MARTA
WIEM, CO ZROBILIŚCIE. I DOPILNUJĘ, ŻEBYŚCIE ZA TO ZAPŁACILI.
Treść tego anonimowego maila prześladuje mnie już od pewnego czasu. Wciąż myślę o jego nadawcy. Ten ktoś wie o mnie wszystko, a ja o nim nic. Po co wysłał nam tę groźbę? Co chce w ten sposób osiągnąć? I najważniejsze pytanie: dlaczego od tamtej pory milczy? Czyżby szykował dla nas okrutną niespodziankę?
Czuję się tak, jakbym znowu była w gimnazjum. Czas, który tam spędziłam, zasiał we mnie obezwładniającą niepewność, a do tego pozbawił wiary w siebie i ludzi. Byłam bita, wyśmiewana i obrażana. Nikomu nie zrobiłam nic złego, a mimo to traktowano mnie jak największego wroga. Chciałabym wierzyć, że ci, którzy mnie gnębili, robili to, bo dostrzegali moje zalety i widzieli we mnie zagrożenie. Niestety od początku wiedziałam, że po prostu nic dla nich nie znaczyłam. Bawili się mną.
Nie chciałam żyć, bo co to było za życie? Nie da się normalnie funkcjonować w ciągłym strachu. Codzienne czekałam na atak. Musiałam być czujna, bo moi oprawcy uderzali bez zapowiedzi.
Teraz jest tak samo. Spadł na mnie znienacka bolesny cios i mam graniczące z pewnością przeczucie, że to jeszcze nie koniec.
Wygrzebuję się z łóżka i schodzę na dół. Moja siostra Karolina siedzi przy stole w jadalni i pisze coś na laptopie.
- Praca zaliczeniowa? - pytam, rozpraszając ją.
- Na to jeszcze za wcześnie. Na razie tylko projekt, lepiej dostać za niego maks punktów, bo później będzie się miało łatwiej na egzaminie.
Karolina postanowiła nie wyprowadzać się z domu. Chciała być blisko rodziny, a przede wszystkim mnie. Zawsze się o mnie troszczyła, dużo bardziej niż mama. Moja siostra jest ode mnie dojrzalsza, choć dzielą nas raptem dwa lata. Cieszę się, że ją mam. To chyba jedyna osoba na świecie, której bezgranicznie ufam.
Mimo to nie opowiem jej całej tragicznej historii Otylii i Alana.
Wciąż tęsknię za moją przyjaciółką i nie wiem, czy kiedykolwiek uporam się ze stratą. Ostatni miesiąc potwornie mi się dłużył. Boję się, że już zawsze tak będzie. Nie chcę zapominać o Otylii, to zresztą niemożliwe, ale muszę się pogodzić z jej odejściem. Zawsze będzie przy mnie, bez względu na wszystko, jednak wiem, że chciałaby, bym ruszyła naprzód.
Przy śniadaniu rozmawiam z Karoliną o chłopaku, którego poznała na uczelni i z którym poszła już na dwie randki. Gdy dołącza do nas mama, moja siostra zgrabnie zmienia temat. Nie lubi rozmawiać z nią o swoich prywatnych sprawach. Ja zresztą też. Rodzice nigdy nie starali się nawet zrozumieć tego, co czułam, kiedy prześladowano mnie w gimnazjum. Bagatelizowali moje problemy, bo tak było im łatwiej. Mam do nich o to żal, przez te wszystkie lata nie zmienili swojego podejścia i pewnie już go nie zmienią. Zawsze będą jednak moimi rodzicami, czy mi się to podoba, czy nie. Chociażby z tego powodu powinnam odsunąć żal na bok i starać się jakoś z tym żyć.
Przed wyjściem do szkoły odbieram telefon od Kuby. Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Chyba nigdy nie czułam się z nim tak związana. Gdy się dowiedziałam, co zrobił, byłam przerażona. Nie mogłam uwierzyć, że ten delikatny i niewinny chłopak mógł zabić człowieka, a następnie ukryć jego zwłoki. Zszokowała mnie też wieść o jego związku z Alanem. Nie zdawałam sobie sprawy z ich homoseksualnej orientacji, ale dzięki Kubie udało mi się z tym pogodzić.
- Co tam? Jak spałaś? - pyta mój przyjaciel.
- Dziś nawet nieźle. Zaraz wychodzę.
Rozmawiamy prawie codziennie - w szkole i po lekcjach. Chodzimy na spacery, do kina, a późnymi wieczorami dyskutujemy na najróżniejsze tematy przez telefon. Od początku naszej znajomości czułam się do niego przywiązana. Oboje byliśmy przecież wyrzutkami, więc trzymaliśmy się razem. Cieszę się, że chociaż nasza sytuacja się zmieniła, wciąż pielęgnujemy swoją przyjaźń. Staramy się też zacieśniać więzi z osobami, które dotychczas nie zwracały na nas nawet uwagi. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że dołączę do paczki Sary, pewnie bym go wyśmiała. Tymczasem w zeszłym tygodniu urządziłam sobie miły wieczór na kamerce z Dagmarą. Przy mojej ulubionej pizzy z serem kozim i gruszką rozmawiałam z nią na najróżniejsze tematy. Dogadywałyśmy się tak, jakbyśmy się znały całe życie. To było naprawdę miłe.
Ubieram się, trzymając telefon przy uchu. Kuba od dawna powtarza, że powinnam kupić sobie słuchawki bezprzewodowe, ale nie jestem przekonana do tej technologii. Wyczytałam w internecie, że można od niej dostać raka mózgu. Kuba śmieje się ze mnie i nazywa foliarą. Wolę jednak dmuchać na zimne.
- Pamiętasz o naszej wczorajszej rozmowie? - pyta Kuba. - Podjęłaś już jakąś decyzję?
- Miłego dnia - odzywa się mama, mijając mnie w drodze do salonu. Posyłam jej zdawkowy uśmiech.
- Jeszcze nie - mówię do Kuby. - Naprawdę nie wiem, co robić.
Słyszę w słuchawce westchnienie.
- Marta, nie powinnaś likwidować Skrzynki Zwierzeń. Jestem przekonany, że wiele osób chce się podzielić z innymi swoimi rozterkami.
Kuba nie krył zaskoczenia, gdy w końcu wyjawiłam mu, że to ja czytam listy ze skrzynki. Nie spytał jednak, dlaczego wcześniej mu nie powiedziałam. On też miał przede mną tajemnice. Najważniejsze, że wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- W takim razie dlaczego tego nie robią? - pytam po wyjściu z domu.
- Nie są jeszcze gotowi. Potrzebują czasu - tłumaczy Kuba. - Jeśli pozbawisz ich szansy na zwierzenie się, już nigdy tego nie zrobią. Usunięcie skrzynki teraz będzie dla nich sygnałem, że ich problemy nikogo nie obchodzą.
Pod wpływem słów Kuby patrzę na ten projekt z nieco innej perspektywy. A jeśli pusta Skrzynka Zwierzeń wcale nie oznacza braku zainteresowania? Może powinnam jakoś zachęcić innych do wrzucania do niej wiadomości?
- Słuchaj - kontynuuje Kuba - moim zdaniem powinnaś porozmawiać z Romkiem o zamontowaniu obok skrzynki tablicy, na której mogłabyś wywieszać wybrane zwierzenia. Ludziom zależy na tym, by ich głos został usłyszany, a obecnie nie wiedzą nawet, czy ktokolwiek czyta ich wywody. Tylko pamiętaj, że zwierzenia napisane ręcznie musiałabyś przepisać w Wordzie i wydrukować. Nikt nie chce zostać rozpoznany. Co sądzisz?
- Obok skrzynki wisi już tablica ogłoszeń - zauważam.
- To żaden problem. Powiesisz tablicę nieco dalej.
- Dlaczego jesteś taki uparty? - pytam, przewracając oczami. - Może chcesz się ze mną zamienić miejscami?
- Wiesz, że chętnie bym do ciebie dołączył i pomógł w czytaniu wyznań - oznajmia Kuba. - Marta, oboje wiemy, jakie to podłe uczucie, gdy nikt nie chce nas słuchać. Żałuję, że wcześniej nikt nie wpadł na pomysł stworzenia szkolnej platformy do dzielenia się rozterkami. Naprawdę wierzę, że nie możesz się poddać. Mało tego, powinnaś ujawnić się przed całą szkołą.
- Co takiego? - Przystaję na moment. - Nie... to fatalny pomysł. Dopiero co udało mi się poprawić stosunki z Sarą i resztą. Nie chcę ryzykować, że wszyscy znowu mnie skreślą.
Jakiś czas temu Nina odkryła, że prowadzę Skrzynkę Zwierzeń, i zostawiała mi w niej anonimowe wiadomości. Poprosiłam Rosicką, by nikomu o tym nie mówiła. Dotychczas nie nadużyła mojego zaufania. Liczę, że tak pozostanie.
- A niby dlaczego by mieli? - pyta Kuba. - Stałabyś się szkolną gwiazdą. Ludzie traktowaliby cię jak wyrocznię. Zwierzaliby ci się ze swoich sekretów. Ufaliby ci.
- Nie, Kuba - stwierdzam zrezygnowana. - Nikt mi nigdy nie zaufa.
- Dlaczego?
Wzdycham.
- Bo jestem kebsem. "Marta kebsa warta", już zapomniałeś? Nikt nigdy się ze mną nie liczył. Ludzie nie zmieniają zdania ot tak. Powinnam się cieszyć z chwili wytchnienia i powoli wychodzić z ukrycia. Mam szansę wreszcie normalnie żyć, a ty prosisz mnie, bym ryzykowała, że wrócę do punktu wyjścia?
- Porozmawiamy w szkole.
Pół godziny później Kuba dopada mnie na korytarzu.
- Przepraszam - mówi zamiast powitania. - Nie chciałem tak na ciebie naciskać. Ostatnio jestem jakiś narwany i niespokojny. Może to przez... - Urywa. - W każdym razie przemyślałem sprawę i zrobisz, jak uważasz.
- Dzięki. Zastanawiałam się nad tym w tramwaju i uznałam, że poczekam z decyzją do powrotu profesor Wolskiej.
- Naprawdę wierzysz, że ona jeszcze tu wróci?
- A dlaczego miałaby nie wrócić? - pytam zdziwiona.
- No wiesz... Mówią, że poszarpała się o coś z mężem. Podobno mają się rozwieść czy coś...
- Sądzisz, że Wolska poszła na zwolnienie, by go nie widywać?
- Tylko powtarzam, co słyszałem. Raczej nie nastawiaj się na jej szybki powrót.
Powinnam zadzwonić do wychowawczyni i szczerze z nią porozmawiać. Zawsze miałyśmy dobry kontakt. Tylko na nią mogłam liczyć. Jak na razie nasza klasa nie dostała nowego wychowawcy. To daje nadzieję, że profesor Wolska wkrótce do nas wróci. Oby, bo nie chcę stracić sojuszniczki.
Podczas lekcji historii z sorką Anną Laskowiak wszyscy dyskutują na temat jakiegoś Karola z trzeciej C.
- Widziałeś Karola? - pyta siedzący w moim rzędzie Piotrek Woś. - A może raczej Karolinę...
- Karinę - poprawia go siedząca przed nim Patrycja Obuch. - Podobno tak kazał się do siebie zwracać.
- Co za chora akcja - odzywa się kolega Piotrka, Maciek. - Nie będzie miał życia.
- To nie gimnazjum, tu nie chodzi dzieciarnia. Nikt nie będzie go gnębił tylko dlatego, że trochę różni się od innych - stwierdza Patrycja.
- Jeszcze się zdziwisz - rzuca Piotrek.
Niestety muszę się z nim zgodzić. Być może licealiści z Freuda są mniej bezwzględni niż młodsi uczniowie, ale nie brakuje wśród nich osób traktujących innych z uprzedzeniem, a nawet pogardą. Wystarczy spojrzeć na Sarę Haman - byłą dziewczynę Alana i szkolną gwiazdę. Gdyby nie to, że łączy nas wspólna tajemnica, pewnie wciąż uznawałaby mnie za wyrzutka. Gdy niedawno mnie do siebie dopuściła, stwierdziłam nawet, że wcale nie jest taka wredna.
Zwracam się do siedzącego po mojej prawej stronie Emila Buczka. To miły, nieco cichy chłopak, idealny cel dla takich osób jak Piotrek. Jest jednak jednym z najlepszych uczniów w klasie, dlatego wszyscy wolą go mieć po swojej stronie, by w razie potrzeby móc poprosić o pomoc z pracą domową. Lubię Emila i jestem mu wdzięczna za to, że niedawno sam zaproponował mi miejsce w swojej ławce. Gdyby nie to, pewnie wciąż siedziałabym samotnie w pierwszym rzędzie.
- Emil, wiesz, o co chodzi z tym Karolem? - dopytuję dyskretnie. - Który to chłopak?
- Karol Andrusiak. Nie znasz go? - Kręcę głową, a wtedy Emil wyjaśnia: - Na pewno go kojarzysz. To ten chłopak, który na początku roku dostał się do finału mistrzostw Polski juniorów w szachach. Cała szkoła o nim mówiła, a dyrektor na którymś z apeli zawołał go na środek i wręczył mu przy wszystkich dyplom.
- Ach, to on... Teraz go kojarzę. To prawda, co mówią?
- Tak. Pewnie na przerwie wszyscy będą chcieli mu się przyjrzeć. Szkoda mi go.
- Jeśli naprawdę to zrobił, to wypada pogratulować mu odwagi - stwierdzam, a Emil wzrusza ramionami.
- Odwaga nie zawsze popłaca, czasem przynosi człowiekowi tylko cierpienie.
Kończymy dyskusję, gdy nauczycielka zwraca nam uwagę. Przez resztę lekcji próbuję się skupić na omawianym temacie. W międzyczasie piszę też na WhatsAppie z Kubą. On też słyszał już o Karolu.
Wiedziałeś, że to zrobi?
Nie, nigdy z nim nawet nie rozmawiałem. To, że jestem gejem, nie znaczy, że słyszę wszystkie ploteczki w szkole ;).
Nie to miałam na myśli.
Po dzwonku na przerwę idę do biblioteki, a w drodze powrotnej zatrzymuję się przy Skrzynce Zwierzeń. Wciąż noszę przy sobie kluczyk, ale nie zaglądałam do niej od prawie tygodnia. I tak wiem, że nic w niej nie znajdę.
Jeszcze nie wiem, czy posłucham Kuby i się ujawnię. Muszę wybadać grunt i przemyśleć, czy to właściwy ruch. Nagle do głowy przychodzi mi pewna myśl. A jeśli osoba, która wysłała nam anonimowy mail, postanowi się z nami zabawić i zacznie podrzucać wiadomości również do skrzynki? Może chociażby z tego powodu lepiej się jej nie pozbywać? Sama już nie wiem...
- Hej, Marta. - Słyszę za plecami znajomy głos. Dostrzegam Sarę i jej świtę: Gośkę, Dagę i Justynę. Brakuje tylko Wiktorii.
- Cześć.
- Widzimy się dziś na obiedzie? - pyta Sara.
- Jasne. Dzięki... - Wciąż nie mogę uwierzyć, że się z nią koleguję. Życie bywa jednak nieprzewidywalne. - Coś się stało?
- Czemu pytasz?
- Masz jakąś nietęgą minę.
- Też ci dziś o tym mówiłam - zauważa Daga. Piegi i duże okulary na nosie wyróżniają ją na tle innych. - Nic nie chce nam powiedzieć - zwraca się do mnie.
- A co mam mówić? Że moja matka wnerwia mnie bardziej niż kiedykolwiek?
- Znowu gdzieś wyjechała? - pyta najniższa z dziewczyn, Gośka.
- Właśnie nie. Siedzi w domu i prawie nigdzie nie wychodzi. W ogóle nie wrzuca zdjęć na insta. Nie poznaję jej. Zachowuje się tak, jakby chciała, by wszyscy o niej zapomnieli.
Sara odwraca się i idzie przed siebie. Ruszamy za nią posłusznie niczym kaczątka za swoją mamą.
- Nie tego właśnie chciałaś? - dopytuje Justyna. - Milion razy narzekałaś, że matki ciągle nie ma w domu, a jeśli już przychodzi, to tylko po to, by przedstawić ci swojego nowego chłopaka. Powinnaś się chyba cieszyć, że wreszcie ma dla ciebie więcej czasu?
- Teraz wiem, że było lepiej, gdy trzymała się ode mnie z daleka - stwierdza Sara. - Mam wrażenie, że nie jest sobą. Zamyka się w swoim pokoju, a gdy wychodzi, wydaje się jakaś... obca.
- Może bierze narkotyki? - podsuwa Daga, a koleżanki piorunują ją wzrokiem. - No co, próbuję pomóc.
- Nie wiem, ale na pewno coś przede mną ukrywa. Kiedy wczoraj wyszła do ogrodu, chciałam zakraść się do jej pokoju, ale zamknęła drzwi na klucz. Może rozstała się z jakimś kochankiem i wpadła w depresję?
- Jeśli tak, to na pewno potrzebuje teraz twojego wsparcia - doradza koleżance Justyna. Chciałam powiedzieć to samo, ale nie starczyło mi odwagi, by się odezwać. Mam wrażenie, że nie jesteśmy na tyle blisko, bym mogła wypowiadać się o prywatnych sprawach Sary.
- Gdyby tak było, nie odcinałaby się ode mnie i nie traktowała jak wroga. - Sara spuszcza głowę.
- Wiele osób właśnie w ten sposób reaguje na problemy - ciągnie Justyna. - Wolą odpychać od siebie bliskich, by nie obarczać ich swoimi kłopotami. Porozmawiaj z nią. Może się przed tobą otworzy.
Do końca przerwy zostały dwie minuty.
- Sara, mogłybyśmy porozmawiać na osobności?
- Dogonię was, dziewczyny. - Sara podchodzi do ściany, a ja idę za nią. - Co jest?
- Pamiętasz o naszej ostatniej rozmowie na temat, no wiesz, tego maila? - Spytałam wtedy Sarę, czy zna kogoś, kto umiałby namierzyć nadawcę.
- Ach, racja. Sorry, zapomniałam o tym. Wiesz co... Chyba wiem, kto mógłby nam pomóc.
- Naprawdę?
- Dziwne, że od razu o nim nie pomyślałam. Spotkajmy się tutaj na następnej przerwie. Pójdziemy do Sławka Osiejki, może zastaniemy go w pracowni.
- Kogo?
- Sławek to informatyk. Prowadzi profile Freuda na fejsie i insta.
- Nie wiem, czy powinniśmy angażować w tę sprawę pracowników szkoły.
- Jemu można zaufać. Jeszcze parę lat temu sam się tu uczył. Dobrze zna tutejsze realia. Jest tylko jedno "ale".
- To znaczy?
- Sławek lubi dostawać coś w zamian. Jeśli obiecasz mu lodzika, na pewno pomoże i zachowa dyskrecję.
Krzywię się.
- Nie ma mowy.
Sara parska śmiechem.
- Przecież żartuję. Wystarczy dać mu trochę kasy.
Rozbrzmiewa dzwonek na lekcje, a Sara się oddala.
- Widzimy się tutaj, tak? - upewniam się, gdy dzieli nas już kilka kroków.
- Czekaj na mnie. Marta... - Haman odwraca się w moją stronę. - Przyznaj, że jeszcze nikomu nie obciągałaś.
- To nie twoja sprawa - odpowiadam, a potem odchodzę w przeciwnym kierunku.
W szatni dostrzegam Wiktorię. Zasłania twarz dłońmi. Wydaje mi się, że płacze.
- Wiki? - Zatrzymuję się przy wejściu do boksu. - Wszystko w porządku?
Gdy nasze spojrzenia się krzyżują, domyślam się, że nic nie jest w porządku.