SPENCER
Gdy otworzył oczy, wszystko w pomieszczeniu było rozmazane. Przez dłuższą chwilę mrugał, by złapać ostrość. Pomyślał, że jeśli to kac, to chyba w życiu takiego nie miał. Do jego uszu zaczęły docierać różne szmery i dziwne odgłosy, których nie rozpoznawał, choć brzmiały trochę znajomo. Po kilku sekundach zaczął w końcu widzieć wyraźniej, poczuł też ogromny ból w żołądku. Przechylił się na bok i zwymiotował na podłogę. Gdy z powrotem położył się na plecach, w głowie zaczęło mu wirować. Co jest, do cholery? Maszyny piszczały coraz głośniej, a Spencer miał wrażenie, że głowa zaraz mu eksploduje od tego głupiego dźwięku... Pik, pik, pik.
- Pokój B34! - Usłyszał z oddali.
Gdzie ja, kurwa, jestem?
Próbował coś powiedzieć, ale udało mu się wydusić tylko jakieś zniekształcone słowa. Przeraził się, zwłaszcza że systematyczne "pik, pik, pik" zmieniło się nagle w jednostajne, przeraźliwe piszczenie. Ktoś dotknął jego dłoni.
- Spokojnie, Spencer, podamy ci środki uspakajające.
Co? Jakie środki?
I znowu niezrozumiałe słowo wyszło z jego ust. Ktoś wstrzyknął mu do żyły jakąś substancję - czuł, jak ciepło wędruje wewnątrz jego ręki, a następnie rozpływa się po całym ciele. Ogarnęło go przyjemne uczucie, a zaraz po nim senność.
Nie umiał określić, jak długo spał lub był nieprzytomny, ale gdy ponownie otworzył oczy, widział ostrzej. Pierwsze, co zobaczył, to biały sufit i zrozumiał, że nie jest u siebie w domu. Delikatnie przekręcił głowę w prawą stronę i spojrzał na kroplówkę, która wisiała przy jego łóżku. Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, co tak właściwie się dzieje. Wolną dłonią dotknął kołdry; zdecydowanie nie była to ta, pod którą sypiał we własnym łóżku. Podparł się na łokciach, a jego ciało przeszył ból. Zawył, nawet nie zdając sobie sprawy, że krzyczy.
- Spencer, dobrze mieć cię tu ponownie - oznajmił miły, lecz nieznany mu głos.
- Przecież nigdzie się nie wybierałem - odparł Tremblay sarkastycznie.
Powoli sobie uświadamiał, że jest w szpitalu. Dopiero gdy odwrócił głowę, dostrzegł młodą pielęgniarkę, która nalewała mu wody.
- Czemu jestem w szpitalu?
Zaczynał się denerwować, a maszyna wydająca irytujące dźwięki znowu dała o sobie znać.
- Proszę, połóż się, zawołam lekarza - odezwała się kobieta, po czym wyszła z pomieszczenia.
Spencer rozejrzał się w poszukiwaniu telefonu. Musiał skontaktować się z Alice i zapytać, co się stało. Czy doszło do jakiegoś wypadku i dlaczego jej tu nie ma, przecież jest jego asystentką.
- Ja pierdolę, co to za ból?
Wykrzywił się, mamrocząc pod nosem. Po chwili zaskoczył go głos lekarza wchodzącego do pomieszczenia.
- Dzień dobry, jestem doktor Elliot Joy. Dobrze znów cię widzieć.
O co im wszystkim chodziło? Przecież był tutaj cały czas.
- Gdzie są moi ludzie, co się wydarzyło? Mogę odpiąć to piszczące coś? Do szału mnie doprowadza!
- Faktycznie charakterny, tak jak piszą w mediach - zaśmiał się lekarz do pielęgniarki stojącej obok. - Spokojnie, Spencer, wszystko ci wytłumaczymy. Najpierw, proszę, pozwól nam przeprowadzić niezbędne badania.
Doktor nachylił się ku pacjentowi, patrząc w jego oczy, jakby był nowym eksperymentem medycznym. Wyciągnął długopis i kazał skupić na nim wzrok.
- Czy długopis jest dalej w twoim polu widzenia?
- Przecież go odsunąłeś, więc już go nie widzę. - Spencer był mocno urażony, a mężczyzna w białym fartuchu coś zanotował.
- Widzisz moje palce?
Jego dłoń przesuwała się powoli, a za nią podążał wzrok Tremblaya, jednak w pewnym momencie dłoń medyka rozmazała się. Spencer zdał sobie sprawę, że jego wzrok się pogorszył.
- Odmawiam dalszych eksperymentów na mnie! Czy ktoś łaskawie powie mi, co ja tutaj robię?!
I znów pojawił się ten przeszywający ból. Spencer nakrył dłonią usta, próbując powstrzymać nadciągające wymioty, jednak mu się nie udało. Pielęgniarka wezwała kogoś do posprzątania bałaganu, który zrobił.
- Witamy w świecie żywych - odezwał się ktoś stojący z boku.
Spencer rozpoznał głos Jeremiego Smitha. Uniósł wzrok, jednak nadal trwał w przechylonej pozycji, w razie gdyby znów miały go dopaść wymioty.
- O co wam wszystkim, kurwa, chodzi? - wymamrotał.
- Czy pan doktor może wrócić później? Uspokoję nieco pacjenta - zażartował Jeremi, ciesząc się z tego, że Spencer, mimo przedawkowania, wciąż bywa sarkastyczny.
- Proszę dozować informacje, jest jeszcze w szoku - poinformował lekarz, po czym wyszedł z pomieszczenia.
Jeremi był ubrany jak zawsze - w dopasowany, szyty na miarę elegancki garnitur. Usiadł naprzeciwko Spencera na małym plastikowym krześle, właściwie rozsiadł się w rozkroku i przeczesał dłonią idealnie ułożone włosy. Tremblay nie kwapił się do tego, by kolejny raz zadać to samo pytanie. Uniósł tylko pytająco brwi i czekał na wyjaśnienia.
- Jak się czujesz? - zapytał agent.
- A jak myślisz? - Spencer spojrzał w miejsce, w którym wcześniej były jego wymiociny.
Po twarzy Jeremiego przebiegł uśmiech.
- Wracasz do zdrowia, sądząc po twoich tekstach.
- Może jakieś konkrety? - Tremblay zaczynał się irytować. - Co się stało?
- Nic nie pamiętasz? - Agent zmrużył oczy.
- Czy gdybym pamiętał, to bym pytał? - Spencer przewrócił oczami, po czym opadł na poduszkę, a ból przypomniał mu o jego egzystencji.
- Przedawkowałeś - stwierdził Jeremi krótko i dosadnie.
Spencer oniemiał. Przez chwilę kręcił przecząco głową.
- Niemożliwe, nie biorę tego gówna od przeszło dwóch lat - wyrzucił z siebie arogancko.
- Spójrz na siebie.
W tych słowach czuć było smutek. Spencer wykonał zatem polecenie, rozejrzał się też po pomieszczeniu. Fakt, że znajdował się w szpitalu, ponownie zaczął do niego docierać, tak jakby wcześniej traktował to tylko jak zły sen. Zapadła niezręczna cisza.
- Gdzie Alice? Muszę z nią porozmawiać - powiedział po chwili.
- Zwolniłem ją - oznajmił krótko jego agent, wiercąc się na krześle.
- Jak to ją zwolniłeś? - Podopieczny spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Miała nie dopuścić do tego, co się wydarzyło.
- A co się tak właściwie wydarzyło?!
- Dobre pytanie. Spencer, co się wydarzyło? Wyszedłeś z premiery, mówiąc, że czujesz ból brzucha. Całe szczęście, że Alice była na tyle uparta, by za tobą pojechać. Gdyby znalazła cię kilka minut później, to nie spotkalibyśmy się tu, tylko na twoim pogrzebie.
Usta otwarły mu się z niedowierzania. To brzmiało tak niewiarygodnie.
- Ściągnij ją tu! Muszę z nią pilnie porozmawiać!
- Nie wiem, czy to dobry pomysł...
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki