Rozdział I JAK TO SIĘ ZACZĘŁO
W czasach bajkowych żyła sobie pewna księżniczka. Miała na imię Narcyza i była bardzo niegrzeczna. W całym zamku rozlegały się jej płacze i krzyki. Nikt nie wiedział, co robić. Król zamiast myśleć o sprawach państwowych, ciągle musiał wysłuchiwać skarg od dworzan, a nawet służby, na temat swej jedynaczki. Królowa zaś przędła, tkała, wyszywała i była przez to bardzo zajęta.
Pewnego razu księżniczka bardzo się zdenerwowała. Dowiedziała się bowiem, że zamiast zupy pomidorowej kucharka zrobiła ogórkową. Ze złości Narcyza zaczęła rzucać w kucharkę talerzami, niecelnie wprawdzie, ale cała błękitna zastawa, ulubiona zastawa królowej, została rozbita. Na wieść o tym królowa bardzo się rozgniewała.
- Dość tego! - zawołała. - Od tej pory księżniczka będzie jadła tylko zupę ogórkową!
Nie będę ze szczegółami opisywać, co się działo potem. Powiem tylko w skrócie, że zamek po tej awanturze wyglądał jak po trzęsieniu ziemi, a księżniczka w jedynej misce, jaka się uchowała (bo była blaszana), jadła z tryumfem ulubioną zupę pomidorową.
- Droga królowo - rzekł król - należy przedsięwziąć działania wagi państwowej, które ukrócą niegrzeczną naszą ukochaną córkę.
- Może zawołajmy astrologa - zaproponowała królowa.
- Bardzo dobry pomysł - rzekł król.
Zawezwany astrolog przyszedł o północy, by obserwować gwiazdy. Miał wielką, długą i siwą brodę, która dodawała mu powagi, i mocno podkręcone wąsy. Na głowie nosił spiczastą, granatową czapkę upstrzoną gwiazdkami, a na sobie - obszerne i kolorowe szaty.
Astrolog ustawił ogromną lunetę i skierował ją w niebo.
- Co tam widzisz, szanowny astrologu? - zapytał król.
- Widzę tysiące gwiazd, wielki królu. Wszystkie pięknie świecą i mrugają do mnie wesoło.
- I co mówią? - dopytywała się królowa.
- Chwileczkę, nie tak prędko - odparł astrolog.
Wielkim piórem maczanym w inkauście zaczął pisać dziwne znaki. Król i królowa pilnie śledzili każdy jego ruch. Kiedy zakończył, robiąc duży wywijas, rzekł:
- Jest jedno, jedyne rozwiązanie.
- Jakie, jakie, powiedz nam, wielki astrologu! - zawołali królowa i król.
- Czy księżniczka jest już dorosła?
- O ile się nie mylę - królowa zaczęła liczyć na palcach - to... można rzec, że nawet więcej niż dorosła.
- Bardzo dobrze! Czyli może wyjść za mąż?
- Może - odrzekli królowa i król.
- Zatem jej przeznaczeniem, jak mówią gwiazdy, jest wyjść za mąż za tego śmiałka, który sprawi, że księżniczka zaprzyjaźni się ze smokiem podróżnym.
- Nie bardzo rozumiem - bąknął król.
- Tak mówią gwiazdy.
- A może one tak tylko żartowały? - spytała królowa.
- Niestety to nieodwołalne. Kiedy księżniczka będzie podróżować z mężem i ze smokiem, wasze wysokości i cały dwór będziecie mogli wypocząć i zająć się nareszcie ważnymi sprawami.
- Hura! To cudowny i wspaniały pomysł! - zawołali oboje. - Lecz jak znaleźć chętnego narzeczonego, który w dodatku miałby smoka podróżnego?
Astrolog znów spojrzał przez lunetę w gwiazdy.
- I co, i co? - dopytywali się.
- Obawiam się, że będzie padało.
- Jak to? - zdziwił się król.
- Chmury zasłoniły całe niebo.
- Trudno, w takim razie zawołam heroldów. Niech ogłoszą, że poszukuję zięcia ze smokiem podróżnym - zdecydował król.
- Masz rację - zgodziła się królowa. - Zawołajmy heroldów.
Tak więc i zrobili.
Od czasu do czasu pojawiał się na smoku chętny kandydat, by poznać Narcyzę, i bardzo szybko odlatywał, gdyż księżniczka każdego ewentualnego narzeczonego tłukła, czym popadło.
Minęło kilka miesięcy. Kiedy stracono już niemal nadzieję, pojawił się rycerz na smoku o skrzydłach mieniących się wszystkimi kolorami tęczy . Cały dwór patrzył na smoka z podziwem i ciekawością.
- Cóż to, następny chętny, by dostać wałkiem po głowie? - Księżniczka. zaśmiała się złośliwie.
- A właśnie, że jestem na to przygotowany - rzekł mężny rycerz. - Mam zbroję, która uchroni mnie przed ranami.
I tak się stało. Mimo starań księżniczki rycerz wciąż był jak nowy. Kiedy Narcyza trochę się zmęczyła, nieustraszony rycerz posadził ją na smoku i razem unieśli się w powietrze. Księżniczka nigdy jeszcze nie latała. Wspaniały widok sprawił, że na chwilę się uspokoiła.
- I jak ci się podoba na tym smoku? - zapytał się rycerz.
- Może być - odparła księżniczka.
Latali tak przez trzy dni. Nareszcie wylądowali przed zamkiem.
- No i? - pytali wszyscy.
- Mogę tak latać i latać - zgodziła się Narcyza.
- A zostaniesz moją żoną, niegrzeczna księżniczko? - zapytał dzielny rycerz.
- Zostanę, czemu nie - odrzekła Narcyza.