnął dłoń Michała i umówił się z nim na następny tydzień.
- A może wpadniesz do nas w piątek wieczorem? Gośka ciągle o ciebie wypytuje...
- Stęskniła się?
- Na to wygląda - powiedział Michał bez przekonania.
- Hm... Wydawało mi się, że za mną nie przepada.
- Gośka nikogo nie lubi. Ale ciebie zawsze nie lubiła odrobinę mniej. Przez pewien czas byłem nawet zazdrosny.
- Serio? Wiesz, że nie jest w moim typie.
- Wiem, stary. Do piątku! - Michał uniósł rękę w geście pożegnania i oddalił się w stronę swojego auta.
- Nie potwierdziłem przecież, że będę!
- Będziesz, bo ja tak mówię. Na razie!
*
Igi wrócił do domu i już w progu zdjął swoją ukochaną czapkę z daszkiem, na której widniało godło Polski. To była ostatnia rzecz, jaka pozostała mu po Tymonie, który dał mu ją w prezencie tuż przed Mistrzostwami Europy. Tęsknota za bratem powodowała ból silniejszy niż ten, który Igi odczuwał w szpitalu, gdy przestawały działać leki przeciwbólowe. Wciąż niczego nie zrobił w kierunku rozwiązania zagadki zaginięcia Tymona. Nie tracił jednak nadziei, że pewnego dnia natrafi na jego ślad i sprowadzi go do domu. Obiecał to mamie i zamierzał dotrzymać słowa. Wierzył, że brat gdzieś tam jest, ale z jakiegoś powodu nie może wrócić. Czasem zazdrościł Sandrze, że po czterech latach udało jej się odzyskać siostrę. A jeśli Tymon też z jakiegoś powodu się ukrywał?
Igi marzył o choćby małym łyku whisky, ale lekarze zabronili mu pić alkohol. Tłumaczyli, że nie powinien dodatkowo osłabiać organizmu. Ostatnio wypowiedział się na ten temat w rozmowie z Sandrą:
- Jestem innego zdania. Im wcześniej zacznę wracać do dawnych nawyków, tym szybciej mój organizm wróci do siebie.
- Zrobisz, co zechcesz. To twoje ciało i twoje życie. Ale nie licz na to, że będę ci za każdym razem ratować dupę. - Kobieta przyglądała mu się z kpiącym uśmiechem.
Igi podszedł do regału i przez parę sekund wpatrywał się w trzymaną w dłoni butelkę whisky.
- Następnym razem, kochanie - mruknął, po czym odłożył ją na miejsce i otworzył szufladę, z której wyjął przygotowanego wcześniej skręta. Tego nie zamierzał sobie odmawiać. Gdy ostatnim razem Sandra zwróciła mu z tego powodu uwagę, odrzekł, że przecież należy mu się coś od życia.
- Przyjemności są dla zdrowych. A ty wyglądasz gorzej niż książę Filip u schyłku życia.
- Uuu... Widzę, że komuś się włączył czarny humor.
- Doprawdy? Radzę ci zatem spojrzeć w lustro, a potem przypomnieć sobie, kto nalegał, by wrócić po ciebie wtedy do domu Olka.
- Jesteś kochana, Sandra. Dziękuję ci po raz setny za uratowanie życia! - Igi rozłożył szeroko ręce i ruszył ku przyjaciółce z ustami złożonymi w dzióbek.
- Przestań, głupku! - Rozbawiona cofnęła się gwałtownie, próbując ukryć zaskoczenie. - Po prostu wstrzymaj się z jaraniem na jakiś czas.
- Spróbuję, ale nie wiem, w czym miałoby mi to zaszkodzić. Marihuana pomaga uśmierzyć ból.
- Którego prawie już nie odczuwasz - zauważyła Sandra.
- Tak myślisz? A zresztą ty też nie jesteś święta - nie poddawał się Igi.
Przyparta do muru Sandra poczuła, że musi złagodzić retorykę.
- Palę raz na jakiś czas. Wielka mi rzecz, ale w porządku: jaraj sobie, ile chcesz, ale nie zdziw się, jeśli pewnego dnia z twojego mózgu zostanie tylko bezużyteczna papka.
- Przesadzasz.
- Wcale nie. Potrzebuję cię sprawnego umysłowo, Igi.
- Dobra, niech ci będzie: jeden skręt na tydzień. Zadowolona?
- Powiedzmy - odrzekła bez przekonania w głosie.
Igi leżał na kanapie z zamkniętymi oczami, wsłuchując się w przeboje Lady Pank. Zrelaksowany zaciągnął się po raz trzeci, a potem podniósł się i zgasił skręta w popielniczce. Nim zdążył wrócić do pozycji leżącej, usłyszał dźwięk domofonu. Był pewny, że to Sandra.
Dwie minuty później jego wspólniczka weszła do środka bez pukania, dźwigając siatkę pełną zakupów.
- Cze - powiedziała cicho, stawiając siatkę na podłodze i zdejmując białe adidasy i szarą bluzę z kapturem. - Smród zioła czuć aż przy windzie.
- I co z tego? W tym bloku wszyscy jarają. I zanim mnie skrytykujesz: to mój pierwszy skręt w tym tygodniu.
- Brawo - rzuciła i ruszyła w stronę kuchni. - Otwórz okno, bo nie da się oddychać. Masz ochotę na tosty?
- Chętnie. Pomogę ci.
- Nie trzeba. Leż i odpoczywaj.
Igi zignorował słowa przyjaciółki i podniósł się z kanapy.
- Nie musisz się mną już dłużej opiekować. Poradzę sobie. Doktor ostatnio pochwalił mnie za błyskawiczną rekonwalescencję.
- To dlatego, że pilnuję, byś nie zrobił niczego głupiego - powiedziała wykładająca na blat produkty Sandra. - Agencja cię potrzebuje.
- No tak, przecież chodzi tylko o nią... - Igi miał ochotę wtulić się w plecy i kark kobiety, ale wiedział, że tylko by ją tym rozzłościł. Im lepiej ją poznawał, tym częściej zastanawiał się, jaka była dawna Sandra, ta sprzed tragedii, w wyniku której zginął jej ojciec, a siostra została uprowadzona. Czy byłoby im łatwiej znaleźć wspólny język? A może właśnie wręcz przeciwnie? Czy ambitna, pewna siebie i przebojowa dziewczyna zainteresowałaby się kimś takim jak on? Rzadko słyszał od kobiet negatywne komentarze na swój temat, ale z większością spotykał się wyłącznie dla seksu. Gdy starał się stworzyć z którąś relację, dowiadywał się, że jest "zdziecinniałym osiłkiem, któremu wydaje się, że życie to ciągła zabawa" lub "zapatrzonym w siebie półgłówkiem, który nie ma pojęcia, jak obchodzić się z kobietą". Bolały go te komentarze, bo ich autorki doskonale wiedziały, jak długą drogę przeszedł, zanim osiągnął aktualny względny spokój ducha.
Nalegał, że pomoże Sandrze w przygotowywaniu kolacji, ale udało się jej przepędzić go do salonu. Wkrótce przyszła do niego z dużym talerzem pachnących tostów.
- Kupiłam też białe wino, ale nie możesz mieć dwóch przyjemności jednocześnie.
- Wziąłem tylko trzy buchy. No weź, Sandra... - odparł błagalnym tonem.
Kobieta pokręciła głową i odrzekła:
- Lepiej nic już nie mów. Smacznego.
Tosty z salami i bekonem tak bardzo smakowały Igiemu, że pochłonął je w mgnieniu oka.
- Widzę, że wraca ci apetyt. Masz ochotę na więcej?
- Zdecydowanie, ale tym razem nie wygonisz mnie z kuchni. Pójdę przodem.
Kilka minut później Sandra przyglądała się w milczeniu przyjacielowi, który kładł kawałki mięsa na posmarowane masłem pieczywo. Nie mówiła mu tego, ale tamtej krytycznej nocy była pewna, że mężczyzna nie dożyje poranku. Po trwającej kilka godzin operacji, w trakcie której medykom cudem udało się zatamować rozległy krwotok, pojawiła się iskierka nadziei. Wkrótce jednak doszło do nagłego skoku ciśnienia krwi. Sandra nerwowo zaczepiała napotykanych na korytarzu lekarzy i pielęgniarki, jednak nikt nic nie mówił. Wreszcie wyczerpana zasnęła na krześle i ocknęła się trzy godziny później. Wtedy dowiedziała się, że najgorsze już minęło.
- Czy mogę do niego wejść, doktorze? - spytała ze łzami w oczach.
- Tylko na chwilę. - Następnie lekarz wyjaśnił jej, że wprowadzono Igiego w stan śpiączki farmakologicznej, by jego organizm mógł się szybciej zregenerować.
Sandra niepewnie przekroczyła próg przyciemnionej sali i zbliżyła się do łóżka, w którym leżał nieprzytomny Igi. Do oczu cisnęły jej się łzy, ale wiedziała, że musi być silna. Czekało ją wiele wyzwań. Planowała jeszcze tego samego dnia powiadomić o wszystkim Irenę Sznyder. Najchętniej by tego nie robiła, bo matka przyjaciela dopiero co straciła męża. Nie wybaczyłaby sobie jednak, gdyby stan Igiego nagle dramatycznie się pogorszył, a pani Sznyder nie dostała szansy na pożegnanie się z synem.
- Och, Igi... - westchnęła, a następnie podniosła stojące przy ścianie krzesło i postawiła je przy łóżku. Siedziała w milczeniu, masując zewnętrzną część jego zimnej dłoni. Rozmyślała o ostatnich wydarzeniach i zastanawiała się, czy popełniła gdzieś błąd. Skorpionowi udało się ich przechytrzyć. Drugi raz nie mogą na to pozwolić.
- Co słychać w agencji? - spytał w drodze do salonu Igi. W ostatnim czasie zaglądał do biura raz na dwa, trzy dni i zajmował się tam głównie papierkową robotą. Marzył o powrocie w pełnym tego słowa znaczeniu, ale Sandra upierała się, że jeszcze na to za wcześnie.
- Wyobraź sobie, że Jeleński się odnalazł - nawiązała do sprawy zaginionego przed tygodniem producenta żarówek. Jego zrozpaczona żona była pewna, że ktoś napadł na niego w lesie, w którym lubił biegać.
- Niech zgadnę: uciekł z kochanką? - Igi usiadł na kanapie i dorwał się do pierwszego tostu.
- Tia... A liczyłam na ekscytujące śledztwo. - Sandra rozłożyła ręce.
- Mało ci wrażeń po rollercoasterze z Kaftanem? - Mężczyzna uniósł prawy kącik ust.
- Powiedzmy, że zaczynam się uzależniać od niebezpiecznych doznań.
- Wraca stara Sandra Milton: nieustraszona dziennikarka śledcza, która nie cofnie się przed niczym, by wymierzyć sprawiedliwość parszywcom tego świata - powiedział Igi, przeżuwając kawałek tostu. - Tylko żeby nie przyszło ci do głowy porzucać agencję.
- Prędzej przemaluję się na brunetkę. - Przejechała dłonią po krótkich włosach w kolorze blond.
- A co z nowym detektywem? Przeglądałem wczoraj nadesłane CV, ale szczerze mówiąc, żadne nie urywa dupy.
- Mam podobne odczucia. - Sandra wydała z siebie głośne westchnięcie. Agencja Poszukiwań Osób Zaginionych "ECHO" rozwijała się w szybkim tempie. Z miesiąca na miesiąc przybywało spraw, ale brakowało osób, które mogłyby się nimi zająć. Sandra nie mogła już patrzeć na to, ile pieniędzy przechodziło im między palcami. Nie przypuszczała, że znalezienie sensownego detektywa będzie tak trudne. - Pomyślałam, że poruszę kontakty w śniadaniówkach i dużych portalach.
- Mówiłaś, że ostatnie czego chcesz, to powrót do mediów - zauważył Igi.
- To prawda, ale dobrze wiesz, że one dają ogromne zasięgi.
- Wstrzymaj się z tym na razie. Może zgłosi się do nas ktoś sensowny.
Sandra przełknęła kawałek tostu i powiedziała cicho:
- Chciałabym być taką optymistką...