Niebo i Ziemia - George Gordon Byron

Kup ebooka

12.99 zł
10.65 zł (9,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena I

Okolica górzysta i leśna w blizkości góry Araratu. -

Północ.

Wchodzą ANAH I AHOLIBAMAH.

ANAH.

Ojciec nasz usnął; - siostro! oto pora Gdy kochankowie nasi na obłokach Zstępują ku nam! - Patrz, jak dziś ta góra Nawisła mgłami! jaki szum w opokach!... Serce mi bije.

AHOLIBAMAH.

Kolej dziś na ciebie, Zacznij wezwanie

ANAH.

Siostro! ja się trwożę.

AHOLIBAMAH.

Ja téż - lecz tylko gdy myślę, że w Niebie Moc jaka wyższa zatrzymać ich może.

ANAH.

AHOLIBAMAH. siostro moja droga! Nie wiém dla czego głos się nie ośmiela Wyjść z piersi moich; - niepojęta trwoga Ziębi mię dreszczem. - Wiész, Azaziela Jak kocham - siostro! kocham więcéj może Niż kochać wolno; - więcéj niż - o! Boże! Cóżem rzec chciała? - jaka myśl bezbożna!...

AHOLIBAMAH.

W czém jest bezbożność? - Miałażby być zdrożna Miłość Aniołów? -

ANAH.

Lecz jest głos, co woła W głębi méj duszy: że mniéj kocham Boga, Odkąd ujrzałam blask jego Anioła! - Nie! to nie dobrze! - nie! AHOLIBAMAH. To nie jest dobrze! - i choć często sama Nie wiém w czém grzeszę - ten strach źle mi wróży.

AHOLIBAMAH.

A więc dla czego masz się dręczyć dłużéj Związkiem z duchami? - raz jedno wybieraj! Jafet cię kocha - kochał od lat wiela - Idź zań! prządź, pracuj, ródź proch, i umieraj!

ANAH.

Nie! - jednak czuję, że Azaziela, Choćby był równie śmiertelnym - ja przecie

Równiebym zawsze kochała! - choć lepiéj, Lepiéj że nie jest; - nie będę na świecie Płakała po nimi - Jak mię ta myśl krzepi! I gdy pomyślę, że przyjdzie czas, kiedy On nad mym grobem roztoczy swe skrzydła, I będzie wiecznie pomniał o mnie: - wtedy Śmierć traci dla mnie swą postać straszydła, Chciałabym umrzeć - i tylko drżę o to, Że końca jego nie będzie rozpaczy, Że nieśmiertelną, jak on sam, tęsknotą Trawić się musi wiecznie!

AHOLIBAMAH.

Myśl więc raczéj, Że znajdzie drugą, którą, nim też skona, Kochać jak ciebie będzie wiarołomnie.

ANAH.

Niechby tak było! byleby go ona Kochała wzajem: - wolę, niż by po mnie Płakać miał wiecznie.

AHOLIBAMAH.

Nie pojmuję ciebie! Gdybym tak miała myśleć o kochanku, Choćby sto razy był Aniołem w Niebie, Dziśbym go jeszcze wzgardziła na wieki! - Lecz śpiesz się, siostro! - czuje woń poranku - Śpiesz się z wezwaniem - dzień już niedaleki!

ANAH.

Serafinie! W gwiazd krainie, Gdzie bądź skrzydło twoje wionie: Czy wespoły Z Archanioły Przy Wiecznego czuwasz tronie: Czy w przestrzeni nieskończonéj Jasnych światów miliony Wiedziesz nynie: Serafinie! Ja cię wzywam: - usłysz w Niebie, Pomyśl o mnie - ach! przynamnie: Żem choć niczém jest dla ciebie, Tyś, Aniele, wszystkiém dla mnie!

Ty nie czujesz - ach! i oby Nikt ich nie czuł, prócz mnie saméj! - Tych łez trwogi i żałoby, Co tu ludzie wylewamy. Tyś syn chwały, co bez końca; Twoja piękność - promień słońca, Istność - duch nieskazitelny, Niezrodzony, nieśmiertelny! - Cóż równego znajdziesz we mnie, Prócz miłości - co daremnie Tłumiąc, czuję że zuchwała: Jakiéj żadna z córek ziemi, Ni doznała, ni oblała Jak ja łzami rzewniejszemi? -

Tyś stróż tronu Tak cię równie w blask swój odział, Jak pomiędzy swemi twory Mnie najlichszéj łzy dał w podział! - Cierpię jednak, i nie winię Na me losy, Serafinie! Bo ty kochasz mię - pocieszysz, Usłyszysz mię, i pośpieszysz! - Pośpiesz, pośpiesz! bo czas płynie - Mnie, nie tobie, Serafinie! Mnie nie tobie chwila droga, W któréj sercu grzech i trwoga W każdéj chwili walczyć śmieją Z mą miłością i nadzieją! -

Lecz przebacz jęk boleści! Boleść jest żywioł ludzi. Rozkosz u was się mieści, Nas tylko sen jéj łudzi. - Zstąp, zstąp! nim czas upłynie, Luby mój, Serafinie! Rzuć gwiazdy! - gwiazdy w Niebie Świecić mogą bez ciebie: - Ja biedna, ja nie mogę Żyć nawet; - łzy i trwogę Twój chyba wzrok ukoi. - Zstąp, zstąp! niech twe przybycie, Chwilą wieczności twojéj Moje rozjaśni życie!

AHOLIBAMAH.

Samiaso! gdzie bądź w górze Dzierżysz władzę: czy gromami Zbrojny, toczysz bój z duchami Nieczystemi, co w oporze Śmią się mierzyć z Niezrównanym? Czy za światem obłąkanym Pędzisz w pogoń: co w przestrzeni, Za wskazany tór i krańce Wybiegł, i sam, i mieszkańce, Jak my na śmierć przeznaczeni, Lecą w przepaść wiecznéj zguby? Czy to łącząc głos z Cheruby, Których twoją gasisz krasą, Śpiewasz Panu, co na Niebie? Samiaso! Wołam ciebie, czekam ciebie, kocham ciebie - Inni niech ci biją czołem, Ja nie będę; - lecz jeżeli Dość ci na tém - zstąp! i społem Duch twój z moim los niech dzieli! -

Chociam ja córka ziemi, Ty syn promieni, Jaśniejszych, niż któremi Wschód się rumieni: Nie możesz mi nic dać więcéj Prócz uczucia - ni goręcéj Czuć, jak czuję ja! - bo we mnie Jest téż promień, choć ukryty,

Lecz zatlony tam, zkąd i ty Blask swój wziąłeś! - I daremnie Śmierć, pierwszego grzechu córa, Grozi mi: ja się nie trwożę, Nie! - czuję w sobie moc, która Zwalczy śmierć! - Śmierć nas nie może Rozłączyć - bośmy oboje Nieśmiertelni! - W mojéj duszy Czuję nieśmiertelność moję, Potężniejszą od katuszy Wszystkich trosk i cierpień ziemi; W sercu mém, jak grom daleki, Głos brzmi słowy proroczemi: "Będziesz, musisz żyć na wieki!" - Lecz czy w szczęściu? - nie wiém tego, Ani chcę badać wyroku, Co skrył w tajemnic obłoku Źródła dobrego i złego. - On wié tylko, On, co w Niebie! - Lecz On sam nawet nie może Zniszczyć nas: ni mnie, ni ciebie! Nie może - bo dał nam z Siebie To, co wszelką moc przemoże: Duch swój! - we mnie skazitelnéj, Jak w Nim samym nieśmiertelny! -

Z tobą mogę bez bojaźni Dzielić nawet wieczność kaźni, Tak! boś ty się mógł ośmielić Ze śmiertelną życie dzielić! -

I choćby mię żmije wkoło Opasały: - choćbyś w żmiję Ty się zmienił: - ja wesoło Cierpiałabym, i na szyję Twą upadłszy, sama w sobie Śród mąk, czułabym rozkosze: Że je za miłość ku tobie, I razem z tobą ponoszę! -

Samiaso! wzywam ciebie, Czekam cię! - Lecz jeśli mniémasz, Więcéj szczęścia doznać w Niebie, Niż tu sprawisz, i otrzymasz - Zostań!

ANAH.

Siostro! patrz do góry! Co za nagły blask!

AHOLIBAMAH.

To oni! - Pół nieba w zorzach się płoni! - Widzę ich, jak po nad chmury Jasnemi szybują pióry!...

ANAH.

Cóż, gdy ojciec blask zobaczy?

AHOLIBAMAH.

Pomyśli, że wschód księżyca, Co na klątwę zaklinaczy Wszedł dziś wcześniéj i przyświéca.

ANAH.

Patrz, patrz! już są blizko ziemi!

AHOLIBAMAH.

Śpieszmy! - obym skrzydła miała, Na powietrzu jeszcze z niemi Spotkać się! -

ANAH.

Co za wspaniała Jasność! jak łuna szkarłatu Nad zachodem gorejąca! - Patrz! nad szczytem Araratu, Tęcza, jakby z gwiazd tysiąca, Lśni, iskrzy, mieni się, pali, Rozszerza się - jak na fali Wzruszona z dna morska piana, Ślad drogi Lewijatana, Gdy cały wzdłuż roztoczony Igra sam po wód płaszczyźnie, I w przepaści niezgłębionéj Tonąc, gwiazdom w oczy bryźnie! - Lecz patrz, patrz! już coraz w zmierzchu Ślad ich ćmi się i zagasa - Patrz! już stoją na skał wierzchu! - Azaziel!

AHOLIBAMAH.

Samiasa!

(wybiegają).