Rozdział II
Dowódca policji rejonu Pacyfiku
- Halo! Halo! Komenda Główna Policji w Sydney?
- ......!
- Kto jest przy telefonie?
- ......!
- Ach tak! Pan Mathewby, dowódca 5 Sekcji. Oto rozkazy od sir Toby'ego Allsmine'a, dyrektora generalnego rejonu Pacyfiku. Pojedzie pan do Little Rock34, dom Sonder, zajmie lornetkę Folmana i osobiście aresztuje jego samego. Zrozumiał pan?
- ......!
- Dobrze. Do widzenia.
Nacisnąwszy dwukrotne przycisk dzwonka telefonu, człowiek, który właśnie przez niego mówił, odwrócił się. Był mężczyzną mającym około trzydziestu pięciu lat, średniego wzrostu, zgrabnej budowy ciała, chociaż jego kręgosłup wykazywał wyraźne skrzywienie, które sprawiało, że wszyscy źle wychowani ludzie przezwiskiem "garbusa" określali pana Jamesa Packa, osobistego sekretarza sir Toby'ego Allsmine'a.
Za to twarz Jamesa była tak sympatyczna, jego niebieskie oczy tak śmiejące się i przyjemne, jasne wąsy i włosy tak jedwabiste, że młode misses z Sydney (Nowa Południowa Walia35 w Australii) chętnie mówiły mu ze szczerą swobodą anglosaskich manier:
- Czy zechcesz ożenić się ze mną?
Na co on niezmiennie odpowiadał:
- Jestem ogromnie zobowiązany, ale dla mnie nie nadszedł jeszcze czas, żeby zaangażować się w takie rzeczy.
Rzeczywiście, w obszernym przeszklonym pomieszczeniu, stanowiącym część rezydencji mieszkalnej sir Allsmine'a, ten młody człowiek, otoczony aparatami telefonicznymi, telefotycznymi36, telegraficznymi, nadajnikami i odbiornikami elektrycznymi, tubami akustycznymi pokrywającymi ściany, które łączyły ten pokój z komendą główną policji, a co za tym idzie ze światem, za pomocą kabli biegnących z Sydney do Port Darwin37 i Sumatry, z Sydney do Nelson38 w Nowej Zelandii, z Sydney na Tasmanię, ten młody człowiek, jak powiedzieliśmy, naprawdę nie miał czasu na myślenie o małżeństwie.
Przez cały dzień, a czasem i w nocy rozmawiał z funkcjonariuszami policji rozsianymi po wybrzeżach Oceanu Spokojnego, odbierając meldunki, przekazując instrukcje, dbając o prawidłowe funkcjonowanie skomplikowanych trybików, które w tej części świata, tak samo jak i w innych, zapewniały władzę Anglii.
Trzech skrybów, a dokładniej trzech daktylografistów39, to znaczy trzech pracowników, będącymi specjalistami w sztuce posługiwania się maszynami do pisania, pracowało na rozkaz Packa.
Jeden z nich podniósł głowę i kiedy James wracał do swojego biura, zapytał go:
- No jak, panie Pack, Folman ma trafić do więzienia?
- Tak, Dicku.
- To ten człowiek, który wykorzystując ciekawe właściwości promieni rentgenowskich, wynalazł lornetkę fotograficzną, której klisze odtwarzają tylko sztuczne "dodatki" fotografowanych?
- Właśnie z tego powodu.
- Naprawdę?
- Jak najbardziej.
Następnie, wręczając kartonik swojemu rozmówcy, Pack dodał:
- To jest powód aresztowania.
- Oho! - zawołał pracownik - ciekawa fotografia! Drewniana noga, fajka, kompletna sztuczna szczęka i nos...
- Ze srebra. To portret pułkownika Awisa, wykonany przez lornetkę Folmana.
To oświadczenie wywołało wybuch śmiechu.
- Jednakże - mówił dalej sekretarz - pułkownik zdenerwował się, złożył zażalenie z żądaniem odszkodowania za szkody, jakie poniósł z powodu jego stanu. Ma w Anglii wysoko postawionych krewnych i jest ważne, aby nasz dowódca nie robił sobie wrogów, zwłaszcza obecnie, kiedy to pomimo stanowczych rozkazów Admiralicji nie możemy dostać w swoje ręce nieuchwytnego Pirata Tripleksa.
Gdy padło to nazwisko, daktylografiści spoważnieli:
- Niech będzie przeklęty! - powiedzieli jednym głosem.
- Tak, na pewno przeklęty, bo szatan bez wątpienia upomni się o tego osobnika - potwierdził garbus, a po chwili, ściszając głos, jakby bał się, że podsłucha go jakiś niewidzialny szpieg, dodał:
- Jak wiecie ten pirat wydaje się posiadać dar wszechobecności. Zważcie najpierw, że dokładnie tego samego dnia, w tym samym czasie, zniszczył trzy angielskie placówki: jedną w Ameryce, w Kolumbii Brytyjskiej; drugą w Azji, w pobliżu Singapuru; a trzecią na naszym wybrzeżu australijskim.
- To właśnie po tym wyczynie Admiralicja wysłała sir Toby'emu Allsmine'owi szczegółowe instrukcje.
- Zgadza się! Wczoraj rano otrzymaliśmy trzy depesze wysłane z Nowej Zelandii, z terytorium angielskiego na wyspie Borneo i z hinduskiej wyspy Cejlon. Okazało się, że poprzedniej nocy wielmożny Triplex pojawił się w każdym z tych miejsc, za każdym razem porywając brytyjskiego urzędnika i chłostając go aż co całkowitej utraty przytomności. Przy każdym z jego ofiar znajdowała się wizytówka z następującymi słowami:
W imię sprawiedliwości, Pirat Triplex chłoszcze podwładnych wyzbytego czci Allsmine'a, w oczekiwaniu na dzień, w którym dosięgnie jego samego.
Daktylografiści spoglądali po sobie z niejakim strachem.
- Poddani chłoście - wyszeptał jeden z nich.
- Nasz zawód jest pełen niebezpieczeństw - dodał drugi.
Natomiast ostatni po chwili namysłu zapytał:
- Czy ktoś widział tego przeklętego pirata...?
- Cii! Cicho! - przerwali mu inni. - Nie mów tak o tym kapitanie. Po co ściągać na siebie gniew takiego człowieka?
Lekki uśmiech przemknął po twarzy Jamesa Packa, który bez zwłoki odpowiedział na zadane pytanie:
- Widziano go. Nosi mundur angielskiego oficera marynarki wojennej, owinięty w obszerny płaszcz.
- A jaką ma twarz?
- Och! Jego twarz jest nieznana. Ukrywa ją pod zieloną maską.
- Zieloną maską! Musi to wyglądać przerażająco.
Taki był stan umysłu skrybów, który wszyscy podskoczyli, gdy usłyszeli otwierające się drzwi. Lecz jeśli myśleli, że na progu zobaczą pirata, to się rozczarowali. Tym, który wszedł, był sam sir Allsmine.
Bardzo wysoki, dość tęgi, o pełnej i zarumienionej twarzy, poszerzonej krzaczastymi, rudymi bokobrodami, niebieskich oczach, przebiegłych i okrutnych, tak oto wyglądał dowódca policji rejonu Pacyfiku.
W owej chwili wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Wyczuwający burzę daktylografiści wznowili pracę; z wszystkich stron dobiegał stukot maszyn do pisania. Sir Toby podszedł prosto do Packa i stłumionym głosem zapytał:
- I co, panie Pack, mamy dziś rano jakieś wiadomości?
- Żadnych, sir.
- A ja mam... - mówił dalej dyrektor z gestem złości. - Robi się to szalone!
Nachylił się do ucha rozmówcy i dodał:
- Wie pan, że wczoraj naradzałem się z lordem Boldkinem40, głównodowodzącym naszej eskadry na Pacyfiku?
- Powiedział mi pan o tym, sir.
- Zostało uzgodnione, że wszystkie dostępne okręty zostaną zmobilizowane; że kompanie desantowe zajmą wszystkie wybrzeża znajdujące się pod wpływem Anglii.
- O tym też mi pan powiedział.
- Lord Boldkin, którego bandera powiewa nad pancernikiem "Ironduke", miał wypłynąć dziś rano, aby zorganizować obronę wybrzeży australijskich.
- Tak.
- Niedługo przed świtem ten godny szacunku marynarz był na pokładzie, czekając na porę, w której przypływ pozwoli mu wyjść z portu wojennego Farm Cove41. Niespodziewanie, choć nikogo nie zauważono, na pokład spadła drewniana skrzynka. Otworzono ją i znaleziono to, bo lord Boldkin przekazał wiadomość mnie.
Wręczył sekretarzowi trzymaną w dłoni kartkę.
James rzucił na nią okiem i z zaskoczeniem przeczytał półgłosem:
Czcigodny Lordzie!
Nie spotka mnie pan na swojej drodze, gdyż nie mam powodu, żeby się na pana gniewać. Nadaremno jednak będzie pan robił wszystko, co tylko zechce, aby powstrzymać mnie przed ukaraniem haniebnego Allsmine'a.
Pirat TRIPLEX
A ponieważ młody człowiek kręcił głową, sir Toby dodał:
- I wiedz pan, że to jakaś diabelska sztuczka. Z rozkazu lorda zapalono latarnie elektryczne; w ten sposób przeszukano cały port. Niczego nie znaleziono, ani jednej barki, ani jednej łodzi. Załoga jest przerażona. Uważa, że pudełko spadło z nieba, zrzucone przez latającego demona.
- Do diabła, czy tak właśnie nie jest? - szepnął James. - Do diabła, czy załoga nie ma racji?
Jednak dyrektor policji wzruszył ramionami i rzekł:
- Cóż to, panie Pack, nie wierzy pan chyba w czary?
- Na pewno nie, sir, ale ta sprawa jest niewytłumaczalna.
- Rzeczywiście niewytłumaczalna.
- Czy chce pan, żebym powiedział wszystko, co o tym myślę?
- Na pewno chcę, panie Pack.
- Zatem, według mnie, najlepszą rzeczą, jaką zrobiliśmy, było obiecanie w gazetach nagrody w wysokości czterech tysięcy funtów szterlingów temu, kto dostarczy Tripleksa.
- Ja też tak uważałem, ale ogłoszenie to ukazuje się od tygodnia i niczego się jeszcze nie dowiedzieliśmy.
- Czekajmy, sir.
- Czekajmy, czekajmy, kiedy admiralicja... Pomyślmy tylko, że ten łajdak miał aż tak wielką czelność, żeby wysłać list bezpośrednio do Jej Łaskawej Wysokości...
- Myślę o tym, ale co zrobić?
Ten sam pełen zniechęcenia gest wskazywał, że żaden z mężczyzn nie zdołał znaleźć odpowiedzi na to pytanie.
W owej chwili zabrzmiały dwa lekkie pukania do drzwi.
Jakby pod działaniem czarów, maszyny do pisania przestały działać. W pomieszczeniu zapanowała śmiertelna cisza, a dyrektor policji powiedział:
- Proszę.
Natychmiast pojawiła się kobieta, elegancka i pełna wdzięku w swoim bardzo prostym, czarnym stroju, w pełnym świetle, pod złocistą aureolą swych jasnych włosów, ukazująca czarującą twarz, jeszcze młodą, stworzoną, aby budzić podziw; lecz mroczny odcień, który przyjmowały jej błękitne oczy ujawniał, że nawykły one do lania łez, a nikłe zmarszczki, przecinające czyste czoło, zdradzały melancholijne myśli.
- Lady Allsmine - szepnęli pracownicy, wstając, by powitać ukłonem przybyłą damę.
Komendant policji gestem wyraził zniecierpliwienie i oschłym głosem powiedział:
- To ty, Joan, nie spodziewałem się zobaczyć ciebie w tym biurze!
- To rzeczywiście nie jest moje miejsce, Toby - odpowiedziała łagodnie młoda kobieta. - Uwierz mi, że nie przyszłabym bez poważnego powodu.
- Co to za powód?
Joan podeszła do niego i bardzo cicho powiedziała:
- Pirat Triplex.
Allsmine zbladł. Przekleństwo pojawiło się na jego ustach. Odruchowo sięgnął po rewolwer, który jak wszyscy jego rodacy nosił w kieszeni spodni.
Powstrzymała go gestem i powiedziała:
- Przejdźmy do następnego pokoju. Przyprowadziłam kogoś, od którego czegoś się dowiemy.
Kiwnąwszy głową, sir Toby dał znak Jamesowi Packowi, aby poszedł za nim. Poprzedzani przez młodą kobietę, obaj opuścili biuro, zostawiając daktylografów snujących domysły płynące z zawiedzionej ciekawości.
Przeszli długim korytarzem do małego biało-złotego salonu, umeblowanego w fotele, kanapy, krzesła, obite tkaninami o jasnych barwach.
Tam zatrzymali się zaskoczeni. Siedzący po turecku na pufie piętnastoletni chłopiec wydawał się być bardzo zajęty składaniem w kapelusz wielkiego żółtego plakatu, na którym drukowane litery tworzyły czarne arabeski42.
Dziwny był ten chłopiec odziany w stary brązowy dolman43 i spodnie tej samej barwy, ze stopami uwięzionymi w kawałki złożonej płowej skóry, podtrzymywanymi wyblakłymi niebieskimi wstążkami owiniętymi wokół jego opalonych nóg.
Jeszcze ciekawszy wydawał się jednak być wygląd tego szczególnego dziecka. Delikatne, regularne rysy, małe usta, prosty nos, gładkie białe czoło, długie, kręcone, włosy barwy złota, wymykające się spod śmiało odsuniętego w tył beretu, tworzyłyby razem wzór wyjątkowej urody, gdyby nie ciemnozielone oczy, bardzo wydłużone, które patrzyły wzrokiem przyćmionym, nieświadomym; wzrokiem tych, których opuścił rozum; wzrokiem obłąkanych lub głuptasów.
- Ależ tak! To Silly44 - szepnął James do ucha swojego przełożonego.
- Silly?
- Tak, mały idiota, który włóczy się po kraju, żyjąc z datków, dziś jest tutaj, jutro gdzie indziej.
Dziecko jakby nie zauważyło wchodzących osób. Z wielką pilnością nadal składało papier, aby nadać mu pożądany kształt.
- A zatem jest on słaby na umyśle?
- Tak, właśnie tak.
Nie bez zdumienia sir Toby skierował na żonę pytające spojrzenie. Ta je pojęła i odrzekła:
- Chcesz wiedzieć, dlaczego przyprowadziłam ci to dziecko. Wytłumaczę ci. Jak wiesz, moja przyjaciółka Alida Lewis jest chora. Dziś rano, bardzo wcześnie, kazałam zaprząc wiktorię45 i pojechałam do biednej, kochanej cierpiącej. Jej zdrowie się poprawia, i wracałam tutaj, gdy w pobliżu Docks46 zbiegowisko utrudniło przejazd powozu.
Lady Allsmine zerknęła na małego Silly'ego, który do swojego ostatecznie ukończonego kapelusza z papieru przymocowywał monumentalny pióropusz, po czym mówiła dalej:
- Składało się z robotników portowych, którzy otaczali to dziecko, śmiejąc się i obrzucając prostackimi żartami.
- Rozumiem. Wyrwałaś go z ich rąk...
- Zachowuj spokój, jeszcze nie skończyłam tego, co mam ci do powiedzenia. Silly, bardzo poważny, przyklejał na murze plakat podobny do tego, który wciąż nosi.
Kiedy chłopiec wstał i stojąc przed lustrem z zadowoloną miną przymierzał kapelusz, mistress47 Joan wzięła jeden z plakatów, rozłożyła go i pozwoliła mężowi, jak też Jamesowi Packowi, przeczytać tę następującą dziwną proklamację:
Mieszkańcy Sydney. Moi bracia!
Gazety, policjanci straszą was bardzo moim nazwiskiem. Nie musicie się mnie ani trochę obawiać. Prowadzę wojnę wyłącznie z niegodnym dyrektorem policji obszaru Pacyfiku, który zamiast zostać powołany do wymierzenia sprawiedliwości, powinien być jej przekazany. Myślę, że nastąpi to wkrótce, ale w każdym razie wy, moi bracia, nie doznacie żadnej szkody.
wasz oddany
Pirat TRIPLEX
Allsmine zrobił się szkarłatny. Jego groźne spojrzenie padło na chłopaka, wciąż tkwiącego przed lustrem, ale Joan powstrzymała go, mówiąc:
- Jeszcze minutę, jeśli pozwolisz. Ten malec jest pozbawiony rozumu; nie może być za to odpowiedzialny, a ponadto wyświadczył mi przysługę.
- Tobie? - warknął dyrektor przez zaciśnięte zęby.
- Mnie - powiedziała z naciskiem. - Tłum mnie rozpoznał. Bezczelny i drwiący otoczył powóz. Mężczyźni kpili. "Och! Och! Policja się boi, wysyła kobiety do walki z piratem". Zaczynałam się niepokoić, kiedy Silly odwrócił głowę. Zobaczył mnie, postawił na ziemi wiadro pełne kleju i pędzel, które nosił, a potem wskoczył na stopień. Przez chwilę patrzył na mnie ze zdziwieniem: "Jesteś dobra - powiedział łagodnie - bardzo dobra. Silly cię obroni. Daj mi rękę". Podałam mu dłoń, podniósł ją do ust. Ogromny wybuch śmiechu powitał ten gest: "Brawo, Silly, brawo!". Ale malec wyprostował się, z błyskiem w oczach, jego nozdrza drgały w pogardliwym dygotaniu. "Powstrzymajcie języki - zawołał ze złością - Portowcy nie potrafią uszanować damy, którą chroni Silly. Silly nie chce, żeby ktokolwiek jej się naprzykrzał".
- Piękna ochrona - warknął sir Toby, wzruszając ramionami.
- A jednak skuteczna. Nasi rodacy żywią niemal zabobonny szacunek dla głupców i wyzbytych rozumu. Wszyscy umilkli, ludzie usunęli się na bok i tym samym pozwolili mojemu woźnicy Gapowi ruszyć ponownie powozem. Silly usiadł obok mnie. Wciąż trzymał mnie za rękę, powtarzając: "Dobra, ach! Tak, dobra". Przyprowadziłem go do ciebie uważając, że może dowiesz się od tego biednego niewiniątka, w jaki sposób został najęty do tak niebezpiecznej pracy.
- Na palec szatana - wykrzyknął dyrektor policji - uważałaś słusznie, Joan. Przesłucham tego młodego łobuza. Co powiesz, Pack?
- Powiem, że bardzo to pochwalam - odpowiedział sekretarz.
Sir Toby był już przy chłopcu i klepiąc po ramieniu powiedział do niego:
- Silly, Silly, posłuchaj mnie.
Dziecko zwróciło się do niego.
- Dzień dobry, wielmożny panie, dzień dobry. Pogoda jest niezła, wie pan, przymierzam kapelusz generała.
- Nie o to chodzi, przyjacielu. Niedawno temu na ścianach w Docks rozwieszałeś plakaty...
- Rozwieszałem plakaty... - szepnął zaskoczony dzieciak, ale po chwili przypomniał sobie: - Ach, tak! Pędzlem, który zanurzałem w wiadrze...
Nagle urwał, rozejrzał się wokół z niepokojem i rzekł:
- A właśnie... gdzie jest moje wiadro? Zgubiłem je... Moje wiadro... Moje wiadro...
Z wykrzywioną twarzą, bliski płaczu, Silly chodził po salonie, zaglądając pod wszystkie meble.
- Och! - zawołał Toby, który zaczynał się niecierpliwić - nie ma się czym martwić.
- Nie ma czym...? Ach! Pan go nie widział. Pełne kleju... słońce wpadało do niego i to robiło ładne kolory.
Pack nachylił się do ucha dyrektora:
- Trzeba mu ustąpić, bo inaczej nic z niego nie wydobędziemy.
- Ustąpić mu?
- Czy pozwoli mi pan z nim porozmawiać?
- No dobrze, porozmawiajcie.
Sekretarz natychmiast złapał prostaczka za ramię i rzekł delikatnie:
- Nie martw się, Silly. Dostaniesz inne wiadro.
- Inne? - powtórzył chłopiec, którego twarz się rozpromieniła.
- Tak, i to większe.
- Z klejem i pędzlem?
- Tak.
Dziecko szeroko otwarte oczy skierowało na lady Allsmine.
- Czy to prawda? - zapytało ją.
- Tak - potwierdziła swoim łagodnym i smutnym głosem.
- Dama mówi, że to prawda... no to jej wierzę. Kiedy mi to dacie?
- Kiedy odpowiesz na pytanie, które ci zadam.
Malec wybuchnął śmiechem:
- Silly zawsze odpowiada, gdy się do niego mówi. Silly nie jest nieuczciwy.
Pack wymienił spojrzenia ze swoim przełożonym, po czym zapytał:
- Dziś rano, Silly, rozwieszałeś plakaty. Dlaczego?
- No przecież dla zabawy. Nigdy nie naklejał pan papieru, co?
- Nie mam na to czasu.
- Och! Tym gorzej! Tym gorzej!
- Ale kto zlecił ci to rozwieszenie?
- Kto...? No on... ten człowiek.
- Jaki człowiek?
- Nie wiem.
- Powiedz, jak wyglądał tamten człowiek?
- Jak wszyscy ludzie... miał zwłaszcza nogi... biegł.
Sir Toby nie zdołał powściągnąć gniewnego gestu. Stawało się oczywiste, że z nieszczęsnego idioty nie uda się wydobyć żadnego wyjaśnienia.
Pomimo tego James podjął ostatnią próbę:
- Co ci powiedział ten człowiek?
- To: Silly, weź te papiery, to wiadro. Baw się dobrze przyklejając kartki do ścian.
Dziecko przestało mówić.
- I to wszystko?
- Wszystko... Ach! Nie - i klepnąwszy się w czoło, dodało: - Silly nie ma długiej pamięci, ale on dodał: "Zaniesiesz też ten list sir Toby'emu Allsmine'owi".
Wszyscy zadrżeli, czując, że zbliżają się do ciekawego punktu przesłuchania.
- Jaki list? - zapytał Pack.
Silly bez słowa poszukał w kieszeniach kurtki i wyciągnął kopertę, na której widniało napisane wielkimi literami nazwisko dyrektora policji rejonu Pacyfiku.
Ten sięgnął po nią, ale idiota jednym skokiem znalazł się poza jego zasięgiem:
- Nie mogę ci tego dać - powiedział - jest dla sir Allsmine'a.
- Ja jestem sir Allsmine.
- To prawda, moje dziecko - dodała Joan.
- Och! No dobrze - powiedział chłopiec - skoro pani tak mówi. No to weź list.
Sir Toby nie kazał powtarzać sobie zaproszenia. Niecierpliwą ręką otworzył list, a Joan i sekretarz stanęli obok niego, aby w tym samym czasie śledzić wzrokiem ową korespondencję, która w tak dziwny sposób dotarła do dyrektora.
Ekscelencjo - napisano w liście - pirat Triplex zmusił mnie do plakatowania jego obwieszczenia. Pod groźbą śmierci muszę być mu posłuszny. Chciałbym jednak zostać wyrwany ze szponów tej strasznej postaci. Dziś wieczorem w Docks odbędzie się uroczystość, po corocznej sprzedaży nieodebranych towarów. Triplex będzie tam. Niech pan też się tam pojawi, aby go aresztować. Kiedy nadejdzie pora, przedstawię się, aby pokierować pańskimi poszukiwaniami. Proszę nikomu o tym nie mówić, gdyż jedno niebaczne słowo spowoduje śmierć pańskiego sługi.
Z ust dyrektora policji wyrwał się okrzyk triumfu:
- Pójdziemy tam, panie Pack, i zdobędziemy głowę tego pirata. Miał pan rację, licząc na ogłoszenie naszej nagrody w wysokości czterech tysięcy funtów. Ci bandyci zdobywają sobie ludzi płacąc im pieniądze... To pieniędzmi musimy z nimi walczyć. Dziś wieczorem na zabawie w Docks. Chodźmy, panie Pack, chodźmy, trzeba wydać odpowiednie rozporządzenia.
Sekretarz skłonił się, ale zanim podążył za swoim przełożonym, podszedł do Silly'ego, który wychylając się z okna wychodzącego na duży ogród domu, wydawał się pochłonięty podziwianiem kwiatów.
- Do widzenia, Silly - powiedział James. - Jesteś dobrym chłopcem, uściśnijmy sobie ręce.
I podczas mocnego shake handu48 między palce dziecka wsunął jakiś przedmiot, który Silly tak szybko włożył do kieszeni, że nikt nie zauważył tego ruchu.
Kiedy dwaj mężczyźni zniknęli, prostaczek podszedł do lady Joan.
- A moje wiadro? - szepnął błagalnie. - Dama obiecała mi wiadro.
Joan uśmiechnęła się i pogłaskała malca po włosach:
- Chodź ze mną, Silly, każę zrobić ci śniadanie i dam zabawkę, na której tak bardzo ci zależy. Co by ci smakowało na śniadanie?
- Tak, tak. Jesteś pani dobra. Wiesz, Silly jest często głodny i teraz też. Jesteś pani dobra.
Wobec tak naiwnie wyrażonego biedowania Joan poczuła nagłe wzruszenie, nachyliła się do upośledzonego, przytknęła usta do jego czoła i zaprowadziła do swoich apartamentów znajdujących w przeciwległym skrzydle budynku.
34 Little Rock - nie ma takiej miejscowości w Australii.
35 Nowa Południowa Walia - stan w południowo-wschodniej Australii ze stolicą w Sydney, pierwszy powstały o największym znaczeniu i o największej liczbie ludności.
36 Aparaty telefotyczne - dawna nazwa przewidywanych aparatów telefonicznych, które oprócz głosu miały przesyłać również obrazy.
37 Port Darwin - dawna nazwa miasta Darwin w północnej Australii, stolicy stanu Terytorium Północne, portu nad morzem Timor, największego na wybrzeżu północnym, powstało w roku 1869; obecnie 148 tys. mieszkańców.
38 Nelson - miasto w północnej części Wyspy Południowej Nowej Zelandii, port nad zatoką Tasmana, założone w roku 1841 jako drugie w Nowej Zelandii; obecnie 51 tys. mieszkańców.
39 Daktylografiści - dawna nazwa osób piszących na maszynie do pisania, z greckich członów oznaczających "pisanie palcami".
40 Boldkin - kolejne znaczące nazwisko, po angielsku bold kin to śmiały ród.
41 Farm Cove - płytka zatoczka, w południowej części zatoki Port Jackson, stanowiąca część portu w Sydney; w roku 1788 powstały nad nią zaczątki miasta, do roku 1966 miejsce stacjonowania okrętów wojennych; na przylądku Bennelong, zamykającym tę zatokę od zachodu, zbudowano słynną Operę w Sydney.
42 Arabeski - symetryczne ornamenty liniowe stylizowane na roślinne, wzorowane na sztuce arabskiej bądź antycznej.
43 Dolman - dawna kurtka munduru wojskowego, używana najpierw przez żołnierzy węgierskich, pochodzenia tureckiego, dopasowana, sięgająca za kolana, bogato zdobiona szamerunkami, noszona później przez huzarów w różnych armiach.
44 Silly (ang.) - głupi, dziecinny.
45 Wiktoria - elegancki, czterokołowy pojazd ze składaną budą, zazwyczaj ciemno lakierowany, ze zdejmowanym kozłem osadzonym na żelaznym szkielecie, zyskał ogromną popularność w całej Europie; nazwa na cześć królowej Wiktorii.
46 Docks (ang.) - nabrzeża portowe, stoczniowe, doki.
47 Mistress (ang.) - pani, tytuł przysługujący kobietom zamężnym.
48 Shake hand (ang.) - uścisk ręki.