Yan Ge
Jak zakochałam się w dobrze udokumentowanym życiu Alexandra Whelana
Zanim Alex Whelan stał się częścią mojego życia, był już martwy. Ten fakt uświadomiłam sobie jednak dużo później.
Poznałam Alexa na spotkaniu grupy Filmy Obcojęzyczne Bez Napisów (FOBN). Był drugi marca. Wyświetlano film Jesienne popołudnie. Seans odbywał się w okolicy Meath Street, w kawalerce Eoina (organizatora). Wejściówki kosztowały po osiem euro od osoby (kieliszek czerwonego/białego wina w cenie).
Kiedy dotarłam na miejsce, film już się rozpoczął. Skuliłam się i ukradkiem przemknęłam na miejsce z tyłu pomieszczenia. Alex siedział tuż obok, ale przez cały czas trwania filmu nie zamieniliśmy ani słowa. Dopiero po seansie obrócił się w moją stronę i zapytał o godzinę. Zerknęłam na telefon i odpowiedziałam, że jest piętnaście po dziewiątej.
- Podoba mi się piosenka, którą śpiewali na końcu - oznajmił wtedy. - Jak sądzisz, o czym jest ten film?
- Wydaje mi się, że starzec spodziewał się, że wkrótce umrze, więc zaaranżował małżeństwo córki - odparłam.
- Nie sądzę - pokręcił głową. - Wydaje mi się, że podobała mu się ta barmanka, a córka postanowiła wyjść za mąż, żeby ojciec mógł podążać za własnym szczęściem.
- Czy to nie byłby zbyt niespodziewany zwrot akcji? - zaprotestowałam.
- I bez tego fabuła była dość zagmatwana - przyznał. - Ale czy nie o to właśnie chodzi w całej japońskiej kulturze? O powściągliwość i ulotną miłość?
- Nie wiem zbyt wiele o kulturze Japonii - powiedziałam z uśmiechem.
- Jestem Alex - przedstawił się i uśmiechnął się szeroko.
- Miło mi... Alex - odparłam.
- A jak ty masz na imię? - zapytał.
Podałam mu zatem swoje imię, po czym pokrótce poinstruowałam go, jak je wymawiać. Następnie spytał, co ono oznacza, ja zaś wyrecytowałam naprawdę nudne fakty na ten temat. Zareagował stwierdzeniem, że moje imię jest niewiarygodnie piękne, a ja z pokorą pokiwałam głową i przyjęłam kolejną porcję pochwał dla mojej kultury i moich przemądrzałych przodków.
Ograny scenariusz. Później rozmawialiśmy o pogodzie (zmiennej i deszczowej), miejscu, z którego pochodził (Kilkenny), i jak długo jechało się stamtąd do Dublina (półtorej godziny), i tym podobnych.
- Od jak dawna mieszkasz w Irlandii? - zapytał w pewnym momencie.
- Uwierzysz, jeśli ci powiem, że tak naprawdę jestem z Tipperary?
Roześmiał się w głos.
- Żartujesz!
Zerknął na swój telefon, oznajmił, że musi lecieć z chłopakami na koncert do Vicar Street, i spytał, czy mam jakieś plany.
- Muszę jechać do domu - odparłam. - Późno już.
- Nie ma jeszcze dziesiątej.
- Ale do Tipperary kawał drogi - rzuciłam i podniosłam torbę listonoszkę.
Odpowiedział zduszonym chichotem.
- Dodaj mnie na Facebooku, co? - poprosił, zanim wyszłam. - Nazywam się Alexander Whelan.
Wybaczcie, jeśli nadużyłam waszej cierpliwości - przyznaję, że powyższy dialog nie jest szczególnie interesujący. Musiałam go jednak uwzględnić ze wszystkimi szczegółami, ponieważ był to jedyny raz, kiedy rozmawialiśmy. Teraz już bardzo szybko przejdę do kluczowej części tej historii. Oto co się wydarzyło:
Wracając do mieszkania, dodałam Alexa do znajomych na Facebooku. Było mniej więcej wpół do jedenastej w nocy.
Kiedy dotarłam na miejsce, moja współlokatorka była u siebie w pokoju, ale zostawiła na stoliku kawowym czipsy kukurydziane oraz humus. Usiadłam więc i jadłam, buszując przez niemal godzinę po Instagramie, po czym poszłam do łazienki się wysikać. Była prawie północ.
Zjadłam zbyt dużo czipsów i humusu, żeby zasnąć. Dlatego poszłam do sypialni zająć się pracą dyplomową/przetrawić żarcie. Jakieś dwadzieścia minut gapiłam się w okienko Worda, po czym weszłam na YouTube'a i przez około trzy godziny oglądałam stare seriale z Chin.
W końcu postanowiłam przyszykować się do snu. Poszłam się wykąpać, ale wciągnęłam się w wypełnianie testu ("Którą postacią z Gry o tron jesteś?"), więc siedziałam na toalecie przez kolejne dwa albo trzy kwadranse.
Później leżałam w łóżku, przeglądałam telefon i myślałam o swoim dniu. O czwartej czterdzieści siedem nad ranem dostałam powiadomienie z Facebooka, że Alexander Whelan przyjął moje zaproszenie do znajomych. Tak trzymać - pomyślałam. Chciałam wejść na jego profil, może wysłać wiadomość, ale czułam się zbyt zmęczona. Odłożyłam telefon i zasnęłam.
Nazajutrz obudziłam się około południa. Przez pięć godzin krzątałam się i robiłam różne rzeczy, rutynowo zerkając na komórkę co trzy, cztery minuty, Alex jednak nie pisał.
Postanowiłam wysłać do niego wiadomość, kiedy szykowałam obiad: podgrzewałam zupę z Tesco i smarowałam masłem dwie kromki ciemnego chleba. Weszłam więc na jego profil na Facebooku i wtedy zobaczyłam posty pojawiające się na jego tablicy. Spoczywaj w pokoju, Alex. Pękło mi serce, kiedy się dowiedziałem - napisał ktoś. Spoczywaj w pokoju, Stary. Daj czadu w zaświatach - opublikował ktoś inny. I tak dalej.
Był trzeci marca, dziesięć po osiemnastej. Z Facebooka dowiedziałam się, że Alex odszedł rankiem. Miał wypadek, został zabrany do szpitala St James i o szóstej piętnaście zmarł.
O mało nie upuściłam telefonu do zupy marchewkowej z kolendrą.
Nie była to pierwsza cyberśmierć w moim życiu. Ta jednak zdarzyła się w realu. Chyba że nie. Przez cały wieczór podważałam w myślach prawdziwość informacji. Czy mógł to być żart Alexa i jego kumpli?
Oto jak wyobrażałam sobie sytuację:
Alex: Poznałem właśnie całkiem fajną laskę.
Kumpel A: Co ty nie powiesz?
Alex: Jest Chinką. Choć w sumie nie jestem pewien. Twierdziła, że pochodzi z Tipperary. Ale wygląda na Chinkę i ma chińsko brzmiące imię.
Kumpel A: Jeśli coś wygląda jak kaczka i pływa jak kaczka...
Alex: Ej! Moment, właśnie dodała mnie na Facebooku.
Kumpel A: Spoczko. Pokaż jej profilowe.
(Alex pokazuje kumplowi moje zdjęcie profilowe).
Kumpel A: Hm... No nie wiem... To ma być fajna laska?
(Alex zerka na moją fotkę).
Alex: Nie wiem... Tak sądzę? Dobra, nieważne.
(Alex odkłada telefon. Idą się napić, później zaczyna się koncert, więc słuchają muzyki do późnej nocy. Po wszystkim idą do mieszkania któregoś z nich, żeby zapalić haszysz. Około piątej rano, gdy wszyscy są już spaleni, Alex zaczyna krzyczeć).
Alex: Kurwa! Chyba niechcący dodałem ją do znajomych!
Kumpel B: Kogo?
Alex: Tę Chinkę, co ją poznałem.
Kumpel B: Byłeś w Chinach? Mają tam świetne żarcie.
Kumpel C: Księżyc już po nas idzie!
Alex: Kurwa mać. Kurwa. Nie mogę teraz tego cofnąć. Co robić?
Kumpel A: Co robić? To księżycowy człowiek! Księżycowy człowiek chce zamordować księżyc!
Kumpel B: Wyluzuj, leszczu, zaraz ci uratuję dupę.
(B wyciąga telefon i coś pisze).
Kumpel B: Sprawdź swojego Facebooka, Alex.
(Alex wyciąga telefon i sprawdza powiadomienia na Facebooku. Wybucha histerycznym śmiechem).
Kupel A: Co jest? Pokażcie!
(A wyrywa Alexowi komórkę i czyta wpis: Spoczywaj w pokoju, Alex. Pękło mi serce, kiedy się dowiedziałem).
Kumpel A: Epickie! Czekajcie!
(A wyciąga własny telefon i zaczyna pisać na tablicy Alexa. Później Kumple C, D, E i F przyłączają się do zabawy).
Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej prawdopodobny wydawał mi się ten scenariusz. Znaczyłoby to, że Alex nadal żyje. Że być może jest chujkiem, ale za to żywym.
Oto fundamentalne pytanie: jeśli spotykasz gościa, który niby ci się podoba, ale okazuje się chujkiem, to wolisz, żeby pozostał chujkiem bezpardonowym i udawał trupa, czy żeby naprawdę nie żył, ale potencjalnie okazał się dobrym chłopakiem?
Moje spekulacje nie były całkiem bezpodstawne. Zacznijmy od tego, że Alex miał tysiąc dwieście pięćdziesięcioro siedmioro znajomych na Facebooku. W dodatku w ciągu minionego miesiąca zameldował się dwa razy w Vicar Street (dziesiątego i siedemnastego lutego), trzy razy w pubie Grogan's (siódmego, ósmego i dwudziestego), dwa razy w The Lord Edward (piątego i dwudziestego drugiego), trzy razy w The Long Hall (drugiego, czternastego i dwudziestego piątego) i cztery razy w barze Bowes (dat nawet nie chce mi się sprawdzać).
Rozumiem, że możecie spytać: skoro jest luty, to dokąd miałby pójść, jeśli nie do knajpy? Ale jednak. I co wy na to, gdybym wam powiedziała, że na czternaście wizyt w okolicznych pubach Alex siedem razy czuł się "szalony", a pięć razy "podekscytowany"? Tylko dwukrotnie oznaczył go ktoś inny, nie miałam więc możliwości ustalenia, jak się czuł wtedy. Ale na zdjęciach z kolegami zdecydowanie wyglądał na zadowolonego. Oni też tak wyglądali.
Czy było zatem możliwe, że Alex to kobieciarz, który zrobił mi żart na Facebooku, ponieważ - zdaniem Kumpla A - nie byłam dość fajną laską?
Z drugiej strony pewne rzeczy sugerowały nieco odmienny styl życia. Na przykład według Goodreads przeczytał pięćset siedemdziesiąt dwie książki, ocenił czterysta dziewięćdziesiąt trzy z nich (średnia ocena: 3,73), napisał osiemdziesiąt dziewięć recenzji. Pracował jako wolontariusz przy licznych (dwudziestu trzech) wydarzeniach organizowanych przez Insomnia Ireland na rzecz osób zmagających się z uzależnieniem od kawy lub z bezsennością. Był gitarzystą zespołu Wyimaginowane Banany, który na Bandcampie udostępnił trzy utwory (Jak zamordować księżyc, Hipopotam oraz Gra telewizor). Przez Airbnb można się było również zapisać na organizowaną przez niego wycieczkę tematyczną "Spacer po Phoenix Park: poznaj drzewa i krzewy Irlandii". Kosztowała trzydzieści euro od osoby i trzykrotnie została oceniona na pięć gwiazdek.
Itede, itepe.
Siedziałam zgarbiona nad laptopem i sprawdzałam wszystkie statystyki dotyczące Alexa Whelana. Współlokatorka zapukała do drzwi mojego pokoju i powiedziała:
- Przestań wreszcie oglądać chińskie opery mydlane. Pisz pracę.
- Moja matka kazała ci to powiedzieć? - spytałam, nawet się nie odwracając.
- Nie! - oburzyła się. - Ona po prostu martwi się o ciebie, wiesz?
- Wyluzuj. Robię research do pracy - odparłam, przeglądając listę znajomych Alexa.
- Nawet stąd widzę, że siedzisz na Facebooku! - ryknęła współlokatorka i wyszła.
[...]
Wydawnictwo Pauza powstało jesienią 2017 roku
na Saskiej Kępie w Warszawie. Zrodziło się z pasji -
do czytania i dobrej prozy zagranicznej.
Pauza specjalizuje się w literaturze z wyższej półki,
która wciąga, pochłania, wywołuje emocje.
Czytelnicy znajdą u nas znane i nagradzane książki
z całego świata, ale też mocne debiuty literackie.
Niepoprawna mnogość to trzydziesta szósta książka
Wydawnictwa Pauza.
Wcześniej ukazały się:
2018
Legenda o samobójstwie - David Vann
Pierwszy bandzior - Miranda July
Nasz chłopak - Daniel Magariel
Historia przemocy - Edouard Louis
Tirza - Arnon Grunberg
2019
Pasujesz tu najlepiej - Miranda July
O zmierzchu - Therese Bohman
Piękna młoda żona - Tommy Wieringa
Czekaj, mrugaj - Gunnhild ?yehaug
Floryda - Lauren Groff
Przyjaciel - Sigrid Nunez
Madame Zero i inne opowiadania - Sarah Hall
Mój rok relaksu i odpoczynku - Ottessa Moshfegh
Brud - David Vann
Koniec z Eddym - Edouard Louis
Wcześniej ukazały się:
2020
Zgiń, kochanie - Ariana Harwicz
Linia - Elise Karlsson
Nocny prom do Tangeru - Kevin Barry
Ta druga - Therese Bohman
Dorośli - Marie Aubert
Turbulencje - David Szalay
Nikolski - Nicolas Dickner
Fauna Północy - Andrea Lundgren
Witajcie w Ameryce - Linda Boström Knausg?rd
Pełnia miłości - Sigrid Nunez
Przejście - Pajtim Statovci
Niebieska Księga z Nebo - Manon Steffan Ros
Dziennik upadku - Michel Laub
2021
Halibut na Księżycu - David Vann
Zabierz mnie do domu - Marie Aubert
Utonęła - Therese Bohman
Koniec dnia - Bill Clegg
Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag - Sigrid Nunez
Tęsknota za innym światem - Ottessa Moshfegh
Ostatnie stadium - Nina Lykke