ROZDZIAŁ PIERWSZY
To będzie krótka historia.
Szybko się skończy, bo tak postanowiła Magda.
Wszystko zmierza do końca, ponieważ koniec może nastąpić w każdej chwili. Magda myśli o tym często. Zastanawia się, dlaczego inni o tym nie pamiętają? A może się myli? Może każdy o tym myśli, ale wstydzi się do tego przyznać?
Trzyma ręce na kierownicy. Mocno opiera głowę o fotel. Chciałaby się w nim ukryć, wsiąknąć jak woda, zniknąć. Chłodne, nocne powietrze, przedostające się do kabiny samochodu przez uchylone okno, przypomina jej o rzeczywistości - szarej, posępnej, zachłannej.
Wokół panuje gęsty mrok, rozpraszany przez nikłe światło ulicznej lampy. Nad ziemią unosi się mgła, na tyle rzadka, by nie przysłonić widoku okna na pierwszym piętrze jednorodzinnego domu. Wewnątrz nie ma zasłon ani firan. Przez puste okno doskonale widać poruszające się postaci. Kilka osób, młodzi ludzie, uśmiechnięci, co chwilę wznoszą toast i stukają się szklankami. Żartują, jeden z mężczyzn wybucha śmiechem, łapiąc się za przeponę. Ktoś podchodzi do wysokiego okna balkonowego i otwiera je, wpuszczając do środka wilgotne powietrze. Dwie osoby wychodzą na przestronny taras. Miga płomień zapalniczki. Po chwili wyraźniej widać kropki spalającego się tytoniu. Mężczyzna i kobieta. Daniel i Ola.
Magda jeszcze mocniej wbija się całym ciałem w fotel, z którego zjeżdża niżej, tak aby nikt z zewnątrz jej nie zauważył. Trzyma głowę poniżej wysokości kierownicy, a gdyby mogła, najchętniej skuliłaby się na podłodze.
Zasnąć. Nie myśleć o oczekiwaniach. Jak być szczęśliwą?
Przecież może tam w każdej chwili iść. Została zaproszona na imprezę. Daniel byłby dla niej miły, bo Magda ewidentnie mu się podoba. Ona to czuje, ale stara się nie wysyłać mu żadnych sygnałów. Wie, jak to wszystko się skończy. Nie chce go zranić. On nie zrozumie, co tak naprawdę Magda czuje. Nie skruszy tej skorupy, gruby pancerz nigdy nie pęknie.
Tego dnia czuła się fatalnie. Każda godzina prowadziła ją w objęcia nocy, zimne, mokre macki szurające po jej skórze. W gardle czuje wielką gulę, jakby przełyk nagle przestał pracować, a w organizmie znalazło się ciało obce. Ma dreszcze, bo wie, że decyzja, którą podjęła, będzie nieodwracalna.
Magda bierze głęboki wdech, po czym głośno i powoli wypuszcza powietrze z płuc. Zapala silnik samochodu. Musi odjechać gdzieś dalej, w puste miejsce, gdzie nikt jej nie znajdzie, gdzie nie trafi się nagle zbłąkany wędrowiec oferujący pomocną dłoń. To, co postanowiła uczynić, musi być skuteczne. Teraz nie popełni tego samego błędu.
Szybko myśli o najlepszym miejscu i wybiera tereny lotniska Aleksandrowice. Często lubiła spacerować wokół rozległych, ogrodzonych siatką pól, skąd obserwowała przygotowujące się do lotu awionetki. W trakcie spacerów zawsze wybierała mniej uczęszczane szlaki, zawiłe, odległe ścieżki, które doprowadzały ją do na pierwszy rzut oka opuszczonych budynków. Zabite dechami nieużytki mogłyby przyciągnąć jedynie dzieciaki żądne przygód, ale na to jest już zdecydowanie zbyt późna pora. Nigdy nie widziała również kręcących się tam meneli. Nie potrafi wymyślić lepszego miejsca, tak blisko kolejnych punktów w mieście, a jednak na odludziu. Przypomina sobie drogę biegnącą obok nieczynnego hangaru i to właśnie tam postanawia jechać.
Podczas drogi odtwarza w myślach poprzedni raz i wszystkie możliwe błędy, które popełniła. Czuła się później jak idiotka próbująca w dramatyczny sposób zwrócić na siebie uwagę.
Była ze znajomymi w klubie, w miejscu, którego unikała jak ognia. Wokół pijani ludzie podrygujący w takt zagłuszającej wszystko muzyki, wszędzie duszno, przytłaczająco. Trudno było przedostać się przez zatłoczoną salę, z której sufitu dobiegało oślepiające światło co sekundę zmieniające barwę, dodatkowo odbijające się od szklanych kul. W kolejnym pomieszczeniu było jeszcze gorzej. Tam tnące rzeczywistość ostre światło stroboskopu zatrzymywało czas. Magda chciała stamtąd jak najszybciej wyjść, ale w trochę inny sposób. Gdyby nie jej plan, nigdy nie znalazłaby się na dyskotece.
Osoby, z którymi przyszła, zniknęły w tłumie. Każdy z nich spotkał znajomego, który pociągnął ich w kierunku innych znajomych. Magda tylko na to czekała. Podeszła do baru i zamówiła kilka kieliszków, które opróżniła bardzo szybko, by zaraz potem poprosić o jeszcze jeden zestaw kamikadze. Swoim zachowaniem wzbudziła uwagę siedzących obok mężczyzn. Ich zainteresowanie nie wynikało wyłącznie z nietypowego picia Magdy, ale również z jej niewątpliwej urody. Miała spięte z tyłu brązowe, przechodzące w rudy kolor włosy, zgrabną figurę, nad którą nie musiała pracować, czym zawsze denerwowała koleżanki. Naturalna, dobra przemiana materii sprawiała, że nigdy nie potrzebowała odwiedzać fitness klubu ani męczyć się kilometrowymi biegami, by wyglądać na wysportowaną i szczupłą. Oczywiście sama ciągle widziała niedoskonałości swojego ciała. Biodra były według niej zbyt szerokie, piersi natomiast mogłyby być odrobinę większe, i jeszcze gdyby tak miała kilkanaście centymetrów wzrostu więcej, to do wysokich butów z powodzeniem zakładałaby ulubione płaszcze, teraz wciąż miała wrażenie, że się w nich topi, że wygląda, jakby narzuciła na siebie worek. Magda często patrzyła w lustro, uważając, że jest nieatrakcyjna. Jej opinia o własnej urodzie brała się z długo hodowanych kompleksów, bez pokrycia z rzeczywistością. Twarz miała delikatną, cerę gładką; często pytali ją w sklepie o dowód osobisty, gdy chciała kupić alkohol. Dobiegała dwudziestu sześciu lat, ale wciąż przypominała nastolatkę.
- Lubisz ostrą zabawę? - zagadnął mężczyzna w średnim wieku, widząc, jak Magda zamawia Long Island, drinka o mocy dwudziestu ośmiu procent.
Nawet na niego nie spojrzała. Zapłaciła, wzięła wysoką szklankę i ruszyła w kierunku toalet. Na szczęście ten lokal miał całkiem sporych rozmiarów łazienki. Najpierw wchodziło się do pierwszego pomieszczenia z kilkoma umywalkami, suszarkami automatycznymi oraz pojemnikami na mydło przytwierdzonymi do ścian tuż pod jedną taflą lustra ciągnącą się na długość całej ściany, a następnie przechodziło się do kolejnej części, gdzie znajdował się rząd kabin toaletowych.
Magda wybrała ostatnią toaletę, weszła do środka, opuściła deskę, na której usiadła, po czym zablokowała drzwi. Szklankę z drinkiem położyła na pojemniku na papier, a następnie wyjęła z torebki plastikowy organizer wypełniony tabletkami z trzech opakowań leku na udrożnienie górnych dróg oddechowych. Przygotowała je wcześniej, wiedziała bowiem, że będąc pod mocnym wpływem alkoholu, może jej się nie udać sprawnie rozpakować lekarstwa. Taka dawka pseudoefedryny w połączeniu z etanolem krążącym w żyłach powinna zrobić swoje.
Ruchy dziewczyny były niezdarne, ociężałe. Z trudem odkręciła pojemnik i wychyliła go do ust, wsypując garść ciemnoczerwonych tabletek. Popiła alkoholem i przełknęła. Do oczu napłynęły jej łzy. Czuła, że powoli wszystko wokół zaczyna wirować.
"Czyli tak to się miało skończyć..." - pomyślała. Zanim odpłynęła na dobre, dopadł ją potworny lęk, że jeśli się nie uda, jeśli się wybudzi, może doszczętnie uszkodzić swój mózg i zostać do końca życia kaleką. A jej życie miało się przecież zakończyć tamtego wieczoru.
Tym razem Magda nie popełni tego samego błędu. Zaraz dojedzie na miejsce, do którego nikt przedwcześnie nie dotrze. Inaczej było w dyskotece, gdzie mężczyzna siedzący przy barze, któremu Magda wpadła w oko, uważnie ją obserwował. Wiedział, że ostre picie nie wróży nic dobrego, tym bardziej że dziewczyna wydawała się nieobecna, jakby myślami była w całkiem innym miejscu. Ruszył za nią. Zauważył, że chwiejnym krokiem udała się do toalety. A gdy nie wychodziła z niej dobry kwadrans, postanowił działać, nie odpowiadając na zadziorne spojrzenia kobiet zgromadzonych w łazience.
- To nie męski - zapiszczała młoda dziewczyna z makijażem dodającym jej co najmniej dziesięć lat.
Nie przejmując się komentarzami, przeszedł dalej. Rzucił okiem na rząd kabin toaletowych, których drzwi kończyły się dobre dwadzieścia centymetrów nad podłogą. Przystanął. Przez moment nasłuchiwał, ale jakiekolwiek dźwięki zagłuszało dudnienie z sali oraz podniesione głosy kobiet, które zaczęły wyzywać go od zboczeńców, grożąc, że jeśli zaraz się nie wyniesie, wezwą ochronę. Mężczyzna jednak schylił się, zaglądając kolejno do toalet.
- Wypierdalaj stąd! - wrzasnęła nastolatka. Nie mogła mieć więcej niż szesnaście lat. Otoczona była koleżankami.
Wtedy zobaczył coś, co podejrzewał ujrzeć. Na podłodze w jednej z toalet leżała kobieta, którą widział przy barze.
Doskoczył do drzwi, próbując je otworzyć.
Wtedy jedna z dziewczyn pociągnęła go za koszulę.
- Co ty robisz, zboku?!
Zrzucił jej dłoń z ramienia i naparł z całych sił barkiem na drzwi, wyłamując plastikowy zatrzask. Magda leżała nieprzytomna.
Doskoczył do niej, po czym odwrócił się i krzyknął w kierunku zaskoczonych dziewczyn.
- Dzwońcie na pogotowie! Powiedzcie, że w damskim kiblu jest zboczeniec. Może przyjadą szybciej.
Tego Magda oczywiście nie słyszała. Obudziła się w szpitalu. Najpierw przepłukano jej żołądek, następnie podłączono do kroplówki.
Przebieg całego zdarzenia z klubu zrelacjonowała jej znajoma, której koleżanka była naocznym świadkiem, jak mężczyzna wkroczył do toalety i uratował Magdzie życie. Barska nie chciała tego. Niestety, źle wszystko rozegrała. Nigdy nie poznała mężczyzny, który okazał się jej aniołem stróżem lub nachalnym facetem, wtrącającym się w nieswoje sprawy - zależy, z której perspektywy spojrzeć.
Samochód zatrzymuje się na poboczu. Wokół rosną tylko drzewa i dzikie krzewy. W oddali majaczy lampa emitująca nikłe, żółte światło padające na pordzewiałą siatkę strzegącą dostępu do nieużywanego hangaru.
Magda wychodzi z samochodu. Jest chłodno, w powietrzu unosi się wilgoć. We wszechobecnej ciszy każdy jej ruch wydaje się wielkim hałasem. Podchodzi do bagażnika, otwiera klapę i wyciąga ze środka butelkę toniku, do której już wcześniej dolała sporej ilości ginu. Ma ze sobą również wódkę i colę, jeśli zajdzie taka potrzeba, by mocniej znieczulić zmysły.
Opiera się o bok samochodu i pociąga spory łyk. Krzywi się. Czuje ciepło w przełyku. Wydaje się, że ginu jest zdecydowanie więcej, przebija w smaku. Ale z każdym kolejnym pociągnięciem z butelki alkohol przyswaja się lepiej, a organizm Magdy wręcz domaga się więcej i więcej. Jest napięta, zdenerwowana, drży i musi wlać w siebie naprawdę sporo, by cokolwiek poczuć. Wie jednak, że moc szybko uderzy, zaatakuje znienacka jej drobne ciało.
Wyjmuje cienkiego papierosa i zapala. Łapczywie się zaciąga. Kątem oka zauważa, jak mocno trzęsie się jej ręka. Skupia na tym uwagę. W ciągu kwadransa opróżnia całą butelkę z ginem, a następnie miesza wódkę z colą i robi kolejnych parę łyków, po których już jednak jest jej niedobrze. Wódka ma zbyt intensywny smak, wzbudza odruch wymiotny. Magda musi więc wyhamować. Nie może pozbyć się trucizny z organizmu. Należy działać według planu.
Zapala kolejnego papierosa. Zaczyna jej się intensywnie kręcić w głowie. Nie myśli o życiu, z którym zdążyła się pożegnać. Stara się nie roztrząsać konsekwencji swojego czynu.
Ostatniego papierosa zamierza wypalić w samochodzie. Siada za kierownicą. Świat wokół wiruje jak karuzela.
Ze schowka wyjmuje woreczek z tabletkami. Wysypuje pastylki na otwartą dłoń, po czym jednym ruchem wrzuca je do ust. Nie trafia idealnie. Tabletki przyklejają jej się do spoconej dłoni. Wpycha je nieudolnie na język. Wybiera kolejne z woreczka i przepija je colą zmieszaną z alkoholem.
Tak smakuje śmierć. Wódka i tabletki.
Zawiesza się na moment. Dopiero teraz skupia swoją uwagę na grającej w radio muzyce. Jakaś nocna rockowa audycja. Rozpoznaje tę piosenkę i kiedy słyszy kolejny wers, chce jej się płakać. Z głośników rozbrzmiewa:
Slow suicide's no way to go, oh
Wyrzuca papierosa przez okno, a może niedopałek wysuwa jej się z palców. Nic już nie wie, nie potrafi zarejestrować rzeczywistości. Ma wrażenie, że oprócz łez cieknie wszystko wokół. Cały kokpit przecieka, świat za oknem zlewa się, jakby był tylko namalowany farbą, którą teraz ktoś rozpuścił.
Czyż nasze życie nie jest pisane patykiem po wodzie? Jesteśmy tylko na chwilę, pamięć po nas ginie z każdym następnym dniem. Najbliżsi szybko pogodzą się ze stratą, muszą przecież jakoś żyć. Kolejne pokolenia nie będą starały się pamiętać, historia człowieka w końcu sczeźnie.
Magda zatapia się w fotelu. Głowa staje się coraz cięższa. Dziewczyna chce spać, zamknąć oczy raz na zawsze.
Nie wie, kiedy zapada w bardzo głęboki i zły sen.