LIST PIERWSZY
Do Pana ***, studenta w Bordeaux
Paryż, 17 lutego 1805
Uradowałem się wielce, Szanowny Panie, na wieść, że poniechał Pan najzupełniej zgubnego zwyczaju, dzięki czemu uniknie Pan przedwczesnej śmierci. Lecz niech Pan pamięta, że uzyska Pan całkowitą pewność siebie i w zupełności korzystać Pan będzie z owoców odniesionego zwycięstwa dopiero wtedy, gdy Pańska dusza stanie się czysta. Kiedy zapozna się Pan z tajemnicami medycyny, którą studiować Pan zamierza, dopiero wtedy pojmie Pan, nad jak głęboką stanął Pan wprzódy otchłanią.
Nie zamierzam radzić, by odsunął Pan przyjaciół, którzy nakłonili Pana do występku masturbacji, upraszam zaś jednak, by zatroszczył się Pan o ich los. Wie Pan przecież sam najlepiej, że to, co oni uprawiają, wymaga naszego współczucia, niechaj więc Pan śpieszy z rozgłaszaniem wiadomości o zaszłej w Panu zmianie oraz o jej powodach, niech Pan przyjaciół swych nakłoni, by poszli Pana śladem i zaniechali procederu zadającego gwałt naturze. Niech Pan widomie im wystawi, jakie czyha na nich zło bezdenne. Niech im Pan wyliczy ponadto korzyści płynące dla Pana z wszystkiego, co dotychczas w tej materii Panu powiedziałem.
Nie wątpię, że napotka Pan liczne kłopoty w przekonywaniu przyjaciół o niestosowności ich zachowania, i wykluczyć nie mogę, że słowa, które do Pana kierowałem, uznają oni za przesadne, dołączam zatem do tego listu kilka ustępów z korespondencji nadesłanej lub przyniesionej osobiście przez chorych, którzy znaleźli się w położeniu nieszczęsnym niewątpliwie na skutek onanizmu właśnie.
Proszę przyjąć, Szanowny Panie etc.
USTĘP PIERWSZY
"Mam dwadzieścia dwa lata i urodziłem się z ojca i z matki wielce cnotliwych. Do piętnastego roku życia zaznawałem jedynie niewinnych przyjemności, o których tak miło wspominać w starszym wieku, jedyną mą namiętnością była nauka, jedynym szczęściem podobanie się tym, którym istnienie zawdzięczam. Czemuż jednak wszędzie czyhają potwory czerpiące radość z czynienia innych swymi współziomkami? Nie wierzę, Szanowny Panie, by los innych mógł równać się mojemu, chociaż od trzech lat zaprzestałem, stanowczo za późno, uciekania się do haniebnych praktyk, których skutki tak okazały się straszne, iż życie moje zmieniło się w koszmar. Sen zakłócają mi nieustannie przeraźliwe wizje i często zdawa mi się, że zaraz będę uduszony. Nerwy moje w żałosnym znajdują się stanie, wydalam z największą trudnością, wychudłem straszliwie, płeć mam bladą, skóra mi obwisła, oczy me podbite i na poły zapyziałe tak, że nawet przez dwie minuty czytać nie potrafię".
USTĘP DRUGI
"Po przeczytaniu Pańskiej książki o epilepsji (1) oraz pracy Tissota zdawa mi się, Szanowny Panie, że masturbacja, jakże często przeze mnie uprawiana, szczególnie w dzieciństwie, może być jedną z przyczyn epilepsji, na którą cierpię od dwunastego roku życia. Teraz mam lat dwadzieścia cztery i pół, mierzę pięć stóp i pięć lub sześć cali, jestem dobrze zbudowany i nie wyglądam na człowieka chorego. W wieku lat dwunastu odczuwałem bóle głowy takie, jakby ciężar jakiś uciskał mi mózg. Krew mi puszczano, lewatywy robiono, ale bóle głowy wracały i właśnie w wieku lat dwunastu dopadł mnie pierwszy atak epilepsji. Odtąd powracają one od czasu do czasu. Kilka dni temu doznałem ataku straszliwego. Tak, Szanowny Panie, nie wątpię - to ponury zwyczaj dziecinny prowokowania częstych polucji wywołał we mnie straszliwą chorobę. Dlatego o pomoc zwracam się do Pana. Moja nieśmiałość jest bezprzykładna, najmniejszy drobiazg mnie przeraża, pogróżki dziesięcioletniego dziecięcia wprawiają mnie w drżenie, do niczego przyłożyć się nie jestem w stanie, najmniejsze poruszenie ducha doprowadza mnie do ataku. Niechże Pan użali się nade mną, litości błagam, straszliwy los cierpię".
USTĘP TRZECI
"Mam dwadzieścia trzy lata, oddawałem się masturbacji od czternastego do osiemnastego roku życia, do czasu, kiedy pod broń mnie wezwano. Niech Pan sam osądzi, jak wiele wycierpiałem. Wygląd krzepki i zdrowy nie pozwolił mi na uwolnienie się od mozolnej służby dwuletniej. Nie sposób opisać, co wycierpiałem, ale moje cierpienia niczym się wydają w porównaniu z nieszczęściami znieprawionych przeze mnie kompanów. Wielu spośród nich umarło w najstraszliwszych męczarniach z powodu zaszczepionego im przeze mnie występku, pogrążywszy rodziny w nieutulonym żalu".
USTĘP CZWARTY
"Mam trzydzieści pięć lat, kawalerem jestem. Od czasu przyjścia do rozumu odczuwam dokuczliwości tak rozmaite i tak powikłane, że trudność największą sprawia mi wskazanie ich przyczyn. Muszę dokuczliwości owe sumiennie wyliczyć w poszukiwaniu ich źródła, sporządzić, jeśli rzec tak wypada, historię mej choroby.
Dokuczliwości moje zaczęły się w wieku dojrzewania. Wydają mi się rezultatem haniebnych nadwerężeń, trwających prawie osiemnaście miesięcy. Zdałem sobie sprawę z zaszłych we mnie zmian dopiero wtedy, gdy straciłem pamięć i popadłem w stupor (2). Później nawiedziła mnie melancholia i poczułem niepokojące wapory, początkowo bez poważnych wypoczwarzeń. Jednak stan mój rychło pogorszył się wyraźnie. Bóle się podwoiły, żołądek i trzewia dokuczały mi srodze, mocz oddawałem z coraz większym trudem, z pieczeniem przeraźliwie swędzącym. Całkiem zaprzestałem haniebnego zwyczaju, zażywałem przechadzek, wapory ustały, ale teraz znowu żadne remedium nie chroni mnie przed ich nawrotem. Jeśli zaś idzie o dolegliwości żołądka i nerwową targaninę, to trwają one nadal, zatem żyję od blisko lat dwudziestu rozdzierany słabym zdrowiem i dolegliwościami okrutnymi. Odczuwam, od lat wielu, bóle czasem rozległe, czasem kłujące w lewej części głowy oraz lekkie spazmy w prawej części ciała, a także uporczywe zaparcia, wymagające stosowania lewatyw. Najmniejsze zmiany ciśnienia, a nade wszystko mgły, pogłębiają me cierpienia. Takie oto są przypadłości, o których uleczenie prosi Szanownego Pana człowiek dobrze urobiony, nieszczęśliwy z powodu wstrętnego upodobania, od którego odwrócić go mogła jedynie wiara, przez nędznych ludzi wyśmiewana. Z pewnością już za późno, by mógł on liczyć na całkowite wyzdrowienie".
USTĘP PIĄTY
"Zachowałem niewinność do lat jedenastu, do kiedy kamrat mój z pensji nauczył mnie samozniszczania, ponieważ od tej pory, aż do lat dwudziestu dwóch, oddawałem się masturbacji, cierpiałem ciągłe katusze i wydobyć się z pohańbienia nie potrafiłem. Wychudłem straszliwie. Niech Pan sobie wystawi osobnika o cerze bladej, ołowianej, kościotrupa prawie, pokrytego tylko skórą suchą i zmarszczoną. Oto w jaki smutny stan popadłem. Chudość niczym, Szanowny Panie, w porównaniu z boleściami, które podwajają pamięć mej zbrodni; jęki bólem wywołane tak są straszliwe, że nikt u boku mego ani nawet jednej nocy nie wytrzyma. Wszystko mnie brzydzi, często pomstuję na rodziców i przyjaciół, nawet wtedy, gdy świadczą mi posługi, bez których nie mógłbym się obejść. Nie proszę o uleczenie, niemożliwym mi się ono dzisiaj zdawa, błagam jeno o ulżenie w cierpieniach, od których śmierć jedynie uwolnić mnie w zupełności zdoła".
UWAGI WSTĘPNE
Listy poniżej zamieszczone pisałem do młodzieńca, który medycynie poświęcić się zamierzał, ale uprawiał onanizm. Szczęśliwie rzecz mi całą wyznał w porę, by się z samogwałtu wydobyć. Długo się ociągałem z ich publikowaniem, bo przeczytawszy dzieła sławetnych ludzi, którzy nie zaniedbywali tej materii, odnalazłem w nich liczne świadectwa mocno podobne do tych, które w poniższych listach się znajdują. Wyznaję ponadto, że nie ośmieliłbym się pisać po Tissocie, Saltzmanie, Campem, Gottliebie Wogelu etc., gdybym nie zdawał sobie sprawy ze skutków równie przeraźliwych, jak porażających, każdego dnia wywoływanych przez występek masturbacji.
Dziwić może, iż człowiek tak młody, jak wnosić wypada, niewiele ponad dwadzieścia lat liczący, na wyznania w materii jakże istotnej wobec mnie się odważył, i że nawet uczynić zdołałem z niego wspomożyciela jego własnych kamratów, wszak wiadomo przecie, iż młodzieńcy chętnie zwierzają się we własnym gronie, zatajając prawie zawsze swe czyny przed starszymi. Dodam, że leki, które mu zalecam, zbyt są lekkie, by zaszkodzić mogły, i powtarzam mu często, aby zachęcał innych chorych w ciężkim stanie do wizyt u lekarzy.
Powtarzam, młodzi ludzie chętniej wyznają swe przywary samym sobie, z ogromnym zresztą wysileniem, i dopiero w śmiertelnym zagrożeniu mówią biegłym o prawdziwych źródłach swych dolegliwości. Tak zawsze się dzieje w przypadkach nieustannie ponawianego onanizmu. Wielu jest takich, którzy wolą umrzeć, niczego nie powiedziawszy, lub przyznają się zbyt późno, by ich od śmierci uratować.
W tej właśnie chwili dowiedziałem się o zgonie syna jedynaka, lat piętnaście liczącego, którego dom znajdował się w pobliżu mojego. Nieszczęsny ten młodzian wyznał masturbację dopiero wtedy, gdy poczuł, iż żegna się z życiem.
Od czasu drugiego wydania tej pracy miałem sposobność leczyć wielu młodych ludzi dotkniętych epilepsją lub gruźlicą płucną na skutek onanizmu (1).
Przedstawiam, podług moich własnych obserwacji lub ustaleń autorów wcześniejszych, objawy pozwalające rozpoznać spuszczalskich młodzieńców.
Tuszę, iż młodzi koledzy lekarze, czytając niniejsze dziełko, znajdą w nim kilka dowodów i sformułowań, które sporządzić można jedynie po uważnych badaniach, oraz liczę, że będzie ono skwapliwie czytane przez ojców rodzin oraz osoby zajmujące się edukacją młodzieży.