Wprowadzenie. Nieugięta elastyczność, czyli nowy model pracy ze zmianą i myślenia o tożsamości w czasie
Wprowadzenie
Nieugięta elastyczność, czyli nowy model pracy ze zmianą i myślenia o tożsamości w czasie
"Czułem, jak grunt usuwa mi się spod nóg" - wspomina Thomas, mój
długoletni klient i dodaje: "Wszystko wymykało mi się spod kontroli".
Jak dla wielu innych ludzi, lata 2020-2022 okazały się dla Thomasa
szczególnie trudnym okresem. Ten 45-letni ojciec dwójki dzieci, który
pracował jako doradca, musiał w ciągu zaledwie kilku miesięcy przejść na
pracę zdalną. W międzyczasie stracił swojego największego klienta, a gdy
wprowadzono nauczanie zdalne, musiał się zająć edukacją domową swoich
dzieci. Ponadto jego żona została zwolniona z pracy, a wujek umarł na
koronawirusa. Jakby tego wszystkiego było mało, nie mógł spędzać czasu
ze swoim ojcem, który na początku 2022 roku odszedł po przegranej walce
z rakiem. "Tak wiele się zmieniło w tak krótkim czasie. To było
dezorientujące, ciężko było to wszystko ogarnąć" - przyznał.
Historia Thomasa nie była niczym wyjątkowym w czasie, gdy nieznany dotąd
wirus pustoszył świat, niosąc za sobą ogromne straty ludzkie oraz
ekonomiczne. Pandemia zmieniła sposób, w jaki pracujemy, bawimy się,
kochamy, przeżywamy żałobę i uczestniczymy w życiu społecznym.
Koronawirus jest czymś, co sam określam mianem zdarzenia losowego, czyli
czymś, co znacznie zmienia nasze postrzeganie samych siebie oraz świata,
w którym żyjemy, czasami na lepsze, a czasami na gorsze. Pandemia może
być najświeższym przykładem takiego wydarzenia na wielką skalę, choć z pewnością nie jest ani pierwszym, ani ostatnim.
Ludzkość doświadcza zdarzeń losowych prawie co dekadę. Zaliczają się do
nich wojny, pojawienie się nowych technologii jak internet czy sztuczna
inteligencja, niepokoje społeczne i polityczne, a także kryzysy
gospodarcze oraz środowiskowe, które nasilają się w zastraszającym
tempie. Z kolei indywidualne zdarzenia losowe przytrafiają się nam
znacznie częściej. Może to być rozpoczęcie nowej pracy lub odejście ze
starej, ślub, rozwód, narodziny dziecka, utrata bliskiej osoby, choroba,
przeprowadzka do nowego miasta, ukończenie szkoły, poznanie nowego
najlepszego przyjaciela, wydanie książki, duży awans, wyprowadzka dzieci
z rodzinnego domu, przejście na emeryturę i tak dalej. Badania pokazują,
że człowiek w dorosłym życiu doświadcza średnio około 36 zdarzeń
losowych, co daje nam mniej więcej jedno na każde 18
miesięcy1. Nie uwzględnia to nieuniknionego starzenia się,
któremu wielu z nas daremnie się opiera i próbuje je wypierać. Mamy
skłonność do myślenia, że zmiany i niepokoje nie przytrafiają się zbyt
często, podczas gdy w rzeczywistości są regułą. Zastanów się przez
chwilę, a dostrzeżesz, że wszystko nieustannie się zmienia, łącznie z nami samymi. Życie to ciągła zmiana.
Kilka lat przed napisaniem tej książki opublikowałem The Practice of
Groundedness (Sztuka zakorzenienia), po raz drugi zostałem ojcem,
rzuciłem stałą pracę, przeniosłem się na drugi koniec kraju, przestałem
uprawiać sport, który przez wiele lat był istotną częścią mojego życia,
przeszedłem operację ortopedyczną oraz zerwałem kontakt z niektórymi
członkami mojej rodziny, co okazało się bolesnym doświadczeniem.
Zauważcie, że były to zarówno dobre, jak i złe zmiany. I nie chodzi o to, że w krótkim czasie doświadczyłem tylko niedobrych rzeczy, lecz o to, że wydarzyło się ich bardzo wiele. To wszystko było dość
przytłaczające i sprawiło, że te kilka lat stało się interesujące, choć
przy tym trudne.
Ilekroć opowiadałem moim klientom, współpracownikom, przyjaciołom czy
sąsiadom o którymś z tych życiowych doświadczeń, ci natychmiast wyrażali
swoje zrozumienie dla mojego zdezorientowania w tamtym czasie.
Przekonałem się przy tym, że nie jestem w swoich uczuciach osamotniony,
że niemal każdy doświadcza wątpliwości, lęku i oszołomienia, gdy na
własnej skórze przekonuje się, że życie nie jest tak stabilne, jakbyśmy
chcieli czy jak nam się wydaje.
I w tym właśnie tkwi problem. Kultura, w której się wychowaliśmy,
zachęca nas, abyśmy dążyli do stabilności, a przecież nie odzwierciedla
to rzeczywistości, w której zmiana jest czymś stałym, i która - przy
odpowiednich umiejętnościach - może stać się potężną siłą napędową.
Nadszedł czas, by to zmienić. Akceptacja tego faktu może z początku
budzić strach, lecz jak sam się przekonałem, o czym dowiesz się z lektury tej książki, zaakceptowanie zmienności życia może dodać nam sił,
a nawet zapewnić przewagę. Zmiany z pewnością mogą być bolesne, jednak
niosą ze sobą także rozmaite korzyści.
Zaadaptowanie zupełnie nowego sposobu pojmowania i przeżywania zmian,
czyli to, co nazywam "nieugiętą elastycznością", minimalizuje
cierpienie, niepokój i lęk, a przynosi szczęście i trwałe spełnienie.
Takie nastawienie pozwala nam również podejmować skuteczniejsze i bardziej zrównoważone decyzje i działania w sprawach, na których
najbardziej nam zależy. W tym sensie nieugięta elastyczność jest
niezbędna do osiągnięcia trwałej doskonałości: radzenia sobie i czucia
się dobrze w sposób, który wspiera nasze długoterminowe cele. Równie
ważne jest to, że umiejętne podejście do zmian czyni nas ludźmi
mądrzejszymi i życzliwszymi, czego w obecnym świecie drastycznie
brakuje. Co więcej, w kwestii zmian i tak nie mamy nic do powiedzenia:
nawet jeśli chciałbyś, by było inaczej, nie jesteś w stanie zatrzymać
czasu ani okiełznać życia. Takie próby są wyczerpujące i z góry skazane
na porażkę, często też prowadzą do wypalenia oraz poczucia zobojętnienia
u osób, które do tej pory były całkowicie zdrowe.
Najnowsze odkrycia z dziedziny psychologii, biologii, socjologii,
filozofii oraz nowatorskiej neurobiologii zgodnie pokazują, że zmiana
jest czymś neutralnym i staje się czymś negatywnym lub pozytywnym w zależności od tego, jak sami ją widzimy, a także - co ważniejsze - jak
do niej podchodzimy. Tymczasem, w przeciwieństwie do współczesnej
cywilizacji zachodniej, która postrzega życie jako coś liniowego i względnie stabilnego, wiele prądów i religii wywodzących się ze
starożytności, takich jak buddyzm, stoicyzm czy taoizm, uznaje cykliczną
naturę rzeczywistości oraz wszechobecność zmian. Zarówno starożytna
wiedza, jak i nowoczesna nauka zgodnie twierdzą, że brak trwałości jest
niezaprzeczalnym faktem, fundamentalną prawdą o wszechświecie. Kurczowe
trzymanie się iluzji stabilności, licząc, że zmiany nas nie dotkną, a my
pozostaniemy mniej więcej tacy sami, jest w najlepszym razie ułudą, a w najgorszym może prowadzić do cierpienia. Życie jest ciągłą sinusoidą,
falą wzlotów i upadków. Wykształcenie silnego, trwałego i spójnego
poczucia własnej wartości wymaga określonych umiejętności, które pozwolą
nam unosić się na tych falach. Niestety, takich umiejętności nie uczy
się w szkołach i zostały one zaniedbane przez współczesne pokolenia,
dające się łatwo zwieść wizjom kontroli, bezpieczeństwa i stabilizacji,
które sprawdzają się świetnie... lecz tylko do czasu.
I tak oto dotarliśmy do tego miejsca. Nadrzędnym celem tej książki jest
połączenie nauki, mądrości, historii i doświadczenia, tak aby stworzyć
spójną, całościową koncepcję przedstawiającą cechy, które są niezbędne
nie tylko do przetrwania, lecz także do tego, aby rozkwitać pośród zmian
i chaosu. Zbiór tych cech nazywam nieugiętą elastycznością. Zanim jednak
zanurzymy się w ten nowy sposób pojmowania zmian i radzenia sobie z nimi, warto zrozumieć, jak znaleźliśmy się tu, gdzie jesteśmy dziś: w miejscu, w którym przeraża nas brak stabilności oraz trwałości i w którym często czujemy się wobec zmian bezsilni. Zrozumienie, w jaki
sposób znaleźliśmy się w tej sytuacji, pomoże nam dotrzeć tam, gdzie
chcemy być.
Dlaczego błędnie rozumiemy zmianę i jak do tego doszło
W 1865 roku Claude Bernard - 52-letni francuski lekarz - dokonał
przełomowego odkrycia. Na podstawie obserwacji ludzkiego ciała doszedł
do wniosku, że zmiany i zamęt stoją w opozycji do zdrowia. "Stałość
środowiska wewnętrznego jest warunkiem swobodnego i niezależnego
życia"2 - wyjaśniał licznej grupie swoich zwolenników, jaką
mógł się pochwalić w ówczesnej, dynamicznie rozwijającej się
społeczności naukowej. Dopiero ponad 60 lat później, w 1926 roku,
amerykański uczony Walter Cannon oficjalnie ukuł termin "homeostaza".
Większość ludzi słyszała o homeostazie, nawet jeśli nie są naukowcami.
Słowo to wywodzi się od greckiego homoios, które oznacza "podobny" lub
"jednakowy", oraz stasis, czyli "trwanie", "stanie". Współczesna
definicja homeostazy brzmi: "zdolność organizmu do utrzymania względnie
stałego poziomu czynników wewnętrznych pomimo zmian w otoczeniu".
Homeostaza opisuje cykl: ład-nieład-ład. Polega on na tym, że organizm
osiąga stabilizację w punkcie X, po czym następuje coś, przez co
przechodzi do punktu Y, czyli stanu zaburzonego ładu i niepewności.
Dlatego organizm robi wszystko, aby powrócić do stabilizacji w punkcie
X, i to możliwie jak najszybciej. Dla przykładu: gdy chorujesz, organizm
może podnieść temperaturę ciała, lecz równocześnie uruchomi liczne
procesy, które będą starały się przywrócić ją do prawidłowych 36,6
stopnia Celsjusza.
W nielicznych przypadkach (jak podczas gorączki) dążenie do homeostazy
jest właściwym wyborem, lecz jak wkrótce się przekonasz, w wielu innych
sytuacjach tak nie jest. Pomimo to stała się ona dominującym sposobem
myślenia o zmianach niemal w każdej dziedzinie. Jeśli wyszukasz w internecie hasła "homeostaza" i "zmiana", natrafisz na niezliczone
artykuły o tak odmiennych tematach jak utrata wagi, blokada twórcza,
rzucanie palenia, rozpoczynanie nowego programu ćwiczeń czy zmiana
kultury organizacyjnej firmy. Wszystkie one napisane są w duchu
"przezwyciężenia homeostazy" oraz "walki" z głębokim i rzekomo
powszechnym oporem wobec zmian.
Długa historia homeostazy oraz urok jej prostoty i intuicyjności
ukształtowały sposób, w jaki ludzie, instytucje, a nawet całe kultury
postrzegają zmianę. To właśnie ona sprawiła, że zewnętrzne zmiany często
postrzegamy jako coś niepożądanego, a te, które chcemy wprowadzić w swoje życie, wydają się nam sprzeczne z jakimś odgórnie ustalonym ładem.
Choć w nielicznych sytuacjach zmiana może być czymś nienormalnym, w zdecydowanej większości przypadków tak nie jest.
Mimo to, w wyniku naszych mocno ugruntowanych uprzedzeń, większość ludzi
na zmiany, zarówno te dotyczące ich samych, jak i struktur, w których
żyją, reaguje w jeden z czterech sposobów.
Próba unikania zmian lub nieprzyjmowanie ich do wiadomości
Staramy się odciąć od tego, co dzieje się wokół nas, niekiedy
posuwając się do całkowitego wyparcia zachodzących zmian. Przykładem
może być firma, która uporczywie odmawia przejścia na cyfrowy model
biznesowy; starzejąca się koszykarka, kurczowo obstająca przy
zagraniach, które pozwalały jej zdobywać punkty w latach świetności
(choć dziś już się nie sprawdzają); mężczyzna tkwiący w rozpadającym
się związku, który nie chce dostrzec istoty problemów, czy ośrodek
analityczny wybiórczo dobierający dane, by uniknąć konfrontacji z rzeczywistością.
Aktywne przeciwstawianie się zmianom
Próbujemy powstrzymać zachodzące zmiany, robiąc wszystko, co w naszej mocy, nawet jeśli zmiana jest nieuchronna i silniejsza od
nas. Za przykład posłużyć może nam tenisista, który wciąż odkłada
operację, mimo zwyrodnienia stawów kolanowych; firma próbująca
lobbować w Kapitolu przeciw regulacjom dotyczącym czystego
powietrza, zamiast wprowadzać innowacje; świeżo upieczony rodzic
daremnie próbujący spać przez 9 godzin tak jak dotychczas; rodzic,
który nadal chce decydować, co jego studiująca córka powinna jeść i w co się ubierać; 45-latek, który za pomocą wszelkich możliwych
specyfików obsesyjnie próbuje odwrócić proces starzenia.
Porzucenie własnej sprawczości w obliczu zmian
Postrzegamy zmiany jako coś, co się nam przytrafiło, co pozwala nam
zrzec się jakiejkolwiek kontroli nad sytuacją. Przykładem może być
mężczyzna, który po otrzymaniu niepokojącej diagnozy natychmiast
przestaje zwracać uwagę na to, co je; kobieta zmagająca się z lękami, która odrzuca pomoc, wmawiając sobie, że nic jej nie pomoże;
osoba, która wpada w całodobowy cykl informacyjny, zamiast przejąć
kontrolę nad tym, czemu poświęca uwagę; politycy, którzy w obliczu
trudnego problemu rozkładają ręce, zamiast działać; firma, która
reaguje chaotycznie na powiększający się zespół pracowników
zdalnych, zamiast opracować przemyślaną i spójną strategię.
Próba powrotu do tego, co było
Wracamy myślami do tego, jakie było życie przed zdarzeniem losowym,
porównujemy nową sytuację z dawną i automatycznie wracamy do postaw
oraz zachowań, które sprawdzały się w przeszłości. Za przykład
posłużyć nam może mężczyzna, który się żeni, lecz nadal chce
podejmować wszystkie decyzje sam; kobieta, która traci pracę w kurczącym się sektorze, lecz mimo to oczekuje, że zostanie
zatrudniona na to samo stanowisko w innej firmie; rodzina
przeprowadzająca się na drugi koniec kraju, natychmiast porównująca
każdą nowo poznaną osobę do najlepszych przyjaciół, których
pozostawili w dawnym miejscu zamieszkania; firma zmuszona zwolnić
jedną piątą załogi, która następnego dnia zachowuje się tak, jakby
nic się nie wydarzyło.
Być może nie wszystkie z powyższych przykładów do ciebie przemawiają,
lecz zapewne potrafisz rozpoznać niektóre z powyższych zachowań w sobie
samym, w swoim miejscu pracy, rodzinie czy społeczności. Tendencja, by
kurczowo trzymać się starego porządku, zamiast otworzyć się na możliwość
czegoś nowego, jest bardzo powszechna. Choć powyższe zachowania mogą w danym momencie przynieść nam ulgę, w dłuższej perspektywie niemal zawsze
prowadzą do problemów.
Nowy sposób poruszania się wśród zmian i nieładu
Pod koniec lat 80. dwaj uczeni - neurobiolog, fizjolog i profesor
medycyny na Uniwersytecie Pensylwanii oraz badacz interdyscyplinarny
specjalizujący się w biologii i stresie zaobserwowali interesujące
zjawisko. W zdecydowanej większości przypadków zdrowe organizmy nie
stawiają czynnego oporu wobec zmian, a raczej dostosowują się do nich,
idąc do przodu z wdziękiem i wytrwałością. Prawidłowość ta dotyczy
zarówno całych gatunków reagujących na zmiany środowiskowe czy
instytucji odpowiadających na zmiany zachodzące w branży, jak i pojedynczych osób mierzących się ze zdarzeniem losowym czy długotrwałym
procesem, takim jak starzenie się. W następstwie zmian żywe organizmy
dążą do osiągnięcia ponownej stabilności, jednak znajdują ją gdzie
indziej. Neurobiolog Peter Sterling i biolog Joseph Eyer nazwali ten
proces "allostazą". Słowo to pochodzi od greckiego allo, czyli
"zmienny" oraz stasis oznaczającego "stanie". Sterling i Eyer
zdefiniowali allostazę jako "osiągnięcie stabilności poprzez zmianę".
Podczas gdy homeostazę można opisać jako porządek-zaburzenie-ponowny
porządek, allostaza oznacza ład-nieład-nowy ład. Homeostaza zakłada, że
po zdarzeniu losowym zdrowe organizmy powracają do stanu wyjściowego: z X do Y, by ponownie znaleźć się w X. Allostaza zakłada z kolei, że
zdrowe organizmy rzeczywiście powracają do stabilności, z tym że w nowym
miejscu: z X do Y do Z3. Homeostaza jest w dużej mierze
mylnym pojęciem. Wszystko nieustannie się zmienia, łącznie z nami
samymi. A my niezmiennie znajdujemy się w jakimś punkcie cyklu
ład-nieład-nowy ład. Nasza stabilność wynika z umiejętności poruszania
się w tym cyklu lub, jak ujęli to Sterling i Eyer, "osiągania
stabilności poprzez zmianę". Ja sam rozumiem tę definicję w dwójnasób:
by osiągnąć stabilność w procesie zmiany, trzeba samemu się zmienić,
przynajmniej do pewnego stopnia.
Aby lepiej wyjaśnić tę koncepcję, przejdę od ogólnego zarysu allostazy
do kilku prostych i konkretnych przykładów. Jeśli zaczniesz regularnie
podnosić ciężary lub zajmiesz się ogrodnictwem, na twoich dłoniach
pojawią się mikrourazy. Skóra nie pozostanie gładka, a z czasem zaczną
się na niej pojawiać odciski, by zapobiegać tym mikrourazom. Jeśli
jesteś przyzwyczajony do nieustannego przerzucania uwagi w cyfrowym
świecie, to gdy zaczniesz czytać książkę, twój mózg będzie początkowo
stawiał opór, bo lekturze nie będą towarzyszyły żadne rozpraszacze. Lecz
jeśli wytrzymasz, twój mózg w końcu się dostosuje i będzie mógł pozostać
w stanie skoncentrowania przez dłuższy czas. Naukowcy nazywają ten
proces neurogenezą lub neuroplastycznością. Jeszcze innym przykładem
mogą być depresja czy złamane serce. Powrót do równowagi nie polega na
tym, by stać się dokładnie taką samą osobą, jaką byliśmy przed tym, gdy
doświadczyliśmy bólu psychicznego, a raczej na tym, by ruszyć do przodu,
zazwyczaj z większą odpornością na stres emocjonalny oraz wrażliwością
na cierpienie innych.
We wszystkich tych przypadkach stabilność osiąga się nie poprzez walkę
ze zmianami czy też próbę powrotu do tego, co było, lecz poprzez
umiejętne współdziałanie z nimi i dotarcie do nowego miejsca. "Równowaga
utrzymywana nie przez sztywne zachowanie parametrów - wyjaśnia Sterling
- lecz przez elastyczne dostosowanie punktów odniesienia w zależności od
kontekstu"4.
Jak tylko poznasz pojęcie allostazy, zaczniesz dostrzegać ją wszędzie
Sterling i Eyer po raz pierwszy opisali podstawowe założenia allostazy w 1988 roku, lecz koncepcja ta wciąż pozostaje mało znana ogółowi
społeczeństwa5. To wielka szkoda, ponieważ allostaza jest
najtrafniejszym i najużyteczniejszym pojęciem opisującym zmiany oraz
sposób, w jaki my sami ewoluujemy i rozwijamy się w czasie. Poniższe
przykłady ukazują jej wielką uniwersalność.
Ewolucja - najważniejsza teoria nauk przyrodniczych - to proces, w którym życie postępuje naprzód poprzez nieustanne dostosowywanie się do
zmieniających się okoliczności. Nie ma powrotu do tego, co było. Zmiana
jest jedyną stałą. Gatunki, które potrafią się adaptować, rozkwitną i przetrwają. Te, które stawiają opór, będą cierpieć i wymrą.
W literaturze częstym motywem jest "podróż bohatera", mająca swe
korzenie w mitach rozmaitych kultur i epok. Bohater żyje w stabilnym
środowisku domowym, następnie doświadcza poważnych zmian lub zdarzenia
losowego i zostaje zmuszony do wyruszenia w nieznane. Podczas swojej
podróży musi pokonać wiele przeszkód i przejść mnóstwo prób, by w końcu
powrócić do domu, czując się jednocześnie tym samym człowiekiem i kimś
innym. Ten archetyp obecny jest w mitach i opowieściach tak różnych, jak
historia Mojżesza w tradycji izraelskiej, Siddharthy Gautamy w buddyzmie, Simby w Królu lwie czy Mirabel w Naszym magicznym
Encanto.
Carl Jung, jeden z ojców współczesnej psychologii, używał symbolu
okręgu, aby przedstawić nieustanną przemianę jaźni, twierdząc, że proces
stawania się sobą polega na ciągłej adaptacji i rozwijaniu się. Od tego
czasu nowsze modele terapeutyczne, takie jak terapia
poznawczo-behawioralna (CBT) czy terapia akceptacji i zaangażowania
(ACT) uczą, aby nie opierać się przemijaniu i nie próbować wracać do
tego, co było, lecz otworzyć się na nowe, współpracować z nim i je
przekroczyć.
Franciszkanin Richard Rohr naucza, że stajemy się najprawdziwszymi sobą,
przechodząc przez kolejne cykle ładu, nieładu i nowego ładu. Rohr
określa to mianem uniwersalnego wzorca mądrości. Z kolei buddyjski
nauczyciel i psychoterapeuta Mark Epstein pisze, że uwolnienie się od
lęku wymaga nauki tego, jak poruszać się w nieuchronnych cyklach
integracji, dezintegracji i reintegracji, czyli tym, co on sam nazywa
"rozpadem bez dezintegracji".
Badacze zajmujący się nauką o organizacji opisują skuteczną zmianę jako
schemat rozmrażania, zmiany i zamrażania. Okres rozmrożenia bywa
chaotyczny, lecz jest konieczny do osiągnięcia stabilniejszego i bardziej rozwiniętego punktu końcowego6. Tymczasem terapeuci
specjalizujący się w relacjach uznają cykle harmonii, dysharmonii i naprawy jako klucz do rozwoju we wszystkich związkach, które są dla nas
ważne.
Szczęśliwe, zdrowe i dobrze funkcjonujące osoby oraz instytucje
przejawiają ten sam schemat: wykształcają mocną i trwałą tożsamość,
nieustannie się zmieniając. Mają odwagę porzucić obecne położenie, wejść
na niepewny grunt, a następnie osiągnąć większą stabilność i głębsze
poczucie samych siebie. To, co je łączy, to postrzeganie tożsamości jako
czegoś zarazem stałego i zmiennego.
Sposoby przedstawienia nieustannych cykli zmiany i rozwoju
ład ? nieład ? nowy ład
stabilność w punkcie X ? chaos i niepewność w punkcie Y ? stabilność w punkcie Z
integracja ? dezintegracja ? reintegracja
orientacja ? dezorientacja ? reorientacja
rozmrożenie ? zmiana ? zamrożenie
harmonia ? dysharmonia ? naprawa
W mojej pracy, zarówno jako pisarza, jak i coacha, kieruję się
rozpoznawaniem wzorców. Nie interesują mnie triki, szybkie rozwiązania
czy pojedyncze badania na niewielkich grupach, które mogą być
obiecujące, lecz tak naprawdę nie są miarodajne. Niezależnie od tego, co
mówią marketingowcy, chwytliwe nagłówki i propagatorzy pseudonauki, nie
osiągniemy prawdziwej doskonałości, trwałego poczucia dobrostanu i siły
dzięki cudownym maściom, eliksirom czy pigułkom. To, co interesuje mnie,
to zbieżności. Mnóstwo badań naukowych z różnych dziedzin, wielkie
starożytne kultury, a także zwyczaje ludzi czy społeczności, które na
przestrzeni czasu osiągnęły doskonałość i spełnienie, podpowiada nam
wiele zbieżnych prawd. Dlatego warto się im przyjrzeć. Opisują one
zmiany i niestabilność nie jako zjawiska, których należy się bać czy
którym trzeba się opierać, a przynajmniej nie z założenia. Choć pojęcie
homeostazy zakorzeniło się głęboko w naszej zbiorowej psychice, jest ono
przestarzałym modelem funkcjonowania we współczesnym świecie, dbania o zdrowie psychiczne i dążenia do doskonałości. Allostaza ma o wiele
więcej sensu.
Nieugięta elastyczność
Kiedy po raz pierwszy uświadomiłem sobie powszechność zmian, poczułem
się nieswojo. Jestem osobą, która pragnie stabilności. Lubię mieć plan i się go trzymać. Gdyby narysować linię, gdzie stabilność znalazłaby się
na jednym krańcu, a zmiana na drugim, można by mnie umieścić może o milimetr (i to byłaby wyrozumiała ocena) od skrajnej stabilności. Gdy
jednak podążałem własną ścieżką, doświadczając niestabilności, a także
gdy zaczynałem zbierać materiały do tej książki, uderzyło mnie, że taki
podział w ogóle nie istnieje. Dlaczego jest to takie ważne? Pomijając
zmienne koleje losu, o których już wspominaliśmy - starzenie się,
choroby, związki, przeprowadzki, niepokoje społeczne i tak dalej - kiedy
zacząłem praktykować zasady nieugiętej elastyczności, o których
przeczytasz na kolejnych stronach (podkreślam: "praktykować", bo dla nas
wszystkich jest to proces na całe życie), zauważyłem, że odczuwam coraz
mniejszy niepokój także w mniej istotnych sprawach. Nieprzewidziane
zmiany w mojej pracy przestały mnie ruszać. Rzadziej odczuwałem
frustrację i nie czułem się wytrącony z równowagi, gdy mój harmonogram
rozsypywał się przez chorobę dziecka, biegunkę psa, awarię internetu czy
inne przysłowiowe kamyki w bucie. Kiedy po mojej operacji pojawiły się
komplikacje, co dwukrotnie wydłużyło rehabilitację, nie zdenerwowało
mnie to tak bardzo, jak pewnie zdenerwowałoby dawniej. Choć rzeczy te
wydają się, i w większości przypadków są, stosunkowo błahe, z czasem
narastają i sprawiają, że wielu z nas czuje nieustanne poirytowanie i nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości. Pomyśl tylko, ile złych dni
w pracy, kłótni z drugą połówką czy nieprzespanych nocy jest spowodowane
poczuciem niepokoju wynikającego z niepewności i zmian.
Podczas gdy niektóre aspekty życia są zero-jedynkowe - prowadzisz
przepisowo albo nie, jesteś w ciąży albo nie - wiele innych ma naturę
"zarówno-i". Na przykład podejmowanie decyzji nie opiera się na rozumie
albo na emocjach, a na rozumie i emocjach. Wytrzymałość nie opiera się
na samodyscyplinie lub okazywaniu sobie współczucia, ale polega na
samodyscyplinie oraz na okazywaniu sobie współczucia. Postęp w niemal
każdej dziedzinie nie zależy od ciężkiej pracy albo odpoczynku, zależy
od ciężkiej pracy oraz odpoczynku. Filozofowie nazywają ten sposób
myślenia niedualnym.
Myślenie refleksyjne polega na uznawaniu, że świat jest wielowarstwowy,
wiele rzeczy ma złożony charakter, a prawda często kryje się w paradoksie: nie "albo to, albo tamto", lecz "i to, i tamto". Myślenie
refleksyjne to ważna w wielu obszarach życia, a przy tym wyjątkowo
niedoceniana umiejętność, istotna również dla tematu tej książki,
dlatego będzie się wielokrotnie przewijać na jej kartach.
Kiedy zastosujemy myślenie refleksyjne w kontekście stabilności i zmiany, stanie się coś interesującego. Osiągnięcie stabilności i pozostanie takimi samymi przestanie być naszym celem. Nie chodzi jednak
o to, by zrezygnować z poczucia stabilności, zdając się na kaprysy losu.
Celem jest raczej połączenie tych dwóch postaw, co nazywam nieugiętą
elastycznością. Bycie nieugiętym oznacza bycie odpornym, zdeterminowanym
i wytrwałym. Bycie elastycznym zaś jest jednoznaczne ze świadomym
reagowaniem na zmieniające się okoliczności, przystosowywaniem się i uginaniem, nie dając się przy tym złamać. Kiedy zestawimy te dwie cechy,
otrzymamy wytrwałość, "antykruchość", która nie tylko wytrzymuje zmiany,
ale dzięki nim rozkwita. Tym właśnie jest nieugięta elastyczność,
niezbędna do tego, by okiełznać zmiany, odnaleźć się pośród nieładu i chaosu oraz na dłuższą metę - aby przetrwać.
Nieugięta elastyczność oznacza, że po zmianach nie ma powrotu do tego,
co było wcześniej, nie ma już dawnego porządku, jest jedynie
przeorganizowanie naszego życia. Jej celem jest doprowadzenie do tego,
by nowa sytuacja była dla nas korzystna, byśmy zachowali silne i trwałe
poczucie własnej tożsamości i przystosowali się do nowego porządku,
rozwijając się przy tym i wzrastając. W przeciwieństwie do dawnych
sposobów myślenia o zmianach, nieugięta elastyczność postrzega je nie
jako losowe wydarzenia, które nam się przytrafiają, lecz jako stałą w naszym życiu: cykl, w którym nieustannie tkwimy. W takiej perspektywie
zaczynamy postrzegać zmiany i zakłócenia jako coś, z czym możemy
polemizować, jako nieustanny taniec nas samych z naszym otoczeniem. Im
bardziej biegli stajemy się w tym tańcu, tym szczęśliwsi, zdrowsi oraz
silniejsi się stajemy.
Zasady nieugiętej elastyczności
W ostatnich latach bardzo dużo się zastanawiałem, jak nieugięta
elastyczność może pomóc nam okiełznać zmiany i w jaki sposób ją
rozwijać. Przeczytałem tysiące stron książek z dziedziny filozofii i psychologii, przestudiowałem najnowsze badania z zakresu neurobiologii i przeprowadziłem setki rozmów z ekspertami z różnych dziedzin. Wyruszyłem
w tę podróż dla siebie, dla moich klientów oraz dla ciebie. W dalszej
części przedstawiam to, czego udało mi się dowiedzieć. Książka ta jest
podzielona na trzy części: "Nieugięty i elastyczny sposób myślenia",
"Nieugięta i elastyczna tożsamość" oraz "Nieugięte i elastyczne
działanie". W każdej z nich opisuję kluczowe nawyki i działania będące
filarami nieugiętej elastyczności, które opierają się na badaniach
jakościowych.
Część pierwsza pokaże ci, jak nauczyć się rozwijać nieugięty, a przy tym
elastyczny sposób myślenia. Pomoże ci to wykształcić bardziej harmonijne
podejście do zmian. Zastanowimy się, dlaczego zmiany tak często
wytrącają nas z równowagi, jaka jest różnica między posiadaniem a byciem
oraz dlaczego zrozumienie, że nic nie trwa wiecznie, bywa początkowo
przerażające, choć ostatecznie nas wyzwala. Zanurzymy się w fascynujące,
nowe badania nad funkcjonowaniem świadomości i nauczymy się pielęgnować
kluczowy rodzaj wrażliwości zwanej tragicznym optymizmem. Przekonamy
się, że nieugięte i elastyczne nastawienie wymaga otwarcia się na to, co
przynosi nam życie, i spodziewania się, że nie będzie to proste, co
paradoksalnie sprawia, że zmiany, a więc samo życie, stają się nieco
łatwiejsze.
Druga część pomoże nam w nauce rozwijania nieugiętej i elastycznej
tożsamości. Dzięki temu zrozumiemy samych siebie w świecie, w którym
zarówno my, jak i wszystko wokół nas, nieustannie się zmienia. Zgłębimy
stare jak świat nauki o istocie tożsamości, przyjrzymy się, dlaczego ego
tak zawzięcie opiera się zmianom, a przy tym dowiemy się, jak jego siła
może okazać się pomocna (przynajmniej do czasu, gdy nie zacznie nam
wchodzić w drogę). Sięgniemy do najnowszych badań z zakresu teorii
złożoności, myślenia systemowego oraz ekologii. Zobaczymy, że różnorodne
dziedziny wiedzy oscylują wokół dwóch kluczowych tematów: kształtowania
płynnego poczucia siebie oraz pielęgnowania nieugiętych i elastycznych
granic na naszej życiowej drodze.
W części trzeciej nauczymy się podejmować twarde i elastyczne działania.
Choć dialog ze zmianą wymaga częściowego oddania kontroli, nie oznacza
przy tym całkowitego jej porzucenia. Nie mamy wpływu na to, co nas
spotyka, lecz możemy decydować, jak na to zareagujemy. Poznamy
fascynujące nowe badania pokazujące, że istota tego, kim jesteśmy, nie
tkwi w naszych myślach, lecz w uczuciach i zachowaniach, które je
wywołują. Zagłębimy się w neurobiologię osobowości i odkryjemy, że choć
podzespoły naszego mózgu są raczej niezmienne, to jego oprogramowanie
jest bardzo plastyczne i aktualizuje się na podstawie podejmowanych
działań, zwłaszcza w sytuacjach nacechowanych emocjonalnie. I jest to
dobra wiadomość: nasz mózg pozwala nam świadomie odpowiadać, zamiast
reagować odruchowo, i nadawać tym zmaganiom znaczenie.
Droga a ścieżka
Zanim przejdziemy do sedna tej książki, zastanówmy się przez chwilę nad
przydatną metaforą drogi i ścieżki. Droga jest liniowa i ma na celu
doprowadzenie nas z punktu A do punktu B jak najszybciej i przy jak
najmniejszym wysiłku. Droga stawia opór krajobrazowi, zamiast współgrać
z otoczeniem, przecina wszystko, co staje jej na przeszkodzie. Podążając
drogą, znasz swój cel. Zboczenie z drogi jest czymś złym, więc wracasz i jedziesz dalej. Po obu stronach drogi mogą pojawić się interesujące
możliwości, lecz gdy już nią jedziesz, najważniejsze jest pozostać na
niej i jak najszybciej dotrzeć do celu.
Ścieżka z kolei jest czymś zupełnie innym, gdyż współgra z otoczeniem.
Podążając nią, możesz mieć ogólne wyobrażenie, dokąd zmierzasz, lecz
pozostajesz przy tym otwarty na to, by z niej zboczyć, a może nawet
wykorzystać wszelkie pojawiające się rozgałęzienia. Ścieżka nie jest
czymś odrębnym od środowiska, lecz stanowi jego część. Jeśli zostaniesz
zepchnięty z drogi, może to być dla ciebie traumatyczne i dezorientujące. Lecz ze ścieżki nie da się zboczyć, ponieważ ta
nieustannie się przed tobą rozwija. Droga stawia opór czasowi i żywiołom, gromadząc napięcie, aż w końcu pęka i się kruszy. Ścieżka
akceptuje zmiany i dostosowuje do nich swój bieg. Choć na pierwszy rzut
oka droga może wydawać się solidniejsza, ostatecznie to ścieżka okazuje
się o wiele odporniejsza i trwalsza.
Rozwijanie silnego i stabilnego poczucia własnej wartości oznacza
postrzeganie swojego życia jak ścieżki. Chodzi o to, by nie przywiązywać
się zbytnio ani do kolejnych okresów stabilności, ani do obranej drogi,
ponieważ zwykle przynosi to więcej szkód niż pożytku i sprawia, że
przegapiamy wiele szans. Przytłaczająca liczba badań naukowych pokazuje,
że im większy stres - który badacze nazywają obciążeniem allostatycznym
- dana osoba czy społeczność przeżywa w okresach niepokoju, tym większe
ryzyko choroby i śmierci7. Na szczęście te same badania
potwierdzają, że dzięki zmianom możemy stać się silniejsi i się
rozwijać. To zaś, jak przez te zmiany przechodzimy, w dużej mierze
zależy od naszych zakodowanych zachowań. Innymi słowy, można się tego
nauczyć i można to wyćwiczyć, czemu poświęcona jest dalsza część tej
książki8.
Rozdział 1. Otwartość na koleje życia
Rozdział 1
Otwartość na koleje życia
To miała być wyprawa życia, choć stało się tak z powodów, których nikt
nie mógł przewidzieć. Tommy Caldwell, dwudziestokilkuletni alpinista,
wspinał się na niedostępne góry w Kirgistanie wraz ze swoją partnerką
Beth Rodden, bliskim przyjacielem Jasonem Smithem oraz fotografem Johnem
Dickeyem. Wszyscy byli doświadczonymi alpinistami. Kilka dni po
rozpoczęciu wyprawy dotarli do doliny Kara Su, miejsca pełnego pionowych
skalnych ścian przypominających te z Parku Narodowego Yosemite. Długa i męcząca wspinaczka całkiem wyczerpała ich siły, postanowili więc
odpocząć i rozbić namiot ścianowy. Oznaczało to nocowanie na portelażu,
czyli metalowej platformie przymocowanej do pionowej ściany. Śpiąc pod
gwiazdami, z miłością swojego życia u boku, Tommy czuł się świetnie
zarówno fizycznie i emocjonalnie, jak i duchowo. Spodziewając się, że
wieczór upłynie im spokojnie, grupa zaczęła się powoli odprężać. Lecz
jak głosi stare żydowskie przysłowie: "Mann tracht, un Gott lacht",
czyli człowiek planuje, a Bóg się śmieje.
Nie minęło wiele czasu od momentu, gdy alpiniści położyli się spać,
kiedy usłyszeli serię strzałów dobiegających gdzieś z dołu. Początkowo
uznali, że to walki rebeliantów, dość często spotykane w tym regionie.
Gdy jednak pociski zaczęły odbijać się rykoszetem od skał wokół nich,
szybko zmienili zdanie. Celem najwyraźniej był ich spokojny portelaż.
Tommy, Beth, Jason i John uznali, że najlepszym wyjściem z sytuacji
będzie próba negocjacji z napastnikami. Postanowili wysłać do nich
Johna, który był najstarszy z całej grupy, choć liczył zaledwie
dwadzieścia pięć lat. Gdy tylko John znalazł się na dole, stanął twarzą
w twarz z trzema uzbrojonymi członkami Islamskiego Ruchu Uzbekistanu,
bojówki walczącej o utworzenie niezależnego państwa muzułmańskiego w Kirgistanie.
Rebelianci ledwie mówili po angielsku, lecz dali mu jasno do
zrozumienia, że nie zamierzają puścić ich wolno. John wezwał pozostałą
trójkę wspinaczy na dół i tak oto wszyscy znaleźli się w niewoli. Jeśli
ktokolwiek z nich miał jakiekolwiek wątpliwości co do powagi sytuacji, w której się znaleźli, rozwiały się one kilka godzin później, gdy
rebelianci zastrzelili kirgiskiego żołnierza, który także był ich
zakładnikiem.
Przez następnych pięć dni grupa wspinaczy, będąc cały czas na celowniku
porywaczy, przemierzała górzyste tereny. Nocami maszerowali, a za dnia
się ukrywali, omijając osady, w których mogliby się natknąć na kirgiskie
wojsko. Tommy i jego przyjaciele nie dostawali jedzenia i musieli pić
brudną wodę. Byli przemarznięci, chorzy i wygłodzeni. Trzymali się
jedynie dzięki nadziei, która z każdą godziną coraz bardziej nikła.
Szóstego dnia sytuacja stała się krytyczna dla wszystkich, włącznie z rebeliantami, którzy zdecydowali się rozdzielić, by poszukać pożywienia.
Jeden z nich miał zabrać alpinistów w ustronne miejsce w górach, gdzie
mieli przeczekać z dala od kirgiskiej armii i innych potencjalnych
wybawców. Gdy zaczęli wspinaczkę, Tommy, Beth, Jason i John zauważyli,
że ich strażnik nie porusza się zbyt pewnie po skalnej ścianie. Był
uzbrojony, ale im wyżej się wspinali, tym bardziej stawał się rozedrgany
i wystraszony. Tommy pomyślał, że to może być ich jedyna szansa.
Caldwellowi zdawało się, że mierzył się z dylematem w nieskończoność, aż
wreszcie zrozumiał, co trzeba zrobić; co on musi zrobić. W pewnym
momencie znaleźli się na małym, poszarpanym urwisku z półką skalną tak
wąską, że ledwo się na niej pomieścili. Dla alpinistów takie
ukształtowanie terenu było czymś normalnym, lecz dla rebelianta wręcz
przeciwnie. Bardziej niż jeńcami martwił się miejscem, w którym się
znalazł, oraz tym, by nie stracić równowagi. Wtedy Tommy zebrał w sobie
całą siłę, zarówno fizyczną, jak i psychiczną, po czym rzucił się na
mężczyznę. BUM. TRZASK. BUM. Rebeliant runął w dół, uderzył o półkę
skalną, przekoziołkował i zniknął, spadając w czarną, bezdenną przepaść.
Gdy Tommy wspominał później to wydarzenie, sam nie mógł w nie uwierzyć.
"Właśnie zabiłem człowieka. W jednej sekundzie cały mój świat się
zawalił9" - mówił.
W tamtej chwili nie miał jednak czasu na roztrząsanie tego, co się
wydarzyło. Wspinacze wiedzieli, że gdzieś w pobliżu może znajdować się
drugi napastnik, który ich zabije, jeśli nie uciekną. Szybko wzięli się
w garść i po czterech godzinach nieustannego biegu natrafili na bazę
wojskową. Tam dostali jedzenie i wodę, a niedługo później ewakuowano ich
helikopterem z gór i odesłano do Ameryki.
Wkrótce po tym, jak Tommy znalazł się w rodzinnym Loveland w Kolorado,
zaczęło do niego docierać, co zrobił. "Myślałem, że jestem złym
człowiekiem - wspominał. - Zapytałem Beth, jak teraz będzie mnie mogła
dalej kochać".
Tommy nie mógł zaprzeczyć, że to doświadczenie go zmieniło. Nie był już
tylko życzliwym, pogodnym i przepełnionym optymizmem alpinistą. Stał się
również kimś, kto odebrał życie drugiemu człowiekowi. Za wszelką cenę
próbował wpleść to zdarzenie losowe we własną historię i wkrótce stał
się cieniem samego siebie. Przyjaciele i rodzina ledwie go poznawali.
Próbował żyć jak dawniej, bagatelizując i wypierając powagę tego, co mu
się przytrafiło, jednak z każdym dniem stawał się coraz bardziej
niespokojny i coraz bardziej odcinał się od innych oraz od samego siebie
- a przynajmniej od tego "siebie", którym był wcześniej. Choć to, co
wydarzyło się w górach, było na wiele sposobów niewyobrażalnie trudne,
to następstwa tej sytuacji okazały się jeszcze gorsze. W mgnieniu oka
tożsamość Tommy'ego uległa zaburzeniu. Było to doświadczenie bolesne i wywołujące konsternację.
Zmiany są dezorientujące
Zanim zagłębimy się w to, jak lepiej radzić sobie ze zmianami, musimy
najpierw uznać, że zmiany rzadko, jeśli w ogóle, bywają łatwe. Historia
Tommy'ego jest skrajna, lecz nauka z niej płynąca pozostaje uniwersalna.
Zmiany są dla wielu ludzi źródłem zamieszania, przytłoczenia i udręki,
co odbija się negatywnie na naszym zdrowiu, związkach i samorozwoju. A jednak, jak wkrótce się przekonasz, to nie same zmiany pustoszą nasze
życie, lecz zbyt powolne dostosowywanie się do nich lub, w niektórych
przypadkach, jawny opór i odmowa ich zaakceptowania. Często właśnie to
jest pierwszą przeszkodą. Jeśli mamy zacząć podchodzić do zmian w sposób
produktywny, musimy widzieć je takimi, jakimi są. To zaś wymaga
przezwyciężenia naszych odruchów warunkowych oraz uznania, o ile nie
zaakceptowania, że zmiany są czymś nieuniknionym. W dalszej części tego
rozdziału spróbuję przekonać cię do takiego sposobu myślenia oraz
pokazać, jak możemy go rozwijać. Zaczniemy od przyjrzenia się
przełomowemu eksperymentowi, w którym użyto stopera i talii kart.
W połowie XX wieku psychologowie z Harvardu, Jerome Bruner i Leo
Postman, przeprowadzili badanie mające ustalić, jak ludzie postrzegają
niespodziewane zmiany oraz sprzeczności i jak na nie reagują.
Eksperyment okazał się przełomowy, a jego przebieg oraz wyniki
opublikowano w 1949 roku w "The Journal of Personality". Bruner i Postman do badania wykorzystali nietypowe talie kart, które miały na
przykład czerwoną szóstkę pik lub czarną dziesiątkę kier. Karty
pokazywano uczestnikom jedna po drugiej. Podczas gdy część badanych
szybko rozpoznawała zmiany i potrafiła opisać, co jest nie tak, inni
czuli się zbici z tropu. Rozpoznanie i opisanie zwykłej karty zajmowało
badanym 20 milisekund, tymczasem rozpoznanie nietypowej trwało 5-10 razy
dłużej. Uczestnicy, którzy byli najmocniej przywiązani do oczekiwanego
wyglądu kart i najbardziej opierali się zmianom, rozpoznawali nietypową
kartę piętnaście razy wolniej niż standardową. "Nie rozpoznaję tego
koloru. Cokolwiek to jest. Tym razem to nawet nie wygląda jak karta. Nie
wiem już, jaki to kolor ani czy to pik, czy kier. Nie jestem nawet
pewien, jak wygląda pik. O mój Boże!!10" - wykrzyknął jeden z uczestników.
Mniej więcej w tym samym czasie naukowcy z Hanover Institute w stanie
Indiana skonstruowali specjalne okulary z soczewkami, które odwracały
obraz. Gdy uczestnicy badania je zakładali, ich świat dosłownie stawał
na głowie. W rezultacie systemy percepcyjne badanych całkiem wariowały,
a oni sami doświadczali silnej dysocjacji, dezorientacji, a nawet
kryzysu tożsamości. Badani najczęściej opisywali to jako poczucie
całkowitego zagubienia11.
Te dwa eksperymenty uważa się dziś za fundamentalne dla nauk
społecznych. Od czasu opublikowania ich wyników przeprowadzono
niezliczone badania, które pokazały, że ludzie mają trudności z zaakceptowaniem nieprzewidzianych zmian, zwłaszcza wtedy, gdy zaburzają
one poczucie ich tożsamości12. Odnosi się to zarówno do
bezpiecznych i kontrolowanych warunków laboratoryjnych, jak i do
prawdziwego życia. Pomyśl o Tommym Caldwellu. Czymże było jego
doświadczenie w Kirgistanie, jeśli nie otrzymaniem nietypowej karty?
Życiem niespodziewanie wywróconym do góry nogami?
Główne tradycje filozoficzne od dawna postrzegają zmiany jako wyzwania.
Od ponad 2,5 tysiąca lat buddyzm naucza nas, jak uniknąć cierpienia
wynikającego ze zbytniego przywiązania, kurczowego trzymania się dóbr
materialnych, planów i wyobrażeń o sobie w świecie, w którym wszystko
nieustannie się zmienia. Sanskryckie wyrażenie viparinama-dukkha
tłumaczy się mniej więcej jako "cierpienie wynikające ze zmiany".
Filozofia buddyjska koncentruje się na zmniejszeniu tego cierpienia
poprzez naukę akceptowania i współpracy z przemijaniem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki