Niebezpieczne zauroczenie - Ann Lethbridge

Kup ebooka

16.99 zł
13.93 zł (13,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Kwiecień 1812 r.

Redford Greystoke, hrabia Westram, zmusił się, by nie odwracać wzroku od trzech ubranych na czarno, zawoalowanych dam, które siedziały przed jego biurkiem. Ich widok łamał mu serce, bo pod woalkami kryły się trzy piękne, młode kobiety. Dwie z nich były jego siostrami, a trzecia szwagierką. Wszystkie owdowiały tego samego dnia, o tej samej godzinie, bo ich mężowie byli absolutnymi idiotami. A teraz on był nowym hrabią, ostatnim męskim członkiem rodziny z trzema kobietami na utrzymaniu. To był powód ich obecności tutaj i powód wrogości wypełniającej powietrze.

- Zostaniecie pod moim dachem - oznajmił stanowczo Red. - Nie mam nic więcej do powiedzenia w tej sprawie.

- Redford. - Lady Marguerite, jego starsza o dwa lata siostra, mówiła dość cicho, ale z pasją. - Nie możesz nam mówić, gdzie mamy mieszkać.

Problem z wdowami polegał na tym, że uważały się za niezależne kobiety.

- Mogę, jeśli mam za to płacić. - Cholera. Teraz mówił jak rozwydrzony młokos. - Postawmy sprawę jasno, drogie panie. Nie mam funduszy, by umieścić was w waszych własnych domach. Zamieszkacie ze mną w Gloucestershire do czasu zakończenia żałoby. Potem z przyjemnością otworzę londyński dom i będziemy mogli spotykać się ze znajomymi.

Lady Petra, druga siostra, spojrzała na niego. Pomimo woalki skrywającej jej twarz wiedział dokładnie, jakie spojrzenie skierowała w jego stronę, bo Petra była mistrzynią spojrzeń.

- Jeśli myślisz, że mogłabym kiedykolwiek poślubić kogoś innego... - Westchnęła.

Przeklął w myślach.

- Nikt cię do niczego nie zmusza. Jeśli w przyszłym roku nie będziesz chciała w sezonie chodzić na bale, możesz zostać w domu. - Jednak znał kobiety wystarczająco, by wiedzieć, że po kilku miesiącach na wsi, będą błagały o wyjście na bal.

Jego szwagierka, Carrie, wdowa po jego bracie, złapała opadającą rękę Petry.

- Wszystko w porządku, moja droga - powiedziała łagodnie.

Lubił Carrie Greystoke. Bardzo. Była praktyczną i rozsądną kobietą, choć musiała stracić na chwilę rozsądek, gdy zgodziła się poślubić jego nieodpowiedzialnego brata. Na szczęście od śmierci męża była opoką zdrowego rozsądku. Czasami wydawało mu się, że jest zbyt spokojna, zupełnie jakby skrywała cichą desperację. Odepchnął od siebie tę myśl. Wszystkie trzy wzbraniały się przed jego propozycją i musiał zebrać siły, jeśli miał zwyciężyć.

- Pozbieraj się, Petra - powiedziała Marguerite. - Nie ma co płakać, że banda idiotów dała się zabić.

Marguerite płakała na jego ramieniu, gdy przekazano im smutną wiadomość. Fakt, że teraz kontrolowała emocje, napawał nadzieją.

Petra, która straciła nie tylko męża, ale także najlepszego przyjaciela, oparła głowę na ramieniu Carrie i zaszlochała.

Red też chętnie by się rozpłakał. Przez kilka tygodni wydawało mu się, że w końcu wyjdzie z długów pozostawionych przez ojca, a potem ziemia zapadła mu się pod stopami, popychając go na skraj przepaści. Wciąż nie wiedział, co skłoniło mężów tych kobiet do wstąpienia do armii Wellingtona. Jedynym wyjaśnieniem, jakie udało mu się uzyskać od ich przyjaciół, był jakiś zakład. Cóż, nie mógł nic zrobić z przeszłością. Teraz jego zmartwieniem była przyszłość.

Najbardziej zszokowała go skala długów Jonathana. Pochłonęły każdy grosz, a nawet więcej z posagu, który wniosła Carrie. Red wciąż nie mógł uwierzyć, że jego wpadł w taką spiralę długów. Nie potrafił sobie też wyobrazić, czym kierował się ich ojciec, pozwalając dwóm siostrom Reda poślubić mężczyzn bez perspektyw. Cóż, zawsze pobłażał córkom i dawał im wszystko, czego zapragnęły. Dlatego teraz było im tak ciężko.

- Myślę, że byłoby najlepiej, gdybyś pozwolił nam przynajmniej spróbować - powiedziała Carrie. - Nie będziemy dla ciebie ciężarem, Westram. Obiecuję.

Jeśli Carrie popierała szalony plan jego sióstr, to był zgubiony. Rozsądna, przyziemna i uparta jak mało kto. Nigdy się nie ugnie. Być może najlepiej byłoby, gdyby dowiedziały się, że są zagubione jak dzieci we mgle i niewiele wiedzą o świecie. Wtedy posłuchałyby głosu rozsądku. Jego głosu.

Machnął ręką.

- Jak sobie życzysz. Dam wam czas na ten eksperyment. - Rzucił Carrie przepraszające spojrzenie. - Bardzo mi przykro, ale wszystkie pieniądze, które wniosłaś w posagu, poszły na spłatę długów Jonathana. - Jonathan oczarował też jej ojca, a ten przekazał mu fundusze, które Carrie powinna dostać po śmierci męża. Gdyby jej ojciec porozmawiał wcześniej z Redem, ten przemówiłby mu do rozsądku i może Jonathan nadal by żył. - Zrekompensowałbym ci to, co sprzeniewierzył mój brat, ale nie mam jak. Może z czasem... - Urwał. Jego siostry były w niewiele lepszej sytuacji. Ich mężowie pozostawili po sobie mnóstwo niezałatwionych spraw. Westchnął. - Dam wam do dyspozycji Westram Cottage w Kent, pod warunkiem, że będziecie w stanie same się utrzymać. - Spojrzał na nie. - Będę sprawdzał, jak sobie radzicie.

W ciągu miesiąca wrócą jak niepyszne.

Marguerite wstała. Carrie zrobiła to samo, pomagając jego młodszej siostrze. Jak zawsze był zaskoczony jej wzrostem, bo w ich rodzinie kobiety były dość niskie.

- Dziękuję, Red - powiedziała Marguerite. - Nie pożałujesz tego.

Och, pożałuje. Nie miał co do tego wątpliwości.

Wyszły, a on nalał sobie brandy i wypił ją jednym haustem.