Nie wszystko pod kontrolą - Pippa Roscoe

Kup ebooka

11.99 zł
9.83 zł (9,09 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Siedząc przy szpitalnym łóżku, Luca Calvino starał się nie wpatrywać w leżącego na nim mężczyznę, podłączonego do niewiarygodnie dużej liczby urządzeń monitorujących czynności życiowe. Fakt, że mężczyzną tym był Nate Harcourt, bardzo bogaty biznesmen - w podobnym wieku co trzydziestotrzyletni Luca - wywoływał w nim pewien niepokój.

- Nie jest tak źle, jak wygląda.

- Wygląda zdecydowanie źle - odparł zgodnie z prawdą Luca.

- Ale jest lepiej, niż wygląda - upierał się Nate.

- Niech ci będzie.

Prywatny szpital w Szwajcarii, w którym się znajdowali, luksusem nie ustępował najlepszym hotelom, z których do tej pory miał przyjemność korzystać Luca, zapewniając jednocześnie swoim pacjentom bardzo wysoki poziom ochrony.

Duże szpitalne okna wychodziły na bajkową scenerię lasu pogrążonego w mroźnej zimie.

- Pegaso zdecydowanie ma się już czym pochwalić, jak na tak młodą firmę - stwierdził Nathanial Harcourt, wracając do tematu rozmowy.

- Nie jesteśmy już młodą firmą. Działamy od dziesięciu lat - odparł z dumą w głosie Luca.

- Z perspektywy prowadzonego czwarte stulecie biznesu rodzinnego, to bardzo młoda.

- Słuszna uwaga - przyznał Luca.

Jeszcze rok wcześniej Nathanial Harcourt był wschodzącą gwiazdą świata biznesu. Pochodził z rodziny dysponującej tak olbrzymimi zasobami, że graniczyło to wręcz z instytucjonalnym nepotyzmem. Ale o Nathanialu zaczynało być głośno w kontekście jego własnych osiągnięć.

I nagle, pewnego dnia, zniknął z powierzchni ziemi. Według oficjalnej wersji - by odbyć podróż do indyjskiego stanu Goa.

- To rak? - spytał Luca, ciekawy, co odpowie Nate.

- Tętniak. Mózgu.

Luca skinął głową. Część łóżka była uniesiona do góry, a na wystającym ze ściany metalowym ramieniu zamontowany był blat - umożliwiający pracę na laptopie i zapewniający miejsce do rozłożenia dokumentów.

- Zeszłoroczne przychody Pegaso naprawdę robią wrażenie, szczególnie biorąc pod uwagę obecną koniunkturę. Ale chociaż działasz w wielu krajach Europy, wciąż nie potrafisz mocno wejść na rynek anglojęzyczny - rzekł Nate.

- Nie bardzo rozumiem, dlaczego ciągle pastwisz się nad moją firmą, skoro za chwilę masz poprosić mnie o przysługę - rzekł Luca, nieznacznie wzruszając ramionami.

- Żadną przysługę. Mam dla ciebie ofertę.

W tym momencie jedno z urządzeń monitorujących wydało ostry dźwięk, a uwadze Luki nie uszedł grymas bólu i gwałtowny ruch ręki Nate'a, jakby zamierzał przyłożyć ją do głowy.

- Gadaj szybko, zanim ktoś przyjdzie naszprycować cię kolejnymi lekami - ponaglał Luca.

- Nie jest tak źle, jak wygląda.

- Właśnie widzę...

Nate zdobył się na słaby uśmiech.

- Chcę, żebyś ochraniał moją siostrę.

Wskazał leżącą na blacie teczkę, a Luca wstał, by po nią sięgnąć. Zaczął czytać:

Hope Harcourt, bliźniaczka Nathaniala, lat dwadzieścia dziewięć, niezamężna, dyrektor marketingu ogólnoświatowej sieci domów towarowych z dobrami luksusowymi Harcourts.

Luca usiadł, przeglądając zdjęcia przedstawiające blondynkę o delikatnych rysach. Chociaż Hope i Nathanial byli bliźniętami, trudno było dopatrzeć się między nimi podobieństwa większego niż u przeciętnego rodzeństwa.

Luca odłożył na bok zdjęcia i notę biograficzną, by obejrzeć wycinki prasowe.

"Może jednak trochę więcej niż ładna buzia? Hope Harcourt ma objąć funkcję dyrektora marketingu" - przeczytał jeden z nagłówków.

Przejrzał kilka kolejnych tytułów, bez większego zdziwienia napotykając kolejne przejawy mniejszej czy większej mizoginii:

"Narzeczony Hope Harcourt opowiada o jej głębokich lękach"

"Diament Harcourts ma liczne skazy! Prawda o rozstaniu"

Luca próbował przezwyciężyć znajomy odruch odrazy wobec tabloidów, które są gotowe zrobić wszystko, by pozyskać nową historię.

- Moja siostra ciągle jest celem takich ataków.

- Dlaczego więc mam ją teraz zacząć ochraniać?

- Bo ja... jestem tutaj. Nie mam możliwości chronić jej sam.

- Chcesz, żeby moja firma chroniła ją przed prasą? I czy w ogóle ona będzie tego chciała?

- Coś się teraz szykuje. Nie wiem co, ale akcjonariusze Harcourts jakby nabrali wody w usta. A odkąd sądzą, że włóczę się po Indiach w poszukiwaniu trzeciego oka, odcięli mnie od wszelkich informacji.

- Nie możesz powiedzieć im prawdy?

Nate rzucił mu długie, twarde spojrzenie.

Luca pokiwał głową, nie zmuszając Anglika do dalszych wyjaśnień. Sam wystarczająco dobrze znał świat biznesu.

- Wiem, wybaczyliby ci największą frywolność, ale nie poważną chorobę... Bo jak umrzesz, to spadnie wartość akcji.

Nate skinął głową, jakby zadowolony, że Luca sam odpowiedział sobie na zadane pytanie.

- Dorastaliśmy z siostrą w gnieździe żmij, Luca. Z zewnątrz wygląda to inaczej, ale w rzeczywistości ona jest tam całkiem sama, a ja nie mogę teraz czuwać nad jej bezpieczeństwem.

Poruszony przykładem braterskiej lojalności, Luca wyjął telefon, by włączyć nagrywanie.

- Czy są jakieś konkretne zagrożenia, o których powinniśmy wiedzieć?

- Na pewno Simon Harcourt, nasz kuzyn. Nigdy nie byłem w stanie niczego mu udowodnić, ale to wystarczająco sprytny gość, by nie brudzić sobie rąk osobiście. Poza tym cała banda naciągaczy uganiających się za jej pieniędzmi.

- Pewno jest trochę tego tałatajstwa? - spytał Luca, ponownie spoglądając na naprawdę atrakcyjną kobietę ze zdjęć.

- Choćby jej eks. Ale tym zająłem się już sam.

- Jak on się nazywa?

- Masz nazwisko w aktach. Ale ta sprawa już załatwiona.

- Przydzielę jej moich najlepszych ludzi. Będziemy mogli zacząć...

- Chcę, żebyś ochraniał ją osobiście.

- Ale to niemożliwe.

- Możliwe... Bo jeśli przychylisz się do mojej prośby, jeżeli będziesz ochraniał ją osobiście, w pojedynkę, to twoja firma otrzyma wyłączność na obsługę ochroniarską Harcourts na całym świecie. I mam na myśli nie tylko sklepy, ale również ochronę naszych biur i fabryk, a także ochronę w cyberprzestrzeni. Wejdziesz na rynki anglojęzyczne z przytupem! I będziesz ustawiony do końca życia.

Luca ponownie rzucił okiem na zdjęcia.

- Kiedy zaczynam? - zapytał.

- Za kilka dni Boże Narodzenie. Gdybym chciał porwać cię dla siebie, rodzina by płakała?

- Nie - odparł Luca.

- A dziewczyna?

- A co ty się tak martwisz, Nate, że zabierzesz mnie komuś innemu?

- Bo chcę cię zabrać. Natychmiast.

- To miłe z twojej strony - rzekł ze śmiechem Luca. - Ale nie bardzo jesteś w moim typie.

- Całe szczęście - zaśmiał się Nate. - Dopóki moja siostra również nie okaże się w twoim typie, to mamy wszystko ustalone.