Natknęliśmy się na niego jak na jakiś minerał w rozłupanej bryle, w środku której srebrnografitowe blaszki jego włosów świeciły. Siedział w przewróconym kontenerze i czytał. Odłożył książkę, położył na kolanach i przyglądał się nam. Wywołał niezrozumiałą wesołość i dopiero nasz śmiech zmienił jego twarz.
Darek strzelił dwa zdjęcia.
Zdziwienie połączyło się ze strachem. Już nie mógł przewidzieć, co teraz zrobimy. Zacisnął dłonie na książce, wsuwając palec między strony, ściskając mocno okładkami. Trzymał się tej książki, a nas skręcało, pokładaliśmy się ze śmiechu.
- Zostaw. Nie rób zdjęć - powiedziałem przez śmiech.
- Znasz go? Nie mogę - śmiech dusił Darka.
- Nie, ale zostaw.
- Co czytasz staruszku? - Darek się wyprostował.
- Chodźmy. Nie widzisz? - próbowałem.
Obserwował nas, mierzył w nas po kolei spojrzeniem, próbował oceniać. Musiał się bać naszych nadmiernie ruchliwych rąk i nóg, gotowych do ruszenia ze śmiechem w jego stronę. Tkwił znieruchomiały, próbując rozluźnić twarz. Jeszcze ze śmiechu mogło się wszystko narodzić. Mógł się przemienić w dalszą zabawę. Mogło nam go zabraknąć w krótkiej chwili. Mogliśmy się nim zabawić. Dlatego w oczy powracał lęk przed nami. W jego przelęknionym spojrzeniu odbijały się nieznane nam zamiary odczytywane z naszych twarzy. Nie pytał, bał się, jakby inaczej nie mógł, myśląc o nas.
Musiałem nas stąd wyprowadzić.
- To mój brat - przyznawałem się.
- Nie jestem twoim bratem - zaraz zaprotestował.
Wybuchnęliśmy głośniejszym śmiechem, ale to wyznanie rozładowało rosnące napięcie, i choć przyjęte zostało jako żart, coś już od tej chwili stało się niemożliwe. Żart wtrącił w jakąś cichą niepewność, odciągnął od niego w weselszą część miasta.
Za szkieletami rozebranych do remontu kamienic, w wąskich przejściach marszczyły się ściany folii, tworząc w świetle jeszcze jedną powierzchnię miasta. Za obszerna, błyszcząca skóra na odchudzone mury.
Nie wiedzieliśmy, że może się tak zrobić bezludnie w centrum.
Ten srebrnografitowy starzec stał się kimś w rodzaju przewodnika po nieznanym terytorium w nas.
Darka, jego bliżej znałem od pół roku, ktoś wtedy o nim powiedział, że po to się urodził aby fotografować, i nie pokazuje zdjęć nikomu. Przy pierwszym spotkaniu tak samo szybko mrugał, jak teraz. Za przesłonami powiek odzywał się szelest szybkich spojrzeń. Szukał pomysłu na kompozycję we wszystkim co zobaczył, i widać było ciągły niepokój i zadowolenie, gdy znajdował zanim jeszcze sięgnął po aparat.
Kamilę, twarz znaną jeszcze z czasów wernisaży, od nowej śmietnikowej biżuterii, lubiliśmy za odczucie czystości przy niej, dla której chodziliśmy po zaułkach, jak dzisiaj. Czystość była w jej ruchach, w jej spojrzeniu bez skazy. Przekazywała to w biżuterii z wyłuskanych ze śmietników perełek przedmiotów. To był jej pomysł. Sprzedawała niepodejrzewającym niczego zachwyconym dziewczynom. Jej śmiech brał się z rozrzutności poszukiwań ludzi, podczas gdy w każdej rzeczy odkrywała blask cennego drobiazgu.
Z Kamilą blisko był Piotrek, stolarz, pomagał jej obrabiać metal, szkło do czystego kształtu. Zarabiał przy tym. Miał talent, ten wyjątkowy, wyczucie ręki do każdego materiału, większą część czasu poświęcał na badanie z zewnątrz, zanim zabierał się do szlifowania. Nie spieszył się, nawet jego śmiech był wolniejszy od naszego.
Nikt z nas nie próbował zapytać dokładnie, z czego się śmialiśmy, co w nas wstąpiło. - Dlaczego się bałem o starego człowieka? Nie słuchałem, o czym teraz rozmawiali.
- Mimie przyspiesz, coś tak zwolnił?
- Nie wymyślaj.
- Darek uważaj! - krzyknąłem. Za jego plecami, z boku podbiegł mężczyzna. Wyrwał mu z ręki aparat, uderzył pałką po nadgarstkach. Uciekał w rejony, dokąd się nie zapuszczaliśmy. Nie zdążyliśmy. Wokół kucającego z bólu pod ścianą Darka.
- To była, kurwa!, minolta za wszystko.
- Pokaż ręce.
- Jakie ręce?! Zlewać wszystkich w takim kraju
- Możesz ruszać? Darek na policję!
- Na jaką policję?!
Najbardziej nieruchomą twarz miała Kamila później. Usiedliśmy przy piwie w ogródku i nie chciało się gadać. Kamila wysypała z woreczka dzisiejsze znaleziska. Piotrek wracał palcami do przedmiotów. - Mogłem ich złapać - powiedział.
Pośrodku nocy w mieszkaniu przedstawiłem nas. To, co się stało. Już nie ma czasu. Trzeba się wziąć za coś, co daje pieniądze. Choć byli dużo młodsi ode mnie, ciągnąłem do nich jak dziecko do dziecka. W tym co zostaje szczere, nie liczy się z niczym. Grałem tak, żeby nikt tego nie musiał tłumaczyć. Może gdyby był ze mną Darek z aparatem, coś by zostało zatrzymane:
Ponaglenie do istnienia w każdym ruchu. Długie nogi Kamili dotykające ulicy tuż nad ziemią i wyciągnięte kroki Darka. Piotrka lekko do środka stawiane. Ładni nie głupio, w każdym jakieś delikatne zachwianie proporcji przyciągające spojrzenie. Zaskakuje ich samych. Piękno bez pewności siebie. Dwudziestoletni. Dlatego widoczne, zachęcające do życia. Moje starzejące się ciało z nimi. Byli moimi nerwami, czymś niewysłowionym, co wyjaśnienia doczekało się w samotnym tańcu.
- Dlaczego nie zostałeś tancerzem? - Cicho z boku dobiegło.
- Kamila? Nie! Skąd się tu wzięłaś?
- Nie przerywaj.
- Nie mogę przy tobie!
- Naprawdę nieźle to robisz.
- Ale patrzysz na mnie.
- To chyba dobrze.
Chciałem ściszyć muzykę, rozglądałem się za pilotem. Naciskając wiele razy bezskutecznie, w złym kierunku, wreszcie trafiłem.
- Nie mam techniki, najchętniej bym zrezygnował.
- Myślisz?
- Wolałbym ja popatrzeć.
- To patrz.
- Patrzę! Ale już z takiego bliska, że widzę tylko to, co czuję.
Poszedłem do kuchni po coś tam do herbaty. Powoli nalewałem do kubków. Takie snucie się dłońmi po niskim stoliku za paczką papierosów, za zapalniczką. Gra na czas, a tu każda rzecz to temat, może nas połączyć albo bez porozumienia.
- Zapalisz mocniejszego?
Spojrzała na paczkę zdziwiona pytaniem. Jej palce bez zajęcia trzymały się blisko siebie, głaskały swoją gładkość skóry. Chowałem, zwijałem swoje dłonie przed nią, by nie było widać tej różnicy między nami. Zapaliłem, żeby osłabić jasność, kontrolę nad wymaganiami. Jeszcze raz największą przeszkodą w dotarciu do odpowiedniego słowa i tonu okazywało się wyobrażenie tego, co za chwilę się stanie.
- Tańczyłem nas - śmieszny jestem.
- Wcale nie.
- Stary jestem.
- Gdzie? - zapytała z uśmiechem w kącikach ust.
- Przecież nie zostanę już tancerzem.
Siedzieliśmy w obłoczkach dymu. Gorąco, lśniąco się zrobiło na skórze, jak w trakcie wyczerpującej próby.
- Jak ty to robisz? - zapytała inaczej, poważnie.
- Nie śmiej się - zareagowałem.
Dymki nad głowami zawisły puste. I spalały się nam papierosy w tempie jak przed pierwszym występem. Dłonie z palącymi się już czubkami palców wytrzymały do przerwy. I nawet się nie musnęliśmy, a powiedziałem w tańcu solo jak mi się życie spełnia, gdy nikt nie może podejrzewać co robię, z kim jestem i jak to może nie mieć końca. I wróciłem na miejsce dopiero, kiedy popielniczka zasypana już była po brzegi.
- Nie rozumiem twojej techniki. - Wyrwała się Kamila z zagubienia.
- Całym sobą, ciałem nieporuszonym sobą - odpowiedziałem Kamili.
- Powinnam teraz jechać do Piotrka.
- Nie jestem księdzem - odezwałem się jak mogłem, gdy już wychodziła.
Nie widywaliśmy się. Każdy dzień bez nich był oczekiwaniem. Przerzucaniem się z jednego miejsca na inne. Ż y ł e m z o s z c z ę d n o ś c i. Sobota nie była najbardziej oczekiwanym dniem. Darek się nie odzywał, nawet po pożyczkę. Nie wychodziłem. W sypialni za fotelem odkryłem pudełko z kunsztownymi drobiazgami Kamili. Poukładałem na jaśniejącym parapecie i przez długi, jak na sobotę, czas bawiłem oczy zjawiskami w galaktyce przedmiotów.
Kamila stwarzała swój świat, i jeszcze potrafiła go sprzedać. Jedyna z nas mogła się utrzymać z niego. Ta dziewczyna była wierną zagadką. Gdy uklęknąłem, by z bliska przyjrzeć się, jak to się jej udaje, w okiennym świetle poruszał się świat, jak zatopiony i odciskający się teraz w moich oczach. Zdarzały się takie błyski, w których on tylko istniał, żaden inny. Jej drobne ozdoby z połączonego białym metalem szkła, drobin w środku i zapięć z drucików wyglądały na rozbudowane nasiona wszelkich rzeczy. Przedstawiały taniec istnień przed powołaniem życia, przed nazwaniem. Wiem jak musiały drżeć przypięte do skóry, zaciśnięte nad kostkami dłoni lub stóp. Rozgrzane pełnymi ciałami. Ich wymuszona przetrwalnikowa forma nie pozwalała im zrobić pierwszego kroku bez pobudzających naszych spojrzeń. Do powiększającego się w nich świata dołączyłem swój własny bez słów - tańczyłem gdy nikt mnie nie widział.
Tylko ruchem mogłem opowiedzieć, tak by znów odczuć ulgę i radość. Ruch nigdy nie był pozbawiony głosu. Przewodnicy po świecie znajdowali się w ciele. Można było w tańcu zostać obrazem skręconych w warkocz pragnień z wyłapywanych spod każdego gestu spojrzeń. Wyrejestrowane dawno z katalogu świadomych, docierały w wyobrażeniu innych ciał, przemieniając nieme własne w wielką rozmowę z nimi. Próby objaśnień, powrotu do leniwego, wyuczonego języka kończyły się upadkiem na podłogę. W chwilach nagłego przypomnienia wymagań sztywniałem. Taniec był teatrem słowa na końcu. Nie można go było przetłumaczyć, zacząć od słowa, bo w moim życiu był pierwszym, niespełnionym językiem. Poza chwilami tańca pozostawał dłużący się czas życia. Oczekiwania na godziny z przyjaciółmi, w których dopatrywałem się tego samego, że poza naszymi umiejętnościami, rozwija się w nas potrzeba przemian, nieosiągalnych działań. Z niewyjaśnionych dotąd przyczyn, przy silnych pragnieniach nierealizacje i braki tworzyły izolowane szczęście w zatajonych zbrodniach własnego życia. Co mogłoby nas spotkać, gdyby świat jednego mógł stać się światem wszystkich?
w serii kwadrat ukazały się:
"2008", "2011", "2014" - antologie współczesnych polskich opowiadań
Marcin Bałczewski "Eva Morales de Nacho Lima", "Malone"
Waldemar Bawołek "To co obok"
Kostia Berezin (Paweł Laufer) "Buty Mesjasza"
Dariusz Bitner "Książka"
Roman Ciepliński "Diabelski młyn"
Tomasz Dalasiński "Nieopowiadania"
Krzysztof Gedroyć "Przygody K"
Andrzej Grodecki "Iluzje"
Brygida Helbig "Anioły i świnie. W Berlinie!!", "Enerdowce i inne ludzie"
Lech M. Jakób "Ciemna materia"
Bogusław Kierc "Bazgroły dla składacza modeli latających"
Wojciech Klęczar "Wielopole"
Bogusława Latawiec "Ciemnia"
Ryszard Lenc "Chimera"
Artur Daniel Liskowacki "Capcarap", "Eine kleine", "Mariasz", "Skerco"
Miłka O. Malzahn "Fronasz", "Kosmos w Ritzu"
Agnieszka Masłowiecka "Pyszne ciało", "Splątanie"
Jarosław Maślanek "Ferma ciał"
Dariusz Muszer "Homepage Boga", "Niebieski", "Wolność pachnie wanilią"
Krzysztof Niewrzęda "Czas przeprowadzki", "Poszukiwanie całości", "Second life", "Wariant do sprawdzenia", "Zamęt"
Ewa Elżbieta Nowakowska "Apero na moście"
Paweł Orzeł "Arkusz [^pi^gmalion]", "Nic a nic", "Ostatnie myśli (sen nie przyjdzie)"
Paweł Przywara "Zgrzewka Pandory"
Krystyna Sakowicz "Księga ocalonych snów", "Praobrazy"
Alan Sasinowski "Pełna kontrola", "Rupieć", "Sycyerz facet"
Grzegorz Strumyk "Kra", "Nierozpoznani"
Łukasz Suskiewicz "Egri bikaver", "Mikroelementy", "Zależności"
Leszek Szaruga "Dane elementarne", "Podróż mego życia", "Zdjęcie"
Izabela Szolc "Śmierć w hotelu Haffner"
Łukasz Szopa "Kawa w samo południe"
Andrzej Turczyński "Bruliony Starej Ziemi", "Brzemię", "Koncert muzyki dawnej", "Zgorszenie", "Żywioły"
Anatol Ulman "Cigi de Montbazon i Robalium Platona"
Emilia Walczak "Hey, Jude!"
Miłosz Waligórski "Kto to widział"
Maciej Wasilewski "Jednodniowy spacer po dwudziestu kilku głowach", "Rozmowy młodej Polski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś"
Bartosz Wójcik "Christiania. Historie z tamtej strony dobra"
Grzegorz Wróblewski "Nowa Kolonia"
Maciej Wróblewski "Historie Jakuba Blottona z widokiem na Toruń"
Tadeusz Zubiński "Rzymska wojna"