Już z pierwszych przeczytanych wywiadów można było się dowiedzieć, że Nienacki nie chciał być narodowym wieszczem. Przynajmniej tak twierdził. "Nie widzę powodu - bulwersował się nieustannie - aby Polacy otrzymywali gorszą literaturę tylko dlatego, że mają gorsze samochody, gorsze lodówki, gorsze pralki"6. Chciał, aby jego książki były zrozumiałe dla czytelników z różnych krajów. Ukazywanie zawiłości politycznych już nie raz zablokowało drogę wspaniałym utworom, wielkim talentom. Dlatego on postanowił pisać książki, które łączą wartości regionalne z uniwersalnymi7.
"A tak w ogóle - konstatował nie bez racji - to należałoby chyba podnieść poprzeczkę wobec literatury dla młodzieży. To nie może być wyłącznie dobry biznes dla tego czy innego wydawcy czy autora, biznes, który jak lep przyciąga ludzi szukających łatwego, a dużego zarobku"8.
Inna rzecz, że pod względem autopromocji nie odstawałby w dzisiejszych czasach. Już trzydzieści lat temu tak zapowiadał swoją powieść Dagome iudex:
Z charakterystyczną dla mnie zarozumiałością oświadczam pani - deklarował dziennikarce przeprowadzającej z nim wywiad - że gdy ukaże się ta trylogia, zmniejszy się oglądalność telewizyjnych programów, wyłączy się magnetowidy, a pismo, któremu zaofiaruję choćby fragment, przy odpowiedniej reklamie, podniesie swój nakład trzykrotnie. Pismaki przekonają się wtedy, jak wielka jest siła literatury, gdy bierze się za nią nie pisarz niedzielny, ale zawodowiec, fachowiec9.
W pewnym momencie Nienacki poczuł chyba rękę Boga czy raczej Jego pióro. Uznał, że jednak ma misję do wypełnienia: "Funkcjonuje mit Nienackiego - przekonywał - mit człowieka przepełnionego seksem. Tymczasem jest to człowiek, który bardzo ciężko pracuje, by utrzymać literaturę na jej dawnych pozycjach. [...] Tę naszą literaturę trzeba wyciągnąć z zaścianka, z zakurzonego pokoju. Ja to robię! Jestem wielkim odkurzaczem! Chcę być konkurencyjny dla wszystkiego, co będzie!"10.
To właśnie jest cały Nienacki: oryginalny, poszukujący, pomysłowy, ruchliwy, niespokojny, myślący, nierzadko drapieżny, często wręcz prowokujący. Przekonywał, aby nie wierzyć w talent: "Każdą książkę trzeba wysiedzieć"11. Powiadał, że pisarzem człowiek się staje w miarę dojrzewania i zdobywania życiowego doświadczenia.
Zarobił książkami na dobrobyt. To dawało mu odwagę. Bezczelnie wymachiwał grubą książeczką czekową przed nosami ambitnych, lecz mało pokupnych literatów. Na czym polegał fenomen jego cyklu o Panu Samochodziku czy książek "dla dorosłych"? Częściowo na pewno rację miał Michał Witkowski z "Tygodnika Powszechnego":
Nie oszukujmy się - wszystko, czego wymaga się od "czytadeł", można tam było znaleźć. Akcja, która pozwala uciec od szarej rzeczywistości, na tej samej zasadzie, na jakiej uciekają od niej dzisiejsze czytelniczki Harlequinów. Przymiotniki dokładnie opisujące czyjś wygląd, sposób mówienia, zapachy, smaki. Humor, który nie drażni nawet dziś. W miarę wyraziście nakreślone postaci. Po prostu dobrze zrobiona, solidna, komunistyczna kultura masowa, do której - mimo jej tendencyjności - chce się wracać, na tej samej zasadzie, na jakiej nie słabnie oglądalność seriali 07 - zgłoś się czy Kariera Nikodema Dyzmy12.
Proszę sobie wyobrazić jedyne trzy kanały telewizji - na tym trzecim był puszczany tylko "śnieg", a dwa pierwsze zajmowały się głównie propagandą rządową. W radiu można było znaleźć zaledwie kilka polskich stacji - najpierw trzy, a później cztery. Inne rozgłośnie, te z Zachodu, były albo zakłócane, albo miały bardzo słaby sygnał. Młodych chłopaków taka rzeczywistość zmuszała wręcz do spędzania każdej wolnej chwili na podwórku czy ulicy, bo boisk - oprócz szkolnych - praktycznie nie było. Tylko nieliczni sięgali wtedy po książki, tym bardziej że szkoła też zmuszała do czytania obowiązkowych lektur. Przywoływany już Michał Witkowski w artykule Świat jest iluzją! Bohater naszych czasów, opublikowanym na łamach "Tygodnika Powszechnego", maluje typowy obrazek sprzed pół wieku:
Siedzimy z kolegą na huśtawce przed blokiem i przepytujemy się ze znajomości Samochodzików:
- Dlaczego archeolog z Wyspy złoczyńców była nazywana "Zaliczką"?
- Bo była tak chuda, że stanowiła jak gdyby zaliczkę na dziewczynę. A gdzie po raz pierwszy zobaczył Baturę w Niesamowitym dworze?
- No przecież w miasteczku P.! Jak można zadawać tak łatwe pytania!
To było jedno z niewielu przeżyć pokoleniowych roczników 70. Ani późniejsze, ani wcześniejsze roczniki nie kojarzą odzywek takich jak "Stówą, panie kustosz!". Z lektury Samochodzików Nienackiego już jako 13-15-latkowie dowiedzieliśmy się, że "świat jest iluzją" (Cagliostro) i dzieli się na biednych, ale dobrych ludzi, którzy kochają sztukę i harcerzy, oraz na złych bandytów z Zachodu i Polaków, którzy dali się im opętać. Takich jak Waldemar Batura, który - jak się okazało - miał za sobą tzw. rację historyczną i jest obecnie górą13.
W jednym z Michałem Witkowskim się nie zgodzę. Wcześniejsze roczniki też kojarzyły kultowe odzywki z serialu czy książek, czego jestem dowodem. Przypuszczać można, że telewizyjny serial Czterej pancerni i pies obejrzało więcej pokoleń dzieci w powojennej Polsce aniżeli dojrzałych Polaków. I te dzieci, dowiedziawszy się już, że Hitlera pokonały zjednoczone siły Polski (czterej pancerni i Kloss), Związku Radzieckiego (Marusia) i Natury (Szarik), mogły zapragnąć poszerzenia swej wiedzy o współczesności. Wytworzony popyt już od kilku dekad zaspokajał cykl powieści dla młodzieży rozpoczęty przez Nienackiego, czyli popularny Pan Samochodzik14.
Swego czasu po przeczytaniu Niesamowitego dworu (jednej z moich ulubionych części przygód) trzynastoletnia Ania Groniec z Dąbrowy Górniczej napisała w liście do autora: "Zaskakują mnie jego odkrycia i pomysły. Jeśli tak dalej pójdzie, wkrótce zostanę detektywem i będę mieć słabość do kobiet, jak pan Tomasz".
Nienacki stworzył bohatera instytucję, który dorobił się biblioteki swego imienia, własnych fanklubów i stron internetowych. A co za to otrzymywał autor? Kopniaki. "Albo recepty - ironizował - których nikt nie potrafi zastosować i powtórzyć. Osiągnąłem szczyty popularności czytelniczej, o jakiej dotąd marzyło wielu pisarzy w naszym kraju. Nikt mnie nie musi lubić. Szczególnie krytyk. Ale kiedy wchodzę na jakąś salę, przynajmniej powinni z tego jednego tytułu zdejmować czapki"15.
Ma rację. Pan Samochodzik był magnesem, ikoną, idolem dla ludzi o różnych zainteresowaniach. "Pamiętam - wspominał Wiesław Niesiobędzki, były dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Iławie - jak w 1996 roku do Iławy przyjechała grupa młodych poetów, z którą na spotkaniu miałem rozmawiać o poezji Stachury. Gdy tylko wspomniałem Nienackiego, że mieszkał niedaleko i tu pisał... wszyscy na spotkaniu zapomnieli o Stachurze i tematem rozmów był już tylko Nienacki"16.
6 I. Leończuk, Literatura i ekshibicjonizm, "Walka Młodych" 1987, nr 33, s. 7.
7 A. Szmak, Pisarz dla milionów, "ITD" 1984, nr 27, s. 17.
8 A. Ziembicki, O nowe wzorce postaw. O literaturze dla młodych ze Zbigniewem Nienackim, "Nowe Książki" 1977, nr 18, s. 58.
9 H. Zarzecka, Czytają mnie wszyscy, "Veto" 1987, nr 10, s. 3.
10 A. Glińska-Piątkowska, Jestem wielkim odkurzaczem, "Kurier Polski" 1987, nr 172, s. 6.
11 E. Bartnikowska, Zbigniew Nienacki nie żyje. Bulwersował, ale interesował, "Gazeta Olsztyńska", 1994, nr 186, s. 2.
12 M. Witkowski, Świat jest iluzją! Bohater naszych czasów, "Tygodnik Powszechny" 2007, nr 38, s. 11.
14 P. Czapliński, Młodzieżowy kryminał patriotyczny, "Res Publica" 1989, nr 9-12, s. 112.
15 Z. Otałęga, Jestem zawodowcem, "Gazeta Krakowska" 1985, nr 208, s. 3.
16 S. Mierzyński, Na tropach Pana Samochodzika, "Reporter", Magazyn "Gazety Olsztyńskiej" i "Dziennika Elbląskiego" 2003, nr 41, s. 11.