Nie uwierzy mi nikt - Angel Voxword

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Słowo autora

Czytelniczki i Czytelnicy,

cieszę się, że mam tak wspaniałe grono odbiorców mojej twórczości takich jak Wy. Jest mi niezwykle miło, że mogę dzielić się z Wami moim literackim dorobkiem. Dziękuję Wam za każdą życzliwość i konstruktywną krytykę.

Książka, którą macie teraz przed oczami, to literatura faktu w odróżnieniu od dotychczasowych utworów epickich mojego autorstwa. Pierwszy raz podjąłem się takiej formy opowiadania. Pragnąłem przekazać jak najwięcej faktów, które utkwiły mi w pamięci. Dla zachowania anonimowości bohaterów, oraz miejsc zostały zmienione dane osobowe i nazewnictwo miejscowości. Wydarzenia są prawdziwe, choć wydają się niewiarygodne. Oczywiście, że nieco fikcji literackiej zostało przemycone i jest to widoczne w końcowej części noweli. Nie byłbym sobą gdybym tego nie zrobił.

Pozwólcie, że nakreślę Wam krótko genezę powstania książki. Jak niektórzy wiedzą urodziłem się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku i przez ponad dwadzieścia lat mieszkałem na małopolskiej wsi. Umysł dziecka jest chłonny, a traumatyczne historie zapadają na długo w pamięci. Taką właśnie historią są przedstawione w noweli losy chłopca pragnącego akceptacji i miłości nieswojego ojca. Przeznaczenie było dla niego od samego początku okrutne. Urodził się jako owoc gwałtu. Przez ponad rok walczył o życie, w związku z błędnie postawioną diagnozą lekarską. Był świadkiem, a także uczestnikiem niekończących awantur i ofiarą agresji ojczyma. Żył ciągle w stresie. Ucieczki z domu przed kolejnym skatowaniem były czymś normalnym. Chowanie się na strychu domu ciotki, czy w opuszczonej stodole sąsiada, albo w lesie miały miejsce przynajmniej raz w tygodniu. Bicie i wyzwiska ze strony pijanego zwykle małżonka jego matki, stawały się normalnością. Cały proceder trwał wiele lat i był tematem sąsiedzkich plotek. Najgorsze jest to, że nikt praktycznie nic nigdy nie zrobił, aby ta sytuacja się skończyła. Wieś i gmina huczały od wszelkiej maści "nowinek zza płota". Policja rozkładała ręce. Wójt i sołtys zasłaniali się brakiem stosownych uprawnień. Pracownicy Domu Pomocy Społecznej także byli bezradni. Szkoła również z rezerwą podchodziła do tego typu spraw, a jeśli chodzi o Kościół, to ze strony kleru było totalne zlekceważenie sytuacji. I tu w tym miejscu muszę napisać kilka zdań mojej refleksji dotyczącej roli Kościoła w pielęgnowaniu przemocy w rodzinach. - Tak, pielęgnowaniu przemocy. Dlaczego używam tego określenia? Otóż dlatego, że w nauczaniu kleru nie ma miejsca na to, aby z pietyzmem i siłą powagi autorytetu Kościoła, tępić wszelkie przejawy brutalności dotykające rodziny. Kler z ambon zajmuje się agitacjami politycznymi czy seksualnością osób nieheteronormatywnych, ale o tym, że dzieje się krzywda w danym domu już nie powie. Księża zasłaniają się tym, iż małżeństwo jest nierozerwalną komórką społeczną pobłogosławioną przez Boga i nic nie można z takim stanem rzeczy zrobić. Według mnie to jest utopijne podejście. Kościół skazuje toksyczne małżeństwa na tragedie, oraz patologię. Ludzie praktykujący i słuchający głosu Kościoła są bezradni, bo boją się, że będą postrzegani jako grzesznicy, jeśli dojdzie do rozwodu państwowego. Dziwne, że małżeństwa konkordatowe są, a unieważnień małżeństw, gdzie pojawiają się sytuacje agresji i patologii w rodzinach to już nie ma. Kler zaleca w takich sytuacjach modlitwę, która ma takie działanie jak przysłowiowe kadzidło na umarłego. Wiem, że to co piszę, może uchodzić za antyklerykalizm, choć zdrowo-rozsądkowo nim nie jest. To właśnie fundamentalne i fanatyczne myślenie, oraz bronienie zasad, które uderzają w zdrowie i życie członków rodzin dotkniętych patologią umacniają pozycję oprawców. Zakodowana znieczulica katolicka w połączeniu z brakiem radykalnego Kodeksu Prawa Rodzinnego sprawiają, że mamy takie historie, jak ta którą Wam przedstawiam.

Pisząc "Nie uwierzy mi nikt..." miałem wiele momentów, gdzie dłonie odmawiały pisania, a gardło się ściskało z emocji. Przyznam się szczerze, że gdybym nie był świadkiem takiej traumatycznej historii to z pewnością nikomu bym nie uwierzył. Stąd tytuł noweli jest nieprzypadkowy, gdyż mimo, że takie zdarzenia mają miejsce w polskim społeczeństwie to wydają się mało prawdopodobne. Historia naszego Narodu pokazuje, iż sytuacje wydające się nierealnymi okazują się szczerą, bolesną prawdą. Takim przykładem mogą być Obozy Koncentracyjne czy Getto Warszawskie. Dlatego, niech ta książka będzie bronią przeciwko znieczulicy sąsiedzkiej i społecznej. Musimy powiedzieć stanowcze "Non possumus" patologii, a za słowami powinny iść czyny. Nie wolno nam myśleć i żyć znieczulicą. W każdym mieście Polski powinien stać Pomnik Dziecka Katowanego z hasłem: "Każdy człowiek od narodzenia do śmierci ma prawo do szczęścia, wolności i miłości." oraz działać fundacja świadcząca realną pomoc rodzinom dotkniętych przemocą i patologiami. Niech ten apel dotrze do jak największego grona ludzi i zapadnie głęboko w sercach, oraz pamięci.

Książkę dedykuję Ofiarom Przemocy w Rodzinach.

Zastraszanie