Niespodziewane
Jorge
Czułem oddechy podążających za nami osób. Skrytych w cieniu, niemal niematerialnych. Udawałem, pozwalałem im zrealizować plan. Na końcu alejki stanęliśmy przed ścianą.
- I co dalej? - zapytałem.
- Sen - wyszeptała.
Dostałem cios w tył głowy, ale nie straciłem przytomności. Zamknąłem oczy i udawałem, że odpłynąłem. Nałożyli mi worek na głowę i związali ręce. Poczułem, jak mnie podnoszą i niosą. Rzucili mnie na zimną podłogę busa. Samochód ruszył i słyszałem głosy w tle, chociaż nie potrafiłem ich złożyć w logiczną całość. Otępiały od uderzenia, czułem, że co chwilę zmieniali kierunek jazdy. Po kilkunastu przejechanych milach samochód wjechał na drogę szutrową i się zatrzymał.
Usłyszałem otwieranie drzwi auta. Próbowałem ustalić, dokąd mnie wywieźli. Wokół było tak cicho, że mogły to być przedmieścia. Poczułem, jak porywacze podnoszą mnie i gdzieś niosą. Szczęknęły metalowe drzwi, a po chwili posadzili mnie na krześle. Pod stopami czułem twardą ubitą ziemię, a na skórze powiew wiatru.
Zdjęli mi worek z głowy. Przed sobą zobaczyłem mężczyznę wyglądem przypominającego Miguela z początku mojej odsiadki, i blondynkę, która wciągnęła mnie w zasadzkę. Zdołałem oswobodzić skrępowane za plecami ręce. Nie wstałem jednak, zachowując pozory.
- Skąd masz wizytówkę? - zapytał mężczyzna nienaturalnie niskim głosem.
- Znalazłem w drodze do klubu - palnąłem bezczelnie.
Uderzył mnie w szczękę i poczułem strużkę krwi płynącą mi z ust. Nie zasłoniłem się, chociaż mogłem, ręce miałem wolne. W trakcie pobytu w więzieniu wyzbyłem się części odruchów, a przede wszystkim panowania nad bólem.
- Kto cię przysłał? Habla, joder!1) - krzyczał.
1) Gadaj! Ja pierdolę!
- Twoja matka - odpowiedziałem rozbawiony.
Znów mnie uderzył. Tym razem podejrzałem, gdzie ma broń. Ważna informacja. Dawała mi pewność, że trzeciego razu nie będzie.
- Odpowiadaj, kurwa, kto cię przysłał?!
Próbował wyprowadzić kolejny cios, ale byłem szybszy. Zrobiłem unik, skontrowałem prawym sierpowym i nim mężczyzna upadł na ziemię, lewą ręką zabrałem mu pistolet. Blondynka patrzyła z przerażeniem. Uderzyłem mężczyznę z wyczuciem, tak mocno, żeby upadł, i tak słabo, żeby nadal mógł rozmawiać.
- Siadaj! - wskazałem mu krzesło.
- Co jest? - zapytał, patrząc, jak wyjmuję magazynek.
- Wiedzieliście, kto mnie przysyła. Dlaczego bawicie się w przesłuchanie?
- Czyli jednak jesteś García i przysłał cię pan Castano? - rzekł zdziwiony i przerażony.
Dziewczyna skorzystała z okazji i rzuciła się do ucieczki. Po paru metrach biegu w wysokich szpilkach runęła jak długa. Gdy ją podnosiłem, krzyczała, żeby ją zostawić.
- Stój, szkoda twoich pięknych nóg. - Uśmiechnąłem się. - Teraz posłuchajcie oboje. Pozwoliłem wam na ten cały test tylko dlatego, że inaczej byście mi nie uwierzyli. Zastanawia mnie tylko, które z was wymyśliło porwanie.
- Musieliśmy być pewni, że jesteś tym, za kogo się podajesz. Przepraszam - powiedział porywacz.
- Nie żywię urazy. Wstawaj!
- Leo. A to Patricia - przedstawił kobietę i uścisnął mi dłoń.
- Jorge. - Odwzajemniłem uścisk. - Możemy wrócić tam, skąd mnie porwałaś?
- Tak, wsiadaj - rzekła blondynka.
Jechaliśmy po własnych śladach. Pamiętałem każdy zakręt tak dokładnie, że byłbym w stanie wrócić tą drogą z zamkniętymi oczami. W więzieniu moje zdolności percepcji wyostrzyły się. Tych dwoje w trakcie porwania nie zmieniało losowo trasy. Wybrali najszybszą drogę do magazynu, w którym planowali mnie przesłuchiwać.
Dojechaliśmy do klubu. Ominęliśmy kolejkę i poszliśmy do windy. Wsiadając za pierwszym razem, zauważyłem, że mogę wjechać tylko na najwyższy poziom. Patricia przyłożyła magnetyczną kartę i odblokowała przycisk poniżej guzika z napisem "dach".
Drzwi windy otworzyły się po charakterystycznym dźwięku dzwonka. Moim oczom ukazał się apartament pełen ludzi. Domyślałem się, że to gang Miguela. W pokoju było mnóstwo sprzętu informatycznego. Obraz przestępców, jaki miałem przed sobą, odbiegał od tego poznanego w więzieniu. Tutaj nic nie działo się przypadkowo. Kontrolowali położenia GPS różnych ludzi. Większości przedmiotów znajdujących się w pomieszczeniu wcześniej nie widziałem, ale wiedziałem, że mają jakąś funkcję.
- Javier, chodź tu! - zawołał Leo, a po chwili pojawił się niski, mniej więcej dwudziestoletni chłopak. - To jest se?or Jorge García. Przekażesz mu wszystko, co tylko zechce.
- Proszę za mną - powiedział Javier i zaprowadził mnie do jednego ze stanowisk komputerowych. - Jak mogę pomóc?
- Potrzebuję wszystkiego na temat Angela Martineza. Chcę szczegółowo wiedzieć, co robi od świtu do nocy, przejrzeć wszystkie dokumenty księgowe i przeanalizować każdą sprawę, którą zamiótł pod dywan przez ostatnich trzydzieści lat.
- Tego od tequili? - zapytał zaciekawiony.
- Właśnie tego. To jakiś problem?
- Nie, ale to potrwa.
- Zaczekam. Umiem być cierpliwy - zapewniłem go.
Usiadłem na skórzanej kanapie obok Patricii. Nie miałem ochoty rozmawiać. Muszę przyznać, że była naprawdę piękna, a moja długa separacja poluzowała hamulce.
- Gdzie się tego nauczyłeś? - spytała, nie kryjąc podziwu.
- Miałem dobrego nauczyciela.
- Mam nadzieję, że nie jesteś na nas zły. - Przysunęła się do mnie.
- Bywało gorzej. Zrobiliście, co uważaliście za słuszne.
- Nie jesteś za bardzo rozmowny, co?
- Nie nadużywam języka.
- W każdej sferze? - Przeciągnęła się powoli, a pod opiętą na piersiach sukienką zobaczyłem sterczące sutki.
Doskonale zrozumiałem aluzję, ale jej nie podchwyciłem. Obserwowałem zachowanie dziewczyny. Było widać, że wpadłem jej w oko. Zbliżała się do mnie co chwilę, a jeszcze parę minut temu zamierzała mnie torturować. Uznałem, że uczciwy będzie wet za wet i tym razem to ja ją wykorzystam.
- Może napijemy się drinka, czekając, aż młody skończy robotę? - Spojrzałem jej w oczy.
- Jeśli nie szkoda ci języka. - Zaśmiała się.
Na stole stały butelka koniaku i kieliszki. Nie był to szczyt marzeń, ale też nie było na co narzekać. Nalałem i wzniosłem toast.
- Za nową znajomość.
Patricia owinęła swoją rękę wokół mojej i w tej pozycji równocześnie przechyliliśmy kieliszki. Potem złożyła na moim policzku mokrego całusa.
- Taki zwyczaj, gdy poznaje się kogoś nowego - wytłumaczyła.
- Rozumiem. A kiedy już kogoś zna się bliżej, są kolejne rytuały? - przekomarzałem się.
- Nie wiem, czy wystarczy ci na to języka. - Roześmiała się.
- To wyzwanie? Chyba zdążyłaś zauważyć, że jestem dość sprawny.
- Przy świadkach się nie liczy - podpuszczała mnie.
- To chodźmy w jakieś ustronne miejsce.
Wstałem pierwszy i czekałem na jej reakcję. Dołączyła do mnie i poszła przodem, prowadząc mnie w nieznane. Mijaliśmy kolejne pokoje, apartament zajmował chyba całe piętro wieżowca. Patricia otworzyła drzwi do znajdującego się po prawej stronie korytarza pomieszczenia przypominającego pralnię. Weszliśmy do środka, a ja zamknąłem drzwi na klucz.
- Wystarczająco ustronnie? - zapytała.
Nie odpowiedziałem, po prostu złapałem ją w talii i posadziłem na pralce. Popatrzyłem dziewczynie prosto w oczy. Czułem, jak jej serce i oddech zaczynają przyspieszać. Trzymałem ją chwilę w niepewności. Kiedy zbliżała swoje usta do moich, odsunąłem głowę. W końcu nie wytrzymała, wbiła mi mocno paznokcie w szyję i przyciągnęła mnie do siebie. Wepchnęła swój sprężysty i mokry język w moje usta w namiętnym pocałunku.
Położyłem rękę na jej piersi i zacząłem mocno ściskać. Odchylała głowę do tyłu, odsłaniając szyję. Wiedziony żądzą, wbiłem w nią zęby. Patricia wydała lekki jęk. Opuściłem ramiączko z jej lewego barku, wciąż przygryzając szyję. Chwilę później opuściłem całą sukienkę do wysokości pępka ozdobionego kolczykiem z kryształem.
Ściskałem mocno piersi, a ona nie pozostawała mi dłużna. Energicznie złapała za moje krocze. Rozpięła spodnie i opuściła razem z bokserkami do kostek. Pocierała mojego twardego fiuta w górę i w dół, podczas gdy drugą rękę wsunęła sobie pod sukienkę. Przygryzałem twarde sutki dziewczyny, zostawiając ślady śliny.
Zdjąłem ją z pralki, a ona z własnej fantazji klęknęła przede mną i wzięła mojego kutasa do ust. Od lat marzyłem o dobrym lodzie, a Patricia była w tym perfekcyjna. Lizała mojego penisa dokładnie, jakby starała się go wyczyścić swoją śliną, nie pomijając żadnego miejsca. Czułem, że odpływam, lata świetlne od seksualnej abstynencji.
- Wstań - rozkazałem.
Obróciłem dziewczynę przodem do pralki i podwinąłem sukienkę do góry. Patricia miała na sobie czarne koronkowe stringi. Zdarłem je z niej i schowałem do kieszeni na pamiątkę. Naplułem na dłoń i przejechałem nią od łechtaczki do pupy. Nie było to konieczne, bo dziewczyna była gotowa prawdopodobnie już od progu pralni.
Wsunąłem w Patricię mojego twardego chuja. Jęknęła przyjemnie. To był sygnał, że chce, żebym ją jebał jak zwykłą sukę. Złapałem ją mocno za włosy, oplotłem je wokół dłoni i szepnąłem jej do ucha:
- Nigdy tego nie zapomnisz.
Zacząłem poruszać się bardzo szybko. Czułem wszechogarniające podniecenie. Moje ruchy były rytmiczne. Było słychać dźwięk obijanych o siebie ciał. Wsuwałem całą swoją długość, czułem każdy cal wnętrza Patricii. Jęczała coraz głośniej i coraz bardziej z niej kapało. Poczułem, jak zaciska się wokół mnie, co spotęgowało rozkosz. Wyjąłem z dziewczyny fiuta i sprowadziłem ją ponownie do klęku.
- Patrz na mnie.
Wsadziłem penisa w jej dłoń, a ona zaczęła go trzepać. Byłem tak blisko, że wystarczyło kilka ruchów i zacząłem tryskać. Gdy to zobaczyła, otworzyła usta i przyspieszyła. Jej twarz i język pokryły się moim gęstym nasieniem.
Po wszystkim wytarła twarz wiszącym na suszarce ręcznikiem.
- Gdzie moje majtki? - dopytywała.
- Nie będą ci już potrzebne - odpowiedziałem z uśmiechem.
Kiedy doprowadziliśmy się do ładu, wróciliśmy na kanapę, nie dając po sobie poznać, co zaszło. Oczekiwanie na informacje okazało się bardzo przyjemne.