Rozdział szósty
Siân
Można by pomyśleć, że uwielbiam chodzić do barów, bo tak często tam bywam, ale nie w tym rzecz. Po całym dniu spędzonym z Cynthią wróciłam do domu wykończona. Do tego dołączyła złość na Taja, na jego poranne zachowanie, więc czułam się jeszcze gorzej.
Gdy tylko przekroczyłam próg, Kyla rzuciła się na mnie z błaganiem, żebym z nią poszła na występ Novy, miejscowej kapeli, która w sobotę gra w uniwersyteckim barze przy naszej ulicy. Tak bardzo byłam nieprzygotowana na jej zasadzkę, że się zgodziłam. I natychmiast padłam do łóżka.
Kiedy Taj do mnie napisał, tylko pogorszył sprawę. Twierdził, że mi wszystko wynagrodzi. Doskonale rozumiałam, co ma na myśli, i ciągle nie byłam gotowa się z nim zobaczyć. Przeprosiny drogą esemesową w ogóle nie wydawały mi się szczere, czułam, że jeśli mu teraz wybaczę, będę popychadłem. W sumie więc dobrze, że Kyla mnie zaprosiła.
Jednak akurat w tej chwili żałuję, że zdecydowałam się tu przyjść. Kapela zagrała już trzy utwory i szykuje się do przerwy. Ja piję powoli whiskey. W sumie za nią nie przepadam, ale lubię, jak przy każdym łyku po moim ciele powoli rozchodzi się ciepło. Z alkoholem w żołądku sięgam do kieszeni po telefon.
Nie mam żadnych wiadomości, to tylko podsyca moją złość. Kyla mnie ignoruje, co jest mega wkurzające, bo to ona mnie zaprosiła. Bez zastanowienia piszę wiadomość i wysyłam. To już czwarta, ale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie jestem przylepną przyjaciółką, która by cały czas na niej wisiała, nie lubię być ghostowana.
Przy stoliku staje kelner.
- Mogę coś podać? - pyta.
- Jeszcze jedną whiskey poproszę.
Kiwa głową i się oddala. Słyszę ping oznajmiający nadejście esemesa, żołądek mi się zaciska. Mam nadzieję, że przydarzyło się jej naprawdę coś złego, skoro ciągle jej nie ma. Już mam otworzyć wiadomość, gdy dostrzegam, że to nie od Kyli, lecz od Christiana.
Christian: Masz na wieczór jakieś plany, piękna?
Oblizuję usta i rozglądam się po otoczeniu. W środku czuję tę dziwną mieszankę poczucia winy i ekscytacji. Przecież jeśli mu odpiszę, to nie będzie nic złego, prawda?
Wpatruję się w wiadomość, zastanawiając się, co zrobić. "Piękna". Nazwał mnie "piękną". Gdzieś w tyle głowy coś mi podpowiada, że powinnam być czujna. Ale odpisuję.
Ja: Piękna?
Odpowiada natychmiast:
Christian: Wolałabyś seksowną? Oszałamiającą? Zachwycającą? Bo wszystko pasuje, a to nie koniec listy.
No nie mogę powstrzymać uśmiechu, po prostu nie mogę. I zaraz przychodzi kolejna wiadomość.
Christian: Nie odpowiedziałaś na pytanie. Masz jakieś plany na wieczór?
Policzki mi płoną. A on tylko nazwał mnie piękną. To przecież idiotyczne, że reaguję na jego esemesy jak nastolatka, która się jeszcze nie całowała z chłopakiem.
Ja: Tak. - Wstawiam emotkę, która drapie się po głowie z zastanowieniem. - Czekam na przyjaciółkę, która się spóźnia. Umówiłyśmy się na koncert Novy.
Nie wiem, czemu mu to powiedziałam, ale już się stało - wysłałam esemesa.
Kelner wraca z moją whiskey, a gdy tylko ją stawia na stoliku, biorę wielki łyk. Czuję to rozkoszne palenie w gardle. Co mi jest? Przecież nie rozmawiam z przypadkowymi facetami ani tym bardziej z nimi nie flirtuję. Mam chłopaka, chodzę z Tajem. To jest złe... ale skoro jest złe, to dlaczego tak dobrze się z tym czuję?
Przychodzi kolejna wiadomość.
Christian: Kurde, nikt nie zasługuje na to, żebyś na niego czekała... Gdybym tam był...
Nie kończy zdania, a mój umysł pracuje z zawrotną prędkością.
Co on ma na myśli? Serce wali mi w klatce piersiowej, widzę go w myślach, jakby stał tu, przede mną. Przypomina mi się, że tamtego pierwszego wieczoru prawie byśmy się pocałowali. Przygryzam wargę i piszę esemesa.
Ja: Co? Co byś zrobił, gdybyś tu był?
Musi trzymać telefon w ręce, bo od razu pojawiają się trzy kropki oznaczające, że pisze odpowiedź.
Christian: Cokolwiek byś chciała.
Żołądek zaciska mi się w supeł, czuję w brzuchu trzepot motylich skrzydełek, domagających się uwolnienia. Czy ja chcę, żeby on coś mi robił? W sumie jestem pewna, że chcę, ale też mam mieszane uczucia z powodu Taja. Biorę kolejny łyk whiskey i wychodzę z wiadomości.
Co mam na to odpisać?
Kapela znowu zaczyna grać, a ja wyciszam myśli o Christianie. Nadal nie mam wiadomości od Kyli, zastanawiam się, co się z nią, do cholery, dzieje. Już mam upić ostatni łyk, gdy podskakuję na dźwięk głębokiego głosu.
- Co za przemiła niespodzianka, Siân.
Nagle robi mi się bardzo gorąco. Język mam sztywny.
- Och... - jąkam się. - Jak mnie znalazłeś? Czy ty mnie śledzisz? - zalewam go pytaniami.
Uśmiecha się, odsłaniając idealnie równe, białe zęby. Przypomina mi się bajka o złym wilku, który zjadł babcię. Od tego mężczyzny czuć niebezpieczeństwo, a mnie do niego ciągnie jak ćmę do światła. Co jest ze mną, na miłość boską?
Dziś jak zawsze wygląda zabójczo przystojnie, nie mogę od niego oderwać wzroku. Ma na sobie te same granatowe dżinsy, ale zamiast białego T-shirtu ma ciemnozieloną koszulę, która podkreśla niebieskie oczy i blond włosy. Do tego ma czarną skórzaną kurtkę i czarne buty za kostkę. Przełykam ślinę i z trudem przestaję się na niego gapić.
- Nie było trudno cię znaleźć. Wyszukałem trasę Novy i sprawdziłem, w którym barze dziś grają. I tak byłem w okolicy, a jak powiedziałem: taka kobieta jak ty nie powinna być sama. Przecież jakiś obcy facet może się napatoczyć i cię skrzywdzić. Gdybyś była moja, nie dopuściłbym do tego, że siedzisz sama w barze. - W jego oczach widzę jakiś groźny błysk, a ten zaborczy ton przyprawia mnie o dreszcz.
Nie chcę przyznać, jak bardzo mi się to podoba, ani na głos, ani sama przed sobą.
- Tylko że nie jestem twoja - szepczę.
Siada naprzeciwko mnie, jego uśmiech staje się drapieżny.
- Nie, jeszcze nie, ale nigdy nie wiadomo. Gdybym chciał, żebyś była moja, to byś była, nie łudź się.
W głowie mi szumi, dłonie mi się pocą. Nic o tym mężczyźnie nie wiem, a ciągnie mnie do niego jak niedźwiedzia do miodu. Może to pułapka? Może to zły człowiek? Całe moje ciało się napina. Przez chwilę patrzymy sobie w oczy, aż ja sięgam po szklankę i dopiwszy resztę alkoholu, odstawiam ją na blat.
- Kobieta pijąca whiskey... Czyżbyś była dla mnie stworzona?
- A ty jesteś zawsze taki bezpośredni w stosunku do kobiet, które dopiero co poznałeś?
- Tylko w stosunku do tych, którymi jestem zainteresowany. - Puszcza oko.
Przygryzam policzek i decyduję się na zmianę tematu.
- Czym się zajmujesz?
Dostrzegam drgnienie mięśnia na doskonale wyrzeźbionej szczęce.
- Sprzedażą. Dużo pracuję dla mojego ojca, więc zawsze jestem w podróży. W tej chwili też tu jestem służbowo.
Kiwam głową. Dobra, czyli może to nie jest żaden szaleniec, który chce mnie porwać i wywieźć na wyspę na końcu świata.
- Jeśli się bałaś, że jestem jakimś opętanym stalkerem, to nie ma powodu. Nie skrzywdziłbym cię, Siân. Prędzej wyrwałbym sobie serce z piersi niż tobie jeden włos z głowy.
Słyszę, że mówi szczerze, a jednak to dziwne, że mówi coś takiego.
- Przepraszam cię, czasami wpadam w paranoję. Wcale tak nie myślałam. Po prostu... po prostu miałam ciężkie życie i z tego powodu niełatwo mi zaufać nowo poznanym osobom. - Potrząsam głową, żeby odegnać dziwne przeczucie. Jeszcze nigdy mnie do nikogo tak nie ciągnęło, może to o to chodzi?
Wyciąga rękę i ujmuje w dłoń mój policzek. Pod jego dotykiem moja skóra aż iskrzy. Z moich ust wydobywa się cichy krzyk, zaglądam mu w oczy.
- Doskonale cię rozumiem - mówi. - Lepiej, niż ci się wydaje. Kiedy umarła moja matka... - Jego głos staje się matowy, słychać w nim ból. - Tylko pamiętaj, że nie masz się czym martwić, jeśli o mnie chodzi. Zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Zawsze. - W jego słowach jest jakaś ostateczność, która budzi moje zmieszanie. Czuję się mu bliższa, jakby podzielił się ze mną jakimś swoim skrawkiem.
- Ilekroć się spotykamy, słyszę, że nie podejmuję ryzyka... Że jestem ostrożna. Nie chcę być ostrożna - szepczę zmieszana.
- No to nie bądź. - Na chwilę odwraca wzrok, płomień w jego oczach przepala mnie na wskroś. - Wiem, że nie jesteś z nim szczęśliwa, kimkolwiek on jest. Widzę to. Dopiero co cię poznałem, ale widzę, jak ucieka z ciebie szczęście i życie.
Odwracam wzrok. Mam wrażenie, że ktoś mnie uderzył w twarz. Chcę się odsunąć, ale on mi nie pozwala. Chwyta mnie drugą ręką za dłoń i wtedy uderza mnie kontrast. Jego dłonie są stwardniałe i szorstkie, na przedramionach ma tatuaże. Moje są drobne i czyste.
On jest inny. To jest złe. Tylko czy na pewno?
- Nie mówię tego, żeby cię denerwować. Ciągnie mnie do ciebie ogromna siła, Siân. Nie umiem tego wyjaśnić, ale kiedy jestem w tym samym pomieszczeniu co ty, płonę. Też to czujesz?
O boże. To dla mnie za dużo. On to za dużo. Ale nie umiem go okłamać. Jego wzrok jest taki przenikliwy, nawet jeśli zaprzeczę, to Christian na pewno będzie wiedział, że to nieprawda.
- Czuję to. Głęboko. Płonę żywcem.
Oblizuję usta. Mam ochotę potrzeć twarz o tę dłoń, która wciąż obejmuje mój policzek.
- Widzisz. Jesteśmy tacy sami - szepcze.
Mój wzrok przeskakuje na jego pełne usta. Tak strasznie pragnę go pocałować, że robi mi się ciemno przed oczami. Wbijam paznokcie w drewniany blat, żeby się jakoś powstrzymać.
- Mam wrażenie, że boisz się życia, boisz się wolności. Pewnie dlatego, że wszyscy ludzie dokoła ciebie zawsze odchodzili. Też taki byłem, gdy straciłem matkę. Zostałem sam jak palec i miałem wrażenie, że wszyscy są przeciwko mnie.
- Skąd...? - Szukam słów, które pozwoliłyby mi zrozumieć, jak to wszystko ułożył, ale tylko tyle umiem wykrztusić.
Uśmiecha się.
- Nie wiem, skąd wiem - odpowiada. - Po prostu takie mam wrażenie. Idziesz przez życie, masz sukcesy. Dostajesz gratulacje z okazji ukończenia studiów podyplomowych, ale mimo tych wszystkich osiągnięć czegoś ci brakuje, prawda?
Widzę w głowie światła ostrzegawcze, ale jestem na nie ślepa. Przecież powiedział, że w życiu by mnie nie skrzywdził, a ja mu wierzę. Choć wiem, że to głupie.
- Skąd wiesz o moich studiach podyplomowych?
Oczy mu ciemnieją.
- Staram się dowiedzieć wszystkiego o osobie, którą się interesuję.
- A więc jesteś stalkerem? - pytam z uśmiechem.
- Jeśli masz na myśli drobne poszukiwania w social mediach, to tak, jestem stalkerem. - Znowu się uśmiecha, ale w jego oczach dalej widzę mrok.
Chcę dotknąć tej ciemności i zanurzyć się w nią. Choćby jeden jedyny raz. Ten mężczyzna jest dla mnie jak wirus, który niszczy moją determinację. Staję się przez to bezbronna. Powinno mnie to odpychać, zniechęcać, przerażać, podobnie jak ewentualne reperkusje, tymczasem dzieje się inaczej. Mnie się to podoba. Podoba mi się ten dreszcz, który mnie przechodzi w jego obecności, ciepło rozpływające się w moich żyłach i to, jak bez pytania przekracza kolejne granice. Przy nim czuję, przy nim widzę daleko poza granice największych lęków. On ma moc, żeby mnie pochłonąć, a najbardziej przerażające jest to, że ja też go pragnę. Pragnę, by mnie pożarł i wypluł.
Już mam coś powiedzieć, gdy do ciszy radiowej w moim mózgu przedostaje się głos Kyli. Christian natychmiast się odsuwa, a ja czuję zimno w miejscach, w których mnie przed chwilą dotykał.
- Czy ja aby nie przeszkadzam? - pyta moja przyjaciółka. Stoi przy stoliku i podpiera się pod boki. Trochę żałuję, że jednak przyszła.
- Ziemia do Siân! Jesteś tam?
Nie podoba mi się ten ton, więc odpowiadam z podobną intensywnością.
- Proszę, proszę, kto to raczył się zjawić godzinę spóźniony. Dzięki, że mnie uprzedziłaś.
- Najwyraźniej nieszczególnie ci to przeszkadzało, bo miałaś tu pana przystojniaka. Na pewno dotrzymał ci towarzystwa.
Przewracam oczami.
- Nie umawialiśmy się tu. On przyszedł na występ.
- O, naprawdę? - Kyla zerka na Christiana. - No to może przyniesiesz nam drinki?
Co to ma być? Dlaczego ona jest taka chamska? Patrzę na nią wściekła.
- Nie, Christian, nie musisz tego robić - mówię. - Kyla tylko żartuje.
- Nie, nie. - Wstaje i się prostuje. Jest tak wysoki, że muszę zadrzeć głowę, by widzieć jego twarz. - Jestem ci winien drinka, pamiętasz?
- Nie drinka, tylko kawę. Drink kosztuje piętnaście dolarów.
Mam wrażenie, że wzrok Kyli przepala mnie na wylot. Wiem, że się zastanawia, o czym rozmawiamy i kiedy się poprzednio widzieliśmy. Niedługo się dowie.
- Nie ma sprawy. Możesz mi to wynagrodzić przy okazji tej odroczonej kawy. - W jego oczach migocze ubawienie. - Co zamówić?
- Ja poproszę cosmopolitan - wyrywa się Kyla.
- Ja piwo. - Zdecydowanie nie powinnam już pić alkoholu, ale wieczór jest jeszcze młody, a ja się chcę zabawić.
Christian bez słowa komentarza rusza do baru.
Mając pewność, że on nas nie słyszy, moja przyjaciółka się do mnie nachyla. Ma na sobie krótką letnią sukienkę, skórzaną kurtkę i sandały na szpilce. W porównaniu ze mną wygląda jak bogini. Ja jestem chuda i niska, a ona ma nogi do nieba.
- Co to ma znaczyć, do cholery? - pyta.
- W skrócie: wpadliśmy na siebie w kawiarni tego dnia, gdy pokłóciłam się z Tajem. Christian niechcący oblał mnie moją kawą.
Kyla ściąga usta w ciup.
- Przypadkiem, no jasne.
- Poważnie mówię. To był przypadek.
- Może dla ciebie, ale ten typ patrzy na ciebie, jakby chciał cię pożreć.
Kręcę głową. Może i tak patrzy, a ja nie jestem gotowa tego przyznać. Nadal jestem z Tajem, a wiele można o mnie powiedzieć, ale na pewno nie to, że zdradzam partnerów. Choćbym nie wiadomo jak była na niego wściekła, za skarby świata bym czegoś takiego nie zrobiła. Kyla wydaje mi się dzisiaj jakaś obca, nie mam pojęcia dlaczego. Nic już nie mówi, a kiedy Christian wraca do stolika z naszymi drinkami, robi się dość niezręcznie. Staram się to ignorować. Kyla patrzy na Christiana czujnie, tak jak i on na nią.
Można by odnieść wrażenie, że toczą walkę.
Powoli popijam piwo, słuchając kapeli. Wreszcie mam miły, odprężający wieczór. I wszystko to obraca się w pył, gdy po drugiej stronie baru dostrzegam Taja. Uśmiecha się szeroko, gdy nasze spojrzenia się spotykają. Macha mi, a ja myślę tylko "Co do cholery...?".
Całe moje ciało się napina jak cięciwa łuku.
Christian od razu zauważa zmianę w moim zachowaniu, nachyla się do mnie.
- Co się stało?
Nie odrywam wzroku od Taja, który idzie w naszą stronę. Christian musiał już odgadnąć, co się dzieje, bo nie domaga się odpowiedzi. Kyla podskakuje z ekscytacji, a ja czuję złość. Jeszcze nie jestem gotowa na spotkanie z nim.
Gdy jest na wyciągnięcie ramienia, sięga, żeby mnie uściskać. Poddaję się temu sztywno, nie odwzajemniam uścisku.
- Tylko mi nie mów, że ciągle jesteś zła - mówi, odsuwając się, by spojrzeć na moją twarz.
Popycham go.
- Ciągle zła? - Jestem bliska wybuchu. - Skąd w ogóle wiedziałeś, że tu jestem?
Zerka szybko na moją przyjaciółkę.
- No, Kyla mi powiedziała.
Krzyżuję ręce na piersi.
- Doprawdy? A kiedy ustalałeś z Kylą, że tu przyjdziesz? - Ciągle z nim jeszcze nie rozmawiałam o tym, co się stało. Bo ciągle nie jestem gotowa. A oni tak po prostu podjęli za mnie decyzję.
Taj drapie się po potylicy.
- No, na uczelni.
Wobec jego nonszalancji mój gniew tylko przybiera na sile. Mało że mnie zranił, to jeszcze uważa, że może decydować, kiedy się zobaczymy. No nie sądzę. Ciąży mi rozmowa z Christianem sprzed chwili.
I jakby czytając mi w myślach, Christian wsuwa swoją potężną sylwetkę pomiędzy mnie a Taja, stając twarzą do mnie. Wielkie dłonie opiera na moich ramionach. Spoglądam na niego spod rzęs. W jego dłoniach czuję się chroniona i jednocześnie bezbronna.
- Facet, co jest? - krzyczy Taj za jego plecami. - To moja dziewczyna!
Mam wrażenie, że zamknęliśmy się w jakiejś bańce, w której nikt nie może nas dosięgnąć, nie ma nikogo poza nami, ale to nieprawda. Prawda wygląda tak, że nie jesteśmy sami i jeśli nie nakłonię Christiana do wyjścia, dojdzie do bójki. Czuję ją w powietrzu, pachnie jak deszcz.
Christian ogląda się szybko na Taja i znowu patrzy na mnie. W jego błękitnych oczach widzę coraz większe szaleństwo, jakby kipiący gniew tylko czekał na uwolnienie.
- Posłuchaj... Wszystko jest w porządku. Dziękuję, że dotrzymałeś mi towarzystwa... ale chyba powinieneś już iść.
Najwyraźniej się obawiałam, że warknie i odmówi, ale on patrzy na mnie przez chwilę i kiwa głową. Odsuwa się i odchodzi, a ja z każdym jego krokiem czuję się bardziej zagubiona.
Taj natychmiast wykorzystuje przewagę i przysuwa się do mnie. Obejmuje mnie ramieniem i przytula zaborczo. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał, ale teraz pewnie czuje, że jego pozycji zagraża Christian.
- Tak, chyba czas się zwijać - zarządza, ale ja go uciszam.
Christian jest jakieś półtora metra od nas, czuję mrok i gniew pod jego skórą. Ten człowiek jest tajemniczy i piękny, jasne, tylko że jest w nim też coś niewiarygodnie niebezpiecznego, a ja się tego boję, ale też mnie to intryguje.
Na szczęście nie odpowiada na głupią uwagę Taja, odwraca się i już bez słowa wychodzi z baru. Trochę chyba bym chciała, żeby coś powiedział na pożegnanie, ale sądząc z wyrazu jego twarzy, w ramach pożegnania można by się raczej spodziewać pięści, krwi i policji.
Wypuszczam powietrze - w ogóle nie zauważyłam, że przestałam oddychać - i widzę, że Taj mi się przygląda.
- Nic ci nie jest? - pytam, chociaż to on powinien się o mnie zatroszczyć.
- Nic, ale zastanawiam się, czy tobie nic nie jest. Już drugi raz widzę cię w knajpie z tym facetem. Coś jest na rzeczy?
- Żartujesz sobie, prawda? - pytam oszołomiona. - Nie ma innej opcji, prawda?
Dociera do niego, że popełnił błąd, i wycofuje się.
- Przepraszam, przepraszam. Sytuacja zrobiła się nerwowa, a mnie się nie podobało, jak on stanął pomiędzy nami, jakby uważał, że zrobię ci krzywdę czy coś. A koleś przecież cię w ogóle nie zna.
No właśnie... Nie mam serca mu powiedzieć, że facet, który mnie w ogóle nie zna, zna mnie lepiej niż facet, z którym jestem od dwóch lat.