Słuchać drugiego człowieka
Szkoła Holden
Dobrze pamiętamy, jakie uczucie nas ogarnęło, gdy po raz pierwszy
zaczęliśmy rozmawiać o serii, do której należy niniejsza książka. Był to
entuzjazm. Zdarzają się bowiem chwile, kiedy ten, kto pisze, pyta, czy
to, co robi, może naprawdę czemuś służyć -?podczas pandemii i lockdownu
naszły nas pewne wątpliwości co do użyteczności naszej profesji.
Prawda jest taka, że choć opowiadanie może nie przynosić
natychmiastowych korzyści, to pomaga nam dokonać opisu uczuć. W rzeczywistości opowiadanie opisuje wiele rzeczy, ale w największym
stopniu właśnie uczucia -?nasze i innych osób. To dlatego podczas
pandemii i lockdownu nie przestawaliśmy rozpowszechniać jasnych
historii, które kierowały spojrzenie poza ciemność.
Zresztą opis uczuć jest przygodą, która trwa całe życie, a historie są
aktem dzielenia się, komunikowania. Wszak komunikacja jest niczym innym,
jak budowaniem wspólnoty poprzez dzielenie się czymś ze sobą.
My, ludzie, wymyślamy najróżniejsze metody komunikowania się, a Stefano
Vicari wyjaśnił nam z nieskończoną cierpliwością i przenikliwością pewne
sposoby, za pomocą których dziewczęta i chłopcy próbują komunikować
swoje złe samopoczucie. Musimy przyznać, że słuchając Stefana, na
początku byliśmy trochę przestraszeni.
Strach był spowodowany tym, że nie potrafiliśmy odczytywać sygnałów
dziewcząt i chłopców, z którymi każdy z nas dzielił swoje istnienie:
krewnych, własnych dzieci, znajomych, dzieci przyjaciół, obecnych oraz
przyszłych uczennic i uczniów.
Jednak silniejszy od strachu był entuzjazm związany z tym, że możemy
odegrać swoją maleńką rolę poprzez pisanie. Wydawnictwo Erickson bowiem
od razu uwierzyło -?i należy podkreślić jego zasługi -?że opowiadanie o pewnych formach dyskomfortu również poprzez historie może okazać się
przydatne tym osobom, dorosłym lub jeszcze nie, które chcą nauczyć się
odczytywać ów dyskomfort między wierszami zachowań, w milczeniu.
Narracja jest tu tylko przykładem, niczym więcej, a Stefano Vicari jest
naszym przewodnikiem, który wskazuje -?na tym przykładzie i wokół niego
-?co wszyscy możemy zrobić, stojąc przed najważniejszym wyzwaniem, a mianowicie przed zrozumieniem, jak słuchać innych ludzi i jak się z nimi
komunikować.
Innymi słowy, przed zrozumieniem, na ile sposobów mówi do nas drugi
człowiek.
Naturalne wydawało się nam powierzenie opowiadań z tej serii talentowi
dziewcząt i chłopców uczących się kiedyś w Szkole Holden. Uznaliśmy, że
to właśnie oni, nadal w zbliżonym wieku do naszych bohaterów, powinni
opowiedzieć historie tych ostatnich. I jesteśmy pewni, że ich opowieści
stanowią cenną okazję do wypracowania lepszego wzajemnego zrozumienia.
Co nastolatki próbują nam powiedzieć midzy wierszami
Stefano Vicari
Nasze spojrzenia krzyżują się za każdym razem, gdy schodzę na oddział.
Oni mają czternaście, piętnaście, a niekiedy mniej niż trzynaście lat;
niektórzy pojawili się tu w nocy, przyjęci w trybie pilnym, inni zaś
przebywają na oddziale od kilku dni, czekając, aż ich stan się
ustabilizuje, zostaną wypisani i rozpoczną terapię poza szpitalem.
Niektóre twarze są mi niestety dobrze znane -?to weterani, którzy
przeszli przez drzwi pogotowia ratunkowego więcej niż raz, pomiędzy
jednym a drugim nawrotem.
Na szczęście potem spotykam również dzieciaki, które są na dobrej
drodze: przychodzą raz w tygodniu na terapię i na spotkania grup
wsparcia, mają na twarzy nieśmiały uśmiech, który zdradza -?bez
zbytniego rzucania się w oczy -?odradzającą się nadzieję.
Osoby wykonujące mój zawód uczą się odczytywać tego rodzaju niuanse.
Dystans między lekarzem a pacjentem jest naturalnie większy niż między
pacjentem a rodziną, która często jest przytłoczona emocjami i w takich
chwilach zbytnio zaangażowana, aby móc wysłuchać oraz zrozumieć.
Jednak nawet my, klinicyści, nie potrafimy zaakceptować faktu, że
cierpienie psychiczne tak dotkliwe jak to, które spotyka się na
oddziałach psychiatrii dzieci i młodzieży, może dotyczyć tak młodych
ludzi, często otoczonych przez kochające rodziny, o historiach życiowych
pozornie w normie. Nic więc dziwnego, że poza gabinetami specjalistów
problemy psychiatryczne są uznawane za temat tabu, który wielu osobom
wydaje się nieodpowiedni do poruszania z dziećmi czy uczniami. Ale dane
epidemiologiczne dotyczące częstości i ciężkości zaburzeń psychicznych w wieku rozwojowym pokazują alarmujący wzrost, któremu towarzyszą ciągła
ewolucja objawów zaburzeń oraz ich coraz wcześniejsze występowanie. W celu zahamowania owego wzrostu konieczne jest udostępnienie najmłodszym
słów, które pozwolą im rozpoznać, a następnie zakomunikować własną
niedyspozycję.
Młode osoby same się do nas zwracają o pomoc, co wyrażają niekiedy w najbardziej ekstremalny i dramatyczny sposób, poprzez szokujące
zachowanie, którym zastępują właśnie owe brakujące słowa i negacje. Nie
jesteśmy w stanie magicznie usunąć dyskomfortu psychicznego z ich
doświadczeń, ale mamy obowiązek zrobić wszystko, co możliwe, aby mu
zapobiec i wychwycić jego pierwsze oznaki, a co za tym idzie -?jak
najszybciej zapewnić skuteczne leczenie. Musimy nauczyć się czytać
między wierszami, które nastolatki piszą metaforycznie swoim
zachowaniem, swoim milczeniem czy chwilami konfliktu typowymi dla tego
okresu życia.
To wokół tej idei rozwija się seria wydawnicza, której nadaliśmy tytuł
Leggere tra le righe (Czytanie między wierszami) i która jest
poświęcona zdrowiu psychicznemu dzieci i młodzieży. Wśród omawianych w niej tematów znalazły się: samookaleczenia, fobia szkolna, dysforia
płciowa, zaburzenia odżywiania, depresja.
W każdym tomie serii spotykają się różne języki. Szkoła Holden poświęca
każdemu tematowi trzy opowiadania. Wątek narracyjny pogłębia rozważny
komentarz klinicysty, który ma na celu zapewnienie odpowiedzi i narzędzi
interpretacyjnych każdemu, kto jest zainteresowany -?z powodów zarówno
osobistych (rodzice, krewni, same młode osoby), jak i zawodowych
(psycholodzy, wychowawcy, nauczyciele) -?bliższym poznaniem form
zaburzeń psychicznych najczęściej spotykanych u młodych ludzi.
Ambicją wspomnianej serii wydawniczej jest przyczynienie się do
powstania społeczeństwa bardziej uważnego i otwartego wobec trudności
dzieci i młodzieży, jak również zdolniejszego do odpowiednich i skutecznych reakcji na owe trudności.
Niniejsza książka jest poświęcona zagadnieniu samookaleczeń. Wychodząc
od prawdziwych historii, przekształconych w stopniu uniemożliwiającym
rozpoznanie ich bohaterów, opowiadamy o młodych osobach, które
dobrowolnie się okaleczają, by wyrazić swój głęboki, niemożliwy do
opanowania ból, ponieważ nie znalazły na to lepszego sposobu. Chodzi tu
o zachowania wskazujące na dotkliwe, ale skrywane cierpienie i z tego
właśnie powodu trudne do rozpoznania przez dorosłych, mimo widocznych
śladów na ciele. Tego rodzaju zachowania wydają się coraz
powszechniejsze, zwłaszcza że media społecznościowe kryją w sobie
funkcje umożliwiające ich wyeksponowanie.
W książce próbuję nadać sens wspomnianym zachowaniom, zwracam uwagę na
sygnały, które powinny wzbudzić niepokój, i na możliwe zagrożenia, ale
przede wszystkim podpowiadam, jak zapobiegać samookaleczaniu, a w razie
konieczności szybko interweniować.
1. Pewnego dnia wszystko to wyrzucisz
Amanda Mhimid
Wpół do drugiej.
Przez chwilę się wahasz, patrząc na kartonowe pudełko, które zamknięte
stoi u twoich stóp, na jasnym parkiecie. Od dłuższego już czasu ono leży
pod łóżkiem -?trzy, cztery miesiące, jeśli się nad tym dobrze
zastanowisz. Ręka ci się trochę trzęsie, gdy ją wyciągasz, aby musnąć
wieko pudełka w kolorze pastelowej zieleni. Dzieje się tak za każdym
razem.
O tej porze w domu panuje absolutna cisza. Po obiedzie domownicy
przechodzą w tryb czuwania -?tak sobie tłumaczysz -?a jeśli robią to, co
zwykle, poruszają się na palcach, mówiąc półgłosem.
Na klatce, tuż obok skrzynek na listy, wisi kartka z napisem: "Uprzejmie
prosi się mieszkańców o szanowanie godzin popołudniowej ciszy
(14:30-16:30)". Nigdy nie udało ci się zrozumieć, o co tutaj chodzi,
dlaczego właśnie te godziny, a nie inne, ale jest w tym pomyśle coś, co
ci się podoba: odpoczynek od odgłosów otoczenia normalnie dobiegających
przez cały czas -?ustawianych talerzy, mebli przesuwanych z jednego
końca pokoju na drugi w mieszkaniu piętro wyżej, zdań wykrzykiwanych z jednego balkonu na drugi, z jednego piętra budynku na drugie.
Ale nie w tym momencie. Rozglądasz się wkoło. Twój pokój jest dokładnie
taki, jaki być powinien -?czysty i uporządkowany, każda rzecz na swoim
miejscu. Łóżko pościelone, bez załamań materiału, poduszki równo oparte
o wezgłowie. W rogu, obok lampy podłogowej, stoi fotel z zielonego
aksamitu, a po przeciwnej stronie, przy ścianie -?biały stolik z małym
telewizorem. Wygląd twojego pokoju idealnie oddaje charakter
popołudniowej sjesty. Przez resztę dnia zaś pokój ten jest anomalią,
skarbem do ukrycia.
Czymś innym od tego, co na zewnątrz. Ostoją spokoju z roślinami w wiklinowych osłonkach i ozdobnymi miskami pełnymi potpourri, które
wypełnia pomieszczenie delikatnym zapachem, zawsze tym samym -
spokojnym, kojącym. Za oknem liście lipy poruszają się lekko na wietrze.
Raz jeszcze muskasz wieko kartonowego pudełka, a potem wsuwasz to
ostatnie z powrotem pod łóżko -?najgłębiej, jak się da.
Pewnego dnia wszystko to wyrzucisz.
Kwadrans po trzeciej.
Samochód twojego ojca jedzie powoli po zakurzonej drodze, przez nadal
gorące powietrze końca sierpnia, które wdziera się do środka przez
uchylone okna i sprawia, że brakuje ci tchu. Twój brat, skulony na
tylnym siedzeniu, ogląda coś w telefonie.
To prawie doskonale cicha podróż -?do chwili, kiedy Domenico nie odłoży
telefonu i nie zacznie zadawać pytań.
-?Ale dlaczego jedziemy ich odwiedzić, tato? -?pyta tonem, w którym
mieszają się zaciekawienie i rozczarowanie; z reguły o tej godzinie gra
w Minecrafta.
-?Och, chcemy po prostu się zobaczyć -?odpowiada ojciec. -?Nie
widzieliśmy się z nimi od dłuższego czasu. Kiedyś byliśmy bardzo
zaprzyjaźnieni.
-?A dlaczego mama nie jedzie z nami?
Powstrzymujesz się, żeby nie westchnąć -?twój brat nigdy się nie
poddaje. Oboje wiecie o ostatnich trudnościach finansowych rodziców i o tym, co myśli wasza matka. Ona prędzej by umarła, niż dała to innym do
zrozumienia. Wiecie o tym oboje, choć nikt o tym otwarcie nie mówi. Ale
nie trzeba mówić -?to czuje się w powietrzu. Tylko Domenico się upiera,
aby dowiedzieć się czegoś więcej. Nie rozumiesz, z jakiego powodu. Twój
ojciec odpowiada zawsze nieco mętnie, potem stara się zmienić temat,
opowiadając jakąś anegdotę o kolegach z pracy podczas przerwy obiadowej.
Wymiana zdań z każdym kolejnym razem trwa krócej. Ostatnio wszyscy
przyzwyczailiście się do ciszy, nawet twój brat.
I rzeczywiście, po kilku kolejnych próbach Domenico przestaje naciskać i spuszcza wzrok na telefon. Ty za to nigdy nie oderwałaś oczu od widoków
za oknem podczas jazdy. Masz wrażenie, że kolory wsi pasują do twojej
gamy kolorystycznej: brąz pól za oknem po lewej i prawej stronie, brąz
drogi polnej, nawet dolna część nieba zdaje się czasami brązowa.
Czwarta.
Dom jest ładną konstrukcją, ze ścianami z cegieł kontrastującymi z kolorem nieba, które tutaj jest niebieskie.
Coś w rodzaju krótkiego krużganku stanowi ramę dla właścicieli -
wyprostowanych i uśmiechniętych, stojących przed drzwiami wejściowymi.
Wokół domu rozciąga się ogród: leżaki, altana, ścieżki z kamieni, które
przecinają się ze sobą, by po chwili zniknąć w miejscu, gdzie trawa
urosła wyżej.
Marco i Silvia podchodzą do waszej trójki, obejmują was i całują w policzki. On ma siwe włosy i atrakcyjną twarz, ona jest blondynką o ciepłym uśmiechu, nieco wyższą od niego. Wydają się mieć wszystko pod
kontrolą.
To dla nich przyjemność gościć was tutaj po tak długim czasie -?czy mogą
wam coś zaproponować? Znają was od małego, gdy sięgaliście, ot, pół
metra od ziemi. Coca-cola dla Domenica i twojego ojca, dla ciebie nic -
dziękujesz. Jak to nic? Przynajmniej szklankę wody.
Przy stole toczy się rozmowa będąca próbą podsumowania lat niewidzenia
się w formie haseł, których nikt nie chce zgłębiać: dorastające dzieci,
szkoła, przeprowadzka, trzy zmiany pracy, kilka uaktualnień dotyczących
życia codziennego, plany na najbliższe wakacje i koniec roku. Twój
ojciec opowiada i zadaje standardowe pytania. Domenico szybko kończy
swoją colę i niekiedy się wtrąca, aby dodać coś do opowieści taty.
Nie rozumiesz, jak może się tak zachowywać. Twoim najlepszym rezultatem
w ostatnich miesiącach było niemyślenie: gdy tylko zauważasz złe myśli,
przerywasz je. Nie dajesz im nawet wybrzmieć w głowie do końca. Wypijasz
łyk ze szklanki, która stoi przed tobą nadal pełna. Niekiedy wokół stołu
rozlega się rozpraszający śmiech, który sygnalizuje przejście do
kolejnego tematu.
Czwarta trzydzieści.
Ton głosu ojca podniósł się o oktawę; ojciec stara się znaleźć sposób,
aby nawiązać do sedna sprawy. Rozglądasz się wkoło, przyglądasz się
zdjęciom wiszącym na ścianach -?głównie z podróży: ich dwoje na plaży,
na żaglówce, przed namiotem na polu -?oraz tuzinowi egzotycznych
przedmiotów, od talerzy po malowane drewniane maski. Twój ojciec mówi
teraz szybciej, jak zawsze, gdy stara się ukryć zawstydzenie. Z sufitu
nad stołem zwisa jeden z tych żyrandoli w arabskim stylu, z małymi,
kolorowymi szkiełkami wtopionymi w strukturę z kutego żelaza.
Za piętnaście piąta.
Gdy wstajesz, aby wyjść do ogrodu, ojciec jeszcze mówi. Wyjaśniasz, że
potrzebujesz powietrza, bo w środku jest za gorąco.
Na progu oddychasz głębiej. Powietrze jest chłodniejsze niż wtedy, gdy
przyjechaliście, a na pogodne niebo wrócił lekki wietrzyk, który czułaś
rano. Idziesz wzdłuż żywopłotu wyznaczającego granice ogrodu -?w tę i z powrotem. Idziesz wzdłuż ścieżek utworzonych z ośmiokątnych kamieni,
które ukazują się i giną w miejscach, gdzie trawa jest wyższa.
Przyglądasz się z bliska różom i kwiatom, których nazw nie znasz.
Pochylasz się, aby poczuć ich zapach.
Czasami chciałabyś być taka jak twój brat. Chciałabyś, aby rzeczy cię
nie dotykały. Chciałabyś spokojnie żyć dalej, bez względu na to, co się
dzieje tam, na zewnątrz. Owszem, udaje ci się zachować równowagę, ale
kosztuje cię to mnóstwo wysiłku. Dobrze by było, gdyby niezałamywanie
się było zachowaniem spontanicznym, skłonnością, czymś, o czym nawet nie
myślisz, co robisz między jedną rundą Minecrafta a wyjściem z przyjaciółmi.
W końcu siadasz na nieco oddalonej od domu huśtawce. Przenosisz wzrok z zieleni trawnika na niebo, które zaczyna ciemnieć. Huśtasz się powoli,
czubkami palców muskając trawę, i myślisz sobie, że twój ojciec powinien
już dostać to, po co przyjechał, lub przynajmniej o to zapytać.
Czekasz jeszcze minutę, potem zeskakujesz z huśtawki i ruszasz w stronę
domu.
Dziesięć po piątej.
Wchodzisz do jadalni odprężona. Czujesz, że teraz możesz przetrwać
popołudnie, mimo wszystko, bez uszczerbku. I dopiero gdy odsuwasz
krzesło, aby zająć swoje miejsce, zauważasz, że sprawy nie poszły tak,
jak miały. Oceniasz uważnie minę ojca, potem brata. Obaj usilnie się
starają zachować na twarzy coś, co w ich przekonaniu przypomina uśmiech.
Również gospodarze się uśmiechają, ale jedno z nich zdradza nerwowość:
uderza nieprzerwanie knykciami w nogę stołu, wywołując ciągłe wibracje,
które rozchodzą się po całym blacie. Gdy odsuwasz krzesło, podłoga
głośno skrzypi.
Znajdujesz łazienkę na końcu korytarza, ostatnie drzwi przed schodami.
Twoje kroki brzmią wyraźnie, gdy się oddalasz.
Biała umywalka, białe kafelki. Tutaj trzeba uważać bardziej niż zwykle.
Przekręcasz klucz w zamku, a potem szybko otwierasz kolejne szuflady
szafki pod umywalką, drzwiczki komody, ściennej szafki z lustrem. Oto
jest. Tylko raz a dobrze, i tyle. Dotykasz zimnym ostrzem przedramienia.
Jakiś czas temu odkryłaś nowy sposób oddychania. Zrobiłaś to sama, w zaciszu swojego pokoju, a potem powierzyłaś rachunek czemuś, co znasz
tylko ty -?zielonemu pudełku z kartonu, które powoli staje się coraz
cięższe. Odkryłaś inny sposób oddychania. W tym celu musisz przełamać
barierę między tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne, między tym, co
ma wyjść, a tym, co ma wejść. Teraz wiesz, jak to się robi, jak dokonuje
się tej wymiany, jak się otwiera szczelinę, w której wszystko się ze
sobą łączy: to, co w środku, z tym, co na zewnątrz. Potrzebujesz tej
szczeliny -?potrzebujesz, aby z każdym kolejnym razem była otwarta
trochę dłużej.
Tylko jeden raz -?i wystarczy. Wiesz, co robić: przyciskasz ostrze do
skóry, liczysz do stu, czyścisz wszystko i odchodzisz.
Pamiętaj, aby włożyć żyletkę do kieszeni. Dziś wieczorem twoje pudełko
pod łóżkiem wzbogaci się o nowy element.
Dziewięćdziesiąt siedem,
dziewięćdziesiąt osiem,
dziewięćdziesiąt dziewięć...
Pewnego dnia wszystko to wyrzucisz...
Sto jeden,
sto dwa,
sto trzy...
Między wierszami z Martą
Stefano Vicari
Kim jest Marta
Marta to bardzo inteligentna piętnastolatka, o której rodzice mówią, że
jest wrażliwa i grzeczna. W przebiegu jej rozwoju nie było absolutnie
nic nieprawidłowego; dziewczyna od pierwszych lat szkoły podstawowej
osiągała doskonałe wyniki w nauce, podobnie jak w sporcie czy innych
zajęciach pozaszkolnych.
Jej rodzina wydaje się bardzo zżyta. Mama i tata żyją w harmonijnym
związku. Razem -?z uczuciem i oddaniem -?wychowują Martę i Domenica,
młodszego brata piętnastolatki. Pozornie harmonijne i pogodne życie
zostaje dramatycznie naznaczone przez zdarzenie, do którego dochodzi
pewnego letniego dnia. Podczas wizyty u dawnych znajomych ojca Marta
zostaje znaleziona w łazience, omdlała i krwawiąca, z głębokim nacięciem
na przedramieniu; obok niej leży żyletka. Karetka odwozi ją do szpitala,
gdzie piętnastolatka zostaje przyjęta na oddział psychiatrii dzieci i młodzieży z podejrzeniem próby samobójczej.
Rodzina i przyjaciele są zszokowani. W rzeczywistości nikt -?ani w domu,
ani w szkole -?nie zauważył cierpienia
Marty, jej złego samopoczucia, które ewidentnie pogarszało się od
dłuższego czasu i które musiało wydawać się jej tak nie do wytrzymania,
jak niewyrażalne.
Ekstremalny epizod pozwala jednak Marcie zakomunikować własny ból oraz
de facto poprosić o pomoc i wreszcie ją otrzymać. Nagła hospitalizacja
okaże się pierwszym krokiem w procesie leczenia, który powoli doprowadzi
do uświadomienia sobie przez nią cierpienia wewnętrznego oraz do
odnalezienia równowagi osobistej i dobrostanu psychicznego.
Znaczenie samookaleczania Marty
Marta zawsze była postrzegana jako dziewczyna zdolna, samodzielna oraz
"dobra we wszystkim": wysokie wyniki w nauce i sporcie leżały u podstaw
jej poczucia własnej wartości, przynajmniej tego pozornego. Bliscy
robili wszystko, by okazać naszej bohaterce miłość i szczere
zainteresowanie jej sukcesami.
Jednak podczas pobytu Marty w szpitalu wychodzi na jaw, że po ukończeniu
przez nią pierwszej klasy szkoły średniej jej życie rodzinne się
skomplikowało. Rodzice mierzą się z nieprzewidzianymi i niepokojącymi
trudnościami finansowymi, które -?mimo że próbują zachowywać pozorny
spokój -?oddalają ich emocjonalnie od córki oraz zakłócają atmosferę
wzajemnego zaufania i nadziei na przyszłość.
Relacje Marty z rówieśnikami w szkole są od zawsze bardzo powierzchowne
i dziewczyna zaczyna się nudzić, gdy spędza czas z koleżankami. Z jednej
strony ma poczucie osamotnienia i izolacji, z drugiej zaś odczuwa
rozdrażnienie, którego nie potrafi wytłumaczyć. Dlatego zaczyna odrzucać
propozycje wspólnych wyjść. Ponadto jest nierzadko tak zmęczona i apatyczna, że coraz częściej rezygnuje z treningów i meczów.
Uczestniczenie we wszystkich zajęciach, którym dawniej oddawała się z łatwością i przyjemnością, staje się dla niej coraz bardziej męczące i coraz mniej interesujące. Skupienie się na zadaniach domowych również
wymaga od Marty większego wysiłku niż wcześniej, czego konsekwencje
szybko stają się widoczne. Dziewczyna otrzymuje coraz gorsze oceny, co
jest dla niej całkowitą nowością, zważywszy na to, że zawsze była jedną
z najlepszych uczennic.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki