2
Minął tydzień, odkąd Hyo-yeong zaczęła pracę w sklepie z listami Geulwoll. Znalazła pokój w pobliżu lokalu, więc droga do pracy zajmowała jej zaledwie dziesięć minut. Czas ten wystarczał na wysłuchanie czterech ulubionych piosenek. Krajobraz dzielnicy Yeonhui mijanej w drodze do Geulwoll był urokliwy i cichy. Stare budownictwo, wiekowe domy przerobione na kawiarnie, jasnozielony autobus jeżdżący skrupulatnie tam i z powrotem. Widywała też często psy, które spacerowały beztrosko, delektując się porannym słońcem. W chwili, gdy kończyła się czwarta piosenka, Hyo-yeong stawała przed budynkiem z napisem "Yeongung". Wtedy właśnie do jej nozdrzy docierał aromatyczny zapach masła z piekarni na parterze. Była to woń, która mimowolnie skłaniała człowieka do wzięcia głębokiego wdechu.
- I znów na miejscu.
Hyo-yeong była w trakcie przystosowywania się do nagle zmienionego otoczenia. Po wyrzuceniu z siebie tych słów tak, jakby wypowiadała zaklęcie, nabierała sił, aby za jednym zamachem wejść po schodach na trzecie piętro, gdzie znajdowało się Geulwoll. Ponieważ budynek miał swoje lata, stopnie były nieco wysokie, a od pokrytych cementem ścian bił lekki chłód. Być może jednak dzięki zapachowi świeżo upieczonego chleba unoszącemu się z parteru znaczna część zimna przenikającego budynek zostawała zneutralizowana.
Po wejściu żwawo na górę wzdłuż srebrnej balustrady po prawej stronie ukazywały się jasnoniebieskie żelazne drzwi. Wewnątrz białego okręgu przypominającego ociosany kamień znajdowało się słowo "geulwoll". Hyo-yeong wyciągała z uszu AirPodsy i wchodziła do środka. W ten sposób pojawiał się przed nią inny świat.
- Jesteś wcześniej?
- Mam trochę zaległych papeterii do zapakowania - odpowiedziała krótko na powitanie Seon-ho i umieściła swoją czarną torbę listonoszkę pod ladą.
Właściciel Geulwoll desperacko potrzebował nowego pracownika, żeby móc zaopiekować się niedawno narodzoną córką, i w końcu udało mu się skontaktować z koleżanką ze studiów, Hyo-yeong, która ewakuowała się do Seulu.
- Mówiłaś, że zbrzydły ci wszelkie listy, a tu patrz. Wu Hyo-yeong1, ty to dopiero masz zdolności adaptacyjne.
Od pięciu miesięcy do domu Hyo-yeong przychodziły listy od starszej siostry. Pojawiały się raz na dwa tygodnie lub rzadziej - raz w miesiącu. Ani razu nie otworzyła koperty odłożonej na szafkę na buty. Kiedy uzbierały się trzy, tata położył je na biurku młodszej córki, a ona w odpowiedzi złożyła koperty na pół i wrzuciła do kosza na śmieci. Jednak starsza siostra ciągle dosyłała wiadomości, na które miała nigdy nie dostać odpowiedzi. Kiedy Hyo-yeong odkryła w skrzynce pocztowej piąty list od siostry, postanowiła uciec z domu. Była to pierwsza ucieczka w życiu dwudziestoośmiolatki.
- A co mogę zrobić? Mówią, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
Seon-ho wzruszył ramionami i ułożył listy leżące na ladzie w schludny stosik. Był właśnie w trakcie pisania czegoś na każdej z kopert. Pracownica zerknęła na nie z zaciekawieniem.
- Za dwa miesiące będziemy świętować sto dni2 od narodzin naszej Ha-yul. Dołączyłem kilka słów z pozdrowieniami do zaproszeń.
Na pierwszy rzut oka było ich ponad pięćdziesiąt. Jak się należało spodziewać, popularność Seon-ho na studiach sprawiła, że miał spore grono znajomych. Patrząc na zapisaną w notatniku listę nazwisk, Hyo-yeong zauważyła, że zna połowę z nich.
- Sporo tego. Napisałeś listy do nich wszystkich?
- A co to dla mnie? W końcu jestem właścicielem sklepu z listami.
Kiedy Hyo-yeong wycierała suchym ręcznikiem blat drewnianej komody, na której leżały papiery listowe, długopisy i koperty, ktoś zadzwonił na komórkę Seon-ho. Naglący głos jego teściowej dobiegający z drugiej strony słuchawki dotarł aż do uszu młodej kobiety. Wyglądało na to, że opiekującej się Ha-yul babci wypadło coś pilnego i musiała natychmiast wrócić do domu. Seon-ho zakończył rozmowę, mówiąc, że zrozumiał sytuację, i natychmiast zwrócił się do pracownicy:
- Sorry, Hyo-yeong. Dzisiaj miałem pomóc ci po raz ostatni podczas okresu próbnego, ale muszę już iść.
- Spoko. Już mniej więcej wiem, czym mam się zająć.
Seon-ho, który spoglądał na swoją pracownicę wzrokiem przepełnionym ufnością, zatrzymał się, gdy miał już przejść przez próg.
- Hyo-yeong, mogłabyś wysłać te listy? Nie zdążyłem jeszcze napisać wszystkich adresów na kopertach, ale możesz wysłać je nawet jutro przed pracą.
- Zanotowane! Wypisanie adresów i przedpołudniowa wizyta na poczcie!
- Dzięki!
Kiedy Seon-ho opuścił Geulwoll, przez chwilę delektowała się ciszą, po czym skierowała wzrok ku oknu po lewej. Marcowe niebo było błękitne i emanowało świeżą energią. Przez środek okna przebiegała linia górskiego grzbietu, a pod nią jeden obok drugiego ciągnęły się domy o różnych kształtach. Szare, pomarańczowe i czerwone dachy ułożone jeden na drugim wyglądały jak z obrazka.
To właśnie przez tę scenerię zdecydowała się na pracę w Geulwoll. Kiedy patrzyła na przytulność zamkniętą w okiennej ramie, nawet bezczynność nie budziła w niej już niepokoju ani nerwowości. Samo przebywanie w tym miejscu sprawiało, że czuła, jakby ktoś ją pocieszał, zapewniając, że dobrze sobie radzi. To była siła, której potrzebowała teraz najbardziej.
Stojąc przed ladą, spojrzała na podłogę w odcieniach szarości. Wpadające przez okno promienie słoneczne układające się w trapez przycupnęły na czubku jej Conversów. Od samego patrzenia na światło poczuła, jakby jej paluchy robiły się ciepłe. Bez powodu poruszyła palcami stóp w butach.
Istniała jeszcze jedna rzecz, która tak samo jak widok za oknem przypadła Hyo-yeong do gustu. Była to przywodząca na myśl dojrzałą morelę farba, którą pomalowano wnętrze Geulwoll. Spoglądając na morelowy kolor pokrywający cementową ścianę z jej naturalnymi nierównościami, czuła, jakby trafiła do małego kartonowego pudełka, w którym trzymała w dzieciństwie pierścionki i gumki do włosów. Poczucie komfortu i swobody, jakby patrzyła na cenne rzeczy zebrane w jednym miejscu, szybko zrodziło w niej zażyłość z lokalem. I właśnie tak w mgnieniu oka minął tydzień, odkąd zaczęła pracę w Geulwoll.
Po sprawdzeniu stanów magazynowych Hyo-yeong sięgnęła po kostkę introligatorską, aby zapakować nowo dostarczony papier listowy. Było to narzędzie używane do składania skóry w kaletnictwie, a w tym wypadku - do składania papieru. Prawdopodobnie przez częsty dotyk Seon-ho wierzch przypominającego linijkę narzędzia był wytarty. Kostka introligatorska wywoływała zabawny szelest, przebiegając nad lekko zagiętym papierem. Po chwili powtarzania tej prostej czynności zadrapanie, które pojawiło się bezwiednie gdzieś w zakątku serca Hyo-yeong, zaczęło się goić.
Wtem do Geulwoll weszło dwoje młodych ludzi, mających na oko niewiele ponad dwadzieścia lat.
- Wow, z zewnątrz wyglądało to inaczej.
- Mówiłam ci. Całkiem tu klimatycznie, prawda?
Ponieważ przyszli koło południa w dzień powszedni, uznała, że muszą być studentami albo pracować jako freelancerzy. Dziewczyna miała przewieszoną przez ramię srebrną skórzaną saszetkę. Ubrana była w żółty kardigan nałożony na czarny krótki top i w niebieską spódnicę cargo. Chłopak miał włosy dłuższe z tyłu, a na nogach luźne sztruksowe spodnie. Oboje wyglądali na będących na czasie młodych z szafą pełną ubrań.
- Ji-eun napisała mi list z przeprosinami, a papier był mega ładny. Zapytałam więc, gdzie go kupiła, i trafiłam tutaj.
- Kłócisz się z nią raz w tygodniu, ale nadal się kumplujecie?
- A co jest złego w kłótniach? Wystarczy się pogodzić, i tyle. Poza tym czy to nie urocze napisać w dzisiejszych czasach list z przeprosinami?
Przysłuchując się rozmowie pary ćwierkającej niczym ptaszki, Hyo-yeong po cichu pakowała za ladą papier listowy. Zadanie polegało na umieszczaniu małych kartek w przezroczystej folii.
- Jakiego dyfuzora tutaj używacie? Pachnie jak w lesie. - Dziewczyna zadała to pytanie, odwróciwszy się w stronę lady.
Hyo-yeong zesztywniała, niczym osoba zamieniająca się w lód w grze "lodowacieję"3. Aby klienci mogli się skupić na produktach oferowanych przez Geulwoll, starała się być jak najbardziej przezroczysta - w tym celu zajmowała się pakowaniem za prześwitującą zasłoną zawieszoną po jednej stronie lady albo unikała spoglądania w stronę klientów. Dlatego uderzyła ją myśl, że już dawno nie stanęła z kimś w ten sposób, twarzą w twarz.
- To nie dyfuzor, tylko perfumy. To te dwa produkty wystawione poniżej.
Nosiły nazwę Ink Wood. Jak stwierdziła klientka, miały orzeźwiający zapach pełen leśnej aury. Ponoć żona Seon-ho włożyła dużo wysiłku w to, by je znaleźć, mówiąc, że co jak co, ale o woni unoszącej się w Geulwoll chce zadecydować osobiście. Orzeźwiający aromat eukaliptusa i ciężki zapach tuszu w kamieniu tworzyły spokojną atmosferę Geulwoll.
- Ach, to te tutaj.
Klientka położyła ręce na kolanach i pochyliła się. Towarzysz poszedł w jej ślady i przykucnął, po czym skierował wzrok na perfumy Ink Wood na wystawce poniżej. Dziewczyna przyłożyła butelkę perfum do nosa. Powolne gesty pary przywodzące na myśl rozleniwionego kota rozbawiły Hyo-yeong.
- Dlaczego postawiono tutaj stół? - Chłopak wskazał na drewniane biurko i designerskie krzesło.
W małym sklepie postawiono stół z myślą o klientach usługi Penpal. Seon-ho, który miał nadzieję, że odwiedzający będą tutaj pisać listy, nie przeszkadzało, że stół oznaczał mniej miejsca na ekspozycję produktów.
- Tutaj klienci zapisani na usługę Penpal mogą pisać listy. Ale nie trzeba być koniecznie klientem Penpal, można wypisać tu po prostu zakupione kartki.
- Penpal?
Hyo-yeong wskazała klientowi wytrzeszczającemu ze zdziwienia oczy ustawioną obok stolika skrzynkę. Tak funkcjonuje to w Geulwoll: osoba zapisana na usługę Penpal przelewa własne myśli na arkusz listowy udostępniony przez lokal, kiedy chce wysłać coś, czego nie mogłaby powiedzieć wprost nawet komuś bliskiemu, lub pragnie przekazać słowa zachęty i wsparcia komuś, kogo nie zna. Na załączonej kopercie wybiera i zakreśla przymiotniki, które ją opisują, a na kwadratowej naklejce rysuje własny symbol i przykleja ją zamiast znaczka. Po nadaniu do jednej konkretnej osoby można wymieniać się listami, nie znając co prawda nawzajem swojej tożsamości, jednak pisząc coś od serca. Oferujące tę usługę Geulwoll pełni funkcję listonosza dostarczającego przesyłki.
- Chcieliby państwo spróbować?
Kiedy Hyo-yeong posłała klientce delikatny uśmiech, ta spojrzała na skrzynkę Penpal z wydzielonymi prostokątnymi przegródkami. Każdy z listów miał symbol narysowany wewnątrz znaczka-naklejki przez anonimowego nadawcę. W lewym dolnym rogu znajdowały się słowa, takie jak: "wesoły", "wyluzowany", "inteligentny", "strapiony", "lubiący czytać", "poszukujący piękna", "towarzyski", "znudzony", "uzależniony od kawy", "wyczerpany", "nostalgiczny", "sympatyczny", "produktywny", "pesymistyczny", z których kilka było zakreślonych.
Klientka, która z zainteresowaniem przyglądała się kopercie, odłożyła list z powrotem do przegródki. Partner zachęcał ją, by spróbowała, ale ona uśmiechnęła się niezręcznie i potrząsnęła głową.
- Nie robiłam tego od czasów podstawówki, więc nie wiem, czy potrafiłabym cokolwiek napisać. Tym bardziej że list miałby trafić do kogoś, kogo nie znam, a nie do przyjaciółki.
- Dlaczego myślisz, że to trudne?
- To sam coś napisz.
Chłopak zrobił poważną minę w reakcji na te słowa, po czym odpowiedział, chichocząc:
- Ja też chyba bym nie potrafił.
Dziewczyna roześmiała się, twierdząc, że spodziewała się takiej odpowiedzi, wybrała kartki z kwiatami irysa i ostróżki, a następnie za nie zapłaciła. Obydwoje przez chwilę podziwiali widoki za oknem i po krótkim pożegnaniu opuścili sklep. Kiedy ich głosy zanikły, Geulwoll znowu wypełniła cisza. Hyo-yeong podeszła do skrzynki Penpal i ponownie uporządkowała koperty. Nagle uświadomiła sobie, że minęło wiele czasu, odkąd sama wysłała do kogoś list.
Mimo to pisanie było rzeczą, w której wykazywała się podobnymi zdolnościami co jej inteligentna siostra. Starsza o pięć lat Hyo-min rozwiązywała zadania z gimnazjum już w piątej klasie szkoły podstawowej, podczas gdy siedmioletnia Hyo-yeong nic z nich nie rozumiała. Kiedy starsza z dziewczynek w szóstej klasie otrzymała srebrny medal w szkolnym konkursie na esej, młodsza, która również uczyła się w tej samej placówce, zdobyła główną nagrodę za napisanie listu na temat pralni swojego taty. Tata powiesił ich dyplomy obok siebie na ścianie lokalu i uściskał obie córki. Był to pierwszy raz, kiedy dyplom Hyo-yeong zawisł tuż przy wyróżnieniu siostry, więc przez długi czas pielęgnowała w sercu dumę, którą poczuła tego dnia.
Po tym zdarzeniu zawsze przykładała się do odrabiania pisemnych prac domowych bardziej niż do czegokolwiek. Brała też regularnie udział w konkursach pisarskich. Choć nigdy nie otrzymała nagrody za wyniki w nauce, ściany jej pokoju były pokryte dyplomami z konkursów na własne teksty. Wśród nich znalazły się również wyróżnienia za napisane listy. Dobór słów wykraczających poza zasób dzieci i technika pisarska stanowiły w dużej mierze zasługę mądrej i lubiącej mówić poprawnym językiem starszej siostry. Hyo-yeong, dla której pisanie listów było nieporównywalnie łatwiejsze niż rozwiązywanie zadań matematycznych, z biegiem czasu zapomniała, kiedy po raz ostatni napisała do kogoś przepełniony szczerością list. Rozstanie to było tak naturalne, że nawet nie czuła żalu.
Jaka moc może kryć się w listach w czasach, gdy w ciągu jednej sekundy jesteśmy w stanie zapytać drugą osobę, co słychać? Właściciel, Seon-ho, sam nie był pewien, czy zdoła utrzymać sklep z samych papeterii i usługi Penpal. Mówił, że obecnie nie ma ludzi, którzy przekazują swoje uczucia za pomocą listów. Co więcej, młodzi zdają się czuć niezręcznie, wymieniając ciepłe i pocieszające słowa. Być może dlatego opracował nową strategię i sprzedawał również produkty odzwierciedlające unikatową aurę Geulwoll, takie jak perfumy, notesy czy wieczne pióra. Jego misja, by chronić wartość listów, nie uległa zmianie, jednak aby przyciągnąć młodych klientów, którzy - jak ci sprzed chwili - nie byli do nich przyzwyczajeni, potrzebne były różnorodne działania.
- Tak, by poczuli potrzebę napisania - wymamrotała pod nosem Hyo-yeong i otworzyła dzienne sprawozdanie Geulwoll.
[Geulwoll - raport dzienny]
Data: 26 marca (weekend)
Pogoda: słonecznie
Pracownik: Wu Hyo-yeong
Liczba odwiedzających: 23
Płatność kartą: 220 800 ?4
Płatność gotówką: 10 500 ?
Razem: 231 300 ?
Lista produktów wyprzedanych
- zestaw Fruit Set-Olive (pozostała niewielka ilość papieru listowego i kopert)
- przycisk do papieru Delfin Sumitani (pozostały tylko egzemplarze z wystawy)
Niezbędne wyposażenie
- reklamówki do pakowania
Uwagi: przed południem pewien klient w wieku około dwudziestu lat poprosił o zrobienie mu zdjęcia. Usiadł przy stole i udawał, że pisze list, ale powiedział, że pisanie naprawdę to dla niego za wiele. Powiedział, że znalazł to miejsce na Instagramie, więc wygląda na to, że skrupulatne prowadzenie przez szefa profili w mediach społecznościowych przynosi całkiem dobre efekty. W końcu w tak spokojnej okolicy pojawia się sporo młodych, modnie ubranych klientów.
Wydaje mi się, że obecnie moi rówieśnicy nie są przyzwyczajeni do pisania listów. Chociaż jestem pewna, że istnieją osoby, które zamiast Kakao Talk5 czy wiadomości prywatnych na Instagramie chciałyby wysłać odręcznie napisany list pełen szczerości. W każdym razie czy nie powinniśmy przyciągnąć takich osób, by Geulwoll mogło się rozwijać? Piszę, żeby szef się nad tym zastanowił. ^^
Kiedy skończyła pisać dzienne sprawozdanie, była już osiemnasta dwadzieścia pięć. Za dużym oknem na wprost zachodziło słońce. W przeciwieństwie do widoku za szybą po lewej, gdzie pośrodku znajdowała się linia grzbietu górskiego, większość krajobrazu naprzeciw stanowił pięciopoziomowy blok wybudowany w latach siedemdziesiątych. Według Seon-ho ściana budynku z pionowym pasem w kolorze szafirowym po lewej stronie napisu "Yeonhwa" do zeszłego roku była pomalowana na kolor jasnofioletowy, co nadawało jej delikatności. Twierdził, że jeszcze przyzwyczaja się do orzeźwiającego odcienia.
Za firankami na trzecim piętrze widać było kobietę w średnim wieku ćwiczącą z hantlami wyglądającymi na lekkie. Obserwując budynek i jego mieszkańców, pracująca w sklepie z listami Hyo-yeong czuła się, jakby była ich sąsiadką. Tak już było, że w miarę malejącego dystansu fizycznego bezwiednie i bez większego powodu rodziła się zażyłość.
Raz, dwa, raz, dwa. Hyo-yeong przecierała mopem podłogę w rytm ruchów ćwiczącej energicznie kobiety. Na co dzień trzymała się z dala od aktywności fizycznej, więc w Geulwoll świadomie poruszała się żwawiej. Podekscytowana myła akurat szybkim tempem podłogę, gdy zdała sobie sprawę, że przygląda się jej wysoki mężczyzna, który nie wiedzieć kiedy się pojawił. Byli w podobnym wieku. Mógł być najwyżej nieco po trzydziestce.
- Zastałem Seon-ho? Powiedział, że dzisiaj będzie w pracy.
- Szefa? Wyszedł wcześniej ze względu na dziecko. Ma pan jakąś sprawę?
"Czy wie, że Seon-ho ma córkę? Jak dobrze się znają?" Hyo-yeong zastanawiała się, od czego zacząć wyjaśnienia, zaś mężczyzna rozglądał się po niedużym lokalu, jakby nie wierzył w to, co mu powiedziała. Mimo że Seon-ho lubił sobie stroić żarty, nie był na tyle dziecinny, by chować się pod ladą lub za drzwiami.
- Mam mu coś do przekazania. Wysłałem mu wiadomość, że trochę się spóźnię, ale nie odpisał.
Mężczyzna podniósł płótno, które trzymał przy boku. Okryto je gazetą, więc nie było wiadomo, co przedstawia. Hyo-yeong wzięła pakunek, który wyciągnął w jej stronę, i oparła go o bok lady. Był na tyle duży, że sięgał jej ud.
- W każdym razie całe szczęście, że ktoś tu jest.
Mężczyzna podrapał się po głowie i kłaniając się Hyo-yeong na pożegnanie, poprosił o przekazanie obrazu. Wtedy ich oczy się spotkały, a kobieta uśmiechnęła się niezręcznie. "Myślałam, że sobie pójdzie, więc dlaczego tak stoi? Czy chce o coś jeszcze dopytać?", zastanawiała się.
- To listy, które miał wysłać Seon-ho, prawda? - Wskazał na koperty rozrzucone na blacie.
- Słucham? Tak - odsunęła się o krok od niego, rzucając tylko krótką odpowiedź. Odniosła wrażenie, że nie znając nawet tożsamości tego mężczyzny, prowadzi z nim zbyt osobistą rozmowę, dlatego nieświadomie przyjęła postawę obronną.
- Adres odbiorcy jest napisany zbyt blisko brzegu. O jakieś pięć milimetrów.
- Och, a czy to... stanowi jakiś problem? - odpowiedziała Hyo-yeong bez złośliwości, po czym ugryzła się w język. Zastanawiała się nawet, czy ton jej głosu nie mógł zostać źle odebrany.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko i odparł, że prawdopodobnie będzie to problem. W tym momencie z jego kieszeni dobiegł dzwonek komórki. Odebrał i powiedział rozmówcy, że wkrótce się zjawi, po czym raz jeszcze pożegnał ją wzrokiem i opuścił Geulwoll.
Była to krótka, ale bardzo chaotyczna interakcja. Fakt, że przyszedł po godzinach i ulotnił się, powiedziawszy tylko to, co miał do zakomunikowania, z jakiegoś powodu wprawił ją w dyskomfort. Gdyby jednak mocniej się zastanowić, nie było chyba aż tak źle.
Kiedy tylko uporała się z porządkami i podniosła torbę, zadzwonił do niej Seon-ho.
- Wpadł Yeong-gwang6, prawda? Taki wysoki i przystojny koleś.
- Ten, który przyniósł obraz? Tak, był tutaj.
- Poprosiłem o portret naszej Ha-yul. Dla uczczenia setnego dnia od narodzin. To na pewno to.
- To jakiś malarz? Albo mistrz Photoshopa?
- Jest autorem webtoonów7. Dość znanym. Musiałem się naprosić, żeby dostać ten obraz.
Hyo-yeong miała zapytać o miejsce zapisu adresu na kopertach, ale zrezygnowała. Nie dość, że wypisała już wszystkie pięćdziesiąt w tym samym miejscu, to jej uwaga skupiła się na prośbie podekscytowanego Seon-ho, który chciał, by rozdarła opakowanie, a następnie przesłała mu zdjęcie portretu Ha-yul.
Natychmiast ściągnęła owijającą płótno gazetę. Być może dlatego, że narysował ją artysta webtoonów, buzia Ha-yul wydawała się jeszcze słodsza i urokliwsza. Rozśmieszyło ją też, że niemowlę liczące sobie zaledwie sto dni miało na sobie sukienkę pełną koronkowych ozdób. Widać było, że starał się narysować dziewczynkę w sposób realistyczny, jednak specyficzny styl rysunku komiksowego bijący z pracy sprawiał, że dało się wyczuć jego osobowość.
- Jest pierwszym stałym klientem Geulwoll. Kiedy rok temu otworzyłem sklep z listami, ten koleś jako pierwszy się nim zainteresował. Mieszka w bloku Yeonhwa po drugiej stronie ulicy.
Słysząc słowa Seon-ho, Hyo-yeong mimowolnie spojrzała przez duże okno na budynek naprzeciw. Szef uprzejmym tonem dodał, że chodzi o piętro czwarte.
- Używa tego mieszkania głównie jako studia, przygotowując się do powrotu z kolejnym tytułem, ale mówił, że nie robi postępów w pracy, więc obecnie przebywa tam przez większość czasu. Wyglądał dzisiaj jak człowiek? Gdy widziałem go kilka dni temu, miał poczochrane włosy i był niedogolony.
- Wyglądał normalnie. Przynajmniej z zewnątrz.
- Całe szczęście.
Po zakończeniu rozmowy Hyo-yeong znów spojrzała bezwiednie w stronę ostatniego piętra bloku Yeonhwa po drugiej stronie ulicy. Gdyby pozostali dla siebie zupełnie obcy, o niczym by nie wiedziała, a teraz czuła się zakłopotana, jakby musiała się z nim witać spojrzeniem z odległości dzielącej ich ulicy. Miała nadzieję, że nie nawiąże z nim kontaktu wzrokowego podczas pracy. Bojąc się, że Yeong-gwang wróci do domu natychmiast po opuszczeniu Geulwoll, chwyciła pospiesznie torbę i wyszła.
Idąc powoli przez dzielnicę mieszkaniową, obserwowała niebo zmieniające kolor z chwili na chwilę. Jej siostra, Hyo-min, nazywała zachody słońca i momenty, gdy człowiek powoli zaczynał się robić głodny, "czasem powrotu do domu z placu zabaw". W dzieciństwie mniej więcej o tej porze dzieci, które gromadziły się na zjeżdżalniach lub drabinkach na wołanie mam rozchodziły się jedno po drugim.
Ciekawe, czy siostra wie, że już czas wrócić do domu.
Dalsza część w wersji pełnej
1 W języku koreańskim składające się z jednej sylaby nazwisko zapisywane jest przed imieniem (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).
2 Ceremonia obchodzona z okazji setnego dnia po narodzinach dziecka. Jej początek wziął się z wysokiej umieralności wśród noworodków w czasach, kiedy niełatwo było o pomoc medyczną. Obecnie, doliczając sto dni do okresu ciąży, uznaje się, że jest to również rocznica roku po pojawieniu się dziecka jako płód (żywa istota).
3 Koreański odpowiednik zabawy w berka.
4 Symbol koreańskiej waluty. Tysiąc wonów to około dwóch i pół złotego.
5 Koreański komunikator internetowy.
6 Słowo "yeonggwang" (??) oznacza "chwałę".
7 Komiksy internetowe.