Ludzie w wiosce byli zadowoleni ze swojego nowego odkrycia, a nawet rozprzestrzeniło się ono na inne wioski. Ale po pewnym czasie - być może po stu dziewięćdziesięciu dziewięciu latach - marudy zaczęły narzekać, a leniuchy zaczęły się skarżyć.
- Jest pewien problem - mówili niezadowoleni. - Rozsypywanie ziaren na ziemi jest mało skuteczne! Większość nawet nie kiełkuje, bo przylatują wróble, przychodzą wiewiórki i mrówki i je wyjadają, albo słońce za mocno praży. Czy robimy to tylko po to, żeby dokarmiać wiewiórki?
Więc wszyscy znów się zgromadzili i wpadli na nowy pomysł.
- Na pewno jesteśmy na tyle sprytni, żeby jeszcze bardziej pomóc biednej małej pszenicy. Zamiast po prostu rzucać ziarna na ziemię, moglibyśmy robić w ziemi dołeczki i wkładać ziarna do nich. Wtedy wróble, wiewiórki i mrówki ich nie znajdą, a słońce nie będzie dla nich zbyt gorące.
- To byłoby o wiele skuteczniejsze! - Ludzie radośnie klaskali w dłonie.
- Tak - zgodził się ekspert od duchów, bo widział, że większości mieszkańców spodobał się ten pomysł. - My, ludzie, powinniśmy mieć większą władzę nad pszenicą. Duchy się zgadzają.
Wszyscy byli zachwyceni, że będą mieli jeszcze więcej pszenicy...
Mieszkańcy wioski zaczęli robić dołki w ziemi i wkładać do nich ziarna. A żeby szło to jeszcze sprawniej, wynaleźli specjalne narzędzie, które im w tym pomagało. Przywiązali ostry kamień do końca długiego, prostego kija - i w ten sposób stworzyli pierwszą motykę! A ponieważ motyki łamały się, kiedy uderzały w kamień, ludzie usuwali kamienie z pól, zanim zaczęli kopać. To była żmudna robota, ale widzieli, że to się opłaca. Po usunięciu kamieni i wykopaniu dołków ziarna miały lepszą ochronę przed szkodnikami i słońcem. Wokół wioski rosło teraz jeszcze więcej pszenicy, a te nowe pomysły rozprzestrzeniały się na inne wioski, które je kopiowały.
NOCNA STRAŻ
Ludzie byli zadowoleni z nowego spichlerza, a wioska się rozrosła, aż zaczęła przypominać miasteczko. Ale czy wszystko można przewidzieć? Po jakimś czasie - może po tysiącu dziewięćdziesięciu dziewięciu latach - pojawił się nowy problem. W spichlerzu było teraz tyle ziarna, że pobliskie plemiona i wioski zaczęły atakować miasteczko, aby ukraść zboże. No bo po co ciężko pracować przez całe miesiące, skoro w jedną noc można ukraść całe ziarno, którego się potrzebuje?
Wszyscy mieszkańcy miasteczka zebrali się w świątyni i rozmawiali. Rozmawiali tak i rozmawiali bez końca. W końcu postanowili zbudować mur wokół miasteczka. Zadecydowali również, że każdej nocy kilka osób będzie czuwać i tego muru pilnować. Teraz ludzie pracowali w polu w ciągu dnia, w wolnym czasie budowali mur, a w nocy czuwali, pełniąc wartę.
Wyznaczyli też najodważniejszego mężczyznę w miasteczku na wodza do prowadzenia wojen i dowódcę straży. Przez większość czasu ten wódz nie robił zbyt wiele: włóczył się po okolicy, ćwicząc strzelanie z łuku, albo sprawdzał, czy w murze nie ma dziur, i dręczył innych, żeby je załatali. Ale jeśli jakieś plemię przyszło ukraść ich zboże, wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że mają wodza. On wiedział, co robić, był odważny i silny.