Rozdział I
Irlandka odbyła długą rozmowę z Szarym Człowiekiem w pokoju w dzwonnicy i bez wątpienia wiedziała, co się wydarzy, ponieważ nie wyraziła sprzeciwu i wsiadła do czteromiejscowej dorożki, którą Shoking, który poszedł przodem, wkrótce znalazł.
- Do Hampstead! - krzyknął Szary Człowiek do woźnicy.
Dziecko też o nic nie pytało. Czy nie było z matką i mężczyzną, który uratował je z młyna? Poza tym to dziecko było prawie mężczyzną, co już udowodniło. Odwaga i rozsądek, te dwie zasadniczo męskie cechy, wyprzedziły jego lata.
Ralph po raz pierwszy zobaczył Szarego Człowieka w więzieniu posterunku policji w Kilburn. Wszystko, co przepowiedział ten człowiek, który przemówił do niego w drogim dialekcie swojego kraju, spełniło się. Ralph ufał więc Szaremu Człowiekowi tak, jak ufał swojej matce, a kiedy Szary Człowiek powiedział do Ralpha, gdy powóz jechał dalej:
- Mój mały Ralphie, czy będziesz mi posłuszny?
- Och, tak, panie! - odpowiedział.
- Zrobisz wszystko, o co cię poproszę?
- Tak, proszę pana.
Dorożka ponownie przejechała przez Waterloo Bridge, jadąc przez bogate dzielnice aż do Holborn Street i dalej do Hampstead.
- Wracamy do mistress Fanoche? - zapytał Shoking.
To nazwisko spowodowało drżenie zarówno matki, jak i dziecka, ale na ich twarzach nie było widać strachu.
- Nie - odpowiedział Szary Człowiek. - Jedziemy tylko do mojego wiejskiego domu.
Shoking pomyślał, że źle usłyszał.
- Ma pan wiejski dom w Hampstead, mistrzu? - zapytał.
- Ja nie mam.
- Więc kto?
- Ty.
- Ja? - zapytał Shoking ze zdumieniem.
- Ty sam, mój drogi.
- Mistrzu - kontynuował Shoking - jestem przyzwyczajony do tego, że dokonujesz cudów, ale są takie, o których nie sądzę, by mógł dokonać sam Bóg.
- Ba! - odparł Szary Człowiek.
- Nie tylko nie mam domu na wsi, ale jutro nie będę miał domu w Londynie, ponieważ moja ostatnia tygodniowa pensja kończy się jutro i...
Shoking umilkł.
- I? - dopytał się Szary Człowiek, uśmiechając się.
- I nie mam więcej pieniędzy - wyjąkał Shoking, spuszczając głowę.
- Jak to? - zapytał Szary Człowiek, przybierając surowy wyraz twarzy. - Wydałeś już dziesięć funtów lorda Palmure'a?
Głowa Shokinga opadła niemal do samej piersi.
- Do licha! - odrzekł. - Myślałem, że nigdy się nie skończą i zbyt pochopnie wydałem.
- Poza tym - powiedział Szary Człowiek - martwy nie potrzebuje domu.
- Jak to, martwy?
- Bez wątpienia.
- Ale ja jestem jak najbardziej żywy! - zawołał Shoking.
- Udowodnię ci później, nie tylko to, że jesteś martwy i że nie ma już na tym świecie Shokinga, ale także...
- Ach, na świętego Jerzego! - zawołał Shoking. - Jestem łatwowierny, mistrzu, ale nie aż do takiego stopnia...
- Poczekaj, a zobaczysz.
Shoking spojrzał na Szarego Człowieka z prawdziwym niepokojem.
Mijali latarnię uliczną, której światło padało prosto na jego twarz.
- Dobrze! - rzekł, wciąż się uśmiechając. - Zastanawiasz się, czy nie jestem szalony?
Shoking nie odpowiedział.
- A zamiast jechać ze mną do Hampstead, nie lepiej byłoby zabrać mnie do Bedlam1?
- Do licha, tak! - odparł naiwnie Shoking.
- Cóż, miej trochę cierpliwości, mój drogi, a zobaczysz, że wszystko, co ci powiedziałem, jest czystą prawdą.
Shoking popadł w głęboką zadumę.
Niedawna scena na cmentarzu nieco namieszała mu w głowie, a słowa Szarego Człowieka wprawiły go w zakłopotanie. Jednak chyba jeszcze bardziej zdumiewało go to, że słowa te, choć dziwne, nie wywarły żadnego wrażenia na Irlandce, która nawet uśmiechnęła się blado dwa lub trzy razy.
Dorożka jechała jeszcze przez jakiś czas, po czym zatrzymała się.
Wtedy Shoking wsunął głowę w drzwi i rozpoznał Wrzosowe Wzgórze i dom mistress Fanoche.
- Ależ widać, że jedziemy do domu pani Fanoche - powiedział.
- Tak sądzisz?
- Do diabła, jesteśmy na Heath Mount.
- To prawda.
- A tam jest dom.
- Wyjdź, a zobaczysz...
W tym samym momencie Szary Człowiek podał rękę Irlandce, która wysiadła z dorożki, a za nią jej syn.
Shoking podążył za nimi. Starał się trzymać faktów, zastanawiając się, dlaczego Szary Człowiek, który zawsze był miły i czuły, wyśmiewał się z niego w ten sposób.
Jednak Szary Człowiek, zamiast iść w stronę bramy ogrodu pani Fanoche, zatrzymał się przy bramie obok niej, co Shoking doskonale widział, ponieważ mgła była mniej gęsta w Hampstead, które położone jest na wzgórzu, a między dwoma domami znajdowała się latarnia gazowa.
Jedną rzeczą, która nadal zdumiewała Shokinga, gdyby mógł być zdumiony czymkolwiek zwyczajnym po tym, jak właśnie został uznany za zmarłego, było to, że Szary Człowiek opuścił dorożkę po zapłaceniu woźnicy. Zamierzał zatem pozostać w Hampstead.
Kiedy Szary Człowiek zadzwonił do bramy, Shoking zobaczył, że na końcu ogrodu okno w domu, który wydawał się opuszczony, nagle się rozświetliło. Niedługo potem piasek w ogrodzie zatrzeszczał pod krokami mężczyzny i wkrótce otworzyła się brama.
Wtedy Shokingowi rozwiązał się język:
- Ale dokąd my idziemy? - zapytał.
- Odwiedzić twój wiejski dom.
- Znowu to samo!
- Ależ, do licha, tak! - odrzekł Szary Człowiek. - Czy mam w zwyczaju cię okłamywać?
Shoking, oszołomiony, spojrzał na tego, który właśnie otworzył bramę. Był to stary służący w liberii, o nienagannym zachowaniu. Trzymał w ręku latarnię i bez słowa ukłonił się przybyszom.
Szary Człowiek pchnął Shokinga przed sobą i wciąż podając ramię Irlandce, która trzymała syna za rękę, cała czwórka weszła do ogrodu. Następnie lokaj zamknął bramę i poprowadził ich piaszczystą ścieżką prowadzącą do domu.
Shoking szedł chwiejnym krokiem.
- Myślę, że śnię - szeptał.
Weszli do rozległego holu wyłożonego marmurowymi płytkami i ozdobionego posągami oraz koszami kwiatów.
Lokaj otworzył drzwi po lewej stronie, a Shoking, coraz bardziej oszołomiony, zobaczył, że stoi na progu wygodnego i luksusowego salonu.
W kominku płonął żywy ogień z węgla kamiennego, a na środku pokoju stał zastawiony stół.
"W każdym razie - pomyślał Shoking - ten sen jest całkiem ładny".
Rzekłszy to, wdychał intensywne zapachy unoszące się znad stołu.
Wtedy Szary Człowiek powiedział do niego:
- Musisz być głodny, bo zapomnieliśmy dziś o obiedzie.
- Ale skoro jestem martwy... - rzekł Shoking.
- To Shoking nie żyje...
- Shoking i ja to jedno i to samo.
- Za chwilę zobaczysz, że jest inaczej. Ale - dodał Szary Człowiek - dżentelmen tak delikatny jak ty nigdy nie usiadłby do stołu w tym nędznym ubraniu, w którym jesteś.
- Gdzie mam znaleźć inne, mistrzu?
- Twój kamerdyner zaprowadzi cię do garderoby i tam się przebierzesz.
- Mój... kamerdyner...?
- Oczywiście.
Szary Człowiek podszedł do kominka i pociągnął za sznur dzwonka.
Wtedy Shoking, oszołomiony, zobaczył innego służącego, również w liberii, który, zwracając się bezpośrednio do niego, powiedział:
- Jeśli Wasza Miłość raczy pójść za mną, zaprowadzę Waszą Miłość do jego apartamentu.
Tym razem Shoking wydał głośny okrzyk i rzekł do Szarego Człowieka:
- Uszczypnij mnie w ramię, obudź mnie, nie chcę dłużej spać!
1 Bedlam - jeden z pierwszych szpitali psychiatrycznych w Europie, znajdujący się w Londynie.