Pięć tysięcy lat temu nie było Polski, Grecji, Nowego Jorku ani Warszawy. Istniały już jednak królestwa i miasta - w tamtym czasie największym ośrodkiem miejskim na świecie prawdopodobnie był Uruk. Jego mieszkańcy mówili językiem sumeryjskim i wierzyli w licznych bogów, dziś całkowicie już zapomnianych, takich jak Inana, An i Enki.
Mieszkańcy Uruku snuli wiele interesujących opowieści o swoich bogach, ale też o swoich ziomkach i mieście. Opowiadanie historii miało ogromne znaczenie, ponieważ w sytuacji, kiedy wszyscy znali te same opowieści i w nie wierzyli, łatwiej było o jedność i współpracę. Umiejętność snucia opowieści daje nam, ludziom, ogromną przewagę nad wszystkimi innymi zwierzętami.
Aby zrozumieć, w jaki sposób dzięki opowieściom i współpracy zdobywamy tę przewagę, wystarczy porównać nas do innych zwierząt - na przykład do szympansów. Dziesięć szympansów może zaprzyjaźnić się ze sobą i wspólnymi siłami poszukiwać bananów, upolować prosiaczka albo przepędzić lamparta. Ale tysiąc szympansów nie jest w stanie współpracować ze sobą przy żadnym zadaniu, gdyż nie zna się dostatecznie dobrze. Wyobraź sobie, że zwołujesz tysiąc szympansów w jedno miejsce i dajesz im do podziału górę bananów. Jak myślisz, co się wtedy wydarzy? W niedługim czasie zaczną pokrzykiwać wniebogłosy, gorączkowo biegać we wszystkie strony lub urządzać bójki.
Gdybyś znał język szympansów, mógłbyś zapytać któregoś z nich: "Dlaczego walczysz? Bananów wystarczy dla wszystkich".
[...]
JEDNOOCY OLBRZYMI
Wyobraźmy sobie, że tuż przed wyprawą z Efezu do Kartaginy, Heraklit skierował swoje kroki do świątyni Artemidy, aby poprosić boginię o opiekę podczas podróży. Artemida była opiekunką dzikiej przyrody, zwierząt, roślinności i dzieci. Wierzono, że potrafi unosić się w powietrzu, że widzi i słyszy to, co dzieje się setki kilometrów dalej, a nawet że stwarza zwierzęta i rośliny. Opowiadano też, że umie leczyć groźne choroby, a kiedy się gniewa, jest bezwzględna: ma magiczny łuk i gdy ludzie jej podpadną, gotowa jest razić ich z nieba zatrutymi strzałami, po których nieszczęśnicy poważnie podupadają na zdrowiu i jeden za drugim umierają. Dlatego nasz Heraklit postanowił oddać cześć Artemidzie, aby w zamian strzegła go przed chorobami, dzikim zwierzem, burzami i innymi zagrożeniami.
Świątynia Artemidy była największą budowlą, jaką Heraklit widział w swoim życiu. Co więcej, był to największy budynek, jaki widziała większość mu współczesnych. Ludzie ściągali do Efezu z dalekich stron tylko po to, żeby ujrzeć na własne oczy przybytek Artemidy, który uchodził za jeden z siedmiu cudów świata (pozostałe sześć to inne szczególnie okazałe i piękne budynki i posągi).
Świątynia mierzyła około 115 metrów długości, 55 metrów szerokości i niespełna 30 metrów wysokości. Była tak duża jak współczesne boisko piłkarskie! Zbudowano ją z lśniącego białego marmuru, miała 120 marmurowych kolumn. W jej wnętrzu znajdował się niezwykłej urody ogromny posąg Artemidy, pokryty złotem i srebrem. Ściany przybytku zdobiły inne liczne posągi, obrazy i klejnoty.
Po modlitwie w świątyni Artemidy Heraklit poszedł pożegnać się ze swoim innym ulubionym miejscem w Efezie - teatrem. Był to kolejny imponujący budynek z wieloma marmurowymi kolumnami, w którym aktorzy odgrywali sztuki o bogach i barwnych przygodach herosów. Heraklit uwielbiał oglądać te przedstawienia i wyobrażał sobie, że któregoś dnia on też zostanie bohaterem i wyruszy na poszukiwanie przygód. A nawet że ktoś napisze o nim sztukę!
W drodze do teatru spotkał grupkę przyjaciół. Szukali go, ponieważ chcieli się z nim pożegnać. Podróż do Kartaginy i z powrotem miała zająć długie miesiące, a w tamtych czasach nie było telefonów ani komputerów. Każdy, kto wyruszał na tak daleką wyprawę, na długo tracił kontakt ze swymi przyjaciółmi. Istniało wręcz ryzyko, że już nigdy się nie spotkają.