ROZDZIAŁ 3
W pierwszy piątek lutego Daniel i Julianna wybrali się do kina na film akcji z wątkiem miłosnym, co stanowiło kompromis pomiędzy ich odmiennymi gustami. Po seansie filmowym poszli do włoskiej restauracji, zamówili pizzę i spędzili resztę wieczoru, wesoło rozmawiając. Gdy wieczorem Daniel odprowadził dziewczynę do domu, umówili się, że następnego dnia wybiorą się na urodzinową imprezę jego kolegi z pracy. Julianna poprosiła swoją przyjaciółkę z uczelni, która w wolnej chwili pracowała w salonie fryzjerskim swojej mamy, by specjalnie na tę okazję uczesała ją w elegancki kok. Chciała ładnie wyglądać i dobrze wypaść przed znajomymi Daniela, z którymi miała spotkać się po raz pierwszy.
Gdy tuż przed szesnastą Daniel przyjechał po nią samochodem, była już gotowa do wyjścia. Włożyła skromną granatową sukienkę do kolan, a naturalną urodę podkreśliła lekkim makijażem. Niski kok dodawał jej powagi, wypuściła więc krótsze pasemko włosów, żeby wydobyć z fryzury nieco dziewczęcego wdzięku.
Marek - solenizant i kolega Daniela - mieszkał z żoną w niewielkim domu na obrzeżach Warszawy. Gdy dojechali na miejsce, a Julianna zobaczyła mnóstwo zaparkowanych samochodów, poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Na chwilę ją zemdliło, ale gdy otworzyła drzwi samochodu, mroźne powietrze ją otrzeźwiło.
Daniel zdążył jednak zauważyć jej niepewną minę, bo zapytał:
- Wszystko w porządku?
Na początku skinęła twierdząco głową, chcąc ukryć przed Danielem swoje obawy, ale po chwili doszła do wniosku, że lepiej mu o wszystkim powiedzieć.
- A jak mnie nie polubią? - zapytała, patrząc na niego ze szczerym niepokojem w oczach.
Zaśmiał się i czule objął ją ramieniem.
- Głupoty gadasz. Ciebie nie da się nie polubić, Julianno.
- No nie wiem, Danielu - nie dawała za wygraną. - Oni wszyscy są ode mnie sporo starsi. Już nie pamiętasz, jak traktowała mnie Dagmara?
- Dagmara jest dość specyficzną osobą, trzeba do niej podchodzić z dystansem - odpowiedział, ale to niezbyt pocieszyło Juliannę.
Podeszli pod drzwi i nacisnęli dzwonek. Daniel chwycił dziewczynę za ramiona i spojrzał jej prosto w oczy.
- Nie jest ważne, co pomyślą o tobie moi znajomi, Julianno. Jesteś moją kobietą, a ja kocham cię do szaleństwa - zapewnił i skradł jej całusa sekundę przed tym, jak drzwi otworzyły się i stanął w nich postawny mężczyzna z szerokim uśmiechem na twarzy.
- No, nareszcie! - ucieszył się i obaj z Danielem uścisnęli sobie ręce w typowo męski sposób. - Wchodźcie! - zaprosił ich do środka. Po chwili zwrócił się żartobliwie do Julianny: - Miło mi poznać wybrankę legendarnego pana komisarza. - Wyciągnął do niej dłoń. - Jestem Marek.
- Julianna. - Uśmiechnęła się grzecznie.
Powiesili kurtki na wieszakach i zdjęli buty, a potem powoli ruszyli za gospodarzem. Daniel objął Juliannę w pasie i posłał jej pełne otuchy spojrzenie. Zrobiło jej się cieplej na sercu. W przestronnym salonie było już pełno gości. Gdy Julianna i Daniel dołączyli do nich, wszyscy spojrzeli w ich stronę. Julianna czuła na sobie ich ciekawski, a niekiedy też oceniający wzrok.
Daniel poprowadził ją w stronę ostatnich wolnych miejsc przy stole i zaczął się witać ze znajomymi, dokonując przy tym prezentacji Julianny. Tak jak przypuszczała, była najmłodszą uczestniczką spotkania, wśród gości dominowały bowiem osoby w wieku trzydziestu-czterdziestu lat. W bezpośrednim sąsiedztwie Julianny siedział mężczyzna w średnim wieku o imieniu Łukasz i towarzysząca mu Marzena o długich czerwonych włosach i z mocnym makijażem. Julianna czuła na sobie ich przeszywające spojrzenia, co wytrącało ją nieco z równowagi.
Gospodarz zachęcił ich do częstowania się tortem i innymi smakołykami. Daniel najpierw nałożył kawałek Juliannie, a potem sobie. Musiała przyznać, że zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen, dbał o nią i rozmawiał z nią, starając się, aby nie czuła się zagubiona albo zaniedbana. Julianna starała się uśmiechać i robić dobre wrażenie, ale ciężko jej było odnaleźć się wśród policyjnych znajomych Daniela. Miały na to wpływ zarówno różnica wieku, jak i różne środowiska, w których na co dzień funkcjonowali. Przysłuchiwała się toczącej się rozmowie, ale nie zabierała głosu. Gdy dyskusja zeszła nieznacznie na tematy zawodowe, najwyraźniej znudzona Marzena zapytała ją:
- A ty uczysz się czy pracujesz?
- Studiuję historię i prawo - odpowiedziała uprzejmie Julianna.
- Ambitnie - skwitowała niezbyt wylewnie kobieta. Kiedy Julianna przyjrzała jej się bliżej, dojrzała pod grubą warstwą makijażu dość liczne już zmarszczki. - Długo znasz Daniela?
- Poznaliśmy się w czerwcu.
- To już trochę czasu. Dużo jak na niego. - Jej słowa zabrzmiały kąśliwie, a intencję jej wypowiedzi dopełnił niewinny uśmieszek. - I nie przeszkadza ci ta różnica wieku? - drążyła. - Daniel spokojnie mógłby być twoim wujkiem.
- Uważam, że dziesięć lat różnicy nie stanowi przeszkody w związku, szczególnie jeśli ludzie się kochają - odparła nieco zdegustowana dziewczyna.
Marzena zaśmiała się pod nosem, ale nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo do ich rozmowy dołączył Daniel, zajęty do tej pory dyskusją z Markiem.
- Czy mi się zdawało, czy mówicie coś o mnie? - Uśmiechnął się nie do końca świadomy przebiegu rozmowy.
Marzena wydęła wargi i teatralnym gestem odrzuciła włosy do tyłu.
- A, tak sobie gawędzimy - rzuciła beztrosko. - Właśnie mówię twojej... przyjaciółce, że tyle miesięcy związku to już rekord w twoim wykonaniu.
Jeżeli te słowa miały wytrącić Daniela z równowagi, to nie osiągnęły zamierzonego rezultatu. Mężczyzna odpowiedział z pewnością w głosie i uśmiechem na ustach:
- To raczej zasługa Julianny, że tyle ze mną wytrzymała.
Objął dziewczynę ramieniem i pocałował w czoło. Poczuła się raźniej.
Marzena zrobiła słodką minkę i odpuściła sobie rozmowę, po czym sięgnęła po kawałek czekoladowego ciasta. Na stole pojawiły się ciepłe przekąski i zimna płyta. Gospodarz zachęcił wszystkich do jedzenia, a sam podszedł do barku i przy aplauzie zgromadzonych wyciągnął z niego dwie butelki wódki.
- Dla kogo, panowie? - Zaczął rozlewać płyn do kieliszków. - Aha, przepraszam, i oczywiście panie - zreflektował się z uśmiechem na twarzy. - Proszę mi nie żałować i pić szczodrze za moje zdrowie!
Gdy przyszła kolej na Daniela i Juliannę, ten odmówił za nich oboje:
- Ja prowadzę samochód, a Julianna nie pija tak mocnych trunków.
- Nie? - zdziwił się Marek. - To może chociaż wina się napijesz, mam dobre, oryginalne włoskie - zaproponował, na co Julianna przystała, bardziej z grzeczności niż własnej potrzeby. - To zaraz ci naleję - powiedział zadowolony i wrócił do rozlewania kolejki wódki.
Goście oddali się kolejnej pasjonującej dyskusji. Julianna wodziła wzrokiem po ich twarzach i czuła, jak ogarnia ją znajome ostatnio zmęczenie. Znajomi Daniela praktycznie nie zwracali na nią uwagi, a i ona nie wdawała się w dyskusje, bojąc się, że popełni jakąś gafę. Nie czuła się wśród nich swobodnie, ale kochała Daniela i chciała uczestniczyć w każdej dziedzinie jego życia, również tej towarzyskiej.
- Proszę, oryginalne wino z Italii. - Do Julianny ponownie podszedł Marek i napełnił jej kieliszek. Marzena i Łukasz również skusili się na wykwintny trunek.
- Zdrowie! - Łukasz przechylił lekko kieliszek w stronę Julianny i upił solidny łyk wina.
Julianna przyłożyła usta do kieliszka, ale zapach trunku sprawił, że nagle kompletnie straciła ochotę na wino. Odstawiła je nietknięte. Po chwili Daniel przeprosił Juliannę i wyszedł na chwilę do toalety. Odprowadziła go tęsknym wzrokiem, modląc się w duchu, żeby jak najszybciej wrócił. Nie czuła się tutaj dobrze bez niego u swojego boku.
- Daniel to dobry chłopak - niespodziewanie zagadał do niej Łukasz. Skinęła twierdząco głową. - Już nie raz udowodnił, że ma jaja, jest świetnym policjantem. No ale - przechylił lekko głowę i spojrzał na nią z ukosa - nie zna się na kobietach. Pamiętaj, że jakby on nie spełnił twoich oczekiwań, to jestem do twojej dyspozycji. Tutaj lubimy dzielić się wszystkim: pracą, alkoholem, kobietami...
- Słucham? - wydusiła z siebie oszołomiona Julianna. Miała wrażenie, że się przesłyszała.
- To, co słyszałaś - potwierdził śmiertelnie poważny Łukasz, lecz już po chwili wybuchł gromkim śmiechem. - Żartuję, młoda. - Pokręcił rozbawiony głową. - Nie wszystko, co mówi wujek Łukasz, trzeba brać na poważnie. No, zdrowie! - Ponownie skierował w jej stronę kieliszek wina.
Juliannie nie pozostało nic innego, jak wypić toast. Zamoczyła usta w winie i pomimo nagłego przypływu mdłości, przełknęła niewielki łyczek. Smakowało całkiem dobrze, było słodkie i lekko musujące, ale co z tego, kiedy ona cały czas walczyła z nudnościami.
Do stołu powrócił Daniel.
- Wszystko w porządku? - Delikatnie uścisnął ramię Julianny.
Na jego widok zrobiło jej się raźniej. Skinęła twierdząco głową.
- Na pewno? Wyglądasz jakoś blado - zaniepokoił się.
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo jeden z mężczyzn poderwał się z krzesła i wziąwszy do ręki kieliszek z trunkiem, wykrzyknął:
- No, moi drodzy, niech żyje Marek! - Po czym zaintonował "Sto lat".
Wszyscy goście chwycili swoje kieliszki i na stojąco odśpiewali piosenkę ku czci solenizanta. Na zakończenie wypili też jego zdrowie. Julianna nie chcąc zrobić złego wrażenia, również przełknęła niewielki łyczek trunku. Był to jednak błąd, bo mdłości powróciły z taką intensywnością, że wystraszona zakryła dłonią usta.
- Julianno? - zaniepokoił się Daniel. - Co się dzieje?
Wszyscy spojrzeli w jej kierunku, a ona poderwała się z miejsca i pobiegła w stronę toalety. Na szczęście odnalazła ją bez problemu. Pochyliła się nad sedesem i nie zdążywszy nawet zamknąć za sobą drzwi, zwymiotowała. W tym samym momencie pojawił się przy niej wystraszony Daniel. Spojrzała na niego ze łzami w oczach i zanim zdążyła coś powiedzieć, znowu zaczęła wymiotować. Mężczyzna przykucnął przy niej i odgarnął jej do tyłu uwolnione z koka pasemka włosów.
- Chyba coś musiało ci zaszkodzić... - powiedział z troską w głosie.
- To... wino - wydusiła z siebie Julianna, walcząc z nową falą mdłości.
Daniel pokręcił przecząco głową.
- Julianno, jak długo żyję na tym świecie, jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś zatruł się alkoholem po dwóch łykach wina.
Julianna spojrzała na niego zbolałym wzrokiem.
- Zabierz mnie stąd, proszę... - wyszeptała, a on skinął głową i podał jej kawałek papieru toaletowego, żeby wytarła sobie usta.
- Chodź, kochanie...
Pomógł jej podnieść się z podłogi i objąwszy ją ramionami, wyprowadził z toalety.
Po chwili na Juliannie skupiły się ciekawskie spojrzenia zaniepokojonych gości. Czuła się zażenowana i upokorzona. Miała ochotę zapaść się pod ziemię.
- Co się stało? Może coś jej zaszkodziło? - zapytał Marek. - Ale u mnie wszystko było świeże i starannie przygotowane...
- Julianna mówi, że to przez wino - odparł Daniel, jednocześnie pomagając jej włożyć kurtkę.
- Niemożliwe. - Pokręcił głową Łukasz. - Przecież ja też je piłem i wszystko ze mną w porządku.
- Może jest nie przyzwyczajona do picia alkoholu... - dodała nieco kąśliwie Marzena, ale nikt nie ustosunkował się do jej słów.
Daniel przeprosił gospodarza i pożegnał się ze znajomymi w imieniu swoim i Julianny. Gdy po chwili doszli do samochodu, Julianna przystanęła obok. Daniel spojrzał na nią zaskoczony.
- Nie wsiadasz?
- Lepiej będzie, jak pójdę piechotą. Niedobrze mi - oznajmiła słabym głosem.
- Żartujesz sobie, prawda? Wiesz, ile jest stąd kilometrów do twojego domu? - Podszedł do niej i chwycił ją za ramiona. - O co chodzi, Julianno? - Zmusił ją, by spojrzała mu w oczy.
- Przepraszam - wyszeptała i wybuchła długo powstrzymywanym płaczem. - Wygłupiłam się... Narobiłam ci wstydu przed znajomymi... Tak bardzo cię przepraszam...
- Ale co ty mówisz, Julianno? - Delikatnie ujął jej twarz w swoje dłonie. - Nie zrobiłaś niczego złego, to przecież nie twoja wina, że coś ci zaszkodziło. Naprawdę nie masz się czym przejmować.
Westchnęła, po czym przetarła rękawem nos, jak małe dziecko. Dzisiaj było jej już wszystko jedno, jak wygląda i jakie sprawia wrażenie. Niefortunne zdarzenie na przyjęciu urodzinowym Marka wytrąciło ją kompletnie z równowagi i zawstydziło do granic możliwości. Tak jej zależało, żeby dobrze wypaść wśród znajomych Daniela, a poniosła kompletną porażkę i zapewne już na zawsze zostanie zapamiętana jako ta, która wymiotowała. Ponownie wybuchła płaczem.
- Czuję się okropnie - wychlipała. - Już nigdy nie spojrzę w oczy twoim znajomym. Co oni sobie o mnie pomyślą...
- Julianno - Daniel stanowczym tonem przywołał ją do porządku. - Czy naprawdę tak bardzo cię obchodzi, co myślą o tobie moi znajomi? Przecież to nie ma żadnego znaczenia. Wsiadaj do samochodu. - Otworzył jej drzwi. - Bez dyskusji - dodał ostro, kiedy chciała zaprotestować.
Julianna ostatecznie posłuchała go, bo i cóż innego mogła zrobić - od domu dzieliło ją ponad dwadzieścia kilometrów. Po chwili Daniel zajął miejsce kierowcy i podał jej wyciągniętą z bagażnika reklamówkę na zakupy.
- Trzymaj, gdyby coś. - Zaśmiał się pod nosem. - Mam tylko nadzieję, że to nie jest grypa żołądkowa, bo wtedy jutro też będę rzygał jak kot.
Podróż na szczęście przebiegła bez komplikacji. Juliannie przestały dokuczać mdłości, za to zaczęła boleć ją głowa. Kiedy dojechali pod jej dom, odezwała się do Daniela:
- Głupio mi, że widziałeś mnie w takim stanie. - Ciężko westchnęła i spojrzała na niego zawstydzona. - Ale dziękuję, że tak profesjonalnie się mną zająłeś.
Czule położył dłoń na jej kolanie i spojrzał jej w oczy.
- Jesteś moją kobietą, Julianno, to oczywiste, że zawsze się tobą zaopiekuję. Nie powinnaś się mnie krępować, nie z takimi sytuacjami jeszcze przyjdzie nam się razem zmierzyć...
Jego słowa dodały jej otuchy i sprawiły, że poczuła się lepiej.
- Dziękuję, że jesteś, Danielu - wyszeptała, gładząc jego dłoń. - Bardzo cię kocham.
- I ja ciebie, Julianno. - Nachylił się i pocałował ją w policzek. - A teraz uciekaj do domu i napisz mi przed pójściem spać, jak się czujesz.
Skinęła twierdząco głową i wyszła z samochodu. Daniel poczekał, aż dziewczyna zniknie za drzwiami rodzinnego domu, a potem odjechał.
***
Po powrocie do domu Julianna wykąpała się i położyła spać. Na szczęście mdłości nie męczyły jej już więcej, a i ból głowy szybko przeszedł. Utwierdziła się więc w przekonaniu, że sprawcą całego zamieszania było wino. Być może zawierało w sobie jakiś składnik, na który była uczulona. Zasnęła, gdy tylko przyłożyła głowę do poduszki.
Rano czuła się jak nowo narodzona, ale gdy tylko zeszła na dół i wyczuła zapach gotowanych parówek, mdłości nieoczekiwanie powróciły. Pospiesznie udała się z powrotem do pokoju i położyła się do łóżka. Po chwili napisała Danielowi esemesa: Nie przyjeżdżaj dzisiaj. To chyba jednak grypa żołądkowa, bo nadal źle się czuję. Kocham Cię :*. Zanim zdążył odpisać, na nowo usnęła.
Obudziła ją mama, gdy dwie godziny później weszła do jej pokoju.
- Julianno, źle się czujesz? - zapytała zaniepokojona. - Nie zjadłaś dzisiaj śniadania...
- Chyba złapałam jakąś grypę żołądkową, bo ciągle jest mi niedobrze - wyjaśniła dziewczyna. - Lepiej nie będę na razie niczego jadła.
Jadwiga zmierzyła ją zatroskanym spojrzeniem i wyszła z pokoju. Pół godziny później przyniosła Juliannie dietetyczny kleik ryżowy.
- Powinnaś coś zjeść. - Podała jej miskę z parującą potrawą. - To ci nie zaszkodzi.
Na widok jedzenia Julianna poczuła wilczy głód. Podziękowała mamie i pochłonęła całą miskę ryżu. Faktycznie, poczuła się trochę lepiej i mdłości już więcej jej nie męczyły. Po południu pomimo jej ostrzeżenia zjawił się Daniel i przyniósł jej musujące tabletki zawierające elektrolity.
- Pani w aptece powiedziała, że to powinno nieco pomóc - powiedział, wkładając tabletkę do szklanki z wodą. - Powinnaś dużo pić.
- Dziękuję. - Julianna wzruszyła się jego troską. - A ty jak się czujesz? - Przyjrzała mu się uważnie.
- O dziwo, znakomicie! - Zaśmiał się pod nosem. - Widocznie złego diabli nie biorą, jak to mówią.
Popołudnie spędzili na rozmowach w jej pokoju. Julianna czuła się już lepiej i po wyjściu Daniela zaczęła z entuzjazmem szykować się do jutrzejszej konferencji na uczelni, podczas której miała wygłosić swój referat.