Rozdział 1
Czwartek, 19 lipca
- Nie sądzisz, że decyzja o przyjściu tu akurat dziś była nieco pochopna?
Helena Gren rzuciła mężowi poirytowane spojrzenie. Nie wiedziała, co najbardziej ją w nim drażni. Czy to, że ledwo rozumie, co on do niej mamrocze, czy to, że głos Stefana nigdy nie oddawał zarzutu zawartego w jego słowach. A najwyraźniej za tą wygładzoną fasadą kryła się pewna nagana. Niewypowiedziane upomnienie, które nie mogło się przerodzić w otwartą dyskusję. Nie pierwszy raz Helena pragnęła, aby Stefan się na nią wkurzył, wykrzyczał wprost, co mu się nie podoba, zamiast ukrywać niezadowolenie pod płaszczykiem wymamrotanej, taktownej wypowiedzi, która prowadziła donikąd. Zupełnie jakby uważał, że im ciszej będzie mówić, tym mniej dotkną ją jego słowa.
- Tak, ale już trochę za późno, aby o tym myśleć. Już tu jesteśmy - odpowiedziała.
Słońce prażyło z błękitnego nieba, a Helena była, razem z pozostałymi mieszkańcami Szwecji, zachwycona tym, że szwedzkie lato oferuje temperatury, które przywodzą na myśl klimat śródziemnomorski. Wytarła wilgoć z czoła i odgarnęła przyklejony do policzka kosmyk ciemnobrązowych włosów, jednocześnie czując, że krople potu zaczynają pojawiać się nawet na górnej wardze. Być może nie był to najlepszy dzień na bieganie za pięciolatkiem i siedmiolatką po Świecie Astrid Lindgren, ale widząc radość w oczach dzieci, nie zmieniła decyzji.
To ona zaproponowała, by w tym roku spędzili urlop w Vimmerby, zamiast jechać na ten sam stary kemping na Olandii, gdzie spędzali wakacje przez kilka ostatnich lat. Oczywiście mogli zrobić i jedno, i drugie, ale fakt, że mieli tylko dwa tygodnie wspólnego urlopu, a także skąpstwo Stefana, czy też raczej jego ekonomiczna natura, jak sam wolał je nazywać, sprawiły, że po wielu "jeśli" i "ale" zrezygnował z miejscówki na Olandii na rzecz kilkudniowego pobytu na kempingu w Vimmerby. Helena użyła ponadto najbrzydszej możliwej sztuczki, wykorzystując dzieci, aby wpłynąć na decyzję męża. Po tym jak pokazała im w internecie kilka zdjęć ze Świata Astrid Lindgren, bez trudu przeciągnęła je na swoją stronę, a tym samym przekonała Stefana.
Wyglądał na zaskoczonego, kiedy po raz pierwszy poruszyła ten temat. Helena wiedziała, jak ważna jest dla niego rutyna. Myśl o tym, że każde lato będzie wyglądać identycznie jak poprzednie, pomagała mu uporać się z pracą przez całą wiosnę. Wstydziła się trochę, że to właśnie świadomość, że nowe plany urlopowe wywrócą cały świat Stefana do góry nogami, pomogła jej postawić na swoim. Kiedyś w końcu musiał się nauczyć, że nie można żyć wedle tego samego schematu z dnia na dzień, z roku na rok.
Helena była przekonana, że właśnie przez strach Stefana przed wszystkim, co nieznane i niebezpieczne, płomień ich małżeństwa i wspólnego życia ledwie się tlił. A dokładniej niechęć męża do zmian w połączeniu z tym, że ona sama dokonała co najmniej samolubnego wyboru i potrzeby zaspokajała gdzie indziej.
Nie wiedziała, jak wyglądałby dziś ich związek, gdyby nie dzieci. Jednocześnie podejrzewała, że Stefan w życiu nie zdobyłby się na odwagę, by zakończyć ich małżeństwo. Nigdy nie spotkała osoby, która tak bardzo obawiałaby się konfliktu. Stefan jakby negował fakt, że można się rozwieść. Całym sobą wyrażał dopasowanie się. Dopasowanie i marazm. Może nawet nie czuł rezygnacji, tylko jego rozumienie opierało się na spokojnym założeniu, że życie jest, jakie jest - niezmienne.
- Mamo, czy możemy wejść do Willi Śmiesznotki?
Helenę wyrwała z zamyślenia pogodna, siedmioletnia córka, Filippa. Helena po prostu musiała się uśmiechnąć, widząc jasne loki córki, która zawsze napełniała jej serce niemal odurzającą miłością. Wiedziała, że rekompensowanie sobie miłością do dziecka braku uczucia między nią a Stefanem jest błędem. Wiedziała też, że obarcza córkę zbyt dużą odpowiedzialnością za dobre samopoczucie całej rodziny. Od kiedy Helena sięgała pamięcią, Filippa miała talent do wyczuwania napiętej atmosfery, więc opracowała też niezliczone strategie rozluźniania jej. Dlatego patrzyła na młodszego brata w taki sposób, jakby była świadoma, że bez niej sobie nie poradzi. Przez te okropne wyrzuty sumienia, które teraz stały się bardziej regułą niż wyjątkiem, Helena poczuła ucisk w żołądku. Mrugnęła, aby pozbyć się natrętnej łzy, która pojawiła się w kąciku oka. Potrząsnęła głową, próbując odpędzić od siebie dręczące ją myśli. Byli na wakacjach. Czekał ich miły czas.
- Tak, kochanie. Możecie. Tylko trzymaj Ollego cały czas za rękę.
Fillippa spojrzała na nią z wyrzutem, tak jakby ta uwaga była zbędna.
- Jasne, nie puszczę go.
Helenę wzruszyło, że może liczyć na córkę. Skoro zapewniła, że nie puści dłoni młodszego brata, to tak właśnie będzie. Mimo że Filippa tryskała radością i energią, w obliczu przydzielonego zadania nie wykazywała impulsywności i bezmyślności.
- Idźcie na chwilę do Fizi, a jak wrócicie, kupimy lody - krzyknęła Helena do dzieci, podejmując daremną próbę zagłuszenia wyrzutów sumienia.
Helena i Stefan czekali, stojąc przed Willą Śmiesznotką. Dokoła nich biegały szczęśliwe i podekscytowane dzieci w różnym wieku, które nie chciały przegapić żadnej z atrakcji oferowanych przez park rozrywki. Rodzice nieco starszych pociech pozwolili sobie na relaks na ławkach lub głazach, które też mogły służyć za siedziska, podczas gdy ci z młodszymi dziećmi trzymali się blisko żółtego domku z krzywymi oknami i okiennicami w różnych kolorach. Helena i Stefan należeli do tej drugiej kategorii rodziców. Musieli co chwilę spoglądać uważnie na dzieci, aby te nie zniknęły w morzu ludzi.
Willa Śmiesznotka znajdowała się na trawiastej wyspie otoczonej wodą, gdzie kotwiczył statek piracki, na który prowadził chybotliwy trap. Statek stanowił popularne miejsce zabaw. Przed domem czuwał biały koń w czarne plamki, którego nieustannie otaczała długa kolejka dzieci chcących spróbować jazdy na Alfonsie oraz rodziców pomagających im wsiąść na tego wysokiego konia.
Helena uświadomiła sobie, że znaleźli się w raju dla rodzin z dziećmi, i zastanawiała się, dlaczego dopiero teraz tu przyjechali. Filippa kochała Fizię Pończoszankę, a Olle często prosił, aby włączyć mu jeden z filmów o Emilu Svenssonie. Nietrudno było się domyślić dlaczego. Od czasu, kiedy Filippa skończyła roczek, od tego lata, kiedy to z niemowlaka zmieniła się w małą dziewczynkę, jeździli na Olandię z przyczepą.
Rodzice Stefana od dawna jeździli co lato na Olandię. Dlatego uznali za oczywiste, że ich jedyny syn, zgodnie z tradycją, będzie robić to samo. Helenę martwiło, jak duży wpływ ma na Stefana jego ojciec, zupełnie jakby nie wolno mu się było w żaden sposób sprzeciwić. Poza tym uważała, że tata Stefana za bardzo rządzi jego mamą. Czasami miała wrażenie, że obserwuje ją, nieustannie gotowy wytknąć jej błąd. Helena uśmiechnęła się, zupełnie nie było jej smutno, że tego lata nie spędzi z teściami kilku tygodni.
Musiała jednak przyznać, że podczas pierwszego wyjazdu całkiem miło spędzili czas. Przyczepa, choć używana, dla nich była jak nowa. Stefanowi udało się ją kupić niedrogo przez kolegę z firmy motoryzacyjnej, w której pracował jako doradca serwisowy. Filippa nauczyła się wtedy zataczać koła na piasku wokół miejsca, gdzie w dzień spędzali czas na plaży. Czuli się wówczas szczęśliwi. Z pewnością bardziej niż teraz.
W końcu, po kilku latach starań o dziecko, dzięki zapłodnieniu in vitro pojawiła się Filippa. Życiem Stefana już wówczas rządziła rutyna, ale nie tak kompulsywnie jak teraz. Bardziej przypominało to nieszkodliwą cechę charakteru, która drażniła Helenę. Nie była to jeszcze ta potrzeba kontroli, która obecnie budziła skojarzenie z falą przyspieszającą z każdym dniem i ukradkiem pochłaniającą wszystko, co napotka na swojej drodze. Nie miało jednak znaczenia, jak bardzo Helena starała się idealizować przeszłość we własnej głowie, gdyż w głębi duszy wiedziała, że to, co łączyło niegdyś ją i Stefana, popsuło się jeszcze na długo przed narodzinami Filippy. I ona sama znacząco się do tego przyczyniła.
- Mamo, tato, patrzcie!
Helena i Stefan spojrzeli w górę, w kierunku znajdującego się na piętrze Willi Śmiesznotki okna, w którym zobaczyli dwie znajome twarze. Filippa machała z zapałem, podczas gdy Olle, jak zwykle bardziej zdystansowany, uniósł tylko dłoń w geście, który można było uznać za pozdrowienie. Na pewno jednak się uśmiechał.
Cudownie było widzieć, że Olle jest zadowolony. W dni powszednie udawało jej się często wypierać ze świadomości fakt, że mina jej syna jest z reguły podejrzanie ponura. Łatwiej było o tym zapomnieć, zaprzątając myśli przedszkolem, szkołą, pracą i różnymi czynnościami. Podczas urlopu, kiedy to przebywali razem dwadzieścia cztery godziny na dobę, Helena zauważyła jednak, że Ollego otacza aura smutku. Na szczęście ubóstwiał starszą siostrę i chętnie zgadzał się, by się nim zajmowała, zresztą była jedyną osobą umiejącą doprowadzić go do śmiechu. Czasami Helena odnosiła wrażenie, że Olle lubi Filippę bardziej niż ją. Wmawiała sobie, że to dlatego, że Filippa jest bardziej przystępna, ponieważ nie ograniczają jej przeszkody w postaci obaw i wyrzutów sumienia. Po raz drugi w tak krótkiej chwili obudziło się w niej poczucie winy z powodu zbyt dużej odpowiedzialności spoczywającej na Filippie.
Kilka miesięcy wcześniej Stefan mocno ją zaskoczył, rzucając uwagę, że Olle sprawia wrażenie nieco przygnębionego. Pytał, czy przychodzi jej do głowy ktoś, kto może źle traktować Ollego w przedszkolu. W Helenie zapaliła się iskierka nadziei, że być może istnieje szansa na wydostanie się z tej otchłani ciszy i stagnacji, w której tkwili przez ostatnie lata. Po rozmowie z wychowawcami Ollego w przedszkolu, którzy zapewnili ich, że nikt nie traktuje go źle oraz że Olle dobrze radzi sobie w grupie, chociaż jest dość cichy, kolejna próba wzajemnego porozumienia się okazała się nieudana.
- No, coś takiego! - zawołała Helena głosem, który nawet w jej uszach brzmiał sztucznie. - Jesteście w domu Fizi?
Stefan też z zadowoleniem spojrzał na dzieci, zanim wrócił do lektury broszury informacyjnej, która pochłaniała go przez większość dnia. Cały Stefan, pomyślała Helena. Mógł bez najmniejszego problemu spędzić cały dzień w Świecie Astrid Lindgren na planowaniu, w jakiej kolejności będą zwiedzać różne atrakcje oraz które przedstawienia zobaczą.
Do tej pory zdążyli spotkać zarówno Emila Svenssona, jak i Madikę, a kiedy przed chwilą dotarli do Willi Śmiesznotki, wpadli też na Fizię Pończoszankę. Po południu mieli obejrzeć przedstawienie z Ronją, córką zbójnika oraz Braćmi Lwie Serce. Ponieważ dzieci tak bardzo lubiły przedstawienia z Fizią Pończoszanką, Helena przypuszczała, że czeka ich dodatkowa wizyta w Willi Śmiesznotce.
Przez krótką chwilę rozglądała się dokoła. Większość rodziców, których widziała wcześniej tego dnia, miała najwyraźniej jakąś obsesję na punkcie uwieczniania telefonem komórkowym każdego kroku potomstwa, i teraz znów zauważyła to zjawisko. Co prawda Stefanowi nie można było zarzucić, że zbyt wiele uwagi poświęca iPhone'owi, ale kontaktu z dziećmi miał za mało. Najczęściej pochłaniało go nieustanne planowanie w celu ustalenia jak najbardziej praktycznego i efektywnego programu dnia, przy czym zapominał o własnych doświadczeniach. Tylko kim właściwie była, aby go osądzać? Na ile ona sama była obecna ze swoim tysiącem myśli i nieustającym niepokojem?
- To przedstawienie odbędzie się ponownie piętnaście po drugiej. - Mogło się zdawać, że Stefan czyta jej w myślach i chce ją rozdrażnić. - Jeśli się pospieszymy, zdążymy zobaczyć się po drodze z Rasmusem i zjeść obiad przed powrotem tutaj.
Helena zdusiła głębokie westchnienie. Zdała sobie sprawę, że jej spontaniczna obietnica będzie musiała zaczekać do pory poobiadowej, ale nie miała siły się teraz spierać.
- Dobrze - odpowiedziała zmęczonym głosem.