Niewierni wierni. Rozmowy o prawdziwym Kościele - Kazimierz Sowa

Kup ebooka

45.99 zł
34.49 zł (26,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od au­tora

Kiedy 20 stycz­nia 2016 roku je­den z po­li­ty­ków opu­bli­ko­wał na Twit­te­rze cy­tat z wy­po­wie­dzi bi­skupa: "Na­stą­pił ogromny prze­łom. Po woj­nie nie było jesz­cze ta­kiego zjed­no­cze­nia pań­stwa i Ko­ścioła", po­my­śla­łem, że to zwy­kła uprzej­mość. Jed­nak szybko oka­zało się, że to coś wię­cej. Tym po­li­ty­kiem był prze­cież Mar­sza­łek Sejmu RP Ma­rek Kuch­ciń­ski, a bi­sku­pem - Prze­wod­ni­czący Kon­fe­ren­cji Epi­sko­patu Pol­ski ar­cy­bi­skup Sta­ni­sław Gą­decki. Na­wet data wpisu nie była przy­pad­kowa - od trzech mie­sięcy rzą­dziło już Prawo i Spra­wie­dli­wość, a od po­nad pół roku urząd Pre­zy­denta RP spra­wo­wał po­li­tyk tej par­tii An­drzej Duda. Ni­komu za­tem nic się nie wy­rwało.

Przy­glą­dam się zmia­nom, które za­cho­dziły i za­cho­dzą w Pol­sce i Ko­ściele z kilku per­spek­tyw: jako ob­ser­wa­tor i ak­tywny uczest­nik ży­cia pu­blicz­nego, a przez lata dzien­ni­karz i pu­bli­cy­sta, oraz jako ksiądz - przed­sta­wi­ciel Ko­ścioła in­sty­tu­cjo­nal­nego (co pew­nie nie­jed­nego hie­rar­chę przy­pra­wia o ból głowy). Jakby tego było mało, od po­czątku wol­nej Pol­ski zwią­zany by­łem i na­dal je­stem - tak ro­dzin­nie, jak i to­wa­rzy­sko - z róż­nymi śro­do­wi­skami po­li­tycz­nymi. Dla­tego nie za­mie­rzam uda­wać, że do roz­mów, które prze­pro­wa­dza­łem do tej książki, pod­cho­dzi­łem bez­na­mięt­nie i obiek­tyw­nie. Nie! Ra­czej szu­ka­łem w nich od­po­wie­dzi na py­ta­nie, czy mój ob­raz Ko­ścioła, Pol­ski i świata nie jest zbyt pe­sy­mi­styczny, jed­no­wy­mia­rowy. Jed­no­cze­śnie, co mu­szą przy­znać na­wet naj­więksi moi kry­tycy, da­jąc so­bie prawo do dia­gno­zo­wa­nia i oceny rze­czy­wi­sto­ści, uni­kam wy­ko­rzy­sty­wa­nia am­bony czy oł­ta­rza do uza­sad­nia­nia mo­ich po­glą­dów i oby­wa­tel­skich wy­bo­rów. Zdaję so­bie sprawę, że za­równo do­bór roz­mów­ców, jak i pod­jęte te­maty mogą spo­tkać się z za­rzu­tem jed­no­stron­no­ści albo braku obiek­ty­wi­zmu. Mogę od­po­wie­dzieć tylko tak: chęt­nie prze­czy­tam po­dobne roz­mowy z tymi, któ­rzy dzi­siej­szy mo­del re­la­cji pań­stwo - Ko­ściół uwa­żają za wła­ściwy. Z tymi, któ­rych prze­ko­nują ka­za­nia i ho­mi­lie du­chow­nych wspie­ra­ją­cych sprzed oł­ta­rza po­li­ty­ków do­brej (czy ja­kiej­kol­wiek in­nej) zmiany. Chęt­nie też po­znam głęb­sze niż walka po­li­tyczna uza­sad­nie­nie wy­klu­cza­nia lu­dzi o od­mien­nej toż­sa­mo­ści czy in­nych po­glą­dach.

Ko­ściół w Pol­sce wciąż jest dla mnie jako chrze­ści­ja­nina i oby­wa­tela prze­strze­nią nie­zwy­kle ważną. Uwa­żam, że nie utra­cił spraw­czo­ści i na­dal jest in­sty­tu­cją z moc­nym man­da­tem spo­łecz­nym. Do­dat­kowo - zwłasz­cza na tle in­nych kra­jów za­chod­nio­eu­ro­pej­skich - in­sty­tu­cją na­dal ma­sową. Jed­no­cze­śnie wi­dzę, jak w ostat­nich la­tach tar­gają nim ko­lejne kry­zysy i jak musi sta­wić czoła no­wym wy­zwa­niom, z czym nie ra­dzi so­bie zbyt do­brze. Ba­da­nia opi­nii pu­blicz­nej, wy­ko­ny­wane za­równo przez ośrodki ze­wnętrzne, ko­mer­cyjne, jak i przez In­sty­tut Sta­ty­styki Ko­ścioła Ka­to­lic­kiego, wska­zują na przy­spie­sze­nie pro­ce­sów la­icy­za­cji oraz co­raz częst­sze od­rzu­ca­nie tra­dy­cyj­nych więzi z Ko­ścio­łem nie tylko przez lu­dzi mło­dych. Jed­no­cze­śnie okres rzą­dów pra­wicy po 2015 roku uczy­nił z Ko­ścioła swo­istego sprzy­mie­rzeńca i gwa­ranta zmian za­cho­dzą­cych w ży­ciu po­li­tycz­nym i spo­łecz­nym, co w gło­sze­niu Do­brej No­winy ra­czej prze­szka­dza, niż po­maga. I wła­śnie te zja­wi­ska są punk­tem wyj­ścia do roz­mów za­war­tych w tej książce.

Mo­imi roz­mów­cami byli lu­dzie wie­rzący i prak­ty­ku­jący, wciąż mocno trzy­ma­jący się Ko­ścioła jako prze­strzeni swo­jego ży­cia. Są wśród nich także ci, któ­rzy utra­cili wiarę lub zwąt­pili, ale szcze­rze mó­wią o tym, co ich dziś w Ko­ściele boli i co od niego od­py­cha. Je­stem im za tę szcze­rość nie­zwy­kle wdzięczny. Wresz­cie są i nie­wie­rzący, któ­rych re­flek­sja oraz ocena na­szej pol­skiej i re­li­gij­nej rze­czy­wi­sto­ści po­zwo­liła mi do­strzec i le­piej zro­zu­mieć pro­blemy, a także wy­zwa­nia, przed ja­kimi sto­imy. Mo­ich roz­mów­ców łą­czy spoj­rze­nie na Ko­ściół tu i te­raz. Dla­tego w na­szych roz­mo­wach jest sporo kry­ty­cy­zmu, ale nie bra­kuje rów­nież tego, co na­zwał­bym szu­ka­niem dróg wyj­ścia przez po­sta­wie­nie kilku po­stu­la­tów.

Ja­kie po­stu­laty wy­su­wali moi roz­mówcy? Pierw­szym jest ko­niecz­ność za­ak­cep­to­wa­nia swo­istej te­ra­pii szo­ko­wej. Bez ra­dy­kal­nego od­cię­cia się Ko­ścioła od do­raź­nej po­li­tyki zo­sta­niemy co naj­wy­żej za­kład­ni­kami ko­lej­nych rzą­dów i par­tyj­nych ukła­dów. Drugi po­stu­lat do­ty­czy osią­gnię­cia przej­rzy­sto­ści i ra­dy­kal­nego roz­gra­ni­cze­nia tego, co bo­skie, od tego, co ce­sar­skie. Za­koń­cze­nia in­stru­men­ta­li­za­cji re­li­gii przez róż­nej ma­ści spry­cia­rzy po­li­tycz­nych i ide­olo­gów. Roz­dział Ko­ścioła od pań­stwa (i od­wrot­nie) to szansa na ode­tchnię­cie świe­żym po­wie­trzem, któ­rego dziś nam bra­kuje. Po­dob­nie jak przy­zna­nie się do grze­chu pe­do­fi­lii w Ko­ściele i uzna­nie, że jest prze­stęp­stwem, za który na­leży wziąć od­po­wie­dzial­ność i z któ­rego na­leży się roz­li­czyć. Trze­cia su­ge­stia zwią­zana jest z mi­sją Ko­ścioła jako wspól­noty róż­nych lu­dzi - mu­simy pie­lę­gno­wać i prak­ty­ko­wać dia­log, bo tylko wtedy za­czniemy się wza­jem­nie słu­chać i sły­szeć. Ten pro­ces po­wi­nien roz­po­cząć się od góry - do­sko­nale wiemy, że Epi­sko­pat nie jest mo­no­li­tem, że po­szcze­gólni bi­skupi mają swoje zda­nie na te­mat ta­kich czy in­nych zja­wisk spo­łecz­nych, po­li­tycz­nych, a na­wet re­li­gij­nych. Chciał­bym kie­dyś po­słu­chać ich otwar­tej dys­ku­sji, a nie tylko wie­dzieć o niej z dru­giej ręki.

Ta książka po­wstała też po to, że­by­śmy w Ko­ściele usły­szeli: Wię­cej od­wagi! Tak, wię­cej od­wagi, Ko­le­dzy Księża, wię­cej od­wagi, Bra­cia Bi­skupi, wię­cej od­wagi, Lu­dzie Świeccy! Bez tego nie ma wspól­noty! A z od­wagą musi iść sza­cu­nek, dla­tego moje roz­mowy nie sku­piają się na pięt­no­wa­niu ko­go­kol­wiek, tylko na wska­za­niu ognisk cho­roby i na kon­klu­zji - bez za­apli­ko­wa­nia le­kar­stwa pa­cjent może nie prze­żyć, a w naj­lep­szym przy­padku pój­dzie po­szu­kać ra­tunku gdzie in­dziej. Tych "wy­pro­szo­nych" z Ko­ścioła jest już i tak zbyt wielu.

Wszyst­kim roz­mów­com ser­decz­nie dzię­kuję za za­ufa­nie, życz­li­wość i wspar­cie. Spo­tka­nia z Wami w róż­nych miej­scach Pol­ski i Eu­ropy były nie tylko przy­jem­no­ścią, ale i wielką in­spi­ra­cją do ko­lej­nych prze­my­śleń i nie­oczy­wi­stych wnio­sków.

Szcze­gólne po­dzię­ko­wa­nia kie­ruję do wspa­nia­łego ze­społu Wiel­kiej Li­tery: pań Mo­niki Mielke, Mo­niki Koch i Elż­biety Ła­nik oraz Pawła Fą­fary za przy­ję­cie mo­jego po­my­słu i cenne uwagi pod­czas re­dak­cji książki.

Ni­skie ukłony skła­dam Bo­ry­sowi Fio­do­ro­wi­czowi, jed­nemu z mo­ich ulu­bio­nych współ­cze­snych ar­ty­stów, któ­rego wy­jąt­kowe i pełne głę­boko chrze­ści­jań­skiego prze­sła­nia prace skła­niają do re­flek­sji i ra­chunku su­mie­nia. Je­stem za­szczy­cony, że jedna z nich zna­la­zła się na okładce mo­jej książki.

ks. Ka­zi­mierz Sowa

War­szawa, kwie­cień 2023

Od­li­cza­nie przed wy­bu­chem

Roz­mowa z księ­dzem An­drze­jem Ko­by­liń­skim

.

An­drzej Ko­by­liń­ski - du­chowny die­ce­zji płoc­kiej, fi­lo­zof i etyk, pro­fe­sor UKSW. W la­tach 80. stu­dio­wał na Wy­dziale Han­dlu Za­gra­nicz­nego SGPiS (obec­nie SGH); ab­sol­went Wy­działu Teo­lo­gii KUL-u i Pa­pie­skiego Uni­wer­sy­tetu Gre­go­riań­skiego w Rzy­mie. Na­ukowo zaj­muje się re­la­cją chrze­ści­jań­stwa i no­wo­żyt­no­ści, wol­no­ścią re­li­gijną i za­gad­nie­niami świec­ko­ści pań­stwa. Ce­niony ko­men­ta­tor te­le­wi­zyjny, pu­bli­cy­sta i eks­pert.

.

Czy do­łą­czy­łeś już do Wo­jow­ni­ków Ma­ryi albo przy­naj­mniej za­cią­gną­łeś się w sze­regi Żoł­nie­rzy Chry­stusa?

Chyba żar­tu­jesz. Kto mnie przyj­mie z mo­imi po­glą­dami re­li­gij­nymi? Nie mam żad­nych szans... A tak na­prawdę, gdy­bym chciał, to pole wy­boru spo­śród róż­nych for­ma­cji re­li­gijno-mi­li­tar­nych jest znacz­nie szer­sze. Ale tego typu re­li­gij­no­ścią je­stem ra­czej prze­ra­żony niż za­fa­scy­no­wany.

Skąd się wzięła ta mi­li­ta­ry­za­cja, już nie tylko ję­zyka, ale i ze­wnętrz­nych form na­szej re­li­gij­no­ści?

Na to wpły­wają za­sad­ni­czo trzy czyn­niki. Pierw­szy to prze­ni­ka­nie do pol­skiego ka­to­li­cy­zmu pew­nych mo­deli re­li­gij­nych ze wspól­not pro­te­stanc­kich, ewan­ge­li­kal­nych i zie­lo­no­świąt­ko­wych, które w ostat­nich dzie­się­cio­le­ciach bu­dują swoją toż­sa­mość na pro­pa­go­wa­niu wła­śnie ta­kiej po­stawy wo­jow­nika, sta­wa­nia się żoł­nie­rzem Chry­stusa. Drugi czyn­nik to na­sią­ka­nie na­szej re­li­gij­no­ści róż­nymi ele­men­tami po­cho­dzą­cymi z tra­dy­cyj­nych form du­cho­wo­ści lu­dów Afryki, Azji i Ame­ryki Po­łu­dnio­wej. I wresz­cie trzeci czyn­nik to obecna sy­tu­acja po­li­tyczna, a więc, z jed­nej strony, to­cząca się wojna Ro­sji z Ukra­iną - czy też trze­cia wojna świa­towa w ka­wał­kach, jak mówi pa­pież Fran­ci­szek - a z dru­giej po­ja­wia­jące się wi­zje końca świata i moda na teo­lo­gię cza­sów osta­tecz­nych. To wszystko sprzyja po­wsta­wa­niu ta­kich grup i for­ma­cji, łą­czą­cych w so­bie za­równo tre­ści re­li­gijne, jak i wprost sym­bo­likę mi­li­tarną.

Ró­żańce pro­du­ko­wane są ze sta­lo­wych li­nek, które wcze­śniej były ele­men­tem wy­po­sa­że­nia woj­sko­wego, a inne de­wo­cjo­na­lia z prze­ta­pia­nych spe­cjal­nie w tym celu ele­men­tów uzbro­je­nia. To jest dla mnie tak ku­rio­zalne, że wy­daje się wręcz nie­praw­dziwe. Kiedy o tym pierw­szy raz prze­czy­ta­łem, po­my­śla­łem so­bie: tym lu­dziom cho­dzi ra­czej o kru­cjaty niż o kruż­ganki.

Nie­stety, tak to wy­gląda. Warto pa­mię­tać o jed­nym waż­nym fak­cie: wi­zja świata, która jest pro­po­no­wana lu­dziom w tego ro­dzaju re­li­gij­no­ści, daje im pro­ste od­po­wie­dzi i jed­no­znaczne in­struk­cje. Za­uważmy, jak to wy­glą­dało w cza­sie pan­de­mii ko­ro­na­wi­rusa, gdy cho­dziło o szcze­pie­nia, przyj­mo­wa­nie ko­mu­nii świę­tej na rękę, no­sze­nie ma­se­czek czy po­dej­ście do ob­ostrzeń sa­ni­tar­nych. Wielu lu­dzi lgnie do tego ro­dzaju na­ucza­nia, po­nie­waż w tych krę­gach re­li­gij­nych otrzy­mują oni bar­dzo ja­sne i kon­kretne, można po­wie­dzieć: żoł­nier­skie, od­po­wie­dzi i za­le­ce­nia. Oczy­wi­ście po­zo­staje py­ta­nie, na ile są one praw­dziwe, a na ile uprosz­czone lub fał­szywe - ale bez wąt­pie­nia wpa­so­wują się w au­ten­tyczne po­trzeby wielu osób wie­rzą­cych.

Wspo­mi­na­łeś o woj­nie na Ukra­inie, która też nas do­tyka. Tylko to jest do­świad­cze­nie ostat­niego roku, a je­śli mó­wimy o Kry­mie - naj­wy­żej kilku lat. A prze­cież mi­li­ta­ry­za­cja Ko­ścioła roz­po­częła się dużo wcze­śniej. Ty rów­nież w swo­ich ba­da­niach zwra­casz uwagę, że klu­czowy był rok 2007. Co się wtedy stało?

Od 2007 roku za­częli ma­sowo przy­jeż­dżać do Pol­ski z in­nych kon­ty­nen­tów różni mówcy i ewan­ge­li­za­to­rzy, któ­rzy na prze­strzeni ostat­nich pięt­na­stu lat prze­ma­wiali do mi­lio­nów miesz­kań­ców na­szego kraju w ko­ścio­łach, na sta­dio­nach, w te­le­wi­zji, w ra­diu i w in­ter­ne­cie. Naj­bar­dziej znane osoby to: Glo­ria Polo z Ko­lum­bii, Ja­mes Man­jac­kal i Jose Ma­ni­pa­ram­bil z In­dii, Ma­ria Va­dia z USA, John Ba­sho­bora z Ugandy, Myrna Naz­zour z Sy­rii, wło­scy du­chowni An­to­nello Ca­deddu i En­rico Porcu, któ­rzy obec­nie pra­cują w Bra­zy­lii, i inni. To było prze­kro­cze­nie Ru­bi­konu.

Co sta­nowi spe­cy­fikę ich na­ucza­nia?

Jest to syn­kre­tyczna re­li­gij­ność chrze­ści­jań­ska, która łą­czy w so­bie tra­dy­cyjne ele­menty ka­to­lic­kie, re­li­gij­ność zbo­rów zie­lo­no­świąt­ko­wych i nie­które skład­niki na­tu­ral­nych re­li­gii afry­kań­skich czy azja­tyc­kich. Nie­stety, ta nowa re­li­gij­ność syn­kre­tyczna jest przyj­mo­wana w Pol­sce bez­kry­tycz­nie przez bi­sku­pów, księży, kle­ry­ków, sio­stry za­konne czy osoby świec­kie. Ele­men­tem tej re­li­gij­no­ści, która w pew­nym sen­sie zdo­mi­no­wała nasz kraj, są też wątki mi­li­tarne, woj­skowe. Warto pa­mię­tać o tym, że w ostat­nich dzie­się­cio­le­ciach wy­obra­że­nie praw­dzi­wego chrze­ści­ja­nina jako wo­jow­nika, żoł­nie­rza Chry­stusa czy krzy­żowca od­żyło w Ko­ścio­łach ewan­ge­li­kal­nych i zie­lo­no­świąt­ko­wych na ca­łym świe­cie. Jed­nym z teo­re­ty­ków wojny du­cho­wej i Wo­jow­ni­ków Chry­stusa jest Char­les Pe­ter Wa­gner, ame­ry­kań­ski ewan­ge­li­za­tor cha­ry­zma­tyczny. Na­leży pod­kre­ślić, że grupy "mi­li­tarne" w Ko­ściele ka­to­lic­kim od­wo­łują się nie tylko do re­li­gij­no­ści zbo­rów ewan­ge­li­kal­nych i zie­lo­no­świąt­ko­wych, ale też czer­pią z wielu po­dob­nych tra­dy­cji Ko­ścioła ka­to­lic­kiego, ta­kich jak ry­cer­stwo, kru­cjaty, Ko­ściół ro­zu­miany jako Ec­c­le­sia mi­li­tans (Ko­ściół wo­ju­jący), wojny re­li­gijne, za­kon krzy­żacki czy za­kon mal­tań­ski i tym po­dobne.

Cie­kawe, że ci ewan­ge­li­za­to­rzy re­pre­zen­tują śro­do­wi­ska re­li­gijne z róż­nych za­kąt­ków świata: od In­dii, przez Afrykę po Bra­zy­lię, a więc dość nam od­le­głe kul­tu­rowo. Nie mó­wią po pol­sku, mają zu­peł­nie inną wraż­li­wość re­li­gijną, a mimo to po­tra­fili zgro­ma­dzić na swo­ich wy­stą­pie­niach tłumy, nie tylko w ko­ścio­łach.

Jedną z przy­czyn ich ogrom­nego suk­cesu dusz­pa­ster­skiego było od­wo­ła­nie się do na­szej re­li­gij­no­ści lu­do­wej. Przy­cią­gali lu­dzi atrak­cyjną formą na­ucza­nia, mó­wie­niem o cu­dach i uzdro­wie­niach. Ale naj­waż­niej­sze py­ta­nie jest inne: kto przy­go­to­wał dla nich grunt? Kto ich za­pra­szał? Kto za­pro­po­no­wał plan tak zwa­nego du­cho­wego prze­bu­dze­nia Pol­ski? Któ­rzy bi­skupi jako pierwsi włą­czyli się w to dzieło i za­pra­szali tych ewan­ge­li­za­to­rów do swo­ich die­ce­zji? Prze­cież nie jest tak, że oni się po­ja­wili na­gle, przez ni­kogo nie­pro­szeni, i od razu stali się gwiaz­dami gro­ma­dzą­cymi ty­siące lu­dzi w ko­ścio­łach, w ha­lach spor­to­wych czy na sta­dio­nach. Pierw­szy po­byt w Pol­sce księ­dza Johna Ba­sho­bory z Ugandy to wrze­sień 2007 roku. Po­pro­wa­dził wtedy trzy­dniowe re­ko­lek­cje w Sank­tu­arium Mi­ło­sier­dzia Bo­żego w Kra­ko­wie-Ła­giew­ni­kach. To ogól­no­pol­skie spo­tka­nie było po­my­ślane jako dzięk­czy­nie­nie Panu Bogu za dar czter­dzie­sto­le­cia Ru­chu Od­nowy Cha­ry­zma­tycz­nej w Ko­ściele ka­to­lic­kim. Ważną rolę w pro­mo­cji ewan­ge­li­za­to­rów z Afryki, Azji i Ame­ryki Po­łu­dnio­wej ode­grał por­tal re­li­gijny Cha­ry­zma­tycy.pl. Wy­daje się, że jed­nym z za­ło­ży­cieli tego me­dium był obecny eu­ro­po­seł Do­mi­nik Tar­czyń­ski. Pa­mię­tam, jak w la­tach 2007-2009 ten por­tal bar­dzo sku­tecz­nie re­kla­mo­wał spo­tka­nia z księ­dzem Ba­sho­borą. Pi­sano tam, że ksiądz ten wskrze­sił z mar­twych czter­dzie­ści osób. Przed­sta­wiano go jako uzdro­wi­ciela i cu­do­twórcę. Ta kłam­liwa in­for­ma­cja była bez­kry­tycz­nie po­wie­lana przez zna­ko­mitą więk­szość me­diów ka­to­lic­kich oraz część me­diów pu­blicz­nych i ko­mer­cyj­nych.

Dla­czego nikt nie re­ago­wał?

Mia­łem wów­czas wra­że­nie, że Pol­ska zna­la­zła się w ja­kimś amoku re­li­gij­nym. Wy­ra­ża­łem mój ra­dy­kalny sprze­ciw wo­bec tego sza­leń­stwa, mię­dzy in­nymi w Wyż­szym Se­mi­na­rium Du­chow­nym w Płocku, gdzie by­łem wy­kła­dowcą i wy­cho­wawcą. Tłu­ma­czy­łem kle­ry­kom, że to kłam­stwo, że nikt współ­cze­śnie nie wskrze­sił z mar­twych czter­dzie­stu osób. Prze­ko­ny­wa­łem, że to nie­moż­liwe. Nie­stety, więk­szość pro­fe­so­rów, pra­ła­tów i ka­no­ni­ków była in­nego zda­nia. Roz­pę­tało się praw­dziwe pie­kło. Z po­wodu mo­jej kry­tyki wo­bec Ba­sho­bory i róż­nych in­nych dziw­nych prak­tyk re­li­gij­nych do­świad­czy­łem w krę­gach ko­ściel­nych nie­na­wi­ści, po­gardy, ostra­cy­zmu. To jest cią­gle bru­talna wojna re­li­gijna. Do­dat­kowo ode­zwała się wów­czas w na­szym spo­łe­czeń­stwie ja­kaś me­sja­ni­styczna struna. Wielu lu­dzi było prze­ko­na­nych, że pol­ski ka­to­li­cyzm - po prze­ży­ciu tak zwa­nego prze­bu­dze­nia cha­ry­zma­tycz­nego - ma do wy­peł­nie­nia ważną dzie­jową mi­sję w sto­sunku do ca­łego świata.

Co to zna­czy?

W 2011 roku bar­dzo kla­row­nie wy­ra­ził tę prawdę Lech Do­ko­wicz w wy­wia­dzie dla "Go­ścia Nie­dziel­nego". Za­py­tano go o to, czego szu­kają nad Wi­słą tacy ewan­ge­li­za­to­rzy jak Ja­mes Man­jac­kal i Ru­fus Pe­re­ira z In­dii, An­to­nello Ca­deddu z Bra­zy­lii czy John Ba­sho­bora z Ugandy, któ­rzy w ostat­nich la­tach gro­ma­dzą na swo­ich spo­tka­niach dzie­siątki ty­sięcy lu­dzi. "Oni ni­czego nie szu­kają - od­po­wiada Lech Do­ko­wicz. - Oni przy­no­szą. To są pro­rocy, apo­sto­ło­wie, któ­rych Pan po­syła, aby prze­bu­dzić nasz kraj. We­dług słów nie­któ­rych z nich, Pan Bóg roz­po­czyna re­ewan­ge­li­za­cję świata na róż­nych kon­ty­nen­tach od po­je­dyn­czych kra­jów. Od Pol­ski ma się roz­po­cząć re­ewan­ge­li­za­cja Eu­ropy. Ale jest to za­da­nie wa­run­kowe. Aby Pol­ska mo­gła stać się świa­tłem dla na­szego kon­ty­nentu, Po­lacy mu­szą naj­pierw po­wró­cić do go­rą­cej wiary na­szych oj­ców. Dla­tego Pan Bóg z krań­ców świata po­syła do nas lu­dzi po­słu­gu­ją­cych w Jego mocy, aby, kła­dąc ręce, prze­bu­dzili i umoc­nili tych, któ­rzy przy­go­tują nasz kraj do tego za­da­nia". Nie­stety, tak my­ślą mi­liony ka­to­li­ków w na­szym kraju. Dzi­siaj już czę­ściowo przy­gasł ten amok sprzed kil­ku­na­stu lat, ale cią­gle w nie­któ­rych śro­do­wi­skach ka­to­lic­kich po­zo­staje bar­dzo mocne prze­ko­na­nie o tym, że Pol­ska ma przed sobą wielką dzie­jową mi­sję na­wró­ce­nia świata i przy­go­to­wa­nia ludz­ko­ści na po­wtórne przyj­ście Je­zusa Chry­stusa. I do­piero na tym tle wi­dać, że te różne wątki re­li­gijne o cha­rak­te­rze woj­sko­wym, mi­li­tar­nym - w po­łą­cze­niu z pol­skim me­sja­ni­zmem - do­sko­nale się uzu­peł­niają i na­dają tym dzia­ła­niom bar­dzo spójny prze­kaz.

Po­stu­lat do­ko­na­nia przez Pol­skę re­chry­stia­ni­za­cji Eu­ropy, a może i świata, zgła­szany jest nie tylko przez śro­do­wi­ska stricte re­li­gijne. Wy­po­wiada go na­wet pol­ski pre­mier, czyli przed­sta­wi­ciel wła­dzy świec­kiej, pań­stwo­wej. Opo­wiada o tym swoim ma­rze­niu na fa­lach eteru ka­to­lic­kiej roz­gło­śni i mówi o tym po­waż­nie - jako o czę­ści szer­szego pro­jektu. Czy to przy­pa­dek, że te po­stu­laty są tak do sie­bie po­dobne?

By­naj­mniej. Rze­czy­wi­ście, nie­długo po ob­ję­ciu urzędu Ma­te­usz Mo­ra­wiecki po­wie­dział, że czas na re­chry­stia­ni­za­cję Eu­ropy, w któ­rej Pol­ska może ode­grać ważną rolę. Skry­ty­ko­wa­łem tę wy­po­wiedź pana pre­miera, i to w wy­wia­dzie dla por­talu wPo­li­tyce.pl. W grud­niu 2017 roku po­wie­dzia­łem tak: "Gdy cho­dzi o słowa Ma­te­usza Mo­ra­wiec­kiego do­ty­czące re­chry­stia­ni­za­cji Eu­ropy, my­ślę, że są one prze­ja­wem bar­dziej we­wnętrz­nego pra­gnie­nia pana pre­miera niż za­po­wie­dzią kon­kret­nego planu po­li­tycz­nego. [...] W spo­łe­czeń­stwach eu­ro­pej­skich, zdo­mi­no­wa­nych przez my­śle­nie ate­istyczne, nie spo­ty­kam śro­do­wisk za­in­te­re­so­wa­nych ewan­ge­li­za­cją pro­wa­dzoną przez oby­wa­teli na­szego na­rodu. Nasz ka­to­li­cyzm jest silny ob­rzę­dowo, ale słaby mo­ral­nie i in­te­lek­tu­al­nie. Nie wiem, co mo­żemy za­pro­po­no­wać po­st­chrze­ści­jań­skim spo­łe­czeń­stwom za­chod­niej Eu­ropy. Nie do­strze­gam w na­szej re­li­gij­no­ści od­po­wied­niej siły mo­ral­nej i fi­lo­zo­ficz­nej, która by­łaby atrak­cyjna dla miesz­kań­ców Nie­miec, Fran­cji czy Szwe­cji. Uwa­żam, że mamy na­to­miast do ode­gra­nia wielką rolę, gdy cho­dzi o ka­to­li­ków w kra­jach Eu­ropy Środ­kowo-Wschod­niej. Po­win­ni­śmy być li­de­rem re­li­gij­nym na­szego re­gionu. W do­bie de­cen­tra­li­za­cji Ko­ścioła ka­to­lic­kiego, prze­pro­wa­dza­nej przez pa­pieża Fran­ciszka, w pew­nym stop­niu mo­żemy sami de­cy­do­wać o spe­cy­fice na­szej formy ro­zu­mie­nia re­li­gii ka­to­lic­kiej. Może po­win­ni­śmy wy­pra­co­wać od­rębną formę ka­to­li­cy­zmu sło­wiań­skiego czy środ­ko­wo­eu­ro­pej­skiego? Szkoda, że w tym ob­sza­rze je­ste­śmy tak mało ak­tywni. Trudno zro­zu­mieć, dla­czego nie in­te­re­suje nas pro­ces de­cen­tra­li­za­cji Ko­ścioła ka­to­lic­kiego".

Twój wy­wiad zo­stał opu­bli­ko­wany na ła­mach por­talu nie­mal rzą­do­wego, a przy­naj­mniej mocno wspie­ra­ją­cego wła­dzę PiS.

Wtedy moje po­glądy były jesz­cze ak­cep­to­wane przez re­dak­cję tego por­talu. Kon­takt się urwał na po­czątku 2020 roku, po mo­ich sta­now­czych wy­po­wie­dziach me­dial­nych na te­mat kar­dy­nała Hen­ryka Gul­bi­no­wi­cza i księ­dza pra­łata Hen­ryka Jan­kow­skiego. Cho­dziło o pro­blem pe­do­fi­lii kle­ry­kal­nej, dra­mat wy­ko­rzy­sty­wa­nych sek­su­al­nie kle­ry­ków i mło­dych księży, ho­mo­sek­su­alizm du­chow­nych ka­to­lic­kich i tym po­dobne. Dzi­siaj w śro­do­wi­skach cen­tro­pra­wi­co­wych co­raz rza­dziej sły­chać o ko­niecz­no­ści prze­pro­wa­dze­nia przez Pol­skę re­chry­stia­ni­za­cji ca­łego kon­ty­nentu eu­ro­pej­skiego, ale jesz­cze kilka lat temu można było dość czę­sto spo­tkać tego ro­dzaju twier­dze­nia. Co wię­cej, wy­daje mi się, że nie­które śro­do­wi­ska, które od 2007 roku re­ali­zują plan "du­cho­wego prze­bu­dze­nia Pol­ski", mają bar­dzo do­bre kon­takty z krę­gami osób sku­pia­ją­cych się wo­kół Kan­ce­la­rii Pre­zy­denta i Kan­ce­la­rii Pre­zesa Rady Mi­ni­strów. Waż­nym ele­men­tem za­ple­cza re­li­gij­nego dla wielu na­szych po­li­ty­ków jest także śro­do­wi­sko Ra­dia Ma­ryja, Te­le­wi­zji Trwam i "Na­szego Dzien­nika", które bar­dzo czę­sto przy­po­mina o sto­ją­cym przed nami za­da­niu re­chry­stia­ni­za­cji ca­łej Eu­ropy. Je­stem prze­ra­żony, gdy pa­trzę na wy­miar in­te­lek­tu­alny re­li­gij­no­ści, z jaką sym­pa­ty­zuje część na­szych po­li­ty­ków. Nie­stety, wielu waż­nych lu­dzi z na­szego ży­cia pu­blicz­nego świet­nie od­naj­duje się w wy­da­rze­niach typu msze święte ce­le­bro­wane na sta­dio­nach przez księ­dza Johna Ba­sho­borę czy uro­czy­sto­ści or­ga­ni­zo­wane w To­ru­niu.

Chciał­bym jesz­cze wró­cić do przy­czyn po­pu­lar­no­ści tych ru­chów re­li­gijno-pa­ra­mi­li­tar­nych. W 2008 roku ar­cy­bi­skup Sta­ni­sław Gą­decki w ka­za­niu wy­gło­szo­nym w pod­po­znań­skich Tul­cach mó­wił, że "czas na Ko­ściół męż­czyzn". Prze­ko­ny­wał, że nie mo­żemy opie­rać się tylko na ko­bie­tach, które zde­cy­do­wa­nie czę­ściej i chęt­niej an­ga­żują się w różne formy re­li­gij­nej ak­tyw­no­ści. Mó­wił, że "po­trze­bu­jemy męż­czyzn śmia­łych, szu­ka­ją­cych wiel­ko­ści, mu­simy zro­bić to, co Chry­stus: obie­cać im cier­pie­nie, cięż­kie próby i trud". Może za­tem to, co przy­nie­śli do Pol­ski cha­ry­zma­tyczni mi­sjo­na­rze w ty­pie księ­dza Ba­sho­bory, zwy­czaj­nie tra­fiło na po­datny grunt? A do­dat­kowo bi­skupi wspie­rali te dzia­ła­nia, po­nie­waż chcieli, by nasz Ko­ściół stał się dzięki temu bar­dziej wy­ra­zi­sty i le­piej wi­doczny na tle in­nych Ko­ścio­łów, żeby ja­wił się jako wspól­nota go­towa na wszystko?

Czę­ściowo tak. Nie­zwy­kle trudne jest po­skła­da­nie tego wszyst­kiego w ja­kąś sen­sowną ca­łość. Nie­stety, pol­ska so­cjo­lo­gia nie ana­li­zuje tych jakże waż­nych zja­wisk spo­łecz­nych. Moim zda­niem kil­ka­na­ście lat temu ele­menty stricte woj­skowe po­ja­wiały się ra­czej rzadko w na­szej re­li­gij­no­ści, nie były zbyt wy­raź­nie pro­pa­go­wane. Co naj­wy­żej zwo­len­nicy no­wej re­li­gij­no­ści syn­kre­tycz­nej po­strze­gali całą Pol­skę jako zbio­ro­wego wo­jow­nika. Spek­ta­ku­lar­nym wy­ra­zem ta­kiego my­śle­nia było prze­pro­wa­dze­nie "eg­zor­cy­zmu nad Pol­ską".

Czym był ten eg­zor­cyzm?

To dziwne, wręcz zdu­mie­wa­jące, wy­da­rze­nie re­li­gijne miało miej­sce na Ja­snej Gó­rze 15 paź­dzier­nika 2016 roku. Uczest­ni­czyło w nim sto ty­sięcy lu­dzi. To był pierw­szy w na­szych dzie­jach eg­zor­cyzm, który do­ty­czył ca­łej oj­czy­zny. Dzień póź­niej w por­talu wPo­li­tyce.pl można było prze­czy­tać na­stę­pu­jące słowa: "Ja­sno­gór­skie bło­nia wy­peł­niło na­ro­dowe wo­ła­nie o prze­bła­ga­nie za wszyst­kie po­peł­nione do­tąd grze­chy: kłam­stwa, ego­izmu, nie­czy­sto­ści, chci­wo­ści, py­chy, któ­rych do­pu­ścili się lu­dzie wszyst­kich sta­nów. [...] Na­ro­dowy eg­zor­cyzm, prze­ci­na­jący wszel­kie po­wią­za­nia z grze­chem, ma otwo­rzyć nowy roz­dział w hi­sto­rii Pol­ski". Tego typu eg­zor­cy­zmy - od­pra­wiane nad ca­łymi pań­stwami czy na­ro­dami - to prak­tyka zu­peł­nie nie­znana w Ko­ściele ka­to­lic­kim. Ow­szem, eg­zor­cy­zmy są od­pra­wiane w przy­padku kon­kret­nych osób, ale nie w od­nie­sie­niu do ca­łych wio­sek, miast czy państw. Uwal­nia się od złych du­chów po­szcze­gól­nych lu­dzi, a nie całe zbio­ro­wo­ści.

Skąd za­tem wzięły się współ­cze­sne formy ma­so­wych eg­zor­cy­zmów?

To prak­tyka ty­powa dla chrze­ści­jan zie­lo­no­świąt­ko­wych, któ­rzy cza­sami ko­lek­tyw­nie uwal­niają mia­sta i całe kraje z mocy złego du­cha. W ostat­nich la­tach nowe formy re­li­gij­no­ści zie­lo­no­świąt­ko­wej prze­ni­kają także do wnę­trza Ko­ścioła ka­to­lic­kiego. Po­twier­dze­niem tego pro­cesu jest wła­śnie eg­zor­cyzm na­ro­dowy na Ja­snej Gó­rze. Warto w tym miej­scu do­dać, że te­maty zwią­zane z dia­błem, złymi du­chami i eg­zor­cy­zmami stały się już w na­szym kraju ele­men­tem kul­tury ma­so­wej. Co­raz czę­ściej o opę­ta­niu czy walce z sza­ta­nem mó­wią dzien­ni­ka­rze i po­li­tycy. To po­twier­dze­nie pro­cesu prze­ni­ka­nia do na­szego kraju róż­nych form re­li­gij­no­ści syn­kre­tycz­nej.

Uwa­żasz, że kil­ka­na­ście lat temu ele­menty re­li­gijno-mi­li­tarne po­ja­wiały się w Pol­sce ra­czej rzadko. Dzi­siaj jest ina­czej. Kiedy na­stą­piła zmiana?

Sy­tu­acja ule­gła ra­dy­kal­nej zmia­nie w ostat­nich kilku la­tach, za sprawą nie­zwy­kle sku­tecz­nej dzia­łal­no­ści księ­dza Do­mi­nika Chmie­lew­skiego i jego re­li­gij­nej for­ma­cji o na­zwie Wo­jow­nicy Ma­ryi. W re­li­gij­no­ści pro­mo­wa­nej przez tego ewan­ge­li­za­tora mamy zwró­ce­nie uwagi na to, że męż­czy­zna ma inne za­da­nia niż ko­bieta, że jest wła­śnie ta­kim wa­lecz­nym, ni­gdy nie­pod­da­ją­cym się żoł­nie­rzem, wsłu­chu­ją­cym się w roz­kazy, które przy­cho­dzą z nieba. To, co pre­zen­tuje ksiądz Chmie­lew­ski, jest za­le­d­wie czę­ścią ma­low­ni­czego kra­jo­brazu re­li­gij­nego, jaki mamy dziś w Pol­sce.

Świet­nie, że wspo­mnia­łeś o księ­dzu Chmie­lew­skim, bo jest on dziś nie tylko nie­zwy­kle po­pu­larny ze swoją po­kraczną teo­lo­gią, ale i wpły­wowy. Chyba jako je­dyny ksiądz w Pol­sce ma wła­dzę nad bi­sku­pem. W czerwcu 2022 roku ten zwy­kły za­kon­nik - jako zwierzch­nik wspól­noty - pa­so­wał na wo­jow­nika Ma­ryi bi­skupa Krzysz­tofa Wło­dar­czyka. To dość oso­bliwe zda­rze­nie wzbu­dziło bar­dzo różne ko­men­ta­rze, od zdzi­wie­nia po nie­ukry­waną ra­dość, że wresz­cie, dzięki tej for­ma­cji, mamy tłumy męż­czyzn z ró­żań­cem w ręku, i to od razu na uli­cach i pla­cach na­szych miast.

O tym spek­ta­ku­lar­nym wy­da­rze­niu in­for­mo­wała en­tu­zja­stycz­nie na­wet Ka­to­licka Agen­cja In­for­ma­cyjna. Wię­cej - bi­skup Wło­dar­czyk zde­cy­do­wał się na taki pu­bliczny akt wstą­pie­nia w sze­regi tej wspól­noty już rok po wy­da­niu opi­nii teo­lo­gicz­nej przez ze­spół Ko­mi­sji Dusz­pa­ster­stwa Kon­fe­ren­cji Epi­sko­patu Pol­ski. Ta opi­nia jest miaż­dżąca dla po­glą­dów gło­szo­nych przez księ­dza Chmie­lew­skiego. My­ślę, że pa­so­wa­nie bi­skupa Wło­dar­czyka na wo­jow­nika Ma­ryi sta­nowi dra­ma­tyczny sym­bol głę­bo­kiego pęk­nię­cia dok­try­nal­nego w Ko­ściele ka­to­lic­kim w Pol­sce. Warto w tym miej­scu do­dać, że dzięki wy­da­nej przez ko­mi­sję opi­nii teo­lo­gicz­nej po­zna­li­śmy nie tylko, co w na­ucza­niu księ­dza Chmie­lew­skiego jest błędne, ale otrzy­ma­li­śmy także wy­kaz licz­nych tre­ści he­re­tyc­kich, które się w tym na­ucza­niu znaj­dują i które zo­stały bez­kry­tycz­nie przy­jęte przez kil­ka­set ty­sięcy jego go­rą­cych zwo­len­ni­ków.

Dla­czego tak się dzieje?

Cóż, w ostat­nich la­tach w Ko­ściele ka­to­lic­kim w Pol­sce zwy­cię­żyło kry­te­rium prag­ma­tyczne: to jest do­bre, co po­ka­zuje ze­wnętrzną siłę Ko­ścioła, za­tem za­wsze więk­sze uzna­nie będą mieli ci, któ­rzy gro­ma­dzą tłumy, od tych, któ­rzy na­uczają rze­tel­nej teo­lo­gii i zwy­czaj­nie gło­szą Ewan­ge­lię. Dla­tego pra­wie w ogóle nie in­te­re­sują ani bi­sku­pów, ani księży za­gad­nie­nia dok­try­nalne, czego przy­pa­dek Wo­jow­ni­ków Ma­ryi jest wzor­cową eg­zem­pli­fi­ka­cją. Mamy za­tem bi­skupa die­ce­zjal­nego, który zo­stał pa­so­wany na wo­jow­nika Ma­ryi, czyli jest człon­kiem tego ru­chu, i w spo­sób spek­ta­ku­larny pu­blicz­nie po­twier­dził swoją przy­na­leż­ność do wspól­noty opie­ra­ją­cej się na tego typu re­li­gij­no­ści. Po­wta­rzam: uczy­nił to po­mimo nie­zwy­kle kry­tycz­nej opi­nii teo­lo­gicz­nej ze­społu Ko­mi­sji Dusz­pa­ster­stwa Kon­fe­ren­cji Epi­sko­patu Pol­ski. Bi­skup Wło­dar­czyk znał ten do­ku­ment i wie­dział o za­rzu­tach, ja­kie teo­lo­dzy skie­ro­wali pod ad­re­sem Wo­jow­ni­ków Ma­ryi, a jed­no­cze­śnie swoim pu­blicz­nym ak­ce­sem do tego śro­do­wi­ska po­ka­zał, że prze­cho­dzi nad błę­dami dok­try­nal­nymi do po­rządku dzien­nego.

Jak to wy­gląda w in­nych die­ce­zjach?

Przy­pa­dek die­ce­zji byd­go­skiej, którą za­rzą­dza bi­skup Wło­dar­czyk, nie jest od­osob­niony. Bar­dzo po­dob­nie jest w ca­łej Pol­sce. Spo­śród czter­dzie­stu czte­rech die­ce­zji tylko dwie nie wy­ra­ziły zgody na dzia­łal­ność Wo­jow­ni­ków Ma­ryi na swoim te­re­nie: bia­ło­stocka i ka­to­wicka. Co cie­kawe, po mia­no­wa­niu bi­skupa byd­go­skiego na wo­jow­nika Ma­ryi do­szło do spo­tka­nia przed­sta­wi­ciela Epi­sko­patu z prze­ło­żo­nym za­kon­nym księ­dza Do­mi­nika Chmie­lew­skiego (jest człon­kiem Zgro­ma­dze­nia Księży Sa­le­zja­nów), które zor­ga­ni­zo­wano w celu wy­pra­co­wa­nia od­po­wied­niego mo­delu obec­no­ści tego ru­chu w Ko­ściele. Ku za­sko­cze­niu wszyst­kich zre­zy­gno­wano z wpro­wa­dze­nia jed­nego roz­wią­za­nia w ca­łej Pol­sce, a przy­jęto prak­tykę, że bi­skupi lo­kal­nie, w po­szcze­gól­nych die­ce­zjach - je­śli zga­dzają się na dzia­łal­ność ta­kiego ru­chu - mają wy­zna­czyć od­po­wied­nich asy­sten­tów ko­ściel­nych. To było tak na­prawdę od­cię­cie się od pro­blemu. Jed­no­cze­śnie bi­skupi wy­ra­zili pu­blicz­nie zgodę na ist­nie­nie róż­no­rod­no­ści już nie tyle dusz­pa­ster­skiej, ile dok­try­nal­nej, bo - jesz­cze raz wy­raź­nie pod­kre­ślę - ruch Wo­jow­ni­ków Ma­ryi opiera się bar­dziej na pry­wat­nych wi­zjach księ­dza Chmie­lew­skiego niż na po­waż­nych twier­dze­niach teo­lo­gicz­nych od­wo­łu­ją­cych się do Pi­sma Świę­tego i tra­dy­cji. Przy­kład Wo­jow­ni­ków Ma­ryi do­brze po­ka­zuje, jak roz­cho­dzą się drogi mię­dzy no­wymi for­mami re­li­gij­no­ści syn­kre­tycz­nej a tra­dy­cyjną dok­tryną ka­to­licką - przy peł­nej ak­cep­ta­cji Epi­sko­patu, a co naj­mniej jego cał­ko­wi­tej świa­do­mo­ści tego zja­wi­ska.

Ten ruch jest nie tylko ja­kąś formą po­boż­no­ści, ale od po­czątku zgła­sza także po­ważne po­stu­laty ekle­zjalne: ko­niecz­ność prze­pro­wa­dze­nia chry­stia­ni­za­cji Eu­ropy, a także na­wró­ce­nia sa­mego Ko­ścioła. We­dług zwo­len­ni­ków tego ru­chu Ko­ściół prze­żywa ja­kiś ro­dzaj "wy­par­cia się" Ewan­ge­lii, w związku ze zgodą na li­be­ra­li­za­cję wy­ma­gań mo­ral­nych i dys­cy­pli­nar­nych, co w kon­se­kwen­cji osła­bia jego orę­dzie zbaw­cze. Ja­kie jest za­tem miej­sce ta­kich śro­do­wisk na ma­pie pol­skiej re­li­gij­no­ści?

Z jed­nej strony na­leży do­ce­nić oso­bi­stą gor­li­wość i po­boż­ność człon­ków tego ru­chu. Do­łą­czają do niego także lu­dzie do­strze­ga­jący po­trzebę re­formy Ko­ścioła czy oży­wie­nia form jego prze­kazu. Ale z dru­giej strony to, co jest nie­bez­pieczne i bu­dzi moje obawy, to zgoda na taką syn­kre­tyczną re­li­gij­ność, która mo­men­tami jest nie tylko fał­szywa, ale może być rów­nież szko­dliwa. My­ślę tu o nad­mier­nym ak­cen­to­wa­niu roli i obec­no­ści sza­tana w na­szej co­dzien­no­ści, złych du­chów, o kre­owa­niu pan­de­micz­nej wi­zji świata, o cią­głym stra­sze­niu lu­dzi ja­kąś apo­ka­lipsą i na­dej­ściem An­ty­chry­sta. To może de­for­mo­wać doj­rzałą i au­ten­tyczną re­li­gij­ność ka­to­licką. W re­li­gij­no­ści Wo­jow­ni­ków Ma­ryi mamy swego ro­dzaju groch z ka­pu­stą.

Dla­czego?

Po­nie­waż z jed­nej strony na­wią­zuje ona do tra­dy­cyj­nej, pol­skiej, ma­ryj­nej re­li­gij­no­ści, na­to­miast z dru­giej jest prze­peł­niona ty­powo zie­lo­no­świąt­kową in­ter­pre­ta­cją nie­któ­rych prawd wiary chrze­ści­jań­skiej. Ro­zu­mie­nie grze­chu, sza­tana, opę­ta­nia, mo­dli­twy uwol­nie­nia, cudu, uzdro­wie­nia, pan­de­mo­niczna wi­zja świata - te wszyst­kie ele­menty na­leżą do współ­cze­snej re­li­gij­no­ści zie­lo­no­świąt­ko­wej, tak zwa­nej trze­ciej fali, za­wie­ra­ją­cej wiele ele­men­tów po­cho­dzą­cych z re­li­gii na­tu­ral­nych Afryki, Azji i Ame­ryki Po­łu­dnio­wej.

Za­równo w two­ich ba­da­niach, jak i w wy­po­wie­dziach - na przy­kład bi­skupa An­drzeja Czai - po­ja­wia się czę­sto taki za­rzut, że mamy w Pol­sce ak­tu­al­nie do czy­nie­nia z an­ty­in­te­lek­tu­ali­zmem w Ko­ściele. Wspo­mniany bi­skup Czaja, pro­fe­sor teo­lo­gii do­gma­tycz­nej i były szef Ko­mi­sji Na­uki Wiary pol­skiego Epi­sko­patu, już w 2019 roku prze­strze­gał: "Czę­sto mamy dziś do czy­nie­nia z wiarą in­fan­tylną, bez na­le­ży­tej re­flek­sji oraz bez prze­ło­że­nia na re­alia spo­łeczne. Bywa co­raz czę­ściej, że wiarę re­du­kuje się do po­ziomu emo­cji czy uczu­cia". Ty z ko­lei po­wta­rzasz wie­lo­krot­nie, że w Ko­ściele mamy do czy­nie­nia ze zja­wi­skiem igno­ran­cji czy wręcz re­li­gij­nego anal­fa­be­ty­zmu.

Ow­szem, tak są­dzę, ale warto pa­mię­tać o tym, że mamy także prze­piękne karty w na­szych dzie­jach. Ko­ściół w Pol­sce to mię­dzy in­nymi Mi­ko­łaj Ko­per­nik, który miał niż­sze świę­ce­nia ka­płań­skie i był du­chow­nym ka­to­lic­kim - zgod­nie z ów­cze­snym ro­zu­mie­niem prawa ka­no­nicz­nego. W 1497 roku Ko­per­nik zo­stał przy­jęty do ka­pi­tuły war­miń­skiej i ob­jął ka­no­ni­kat we From­borku. W 1537 roku król Zyg­munt Stary za­twier­dził go jako jed­nego z czte­rech kan­dy­da­tów na bi­skupa war­miń­skiego. Nie­zwy­kle ważną po­sta­cią jest także ksiądz pro­fe­sor Pa­weł Włod­ko­wic, który na po­czątku pięt­na­stego wieku do­ko­nał praw­dzi­wej re­wo­lu­cji, gdy za­kwe­stio­no­wał po­wszech­nie obo­wią­zu­jącą wów­czas za­sadę gło­sze­nia Ewan­ge­lii ogniem i mie­czem. Włod­ko­wic roz­wi­nął kon­cep­cję wojny spra­wie­dli­wej i prawa na­ro­dów do wła­snej ziemi. Nie zga­dzał się na sto­so­wa­nie prze­mocy w imię Boga. Wy­ra­żał zde­cy­do­wany sprze­ciw wo­bec dzia­łań po­dej­mo­wa­nych przez za­kon krzy­żacki, który na­wra­cał siłą na chrze­ści­jań­stwo Pru­sów, Ja­dź­win­gów i Żmu­dzi­nów. Włod­ko­wic i Ko­per­nik wnie­śli nie­zwy­kły wkład w roz­wój my­śli i kul­tury chrze­ści­jań­skiej na ca­łym świe­cie.

Tylko to przy­kłady sprzed pię­ciu wie­ków! Kiedy na­stą­piło u nas ro­zej­ście się dróg Ko­ścioła i na­uki, a także Ko­ścioła i współ­cze­snej teo­lo­gii?

Oczy­wi­ście jest wiele róż­nych przy­czyn po­pu­lar­no­ści w na­szym kraju współ­cze­snej re­li­gij­no­ści fi­de­istycz­nej, za­bo­bon­nej, ma­gicz­nej. Chciał­bym zwró­cić uwagę na dwie z nich. Pierw­sza to okres ko­mu­ni­zmu. W Pol­sce ko­mu­ni­ści nie znisz­czyli tak bar­dzo Ko­ścioła, jak zro­bili to w Cze­cho­sło­wa­cji czy na Wę­grzech, ale udało im się osła­bić in­te­lek­tu­alny wy­miar na­szej re­li­gij­no­ści. W okre­sie ko­mu­ni­zmu do­mi­no­wała po­boż­ność lu­dowa. Druga przy­czyna to prze­ni­ka­nie do Pol­ski w ostat­nich la­tach re­li­gij­no­ści syn­kre­tycz­nej z Afryki, Azji i Ame­ryki Po­łu­dnio­wej. Dla mnie sym­bo­lem in­te­lek­tu­al­nego upadku Ko­ścioła ka­to­lic­kiego w Pol­sce były re­ko­lek­cje na­ro­dowe, ja­kie gło­sił kilka razy dla ca­łej na­szej oj­czy­zny ksiądz Ba­sho­bora na Sta­dio­nie Na­ro­do­wym w War­sza­wie. Nikt nie sta­wiał py­tań, kim jest ten czło­wiek, skąd przy­bywa i czego na­ucza.

Ty ta­kie py­ta­nia sta­wia­łeś.

Przy­glą­da­łem się temu zja­wi­sku od 2008 roku. Zbie­ra­łem in­for­ma­cje, czy­ta­łem książki i ar­ty­kuły w róż­nych ję­zy­kach, chcia­łem to zro­zu­mieć. Wio­sną 2015 roku uka­zał się mój ob­szerny ar­ty­kuł na­ukowy Etyczne aspekty współ­cze­snej pen­te­ko­sta­li­za­cji chrze­ści­jań­stwa. La­tem 2015 roku udzie­li­łem jed­nemu z ty­go­dni­ków sze­ro­kiego wy­wiadu na ten te­mat. Pierw­szą re­ak­cją był ogromny hejt, za­równo ze strony wy­znaw­ców księ­dza Ba­sho­bory, jak i ze strony mo­jego śro­do­wi­ska ko­ściel­nego. Na­to­miast mó­wiąc o ain­te­lek­tu­ali­zmie, trudno nie zgo­dzić się z bi­sku­pem Czają. Jego dia­gnoza jest trafna i oparta na głęb­szej ana­li­zie. Mój ar­ty­kuł na­ukowy o pen­te­ko­sta­li­za­cji wy­sła­łem do kil­ku­na­stu naj­waż­niej­szych bi­sku­pów w na­szym kraju. Od­po­wie­działo tylko dwóch. Je­den po­twier­dził grzecz­no­ściowo od­biór prze­syłki, na­to­miast drugi od­niósł się me­ry­to­rycz­nie do mo­jego tek­stu. Był nim wła­śnie bi­skup An­drzej Czaja, ów­cze­sny prze­wod­ni­czący Ko­mi­sji Na­uki Wiary Kon­fe­ren­cji Epi­sko­patu Pol­ski. We wrze­śniu 2016 roku za­pro­sił mnie na po­sie­dze­nie tej waż­nej ko­mi­sji, że­bym wy­gło­sił re­fe­rat Ko­ściół ka­to­licki w Pol­sce wo­bec zja­wi­ska pen­te­ko­sta­li­za­cji.

Czym jest pen­te­ko­sta­li­za­cja?

To pro­ces two­rze­nia no­wych wspól­not zie­lo­no­świąt­ko­wych oraz prze­kształ­ca­nie in­nych Ko­ścio­łów w jedną syn­kre­tyczną od­mianę chrze­ści­jań­stwa cha­ry­zma­tycz­nego w wy­mia­rze glo­bal­nym. W wy­niku pro­cesu pen­te­ko­sta­li­za­cji - szcze­gól­nie w Afryce, Azji czy Ame­ryce Po­łu­dnio­wej - ro­dzą się nowe wspól­noty, związki wy­zna­niowe lub sekty o cha­rak­te­rze zie­lo­no­świąt­ko­wym. Pro­ces głę­bo­kiej trans­for­ma­cji na po­zio­mie gło­szo­nej dok­tryny do­ko­nuje się także we­wnątrz wielu wy­znań tra­dy­cyj­nych. Pen­te­ko­sta­li­za­cja do­ty­czy mię­dzy in­nymi ka­to­li­ków, me­to­dy­stów, bap­ty­stów, an­gli­ka­nów, chrze­ści­jan ewan­ge­li­kal­nych. W 2014 roku stwo­rzy­łem nowe słowo "uzie­lo­no­świąt­ko­wie­nie" jako sy­no­nim pen­te­ko­sta­li­za­cji. Na po­sie­dze­niu Ko­mi­sji Na­uki Wiary do­ko­na­łem pre­zen­ta­cji tego zja­wi­ska w wy­mia­rze glo­bal­nym. Zwró­ci­łem też uwagę na nasz pol­ski kon­tekst, przy­kła­dem tu było dziwne wy­da­rze­nie re­li­gijne, które miało miej­sce w 2012 roku w Ko­sza­li­nie. Wów­czas re­ko­lek­cje cha­ry­zma­tyczne dla bi­sku­pów i księży pro­wa­dzili An­to­nello Ca­deddu i En­rico Porcu. W trak­cie tych re­ko­lek­cji bi­skup Edward Daj­czak, dwaj inni bi­skupi oraz kil­ku­dzie­się­ciu księży do­świad­czyli spo­czynku w du­chu (upa­dek, hip­noza, trans, au­to­su­ge­stia, za­śnię­cie w Du­chu Świę­tym). Nie ukry­wa­łem swego prze­ra­że­nia fak­tem, że ni­komu nie­znani przy­by­sze z Ame­ryki Po­łu­dnio­wej "rzu­cają na pod­łogę" bi­sku­pami i księżmi.

Jak na to za­re­ago­wali słu­cha­jący cię wtedy bi­skupi i księża z ko­mi­sji?

Re­fe­rat spo­tkał się z do­brym przy­ję­ciem, zde­cy­do­wano się mnie za­pro­sić na po­sie­dze­nie ple­narne Kon­fe­ren­cji Epi­sko­patu Pol­ski, że­bym mógł go po­wtó­rzyć wszyst­kim bi­sku­pom. Nie­stety po­nie­waż w Epi­sko­pa­cie nie bra­kuje zwo­len­ni­ków ta­kiego ro­dzaju po­boż­no­ści, osta­tecz­nie mnie za­blo­ko­wano. Zwy­cię­żyła druga strona. Nie pod­jęto żad­nych de­cy­zji, żeby ogra­ni­czyć roz­wój re­li­gij­no­ści syn­kre­tycz­nej w na­szym kraju. W lipcu 2017 roku ksiądz Ba­sho­bora gło­sił ko­lejne re­ko­lek­cje na Sta­dio­nie Na­ro­do­wym w War­sza­wie.

Nie ma co też ukry­wać, że po­działy w Epi­sko­pa­cie czy - mó­wiąc de­li­kat­niej - róż­nice opi­nii do­ty­czą nie tylko po­li­tyki, ale także wy­boru formy gło­sze­nia dziś Ewan­ge­lii.

Re­li­gij­ność syn­kre­tyczna ma swo­ich zwo­len­ni­ków wśród bi­sku­pów zwią­za­nych z bar­dzo róż­nymi par­tiami po­li­tycz­nymi. Tak bi­skupi kon­ser­wa­tywni, jak i li­be­ralni nie wi­dzą za­gro­żeń zwią­za­nych z pro­ce­sem uzie­lo­no­świąt­ko­wie­nia ka­to­li­cy­zmu i chrze­ści­jań­stwa. Re­li­gij­ność uzie­lo­no­świąt­ko­wiona jest pro­mo­wana mię­dzy in­nymi przez ar­cy­bi­skupa Grze­go­rza Ry­sia, który z pew­no­ścią nie po­dziela en­tu­zja­zmu dla ele­men­tów me­sja­ni­stycz­nych czy mi­li­ta­ry­stycz­nych.

Cza­sem mam wra­że­nie, że ta nadak­tyw­ność śro­do­wisk cha­ry­zma­tycz­nych, gło­szą­cych ja­kiś ro­dzaj "go­dziny próby" dla Ko­ścioła i świata, jest przyj­mo­wana przez bi­sku­pów co naj­mniej z życz­liwą ak­cep­ta­cją i na­dzieją, że jesz­cze tej ze­psu­tej Eu­ro­pie po­ka­żemy, kto ma ra­cję. Jed­no­cze­śnie w Pol­sce bra­kuje mo­ral­nej oceny kon­kret­nych zja­wisk i kry­zy­sów, które do­ty­kają także nas jako czę­ści eu­ro­pej­skiej wspól­noty. Gdyby za­py­tać o sto­su­nek Ko­ścioła do Unii Eu­ro­pej­skiej, to co naj­wy­żej stać nas na przy­po­mnie­nie cy­tatu z Jana Pawła II "od Unii Lu­bel­skiej do Eu­ro­pej­skiej". I zero głęb­szej re­flek­sji o tym, jak mamy od­po­wia­dać na py­ta­nia, które przy­nosi nam nie­wąt­pliwy kry­zys, jaki dziś prze­żywa Eu­ropa.

Nie­stety, pol­ski ka­to­li­cyzm nie uczest­ni­czy w tej pa­sjo­nu­ją­cej de­ba­cie, która do­ty­czy przy­szło­ści na­szego kon­ty­nentu. We­wnątrz Ko­ścioła ka­to­lic­kiego w Pol­sce nie to­czy się żadna istotna dys­ku­sja fi­lo­zo­ficzno-teo­lo­giczna. Epi­sko­pat pod­trzy­muje mo­del wy­pra­co­wany w cza­sach ko­mu­ni­stycz­nych, któ­rego istotą było za­cho­wa­nie jed­no­ści za wszelką cenę. To zo­stało do dzi­siaj - wiemy prze­cież, że w oce­nie wielu zja­wisk, wy­da­rzeń czy pro­ble­mów bi­skupi się róż­nią, pry­wat­nie dają temu na­wet wy­raz, ale kiedy mają za­brać głos pu­blicz­nie, na­gle wszyst­kie róż­nice zni­kają. To w kon­se­kwen­cji ucina ja­ką­kol­wiek we­wnątrz­ko­ścielną dys­ku­sję. Do tego mamy pra­wie cał­ko­wite mil­cze­nie śro­do­wi­ska teo­lo­gii ka­to­lic­kiej, gdy cho­dzi o istotne za­gad­nie­nia spo­łeczne, etyczne, świa­to­po­glą­dowe czy bio­etyczne.

Ame­ry­kań­ski ba­dacz pol­skiej hi­sto­rii i re­li­gij­no­ści Brian Por­ter-Szűcs w książce Wiara i Oj­czy­zna. Ka­to­li­cyzm, no­wo­cze­sność i Pol­ska używa w sto­sunku do pol­skiego Ko­ścioła okre­śle­nia "et­no­ka­to­li­cyzm", co ma zna­czyć, że w sfe­rze wiary je­ste­śmy bar­dziej Po­la­kami niż ka­to­li­kami. Ma ra­cję?

W du­żym stop­niu tak. Do­sko­nale było to wi­dać 9 marca tego roku w trak­cie dys­ku­sji w sej­mie nad uchwałą w spra­wie obrony do­brego imie­nia Świę­tego Jana Pawła II. Z ust wielu par­la­men­ta­rzy­stów pa­dały słowa ab­so­lut­nie zdu­mie­wa­jące. Oczy­wi­ście czymś upraw­nio­nym jest roz­sądne po­strze­ga­nie ka­to­li­cy­zmu jako in­te­gral­nej czę­ści na­ro­do­wej tra­dy­cji i toż­sa­mo­ści. Można mą­drze po­łą­czyć pa­trio­tyzm ro­zu­miany jako cnotę spo­łeczną z głę­bo­kim za­an­ga­żo­wa­niem w ży­cie re­li­gijne. To się nie wy­klu­cza. Bar­dziej mnie mar­twią za­pędy me­sja­ni­styczne, po­ka­zu­jące po­stawę wyż­szo­ści w sto­sunku do tego, co dzieje się w Eu­ro­pie i na świe­cie, także w in­nych Ko­ścio­łach lo­kal­nych. Tak za­cho­wują się nie tylko ka­to­licy świeccy, ale też pol­scy bi­skupi i księża w sto­sunku do ka­to­li­ków ży­ją­cych w in­nych kra­jach.

Cza­sem przy­biera to po­stać skrajną, nie­mal po­ucza­nia ex ca­the­dra, jak w przy­padku słyn­nego li­stu prze­wod­ni­czą­cego KEP ar­cy­bi­skupa Sta­ni­sława Gą­dec­kiego do nie­miec­kich bi­sku­pów w spra­wie drogi sy­no­dal­nej.

Uwa­żam, że po­win­ni­śmy się skon­cen­tro­wać na wła­snych pro­ble­mach. W wy­mia­rze ko­ściel­nym trzeba prze­rwać nie­koń­czące się pa­smo skan­dali oby­cza­jo­wych z udzia­łem bi­sku­pów i księży, które ruj­nują pol­ski ka­to­li­cyzm. Na­to­miast w wy­mia­rze spo­łecz­nym na­szym naj­więk­szym wy­zwa­niem jest kry­zys de­mo­gra­ficzny, który może do­pro­wa­dzić do za­głady bio­lo­gicz­nej na­szego na­rodu. Trzeba go prze­zwy­cię­żyć mą­drą po­li­tyką pro­ro­dzinną i imi­gra­cyjną. W naj­bliż­szych la­tach bę­dziemy zmu­szeni do tego, żeby za­pro­sić do na­szego kraju kilka mi­lio­nów imi­gran­tów. Trzeba przy­go­to­wać men­tal­nie spo­łe­czeń­stwo do tego wiel­kiego wy­zwa­nia. Nie­stety, kom­plet­nie bez­pod­stawne idee me­sja­ni­styczne wciąż ro­dzą się w wielu na­szych gło­wach. To zaj­mo­wa­nie się "zba­wia­niem świata" nie po­zwala uzdro­wić tego, co jest chore w nas sa­mych. Z jed­nej strony wi­dzimy, jak Ko­ściół gnije od środka, a z dru­giej ob­ser­wu­jemy po­stawę za­sła­nia­nia oczu i uszu. I do tego to pra­gnie­nie re­chry­stia­ni­za­cji Eu­ropy. To jest ja­kiś kom­pletny ab­surd.

Ale ty­powy pol­ski ka­to­lik czę­ściej sły­szy, jaki jest wy­brany i do­sko­nały, niż co ma zmie­nić i na­pra­wić.

Za­miast trwa­nia w ilu­zji, że je­ste­śmy lepsi od in­nych, po­win­ni­śmy dziś jako Ko­ściół mó­wić mię­dzy in­nymi o tym, jak wi­dzimy przy­szłość Eu­ropy Środ­kowo-Wschod­niej po za­koń­cze­niu obec­nej wojny, w jaki spo­sób chcemy za­trzy­mać po­stę­pu­jącą ate­iza­cję dzieci i mło­dzieży. Za­miast rze­tel­nej ana­lizy tego, z ja­kimi au­ten­tycz­nymi wy­zwa­niami mu­simy się zmie­rzyć, mamy me­ga­lo­ma­nię nie­któ­rych bi­sku­pów i sły­szymy od nich slo­gany w stylu: nie jest ważna Kon­sty­tu­cja, ale Ewan­ge­lia. To co? Chcemy ro­bić z Pol­ski pań­stwo wy­zna­niowe? To są te ab­surdy, które w po­staci uprosz­czo­nych ha­seł są bez­kry­tycz­nie przyj­mo­wane przez wielu du­chow­nych i świec­kich.

Jesz­cze chęt­niej ta­kie ab­surdy są przyj­mo­wane przez dużą część elity po­li­tycz­nej, która dzi­siaj bie­rze Ko­ściół na za­kład­nika i wy­syła do księży i bi­sku­pów ko­mu­ni­kat: tylko my wam za­gwa­ran­tu­jemy, że da­lej bę­dzie do­brze.

W pew­nym sen­sie tak to wy­gląda. Wielu bi­sku­pów, księży i lu­dzi świec­kich uważa, że rządy Zjed­no­czo­nej Pra­wicy są ro­dza­jem tar­czy obron­nej albo le­piej: twier­dzy gwa­ran­tu­ją­cej ka­to­li­cy­zmowi i Ko­ścio­łowi prze­trwa­nie. Ta­kie ro­zu­mie­nie re­la­cji mię­dzy świa­tem po­li­tyki i Ko­ścio­łem jako in­sty­tu­cją jest nie­zwy­kle nie­bez­pieczne, bo wpy­cha Ko­ściół w ra­miona za­leż­no­ści tylko od jed­nej par­tii, a tym­cza­sem ka­to­licy w Pol­sce jako wy­borcy sym­pa­ty­zują z róż­nymi śro­do­wi­skami po­li­tycz­nymi. Mamy wręcz uni­ka­tową w skali Eu­ropy sy­tu­ację, gdzie li­de­rzy bar­dzo róż­nych par­tii po­li­tycz­nych iden­ty­fi­kują się jako ka­to­licy. Pa­ra­dok­sal­nie to, co łą­czy Ka­czyń­skiego, Tu­ska, Ko­si­niaka-Ka­my­sza czy Ho­łow­nię, a na­wet Gaw­kow­skiego, to przy­na­leż­ność do Ko­ścioła ka­to­lic­kiego. Oni wszy­scy są ka­to­li­kami. Py­ta­nie klu­czowe, ja­kiego w Pol­sce nikt nie sta­wia, brzmi na­stę­pu­jąco: jak po­winna wy­glą­dać w na­szym kraju obec­ność ka­to­li­ków w ży­ciu po­li­tycz­nym, skoro wiemy o tym, że li­de­rzy głów­nych par­tii są ka­to­li­kami i że pol­scy ka­to­licy gło­sują na różne ugru­po­wa­nia po­li­tyczne? Uczciwe prze­my­śle­nie tego za­gad­nie­nia jest wiel­kim wy­zwa­niem in­te­lek­tu­al­nym, ja­kie stoi przed nami.

Je­den z bi­sku­pów na­wet ubo­le­wał, że Tusk "cie­szy się po­par­ciem wielu lu­dzi cho­dzą­cych do ko­ścioła, także księży". Może to zwia­stun tego, że w naj­bliż­szych mie­sią­cach bę­dziemy świad­kami jesz­cze moc­niej­szych wy­po­wie­dzi ad per­so­nam?

To będą nie tylko naj­bliż­sze mie­siące, ale całe dwa lata. Mamy przed sobą cztery kam­pa­nie wy­bor­cze: par­la­men­tarną, sa­mo­rzą­dową, eu­ro­pej­ską i pre­zy­dencką. To bę­dzie bez­względna walka po­li­tyczna, zdo­mi­no­wana przez tre­ści oby­cza­jowe i świa­to­po­glą­dowe. W Pol­sce kształ­tuje się w po­li­tyce mo­del bi­po­larny: z jed­nej strony obóz cen­tro­pra­wi­cowy, a z dru­giej cen­tro­le­wi­cowy z wy­raź­nym li­be­ral­nym ak­cen­tem w prze­strzeni świa­to­po­glą­do­wej. Na czele tych zwa­śnio­nych ple­mion, które się wza­jem­nie nie­na­wi­dzą, stoją li­de­rzy, któ­rzy są ka­to­li­kami. Ka­to­licy o po­glą­dach li­be­ral­nych będą gło­so­wali na blok cen­tro­le­wi­cowy, a ka­to­licy dok­try­nal­nie bar­dziej kon­ser­wa­tywni - na obóz cen­tro­pra­wi­cowy. I to bę­dzie po­dział dość po­dobny do tego, który jest obec­nie w USA, gdzie mamy de­mo­kra­tów i re­pu­bli­ka­nów. Co cie­kawe, spo­śród 65 mi­lio­nów ame­ry­kań­skich ka­to­li­ków po­łowa gło­suje na Par­tię De­mo­kra­tyczną, a druga po­łowa na Par­tię Re­pu­bli­kań­ską.

To wi­dać także w ame­ry­kań­skim epi­sko­pa­cie.

Oczy­wi­ście! Co wię­cej, bi­skupi ka­to­liccy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, w od­róż­nie­niu od pol­skich, pu­blicz­nie bar­dzo ja­sno pre­zen­tują swoje po­glądy re­li­gijne, spo­łeczne czy po­li­tyczne. Uwa­żam, że to jest per­spek­tywa, która czeka także nas. Także w Pol­sce bę­dzie się co­raz bar­dziej umac­niać wy­raźny po­dział na ka­to­li­cyzm kon­ser­wa­tywny i li­be­ralny. Po­trzeba trud­nej de­baty, żeby okre­ślić za­sady współ­ży­cia tych dwóch nur­tów re­li­gij­nych tak w Ko­ściele, jak w prze­strzeni ży­cia po­li­tycz­nego.

Bar­dziej się oba­wiam, że taką de­batę za­stąpi ma­giczne my­śle­nie: za­miast nie­pew­nej przy­szło­ści wy­bierzmy to, co jest. Czyli, prze­kła­da­jąc to na ję­zyk ko­ściel­nej po­li­tyki: nie wia­domo, jak bę­dzie z tymi le­wa­kami i li­be­ra­łami, a PiS nie tylko nam nie szko­dzi, ale i jesz­cze nas wspiera.

Zgoda, do wy­bo­rów pre­zy­denc­kich nie ma szansy na ja­ką­kol­wiek me­ry­to­ryczną de­batę. Przed nami dwa lata hejtu i nie­na­wi­ści. Dla­tego trzeba my­śleć o Pol­sce po roku 2025, kiedy prze­to­czy się ten wy­bor­czy wa­lec. Może to bę­dzie czas na uło­że­nie nie tylko sceny po­li­tycz­nej, ale i za­sta­no­wie­nie się, gdzie i po co sy­tu­ują się w tej rze­czy­wi­sto­ści ka­to­licy. Wiele wska­zuje na to, że w 2025 roku wy­bory pre­zy­denc­kie może wy­grać kan­dy­dat li­be­ralny z obozu cen­tro­le­wi­co­wego. De­cy­du­jące zna­cze­nie będą mieć głosy mło­dych wy­bor­ców.

Nie są­dzisz, że ła­twiej od­na­leźć się ka­to­li­kowi jed­nak po pra­wej stro­nie, niż mę­czyć się z po­go­dze­niem li­be­ral­nego świa­to­po­glądu z ry­go­rem ko­ściel­nych pa­ra­gra­fów?

Zgoda - gdy cho­dzi o Pol­skę. Kon­ser­wa­tywne ro­zu­mie­nie prawd wiary i mo­ral­no­ści, po­łą­czone z war­to­ściami na­ro­do­wymi, czyni ła­twiej­szym wy­bór cen­tro­pra­wicy w wy­mia­rze po­li­tycz­nym. W naj­bliż­szych la­tach bar­dzo cie­ka­wym zja­wi­skiem bę­dzie u nas okre­śle­nie toż­sa­mo­ści po­li­tycz­nej ka­to­li­ków li­be­ral­nych. Nie jest tak, że wszystko trzeba od­kry­wać na nowo, można od­wo­łać się do tra­dy­cji nie­miec­kiej cha­de­cji czy do le­wi­co­wego ka­to­li­cy­zmu wło­skiego. Je­śli w in­nych kra­jach prze­śle­dzimy so­bie, komu w wy­bo­rach, mniej lub bar­dziej otwar­cie, udzie­lają wspar­cia bi­skupi ka­to­liccy, to bę­dziemy za­sko­czeni. Nie­dawno w Bra­zy­lii w wy­bo­rach pre­zy­denc­kich bi­skupi ewi­dent­nie po­parli le­wi­co­wego kan­dy­data, Lulę. Na­to­miast we Wło­szech więk­szość księży sym­pa­ty­zo­wała z Gior­gią Me­loni i ko­ali­cją par­tii cen­tro­pra­wi­co­wych, ale bi­skupi za­ku­li­sowo po­pie­rali par­tie cen­tro­le­wi­cowe.

A gdyby do­szło do za­gro­że­nia na­szego człon­ko­stwa w Unii Eu­ro­pej­skiej, to dziś Ko­ściół rów­nie mocno opo­wie­działby się za in­te­gra­cją jak kie­dyś czy ra­czej wsparłby śro­do­wi­ska eu­ro­scep­tyczne?

Z pew­no­ścią w tej spra­wie na­stą­piłby głę­boki po­dział. Dzi­siej­sza Unia Eu­ro­pej­ska jest zu­peł­nie inna niż dwa­dzie­ścia lat temu. Od ja­kie­goś czasu poza Unią jest już Wielka Bry­ta­nia. Wszystko wska­zuje na to, że w spra­wie UE ka­to­licy kon­ser­wa­tywni i li­be­ralni będą mię­dzy sobą co­raz bar­dziej po­dzie­leni. Szkoda, że w krę­gach ka­to­lic­kich w na­szym kraju prak­tycz­nie nie ma de­baty do­ty­czą­cej przy­szło­ści Unii Eu­ro­pej­skiej.

Jako przed­sta­wi­ciel Fun­da­cji imie­nia bi­skupa Pie­ronka, or­ga­ni­zu­ją­cej do­roczną kon­fe­ren­cję po­świę­coną Ko­ścio­łowi i Unii Eu­ro­pej­skiej, mogę na po­twier­dze­nie two­ich słów przy­to­czyć fakt, że od lat ar­cy­bi­skup Ję­dra­szew­ski tak sku­tecz­nie boj­ko­tuje to wy­da­rze­nie, że na ob­rady nie przy­jeż­dżają już na­wet ci pol­scy bi­skupi, któ­rzy Unią zaj­mują się nie­mal z urzędu.

To źle wróży na przy­szłość. Nie­obecni nie mają ra­cji. Nie wolno ucie­kać przed trud­nymi wy­zwa­niami. Nie ma co ukry­wać, że dzi­siaj sto­su­nek Ko­ścioła ka­to­lic­kiego do Unii jest za­gad­nie­niem skom­pli­ko­wa­nym i trud­nym. Nie tylko dla nas, w Pol­sce, ale także we Wło­szech, na Sło­wa­cji czy w Hisz­pa­nii.

Dla­czego?

Po­nie­waż po wej­ściu w ży­cie 1 li­sto­pada 1993 roku trak­tatu z Ma­astricht za­czął się ra­dy­kal­nie zmie­niać pro­jekt zjed­no­czo­nej Eu­ropy. Po­woli za­częto od­cho­dzić od re­guł, za któ­rymi stali oj­co­wie za­ło­ży­ciele, czyli Ro­bert Schu­man, Kon­rad Ade­nauer i Al­cide de Ga­spari. Ich pro­jek­tem była Eu­ropa oj­czyzn jako wspól­nota państw na­ro­do­wych. W la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych za­czął do­mi­no­wać pro­jekt kon­ku­ren­cyjny, wy­pra­co­wany przez wło­skiego ko­mu­ni­stę Al­tiera Spi­nel­lego. To wi­zja Eu­ropy jako su­per­pań­stwa, dą­żąca do cał­ko­wi­tej li­kwi­da­cji państw na­ro­do­wych i kwe­stio­nu­jąca chrze­ści­jań­skie ko­rze­nie na­szego kon­ty­nentu. Kiedy w Pol­sce w 2004 roku przed re­fe­ren­dum ak­ce­syj­nym od­by­wała się kam­pa­nia na rzecz przy­stą­pie­nia na­szego kraju do struk­tur Unii Eu­ro­pej­skiej, to pro­mo­wana była Unia z tego pierw­szego, cha­dec­kiego pro­jektu. Było to oczy­wi­ście nie­zgodne ze sta­nem fak­tycz­nym, po­nie­waż taka Eu­ropa de facto prze­stała ist­nieć po trak­ta­cie z Ma­astricht. Mó­wiąc wprost: na­sze re­fe­ren­dum nie do­ty­czyło ta­kiej Unii, do któ­rej osta­tecz­nie we­szli­śmy. Dzi­siaj z po­li­tycz­nego punktu wi­dze­nia nie ma dla nas al­ter­na­tywy funk­cjo­no­wa­nia poza Unią Eu­ro­pej­ską, ale też nie mo­żemy uda­wać, że cał­ko­wi­cie zga­dzamy się na li­kwi­da­cję państw na­ro­do­wych.

Kto w pol­skim Ko­ściele po bi­sku­pie Pie­ronku mógłby za­jąć się tym te­ma­tem i ja­koś go pro­mo­wać w de­ba­cie pu­blicz­nej? Może śro­do­wi­sko Kon­gresu Ka­to­li­czek i Ka­to­li­ków?

Ow­szem, trzeba do­ce­nić wy­si­łek człon­ków Kon­gresu, któ­rego efek­tem jest kil­ka­na­ście do­ku­men­tów i pro­po­zy­cji, ale wpływ tego śro­do­wi­ska jest mar­gi­nalny. Nie­stety, w Ko­ściele w Pol­sce pra­wie cał­ko­wi­cie umarła de­bata in­te­lek­tu­alna. Za­miast dys­ku­sji fi­lo­zo­ficz­nych i teo­lo­gicz­nych mamy eg­zor­cy­zmy, stra­sze­nie dia­błem i mar­sze od­dzia­łów Ry­ce­rzy Mi­chała Ar­cha­nioła lub Żoł­nie­rzy Chry­stusa, a re­alne pro­blemy na­dal są za­mia­tane pod dy­wan. Ale to wszystko kie­dyś wy­buch­nie i - oba­wiam się - nie tylko jako wy­zwa­nie in­te­lek­tu­alne.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki