Rozdział 9
Młody policjant wraca do pokoju przesłuchań i stawia na stole szklankę. Agentka patrzy na niego i myśli, że wygląda jak ktoś, kto otwiera piwo, podważając kapsel puszką ze snusem. Nie żeby było w tym coś złego.
- Dziękuję - mówi z wahaniem na widok wody, o którą nie prosiła.
- Muszę pani zadać jeszcze kilka pytań - tłumaczy się młody policjant i wyciąga pogniecioną kartkę. Coś jakby obrazek narysowany przez dziecko.
Agentka kiwa głową, nie zdąża jednak otworzyć ust, bo drzwi ostrożnie się uchylają i do środka wślizguje się starszy policjant. Agentka zwraca uwagę, że ma trochę za długie ręce w stosunku do tułowia, więc gdyby rozlał kawę, poparzyłby się tylko od kolan w dół.
- Dzień dobry... cześć! Pomyślałem sobie, że sprawdzę, czy do niczego się tutaj nie przydam... - mówi.
Młodszy przewraca oczami.
- Nie! Dziękuję! Jak ci mówiłem, panuję nad sytuacją.
- Aha. Aha. Chciałem tylko zaoferować swoją pomoc - próbuje starszy.
- Nie, nie, do chol... Nie! To niesamowicie nieprofesjonalne! Nie możesz tak po prostu wchodzić tu w trakcie przesłuchania! - syczy młodszy.
- Aha, przepraszam, chciałem tylko zapytać, jak jesteś daleko - szepcze starszy, teraz zakłopotany, niezdolny do ukrycia swojej troski.
- Właśnie miałem zapytać o rysunek! - rzuca opryskliwie młodszy, jakby przyłapano go na tym, że czuć od niego papierosami, i teraz upiera się, że tylko trzymał fajkę koledze.
- Zapytać kogo? - pyta starszy.
- Agentkę! - wybucha młodszy i wskazuje na agentkę nieruchomości.
To niestety inspiruje ją do tego, żeby zerwać się z krzesła i wyciągnąć grabę.
- To ja jestem tą agentką! Z Agencji Nieruchomości SŁUŻĘ MIESZKANIEM!
Robi teatralną przerwę na wyszczerz, jest zadowolona z siebie nie do opisania.
- O mój Boże, tylko nie to... - wzdycha młodszy policjant, podczas gdy agentka zbiera się w sobie i woła:
- Czym mogę służyć?
Starszy policjant patrzy pytająco na młodszego.
- Cały czas to powtarza - oznajmia młodszy, trzymając kciuki na brwiach.
Starszy mruży oczy, patrząc na agentkę; weszło mu to w nawyk i robi tak zawsze, gdy spotyka ludzi, których trudno zrozumieć. Życie mija mu więc na nieustannym mrużeniu oczu, przez co jego skóra ma gęstość lodów włoskich. Agentka, która najwyraźniej uznała, że za pierwszym razem jej nie usłyszano, doprecyzowuje nieproszona:
- Rozumie pan? Agencja Nieruchomości SŁUŻĘ MIESZKANIEM. Czym mogę służyć? Rozumie pan? Bo kiedy dzwoni pan do agencji nieru...
Dociera to do starszego policjanta, nawet uśmiecha się z uznaniem, młodszy jednak celuje palcem w agentkę i wykonuje ruch góra-dół, pokazując na nią i na krzesło.
- Siadamy! - mówi tonem, którym wypowiada się polecenia do dzieci, psów i agentek.
Agentka przestaje się śmiać. Niezdarnie siada na krześle. Zerka najpierw na jednego policjanta, potem na drugiego.
- Przepraszam. Pierwszy raz jestem przesłuchiwana. Nie będą panowie... no ten... praktykować na mnie good cop/bad cop, tak jak w filmach? Jeden z was nie wyjdzie po kawę, a drugi nie rzuci się na mnie z książką telefoniczną, krzycząc: GDZIE UKRYŁAŚ ZWŁOKI?
Agentka śmieje się nerwowo. Starszy policjant uśmiecha się delikatnie, młodszemu nie drga nawet kącik ust, więc agentka kontynuuje, nieco bardziej zdenerwowana:
- No ten, no żartowałam. Nie ma już nawet książek telefonicznych, co więc panowie zamierzają? Bić mnie iPadem?
Wymachuje rękami dla zilustrowania ciosów zadawanych tabletem, wykrzykuje coś, co - jak przypuszczają policjanci - ma być w jej mniemaniu imitacją policyjnego żargonu:
- O nie, kurwa jego mać, zalajkowałem przypadkiem zdjęcie eks na insta! Cofnij! Cofnij!
Młodszy policjant nie wygląda wcale na rozbawionego, co jeszcze bardziej niepokoi agentkę. Tymczasem starszy policjant pochyla się nad notatkami młodszego i pyta, jakby agentki nawet nie było w tym pomieszczeniu:
- Co takiego powiedziała o rysunku?
- Nie miałem jeszcze okazji jej o to zapytać, bo przyszedłeś i mi przerwałeś! - rzuca młodszy.
- O jakim niby rysunku? - pyta agentka.
- Jak właśnie miałem powiedzieć, zanim mi przerwano: na klatce znaleźliśmy rysunek i sądzimy, że mógł go zgubić sprawca. Chcielibyśmy, żeby pani... - zaczyna młodszy, ale starszy mu przerywa.
- A rozmawiałeś z nią o pistolecie?
- Nie wtrącaj się! - burczy młodszy.
Starszy rozkłada ręce i mamrocze:
- Dobrze, dobrze, przepraszam, że żyję.
- Nie był prawdziwy! To znaczy ten pistolet! To tylko zabawka! - wtrąca pospiesznie agentka.
Starszy policjant patrzy na nią zdziwiony, potem spogląda na młodszego i szepcze w sposób, który tylko mężczyźni po osiągnięciu pewnego wieku wciąż uważają za szept:
- Czy ty... nie mówiłeś jej?
- Nie mówił czego? - dopytuje agentka.
Młodszy policjant wzdycha i składa rysunek, starannie, jakby właśnie składał twarz swojego starszego kolegi. Potem zwraca się do agentki.
- Tak. Właśnie do tego zmierzałem... Rozumie pani, kiedy sprawca wypuścił panią i innych zakładników, a my zawieźliśmy was na komendę, to...
Starszy policjant uczynnie mu przerywa:
- Sprawca, to znaczy ten rabuś! Sam się postrzelił!
Młodszy policjant mocno splata dłonie, żeby z miejsca nie udusić starszego. Mówi coś, ale agentka już go nie słyszy: jej kanały słuchowe wypełnia monotonny szum, który przeradza się później w stukot - szok przejmuje kontrolę nad jej układem nerwowym. Dużo później będzie skłonna przysiąc, że deszcz stukał o szybę, gdy siedziała w pokoju przesłuchań, chociaż nie było tam okien. Wpatruje się w policjantów, szczęka jej opada.
- Więc... Ten pistolet... On był... - wyrzuca z siebie.
- Był prawdziwy - potwierdza starszy policjant.
- Ja... - zaczyna agentka, ale zasycha jej w ustach i nie może wypowiedzieć słowa.
- Tutaj! Niech się pani napije! - radzi jej starszy policjant, jakby sam przyniósł wodę.
- Dziękuję... Ja... Ale skoro ten pistolet był prawdziwy, to my mogliśmy... zginąć! - szepcze i pije, retroaktywnie ogarnięta strachem. Starszy policjant kiwa głową z pełnym przekonaniem, bierze notatki młodszego i zaczyna dostawiać długopisem własne oznaczenia.
- Może powinniśmy zacząć to przesłuchanie od nowa? - stwierdza uczynnie, na co młodszy robi sobie krótką przerwę, żeby wyjść na korytarz i postukać brwiami o ścianę.
Gdy drzwi zatrzaskują się z hukiem, starszy aż podskakuje. Trudno znaleźć właściwe słowa, kiedy jest się starszym i wszystko, co chce się powiedzieć temu młodszemu, sprowadza się do: "Widzę, że cię to męczy, i to mnie męczy". Buty młodszego policjanta zostawiły małe czerwonobrązowe ślady na podłodze pod krzesłem, zaschniętą krew. Starszy patrzy na nie zdruzgotany. To właśnie dlatego nie chciał, żeby jego syn został policjantem.