Akt pierwszy, scena drugaArthur
Tego samego dnia, jeszcze zanim Jasper Montgomery zaliczyła swoje dramatyczne wejście, Arthur znalazł w dawnym gabinecie ojca starą kamerę.
Nie pamiętał za bardzo, żeby Tayo Lancaster jej używał. Ojciec Arthura nie był z tych, co to lubią stać z boku. Zawsze musiał być w centrum wydarzeń, a przy tym roztaczał wokół siebie atmosferę radości i beztroski. Kamera tylko by mu ciążyła.
Ale Arthur w niczym nie przypominał taty.
Widział za to mnóstwo skrzących iskierek jego osobowości w swoim starszym bracie Henrym i w młodszej siostrze Grace. Oboje odziedziczyli po ojcu zapał i miłość do ludzi. Byli tak samo szczodrzy i promienni jak on.
Arthur natomiast odziedziczył po nim jedynie mało używaną kamerę.
- Myślisz, że działa? Musi działać, bo jest mi potrzebna - powiedział Marcus, kuzyn Arthura i jego najlepszy przyjaciel w jednej osobie.
- Powinna... - odpowiedział Arthur. - A tak właściwie, to po co ci ona?
Marcus położył na blacie kuchennym telefon i pokazał Arthurowi ostatniego maila.
- Archiwum Narodowe daje dziesięć koła za najlepszy film krótkometrażowy o życiu w małym miasteczku - wyjaśnił, a jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. - Chodzi o to, że mniejsze miejscowości zwykle nie dostają wsparcia finansowego na projekty artystyczne i nie są znaczącą częścią filmowego światka. Dlatego w archiwum szukają projektów, które pokazałyby to, czego kamera zwykle nie widzi, czyli między innymi takie mieściny jak nasza. Nareszcie będziemy coś mieli z mieszkania w tym cyrku!
Na twarzy Arthura mimowolnie pojawił się złośliwy uśmieszek. Lake Pristine było bogatą miejscowością, ale gdyby zapytać mieszkańców, jakie wiodą życie, większość powiedziałaby raczej, że "komfortowe", a nie "wystawne". Rodzina Arthura i Marcusa należała do klasy średniej, więc żaden z nich nie miał domku letniskowego. A kino studyjne Lancasterów nie było wyłącznie miejscem pracy Arthura, ale też jego jedynym domem.
Jakiś czas temu pani Lancaster powierzyła zarządzanie kinem swoim dwóm synom, Arthurowi i Henry'emu, podobnie jak i opiekę nad ich młodszą siostrą - po czym wyjechała do Indii razem z nowym mężem, żeby "odnaleźć siebie na nowo". Pewnie zdążyła już zapomnieć o Lake Pristine.
"I o swoim pierwszym, zmarłym mężu" - pomyślał rozgoryczony Arthur.
Powinna wrócić z ojczymem już za kilka dni, ale dla Arthura i Henry'ego to i tak nie miało znaczenia, bo od dawna byli przyzwyczajeni do opiekowania się Grace w czasie wakacji czy ferii, niezależnie od tego, co planowała ich mama.
Ich siostra uwielbiała spędzać czas w rodzinnym kinie, które było oczkiem w głowie ich taty. Jego obecność nadal dało się wyczuć w każdym zakamarku. Arthur chciał tu wprowadzić przeróżne zmiany. Miał sporo pomysłów, ale zawsze, gdy wypowiadał je na głos, czuł się winny, że ingeruje w wizję ojca.
- Pomóż mi nakręcić ten film, pokażemy ludziom prawdziwą twarz Lake Pristine. Razem uchwycimy to, czego kamera zwykle nie widzi, co myślisz? - powiedział Marcus i trącił palcem starą kamerę kuzyna.
Marcus pracował w rodzinnym kinie na pół etatu jako bileter.
- Dziesięć koła? - Arthur wbił w niego wzrok.
Taka suma mogłaby odmienić ich życie.
- Podzielimy się po połowie - dodał Marcus. - Ty będziesz kręcił, a ja ogarnę montaż.
- Nie mamy przecież nawet żadnego pomysłu na ten film - odparł Arthur. - A poza tym - dodał i zjechał w dół maila, żeby sprawdzić termin nadsyłania zgłoszeń, wytłuszczony na czerwono - formularze trzeba wysłać do końca stycznia. Nie wyrobimy się.
- To pomylone miasto samo w sobie jest pomysłem na film! - nie ustępował Marcus.
Wyrwał Arthurowi telefon z ręki, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że nie podziela jego pesymistycznej wizji.
W oczach Marcusa tańczyły płomyki. Myśl o tym, że będzie mógł się zemścić na Lake Pristine, była wyjątkowo kusząca. Arthur trochę nawet go rozumiał. W liceum bez przerwy znęcano się nad Marcusem. Dorośli też za nim nie przepadali, bo w dzieciństwie miał przez chwilę zapędy do malowania graffiti. Arthur musiał go zawsze ratować przed szkolnymi dręczycielami i nawet teraz, gdy mieli po osiemnaście lat, niewiele się zmieniło. Młodszy syn Lancasterów nadal odstraszał wszelkich agresorów, bo z jego twarzy rzadko znikał grymas złości, a do tego miał metr dziewięćdziesiąt trzy wzrostu.
Innymi słowy - wszystko w nim mówiło: "Lepiej nie podchodź!". I podobało mu się to.
- Możemy zacząć już dzisiaj. Te megaspontaniczne oświadczyny Kevina posłużą nam za pierwszą scenę - nalegał Marcus.
- Nie mam zamiaru na to patrzeć - prychnął Arthur.
Wziął do ręki starą kamerę taty i poczuł ostre ukłucie w sercu. Chciałby, żeby tata nadal tu był i sam wysłał go na rynek z kamerą, by Arthur sprawdził, skąd to całe zamieszanie.
Ale odszedł i już nigdy nie wróci.
Arthur odłożył kamerę na stół, zrzucając przy tym stertę gazet, rachunków i innych papierów, które Henry zapomniał uprzątnąć. Gdy układał je na nowo w równy stosik, jego uwagę przykuła pierwsza strona "The Lake Pristine Courier", lokalnej gazety od dawna cierpiącej na braki kadrowe.
Marcus spojrzał mu przez ramię i przeczytał na głos nagłówek:
- "Złota dziewczyna Jasper Montgomery wraca do domu". Rany, już naprawdę nie mają o czym pisać. Jak zwykle.
Arthur milczał. Wpatrywał się w małe zdjęcie Jasper zamieszczone w artykule. Musiało być zrobione w zeszłym roku, gdy jeszcze byli w ostatniej klasie liceum, najprawdopodobniej niedługo przed końcem zajęć i przed wakacjami. Tuż przed tym, gdy Jasper spakowała wszystkie swoje manatki do samochodu rodziców i pojechała w wielki świat studiować psychologię. Uśmiechała się ciepło do osoby po drugiej stronie obiektywu.
- W sumie to mogę na chwilę pójść na rynek - powiedział w końcu Arthur, nie odrywając wzroku od zdjęcia.
- Super! To musimy się powoli zbierać.
- Czyli mam ją ze sobą zabrać? - zapytał Arthur i ponownie wziął kamerę do ręki.
Nagle w drzwiach do jadalni pojawiło się jego rodzeństwo. Henry i Grace wkładali już szaliki i czapki, gotowi na kolejne opady śniegu. Arthur dowiedział się o tym, że Kevin zamierza oświadczyć się Christine Montgomery, właśnie od swojego starszego brata. Z całej ich trójki tylko mała Grace tak naprawdę chciała to zobaczyć.
- Jeśli się postarasz i nakręcisz spoko filmik, możesz go potem opchnąć Christine - rzucił Marcus, gdy wychodzili już całą czwórką na zewnątrz.
Arthur zapoznawał się z funkcjami kamery przez całą drogę ze starego klimatycznego kina do centrum Lake Pristine. Henry, który nigdy nie był wielkim fanem Marcusa ani jego specyficznego poczucia humoru, szedł przodem razem z Grace.
- Mówię serio! - kontynuował rozbawiony Marcus z typową dla siebie upierdliwością. - Nagraj ich, skasuj ich za to, a potem jeszcze nakręcimy całe miasto i zgarniemy dziesięć koła.
Arthur przystanął na chwilę. Nastąpił na świeżą warstewkę śniegu, zostawiając na niej odcisk buta, i jeszcze raz przeanalizował propozycję kuzyna.
- Naprawdę chcesz nakręcić film na ten konkurs?
- No ba! - odpowiedział beztrosko Marcus. - Jeszcze nie wiem, co to będzie za film, ale możemy zacząć nagrywać i liczyć na to, że pomysł sam się wyklaruje albo...
- Fajnie byłoby się pospieszyć i nie stracić dobrego widoku - rzucił przez ramię Henry i spojrzał wymownie na Marcusa.
- Racja - zgodził się Arthur i podbiegł, żeby zrównać się z rodzeństwem.
Wokół niewielkiej sceny na rynku zebrał się już spory tłumek. Udekorowano ją światełkami, bo niedługo miał się tu odbyć zimowy karnawał. Co roku w okresie ferii miasteczko stawało się wręcz teatralne i do granic cukierkowate. Ludzie ubierali się w pastelowe kolory, nosili nauszniki ze sztucznego futra i mówili na gorącą czekoladę "czekusia". Arthur uważał, że to powinno być nielegalne.
Spojrzał na kamerę, którą cały czas trzymał w dłoniach, i ścisnął ją mocniej, bo nagle go olśniło.
Zdał sobie sprawę, że większość mieszkańców Lake Pristine uważa, że ich miasto jest normalne, bo od zawsze tu mieszkali. Siedzieli w garnku, a temperatura wody podnosiła się na tyle powoli, że nie zorientowali się, gdy woda zaczęła wrzeć. Nie dziwiła ich zbiorowa obsesja na punkcie porządku w mieście czy używania tylko stonowanych, nieinwazyjnych barw ani nawet kampanie nawołujące do zakazania sprzedaży wszystkich rodzajów alkoholu poza tymi, których używa się do robienia ajerkoniaku.
Arthur przyznał w myślach rację Marcusowi. To miasto idealnie nadawało się na temat filmu dokumentalnego. Może uda im się obnażyć opresyjny charakter Lake Pristine, a może przy okazji odkryją nawet coś głębszego i mroczniejszego. Ich krótki film zgłębi odcienie szarości miasteczka, które na pierwszy rzut oka jest pudroworóżowe.
Arthur miał sporo wolnego czasu. Zrezygnował ze studiów ze względu na rodzinny interes, a "randkowanie" było dla niego obcym słowem, więc poza pracą zajmowało go niewiele.
Kiedy Christine Montgomery z udawaną nonszalancją zaczęła wspinać się po schodkach na scenę, włączył kamerę. Pozwolił po prostu, żeby stary aparat taty nacieszył się tym widokiem. Kevin wyszedł naprzód, a ludzie zaczęli mu kibicować i wzdychać z rozczulenia. Arthur zobaczył kątem oka, że Henry momentalnie zesztywniał, ale postanowił nie uwieczniać tego na filmie.
W zamian zrobił szerokie ujęcie mieszkańców Lake Pristine. Starał się jak najlepiej uchwycić ich zaciekawienie i ekscytację. Kamera sunęła wzdłuż tłumu, obejmując swoim uważnym okiem klosz, pod którym żyli.
Christine i Kevin już od jakiegoś czasu byli ulubioną parą całego miasteczka i pasowali do tej roli idealnie. Kevin był dobrze ułożony i skromny. Pamiętał imiona ludzi, których poznał tylko przelotnie. Pytał, co słychać u ich rodzin. Pomagał starszym paniom dostać się do samochodu, gdy było ślisko. Zawsze uprzejmy. Romantyczny. Trudno byłoby znaleźć kogoś, kto by nie lubił Kevina. Arthur postanowił, że nie będzie mu żałować miejsca w swoim filmie.
Z kolei Christine potrafiła pstrykać palcami na kelnerki w restauracji, odsyłać jedzenie do kuchni i domagać się, by przygotowano je od nowa.
"Świetnie się uzupełniają" - pomyślał z przekąsem Arthur. To był najbardziej dyplomatyczny sposób, w jaki dało się to wyjaśnić.
Kevin klęknął, ale w tej samej chwili coś gruchnęło i rozległ się wrzask. Spojrzenie Arthura powędrowało w stronę pani Lafferty, bo to ona tak głośno krzyknęła, a potem przeniosło się na główną drogę.
- Jasper! - zawołała Grace z mieszaniną radości i troski w głosie. Jej oczy i słodka buzia rozpromieniły się na widok młodszej z sióstr Montgomery. Tej, która była rówieśniczką Arthura. Tej, która od półtora roku studiowała w wielkim mieście i ani razu nie odwiedziła rodzinnych stron. Tej, której stary zdezelowany jeep utknął właśnie w rowie. Nadal dobiegały z niego dźwięki musicalowych hitów, a z deski rozdzielczej wyskoczyła poduszka powietrzna.
Arthur zamarł. Miał fioła na punkcie bezpieczeństwa, więc ten widok go przeraził. Jednak gdy zobaczył, że Jasper wysiadła z auta o własnych siłach, odetchnął z ulgą. Co prawda nie zrobiła tego z największą gracją, ale mimo wszystko zdołała wykrzesać z siebie przepraszający uśmiech i posłać go starszej siostrze. Christine nie była jednak w stanie ukryć niezadowolenia.
Jasper. Ta, która chowała się za ciemnymi okularami od Diora. Ta, która była kiedyś najlepszą baletnicą w mieście, za co uwielbiała ją Grace. Ta, która nosiła botki w panterkę, wywołujące niemalże odruch wymiotny u Christine. Ta, która nadal używała iPoda. Ta, która była bardzo popularna w liceum. I która wydawała się niewzruszona, gdy jej znajomi dokuczali Arthurowi i Marcusowi na stołówce.
- Czyli... - rzucił Marcus zza pleców Arthura. - Jasper na serio wróciła.
Młodszy syn Lancasterów zignorował nutkę złośliwości w tonie kuzyna.
Zanim Jasper zdążyła ściągnąć na siebie całą uwagę gapiów, Christine przepędziła ją gestem w stronę rodziców i już po chwili mogła wejść na nowo w swoją wystudiowaną rolę zaskoczonej prawie narzeczonej. Poprawiła włosy i poszczypała się po policzkach, po czym odwróciła się do Kevina, który wyglądał na oszołomionego i zdezorientowanego. Jednak po chwili się ocknął i wrócił do miejsca, w którym mu przerwano.
- Christine - zaczął, a jego głos wybrzmiał, bo wszyscy od razu zamilkli. - Wiedziałem, że jesteś wyjątkowa, już w dniu, w którym cię poznałem.
Arthur utrzymywał zbliżenie na scenę, przez co oświadczyny wydawały się kameralne, choć tak naprawdę odbywały się na oczach sporej publiczności.
- Zakochałem się w tobie już wtedy, gdy poprosiłem, żebyś ściszyła tę potworną muzykę na swojej imprezie w koledżu, a ty zagroziłaś, że zrzucisz mnie z dachu.
Arthur patrzył, jak uśmiech na twarzy Christine zamiera, gdy mieszkańcy zaczęli się gromko śmiać z historii Kevina. Zrobił zbliżenie na jej twarz i poprawił ostrość. Obłudność tej sytuacji, jej wyreżyserowana spontaniczność - wszystko to go fascynowało.
- Wyjdziesz za mnie?
Mimo że Kevin ewidentnie nie trzymał się ustalonego scenariusza, Christine odpowiedziała mu głośnym: "Tak!".
Arthur rzucił okiem na Jasper, która dopiero co wróciła do Lake Pristine. Wyglądała na osłupiałą, jakby zupełnie nie spodziewała się tych zaręczyn.
Zawsze gdy ją widział, nie mógł oderwać od niej wzroku, choć nie do końca wiedział dlaczego. Jednak był pewny, że jeśli tego nie zrobi, jej siostra może odegrać jakąś dramatyczną scenę, więc miał się na baczności.
Poza tym wielokrotnie kłócił się z Jasper i odnosił wrażenie, że był jedyną osobą w mieście, której ta "złota dziewczyna" nie lubiła. Jej popularność była dla niego solą w oku. Owszem, często proszono go o przysługę, o pomoc w pracach dorywczych, o to, by był złotą rączką, ale gdy tylko pojawiała się ona, Arthura spychano na dalszy plan, bo każdy wolał rozmawiać z nią niż z nim.
- Cieszę się, że wróciła... - powiedziała rozmarzonym głosem Grace. - Jej mama mówiła, że to Jasper będzie decydować, kto zagra w Dziadku do orzechów.
- Naprawdę? - zadrwił Arthur. - I co jeszcze słyszałaś, fasolko?
- Jedna z dziewczyn ze szkoły baletowej zdradziła mi, że Jasper pokłóciła się ze swoją mamą przed wyjazdem. To znaczy, nie pokłóciła się, ale zdenerwowały się na siebie z jakiegoś powodu.
Arthur oderwał się od kamery i spojrzał na młodszą siostrę. Miał nadzieję, że nie zapomni wyciąć ich rozmowy przed zgłoszeniem filmu na konkurs.
- O co poszło?
- Nie wiem, może o studia?
To by go wcale nie zdziwiło. Jasper zawsze błyszczała na zajęciach z plastyki w liceum. Zaprojektowała mnóstwo scenografii i kostiumów dla szkolnego kółka teatralnego. Dlatego, kiedy zdecydowała się pójść na psychologię, sam nie wiedział, co o tym myśleć. Jej rodzice byli znani z tego, że są bardzo wymagający. Lokalna społeczność ich uwielbiała, ale Jasper i Christine raczej nie miały z nimi łatwo, bo musiały przestrzegać wielu zasad i meldować się w domu o określonej porze.
Być może to właśnie dlatego dwudziestotrzyletnia Christine była taka nieokrzesana.
Zebrani szybko zapomnieli o spektakularnym wejściu ich małej księżniczki, bo byli zbyt zajęci świętowaniem i składaniem gratulacji jej starszej siostrze. Arthur wyłączył kamerę.
Jasper wróciła.
Spojrzała na niego przez krótką ulotną chwilę, a potem odwróciła wzrok. Zdążył się już do tego przyzwyczaić. Nigdy nie poświęcała mu za dużo uwagi. W szkole była znacznie bardziej lubiana i nie miała powodu, żeby się z nim przyjaźnić. Poza tym pewnie zbyt wiele razy na nią naskoczył, a ona wolała pozostać wierna swoim okropnym znajomym.
Tak czy siak, wyróżniała się na tle Lake Pristine. W końcu nikt oprócz niej nigdy nie opuścił tego malowniczego miasteczka na tak długo.
Arthur ponownie włączył kamerę i skierował obiektyw w stronę swojego starszego brata.
- To... - zaczął szorstko, a z ust poleciała mu para, odznaczająca się w mroźnym powietrzu. - Co myślisz o naszym mieście? Czego w nim nie lubisz? Wal prosto z mostu, bo kręcimy dokument.
Akt pierwszy, scena trzeciaDom nad jeziorem
Jasper czuła się nieswojo, stojąc na skraju rynku i przyglądając się Christine i Kevinowi, których otoczyli rozemocjonowani mieszkańcy Lake Pristine, pragnący pogratulować im zaręczyn. Wśród nich byli oczywiście jej rodzice.
Chciała wreszcie szczerze z nimi porozmawiać, z Christine też, bo nie robiła tego od miesięcy. Minął ponad rok, odkąd wyjechała do koledżu i zaczęła okłamywać ich przez telefon. Marzyła o tym, by uczcić z nimi decyzję, którą niedawno podjęła. Rzuciła studia. Korciło ją, żeby pobiec do nich przez środek rynku i o wszystkim im opowiedzieć. Ukrywanie prawdy było jak trucizna, której za wszelką cenę chciała się pozbyć.
Christine i rodzice wyglądali jak kompletna rodzina nawet bez Jasper. Zawsze tak było.
- Jasper!
Urocza starsza pani, jedna z wolontariuszek pracujących w miejscowej gazecie, cmoknęła ją głośno w lewy policzek.
- Jak miło panią widzieć! - Jasper przywitała się ciepło.
- Och, stęskniliśmy się za tobą - westchnęła pani Calloway. - Proszę, powiedz, że niedługo skończysz studia. Nie widziałam cię już dobre dwa lata!
- To było tylko półtora roku - poprawiła ją uprzejmie Jasper.
- Ale gdy otrzymasz dyplom, wrócisz tutaj na stałe, prawda? Tak słyszałam od twoich rodziców - dodała stanowczo pani Calloway, tak jakby całe miasto już dawno zdecydowało za Jasper.
I w pewnym sensie tak było. Wszyscy, którzy wyjeżdżali na studia z Lake Pristine, zawsze po ich ukończeniu wracali. Zdobywali dyplom, przyjeżdżali do domu i zaczynali pracę u swoich rodziców albo u ich znajomych. Brali ślub, zakładali rodziny, a po przejściu na emeryturę pracowali wolontaryjnie w gazecie albo w radzie miasta. Taka była kolej rzeczy.
Christine wkroczyła już na tę ścieżkę i wszyscy liczyli, że Jasper pójdzie w jej ślady.
- Oczywiście, że wrócisz - odpowiedziała sobie sama pani Calloway, widząc, że Jasper zamilkła.
Dziewczyna wsunęła rękę do kieszeni dżinsów i wyczuła pod palcami mały, ale ważny skrawek papieru, który tam ukryła. Od razu zrobiło jej się trochę lżej.
- Dobrze być w domu - rzuciła na odchodne.
Spojrzała na swój samochód i przeklęła w duchu własną niezdarność. Potrzebowała siedmiu podejść, żeby zdobyć upragnione prawko, ale od czasu zdania egzaminu nie miała żadnej stłuczki ani wypadku. Aż do teraz.
Podeszła do swojego jeepa i odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że nie ma żadnych poważnych uszkodzeń. Najbardziej ucierpiała jej duma. Wiedziała, że ludzie będą jeszcze długo o tym gadać.
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy?
Zdziwiła się, słysząc głos taty. Wyjrzała zza jeepa i popatrzyła na niego z zakłopotaniem.
- Przepraszam, że odciągnęłam uwagę od Christine.
Objął ją i poprowadził w stronę tłumu.
- Nie przepraszaj. Kiedyś wszyscy będziemy się z tego śmiać.
- Kiedyś - odparła z przekąsem. Nie wierzyła, że jej siostra kiedykolwiek dostrzeże komizm tej sytuacji, ale zachowała to dla siebie.
- Tak, gdy upłynie już dużo, dużo czasu.
Najwyraźniej tata czytał jej w myślach.
Jasper wygięła usta w podkówkę.
- Dlaczego nie powiedzieliście mi o zaręczynach? Gdybym wiedziała, przyjechałabym wcześniej.
- Och, nie przejmuj się. Poza tym to nie tak, że były zaplanowane.
- Ta, jasne - prychnęła Jasper.
- Wyprawiamy dla ciebie dzisiaj wieczorem przyjęcie powitalne w domu. Czeka cię pewnie parę pogawędek, więc może już tam pójdź, żeby nabrać sił i przygotować się psychicznie.
Jasper ścisnęło w sercu, gdy usłyszała o imprezie na jej cześć. Gdy była dzieckiem, rodzice ciągle organizowali jakieś przyjęcia, ale nigdy dla niej.
Posłuchała rady taty i poszła prosto do domu, żeby rozpakować swoje bagaże. Dobry humor nie opuszczał Jasper, tym bardziej że okazało się, iż jej pokój pozostał nietknięty. Oldschoolowe plakaty filmowe zdobiły ściany, a na toaletce nadal leżał puszek pokryty odrobiną pudru. Łóżko było równiutko zaścielone, więc rzuciła się na nie, by na chwilę zapomnieć o swoich tajemnicach. O koledżu, o zajęciach z piekła rodem i o natrętnych uczelnianych psychologach. Naprawdę cieszyłaby się z powrotu do domu, gdyby tylko mogła udawać, że żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła.
Zauważyła przy drzwiach stertę nieprzeczytanych numerów "Przeglądu Architektonicznego", które bez wątpienia zostawił tam jej tata. Poczuła ucisk w klatce piersiowej. Projektowanie. Kreatywność. Przepiękne wnętrza, które pozwalały dać upust artystycznym fantazjom. To wszystko wydawało się tak bardzo odległe od Lake Pristine, od jej kierunku studiów i od oczekiwań rodziny.
Kiedy usłyszała stłumione głosy, dźwięk ściąganych butów i trzask drzwi, wyszła niechętnie ze swojego pokoju i ruszyła po schodach na dół. Czekała tam na nią cała rodzina.
- Zajebiste wejście - rzuciła ostro Christine, nie kryjąc typowego dla siebie niezadowolenia, gdy nie miała już widowni.
- Christine! - powiedziała karcącym tonem Andrea do starszej córki, choć jej gniewne spojrzenie zatrzymało się na młodszej. - Nie wyrażaj się.
- Nie planowałam rozbić samochodu podczas twoich wielkich zaręczyn - odpowiedziała oschle Jasper. Jej głos był szorstki jak papier ścierny. - Wybacz.
- Widzę, że wcale nie jest jej przykro! - zaczęła jęczeć Christine, ale przerwał jej tata.
- Za około godzinę zejdzie się tutaj całe miasto - powiedział entuzjastycznie. - Musimy przygotować przekąski, drużyno! No, chyba że wolicie, żebym podał gościom moje słynne serowe rzeźby.
- Wystarczy, że my musimy się nimi raczyć - zripostowała Andrea. Ściągnęła płaszcz i zostawiła go w przedpokoju, razem z echem niedoszłej kłótni.
Christine i Jasper zostały same przy drzwiach wejściowych.
- Gratulacje z okazji zaręczyn - wyszeptała młodsza siostra.
Grymas Christine powoli złagodniał i przekształcił się w delikatny uśmiech wdzięczności.
- Dzięki.
Zapadła między nimi niezręczna cisza.
- Naprawdę bardzo się cieszę twoim szczęściem - dodała Jasper.
Christine wyczuła szczerą radość w głosie młodszej siostry, uśmiechnęła się łagodnie i wymamrotała kolejne "dziękuję".
- Wiesz, że czasami mnie ponosi - przyznała. - A w najbliższym czasie może być jeszcze gorzej.
- Jasna sprawa - odparła ze zrozumieniem Jasper. - Ślub wiąże się z ogromnym stresem, więc to nic dziwnego.
- Mogę być wredniejsza, niżbym chciała.
- Wiem.
- I mogę powiedzieć coś, czego tak naprawdę nie miałam na myśli.
Jasper wzruszyła ramionami i znowu się uśmiechnęła.
- Nikt nie rozumie tego lepiej niż ja.
- Dzisiaj rano zagroziłam Kevinowi, że naślę na niego policję, bo zwrócił mi uwagę, żebym nie wsadzała noża, którym smarowałam tosty, z powrotem do masła - wyznała Christine, a po jej minie widać było, że sama nie mogła uwierzyć w swoje zachowanie.
Jasper znała temperament Christine. Kiedy zjadał ją stres albo czuła się zapędzona w kozi róg, nie była jak doktor Jekyll, tylko jak mister Hyde. Miała napady gniewu i nie mogła zapanować nad emocjami, o czym zdawała się potem zapominać. Była ulubienicą mamy, ale mimo wszystko spoczywał na niej ciężar, który dźwiga każda najstarsza córka.
- Nie martw się, Kevin na pewno już się nie gniewa - uspokoiła ją Jasper. - Tym bardziej że zapytał, czy za niego wyjdziesz.
- Strasznie się tym jaram, ale... trochę mnie to przytłacza.
- Chris - powiedziała łagodnie, jakby Christine była dziką klaczą, którą trzeba uspokoić - wszystko będzie dobrze. W czasie planowania ślubu mogą ponosić cię emocje, możesz nie być sobą. Łapię to.
Jej starsza siostra przytaknęła, wydawałoby się zadowolona. Choć Christine mówiła z pewnością siebie, Jasper wyczuwała w jej głosie bezsilność.
- Pokażesz mi pierścionek? - zapytała radośnie, żeby zmienić temat. Próbowała wyglądać na jak najbardziej podekscytowaną.
Jasper była w spektrum, przez co jej mimikę i zachowanie często źle odczytywano. Jej nieśmiałość inni postrzegali jako niedostępność; kiedy śniła na jawie, myśleli, że ich ocenia, a kiedy z czegoś się cieszyła albo była podekscytowana, ludzie interpretowali to zupełnie inaczej.
Przerysowany wyraz twarzy i żarliwy ton głosu wydawały się Jasper sztuczne i karykaturalne, ale najwyraźniej tego od niej oczekiwano.
- Musiałam go przerobić i dopasować - odpowiedziała Christine, próbując ukryć irytację.
- To dobrze. Nie ma nic gorszego niż... niedopasowanie.
Christine prychnęła, przyjrzała się uważnie siostrze i odpowiedziała tylko:
- Mhm.
I na tym skończyła się ich rozmowa. A potem zaczęli się schodzić goście.
- Arthur, patrz!
Grace wskazała przed siebie, na posesję rodziny Montgomery, gdzie ustawiła się kolejka gości zaproszonych na imprezę. Kiedy ona i Arthur wspięli się żwirową ścieżką do domu nad jeziorem, zrozumieli, że to nie będzie kameralne spotkanie.
Nikt z Montgomerych nigdy wcześniej nie zaprosił ich na przyjęcie, więc Grace była podekscytowana i z trudem mogła się opanować. Ich rodzice byli częstymi gośćmi w domu nad jeziorem, ale dla Arthura i Grace był to przełomowy moment.
- Jak wyglądam? - wyszeptała Grace.
Arthur spojrzał na siostrę. Miała trzynaście lat i nie uśmiechała się na zdjęciach, bo wstydziła się aparatu na zębach. Obsesyjnie ukrywała pod makijażem maleńkie znamię na podbródku i skakała z jednego serwisu społecznościowego na drugi, by na każdym pokazać się w innym wydaniu. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że wszystkie jej wersje składały się na jedną z najwspanialszych osób, jakie Arthur znał.
- Będziesz najładniejszą osobą na tej imprezie - powiedział, próbując dodać jej pewności siebie.
- Zaraz po Jasper... - odpowiedziała rozmarzonym głosem.
Arthur spuścił wzrok i zamilkł.
Kiedy byli już tuż przy wejściu, zauważył Christine witającą gości wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Rebeccą i jej młodszą siostrą Saffron. Pamiętał, że Saffron była z tego samego rocznika, co on, ale nie kojarzył jej za dobrze ze szkoły. Czasami widywał ją na mieście. Kumplowała się z Odette, najlepszą przyjaciółką Jasper z dzieciństwa, i z jej okropnym chłopakiem, Craigiem.
- O... - Uśmiech Christine nieco przygasł. - Cześć.
- Cześć - odpowiedział Arthur i rzucił okiem do środka, gdzie roiło się już od gości. - Dziękujemy za zaproszenie.
- Mój tata was zaprosił, nie ja - sprostowała Christine i uniosła wzrok w poszukiwaniu ciekawszego towarzysza do rozmowy.
- Hej, Arthur! - zawołała nagle Saffron. Rozpromieniła się na jego widok i podeszła bliżej, niżby chciał.
Skinął głową na powitanie i delikatnie pokierował Grace naprzód, by weszli już na przyjęcie.
- Chyba wpadłeś jej w oko, Art - stwierdziła Grace, kiedy znaleźli się wystarczająco daleko od drzwi wejściowych.
- Tak, nawet ja się zorientowałem - przyznał po cichu, po czym szturchnął ją psotnie w plecy, na co wybuchła śmiechem.
Rozejrzał się po przestronnym salonie. Lakierowany parkiet, drogie lampy, a na samym końcu wielkie okna i szklane drzwi przesuwne z widokiem na ogromne jezioro.
Przeniósł wzrok na ściany i wtedy coś zobaczył.
Jej zdjęcie.
Większość profesjonalnych czarno-białych fotografii wiszących w salonie przedstawiała Christine, ale była też jedna fotografia Jasper. Robiła ukłon po jednym ze swoich występów baletowych. Stała w sposób, który z jednej strony wydawał się bardzo niewygodny, a z drugiej zadziwiająco naturalny. Spuściła wzrok i przyjmowała oklaski. Miała wyjątkowo poważną minę.
- To z jej ostatniego Jeziora łabędziego.
Arthur obrócił się gwałtownie i zobaczył Odette, która wskazywała palcem zdjęcie Jasper.
- Aha - wydusił z siebie, nie wiedząc do końca, co powiedzieć. - Fajnie. Właśnie myślałem o tym, że ta pozycja musiała być strasznie niewygodna.
Odette należała do tej samej grupki popularnych dzieciaków w szkole, co Jasper. Tak jak ona przyjaźniła się z większością uczniów, ale w przeciwieństwie do niej miała mroczną stronę. Przez kilka lat umawiała się z Craigiem, który dokuczał Marcusowi jak mało kto.
- Taki urok baletu - zaśmiała się Odette, po czym zwróciła się do Grace. - Hej, mała, od dawna nie widziałam cię w sklepie.
Rodzina Odette prowadziła Lamówkę, sklepik z ubraniami w stylu vintage.
Grace wyszczerzyła zęby w uśmiechu i odwróciła wzrok zawstydzona.
- Bo oszczędzam...
Arthur nie wiedział zbyt wiele o relacjach Odette i Jasper, ale wiedział, że Odette mimo swojego imienia nie została baletnicą. Jej mama bardzo chciała, żeby dołączyła do grupy tanecznej Andrei Montgomery, ale sześciolatka stanowczo zaprotestowała. Arthur od zawsze ją lubił, mimo jej ciętego języka.
Przyzwyczaił się do tego, że Odette i Jasper były nierozłączne. Chodziły ze sobą po mieście pod ramię, śmiejąc się w głos. Otworzyły pierwsze w historii liceum kółko LGBTQIA+, na którym rozmawiały między innymi o widoczności osób biseksualnych. Jednym z ich największych osiągnięć było namówienie władz szkoły do zrezygnowania z seksistowskiej akcji charytatywnej, której głównym punktem miała być budka do całowania.
Arthur zastanawiał się, czy ich przyjaźń przetrwała mimo wyjazdu Jasper.
Impreza rozkręcała się w najlepsze. Arthur jednym okiem pilnował swojej młodszej siostry, a drugim dyskretnie szukał kogoś innego. Christine i Kevin właśnie szykowali się do przemowy, ale po niej nadal nie było ani śladu.
Christine zastukała małym złotym widelczykiem w lampkę szampana. Wszystkie rozmowy niemal natychmiast ucichły.
- Dziękujemy za przybycie! - powiedziała z uniesieniem w głosie, przeczesując pokój wzrokiem. - Dziękujemy również wszystkim, którzy dzielili z nami tę wyjątkową chwilę dziś po południu. I przepraszamy za istne wejście smoka w wykonaniu mojej młodszej siostry.
Przez pokój przetoczyła się fala śmiechu.
Arthur skrzyżował ramiona i spojrzał spode łba na osoby, które ten żart rozbawił trochę za bardzo.
- Czegoś nie czaję - wymruczała Odette. - Czy to nie miała być impreza powitalna Jasper?
Arthur westchnął.
- Teraz to już najwyraźniej kolejna impreza na cześć Christine.
- Niezmiernie się cieszymy na nasz ślub, tym bardziej że zaprosimy na niego wszystkich naszych nowych i starych przyjaciół - kontynuowała świeżo upieczona narzeczona.
- Gada, jakby była polityczką - szepnęła Odette.
Trudno było się z tym nie zgodzić. Bo prawda była taka, że w pewnym sensie Christine i Jasper Montgomery od zawsze były nieoficjalnymi przedstawicielkami Lake Pristine.
- Słuchajcie, jeżeli będziecie mieli już dość tragicznej playlisty Christine, to wpadnijcie do pokoju Jasper. Część najfajniejszej ekipy już tam siedzi - zaproponowała Odette Arthurowi i Grace.
Chłopak spojrzał na Saffron, która ciągle mu się przyglądała, więc rzucił pospiesznie:
- Nie musisz mówić dwa razy.
- W takim razie za mną. - Odette ruszyła dziarskim krokiem i zaprosiła ich gestem na górę.
Zaprowadziła ich do sypialni na piętrze, która była niemal tak duża jak foyer rodzinnego kina Lancasterów. Pierwsze, co rzuciło im się w oczy, to duże łóżko z baldachimem i półki zastawione książkami w kolorowych oprawach. Część piętrzyła się w stosikach w różnych miejscach na podłodze. Były tam też rozmaite czasopisma. Tuż przy wejściu stała toaletka ze starym, zmatowiałym lustrem, pełna buteleczek perfum i kosmetyków na blacie. Wszędzie walały się ubrania, a w koszu na śmieci leżały chusteczki ze śladami po szmince.
Mimo że nie było tu Jasper, to dało się wyczuć jej obecność.
Odette i Grace wskoczyły na łóżko. Młodsza siostra Arthura zapiszczała z radości, gdy zorientowała się, jakie jest ogromne. Poczuł ukłucie w sercu. Miał poczucie winy, że nie może zapewnić Grace takiego pokoju. Lancasterowie byli jedną z rodzin, które najkrócej mieszkały w Lake Pristine. Arthur nie mógł wybaczyć starym mieszkańcom szeptów i spojrzeń, którymi częstowali jego i Henry'ego, zanim urodziła się Grace i zanim ich tata został zaakceptowany przez tutejszą społeczność.
Na ścianach pokoju wisiało jeszcze więcej zdjęć Jasper i jej koleżanek, wykonanych za kulisami. Żadne z nich nie było pozowane, ale na wszystkich dziewczyny uśmiechały się od ucha do ucha.
- A gdzie reszta tej najfajniejszej ekipy? - zapytał Arthur. Przez chwilę martwił się, że Ross, Adam i Craig, ci okropni koledzy Jasper, wyłonią się zaraz z przylegającej do sypialni łazienki.
- Tutaj! - zawołała Odette, schyliła się i wsadziła ręce pod łóżko. Kiedy się wyprostowała, trzymała na rękach kota brytyjskiego niebieskiego.
- Co za słodziak! - pisnęła Grace.
- To Kumpel - wyjaśniła Odette i pocałowała kota w czoło, na co ten zamrugał leniwie.
Po chwili ułożyła go w ramionach Grace.
- Co robiłeś na rynku z kamerą? - zapytała Odette.
- Kręci film dokumentalny o Lake Pristine - wyręczyła Arthura młodsza siostra.
- Serio? - zdziwiła się Odette.
- Tak, coś w tym stylu - dodał Arthur.
- Mogę w nim wystąpić?
- Wszyscy w nim wystąpią - zapewniła ją Grace, głaszcząc Kumpla, który teraz głośno mruczał. - Całe miasto!
- Chciałbym uchwycić prawdziwy obraz rodziny Montgomery.
- Art - upomniała go delikatnie młodsza siostra.
Rodzeństwo Lancasterów często rozmawiało o Montgomerych. Narzekali na zachowanie Christine, a potem Grace zwykle rozpływała się nad Jasper i nad tym, jak spokojna i łagodna jest w porównaniu ze swoją starszą siostrą. Rodzeństwo Arthura uważało, że wybryki Christine bywają zabawne, ale on nie podzielał ich zdania.
- Mówię serio - powiedział i włożył ręce do kieszeni.
Zawsze czuł się niezdarnie przez swój wzrost i za wszelką cenę starał się na nic nie wpaść. Ponownie zerknął na jedno ze zdjęć Jasper i zmrużył oczy. Coś mu podpowiadało, że za tym słodkim, uprzejmym uśmiechem kryje się coś więcej. Czuł, że choć Jasper robi wszystko dla rodziny i sąsiadów, to skrywa jakąś tajemnicę. Frustrowało go, że bez przerwy chowa się za maską powściągliwości. Chciał choć raz zobaczyć, jaka jest naprawdę, kiedy nie musi spełniać oczekiwań innych.
- Lubię tatę Jasper, i to bardzo - dodał. - Zawsze był miły dla mojego taty. Ale pani Montgomery i Christine zachowują się tak, jakby to miasto należało do nich. Pewnie uważają, że powinniśmy być im wdzięczni, że możemy tu w ogóle mieszkać. Założę się, że przez ten ślub staną się jeszcze gorsze!
- Ludzie uwielbiają śluby - zauważyła Odette. - Może i Christine potrafi być koszmarna, ale Kevin jest miły za nich dwoje.
Arthur przypomniał sobie, jak Christine wielokrotnie zbywała Grace.
I jak jej matka ignorowała jego mamę podczas różnych wydarzeń publicznych.
A Jasper...
Jego myśli uciekły ku Jasper przechadzającej się po szkolnych korytarzach, podczas gdy inni patrzyli na nią z uwielbieniem.
A Marcus? Marcus został wykluczony przez mieszkańców Lake Pristine z powodu kilku błahych błędów młodości, a afery Christine zamiatano pod dywan i usprawiedliwiano.
- Czemu robią z tego takie wielkie halo? Publiczne zaręczyny? Ślub w sylwestra, na którym ma się stawić całe miasto? - Arthur zaśmiał się pogardliwie. - Christine zawsze musi być w centrum uwagi i najwyraźniej nikomu nie przeszkadza, że zachowuje się okropnie wobec wszystkich, których uzna za niegodnych jej uwagi. Czyli wobec większości ludzi. Nie potrafi być miła dla innych, jeśli nie ma w tym interesu. Jak myślisz, przywitała się dzisiaj z Grace? Oczywiście, że nie, a przecież moja siostra chodzi na zajęcia w szkole baletowej, którą Christine pomaga prowadzić swojej matce. Grace była nawet na wszystkich przedstawieniach, w których występowała Christine. Od lat ją podziwia, a ona nawet na nią nie spojrzy.
- To prawda - odparła Odette i pokrzepiająco pogładziła Grace po ramieniu. - Potrafi być wredna.
Arthur dalej się przyglądał pięknym zdjęciom na ścianach i wzbierały w nim emocje, których nie potrafił do końca zidentyfikować.
- Nie rozumiem, dlaczego mamy udawać, że jej zachowanie jest w porządku. Za co mamy być jej wdzięczni? Jest humorzastą nudziarą, a to, że jej rodzina jest bogata, niczego nie zmienia. Mam nadzieję, że nasz film pokaże, jaki Christine sieje postrach w mieście. Nie obchodzi mnie nawet, czy wygramy i zgarniemy kasę. Chcę tylko, żeby prawda wyszła na jaw. Christine Montgomery, podobnie jak jej młodsza siostra, to rozpuszczona bogaczka i wcale nie taka ciekawa osoba, na jaką się kreuje.
Jeszcze zanim dokończył ostatnie zdanie, poczuł jej perfumy. Wszędzie poznałby tę nutkę pomarańczy.
Jasper stała w drzwiach swojego pokoju, w jednej dłoni trzymając wiaderko z lodem i butelką różowej lemoniady, a w drugiej kilka podłużnych kieliszków. Wpatrywała się w Arthura, jej zielone oczy przeszywały jego piwne. Od dawna nie stali tak blisko siebie. Weszła na górę bezszelestnie. Stąpała delikatnie, jak na baletnicę przystało, a do tego korytarz na piętrze był wyłożony dywanem.
Arthur wciągnął głośno powietrze.
- Cześć, Księżniczko.
Spojrzała na niego, mrużąc oczy.
- Cześć, Gburku.
W przeszłości przezywali się tak podczas kłótni za kulisami. On denerwował się, że wchodziła mu w drogę, gdy pomagał kierownikowi planu, a ona się piekliła, że był opryskliwy. Z kolei na zajęciach z angielskiego sprzeczali się o interpretacje tekstów literackich. Kiedyś, gdy Jasper próbowała przerwać bójkę Arthura z jej kolegą, naskoczył na nią i nazwał ją Księżniczką, czego od razu pożałował. Nadal pamiętał zaskoczenie i smutek na jej twarzy. Zranił ją i od tamtej pory ich relacje już nigdy nie były dobre.
Jasper weszła do pokoju i minęła go bez słowa. Postawiła wiaderko i szkło na małym stołku obok toaletki.
- Proszę - powiedziała i uśmiechnęła się do Grace i Odette, ale usta jej drżały. - Pomyślałam, że może wam się chcieć pić.
Gdy tylko Kumpel zobaczył swoją opiekunkę, zamiauczał i wyswobodził się z rąk Grace. Futrzany przyjaciel Jasper w mgnieniu oka otarł się o jej dłoń.
- Jak zwykle jesteś nie w sosie - rzuciła, patrząc na Arthura z drugiego końca pokoju. - Gratulacje, impreza ledwo się zaczęła, a ty już próbujesz ją zepsuć. Mogłeś chociaż poczekać na końcówkę i sprzątanie.
- Podobno to miało być przyjęcie powitalne dla ciebie, ale wcale tak nie wygląda - odciął się Arthur i ściągnął gniewnie brwi. - Wszystko kręci się wokół Christine, jak zawsze. A ty jak zwykle nie zamierzasz nic z tym zrobić.
- Sugerujesz, że daję sobą pomiatać?
- Nie, ja...
- Rany, dajcie spokój! - jęknęła Odette i wymieniła spojrzenia z Grace. - Nie jesteśmy w szkole. Zapomnijcie o waszych spinach.
- Nie mamy żadnej spiny - odpowiedziała Jasper, nie odrywając wzroku od Arthura. - Po prostu poddałam się i już nie zamierzam być dla niego miła. To syzyfowa praca.
- Mitologia grecka, nieźle, a myślałem, że wyjechałaś studiować psychologię w tym swoim fikuśnym koledżu - odgryzł się Arthur.
- Przestańcie! - zarządziła Odette, z trudem powstrzymując się od śmiechu, ale Jasper zignorowała tę marną próbę pogodzenia jej z Arthurem.
- Myślisz, że miałam lepszy wybór, Lancaster? Może powinnam była zostać tu na zawsze?
- Twoja siostra tak zrobiła i ewidentnie jej to pasuje. Widocznie pasuje to wszystkim innym w mieście, więc czemu nie tobie?
- Przecież Jasper nigdzie się nie wybiera - wtrąciła Odette i chwyciła przyjaciółkę za dłoń. - Skończy studia i do nas wróci.
Arthur uniósł brew i ponownie spojrzał na najmłodszą córkę Montgomerych.
- Czyżby, Księżniczko?
Mało brakowało, a Jasper wyjawiłaby prawdę. Jeszcze chwila, a wyrzuciłaby ją z siebie jak kolejną ciętą ripostę. Nie zamierzała wracać do koledżu, za który płacili jej rodzice. To im zależało na tych studiach bardziej niż jej. Mierziło ją na myśl o konwersatoriach, wykładach i wszystkich samotnych chwilach spędzonych w wielkim mieście. Jednak to nie było jej największe zmartwienie.
Planowała rzucić studia i zacząć nowe życie. Obmyśliła już nawet, jak pożegnać się z ludźmi w Lake Pristine. Miała mnóstwo rzeczy do zrobienia, sporządziła całą listę zadań, które musiała odhaczyć, zanim jej rodzinna miejscowość stanie się małym malowniczym obrazkiem w lusterku wstecznym jej jeepa.
- Co jest z nimi nie tak? - wyszeptała Grace do Odette, która znowu się zaśmiała.
- Zawsze tacy byli - odparła Odette. - Nie obraźcie się, proszę, ale mam wrażenie, że Arthur nigdy nie przepadał za mną i za Jasper.
Arthur się najeżył.
- Wcale że nie.
- Daj spokój, Art - dodała żartobliwie, ale też z nutką wyrzutu w głosie. - Nie lubiłeś nas. Nie podobało ci się nasze zachowanie w szkole ani nasi znajomi. W porządku, nikt cię nie obwinia. Było, minęło, ale odpuść już Jasper.
- Oj, nie musisz go o nic prosić w moim imieniu, kochana - powiedziała dumnie Jasper. - A tak właściwie dlaczego tu przyszedłeś? - zwróciła się teraz do Arthura. - Skoro Christine jest według ciebie takim potworem, a ja popychadłem, to nie musisz się męczyć i znosić naszego towarzystwa. Rozpuszczone bogate dziewczyny poradzą sobie bez ciebie. Możesz już przestać się nad nami pastwić.
- Nie to miałem na myśli i dobrze o tym wiesz.
- Nie wiem. Nic o tobie nie wiem i nie chcę wiedzieć - wyrzuciła z siebie Jasper, a jej słowa zawisły między nimi.
Grace zrobiła wielkie oczy, a Odette wciągnęła głośno powietrze. Kumpel mruknął z niezadowoleniem, bo nie podobały mu się podniesione głosy.
- Jasper... - powiedział ze ściśniętym gardłem. - Przepraszam, naprawdę nie chciałem...
- Słuchaj, pewnie mógł to powiedzieć delikatniej, ale to nie tak, że w ogóle nie ma racji - oznajmiła nieśmiało Odette, drapiąc Kumpla po boku i uśmiechając się do przyjaciółki. - Christine jest...
- Moją siostrą - dokończyła za nią po cichu Jasper. - Rodziną.
Zapadła cisza, która była nie do zniesienia, ale Kumpel przerwał ją w porę żałosnym miauknięciem. Grace i Odette wybuchły śmiechem, a Jasper prawie się uśmiechnęła.
- Fajnie, że wróciłaś - zaczęła Odette, a Jasper niechętnie podała Arthurowi kieliszek lemoniady, położyła się na łóżku i zamknęła oczy. - Wiesz... przepraszam, że nie pojechałam cię odwiedzić. Miałam dużo pracy w sklepie i...
- Nie przepraszaj, nic się nie stało. - Ton Jasper był łagodny i wyglądało na to, że rzeczywiście tak myślała.
- Naprawdę się cieszę, że wróciłaś - powtórzyła Odette.
- Ja też się cieszę - odparła Jasper. Otworzyła oczy i spojrzała na Odette. Przyglądały się sobie przez dłuższą chwilę.
Arthur rozumiał, że mają sobie dużo do powiedzenia po półtorarocznej rozłące, ale żadna z nich nie jest jeszcze gotowa na rozmowę. Nagle poczuł, że on i Grace są piątym kołem u wozu.
Czarna sukienka koktajlowa Jasper musiała się wydać Kumplowi bardzo wygodna, bo wgramolił się na brzuch swojej opiekunki i od razu zwinął się w kłębek. Położyła delikatne dłonie na jego sierści. Arthur dopiero teraz zauważył, że jej rajstopy były pokryte małymi srebrnymi kryształkami, a paznokcie miała pomalowane w tęczę.
- Hej, ty! - Jasper zawołała do Grace. - Będziesz brała udział w castingu do Dziadka do orzechów?
Młodsza siostra Arthura zrobiła się niemal tak czerwona jak szminka Jasper.
- Jeszcze nie wiem.
- Oj, koniecznie. Będę pomagała mamie zorganizować to przedstawienie i chciałabym, żeby Klarę dla odmiany zagrał ktoś charyzmatyczny.
Grace rozpromieniła się na te słowa, a Arthur poczuł ciepło na sercu.
- Przecież ty byłaś świetną Klarą - odpowiedziała nieśmiało. - Wszyscy tak uważają.
- Bez przesady. - Jasper westchnęła i przymknęła oczy. - Miałam kiepską technikę.