II
Długo nie czekałam! Gardząc tradycją, zgodnie z którą przyjaciele pana młodego odprowadzają go do domu bardzo późną nocą, kiedy wszyscy już śpią, a on powinien zachowywać się jak najciszej, Moubarak wkrótce wkracza do sypialni, pozwoliwszy, by pozostali świętowali przed dziedzińcem, siedząc na dywanach, pogrążeni w głośnej rozmowie, racząc się herbatą i kawą.
Kobiety, które mnie tu przywiodły, śpią w moim mieszkaniu, zbudowanym w tym samym czasie co mieszkanie Mou-baraka w prawym rogu posesji. W powietrzu unosi się woń świeżej farby, która maskuje wyziewy krowiego łajna, jako że zanim stryj Moussa postanowił postawić cztery mieszkania - mając na uwadze dwa śluby, w tym mój - miejsce to długo służyło jako zagroda dla bydła. Aby stłumić fetor i przygotować plac pod budowę, po prostu wysypano piasek z pobliskiego strumienia.
Ledwie Moubarak wchodzi do sypialni, nie zaszczycając mnie nawet jednym spojrzeniem, włącza muzykę. Siedzę skulona na dywanie, w najciemniejszym kącie. Napad płaczu mnie wyczerpał i zupełnie zwalił z nóg. Gardło mam ściśnięte ze strachu.
- Popatrz, popatrz! Moja ukochana kuzynka i żona! Podejdziesz tu? Zaraz skonsumujemy zawarte w pośpiechu małżeństwo. Mówiłem, że ten dzień prędko nastąpi.
- Proszę cię...
- Skończ te głupoty i raz dwa się rozbieraj! Nie cierpię wstydliwych kobiet.
Kompletnie przerażona wiem, że nic nie dzieje się normalnie. Moubarak nie tylko pił. Połknął także tabletki tramadolu w połączeniu z viagrą. Dobrze znany mu koktajl, podobnie jak wielu tutejszym młodym mężczyznom. Można go dostać na każdym rogu, zarówno w pobliskim spożywczaku, jak i u obwoźnych handlarzy. Przed nocą poślubną mężczyźni bez wahania faszerują się narkotykami, dodając sobie wigoru, zapewniając sprawność i męskość, podsycając płomień, aby sprostać wyzwaniu.
- Ściągaj ciuchy. Śmiesznie wyglądasz taka zakryta.
- Błagam cię...
- Chcesz się bawić? Zgoda, zabawimy się. To nawet lepiej, jak będziesz się trochę opierać. Z chęcią cię rozbiorę.
Podkręca muzykę i zaczyna powoli zdejmować garderobę. Ja jeszcze bardziej cofam się w kąt. Tak bardzo się boję, że aż szczękam zębami i drżę jak liść. On siada na łóżku, posyła mi pozbawione życzliwości spojrzenie i rzuca:
- To jak? Przyjdziesz z własnej woli czy sam mam się pofatygować?
- Proszę cię...
Podrywa się gwałtownie, znienacka ciska mnie na łóżko i zdziera ze mnie ubranie. Bronię się, jak tylko potrafię. Kiedy rozszarpuje stanik sukni, gryzę go z zaciekłością. Cofa dłoń, na której widać krople krwi. Zaczyna mnie wściekle bić. Krzyczę, wyrywam się, gdy wtem ogłusza mnie potężny cios, po którym padam w poprzek łóżka.
Kilka godzin później brakuje mi sił, by krzyczeć, i łez, by płakać. W sypialni panuje cisza. Tak mocno krzyczałam, tak mocno szlochałam i błagałam, że straciłam głos. Kulę się na łóżku obolała, z ciałem pokrytym siniakami i wybroczynami. Krwawię tak bardzo, że aż cała pościel jest mokra. Czuję silny ból. Próbuję wstać.
Śpiący obok Moubarak budzi się i spogląda na mnie kpiąco.
- Dobrze spałaś, kochana kuzynko? Ee, co ja mówię, kochana żono! Tylko się nie ruszaj, już do ciebie pędzę.
- Nie, proszę cię!
- Zdaje się, że znowu zaczynasz te swoje idiotyzmy?
- Przepraszam, jestem poraniona. Boli mnie.
- Ależ skąd! To normalne.
Patrzy na łóżko z obrzydzeniem i ściąga mnie na podłogę. Upadam gwałtownie i zaczynam krzyczeć. Zatyka mi ręką usta.
- Jest jeszcze bardzo wcześnie. Ludzie o tej porze śpią. Ucisz się! Wczoraj wieczorem narobiłaś dość hałasu. Nigdy bym nie przypuszczał, że taki z ciebie tchórz. Jeszcze ktoś pomyśli, że cię mordowałem. Tym razem zamknij ryj!
Ponownie mnie wykorzystuje. Ból jest tak ostry, że na szczęście tracę przytomność.
Mój stan nie oburzył nikogo. Przecież to nie zbrodnia! Mou-barak miał do mnie wszelkie prawa i nie robił nic innego, tylko spełniał małżeńskie powinności. Zapewne był odrobinę brutalny, ale w końcu to zupełnie zdrowy i jurny młodzieniec. W dodatku ja byłam piękna jak dzień! Na widok tylu wdzięków musiał stracić głowę. Przede wszystkim był bardzo zakochany! Zasłużyłam również na gratulacje, ponieważ potrafiłam dochować czystości. Nie shańbiłam rodziny.
To nie zbrodnia! To czyn legalny! Małżeńska powinność. To nie grzech. Wręcz przeciwnie. Czy to dla mnie, czy dla Moubaraka, to dobrodziejstwo od Allaha.
To nie gwałt. To dowód miłości. Jednakże ze względu na ilość szwów, jakich wymagała moja rana, zasugerowano Moubarakowi, by nieco powściągnął swoje zapędy. Pocieszono mnie. Na tym polega małżeństwo. Następnym razem będzie lepiej. A poza tym to właśnie munyal, cierpliwość, o której mi mówiono. Kobieta przechodzi przez wiele bolesnych etapów w życiu. To, co się stało, stanowiło jeden z nich. Nie pozostało mi nic innego, jak robić okłady z sody i brać gorące kąpiele, żeby przyspieszyć gojenie.
Małżeńska powinność! Zacytowano mi hadis Proroka: "Biada kobiecie, która rozgniewa męża, szczęśliwa zaś ta, której mąż jest z niej zadowolony!". Lepiej bym zrobiła, gdybym jak najprędzej nauczyła się zadowalać swojego małżonka.
Lekarz również się nie przejął. To nie był gwałt. Wszystko odbyło się normalnie. Po prostu jestem świeżo upieczoną mężatką, wrażliwszą niż inne. Mój mąż jest młody i zakochany! To w pełni uzasadnione, że ma gorący temperament! To, że tak się dzieje, jest prawidłowe. Zresztą kto ośmielił się użyć słowa "gwałt"? W małżeństwie gwałt nie istnieje.
Później Goggo Diya przyznała się, że było jej za mnie wstyd, bo tak mocno krzyczałam: wszyscy musieli mnie usłyszeć. W szpitalu, gdy zakładano mi szwy, nadal wrzeszczałam. Zachowałam się bezwstydnie. W moją noc poślubną ogarnęło ją tak silne zakłopotanie, że o mało sobie nie poszła. Nawet ojciec i teść bez wątpienia wiedzieli, że mąż właśnie mnie dotyka! Co za hańba! Co za nieskromność! Co za wulgarność! Ta chwila jest owiana tajemnicą. Jak teraz spojrzę ludziom w oczy? Co za brak odwagi, brak munyal! Co za brak semteende, wstydu, brak umiaru! Gdzie się podziało pulaaku, które mi od zawsze wszczepiano? Człowiek z ludu Fulbe umiera niczym owca, w milczeniu, a nie mecząc jak koza. Skoro cierpiałam bardziej niż inni, to była moja wina. Gdybym się nie opierała, nie musiałabym tego wszystkiego znosić! Coś takiego, Goggo Nenné opowiadała jej, że Ramla była równie czysta jak ja, ale nikt nie słyszał dźwięku jej głosu.
Zamilkłam. Nie miałam już nic więcej do powiedzenia.
Ciotki czym prędzej upichciły bassissé, kleik z ryżu, mleka i masła. Rozdajemy go całej rodzinie, a w szczególności dziewczętom, aby im pokazać, że ja, Hindou, potrafiłam dochować dziewictwa aż do ślubu. Sposób, żeby je nakłonić do zrobienia tego samego.
Tak oto uleczono moje ciało, ale nie umysł. Nikomu nie przeszło przez myśl, że noszę w sobie głębsze i bardziej bolesne rany. Powtarzano mi, że nie wydarzyła się żadna tragedia. Zwykły banalny incydent. Nic poza przykrą nocą poślubną. Tylko czyż wszystkie noce poślubne nie są przykre? Oświadczono mi też, że nic nie zrozumiałam z rad ojca.
Jestem winna posłuszeństwo mężowi!
Nie wolno mi dopuścić, by mój umysł się rozpraszał!
Powinnam być jego niewolnicą, żeby go usidlić!
Powinnam być mu ziemią, żeby on był mi niebem!
Powinnam być mu polem, żeby on był mi deszczem!
Powinnam być mu łożem, żeby on był mi domem!
Nazajutrz po ślubnej ceremonii wszyscy wrócili do swoich domów, tymczasem ja rozpoczynałam nowe życie. Moubarak nieco powściągnął swe zapędy, chociaż nie wyraził ani cienia skruchy. Przecież nic się nie stało. Czyż nie jesteśmy małżeństwem?