2
Rachela
Po godzinach, które zdawały jej się wiecznością, nareszcie poczuła, że podnosi się z łóżka. Do jej uszu dobiegł szelest wkładanych ubrań, co odebrała zarówno z nadzieją, jak i lękiem. Ubierając się, gwizdał pod nosem jakąś skoczną melodię, zgadywała więc, że opuszczał ją w znakomitym nastroju, podczas gdy ona walczyła ze łzami. Zaciśnięte powieki nieco tylko pomagały, ale zdawała sobie sprawę, że kiedy ów mężczyzna nareszcie wyjdzie z jej pokoju, nie zdoła ich dłużej powstrzymać.
Trzasnęły zamykane drzwi i Rachela została sama. Nagła cisza dusiła ją, zaciskała gardło, uniemożliwiając swobodne nabranie oddechu. Wreszcie po kilku minutach zaczęły do niej docierać dźwięki z ulicy, przy której stał budynek. Znajomy stukot końskich kopyt na bruku, skrzypienie kół i pokrzykiwania w obcym języku. Pod oknem kamienicy ktoś głośno się zaśmiał, a Rachela ze wzdrygnięciem otworzyła oczy.
Oddychając chrapliwie, rozejrzała się, zatrzymując wzrok na kolejnych elementach wyposażenia. Leżała na dużym łóżku z drewnianym zapleckiem, dominującym w niewielkim pokoju. Przed sobą miała toaletkę z obitą w jednym miejscu porcelanową miską i dzban z wodą. W kącie obok drzwi stała spora szafa. Obrazu dopełniały dwa pochodzące z różnych kompletów drewniane krzesła. Sprzęty, chociaż nieco sfatygowane, w ich mieszkaniu w sztetlu zostałyby uznane za luksusowe. Potrząsnęła głową. Nie powinna skupiać się na tym, co utraciła przez własną naiwność i zawierzenie obcemu. Wolała nie wspominać upodlenia przeżytego w tym wyglądającym na miły pokoju.
- Nie zgadzam się.
Takie słowa wyrzekła, kiedy skończył po raz pierwszy. Wypowiedziała je w jidysz, a później powtórzyła po polsku i niemiecku. Nie znała języka, którym się posługiwał, i nie sądziła, aby ją rozumiał, ale i tak chciała głośno wyrazić swój sprzeciw. Oszczędziła sobie krzyku, ponieważ nie liczyła, że ktokolwiek ruszy jej z pomocą. Nie po tym, czego dowiedziała się od Josefa w restauracji. Mężczyzna coś miękko wyszeptał i lekko pogładził Rachelę po policzku. Zachowywał się tak, jakby chciał uciszyć pobudzone zwierzątko. Miała nadzieję, że da jej spokój i nareszcie sobie pójdzie, ale kiedy chciała się zasłonić przed jego spojrzeniem, mocno przytrzymał jej ręce. Nic sobie nie robił z jej skromności, kiedy wędrował najpierw wzrokiem, a potem dłońmi po jej ciele. Zachowywał się zupełnie jak kupiec obmacujący towar, kiedy wydawał z siebie zadowolone pomruki, najprawdopodobniej ukontentowany zakupem. A potem, pomimo że zaczęła z nim walczyć, przycisnął ją swoim ciałem i przytrzymując w górze jej nadgarstki, znów przymusił. Kiedy wykorzystał ją po raz ostatni, była już zbyt zmęczona i otępiała, aby stawiać czynny opór. Tylko dusiła w sobie szloch wzbierający z powodu niesprawiedliwości, która ją spotykała. Fizyczny dyskomfort nie doskwierał jej tak bardzo, jak kłębiące się głęboko w środku emocje i wyrzuty sumienia. Zasłużyła sobie na to wszystko własną głupotą. Gdyby posłuchała rad rodziców, siostry, a nawet ciotki, nie skończyłaby jako nieczysta gdzieś za oceanem.
Zacisnęła powieki i marzyła, aby po ich rozchyleniu ujrzeć znajome twarze. Niestety, jej rzeczywistość to obce miasto i pokój. Nabrała powietrza. Musiała się stąd jakoś wydostać. Uciec z tego miejsca, znaleźć sobie uczciwą pracę i wrócić do domu. O ile ma jeszcze do czego wracać. Słońce już zaszło i w pokoju zrobiło się dość ciemno, jednak zauważyła na podłodze swoje porozrzucane ubrania, a na jednym z krzeseł torebkę.
Usiadła i jęknęła, ponieważ poczuła nagły ból. Nieważne. Rozsądek podpowiadał, że kurczył jej się czas, jeśli miała wymknąć się niezauważona. Plany mogła snuć, kiedy będzie bezpieczna. Wtedy też zdąży sobie popłakać. Nie zwracając uwagi na odczuwaną nadal senność, wkładała na siebie kolejne części garderoby. Poczuła ulgę, kiedy pod mankietem wymacała zgrubienie, w którym znajdował się jej cały majątek. Przesłane przez Marikę dolary. One pozwolą jej przetrwać dni, a nawet tygodnie, kiedy będzie szukała pracy. To, co stało się dzisiaj, nie może się już powtórzyć. Musiała zdobyć pieniądze na bilet do Nowego Jorku i nie zamierzała ich zarobić, sprzedając własne ciało. A o tym, co się wydarzyło w tym pokoju, po prostu zapomni. Aż podskoczyła, kiedy gdzieś z góry dobiegł ją głośny kobiecy krzyk. Urwał się nagle, a wystraszona dziewczyna stała dłuższą chwilę, czekając, czy się powtórzy.
Chwyciła torebkę i uchyliła drzwi. Zobaczyła nieoświetlony krótki korytarz, na którego końcu były schody. Kiedy przechodziła obok drzwi, usłyszała chichot, zdwoiła więc wysiłki, aby poruszać się bezszelestnie. Niestety, nim dotarła do schodów, ktoś szarpnął ją za ramię i nie zdołała stłumić krzyku.
- Wracaj do pokoju - powiedział obcy drab. - Jutro ktoś po ciebie przyjdzie.
Nieznajomy nie był od niej wiele wyższy, ale ogarniętej paniką dziewczynie wydał się olbrzymem, kiedy bez wysiłku tak nią szarpnął, że nie wiedząc, kiedy, boleśnie uderzyła ramieniem o drzwi. Gdy usłyszał jej cichy jęk, tylko wyszczerzył zęby w krzywym uśmiechu.
Rachela wyprostowała się i z odwagą, o którą siebie nie podejrzewała, spojrzała mu w oczy.
- Nie chcę tu być.
- Nieważnie, czego ty chcesz, dziwko. Właź do pokoju, pókim miły.
Jego zachowanie tak zaszokowało dziewczynę, że przez chwilę nie potrafiła w żaden sposób zareagować. Otwierała usta, aby zaprotestować, kiedy zamachnął się i uderzył ją w twarz tak mocno, że jej głowa odbiła się od drzwi. Poczuła piekący ból rozlewający się po policzku i czole, którym uderzyła o twarde drewno. Nie zdążyła nawet unieść dłoni do pulsującego policzka, kiedy mężczyzna otworzył drzwi i bezceremonialnie wepchnął ją do środka. Potykając się, zrobiła kilka kroków, nie zdołała jednak utrzymać się na nogach i wylądowała na podłodze, tłukąc sobie biodro. Nim się zorientowała, obcy zatrzasnął drzwi i przekręcił w zamku klucz.
Siedziała przez chwilę i wpatrywała się w zamknięte drzwi. Właśnie otrzymała lekcję tego, jak będzie traktowana w przyszłości. Nie... Musiała się wydostać z tego domu. Nie umiała pogodzić się z tym, co ją spotkało tego popołudnia, i nie wyobrażała sobie, aby mogła pozwolić na kolejne takie zajście. Na następnego mężczyznę, który ją zbruka. Z dreszczem przerażenia przypomniała sobie kolejkę przed burdelem w dzielnicy portowej. Kilku, a nawet kilkunastu mężczyzn dziennie. Nie przetrwa czegoś takiego. Prędzej oszaleje albo umrze.
Marika przeżyła - odezwał się cichy głosik w jej wnętrzu.
- Tak, to prawda, ale nikt jej nie zmuszał, to była jej decyzja - wyszeptała. Drgnęła. Jak dziwnie brzmiał jej głos, kiedy odbijał się od ścian prawie pustego pokoju.
Naprawdę? - sprzeciwił się ów wewnętrzny głos. - Czy przeżyłyby z matką, gdyby nie zdecydowała się na prostytucję? Na pewno nie udałoby im się dotrzeć do Ameryki. Ale może ty wtedy nie nabiłabyś sobie głowy mrzonkami, które doprowadziły cię... tutaj. Bo nawet wymuszone małżeństwo z Morycem byłoby lepsze niż czekający cię los, jeśli nie uda ci się uciec. Myśl!
Drab zamknął ją w pokoju, ale była pewna, że nadal kręci się w pobliżu. Jej wzrok przyzwyczaił się już do ciemności, więc pojękując z bólu, podniosła się na nogi i podeszła do futryny. Nawet gdyby go nie było, nie uda jej się sforsować solidnego drewna, oceniła. Spojrzała na okno. Niewielkie, ale dałaby radę się zmieścić. Lekko utykając, zbliżyła się do okna i spojrzała w dół. Na szczęście znajdowała się na pierwszym piętrze, więc jeśli wyskoczy, istniało prawdopodobieństwo, że się nie zabije. Mogła się poranić, ale wolała skręcić kostkę czy nawet odnieść poważniejsze obrażenia, niż zostać w tym domu. Chciała otworzyć okno i wtedy straciła nadzieję. W miejscu, gdzie wcześniej musiała znajdować się klamka, widniał otwór. Zrozpaczona szarpnęła za ramę kilka razy, ale jej palce ześlizgiwały się, a okno ani drgnęło. I to właśnie stało się kroplą przepełniającą czarę goryczy. Rachela poczuła, jak długo powstrzymywane łzy same zaczynają ciec jej po twarzy. Opadła na kolana przy oknie i rozszlochała się, ponieważ w pełni dotarła do niej powaga sytuacji, w której się znalazła.
Nie zdoła na razie uciec, a wydarzenia tego popołudnia i wieczoru będą się powtarzać, aż ją zniszczą. Każdy przychodzący do niej mężczyzna zrobi swoje, nie zważając na jej sprzeciw. Obcy, z którym się obudziła, klient, nie okazał się brutalny, ale nie mogła powiedzieć tego samego o drabie z korytarza. I sądziła, że takie traktowanie raczej było regułą niż wyjątkiem. Za oknem panowała już cisza, kiedy w końcu uspokoiła się na tyle, aby wstać i usiąść na łóżku. Pomimo że się starała, aż do świtu nie zdołała zmrużyć oka.
Z głębokiego snu wyrwało ją mocne potrząśnięcie za ramię.
- Wstawaj! - Przez sen przedarł się chrapliwy kobiecy głos. Nie należał do matki, więc co jakaś obca kobieta robiła w ich domu...
Zdezorientowana Rachela otworzyła piekące oczy i od razu je zmrużyła, na wpół oślepiona promieniem słońca padającym jej na twarz. Usiadła i widok pokoju natychmiast ją otrzeźwił.
- Rusz się, skarbeńku. Nie mamy całego dnia, żebyś mogła się wylegiwać w łóżeczku. Wychodzimy.
Dziewczyna wsunęła stopy w trzewiki i chwyciła za torebkę. Ruszyła za kobietą korytarzem, potem w dół, po schodach pokrytych nieco spłowiałym dywanem, aż znalazły się przed wyjściem. Tam czekała już jedna ze szwagierek Josefa Gurariego. I wyglądała jeszcze gorzej niż Rachela. Jedną ręką przyciskała do piersi rozdartą na przodzie sukienkę, a po jej schludnej poprzedniego dnia fryzurze nie został nawet ślad. Za to liczne sińce znaczyły jej twarz i ręce. Pustym wzrokiem wpatrywała się przed siebie i wcale nie zareagowała na pojawienie się kobiet. Pilnował jej rosły siwobrody mężczyzna.
- To były bokser - rzuciła obojętnie kobieta - więc nie próbujcie niczego głupiego. Ruszcie się.
Rachela szła wolno, starając się dyskretnie obserwować otoczenie. Znajdowała się w obcym mieście i dla własnego dobra musiała je jak najszybciej poznać. Z poczynionych obserwacji wywnioskowała, że to duże miasto, więc jeśli uda jej się ucieczka, powinna bez problemu wtopić się w tłum. Chociaż na ulicy głównie słychać było obcy jej język, dotarły do niej również strzępki zdań wypowiedzianych w jidysz. Może więc trafi na ludzi, którzy zdołają jej pomóc. Tylko jak ich odróżnić od tych traktujących kobiety jak towar?
Aby przetrwać, musiała się tego jak najszybciej nauczyć.
Nie wolno jej było się poddać.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki