Nieskończone bicie serca - Alessio Puleo

-
Proszę czekać

2

Biorę w palce małą stokrotkę, pożółkłą z upływem czasu, kładę ją na stronie pokrytej moim - teraz już pewnym - pismem i zaczynam przerzucać strony do tyłu, jak płatki kwiatów poruszane wiatrem.

Stokrotki... uwielbiam stokrotki i ty w głębi serca zawsze o tym wiedziałeś, jak wtedy, kiedy - strasznie spóźniony, jadąc na rowerze - przystanąłeś, żeby kupić mi kwiaty. Nie wiedziałeś, co wybrać. Pomyślałeś, że jeśli przyniesiesz mi bukiet róż, mogę to źle zrozumieć i się rozzłoszczę. Orchidee były za drogie. Fiołki? Za mało. Słoneczniki? Za wielkie i trudno je przewieźć na rowerze. W końcu kwiaciarz, człowiek wielkiej cierpliwości, pokazał ci drobne stokrotki. Od razu uznałeś, że dla mnie będą idealne. Odzwierciedlały moje naturalne piękno - tak mi powiedziałeś - czyste i nieskażone, a poza tym były dumne i urocze jak ja.

A dziś ta pożółkła stokrotka przywołuje najintensywniejsze wspomnienia mojego życia.

Zatrzymuję się na stronie zapisanej dawno temu, nad zdaniami, które stały się początkiem mojego nowego życia, nad trochę niezgrabnym pismem, które tak kochałam, nad czerwonym serduszkiem, które sama narysowałam kilka lat wcześniej, nad słowami, które odmieniły moje życie: "Moje serce należy do ciebie. Na zawsze!".

Czasem zastanawiam się, czy nasze słowa przewidują przyszłość, czy też o niej decydują. Mam nadzieję, że ani jedno, ani drugie.

Oczy napełniają mi się łzami, powstrzymuję je, nie chcę, żeby popłynęły, wolę zachować je w sobie na zawsze, jakby ta rozdzierająca tęsknota była - i musiała pozostać - odczuwalnym znakiem niezwykłej i jedynej miłości, znakiem, który mimo wszystko nie przeszkadza mi w pełni przeżywać teraźniejszości.

Po okresie wewnętrznego zamętu, kiedy wikłałam się w związki pozbawione sensu i, nie wstydzę się przyznać, w seks bez miłości, biorąc wszelkie formy kontaktu fizycznego za uczucia, które w rzeczywistości nie zrodziły się ani we mnie, ani w drugiej osobie, chyba nareszcie odzyskałam równowagę, własną jasność serca.

Zamykam dziennik, ściskam go w dłoniach, głęboko wzdycham. Właśnie za jego pomocą uratowałeś mi życie. Gdybyś nie pozostawił naszych wspólnych śladów na tych stronicach, gdybyś na nich nie zapisał swoich ostatnich życzeń, umarłbyś na próżno. Umarłbyś i już, jak wszyscy inni zmarli na ziemi, nie pozostawiając śladu, lecz teraz nie tylko wciąż żyjesz we mnie - twój czyn nadał także sens życiu, które trwało za krótko, a dzięki temu twoje odejście boli trochę mniej.

Przesuwam palcem po konturach serduszka, nie mogę oderwać od niego wzroku i - jakby próbując odtworzyć sceny ze zbyt szybko nakręconego filmu - zaczynam czytać słowa, które sama zapisałam, żeby dalej, nieprzerwanie snuć opowieść o ludziach, których już nie rozpoznaję, za którymi tęsknię i których brakuje mi tak, jak przed operacją brakowało mi powietrza w płucach, i których chciałabym za wszelką cenę ożywić.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji