Niespokojna Miłość - Joanna Żak

-
Proszę czekać

3. Pomocy!

Na drugiej ulicy odkąd sięgam pamięcią, mieszka młodsza siostra mojej mamy. To moja druga przyjaciółka od serca odkąd moja mama cztery lata temu wyprowadziła się z domu. Przeżyłam to dotkliwie, ponieważ stało się to dosyć nagle, tak, że nawet nie przyszło mi do głowy jak to się mogło stać, że nie zauważyłam tego jak znalazła sobie kogoś innego i zostawiła tatę jakby nigdy nic dla niej nie znaczył. Nigdy tak naprawdę nie przyszłoby mi do głowy, że to ona będzie oczekiwała od taty rozwodu. Oczywiście jak sama twierdziła, nie zrezygnowała z tego powodu ze mnie. Wciąż mnie kocha i widujemy się kilka razy do roku, ale ostatnio coraz rzadziej, głównie z mojego powodu.

Ale to, by zostać tu z tatą, to był mój wybór. Mama błagała i prosiła, bym wyjechała i zamieszkałą z nią i jej nowym partnerem Jebem, ale się nie zgodziłam. Oczywiście nie ma to związku z tym, że czuję do niej urazę czy coś podobnego, nie zrozumcie mnie źle, ale to tutaj jest moje życie i moi przyjaciele, nie we Francji. Kocham rodziców tak samo, ale nie mogę żyć z mamą i jej partnerem w jakimś odludnym domku z dala od świata, przyjaciół, rodziny i rzeczywistości, jednocześnie nie tęskniąc za tatą. Teraz też tęsknię za mamą, jednak nie tak mocno jak tęskniłabym za tatą będąc tam. Miejsca, do których nie jestem przyzwyczajona źle na mnie wpływają, a będąc tu na miejscu nie czuję, że coś tracę. Mamę zawsze mogę odwiedzić, niezależnie od tego, czy pozwala mi na to tata czy też nie. W końcu jestem pełnoletnia i nikt nie może mi już niczego zabronić, co rzecz jasna nie jest niezgodne z prawem.

Do domu ciotki Laury jak zawsze wchodzę bez pukania. Nie dlatego, że jestem chamska i nie szanuję jej prywatności, ale ona nigdy i tak nie otwiera nikomu drzwi, a mnie nie chce się czekać, aż zaprosi mnie do środka. W jej domu zwykłam czuć się jak u siebie. Po prostu tak już mnie nauczyła.

Laura, choć jest piękną, młodą kobietą, wciąż jest niezamężna, co powinno wszystkich zamiejscowych dziwić ze względu na jej urodziwość, ale rzecz jasna tak nie jest. Laura zawsze uważała, że związki utrudniają życie i wielu potencjalnych kandydatów tuż po pierwszej randce uciekało w popłochu. Od czasu do czasu spotyka się z facetami, i jak sama twierdzi, taki styl życia w zupełności się jej podoba. Jest niezależna, ma świetną pracę sekretarki, ładny dom i rodzinę wokół siebie.

Żyć nie umierać.

Laura to moja ciotka, ale czuję się w jej towarzystwie jak z koleżanką. Jest naprawdę bardzo ładna. Powiedziałabym, że ma urodę modelki, piękne duże usta, grzywkę opadającą na jej ogromne oczy i piegowaty nos.

- Laura jesteś? - Wołam podchodząc pod schody. Laura jest starsza ode mnie zaledwie dziesięć lat, dlatego nie czuję potrzeby zwracania się do niej per "ciociu".

Kładę plecak na komodzie i zaglądam na górę. Oczywiście tak jak się spodziewałam, zastaję ją na balkonie z tyłu domu. Właśnie leży w dwuczęściowym stroju kąpielowym ze słomianym kapeluszem na głowie i w najlepsze opala się do słońca.

- Okradliby cię, a ty o niczym byś nie wiedziała - rzucam sarkastycznie.

- Roksana - nawet na mnie nie patrzy. - Przyznam, że nawet się tu ciebie nie spodziewałam.

Usadawiam się obok niej na drugim leżaku, który stoi tam gdybym kiedyś zechciała ją odwiedzić.

Stąd ma piękny widok na plażę, wręcz fantastyczny. Zawsze jej tego zazdrościłam, bo ja nigdy nie miałam takich wygód, niezależnie od tego, z której strony domu zajęłabym pokój. Wszędzie otaczały nas albo drzewa, albo dwupiętrowe domy.

Przyglądam się Laurze z nieskrywanym zaskoczeniem.

- Pytanie.

- Tak? - Odpowiada z zamkniętymi oczami, choć słońce ją nie razi.

- Po co się opalasz, skoro jesteś już idealnie brązowa?

- Bo chcę być opalona na czekoladkę - uśmiecha się, pokazując duże, bielutkie zęby. W końcu otwiera oczy żeby na mnie spojrzeć i krzywi się jakby mój widok był taki straszny. - Za to tobie przydałoby się długie leżakowanie, moja droga. Jesteś bledziutka jak kartka papieru. Dlaczego się nie opalasz?

A czy widziałaś bym kiedykolwiek się opalała? - Miałam ją spytać, ale się powstrzymałam. Wzdycham rozkładając moje blade nogi na leżaku. Najchętniej zostałabym tam znacznie dłużej niż mam zamiar, ale z bólem serca myślę o tym, że zaraz muszę wracać do domu.

- Nawet, jeśli godzinami będę się tak wygrzewać, spali mnie na czerwono, a potem zejdzie mi skóra i znów będę biała. Mam to po tacie.

- Rzeczywiście. Patrick rzadko chodził z gołą klatą.

Choć mówi to z powagą, szybko parska śmiechem, a ja razem z nią.

- Nie mogę do ciebie przychodzić, twoje dowcipy doprowadzają mnie do bólów brzucha. Przez ciebie nie mogę teraz wymazać z głowy obrazu taty z białym brzuchem. Ochyda.

- Tłuściutkim brzuchem - dodaje. - Ale to dobry człowiek.

- Wiem.

- Czasem naprawdę dziwię się twojej matce, że go zostawiła. Przecież wiodła tu takie dobre życie. Przy nim nigdy niczego jej nie brakowało. Miała ciebie, mnie, wspaniały dom. Czegoż tu chcieć więcej?

Zamykam oczy myśląc jakby to było przyjemnie gdyby mama jednak nas nie opuściła. Moje życie byłoby przede wszystkim prostsze, bo nie spadłby na mnie obowiązek zajmowania się domem i wszystkim innym z tym związanym. Taty często nie było w domu toteż o wszystkie obowiązki z dbaniem o dopilnowanie terminów zapłaty rachunków, musiałam dbać ja. Cały dom był na mojej głowie, a jedyne czego czasem żałowałam to fakt, że w ogóle się urodziłam.

Czasem miałam głupie wątpliwości związane z moim życiem i właśnie w takich chwilach zastanawiałam się, po co w ogóle zostałam poczęta skoro rodzice mają ze mną same problemy. Nie są ze sobą od czterech lat, więc po co im ja jeśli już obydwoje mnie nie wychowują? Co to w ogóle za rodzina? Bynajmniej mnie taki styl życia kompletnie nie odpowiada.

Laurę po dłuższym czasie coś nagle zastanawia i spogląda na mnie pytająco.

- A tak właściwie, co cię do mnie sprowadza?

Robię urażoną minę, ale tylko po to by się z nią podroczyć.

- Nie mogę odwiedzić mojej ciotki bez powodu?

- O tej porze? - Spogląda na zegarek w komórce. - Niecały kwadrans po drugiej. Hmm?

Wzdycham. Ona nigdy nie dawała się na nic nabrać.

- No dobra, mam do ciebie prośbę. - Krzywię się nieco. - Tata wczoraj wieczorem pojechał w delegację, a kiedy wróciłam z lodziarni dom był zamknięty i przez to nie miałam jak się do niego dostać, więc przekimałam się na balkonie, a teraz nie mam klucza i wciąż nie mam jak dostać się do środka. Mogłabyś pożyczyć mi swojego zapasowego?

- Spałaś na balkonie? - Odrywa się od oparcia i łypie na mnie gniewnie. - Oszalałaś? Dlaczego nie przyszłaś spać do mnie? Zamawiałam wczoraj pizzę.

Natychmiast się podnoszę.

- Pizzę? Zostało coś jeszcze? - Uśmiecham się na myśl o jedzeniu. Od rana nie miałam nic w ustach.

- Tak. - Łapie mnie za rękę. - Ale najpierw siadaj, musimy porozmawiać.

Chcę wszystko jej szybko wytłumaczyć tylko po to żebym w końcu mogła iść po tą pizzę.

- Było późno i ciemno, a jak wiesz, nie posiadam samochodu, a ty mieszkasz jakieś dwa kilometry ode mnie. Po pracy nogi odmawiały mi już posłuszeństwa i wolałam spędzić noc na świeżym powietrzu. Naprawę nie było tak źle.

Unosi zdezorientowana brew. Po jej minie wnioskuję, że moja odpowiedź jej nie satysfakcjonuje.

- Czemu nie poprosiłaś Alexa żeby cię do mnie przywiózł? Ten chłopak zrobi da ciebie wszystko. Sama chciałabym mieć kogoś takiego obok siebie.

Czerwienię się, choć mnie i Alexa nie łączy nic prócz przyjaźni od pieluchy.

- Odwiózł mnie i odjechał. Kiedy podchodziłam do drzwi okazało się, że tata zapomniał zostawić mi klucza. Nie chciałam fatygować go żeby się wracał i woził mnie po nocach, kiedy on sam był zmęczony po pracy i też chciał odpocząć.

- Och, Roksana, nie doceniasz samej siebie - macha ręką i pije sok pomarańczowy z wysokiego tumblera. - Niezależnie od tego, o co byś go poprosiła, Aleks zrobi to z największą chęcią. Samo spędzanie z tobą czasu to dla niego przyjemność, więc mu jej nie odmawiaj.

- Nie odmawiam. Aleks to mój przyjaciel Laura, a czasem odnoszę wrażenie, że usiłujesz mnie z nim zeswatać.

- To idealny kandydat.

Wystawiam jej język jak małe dziecko chcąc się z nią podroczyć.

- Aleks gustuje w innych dziewczynach, a to, że zawsze staje w mojej obronie świadczy tylko o tym, że przyjaźnimy się odkąd uczyliśmy się chodzić i wynika to tylko z tego, że obydwoje znamy się jak brat i siostra i koniec kropka. A teraz gdzie do cholery masz tą pizzę? Jestem głodna!

- Następnym razem nie myśl, tylko poproś go żeby odwiózł cię tam gdzie trzeba. - Odkłada szklankę i przysuwa mi napój. - Jeśli masz ochotę, nalej sobie ile chcesz.

- Dzięki, ale muszę już lecieć - oznajmiam ścierając pot z czoła. Na koniec biorę łyk wody z lodem i wstaję. - To mogę klucze?

- Leżą w koszyku na segmencie w kuchni. Przy okazji zjedz sobie tą pizzę. Z niedojedzenia robisz się agresywna.

Uśmiecham się szeroko myśląc o kawałku wyśmienitej pizzy w moich ustach.

- Dzięki za klucze. Pizzę zjem na pewno.

- Może cię podwieźć? - Krzyczy za mną, kiedy zbliżam się już do balkonowych drzwi.

- Nie, dzięki, dawno nie biegałam. Opalaj się na czekoladkę!

Wchodzę szybko do kuchni. Odnajduję klucze i wywęszam trzy duże kawałki wspaniale pachnącej pizzy. Choć jest zimna jem na miejscu kawałek a dwa pozostałe zabieram ze sobą i konsumuję po drodze uspokajając głód panujący w moim pustym żołądku.

10. Trafne określenie

Plaża jest duża, naprawdę ogromna i ciągnie się po wschodnim wybrzeżu naszego kraju ładnych parędziesiąt kilometrów. Teraz, chodząc boso po kamyczkach nagrzanych od słońca, z łatwością można czuć bijące z nich ciepło. To nie pierwszy raz, kiedy spaceruję tu z Aleksem i na pewno nie ostatni. Lubimy tu czasem przyjść i pogadać, choć nie zawsze najlepiej nam to wychodzi. Tak naprawdę wcale nie musimy nic mówić, bo w swoim towarzystwie zawsze czujemy się dobrze, ja czuję się sobą, bo Aleks jest po prostu super.

Idziemy brzegiem w milczeniu; przy nim nie muszę nic mówić, a i tak nie czuję się krępująco. Nie zwracam uwagi na to, co się dzieje, kiedy Aleks zanurza stopę w wodzie i niepostrzeżenie zostaję zmoczona.

Naburmuszam się, a on tylko się śmieje, udając, że nic się nie stało.

- No, co? - Puszcza mi sójkę w biodro. - Wyglądasz jakbyś oberwała dziś w twarz.

Kręcę z niedowierzaniem głową. Skąd on to wie?

- Bo tak się czuję.

Wiem, że mogę powiedzieć mu o wszystkim, co mnie gryzie. Czasem czuję się jakby był moją drugą półkulą mózgu.

Nagle poważnieje i przystaje żeby objąć moją twarz w dłonie i przyglądnąć mi się z bliska.

- Co się dzieje?

Wzdycham, zastanawiając się czy jest sens przyznania się do tortur, jakie musiałam dziś znosić. Spoglądam na niego spod rzęs.

- Pamiętasz Odessę? - Pytam.

- Znam tylko jedną Odessę. Jeśli masz na myśli Millerównę, to tak, znam.

Zawsze pamięta wszystko o czym mu opowiadam. Różni się tym od innych. Zawsze słucha mnie do końca i stara się mi pomóc. Kiedy wyjechała mama, sprawił, że nie czułam się samotna, co upewniło mnie w przekonaniu, że Aleks jest bardzo ważną osobą w moim życiu. Czasem tylko się boję, że na niego nie zasługuję.

- No więc... - mówię dalej - wie, że pracuję w Ewan's i jestem pewna, że przyszła tu dziś celowo żeby mnie poniżyć, upokorzyć i zdenerwować. Przyszła z Jamesem i zaczęła rozmawiać ze mną o pracy chcąc mi dokopać, bo...

- Najpierw powiedz mi proszę, kto to jest James - wtrąca się i w końcu puszcza moje policzki.

- James... - ciężko mi go opisać - hmm... to chłopak, który kiedyś mi się podobał, ale później przestał, a teraz przyszła z nim specjalnie żeby mnie poniżyć.

Kiwa głową ze zrozumieniem. Oczywiście wiem, że musi być teraz na mnie zły, że nie wspomniałam mu o zainteresowaniu Jamesem jeszcze w chwili, kiedy się nim interesowałam.

- Chyba się tym nie przejmujesz... - mówi w końcu.

- Aleks, ona powiedziała, że praca mi służy, bo jest mi potrzebna, bo nie stać mnie na opłacenie studiów. Upokorzyła mnie, a on patrzył na mnie jakbym była taka, jaką ona ze mnie chce zrobić - spuszczam głowę czując wzbierającą we mnie złość. - Miałam nieopisaną ochotę podejść i przypieprzyć jej w ten wytapetowany...

Nie kończę, słysząc jak Aleks zaczyna parskać śmiechem. Zatrzymuje się przede mną, blokując mi drogę i kładzie mi ręce na ramionach.

- Roksana - mówi już opanowany, zaglądając mi głęboko do oczu. - Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że właśnie przejmujesz się opinią ludzi? - Unosi mi podbródek, kiedy unikam jego oczu. - Jeśli sprawi ci to przyjemność, wrócę tam z tobą i przemówię jej do rozsądku, a jeśli nie, to proszę, przestań zadręczać się tym, co ci powiedziała, a już na pewno wybij sobie z głowy załatwianie sprawy rękoczynami. Wiem, że tylko tak najlepiej można wyładować emocje, ale... powiedzmy szczerze, nie naddajesz się do bicia. Zrozumiano?

Zamykam oczy i wzdycham, Wiem, że Aleks ma rację, zawsze ją ma, ale nie mogę dopuścić do siebie myśli, że tej suce zawsze wszystko uchodzi płazem, a ja muszę odpuścić, bo wiem, że nie warto przejmować się tym, w jaki sposób postrzegają mnie inni.

- Najlepiej byś zrobił, gdybyś mnie teraz przytulił i powiedział, że ten sedes jest do kitu.

Krzywi się zaskoczony, ale po chwili przytula mnie mocno i szepcze do ucha:

- Wszystko będzie dobrze, tylko nie myśl tyle.

Puszczam mu sójkę w ramię uśmiecham się, mimo iż Aleks powiedział to tylko dlatego, żeby polepszyć mi humor. Odwracam twarz od wody, ale nie widzę szyldu Ewan's. Zamiast tego zauważam, jak James właśnie na nas patrzy. Stoi na parkingu i spogląda w naszą stronę jakbym w ogóle go obchodziła. Wyraz jego twarzy stąd nie jest zbyt dobrze dostrzegalny, ale łatwo stwierdzam, że przecina ją wściekłość i chyba zaskoczenie. Dziwi mnie ten widok, bo tego bym się nie spodziewała, zwłaszcza, że w jego okolicy nie widzę kręcącej się Odessy. Bardzo, bardzo niewiarygodne.

Uśmiecham się w duchu. Byłoby wspaniale gdyby z nią zerwał. A może i nie? Nie, nie chcę być samolubna, ale właśnie w tej chwili uświadamiam sobie, że jestem w objęciach Aleksa i moja podświadomość hula zadowolona, bo zapewne w oczach Jamesa wygląda to właśnie tak jak wygląda. Każdy normalny pomyślałby, że tulimy się jak para zakochanych, co oczywiście nie byłoby zgodne z prawdą, ale on wcale nie musi tego wiedzieć. Niech nie myśli, że tylko on będzie mnie upokarzał. Teraz to on powinien mnie przeprosić za to jak mnie potraktował. A tak w ogóle, to niech się wypcha. Nie zamierzam być poniżana przez kogoś takiego jak on, więc niech sobie nie myśli, że w jakikolwiek sposób czuję się winna tego, że go ochrzaniałam.

Nie jest wart tego bym zawracała sobie nim głowę.

Tylko dlaczego ostatnio zdarza mi się częściej o nim myśleć, choć wcale tego nie chcę?

Klnę w myślach. Jak dobrze, że stoi jakiś kilometr od nas bo właśnie dołączyła do niego Odessa. Ciekawe, dlaczego wyszli tak wcześnie.

Śmieję się i kopię Aleksa żartobliwie w kostkę.

- Jeśli mnie złapiesz, pozwolę ci wrzucić mnie do wody - krzyczę, biegnąc przez plażę ile sił w nogach. Dopiero po niewczasie uświadamiam sobie, że mój przyjaciel ma tak długie nogi, że nie mam z nim szans. Ledwo co pobiegłam, a już słyszę za sobą jego głośne sapanie.

- Dam ci fory, ale i tak wylądujesz w wodzie - woła za mną. Gdyby nie to, że w rękach trzymam zdjęte trampki i właśnie biegnę boso po piasku pełnym małych kamyków które wbijają mi się w stopy, na pewno bym go prześcignęła. Nie poddaję się jednak i walczę do ostatniej chwili, do momentu, kiedy Długonogi mnie dogania. Obejmuje mnie w pasie jak ofiarę i bezlitośnie zaciąga do wody.

Przewracam nogami w górze jakbym chciała go kopnąć, ale to i tak na nic, bo Aleks jest za silny żebym zdołała mu się tak łatwo wyrwać. Krzyczę jak wariatka, żeby tego nie robił, ale doskonale wiem, że za oberwanie w kostkę mi tego nie odpuści.

- Teraz już nie będziesz taka cwana, kiedy całą wrzucę cię do zimnej wody - śmieje się jak wariat.

- Dostanę wstrząsu! - Wydzieram się. - Nie umiem pływać, do cholery!

- Już to gdzieś słyszałem... - udaje, że się zamyśla, ale szybko wykorzystuje okazję i bez żadnych ceregieli wrzuca mnie do wody niczym kukłę. Wielki plusk na szczęście nie omija także jego.

Przez moment przechodzi po mnie piorunujące zimno. Woda w morzu nie jest jeszcze nagrzana, skąd mój chwilowy szok i otępienie. Dobrze, że jest dziś słonecznie i ciepło bo inaczej bym zamarzła. Szybko się podnoszę i ochlapuję go wodą. Żałuję, że nie mam na tyle sił by jego także uczynić mokrym do suchej nitki. Patrzę na niego z wyrzutem, udając, że naprawdę mnie wkurzył i wychodzę na piach, wyciskając wodę z fragmentu ubrania.

- Ciesz się, że umiem pływać. Miałbyś mnie na sumieniu gdybym utonęła - udaję poszkodowaną, choć wcale tak się nie czuję. Chcę się tylko z nim podroczyć, w końcu sama się prosiłam.

Aleks siedzi z rękami na kolanach wyraźnie z siebie zadowolony.

- Radzę ci trzymać mordę w kubeł, bo mam coraz większą ochotę zrobić to jeszcze raz.

- Nie śmiałbyś - najprawdopodobniej rzucam mu wyzwanie, choć nie jestem o tym świadoma.

Unosi brwi, a ja od razu się cofam. Chyba chce mi udowodnić, że nie blefuje, a ja nie zamierzam do tego dopuścić. Dobrze wiem, że nie żartuje.

- Chcesz się przekonać? - podnosi się z piachu żeby mnie postraszyć swoim wzrostem i tym, co może mi zrobić.

Nie odpowiadam; zabieram tylko moje trampki, które wcześniej opuściłam i siadam obok niego twarzą do słońca.

Teraz muszę się suszyć.