Jämtland, poniedziałek, 20 lutego 2017 roku
12
Solveig Persson mieszkała w domu z białej cegły w południowej dzielnicy Östersund. Koledzy z jednostki interwencyjnej zdążyli ją powiadomić o śmierci Malmberga. Zapłakana otworzyła drzwi Maricie.
- Moje kondolencje. Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mogłabym wejść na chwilę?
Marita wyciągnęła legitymację policyjną i Solveig od razu wpuściła ją do środka.
W domu pani Persson panował równie pedantyczny porządek jak u Malmberga.
- Jak długo się państwo znali? - zapytała inspektor po tym, jak usiadła przy kuchennym stole i odmówiła filiżanki kawy.
Solveig miała proste siwe włosy ścięte na boba i jak na swoje sześćdziesiąt dziewięć lat wyglądała na osobę w dobrej kondycji fizycznej. Marita przypuszczała, że kobieta jest w lepszej formie niż ona. Lata nieudanych prób odchudzania tylko pogorszyły sytuację. W zasadzie dała za wygraną i dlatego postanowiła skosztować cynamonowej bułeczki, którą podała Solveig. Mimo że kobieta była zrozpaczona i zszokowana, zadbała o to, by zaproponować gościowi kawę i poczęstunek.
"Wymierające pokolenie - pomyślała policjantka. - Błogosławieństwo i przekleństwo".
Solveig miała przed sobą filiżankę kawy, ale nie piła. Ręce trzęsły jej się tak bardzo, że Marita zastanawiała się, co by się stało z kawą, gdyby kobieta zechciała jednak podnieść filiżankę.
- Poznaliśmy się z Bossem pięć lat temu podczas podróży autokarowej do Toskanii.
- Rozumiem - powiedziała ściszonym głosem Marita. - Jak często się państwo spotykali od tego czasu?
Solveig powoli poruszała głową na boki.
- W ostatnich latach dwa, trzy razy w tygodniu. Na początku nie widywaliśmy się tak często. Nie było łatwo się do niego zbliżyć.
Nie zdziwiło to Marity. Nigdy nie udało jej się nawiązać bliższej relacji z Malmbergiem. Z tego, co pamiętała, zawsze trzymał się na uboczu i wycofywał, gdy ktoś chciał z nim pogadać. Ani razu nie zainteresował się Maritą, ani jej życiem osobistym.
- Malmberg... to znaczy Bosse... nie ma dzieci. Co pani wie o jego życiu towarzyskim?
Nastąpiła krótka cisza, Solveig najwyraźniej zastanawiała się, co odpowiedzieć.
- Ma sąsiada, Nilsa, z którym gra... grał u bukmachera. Co tydzień razem obstawiali wyścigi konne. Ma też młodszego brata, mieszka w Sundsvall. Ale nie widywali się zbyt często.
- Czy należał do jakiejś organizacji? Stowarzyszenia emerytów w rodzaju PRO?
Widać było, że Solveig nie ma co do tego pewności.
- Do PRO nie należał, ale opowiadał o stowarzyszeniu emerytów policyjnych. Wydaje mi się, że spotykali się mniej więcej raz w miesiącu.
Marita skinęła głową. Znała to stowarzyszenie. Regularnie zapraszano byłych funkcjonariuszy na komisariat, by przy kawie powspominali stare czasy. Nie wiedziała jednak, że Malmberg do niego należał.
- Jak zapewne już pani wie, ciało Bossego zostało znalezione na szczycie stoku na wyspie Frösön.
Marita przerwała na chwilę, po czym zaraz z wyczuciem zaczęła drążyć sprawę morderstwa.
- Czy domyśla się pani, co on mógł tam robić? Mieszka w ?s, więc to chyba nie jest standardowa trasa na wieczorny spacer z psem, tak przypuszczam.
Dopiero teraz Solveig upiła łyk kawy. Pomału trzęsącymi się dłońmi podniosła filiżankę do ust. Marita ją obserwowała, Solveig udało się wziąć mały łyk i nie porozlewać. Potem natychmiast odstawiła filiżankę na stół i opuściła ręce na kolana.
- Nie, nie rozumiem tego. Szukał co prawda nowych miejsc na spacery. Wiem, że od czasu do czasu jeździł z psem i spacerował z nim właśnie tam, na ścieżce do joggingu, która biegnie przez wzgórze Frösöberget...
Do tej pory Solveig podczas rozmowy trzymała emocje w ryzach, ale kiedy wspomniała imię psa, głos jej się załamał i zaczęła płakać. Marita przez chwilę się nie odzywała. Współczuła Solveig. Od teraz czeka ją samotne życie i nie będzie miała z kim dzielić codzienności. Nikogo, kto chciałby wysłuchać, jak jej minął dzień, nikogo, z kim mogłaby zjeść kolację, nikogo, kto by okazał wsparcie, gdy będzie smutna. Ciężko było znaleźć coś na pocieszenie. Marita wiedziała, jak to jest. Choć ona przynajmniej miała kota.
- Ale tak późno wieczorem? - kontynuowała Solveig, kiedy się nieco uspokoiła. - Nie rozumiem, co on tam robił.
Marita zanotowała w pamięci, że w zeznaniu pojawiło się coś nietypowego, coś, co się wyróżniało. To mógł być element układanki w śledztwie, którego nie wolno jej było przegapić.
- Czy Bosse mógł być w coś uwikłany? - zapytała.
Solveig wyjęła chusteczkę z pudełka na stole i wydmuchała nos.
- Uwikłany? Nie, nic mi nie przychodzi do głowy.
- Czy ostatnio wspomniał o czymś, co wzbudziło pani żywą reakcję? O czymś, co się wyróżniało na tle jego zwykłych spotkań towarzyskich lub rutynowych czynności?
Marita zdała sobie sprawę, że na to pytanie nie ma szybkiej i oczywistej odpowiedzi, ale musiała je zadać, żeby Solveig mogła wrócić do niego później, jeśli coś sobie przypomni.
- Dużo mówił o starym koledze ze szkoły, z gimnazjum, jak mi się wydaje. Wpadli na siebie w sklepie kilka miesięcy temu, a potem ten mężczyzna do niego wydzwaniał. Chciał obstawiać z nim wyścigi konne.
- U tego samego bukmachera?
- Tak, V75, Stryktipset i tak dalej. Zastanawiam się, czy nie napomknął też o kupnie konia.
- Czy Bosse był nałogowym hazardzistą?
Gdy tylko Marita zadała to pytanie, pożałowała doboru słów, Solveig jednak nie odebrała tego pytania jako czegoś negatywnego.
- Grał z Nilsem, sąsiadem, raz w tygodniu i to uwielbiał. Zaczynał już w środę wieczorem, kiedy pojawiał się program gonitw, a piątkowe wieczory były święte niczym święto. Wtedy to razem z Nilsem spotykali się w domu Bossego przy whisky i planowali zakłady.
- A zaczął też spotykać się z tym dawnym kolegą ze szkoły?
- Nie wiem, ale nie sądzę.
- Wie pani, jak się ten kolega nazywał?
Solveig odgarnęła włosy do tyłu, jakby chciała związać je w kucyk, sprawiając przy tym wrażenie zmęczonej siedzeniem przy stole i odpowiadaniem na pytania.
- Per Bohed. Powinniście go sprawdzić. W pewnym sensie jakby nie chciał się odczepić do Bossego.
Marita to zanotowała, po czym kontynuowała przesłuchanie. Bała się zadać kilku ostatnich pytań, ale wiedziała, że nie ma wyboru.
- To delikatne pytanie, ale niestety muszę je zadać.
- Słucham... - Solveig spojrzała na nią pytająco.
- Wróćmy do relacji między panią a Bossem. Czy utrzymywali państwo stosunki seksualne?
- Co takiego? - oburzyła się Solveig. - To sprawa wyłącznie między mną a nim.
Marita współczuła kobiecie, mimo to musiała wykonywać swoją pracę.
- Zadam inne pytanie. Czy to możliwe, że zaspokajał swoje potrzeby seksualne gdzie indziej?
- Na litość boską!
Policjantka milczała i czekała, aż Solveig powie coś więcej. Trochę to trwało, zanim kobieta się odezwała.
- Dobrze nam było ze sobą. Nie było za dużo seksu... choć czasami się zdarzało... - wydusiła z siebie w końcu.
- Czy zauważyła pani jakieś oznaki zainteresowania inną kobietą lub mężczyzną?
- Mężczyzną? Nie, no to już przesada!
Maricie zrobiło się głupio. Zasadniczo nie była osobą ciekawską ani wścibską, a teraz jej pytania mocno naruszały sferę prywatności tej starszej kobiety.
- Pytam, ponieważ szukam możliwego motywu.
- W takim razie otrzymasz odpowiedź. On nie był z takich! - syknęła Solveig z niesmakiem.
"Nie z takich", pomyślała Marita, na chwilę zamykając się w sobie. Przypomniała sobie, jak walczyła z prośbami byłej partnerki Lisy - dążącej do tego, by ujawniły swój związek - właśnie dlatego, że wiedziała, jak niektórzy ludzie będą ją postrzegać.
- Muszę zadać jeszcze jedno pytanie dla formalności - mówiła dalej Marita po tym, jak Solveig wzięła łyk kawy.
Kobieta spojrzała na policjantkę niemal ze złością.
- Gdzie pani była zeszłej nocy?
Solveig zacisnęła wargi.
- Teraz to naprawdę się wściekłam! Jest pani coraz bardziej bezczelna. Myśli pani, że to ja go zamordowałam?
- Zadaję to pytanie, bo muszę. Nie ma innego powodu.
- Cały czas byłam w domu. I rozmawiałam z przyjaciółką przez telefon. Nazywa się Inger Rydin. Może pani do niej natychmiast zadzwonić, z pewnością to potwierdzi.
- Dziękuję bardzo! Nie sądzę, żeby to było konieczne, ale wezmę jej numer telefonu.
Dziesięć minut później Marita była w drodze powrotnej na komisariat. Źle się czuła z tym, że musiała naciskać na starszą kobietę, by uzyskać odpowiedzi znacznie wykraczające poza granice prywatności, i potrzebowała chwili, żeby się uspokoić. Robiło się już ciemno i temperatura znów zaczęła spadać. Termometr wskazywał minus szesnaście stopni. Podkręciła ogrzewanie w samochodzie najbardziej, jak się dało, i zastanawiała się, kiedy te mrozy się wreszcie skończą.