Rozdział 1
Nie wybierasz przyszłości - tylko punkt wyjścia (czyli jak w niezamierzony sposób zostałam geologiem)
Myślałam, że mam już zaplanowaną przyszłość. Kariera związana z ochroną środowiska, dyplom inżyniera i jasna ścieżka rozwoju. Jednak potem, gdy zaczęłam studia, zdałam sobie sprawę, że przez pomyłkę wybrałam uniwersytet, który nie oferował takiego kierunku jak inżynieria środowiska. Postanowiłam ratować planetę, a okazało się, że będę studiować jedynie jej budowę.
Cofnijmy się nieco w czasie.
Kiedy nadszedł czas, by wybrać uczelnię, miałam plan. Chciałam zostać inżynierem środowiska, projektować rozwiązania problemów związanych z zanieczyszczeniem planety i realnie wpływać na ratowanie świata. W moim albumie ze szkoły średniej znajduje się zdjęcie, na którym przytulam drzewo* - tak na wypadek, gdyby ktoś wątpił w moje zaangażowanie.
Wiem, że nie każdy ma tyle szczęścia, by mieć zaplanowaną przyszłość już przed pójściem na studia. Ta historia pokazuje jednak (taką mam nadzieję), że realizacja nawet najbardziej misternie ułożonego planu nie zawsze idzie po naszej myśli - i to jest w porządku.
Gdy spoglądam wstecz, myślę, że rada, jaką bym sobie wówczas dała, brzmiałaby tak: całe życie nie zależy od jednej, pozornie kluczowej decyzji, takiej jak wybór uczelni czy kierunku studiów. Nawet jeśli wydaje ci się, że już wszystko przemyślałeś, życie ma inne plany - i często okazują się one lepsze, niż to sobie wyobrażałeś.
Porażka z wyborem uczelni
Dostałam się na wszystkie uczelnie, na które aplikowałam. Byłam wniebowzięta. Świat stał przede mną otworem, a ja mogłam teraz wybierać.
Ponieważ decyzja nie zależała już od tego, który uniwersytet mnie przyjmie, musiałam kierować się innymi kryteriami. Dorastałam na prowincji w stanie Maine i chciałam spróbować swoich sił w wielkim mieście - pojechałam więc do Bostonu.
Czułam podekscytowanie związane ze spotkaniem mojej współlokatorki oraz odnalezieniem się w akademiku i w wielkim mieście. Ale miałam jeszcze jedno ważne zadanie - wybór przedmiotów na pierwszy semestr studiów, po których miałam zostać inżynierem środowiska.
Proces był prosty: musiałam znaleźć odpowiedni kierunek w katalogu kursów i zapisać się na zajęcia dla studentów pierwszego roku.
Przeglądałam strony, szukając inżynierii środowiska.
Nic.
No dobrze... może po prostu ją przegapiłam.
Cofnęłam się o kilka stron. Nadal nic.
Może robiłam to zbyt szybko. Zwolniłam i uważnie przyglądałam się nagłówkom. Minęłam sekcję "geologia środowiskowa" - która ewidentnie nie była tym, czego szukałam - tylko po to, by zdać sobie sprawę... że katalog już niczego więcej nie oferuje.
Nigdzie na liście nie było inżynierii środowiska.
Zmarszczyłam brwi i przerzuciłam kilka stron, żeby sprawdzić sekcję dotyczącą studiów inżynierskich.
Budowa maszyn.
Elektrotechnika.
Inżynieria lądowa...
...Nic więcej.
Gdzie była inżynieria środowiska?
W tym momencie ogarnęło mnie przerażenie, powoli docierało do mnie, że coś jest bardzo, bardzo nie tak.
Wróciłam do sekcji poświęconej kierunkom związanym ze środowiskiem i wpatrywałam się w jedyną rzecz, która wydawała się choć trochę związana z tym, co chciałam studiować - geologię.
Wtedy mnie olśniło - wybrałam uniwersytet, który nawet nie oferował mojego wymarzonego kierunku.
To było szokujące odkrycie - nie dość, że nie byłam na dobrej drodze do uzyskania tytułu magistra inżynierii środowiska, to wybrałam uczelnię, który nawet nie prowadziła odpowiedniego kierunku. Mieli świetny program dla przyszłych inżynierów i całkiem niezły program z zakresu ochrony środowiska, ale te dwa kierunki nie były ze sobą powiązane - nie były nawet prowadzone przez tę samą jednostkę! Studia inżynierskie były realizowane przez Wydział Inżynierii, a geologia - przez Wydział Nauk Przyrodniczych i Matematycznych! Jak ja miałam to w ogóle ogarnąć?
Zostałam więc studentką geologii środowiskowej**.
Na początku pomyślałam: "Nic wielkiego, to pokrewne dziedziny, prawda?". Ale im więcej zaczynałam rozumieć, tym bardziej uświadamiałam sobie, że inżynieria polega na tworzeniu rozwiązań, a geologia na badaniu skał.
Płynięcie z prądem
Rozważałam zmianę uczelni, ale zaczęłam już pierwszy rok studiów i przeniesienie wydawało się skomplikowane. Poza tym geologia nie była taka straszna - po prostu nie planowałam jej studiować.
Zrobiłam więc to, co robi każda rozsądna osiemnastolatka, gdy staje przed ważną decyzją życiową:
Wzruszyłam ramionami i postanowiłam płynąć z prądem.
Nie wiedziałam, że ten "przypadkowy" wybór ukształtuje całą moją karierę. Odkryłam, że uwielbiam badać skały, i zaczęłam doceniać tabelę stratygraficzną, która przedstawia czas z geologicznej perspektywy - coś, czego ludzie nie są w stanie pojąć, bo nasze życie jest tak krótkie.
I - jak się okazało - to przygotowało mnie na kolejne 25 lat mojego życia o wiele lepiej, niż mogłam przypuszczać.
Dlaczego twój dyplom ma mniejsze znaczenie, niż myślisz
Chociaż Hollywood uwielbia historie o pierwszoroczniakach, którzy pojawiają się z gotowym planem na kolejne pięć lat, dane pokazują co innego. W Stanach Zjednoczonych w trakcie pierwszego dnia na uczelni mniej niż jeden student na ośmiu potrafi wskazać wybrany kierunek studiów1, a mniej więcej jedna trzecia uczestników studiów licencjackich zmienia profil w ciągu trzech lat2. Te same statystyki dotyczą całej Europy: ogólnokontynentalne badanie obejmujące 25 systemów szkolnictwa wyższego pokazało, że około 14% studentów już zmieniło kierunek studiów, a kolejne 20% poważnie to rozważa. Innymi słowy, niepewność nie jest wadą studiów - jest ich domyślnym ustawieniem, a uczelnie po obydwu stronach Atlantyku istnieją po to, aby pomóc studentom przekuć ten niepewny początku w pełne znaczenia zakończenie.
Wybór kierunku studiów to nie koniec historii - to raczej jej pierwszy rozdział. Niedawny sondaż Pew*** wykazał, że zaledwie 46% absolwentów podejmuje pracę w dziedzinie, którą studiowali. Nowojorski Fed**** twierdzi, że prawie 4 na 10 absolwentów zajmuje stanowiska, które - technicznie rzecz biorąc - nie wymagają nawet dyplomu5. Wniosek? To zupełnie normalne, że świeżo upieczeni absolwenci - zwłaszcza na wczesnym etapie kariery - trochę zbaczają z kursu, zanim trafią na coś, co wydaje się właściwe.
Dlaczego tak się dzieje?
Ponieważ ścieżki kariery rzadko bywają proste. Świat stale się rozwija, a branże zmieniają się szybciej, niż uczelnie są w stanie aktualizować swoje programy nauczania. Wielu studentów nie do końca rozumie też, na czym polega dany kierunek studiów, kiedy go wybierają.
Jaka jest prawdziwa lekcja?
Twój dyplom to nie wyrok dożywocia. To trampolina.
A oto dobra wiadomość: tytuł licencjata czy magistra nie ma aż takiego znaczenia, jak myślisz. Jak wskazują analizy Burning Glass Institute i Strada Institute for the Future of Work*****, nieco ponad połowa niedawnych absolwentów studiów wyższych - około 52% - znajduje pracę, która w rzeczywistości nie wymaga uzyskanego przez nich dyplomu.
Pracodawcy cenią dziś umiejętności i doświadczenie bardziej niż konkretne stopnie naukowe.
Branże związane z technologiami, konsultingiem i zrówno-ważonym rozwojem****** aktywnie rekrutują osoby z różnych środowisk akademickich, ponieważ wnoszą one różne perspektywy. Ważne nie jest to, czy twój dyplom idealnie pasuje do twojej wymarzonej pracy, ale jak go wykorzystasz.
Po ukończeniu szkoły średniej myślałam, że mój kierunek studiów zdefiniował moją przyszłość.
Jako młoda specjalistka zdałam sobie sprawę, że to był tylko pomost.
Tak, zostałam geologiem, ale nigdy zawodowo nie zajmowałam się studiowaniem formacji skalnych. Zamiast tego moje wykształcenie w dziedzinie geologii dało mi podwaliny do czegoś znacznie większego - kariery obejmującej zrównoważony rozwój, pilnowanie zgodności z przepisami i zarządzanie zespołem.
Oczywiście, po drodze zdobyłam też nieco przydatnej wiedzy o minerałach. Dziś jestem duszą towarzystwa na pieszych wędrówkach i spacerach po plaży, zadziwiając (lub męcząc) przyjaciół i rodzinę fascynującymi faktami na temat skał. Po co komu pogawędki, skoro można odkryć historię ukrytą pod stopami?
Ten nieoczekiwany początek nie zniweczył mojej kariery - nadał jej głębi. I przygotował mnie na kolejną lekcję: czasami gotowość i odpowiedzialność pojawiają się w nieodpowiedniej kolejności.
* Angielski termin tree hugger (dosł. "przytulacz drzew") to (przeważnie) życzliwe określenie osoby głęboko zaangażowanej w sprawy ochrony środowiska - miłośnika przyrody, osoby troszczącej się o klimat, noszącej torby wielokrotnego użytku. Czasami termin ten jest używany, by podkreślić pewną ideologią, ale ja używam go z sympatią i bez cienia skrępowania.
** Geologia środowiskowa zajmuje się badaniem interakcji między człowiekiem a środowiskiem geologicznym. Badania obejmują m.in. monitorowanie zanieczyszczeń gruntu, wody oraz powietrza, rekultywację terenów poprzemysłowych czy ocenę ryzyka geologicznego dla inwestycji (przyp. tłum.).
*** Pew Research Center to amerykański ośrodek badawczy, think-thank z siedzibą w Waszyngtonie, informujący opinię publiczną o problemach, poglądach i tendencjach kształtujących społeczeństwa na całym świecie (przyp. tłum.).
**** Bank Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku (ang. Federal Reserve Bank of New York) to największy z 12 banków tworzących System Rezerwy Federalnej, czyli Bank Centralny USA (przyp. tłum.).
***** Burning Glass Institute i Strada Institute for the Future of Work to amerykańskie organizacje badawcze, które analizują dane rynkowe i tworzą rozwiązania łączące potrzeby pracodawców z możliwościami edukacyjnymi, aby budować mobilność ekonomiczną i reagować na dynamiczne zmiany na rynku pracy. Współpracują z uczelniami, firmami i rządami (przyp. tłum.).
****** Zrównoważony rozwój to praktyka polegająca na zaspokajaniu dzisiejszych potrzeb bez niszczenia jutrzejszych możliwości. W teorii chodzi o równowagę między odpowiedzialnością za środowisko, sprawiedliwością społeczną a rentownością w sensie ekonomicznym. A w praktyce? Często jest to mieszanka audytów dotyczących emisji dwutlenku węgla, problemów z łańcuchem dostaw, bełkotliwych raportów interesariuszy i sporadycznych prezentacji obiecujących "lepsze wyniki". Gdy zrównoważony rozwój jest realizowany prawidłowo, wpływa na zmiany. Gdy służy celom marketingowym, to tylko grafika z liśćmi i trzy punkty w prezentacji. Lubię myśleć, że w tej kwestii znalazłam się po właściwej stronie.