Niekochalni. Lęk przed bliskością - Andrzej Gryżewski, Sylwia Sitkowska

-
Proszę czekać

WSTĘP

 

Andrzej: Od kilku lat roz­ma­wiamy ze sobą -spo­ty­ka­jąc się zarówno pry­wat­nie, jak i na prze­róż­nych super­wi­zjach,kon­fe­ren­cjach, kon­gre­sach - o tym, jak zmie­niają się rela­cje spo­łeczne.W ostat­nim cza­sie wiele naszych roz­mów doty­czyło lęku przed bli­sko­ścią.Tego, że coraz wię­cej ludzi ma lęk przed bli­sko­ścią, więc wybie­rająpozorne formy kon­tak­tów spo­łecz­nych i rela­cji emo­cjo­nalno-sek­su­al­nych.

Syl­wia: Bli­skość jest jed­nym z naj­waż­niej­szych ele­men­tów rela­cji. Nie tylko związku roman­tycz­nego.Bli­skość z przy­ja­ciółmi, dziećmi, rodziną... Bada­nia naukow­ców z Harvardu(https://www.adult­de­ve­lop­ment­study.org/gran­tand­glu­eck­study)poka­zują, że o ten wła­śnie ele­ment rela­cji warto dbać naj­bar­dziej, gdyżjest jed­nym z naj­waż­niej­szych skład­ni­ków poczu­cia szczę­ścia w życiu.Namięt­ność prze­mija naj­szyb­ciej, ale gdy pomię­dzy ludźmi jest bli­skość,zwią­zek może na­dal dawać bar­dzo dużo satys­fak­cji. Gdy zatra­cimybli­skość, zwią­zek staje się pusty. Dekla­ru­jemy, że bli­skość jest ważna,ale mamy wokół mnó­stwo dys­trak­to­rów, rze­czy, które odcią­gają nas odbez­po­śred­niego kon­taktu z dru­gim czło­wie­kiem. Jakże czę­sto z przy­ja­ciółmi, zna­jo­mymi, rodziną, uko­cha­nym kon­taktujemy się za pomocąmediów elek­tro­nicz­nych.

Andrzej: Nawet psy­cho­te­ra­pia prze­nosi się dointer­netu, co zmie­nia cza­sami jej prze­bieg. Kiedy pacjent dotykaobszaru, który jest dla niego nie­kom­for­towy, udaje, że na przy­kładprzy­szedł kurier, i koń­czy sesję. Albo wyłą­cza komu­ni­ka­tor i tłu­ma­czypóź­niej, że padł inter­net. Dla­czego? Czuje, że za bar­dzo zbli­żył się dopsy­cho­te­ra­peuty, że za dużo powie­dział, odczuwa lęk, boi się, żezosta­nie to wyko­rzy­stane prze­ciwko niemu, wsty­dzi się, że się otwo­rzył.

Syl­wia: Uwa­żam, że pomoc poprzez kanałyinter­ne­towe powoli staje się normą i nie ma sensu przed tym ucie­kać.Sta­jemy się coraz wygod­niejsi, ist­nieje też duża grupa pacjen­tów, którama utrud­niony dostęp do bez­po­śred­niej pomocy psy­cho­lo­gicz­nej, więcmoż­li­wość uczest­ni­cze­nia w sesji czy w warsz­ta­tach inter­ne­to­wych jestdla tych osób zba­wienna. Sama aktu­al­nie pra­cuję nad kur­sem online,skie­ro­wa­nym do osób, które chcia­łyby odno­wić lub utrzy­mać bli­skość w swo­ich związ­kach. Kiedy książka ukaże się na rynku, kurs będzie jużdostępny. Chcia­ła­bym w nim prze­ka­zać mię­dzy innymi to, że zależ­ność i sepa­ra­cja są natu­ral­nymi ele­men­tami każ­dej rela­cji - ważne jest, abymieć tego świa­do­mość i umieć sobie pora­dzić z wyni­ka­jącą z tegofru­stra­cją. Z jed­nej strony zla­nie się z part­ne­rem nie jest zdrowe, z dru­giej - cza­sami można odsu­nąć się tak daleko, że powrotu już nie ma.Cienka linia pomię­dzy: jeste­śmy razem, ale nie jeste­śmy jed­no­ścią.

Andrzej: Zobacz, ile fil­mów i serialidoty­czy prób budo­wa­nia rela­cji. Pacjenci czę­sto opo­wia­dają, żenie­sa­mo­wi­cie poru­szył ich serial The Affair. To histo­ria dwóchmał­żeństw, które funk­cjo­nują w bar­dzo tok­syczny spo­sób, oba­wia­jąc siębli­sko­ści. W jed­nym związku nie ma miej­sca na prze­ży­wa­nie wypa­le­niazawo­do­wego, w dru­gim na prze­ży­wa­nie żałoby po utra­cie dziecka.

Syl­wia: Na razie dotar­łam do trze­ciegoodcinka (śmiech), ale istot­nie, cie­kawa jest kon­cep­cja opo­wia­da­niatego samego zda­rze­nia z róż­nych per­spek­tyw. To poka­zuje, że jedną i tęsamą sytu­ację każda z zaan­ga­żo­wa­nych w nią osób prze­żywa ina­czej.

Andrzej: A Zimna wojna PawłaPaw­li­kow­skiego? Kanwą tego filmu jest lęk przed bli­sko­ścią. Boha­te­ro­wienie mogą się spo­tkać na krę­tych dro­gach życia i kariery zawo­do­wej.Jedyną moż­li­wość, by byli w pełni razem, daje wspólne samo­bój­stwo.Jestem ogrom­nym popu­la­ry­za­to­rem fil­mo­te­ra­pii. Pew­nie dla­tego tak dobrzedoga­du­jemy się zawo­dowo z Kata­rzyną Mil­ler. Dla mnie papier­kiemlak­mu­so­wym tego, co się dzieje w spo­łe­czeń­stwie, są filmy, które dostająnomi­na­cje do Osca­rów. W roku 2020 Oscara dostał film Jokeropo­wia­da­jący o męż­czyź­nie, który chce nawią­zać bli­ski kon­takt z dru­gimczło­wie­kiem, ale któ­rego spo­tyka pasmo przy­krych rela­cji, począw­szy odtok­sycz­nej prze­mo­co­wej matki, poprzez rówie­śni­ków i współ­pra­cow­ni­ków.Zna­mienna jest scena w auto­bu­sie, w któ­rej chce pocie­szyć smutnądziew­czynkę, a zostaje zaata­ko­wany przez jej matkę. W 2019 roku Osca­remnagro­dzono film Green Book, opo­wieść o budo­wa­niu rela­cji mię­dzytwar­dym, pro­stym, bia­łym face­tem a ciem­no­skó­rym, wyra­fi­no­wa­nym,uta­len­to­wa­nym, homo­sek­su­al­nym arty­stą. To swo­ista instruk­cja, co zro­bić,by stwo­rzyć rela­cję i nie bać się bli­sko­ści, cokol­wiek się w niejzadzieje.

Syl­wia: Ładny obraz, pięk­nie uka­zu­jącyrodzącą się bli­skość. Ma jedną rysę, wzmac­nia mit, że prze­ci­wień­stwa sięprzy­cią­gają. Bada­nia wszak poka­zują, że jest odwrot­nie. Łączą naspodo­bień­stwa i lepiej trzy­mać się podo­bieństw w dobie­ra­niu się w paryczy nawet przy­jaź­nie. Czę­sto to, co zachwy­cało, w póź­niej­szym cza­sie,gdy mija etap fascy­na­cji, zaczyna draż­nić. Łatwiej jest budo­wać bli­skośćz ludźmi podob­nymi do nas. Wyobraźmy sobie zwią­zek bała­ga­nia­rza z pedan­tem. W począt­ko­wym eta­pie bała­ga­niarz może podzi­wiać pedanta zaupo­rząd­ko­wa­nie, ład, schlud­ność. Z cza­sem jed­nak sta­nie się to dla niegotrudne, na tle porządku zaczną się rodzić kon­flikty i to, co było kie­dyśgodne podziwu, z cza­sem sta­nie się po pro­stu upier­dli­wo­ścią: "Dla­czegoon się tak cze­pia, prze­cież to tylko jedna bluzka na krze­śle" itp.Podob­nie jest z pedan­tem: bała­ga­niarz może mu się jawić na początku jakokolo­rowy ptak, spon­ta­niczna, pełna ener­gii osoba. Po jakimś cza­siejed­nak zaczną go dener­wo­wać poroz­rzu­cane ubra­nia lub roz­sta­wionewszę­dzie kubki. W takich związ­kach trud­niej jest utrzy­mać bli­skość,cho­ciaż przy dobrej woli i wza­jem­nej akcep­ta­cji nie jest to nie­moż­liwe.

Andrzej: Wśród innych popu­lar­nych fil­mów z ostat­nich lat, które poru­szały temat rela­cji i bli­sko­ści, wyróż­nia sięBohe­mian Rhap­sody, bio­gra­ficzna opo­wieść o Fred­diem Mer­cu­rym. Arty­starewe­la­cyj­nie funk­cjo­no­wał na sce­nie, ale jego życie oso­bi­ste,emo­cjo­nalne i sek­su­alne, było bar­dzo skom­pli­ko­wane i czę­sto­kroć w roz­sypce. Więk­szość naszych czy­tel­ni­ków zapewne oglą­dała Naro­dzinygwiazdy, opo­wieść o słyn­nym pio­sen­ka­rzu, który pogrą­żył się w destruk­cji, gdy oka­zało się, że jego part­nerka zaczyna osią­gać suk­cesy.Dobrze się czuł w związku z nią, gdy on był "wielką gwiazdą", a onafunk­cjo­no­wała w roli maskotki. Zupeł­nie nie potra­fił odna­leźć się z niąw bli­sko­ści.

Syl­wia: Bohe­mian Rhap­sody to opo­wieść o czło­wieku roz­pacz­li­wie poszu­ku­ją­cym bli­sko­ści i akcep­ta­cji. Histo­riajego pocho­dze­nia i doświad­cze­nia z domu rodzin­nego z jed­nej strony dałymu siłę, z dru­giej wytwo­rzyły dużą potrzebę bycia akcep­to­wa­nym. Pró­bo­wałto osią­gnąć przez całe życie. Miał wiel­kie szczę­ście, jego skar­bem byliprzy­ja­ciele, któ­rzy pozwo­lili mu się odda­lić, a póź­niej wró­cić. To, o czym mówi­łam wcze­śniej, sepa­ra­cja i zależ­ność, wystę­pują rów­nież w przy­jaźni.

Naro­dziny gwiazdy to jesz­cze inna bli­skość. Bli­skość zro­dzona z lęku,kom­plek­sów. Próba budo­wa­nia rela­cji na oczach świata, co zazwy­czaj jestdodat­ko­wym utrud­nie­niem.

Andrzej: Wcze­śniej Oscara dostał filmKształt wody. Jest w nim poka­zana próba budo­wa­nia bli­skiej rela­cji z huma­no­idal­nym stwo­rem. Faj­nie uka­zane ABC przy­jaźni.

Przy­po­mnia­łem naj­gło­śniej­sze filmy z ostat­nich lat, bo uwa­żam, że są oneswo­istą żywą kro­niką spo­łeczną. Ale sprzed kino­wego ekranu wrócę domojego gabi­netu tera­peu­tycz­nego. Lęk przed bli­sko­ścią widzę codzien­nie u swo­ich pacjen­tów. Wiele osób nie jest w sta­nie być bli­sko w związku i stwa­rza w swoim życiu sub­sty­tuty rela­cji. Nie­któ­rzy godzi­nami oglą­dająpor­no­gra­fię, inni godzi­nami kore­spon­dują na komu­ni­ka­to­rach z oso­bami,które znają jedy­nie wir­tu­al­nie, a jesz­cze inni sie­dzą na forach lub w ser­wi­sach spo­łecz­no­ścio­wych, mając wra­że­nie, że są z kimś bli­sko.

Pro­blem nie­ko­chal­nych, ludzi oba­wia­ją­cych się bli­sko­ści, roz­rósł się w ostat­nich latach, do czego zna­cząco przy­czy­niły się por­talespo­łecz­no­ściowe i sze­ro­ko­pa­smowy inter­net. Dla­tego pro­po­nuję, Syl­wio,żeby­śmy naszą książkę napi­sali, pochy­la­jąc się nad poszcze­gól­nymiodmia­nami lęku przed bli­sko­ścią, począw­szy od przy­czyn "nie­ko­chal­no­ści",a koń­cząc na spo­so­bach jej zmiany w głę­bo­kie, praw­dziwe,satys­fak­cjo­nu­jące przy­jaź­nie, związki i rela­cje mię­dzy­ludz­kie.

Syl­wia: Bli­skość jest potrzebna. Bli­skośćjest piękna. Bli­skość jest wspa­nia­łym uczu­ciem. Nie jest jed­nak łatwoutrzy­mać ją w dłu­go­ter­mi­no­wym związku. Więk­szość pro­ble­mów moichpacjen­tów spro­wa­dza się do rela­cji. Rela­cji z rodzi­cami, z dziećmi, z przy­ja­ciółmi, part­ne­rami, mężami, żonami. O ile trud­niej odciąć się odrodziny i dzieci (cho­ciaż i to się zda­rza), o tyle zmiana uko­cha­nego lubuko­cha­nej jest mniej­szym pro­ble­mem. Jeste­śmy w sta­nie znieść wiele w związku: zdrady, kłót­nie, ciche dni, jed­nak brak bli­sko­ści to rów­niapochyła dla więk­szo­ści par.

Andrzej: To tyka­jąca bomba z opóź­nio­nymzapło­nem.

Syl­wia: Kiedy prze­sta­jemy się doty­kać,trosz­czyć o sie­bie, poma­gać sobie wza­jem­nie, zaczy­namy patrzeć na sie­biez wro­go­ścią. Życie razem staje się nie do znie­sie­nia. Pary w tera­piiczę­sto mówią, że są jak "dobrze pro­spe­ru­jące przed­się­bior­stwo", ale toza mało, by czuć się speł­nio­nym w związku. W naszej książce spró­bu­jemyprzy­bli­żyć zacho­wa­nia, które odbie­rają bli­skość. Wiele z nich tozacho­wa­nia nie­uświa­do­mione, a prze­cież to świa­do­mość jest pierw­szymkro­kiem do zmiany.

LĘK PRZED BLI­SKO­ŚCIĄ

STYLE PRZY­WIĄ­ZA­NIA

Styl bez­pieczny - repre­zen­tuje go więk­szość ludzi (bada­nia wska­zują,że do 60 pro­cent). Dziecko ufa opie­ku­nom, wie, że są oni dla niegodostępni, gotowi do wspar­cia i opieki, czuje się bez­piecz­nie. Dziękitemu natu­ral­nie wykształca się w nim poczu­cie, że warte jest tro­ski i miło­ści. Ma odwagę pozna­wać oto­cze­nie, jest pewne sie­bie, chęt­nienawią­zuje bli­skie kon­takty z innymi. W doro­słym życiu dobrze znosizarówno swoją zależ­ność od innych, jak i zależ­ność innych od sie­bie. Niewyka­zuje nad­mier­nego lęku przed porzu­ce­niem ani zbyt­nim przy­wią­za­niem.Doro­śli repre­zen­tu­jący ten styl przy­wią­za­nia mają naj­więk­szą szansę natwo­rze­nie trwa­łych, zdro­wych rela­cji z innymi. Swo­ich rodzi­cówwspo­mi­nają jako tro­skli­wych i uczu­cio­wych.

Styl uni­ka­jący - doty­czy około 20 pro­cent ludzi. Two­rzy się w sytu­acji, gdy opie­kun nie poświę­cał dziecku zbyt­niej uwagi, dziecko byłoprzez niego karane za próby nawią­za­nia kon­taktu fizycz­nego, miałopoczu­cie odrzu­ce­nia przez opie­kuna. Dziecko uczy się igno­ro­wać i uni­kaćopie­kuna, co w nega­tywny spo­sób wpływa na jego doro­słe życie: taka osobaczuje się skrę­po­wana bli­sko­ścią, jest nie­ufna w sto­sunku do innychludzi, zaprze­cza potrze­bie więzi, może mieć skłon­ność do prze­lot­nych rela­cji sek­su­al­nych czy pra­co­ho­li­zmu. Jako doro­sływspo­mina rodzi­ców jako kry­tycz­nych, wyma­ga­ją­cych.

Styl lękowo-ambi­wa­lentny - repre­zen­tuje go około 20 pro­cent ludzi.Two­rzy się w sytu­acji, gdy dziecko nie wie, czy matka przy­bę­dzie z pomocą, kiedy ono pła­cze, czy może pozo­stawi je w tej sytu­acji. Takiedzieci mają silną potrzebę bycia przez cały czas z opie­ku­nem. Gwał­tow­niepro­te­stują w chwili roz­sta­nia, sama jego per­spek­tywa budzi w nichogromny lęk. Gdy opie­kun wraca, oka­zują silną potrzebę kon­taktu, alerów­no­cze­śnie gniew i złość. Jako doro­śli czę­sto czują się nie­warcimiło­ści. Mają skłon­ność do chwiej­nych nastro­jów, zatra­ca­nia się w namięt­no­ści, a także miło­ści od pierw­szego wej­rze­nia.

Styl zdez­or­ga­ni­zo­wany - styl ten obser­wo­wany jest u osób, które w dzie­ciń­stwie doświad­czały nad­użyć, prze­mocy psy­chicz­nej bądź fizycz­nej.Rodzice tych dzieci zamien­nie oka­zują radość bądź wro­gość, bez fazprzej­ścio­wych. Dziecko przez to trak­tuje rodzica jako obiekt bez­piecznyi niebez­pieczny. Pra­gnie jed­no­cze­śnie zbli­żyć się do rodzica i gounik­nąć. W życiu doro­słym osoby te mają silną potrzebę kon­trolioto­cze­nia. Ten typ przy­wią­za­nia naj­sil­niej pre­dys­po­nuje do poważ­nychzabu­rzeń psy­chicz­nych.

 

Andrzej: Na począ­tek powin­ni­śmy zadaćpod­sta­wowe pyta­nie: jak two­rzy się lęk przed bli­sko­ścią?

Syl­wia: Nale­ża­łoby zacząć od tzw. teo­riiBowlby'ego. Według tego zna­ko­mi­tego bry­tyj­skiego psy­chia­try, ist­niejątrzy style przy­wią­za­nia, które wytwa­rzają się w dzie­ciń­stwie i wpły­wająna całe życie.

W zależ­no­ści od tego, jak rodzic zacho­wuje się w sto­sunku do dziecka,taki styl przy­wią­za­nia ono przyj­muje i sto­suje w póź­niej­szym życiu.Jeżeli rodzic reaguje na potrzeby dziecka, przy­cho­dzi, kiedy dzieckopła­cze, jest czuły, roz­ma­wia z dziec­kiem już na eta­pie nie­mow­lęc­twa, w dziecku two­rzy się poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Rodzi się świa­do­mość, że natym polega rela­cja z innymi ludźmi. Taka bli­skość jest dla dzieckanor­malna. Więk­szość osób ma bez­pieczny styl przy­wią­za­nia - bada­niawska­zują, że ponad 60 pro­cent osób.

Andrzej: To budu­jąca wia­do­mość, ale możezdu­mie­wać. Zwłasz­cza psy­cho­te­ra­peutę. W mojej prak­tyce naj­czę­ściejbowiem spo­ty­kam ludzi mają­cych poza­bez­pieczne style przy­wią­za­nia.

Syl­wia: Cóż, trzeba sobie jasno powie­dzieć -w naszych gabi­ne­tach naj­czę­ściej gosz­czą takie wła­śnie osoby.

Andrzej: Stąd nasza skrzy­wiona per­spek­tywa.Nato­miast nie chcę kre­ować mitu, że na tera­pię idą wyłącz­nie osoby z pro­ble­mami, a ci, co nie cho­dzą, to są oka­zami zdro­wia.

Syl­wia: Dokład­nie tak. Jako psy­cho­te­ra­peucijeste­śmy za pan brat ze sty­lem lękowo-ambi­wa­lent­nym, uni­ka­ją­cym i zdez­or­ga­ni­zo­wa­nym. Jako że naj­więk­sze pro­blemy w życiu poja­wiają się w kon­tak­tach z innymi ludźmi, tra­fia do nas nie­wiele osób z bez­piecz­nymsty­lem przy­wią­za­nia, gdyż takie osoby potra­fią w spo­sób natu­ralnynawią­zy­wać satys­fak­cjo­nu­jące, bli­skie rela­cje.

Andrzej: Ze smut­kiem muszę przy­znać, żemia­łem mało pacjen­tów z tym sty­lem przy­wią­za­nia.

Syl­wia: Muszę cię zasmu­cić, praw­do­po­dob­nie w przy­szło­ści rów­nież nie będziesz miał ich zbyt wielu. Ponad 70 pro­centmło­dych doro­słych nawią­zuje takie same rela­cje z innymi ludźmi, jakiemieli z matką we wcze­snym dzie­ciń­stwie, pod warun­kiem że w pierw­szychdwu­dzie­stu latach życia nie wyda­rzyło się nic, co zmie­ni­łoby ten stylrela­cji, np. śmierć, roz­wód, prze­moc.

Dotych­czas pano­wała opi­nia, że raz wykształ­cony styl przy­wią­za­niapozo­staje nie­zmienny do końca życia. Naj­now­sze bada­nia mówią jed­nak o tym, że styl przy­wią­za­nia może się zmie­niać. Oka­zuje się, że zmie­niająnas silne doświad­cze­nia oraz że łącząc się w pary, mamy na sie­bie silnywpływ. Styl przy­wią­za­nia zmie­nia się więc na sku­tek róż­nych życio­wychwyda­rzeń. Jeśli poczu­jemy się bar­dzo oszu­kani, ist­nieje ryzyko, żepojawi się u nas jakiś rys stylu uni­ka­ją­cego. Jeśli - mając stylbez­pieczny - "nie­chcący" wybie­rzemy part­nera z innym sty­lemprzy­wią­za­nia, może się zda­rzyć, że pod wpły­wem sil­nych prze­żyćprzej­miemy ele­menty jego stylu.

Andrzej: Według żela­znej zasady, że jeślipatrzysz w ciem­ność, to i ciem­ność patrzy w cie­bie. (śmiech)Prze­śledźmy, jak two­rzą się poszcze­gólne style.

Syl­wia: John Bowlby począt­kowo wyróż­nił trzystyle przy­wią­za­nia, ale po jakimś cza­sie inni naukowcy uzu­peł­nili tozesta­wie­nie o styl czwarty.

Styl uni­ka­jący doty­czy około 20 pro­cent ludzi. Powstaje wów­czas, gdyopie­kun nie poświęca dziecku wystar­cza­ją­cej uwagi, dziecko jest przezniego karane za próby nawią­za­nia kon­taktu fizycz­nego i rodzi się w nimpoczu­cie odrzu­ce­nia. Dziecko uczy się wów­czas igno­ro­wać i uni­kaćopie­kuna, co kła­dzie się cie­niem na jego póź­niej­szym doro­słym życiu.Doro­sły, u któ­rego wytwo­rzył się ten styl, czuje się skrę­po­wanybli­sko­ścią, jest nie­ufny w sto­sunku do innych, zaprze­cza potrze­biewięzi, może wyka­zy­wać skłon­ność do prze­lot­nych rela­cji sek­su­al­nych lubpra­co­ho­li­zmu. Rodzi­ców wspo­mina jako kry­tycz­nych i bar­dzo wyma­ga­ją­cych.

Andrzej: W gabi­ne­cie ci pacjenci mówią mi,że w domu pano­wał "zimny chów", tak że gorąca her­bata sty­gła od razu.

Syl­wia: Styl lękowo-ambi­wa­lentny rów­nieżrepre­zen­tuje około 20 pro­cent ludzi. Two­rzy się on wów­czas, gdy dzieckonie wie, czy matka przy­bę­dzie z pomocą, kiedy ono pła­cze, czy możepozo­stawi je w tej sytu­acji. Takie dzieci mają silną potrzebęnie­ustan­nego prze­by­wa­nia z opie­ku­nem. Gwał­tow­nie pro­te­stują w momen­cieroz­sta­nia, już sama per­spek­tywa roz­łąki budzi w nich nie­zwy­kle silnylęk. Gdy opie­kun wraca, oka­zują olbrzy­mią potrzebę kon­taktu, alerów­no­cze­śnie gniew i złość. Jako doro­śli bar­dzo czę­sto czują sięnie­warci miło­ści. Mają skłon­ność do chwiej­nych nastro­jów. To oninaj­czę­ściej zako­chują się "od pierw­szego wej­rze­nia" i zatra­cają się w namięt­no­ści.

Andrzej: Powiemy o tym póź­niej, alezasy­gna­li­zuję tu, że z tej grupy wywo­dzi się bar­dzo dużo osób z oso­bo­wo­ścią bor­der­line. W związku tak "koły­szą łódką", że można dostaćcho­roby mor­skiej i meta­fo­rycz­nie wymio­to­wać za burtę bez­u­stan­nie -dzwo­niąc po kole­żan­kach i mówiąc, jakiego to łaj­daka ma się w domu.

Syl­wia: Kolejny styl poza­bez­pieczny -zdez­or­ga­ni­zo­wany - został dodany do modelu Bowlby'ego w póź­niej­szymcza­sie. Styl ten obser­wo­wany jest u osób, które w dzie­ciń­stwiedoświad­czały prze­mocy psy­chicz­nej bądź fizycz­nej. Rodzice tych dziecizamien­nie oka­zują radość bądź wro­gość, bez faz przej­ścio­wych. Powo­dujeto, że dziecko trak­tuje rodzica jako obiekt jed­no­cze­śnie bez­pieczny i niebez­pieczny. Pra­gnie zarówno zbli­żyć się do rodzica, jak i go unik­nąć.Ten typ przy­wią­za­nia naj­sil­niej pre­dys­po­nuje do poważ­nych zabu­rzeńpsy­chicz­nych.

I na koniec styl bez­pieczny, który - na szczę­ście - ma więk­szość ludzi.Dziecko czuje się bez­piecz­nie, ufa rodzi­com, wie, że są oni dla niegodostępni. Dzięki temu natu­ral­nie wytwa­rza się w nim prze­ko­na­nie, że jestwarte tro­ski i miło­ści. Ma odwagę eks­plo­ro­wać oto­cze­nie i nawią­zy­waćbli­skie kon­takty z innymi. Nie oba­wia się opusz­cze­nia. W róż­nychsytu­acjach dobrze znosi swoją zależ­ność od innych ludzi oraz zależ­nośćinnych od sie­bie. Doro­śli, u któ­rych wykształ­cił się ten stylprzy­wią­za­nia, mają naj­więk­szą szansę na stwo­rze­nie dłu­go­trwa­łych,zdro­wych rela­cji. Swo­ich rodzi­ców wspo­mi­nają jako tro­skli­wych i czu­łych.

Andrzej: Bez­pieczny brzmi świet­nie.

Syl­wia: Prawda? Budu­jące jest to, że ma gowięk­szość ludzi... Ale w gabi­ne­cie widuję go w zde­cy­do­wa­nej mniej­szo­ści.Przy­kła­dowo, mam aktu­al­nie w tera­pii pacjentkę ze sty­lemlękowo-ambi­wa­lent­nym. Mię­dzy innymi ma trud­no­ści z zaak­cep­to­wa­niem tego,że mąż wycho­dzi spo­tkać się ze zna­jo­mymi. Jest to dla niej tak trudne,że jakiś czas temu, kiedy on się wybie­rał na spo­tka­nie z kole­gami,doznała ataku paniki - dusz­no­ści, pal­pi­ta­cje serca, drę­twie­nie koń­czyn,pełen zestaw obja­wów. Mąż zawiózł ją do szpi­tala, gdyż żadne z nich niewie­działo, co się dzieje. Oczy­wi­ście z wyj­ścia ze zna­jo­mymi nici...

Pra­cuję z tą pacjentką nad tym, aby nauczyła się akcep­to­wać sytu­acjezwią­zane z wyj­ściem męża z domu. Nic poza jej emo­cjami nie wska­zuje nato, żeby mąż chciał ją zdra­dzić, oszu­kać lub zosta­wić, co wię­cej, mąż mado niej naprawdę aniel­ską cier­pli­wość. Nie­stety, mimo jego zapew­nień i miło­ści, w chwi­lach roz­łąki u mojej pacjentki poja­wia się olbrzymi lęk,który ostat­nio zama­ni­fe­sto­wał się ata­kiem paniki. Dla­czego? Spójrzmy najej rodzi­ców. Matka raz nado­pie­kuń­cza, raz zni­ka­jąca emo­cjo­nal­nie lubzłosz­cząca się na swoją córkę, krzy­cząca, mówiąca raniące słowa,dodat­kowo pochło­nięta wła­snymi pro­ble­mami mał­żeń­skimi. Ojciec nie­obecny,więk­szość uwagi poświę­ca­jący pracy. Jego poja­wie­nia były niczym wizytyŚwię­tego Miko­łaja. Raz na jakiś czas obda­rzał dzieci uwagą i pre­zen­tami,po to aby po chwili znów znik­nąć. Moja pacjentka weszła w świat z prze­ko­na­niem, że musi sobie zna­leźć kogoś, dzięki komu poczuje sięwresz­cie bez­piecz­nie. Wyszła za mąż i chce prze­by­wać z mężem cały czas.Naj­le­piej dwa­dzie­ścia cztery godziny na dobę. Na szczę­ście, dziękinaszej pracy, tro­chę już mu odpusz­cza, zaczyna się zaj­mo­wać sobą i dostrze­gać, że można być z drugą osobą, nie­ko­niecz­nie będąc z nią"zla­nym". Jed­nak do cał­ko­wi­tego uwol­nie­nia się od tok­sycz­negoprze­ko­na­nia, że tylko mąż może dać jej bez­pie­czeń­stwo, jesz­cze dalekadroga.

Andrzej: Dla zilu­stro­wa­nia tematu przy­cho­dzimi na myśl piękny przy­kład z kome­dii Sze­fo­wie wro­go­wie. Otóż drobnygang­ster, poma­ga­jący trzem fajt­ła­pom z kor­po­ra­cji pozbyć się ichtok­sycz­nego szefa, w trak­cie dyna­micz­nego pościgu poli­cyj­nego wyj­mujenagle tele­fon i pisze ese­mesy. Jeden safan­duła pyta go ze zdzi­wie­niem:"Co ty, czło­wieku, robisz? Zaraz nas roz­bi­jesz!", a gang­ster na to:"Muszę napi­sać szybko ese­mesa do mojej laski. Jak nie jestem z nią w czę­stym kon­tak­cie, to jej odpie­prza". (śmiech). Nato­miast mampacjentkę z podob­nym pro­ble­mem. Jej rodzice byli leka­rzami. Uro­dziłasię, gdy mieli po dwa­dzie­ścia trzy lata, jesz­cze stu­dio­wali. Kiedy mojapacjentka była mała, byli na "dorobku". Jej ojciec stale byłzde­ner­wo­wany. Pacjentka wspo­mina, że łatwo wpa­dał w złość. Ni­gdy niewie­działa, kiedy nadej­dzie atak. Pamięta, jak złość w nim rosła,kumu­lo­wała się, roz­sze­rzały mu się noz­drza, wyglą­dał jak smok, któryzaraz będzie ział ogniem. To zwia­sto­wało potężną awan­turę, któ­rej ona i jej rodzeń­stwo oczy­wi­ście się bar­dzo bali. A awan­tu­ro­wał się okrut­nie.Jak wybu­chał, to na całego. Był jak wul­kan: wybu­chał i lała się lawa.Matka pacjentki rów­nież była stale zde­ner­wo­wana, wciąż coś jej nieodpo­wia­dało, ale jej złość była inna. Pacjentka przy­rów­nuje ją doczaj­nika sto­ją­cego na gazie, w któ­rym nie­ustan­nie gotuje się woda i który cały czas natręt­nie gwiż­dże.

I wyobraź sobie: moja pacjentka miała dotych­czas kilku part­ne­rów i wewszyst­kich związ­kach funk­cjo­no­wała jak jej matka, czyli była nie­ustan­nie"odbez­pie­czona". Pro­wo­ko­wała prze­różne dra­ma­tyczne histo­rie, na przy­kładto, żeby part­ner ganiał za nią po mie­ście. Nie­spo­dzie­wa­nie wsia­dała doauto­busu i odjeż­dża­jąc, machała part­nerowi, jed­no­cze­śnie poka­zu­jąc rękąfuck you. A wybie­rała sobie face­tów sil­nych fizycz­nie, któ­rzyrze­czy­wi­ście mogli za nią ganiać. No i mieli na to ochotę.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki