Dermestes Lardarius
W przeciwieństwie do sławniejszego imiennika, który swoim mianem oznaczył - prócz zbioru cenionych powieści - dwa rzadkie gatunki motyli, Vladimir Pelashian miał być zapamiętany przez grupkę wybrańców podzielających jego zapał do podziemnego szkodnika żyjącego i żerującego na stronicach książek.
Już u zarania życia, natknąwszy się na cztery tomy zdrowo nadgryzionego Eugeniusza Oniegina Puszkina, postanowił podreperować reputację moli książkowych - reputację, która, czuł, została nadszarpnięta przez czytelników ludzkich, wykazujących nietolerancję wobec owych współmiłośników książek, w których, w swojej małostkowości, widzieli jedynie nieznośnych niszczycieli ukochanych dzieł. Vladimir uświadomił sobie ludzką krótkowzroczność i uznał, że jest w świecie natury wiele spraw nie do pojęcia dla ograniczonego racjonalizmu, który w centrum świata czytelniczego umieszcza człowieka. Czemuż te szkodniki - które z natury skłaniają się do świeżego drewna - miałyby wybierać tak specyficzną formę pożywienia, gdyby nie to, że gorliwą konsumpcję słowa pisanego pojmowały jako zasadniczo smaczniejszy sposób na wspinanie się po stromiźnie hierarchii bytów? Mimo to pozostawały nadal niezrozumiane i klasyfikowane jak leci na równi z podłymi pożeraczami kanap, podgryzaczami koców, a nawet byle zjadaczem surowych roślin.
Nie dysponując fikuśnymi słojami, w których mógłby opisać i zmuzeifikować cielesnych konsumentów wiedzy, Pelashian uznał, że cnoty owadów da się zademonstrować jedynie w ich środowisku naturalnym - na stronicach książek, które znamy, ale których nie potrafimy poznać w drodze zupełnie innej lektury. Jego wstępne intuicje zostały potwierdzone, kiedy pierwszy egzemplarz przyjęty do jego biblioteczki - Hypnerotomachia Poliphili - trafił do jego rąk przegryziony aż do strony 87, po której kolejne stronice były idealnie nietknięte. Potwierdziło to jego wiarę w znakomity gust kolegów kartkojadów, jako że i jemu udało się dotrwać jedynie do strony 87 pomienionego dzieła. Tylko ktoś z tak subtelnie rozwiniętą, mikroskopową wprost wrażliwością jak on był w stanie dostrzec ukryte wzory, jakie wizyty larw pozostawiły na podziurkowanych stronicach. Nie, te książkowe istotki nie tylko czytają czy też przegryzają się przez książkę; naprawdę wnikliwa lektura pokazuje, że w rzeczywistości piszą książkę na nowo. Pelashian współczuł Barthes'owi jego ograniczonego, antropocentrycznego rozumienia, które nie potrafiło docenić niezwykłego wkładu, jaki wnoszą owi piszący czytelnicy.
Biblioteka służy teraz jako szacowne muzeum książek na wpół zjedzonych, na wpół porzuconych, świadczących, że może to mól książkowy śmieje się ostatni; jeśli bowiem Nabokov użyczył swojego nazwiska ledwie dwóm gatunkom, to epitet "mól książkowy" oznacza wielu przedstawicieli gatunku ludzkiego - tych, którzy lubią oblizywać ściekający z kącika ust tusz do kaligrafowania wierszy i rozumieją szczęście na sposób owadzi.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki