Rozdział pierwszy
Czart, który zniknął
11 czerwca 2024 roku, wtorek, Głogów, Rawicz
Dzwoniło głośno, uporczywie. I wcale nie w jej głowie. Ostatnio z powodu ciągłego stresu spała płytko, czujnie, więc szybko wyskoczyła ze snu, jednak leżała jeszcze chwilę z przymkniętymi oczami. Czuła się bardzo zmęczona. Też nie nowość. Dzwonienie urwało się, ale jedynie na moment.
- Ki diabeł? Lewemu coś się przypomniało z samego rana? - wymamrotała pod nosem.
Wymacała leżący przy materacu smartfon i zaraz cisnęła go na legowisko. To nie telefon dzwonił. Dotarło do niej, że to dzwonek do drzwi, dotąd bardzo rzadko przez nią słyszany. Spięła się, poczuła wyrzut adrenaliny. Nie miała pojęcia, kto dobija się do niej z samego rana, ale nastawiała się na najgorsze. W samej piżamie podeszła do wejścia do domu, po drodze zahaczając o kuchnię, z której wzięła służbowego glocka. Na wszelki wypadek. Schowała rękę, w której trzymała broń, za plecami, wzięła głęboki oddech i szybko, jednym szarpnięciem, otworzyła drzwi na całą szerokość. A po sekundzie - także oczy. Stał przed nią wysoki, szczupły mężczyzna w garniturze i pod krawatem. Sprawiał wrażenie równie zaskoczonego, jak ona, ale pierwszy pozbierał się i zapytał:
- Pani Rita Lewandowska?
- A kto pyta? - wypaliła bez namysłu.
Kolejne pytania szybko przelatywały jej przez myśli. Jakiś urzędniczyna? Akwizytor z ofertą tygodnia albo nawet miesiąca? Świadek Jehowy? A nie, oni już od dawna nie chodzili po domach.
- Hm, jestem Leszek. Łucja mnie przysłała. Miałem sprawdzić, czy pani... no, czy pani się wyprowadziła z jej domu.
Ledwo się powstrzymała, aby nie zakląć soczyście i na głos. Zapomniała, zwyczajnie zapomniała, że upłynął ostateczny termin wyprowadzki wyznaczony jej przez kuzynkę. Nie zamierzała tłumaczyć się przed obcym facetem, jednak zdawała sobie sprawę, że musi działać. Szybko.
- Ale widzę, że się pani jednak nie wyprowadziła...
Leszek chyba czuł się równie nieswojo, co ona. Mniejsza, nie był to jej problem. Zrobiła krok w tył, robiąc przejście.
- Jasne, wszystko wiem. To jednak chwilę jeszcze potrwa.
- Bo Łucja mówiła...
- Sama zaraz pogadam z kuzynką - wbiła mu się w zdanie.
Mężczyzna jednak dokończył:
- ...żebym się nie ruszał z domu, dopóki pani nie zniknie.
Zniknie... Dobre sobie.
- Jeśli chce pan tracić czas - skomentowała i wzruszyła ramionami.
Nie za bardzo wiedziała, co zrobić z bronią, którą trzymała za plecami. Nie mogła wsunąć jej za spodnie od piżamy, bo luźna gumka na pewno nie utrzymałaby gnata. Uznała, że ma gdzieś, co cały ten Leszek sobie pomyśli. Opuściła rękę z bronią wzdłuż boku i zaproponowała:
- Może pan poczekać w kuchni. Pierwsze drzwi po lewej.
Odwróciła się i ruszyła w stronę sypialni. Mężczyzna najpewniej zobaczył pistolet i raczej nie poczuł się pewnie oraz bezpiecznie, bo krzyknął za nią:
- To ja poczekam w aucie.
I super, skomentowała w myślach.
DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ