Nieposkromiona dusza - Katarzyna Tekieli

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 2

Staliśmy przed ogromnym jasno niebieskim domem z pokaźną działką, nie mogąc uwierzyć w to co widzimy. Nie miałam pojęcia, że będzie tu tak pięknie. Czułam jakbym tu kiedyś była i znała to miejsce od lat. Nigdy nie miałam takiego niesamowitego a zarazem dziwnego uczucia.

Artur wziął ode mnie pęk kluczy, które trzymałam w ręku i otworzył furtkę

- Długo będziesz tu jeszcze stać czy wejdziesz do środka? -zwrócił się do mnie-chyba nie zamierzasz stać przed ogrodzeniem godzinę, zważając na to, że dochodzi 21

- Oj, przestań już nudzić. Przecież mamy czas letni i jest jeszcze widno na zewnątrz, chyba nikt mnie nie uprowadzi spod domu, a nawet jeśli to zaraz odda mnie z powrotem, bo ze mną nie wytrzyma

- I tu się z tobą zgodzę siostrzyczko, jesteś strasznie upierdliwa, uparta, zawzięta, zrzędna... -ciągnął dalej mój braciszek, a ja zauważyłam, że nasz nowy sąsiad z uśmieszkiem na ustach przysłuchuje się wywodom Artura na mój temat-... wiecznie rozkojarzona, niecierpliwa...

- Też Cię kocham Arczi-minęłam go, walnęłam w ramię (tym razem bezboleśnie dla siebie) i zabrałam pęk kluczy, piorunując wzrokiem rozbawionego całą sytuacją dość młodego sąsiada, bo wyglądał tak na dwadzieścia parę lat. Weszłam po schodach i stojąc już w ganku przy drzwiach usłyszałam tylko śmiech Artka i kroki na schodach.

Nie zwracając już dłuższej uwagi na śmiechy za mną otworzyłam drzwi za pomocą odpowiedniego klucza. Początkowo nie mogłam go znaleźć, bo w końcu było ich tam przynajmniej z dziesięć. Ale z pomocą Artura wybrałam ten właściwy. W środku zastaliśmy ogromne, przestrzenne wnętrze, które zachwycało swym widokiem i sprawiało ogromne wrażenie. Jednak po paru sekundach czar prysł, gdy wgłębiliśmy się w niesamowite zacisze domu zauważyliśmy, że będziemy mieli dużo pracy zanim

wyjedziemy na nasze upragnione "rodzinne" wakacje do Hiszpanii.

- Z bólem serca stwierdzam, że musimy przełożyć nasze wakacje, ponieważ nie możemy zostawić domu w takim stanie

- Sam stał w takim stanie ponad dwa lata, więc może jeszcze postać kilka tygodni-powiedziałam żartobliwie

- El, ty żartownisiu na wszystko mamy czas, ale na pierwszym miejscu trzeba postawić bezwarunkowo ogarnięcie całego tego syfu

- Wiem, wiem...Ale nie wiem

- Czego nie wiesz?

- Gdzie my tak właściwie dzisiaj będziemy spać?

- Pojedziemy do mnie do mieszkania, bo w takim stanie tu się nie da nawet przebywać, aż się roi od kurzu i Bóg wie czego jeszcze. Dzwonili do mnie z firmy przewożącej nasze rzeczy, sprawy się trochę pokomplikowały, ale to tylko troszeczkę

- Ale jak to?

- Tak to. Na drodze szybkiego ruchu był jakiś wypadek i nasze rzeczy dojadą jutro tak około godziny 9, więc proponuję rozejrzeć się po domu i niedługo zmykać, bo jutro musimy wcześniej wstać, mamy sporo do roboty

- A daleko jest stąd twoje mieszkanie?

- Jakieś 15 minut drogi stąd

- W takim razie może pojedziemy teraz? Jestem strasznie zmęczona, a zawsze możemy jutro przyjechać tutaj wcześniej, zwiedzić dom i się z nim zapoznać

- W sumie masz rację. To chodź, lecimy

Gdy wsiadaliśmy do samochodu minął nas znajomy Dodge. Ciekawie się zapowiada, pomyślałam w duchu. To jednak nie jest przypadek tylko przeznaczenie, moje wymarzone autko wszędzie za mną jeździ

Do mieszkania Artura dojechaliśmy w około 15 minut. Było dość małe, ale przytulne. Sypialnia, pokój z aneksem kuchennym, korytarz i oczywiście łazienka. "Zaklepałam" pierwsza łazienkę i weszłam pod chłodny prysznic, tęskniąc tym samym za swoją dawną, dużą i wygodną wanną w domu w Warszawie. Ach, tego mi było trzeba, gorącej i relaksującej kąpieli, ale zważając na okoliczności szybki prysznic musiał mi wystarczyć. Po 10 minutach leżałam już sobie w łóżeczku na całkiem wygodnym materacu Artura, który uparł się, że przenocuje w pokoju na kanapie. Upartość to mamy jednak rodzinną.

Zanim zaczęłam swoje cenne rozmyślania, ani się nie obejrzałam, zasnęłam w głęboki sen.

~~~~~~~~~~~~

Wczoraj byłam bardzo zmęczona, ale dzisiaj jestem rześka, wypoczęta i mogę śmiało ruszać na podbój świata. Tylko najpierw muszę coś zjeść, bo nie wypada toczyć bitwy z pustym brzuchem.

Spojrzałam na zegarek, była 8:35. O kurczę, czemu ten pacan jeszcze mnie nie obudził, przecież mamy być pod naszym domem o 9, a sama droga do niego zajmie nam 15 minut. Wstałam szybko z łóżka, otworzyłam drzwi i zobaczyłam Artura smacznie śpiącego na kanapie. Uśmiechnęłam się do siebie tym nikczemnym i złośliwym uśmieszkiem, bo już w głowie miałam plan zemsty za wczoraj. Pobiegłam szybciutko i cichutko do łazienki, wzięłam plastikowy kubek leżący obok umywalki, nalałam do niego zimnej wody z płynem do czyszczenia jamy ustnej i podeszłam cichutko do braciszka. Stałam tak nad nim jeszcze kilka sekund, po czym zawartość kubeczka znalazła się na jego twarzy.

- Aaaaa-rozległ się pisk Artura-piecze! Piecze! Co się dzieje?

Zamiast go ogarnąć i powiedzieć, żeby się pospieszył, to ja inteligentna istota musiałam paść na podłogę i zacząć się śmiać. Artur jak doszedł do siebie i zobaczył co się dzieje zaczął mnie łaskotać, lecz po chwili, gdy zobaczył, która jest godzina (8:41), wycofał się i nakazał mi się pospieszyć, bo firma przewożąca nasze rzeczy będzie musiała na nas czekać, będzie im musiał dopłacać za stracony czas, ble, ble, ble... Artur jest super bratem, ale straszny z niego centuś-ekonomista. Na wszystko żałuje kasy. Jak raz chciałam, żeby mi kupił taką ładną bransoletkę za dwie dyszki, to wolał się szarpnąć na płyn do jamy ustnej za 22,99zł, do którego w gratisie dodawali jakieś miśki. I oczywiście co El dostała? Miśka w gratisie! Grr! Dlatego dzisiaj wylałam na niego troszkę tego jego "wspaniałego" płynu, za karę.

- Arczi, ale ja głodna jestem, nic jeszcze nie jadłam

- Pospiesz się, kupimy coś po drodze

- No dobra, dobra

Artur wytarł tylko ręcznikiem włosy i nałożył na głowę czapkę.. A najlepsze było to, że na zewnątrz było prawie 25 stopni, ale z niego bałwan - zaśmiałam się sama do siebie

Rozdział 4

Otworzyłam rano oczy, patrzyłam w sufit. Miałam piękny sen. Jechałam na swoim gixxerku, czułam tą wolność, adrenalinę, radość z życia, te wszystkie uczucia przeszywały mnie aż na wskroś. Częściej chcę śnić o takich wspaniałościach. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 10:30. Szybko zerwałam się z łóżka na równe nogi i pobiegłam do kuchni. Nigdzie nie było Artura, na lodówce widniała mała karteczka z wiadomością od niego:

,,Pojechałem do naszego domu ogarnąć pewne rzeczy i ułożyć sobie plan na najbliższe dwa tygodnie. Zostań dzisiaj w domu, po południu ok. 13 wpadną do nas chłopaki z pizzą. Ja wrócę o 14.

Artur :)

P.S. Bądź grzeczna i nie dokuczaj.""

No to ciekawie-myślę sobie. Co ja mam robić z tymi głąbami przez godzinę?

No chyba tylko gołąbki. A raczej będziemy jeść pizzę. Mam nadzieję, że wezmą z podwójnym serkiem.

Zrobiłam sobie na śniadanie dwie bułki z sałatą lodową, szynką, pomidorem i szczypiorkiem, brakowało mi tylko majonezu, którego nie było w lodówce. Więc postanowiłam, że pójdę do sklepu na małe zakupy. Wpadłam jeszcze na pomysł, by wreszcie skontaktować się z Oliwią i Robertem. Tak więc zjadłam bułki, wypiłam herbatę i poszłam umyć zęby. Przy okazji wymalowałam rzęsy, rozczesałam swoje kruczo czarne włosy i zaplotłam sobie dwa dobierane warkoczyki, a raczej warkocze, bo włosy miałam niesamowicie grube, gęste i długie, sięgały mi do samego tyłka. Muszę je trochę podciąć, bo mam ich szczerze dość. Wszyscy mi ich zawsze zazdrościli aczkolwiek dla mnie to takie małe utrapienie. Nigdy nic z nimi nie robiłam, tylko podcinałam, nawet żadnych pasemek tym bardziej farby nie nakładałam. Dlatego teraz są takie nieokiełznane.

Ubrałam się w czarne rurki i niebieską bokserkę. Nie brałam bluzy, bo było dość ciepło. Znalazłam swoje krótkie turkusowe trampki i je ubrałam. Wzięłam 50 zł do zapinanych kieszeni spodni, zgarnęłam telefon z blatu kuchennego i wyszłam z mieszkania mimo zakazów Artura zamykając drzwi na klucz.

Idąc chodnikiem miałam już wybrany numer do Oliwii, coś czułam, że będzie z Robertem i się nie myliłam.

- Cześć Maleńka. Czemu dopiero teraz dzwonisz? -odezwała się Oliw

- Cześć cześć. Dopiero teraz znalazłam chwilkę czasu, dużo spraw mieliśmy do załatwienia z Artkiem, który dzisiaj dał mi tak jakby wychodne. Jest Rob obok ciebie?

- Jest jest, siedzi w kuchni i robi nam naleśniki. Po południu wybieramy się na basen także musimy się dobrze posilić. Opowiadaj jak tam jest?

- Ooo, już jestem zazdrosna, że Wy tak beze mnie będziecie się szlajać. Hmm... Od czego by tu zacząć...

- Najlepiej od początku-mówią chórem Oliw i Rob

- Ooo cześć Robson, masz dla mnie naleśniczka?

- Oczywiście El, zaraz wylezie ci z wejścia usb telefonu

Zaczęliśmy się wszyscy śmiać

- Dobra, powiem wam tak, jest w miarę spoko. Dom, w którym będziemy mieszkać jest piękny, ale jest w nim jeszcze dużo do sprzątania. Na chwilę obecną mieszkamy z Arturem w jego mieszkaniu. on na razie układa plan, żeby to wszystko sprawnie poszło. Dzisiaj zostawił mnie na pastwę losu bez majonezu w lodówce i kazał zostać w domu, bo o 13 mają przyjść jego koledzy z pizzą, a on przyjdzie godzinę później.

- A ty co robisz teraz? -spytał Rob

- A co mam robić? Idę do sklepu

Znowu usłyszałam śmiech tej dwójki.

- Cieszę się, że was rozbawiłam, ale muszę już kończyć, bo dochodzę do sklepu. Spiszemy się i najwyżej zdzwonimy wieczorem na skype.

- Szkoda, że tak krótko, ale czuję, że coś się przypala. Rob naleśniki-zawołała Oliw, o cholera-usłyszałam Robcia. Na razie Laura-powiedział i już nie było go słychać.

Cześć Maleńka-pożegnała mnie ze śmiechem Oliw. Trzymaj się.

- Wy też się trzymajcie. Cześć Oliw

Rozłączyłam się i włożyłam telefon do tylnej kieszeni spodni.

Usłyszałam za sobą tak dobrze mi znany warkot silnika i nie mogłam uwierzyć własnym oczom, kiedy się obróciłam z czarnego dodge'a wysiadł On..

Rozdział 5

On...

Przystojniak-pomyślałam. Miał ciemno brązowe włosy, zielone oczy, był wysoki, na oko 190 cm. Oj, wpadł mi w oczko

- Czy mogę jakoś pomóc tak pięknej dziewczynie? - ktoś odezwał się za moimi plecami

Nie odwracając się odparłam ironicznie - A pomógłbyś nie pięknej?

Usłyszałam śmiech i to jaki, aż mi ciarki przeszły po plecach, a gdy się odwróciłam zmiękłam całkowicie. Stałam twarzą w twarz z przystojniakiem z Dodge'a. Z bliska był jeszcze bardziej atrakcyjniejszy. Miał "to coś" w oczach, takie małe iskierki, które sprawiały, że pewnie nie jedna dziewczyna traciła oddech na parę sekund. Zbliżał się powoli do mnie. A ja stałam wryta jak słup soli. Był niebezpiecznie blisko. Nasze twarze dzieliły centymetry.

Otrzeźwiałam mimo trudności i postanowiłam zagrać twardą sztukę. Nie mogę uwierzyć w to co teraz sobie pomyślałam.

- Co się tak zbliżasz? Chcesz sprawdzić dokładniej czy jestem aż taka piękna jak uważasz? I zaczęłam się śmiać. On zbliżył się do mnie bardziej niż mógł i wyszeptał mi prosto do ucha: - Koteczku, ależ Ty zadziorna.

- Ktoś musi Koteczkuuu - odpowiedziałam ironicznie i wybuchłam jeszcze większym śmiechem, po chwili nieznajomy przystojniak też zaczął się śmiać razem ze mną.

- To co Maleńka? Dostać Ci coś?

- Jeśli byś mógł to sos barbeque poproszę wielkoludzie

- Bardzo śmieszne Gapciu

- Czemu Gapciu?

- Nie znasz bajki o królewnie Śnieżce i 7 krasnoludkach?

- Pff, no jasne, że znam. Ale w dalszym ciągu nie wiem o co ci chodzi.

Chłopak wybuchł śmiechem.

- Te, śmieszek, podasz mi sos czy mam sobie iść?

- No dobra, dobra. Już daję Gapciu.

Dostał sos, podał mi, a ja spiorunowałam chłopaka groźnym spojrzeniem, odwróciłam się na pięcie i odeszłam, zostawiając go zdezorientowanego.

- Ej, zaczekaj. A gdzie podziękowania?

Już nie mogłam wytrzymać i wycedziłam przez zęby - w dupie.

- Ohoho, masz niewyparzony języczek Maleńka. Ale skoro tak twierdzisz to muszę się dokładnie przyjrzeć twojemu tyłeczkowi, może coś znajdę. Poruszył swoimi brwiami w zabawny sposób i poleciał za mną. Ja w spokoju robiłam zakupy nie zwracając już na niego uwagi. W pewnym momencie zobaczyłam, że go nie ma. No i dobrze, pomyślałam. Wzięłam jeszcze kilka świeżych bułek, parówki, ser i jakąś wędlinę. Gdy już miałam iść do kasy zza półki z chipsami nagle pojawił się ten pajac. W ogóle się tego nie spodziewałam, dlatego aż pisnęłam. Ale nie chciałam mu dać tej satysfakcji i wydałam z siebie okrzyk radości - No dziękuję pajacu, przypomniałeś mi, że muszę jeszcze wziąć chipsy i jakieś piwko - powiedziałam i minęłam go, dalej zmierzając do kasy.

Szłam w kierunku kasy, a ten pajac za mną leciał. Kasjerka zaczęła mnie kasować, wzięła do ręki piwo i w tym momencie ktoś za moimi plecami się odezwał:

- Ja tam bym ją sprawdził

Kasjerka zaczęła się śmiać i poprosiła mnie o dowód. Dałam jej go z uśmiechem na ustach.

Nie wiem czego ten koleś ode mnie chce. Jest mega przystojny, zadziorny - tak jak ja- lecz działa mi na nerwy.

Spakowałam zakupy do siatki i już miałam wychodzić, kiedy gościu za mną poprosił o fajki. Rzuciłam w kierunku sprzedawczyni:

- Do widzenia i miłego dnia. A i ja tam bym go sprawdziła-powiedziałam i wyszłam ze sklepu z uśmiechem na ustach.

Szłam już jakieś 10 minut, kiedy usłyszałam znajomy warkot silnika i tylko błagałam Boga w myślach, żeby to nie był on, lecz łudziłam się na darmo.

- Przez ciebie nie mam fajek, bo zapomniałem dowodu wziąć

- To już nie moja wina przyjemniaczku. Lepiej orzeszki sobie kup albo słonecznik na poprawę pamięci. Będziesz zdrowszy

- Oj, byłbym zdrowszy jakbyś ze mną poćwiczyła - powiedział i popatrzył na mnie w znaczący sposób

- Kretyn - wycedziłam przez zęby

- Zdarza się

- Tobie chyba codziennie, kilka razy dziennie

Zaczął się śmiać, a ja przyspieszyłam kroku i weszłam na osiedle, gdzie mieszkamy aktualnie z bratem. Olałam go, bo na za dużo sobie pozwalał.

Weszłam do klatki i przeklęłam siebie w myślach. Przecież on teraz będzie wiedział gdzie mieszkam. A niech to...

Wsiadłam szybko do windy i wysiadłam na 3 piętrze, a pozostałe dwa piętra przeszłam szybko po schodach. Tak na wszelki wypadek. Poczułam się jak w kryminalnej opowieści albo w thrillerze. Byłam na 5 piętrze, ostatnim. Otworzyłam szybko mieszkanie, weszłam i zamknęłam się od środka.

Rozpakowałam zakupy

Dochodziła godzina 12:30. Za chwilę mieli przyjść koledzy Artura z obiecaną pizzą