Niemożliwa para - Emma Mills

Kup ebooka

28.00 zł
23.25 zł (23,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ

- 2 -

W niedzielę idę do pracy w kanapkarni Pinky's. Dokładnie dzień po tym, jak Iris zagroziła, że mnie zniszczy.

Kiedy wczoraj wróciłam z łazienki na przyjęcie, już jej tam nie było. Paige siedziała na swoim krześle, ale wyglądała bardzo źle, co szybko zauważyły dziewczyny przy jej stoliku. Sudha obejmowała ją ramieniem i rozmawiały, nachylone do siebie głowami, a z drugiej strony klęczała Alicia Smith i podsuwała Paige kraciastą chusteczkę, gdyby chciała otrzeć łzy.

Wieści rozchodzą się z prędkością błyskawicy. Nie musiałam nikomu przekazywać, czego się mimowolnie dowiedziałam. Więcej, wcale nie zamierzałam tego robić! Przede wszystkim dlatego, że to nie ich interes, ale nie bez znaczenia była obawa przed gniewem Iris Huang, który mógłby spaść na mnie i moją rodzinę.

Powtarzam sobie w myślach jej słowa, wyjmując z tostera kanapkę i układając ją na ladzie przed sobą (nieco przypaliłam pieczywo na brzegach, ale może klient nie zauważy). Nigdy wcześniej nikt nie groził mi zniszczeniem.

Będę musiała ich unikać w czasie zajęć i na przerwach. Dość skutecznie udawało mi się przemykać korytarzami przez ostatnie trzy lata, więc pewnie i czwarty rok jakoś dam sobie radę.

Tryb niewidzialności, myślę sobie, krojąc kanapkę i owijając ją w firmowy papier Pinky's.

Pinky's oferuje "dziewięciocalowe kanapki". "O połowę większe niż kanapki Subwaya!" - obiecuje nasz szyld.

- To chyba nie fair - powiedziałam managerowi Aaronowi pierwszego dnia pracy. - Bo kanapki w Subwayu mają po dwanaście cali, więc tak naprawdę to o jedną czwartą mniej.

- Tu chodzi o ich sześciocalowe kanapki - wyjaśnił.

- Może powinniśmy napisać to w reklamie?

- Niby jak? "Dziewięciocalowe kanapki, o połowę większe niż sześciocalowe kanapki Subwaya"? - Aaron zastanowił się przez chwilę, by zaraz potrząsnąć głową. - Za dużo informacji. Przeintelektualizowane.

To był chyba pierwszy i jedyny raz, kiedy ktokolwiek użył słowa "przeintelektualizowane" do opisania reklamy kanapkarni Pinky's. Wynikało to głównie z tego, że ktoś w dziale marketingu wpadł na genialny pomysł skojarzenia kanapek z symbolem fallicznym. To był moment, z którego czerpały wszystkie penisoburcze kampanie reklamowe Pinky's.

Na przykład ta, w której widać faceta stojącego tyłem, a naprzeciwko niego jakąś kobietę, która mówi: "Dziewięć cali???" niesamowicie lubieżnym tonem, po czym kamera pokazuje plan z boku i widzimy, że facet na wysokości krocza trzyma kanapkę. Obrzydliwość. Nie no, dosłownie, totalna obrzydliwość. Jestem trybikiem w najidiotyczniejszej korporacyjnej maszynie kanapkowej.

Ale potrzebowałam zatrudnienia. A Pinky's szukał pracowników. I tak jakoś wyszło.

Zoe wpada do mnie po pracy i razem jedziemy rowerami do Tropical Moose po rożki lodowe. Samochód akurat stoi na podjeździe - Alex wyjątkowo jest w domu - ale od stania za ladą bolą mnie nogi i śmierdzę jak Pinky's. Chcę trochę popedałować, żeby poczuć we włosach letnie powietrze i palenie w zmęczonych łydkach.

Zamawiam rożek o smaku pinacolady, a Zoe o smaku gumy balonowej. Udaje nam się zająć stolik z przodu, z krzesłami, które na skórze zostawiają odciśnięty drobny wzorek.

Kiedy siadamy, mija nas dwójka dzieci z niebieskimi rożkami w dłoniach. Za nimi idzie jakaś kobieta, ale zwalnia i niespodziewanie skręca w naszą stronę.

- Masz przepiękne włosy - mówi do Zoe, na co ona uśmiecha się i w odpowiedzi tylko kiwa głową, bo ma buzię pełną zmrożonej słodyczy. Kiedy kobieta odchodzi, Zoe robi do mnie głupią minę.

Taka jest prawda, Zoe ma przepiękne włosy. Zresztą nie tylko włosy. Cała reszta też robi ogromne wrażenie - ciemne oczy z najdłuższymi na świecie rzęsami i doskonale gładka brązowa skóra. Kiedyś jakiś barista ze Starbucksa napisał na jej kubku: "Masz cudowny uśmiech". Zrobiłam jej zdjęcie z tym kubkiem, oczywiście uśmiechniętej szeroko, i wrzuciłyśmy je na Tumblera. Fotka zebrała dotychczas pięćdziesiąt tysięcy reakcji.

Ale ja ją znam i wiem, że jej się to należy. Jej wnętrze jest równie cudowne jak jej buzia. Wiem też, że dobroć nie zawsze objawia się w postaci piękna - Zoe nie jest piękna DLATEGO, że jest bystra, zabawna czy serdeczna, ale w jej przypadku te dwie rzeczy zgrywają się ze sobą idealnie. Jest moją najlepszą przyjaciółką i jeśli jedna z nas miała być niewiarygodnie piękna, to cieszę się, że padło na nią. Bo to jest po prostu logiczne.

- Mam matmę i literaturę z Krisem - mówi, wracając do przerwanej wcześniej rozmowy. - Biolę z Gabby, więc wiesz. Ty masz już plan?

Wzruszam ramionami.

- Taki sam jak zawsze.

- Właśnie, jak było na tamtej imprezie? Nie odpisałaś mi potem.

W zasadzie nie ma najmniejszych szans, żeby Iris Huang dowiedziała się o tej rozmowie. Zoe chodzi przecież do innej szkoły - do Springdale, publicznego liceum dla dzieciaków z naszej okolicy na przedmieściach Chicago. Mieszkamy w takiej dzielnicy, że taksówkarze za przyjazd do nas naliczają opłatę w drugiej taryfie. PLSG jest dwadzieścia minut od Springdale, ale większość najbogatszych dziewczyn mieszka jeszcze dalej na przedmieściach, więc prawdopodobieństwo, że Iris przez przypadek usłyszy, jak opowiadam Zoe o tym, że byłam świadkiem Zerwania Stulecia (a przynajmniej roku), jest w zasadzie bliskie zeru. Poza tym zazwyczaj dzielę się z nią wszystkim. Ale... Jest we mnie coś... Po prostu nie chcę ryzykować.

Wzruszam jedynie ramionami i mówię od niechcenia:

- Jedzenie było całkiem niezłe. I wszyscy mówili, że ten rok będzie nasz.

- Do kogo w takim razie należały poprzednie lata?

- No właśnie. O to samo zapytałam Madison, ale popatrzyła na mnie jak na wariatkę.

- Wielka szkoda, że nie ma sklepu z poczuciem humoru.

- Mogłabym odsprzedać jej trochę swojego.

- Wystarczyłoby ci wtedy kasy na nowy wóz.

- Naprawdę uważasz, że jestem dość zabawna, żeby kupić za to samochód?

- Dziewczyno! Jesteś zabawna przynajmniej jak używana toyota corolla. Przynajmniej!

Uśmiecham się szeroko.

Milczymy i kończymy rożki, ale to nie jest zła cisza. Przy innych czuję czasem potrzebę wypełnienia tej przestrzeni, ale nie przy Zoe. Z nią to jest okej. Z nią nie musi dziać się coś bez przerwy. Razem możemy słuchać kumkania żab albo cykania świerszczy.

Potem wracamy do mnie, do domu. Pytam, czy wpadnie na chwilę, ale Zoe kręci głową.

- Muszę lecieć do siebie. Jutro zaczynają się lekcje.

- Bleee.

- Fajnie było.

Uśmiecha się - tym cudownym uśmiechem z fotki ze Starbucksa - a ja nagle przypominam sobie coś, co Amber powiedziała w czasie przyjęcia - że to ostatnia klasa i w ogóle. I że wszystko, co robimy, robimy w zasadzie po raz ostatni. Bo jutro jest nasz ostatni powrót do szkoły. A przynajmniej ostatni pierwszy dzień roku w liceum. To z kolei oznacza, że dzisiaj - że ta noc w zasadzie - to koniec takich wakacji, jakie znałyśmy. W przyszłym roku możemy pójść do college'u i zacząć rok w zupełnie innym czasie. W innych miastach. W innych strefach czasowych. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Chociaż pewnie potrafię. Tylko nie chcę.

Nie wspominam jej o tym, o czym myślę.

- Napisz do mnie jutro - proszę jedynie.

- Pewnie. - Zoe wsiada na rower. - Trzymka, Claude.

- Trzymka.

Patrzę, jak odjeżdża.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki